Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Uczestników eventu Sekta zapraszamy tutaj! Wciąż można się zapisywać!



POSZUKIWANIA
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Czarny Szermierz, Afuro Aphrodi Terumi i Zeno Hen poszukują różnych relacji.
► Wasil poszukuje ochotnika do sesji.
► Mark poszukuje przyjaznej duszyczki.

Listopad 1889r.
Deszcz, pochmurne niebo i porywiste wiatry będą towarzyszyć nam niemal codziennie. Temperatura będzie wynosić maksymalnie 7'C w dzień, w nocy zaś 2'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Trafalgar Square
Autor Wiadomość
Rita Veller

Lady

Rodzina: rodzina Veller
Wiek: 17 lat
Znaki szczeg?lne: noszona żałoba
Ekwipunek: nożyk za podwiązką
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lip 2014
Posty: 153
Wysłany: 2017-03-11, 22:56   
   Multikonta: Arianna


?ycie Rity up?ywa?o naturalnym rytmem. W jej egzystencji nic si? nie zmienia?o, nie by?o ?adnych prze?om?w. Ostatnie spotkanie z Rebecc? by?o jej jedn? z niewielu towarzyskich pogaw?dek. Przewa?nie czas sp?dza?a sama w swoim dworze. Raczej nie wybiera?a si? na czasoch?onne zakupy, a nawet po nastaniu wiosny stroni?a od spacer?w w miejscach publicznych. Wydawa?o si?, ?e wci?? nosi ?a?ob? po narzeczonych. Ubiera?a si? na czarno, by?a osob? raczej milcz?c?, nie?mia?a. Zupe?nym przeciwie?stwem panienki Veller, kt?r? niegdy? by?a. ?mier? jednak nie wybiera, tak wygl?da?o ?ycie.
Kiedy dosta?a zaproszenie na wsp?lne spotkanie od pana Newmana troch? j? to zaskoczy?o. Dawno si? z nim nie widzia?a. Ostatni raz by? przy okazji tego nieszcz??liwego polowania. Wydarzy?o si? w?wczas kilka ma?o przyjemnych rzeczy. Cz??? wprawi?o j? w os?upienie, cz??? w smutek. To nie by? dobry okres. ?mier? naznacza?a wiele wydarze?. Wystarczy si?gn?? do gazety i przeczyta? o tym co si? sta?o w szpitalu zapewniaj?cym opiek? ob?o?nie chorym dzieciom. Czasopisma sprzedawane na ulicy pe?ne by?y takich w?a?nie wie?ci. Kto? kogo? zamordowa?, gdzie? zdarzy? si? wypadek. Najcz??ciej pisywano w?a?nie o tych niemi?ych zdarzeniach, mniej miejsca po?wi?caj?c na to co dobre. Nic dziwnego. To g??wnie sensacja przyci?ga?a czytelnika. Dlatego Rita niespecjalnie lubi?a czyta? gazety. ?y?a jakby troch? w zamkni?ciu, lecz nie narzeka?a. Dop?ki jej to odpowiada?o nie pr?bowa?a wykona? kolejnego kroku na prz?d. Wiedzia?a, ?e na to by?o jeszcze za wcze?nie.
Pogoda by?a coraz cieplejsza. Wy?sze temperatury sk?oni?y do zrzucenia z siebie grubszego odzienia. W jej przypadku str?j wci?? by? jednak ?a?obny. Przyjecha?a doro?k?. Zatrzyma?a si? w niewielkiej odleg?o?ci od um?wionego placu, podzi?kowa?a, wysiad?a i pod??y?a we w?a?ciwym kierunku. Rozgl?da?a si? nieco nie?mia?o po okolicy, pr?buj?c nie tylko wyszuka? znajom? twarz, ale r?wnie? pragn?c na d?u?ej zapami?ta? ten widok. W ko?cu nie by?a tu cz?st? bywalczyni?. Po kr?tkiej chwili go dostrzeg?a podchodz?c bli?ej.
- Witaj Leonie. - nie u?miechn??a si?, to by?o wci?? dla niej zbyt obce, zbyt trudne do wykonania, chocia? to przecie? prosty gest.- Dzi?kuj? za zaproszenie. To mi?e z twojej strony. - mog?o to zabrzmie? troch? jak standardowa formu?ka uprzejmo?ci, chocia? wypowiada?a j? jak najbardziej szczerze.
 
     
Leon Newman

Hrabia

Dołączył: 18 Lis 2014
Posty: 98
Wysłany: 2017-03-13, 09:42   

Wiatr owia? mu w?osy. Pojedyncze, jasne kosmyki unios?y si? w powietrze zanim jeszcze zd??y? przywr?ci? je na miejsce niedba?ym ruchem d?oni. Pogoda by?a dobra do spacer?w. W przypadku Londynu niestety normalno?ci by?y deszcze, m?awki i pochmurne niebo. Czasem przez g?szcz szarych i ponurych ob?ok?w nie przebija? si? ani jeden promyk s?o?ca. Teraz by?o inaczej. Pojedyncze bia?e chmurki leniwie przesuwa?y si? po niebosk?onie. Powietrze by?o ciep?e, coraz mniej ch?odnych nalecia?o?ci. Co prawda nawet lato w tym mie?cie nie by?o a? tak s?oneczne jak w innych kra?cach ?wiata, lecz to nie by? pow?d, ?eby od razu skre?la? Londyn. Miasto mia?o sw?j klimat. Nie ka?dy musia? go lubi?, natomiast ka?dy mieszkaniec musia? go tolerowa?. Na szcz??cie zadbano o to, ?eby by?o kilka lokacji, kt?re nadaj? si? do do?? zno?nego sp?dzenia czasu. Ten plac by? jednym z nich. Obecnie nie kr?ci?o si? tu du?o ludzi. Pojedyncze osoby. Panie z pieskami, panowie z gazetami zwini?tymi w rulon pod pachami. A po?r?d tej gawedzi dostrzeg? na ciemno ubran? m?od? panienk?. Jak zwykle w ?a?obie. Nie podejmowa? z ni? tego tematu, gdy? zdawa? sobie spraw?, ?e dla dziewczyny to musi by? trudna dyskusja. M?g? sobie tylko wyobra?a? jaki b?l w sobie nosi?a po utracie ukochanej osoby. Wsp??czu? jej, jednak nie okazywa? jej tego wprost. Uznawa?, ?e dla panienki Veller lepsze b?dzie po prostu oderwanie si? od codzienno?ci, sp?dzenie czasu w towarzystwie na rozmowie, z dala od m?cz?cych my?li k??bi?cych si? w g?owie. W przeciwie?stwie do niej u?miechn?? si?. Wargi lekko drgn??y, sk?oni? si? odrobinie w ge?cie przywitania gdy tylko dziewczyna podesz?a bli?ej.
- Mia?em nadziej?, ?e je przyjmiesz. - odpowiedzia? i wskaza? d?oni? na dr??k? prowadz?c? leniwie przez plac. - Przejdziemy si?? - zaproponowa?, po czym sam skierowa? si? we wskazanym przez siebie kierunku, zak?adaj?c r?ce z ty?u na plecach. - Zd??y?a? ju? och?on?? po rozpocz?ciu sezonu polowa?? - zacz?? nawi?zuj?c w ten spos?b do nieszcz??liwego wydarzenia, w kt?rym oboje brali udzia?.
Co prawda przetrwali to zdarzenia, wyszli bez szwanku, jednak atmosfera, kt?ra panowa?a wok?? tych ?ow?w mog?a by? nie ?atwym prze?yciem dla kogo? tak wra?liwego jak Rita. Oczywi?cie m?g? si? myli?, nigdy nie wyklucza? mo?liwo?ci pope?niania b??d?w czy wyci?gania z?ych wniosk?w przez siebie, jednak oboje byli tylko lud?mi. Nie mieli poj?cia ile wok?? nich kr?ci si? istot nadprzyrodzonych. Post?powali jak ludzie, ?yli jak ludzie. Wykazywali wi?c typowo ludzkie odczucia, emocje i niepewno?ci. Nawet dla niego to polowanie nie by?o tak? rozrywk? jak? m?g? si? spodziewa?, a przecie? by?o to zaj?cie dla niego nie obce.
 
     
Rita Veller

Lady

Rodzina: rodzina Veller
Wiek: 17 lat
Znaki szczeg?lne: noszona żałoba
Ekwipunek: nożyk za podwiązką
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lip 2014
Posty: 153
Wysłany: 2017-03-15, 21:47   
   Multikonta: Arianna


S?ysz?c s?owa Leona skin??a g?ow? kieruj?c si? we wskazanym przez niego kierunku. Na placu nie by?o zbyt wiele os?b. Rzeczywi?cie, arystokracja wola?a sp?dza? czas w swoich dworach b?d? na ?onie natury ni? w mie?cie. A jednak oni wybrali akurat taki spos?b. Zreszt?. Oboje wci?? poniek?d mieszkali z rodzicami. Pan Newman wci?? by? kawalerem i nie wida? by?o przy nim ?adnej kandydatki, chocia? Rita uwa?a?a, ?e na pewno powinien mie? powodzenia. Nie dopytywa?a si? jednak o to, to by?a na pewno jego prywatna sprawa. W jej oczach by? jednak inteligentnym m??czyzn?, z manierami, pasj? i odpowiednim podej?ciem do kobiet. Cz??? dam, kt?re zna?a kiedy? panienka Veller chciwie poszukiwa?y w?a?nie kogo? takiego. Zamiast tego trafia?y si? im ma??e?stwa z rozs?dku. Je?li kt?ra? poczu?a co? do swojego narzeczonego to mia?a szcz??cie. Wiele kobiet jednak trwa?o w zwi?zkach, w kt?rych nie by?y szcz??liwe. M?? m?g? pi?, ?le je traktowa?, stawa?y si? przedmiotem, a nie podmiotem. Albo mi?dzy wybrankami nie by?o ?adnego uczucia, co r?wnie? by?o przykre. Musieli tkwi? ze sob? ze wzgl?du na umow? zawart? mi?dzy rodziny. W ten spos?b dokonywano transakcji kupna i sprzeda?y, osoba stawa?a si? towarem i bezsprzecznie to panie by?y tu w gorszej pozycji, bo to zwykle rodzina kawalera wybiera?a sobie odpowiedni? parti? dla syna. Panna Veller wiedzia?a, ?e jej rodzice po cichu rozgl?daj? si? za kim? dla niej, jednak by?a w tej dobrej pozycji, ?e nikogo na si?? jej nie proponowali. By? mo?e w ko?cu si? to zmieni, by? mo?e w ko?cu i oni b?d? mieli do?? jej ?a?oby. Na ten moment jeszcze nie naciskali, aczkolwiek zdawa?a sobie spraw? z tego, ?e w tym spo?ecze?stwie im starsza panna bez narzeczonego tym jest to gorzej przyjmowane. Bo co? musia?o by? tak? os?bk? nie tak. Mo?e mia?a pod?y charakterek, mo?e nie mia?a maj?tku, mo?e rodzina chcia?a si? pozby? balastu... ludzie ca?e ?ycie b?d? plotkowa?. Nawet nie znaj?c sytuacji u ?r?d?a.
- Tak. - kiwn??a g?ow?, przytykaj?c lekko d?o? do ust.- Nie powiem, by?o to do?? trudne... - przyzna?a po chwili, marszcz?c nieznacznie brwi.- Nie spodziewa?am si?, ?e dojdzie do takich rzeczy, ale... ju? jest w porz?dku. - unios?a nieco wy?ej g?ow?, to naprawd? mi?e, ?e Leon o to pyta?.- A jak z tob? Leonie? Zajmowa?e? si? w tym czasie czym? nowym? - by?a zaciekawiona, ostatecznie wiedzia?a, ?e m??czyzna lubi projektowa? r??ne drobna cuda, kt?re wygl?daj? nie tylko pi?knie, ale tak?e s? u?yteczne... szkoda jednak, ?e z ta swoj? pasj? nie wyszed? do szerszego grona. Na pewno wiele os?b by?oby zachwyconych jego wyrobami.
 
     
Leon Newman

Hrabia

Dołączył: 18 Lis 2014
Posty: 98
Wysłany: 2017-03-18, 00:23   

To spo?ecze?stwo i czasy dyktowa?o im wiele zasad, kt?rymi musieli si? kierowa?. I nie raz nie mieli zupe?nie nic do powiedzenia w tej materii. Pewne zwyczajne traktowano jak obowi?zek, nie by?o sposoby na to, ?eby je obej??. Wci?? praktykowane by?y do?? wcze?nie zawierane zwi?zki mi?dzy dzie?mi na zasadzie narzecze?stwa, w troch? p??niejszym wieku ma??e?stwa. Zdarza?y si? bardziej liberalne rodziny, kt?re pozwala?y sobie dziecku wybra? swojego partnera, ale nie by?o ich za wiele w klasie wy?szej. Troch? inaczej sprawa przedstawia?a si? w sferach ni?szych. Tam panowa?a wi?ksza swoboda, nikt tego nie kontrolowa?, nikt nie szepta? za plecami drugiej strony o pope?nionym mezaliansie czy nie takcie, podczas gdy u nich by? to chleb powszedni. Zachowanie odbiegaj?ce od normy by?o szeroko komplentowane. Ofiara nie mog?a ju? liczy? na zaproszenia na spotkania towarzyskie, odsuwano j? od siebie, izolowano, utrudniano zawieranie nowych znajomo?ci, prowadzenie nowych interes?w. ?wiat zamyka? si? na osoby, kt?re wy?amywa?y si? spod pewnych schemat?w. Gdyby panienka Veller nie nosi?a ?a?oby nie by?oby dla niej usprawiedliwienia. By? mo?e ju? szykowa?aby si? do ?lubu. Ten czarny str?j w pewnym stopniu chroni? j? przed tym, ale jak wiadomo nie b?dzie to trwa?o wiecznie. W ko?cu b?dzie musia?a go zdj??, a wtedy oferta kandydat?w rozsypie si? jak z otwartego worka. Tym bardziej, ?e dziewczyna z racji pochodzenia, wygl?du i charakteru uchodzi?a za dobr? parti?. Niestety, kobiety w tych czasach traktowano bardziej przedmiotowo i chocia? Leon nie patrzy? na towarzyszk? swojego spaceru w ten spos?b, to zdawa? sobie spraw? jak postrzega j? spo?ecze?stwo.
Nie ?pieszy? si?. To mia? by? powolny, rozlu?niaj?cy spacer sp?dzony na przyjemnej rozmowie. Nie by?o do czego goni?. Aura dopisywa?a, nie musieli ucieka? przed deszczem ani chroni? si? przed ch?odem.
- Troch? pogrzeba?em w swoich starociach, wiesz jak to jest. - wzruszy? ramionami, bo chocia? mia? swoj? pasj? do sk?adania dziwacznych konstrukcji, to specjalnie nie lubi? si? ni? chwali?. - Ostatnio par? dni sp?dzi?em w swojej pracowni, pomy?la?em, ?e taki spacer do dobry spos?b na wyj?cie do ?wiata. - jego wargi drgn??y w lekkim u?miechu.- Wspomina?a? ostatnio co? o... Rebecce? - zmarszczy? brwi, bo zdawa?o mu si?, ?e czarnow?osa po?wi?ci?a jej par? s??w na polowaniu. - Chodzi o Rebecc? Montgomery, nieprawda?? Wybacz, ?e pytam... by?em troch? odci?ty od rzeczywisto?ci przez pewien czas. - wyja?ni?, rzucaj?c jej kr?tkie, ?yczliwe spojrzenie.
Osobi?cie bowiem nie zna? tej dziewczyny, aczkolwiek nazwisko by?o mu znane. Dlatego zagai? na ten temat chc?c dowiedzie? si? czego? wi?cej.
 
     
Rita Veller

Lady

Rodzina: rodzina Veller
Wiek: 17 lat
Znaki szczeg?lne: noszona żałoba
Ekwipunek: nożyk za podwiązką
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lip 2014
Posty: 153
Wysłany: 2017-03-24, 22:34   
   Multikonta: Arianna


Zauwa?y?a, ?e par? os?b zwr?ci?o uwag? na jej ?a?obny str?j. Nieco j? to zak?opota?o, lecz z drugiej strony chyba nie by?o w tym nic dziwnego, ?e m?oda dziewczyna mo?e w taki spos?b obchodzi? ?mier? bliskiej osoby. Bardziej dziwi?o to osoby, kt?re zna?y Rit? ju? troch? czasu. W ko?cu wiedzia?y, ?e od nieszcz??liwego zdarzenia up?yn??o ju? sporo miesi?cy. A jednak panienka Veller nie zdejmowa?a czarnej sukni. Cz??? os?b ciekawsko dopytywa?a, cz??? wola?a potraktowa? to milczeniem. Rita przyzwyczai?a si? ju? do czerni. Patrzy?a na ?wiat zupe?nie inaczej ni? kiedy?. Kiedy? ta rzeczywisto?? wydawa?a si? pe?na barw, kolor?w, pe?na szcz??liwych chwil i u?miech?w. Dzisiaj to wszystko wydawa?o si? niezwykle ulotne. To tak jakby przesz?o??, kt?ra nigdy nie istnia?a. Jej ?wiat przybra? barwy szaro?ci. Cz?sto poch?ania?o j? wpatrywanie si? w opadaj?ce krople deszczu, w rzeczy, kt?re dla wielu os?b wydawa?y si? ponure i smutne. Ona si? w tym zatapia?a, aczkolwiek nie czu?a tylko smutku co kiedy?. Teraz to sta?o si? jej domem, jej cz??ci?, jej rzeczywisto?ci?. Nie rozstawa?a si? z czarnymi barwami, w szafach mia?a niemal?e wy??cznie stroje w tych kolorach, a stare sukienki le?a?y gdzie? poupychane bez?adnie. Prawie o nich zapomnia?a. Prawie zapomnia?a o tym jak si? u?miecha? i nawet gdy przydarzy?o si? jej co? ca?kiem mi?ego, nie potrafi?a u?o?y? warg w odpowiedni kszta?t. Co? j? blokowa?o, w?asne przekonania, a mo?e ta szaro??, kt?r? wype?nia?a pustk? ?ycia.
- Przynajmniej masz zaj?cie, kt?remu w pe?ni si? po?wi?casz. - odpowiedzia?a przestaj?c tak skupia? si? na otoczeniu, za? wzrok przenosz?c na Leona.
Bo co ona mia?a? Wyszywa?a. Lubi?a dzierga? r??ne rzeczy czy to swetry czy szaliki czy zwyk?e serwetki. Na tym jako? up?ywa? jej czas, ale nie mog?a przecie? tego robi? wiecznie. Wi?kszo?? jej r?kodzie? by?a wydawana biednym, bo nie mia?a dla kogo wyszywa?. A dla niej samej tego wszystkiego by?oby za du?o. Mo?e i sz?o jej to ca?kiem ?adnie, ale nawet ta praca nie raz wydawa?a si? jej zupe?nie bezu?yteczna.
- Tak, tak... dok?adnie o ni?. - przyzna?a kiwaj?c g?ow?.- Ostatnio postanowi?a odnowi? ze mn? znajomo??, ale c??... to do?? specyficzna osoba. By? mo?e troch? o niej s?ysza?e?. - nie do ko?ca mia?a poj?cie jak przedstawi? Rebecc?, ?eby to zabrzmia?o wystarczaj?co taktownie.- Mam jednak nadziej?, ?e nie b?dzie nalega? na dalsze spotkania. Wystarczy mi w zupe?no?ci jedno. - westchn??a cicho pod nosem przenosz?c wzrok na pobliskie drzewa, na kt?rych kwit?a ju? ziele?... tak, pogoda coraz bardziej dopisywa?a.
 
     
Leon Newman

Hrabia

Dołączył: 18 Lis 2014
Posty: 98
Wysłany: 2017-03-26, 21:53   

Nie zaprzecza?, dobrze jest mie? takie zaj?cie. Co? na czym mo?na po?ytkowa? sw?j czas. Wbrew pozorom arystokracja nie mia?a wcale tak wiele zaj??. To nie przedstawiciele stanu ni?szego, kt?rzy cz?sto musieli pracowa? od ?witu do zmierzchu na utrzymanie siebie i swojej rodziny, a i tak niewiele im starczy?o. Owszem, bogatsi te? mieli swoje zaj?cia, ale zdecydowanie mniej wyczerpuj?ce. Prowadzili firmy, uzgadniali kolejne interesy, dogl?dali swojego biznesu, pe?nili piecz? nad ekonomi?, wype?niali funkcje polityczne, organizowali r??ne akcje spo?eczne. By?o tego sporo, aczkolwiek nie wymaga?o to wielkiego wysi?ku fizycznego. Czasem trafia?y si? podr??e, czasem trafia?y si? spotkania towarzyskie, kt?re r?wnie? mia?y wymiar biznesowy... Leon pomaga? ojcu w prowadzeniu firmy. Pe?ni? piecz? nad rachunkami, ca?? gospodarsk? strat i wydatk?w, czasem co? za?atwia?, uzgadnia?, ale poniewa? by? to rodzinny biznes nie by? a? tak zajmuj?cy. W?a?nie z tego powodu m?g? sobie pozwoli? znikn?? na kilka dni w swojej pracowni, odcinaj?c si? niemal zupe?nie od ?wiata. Nie narzeka? wi?c na problemy z wype?nieniem sobie czasu, zawsze co? dla siebie znajdowa?, chocia? nie by? sta?ym bywalcem licznych przyj?? czy bal?w, za kt?rych organizacj? cz?sto odpowiada?y ?ony czy partnerki pracuj?cych hrabi?w czy lord?w.
- Co? mi si? obi?o o uszy. - przyzna? z potakuj?cym pomrukiem analizuj?c dok?adnie informacje, kt?re posiada?, chocia? by?y one raczej szcz?tkowe... by?a to jedna z tych panienek, kt?re wci?? cieszy?y si? stanem wolnym nale??ca do szanowanej rodziny, ale nie zna? jej a? tak osobi?cie... co najwy?ej zetkn?? si? z jej osoba na paru spotkaniach. Niestety, nie przyk?ada? do tego zbyt wielkiej wagi.
?wiat arystokracji by? do?? skromny, w?ski. Wi?kszo?? os?b si? zna?a z bal?w, przyj??... na kt?re zapraszano wci?? niemal te same osoby. Ka?da persona, kt?ra dopiero co do??cza?a do tego towarzystwa by?a dok?adnie sprawdzana, szybko pojawia?y si? o niej r??ne plotki, czasem r??ne niedopowiedzenia niezbyt przyjemne dla nich samych.
- Jest taka m?cz?ca? - wargi wygi??y si? lekko w rozbawieniu, sam Newman nie przepada? za plotkami, ale ten temat akurat go nieco zaciekawi?. - Nie przejmuj si?, jestem pewien, ?e nie b?dziesz dla niej do?? zajmuj?ca. - doda? nie maj?c oczywi?cie zamiaru urazi? panienki Veller, raczej j? zwyczajnie pocieszy?, bo zdawa? sobie spraw?, ?e czarnow?osa niekoniecznie b?dzie mia?a teraz ochot? na zbyt g?o?ne towarzystwo.
 
     
Rita Veller

Lady

Rodzina: rodzina Veller
Wiek: 17 lat
Znaki szczeg?lne: noszona żałoba
Ekwipunek: nożyk za podwiązką
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lip 2014
Posty: 153
Wysłany: 2017-03-30, 21:17   
   Multikonta: Arianna


Ka?demu z ich ?rodowiska co? by si? obi?o o uszy. Bywa?y takie nazwiska, kt?re koniecznie trzeba by?o zna?, a nawet je?li nie zna?o si? tych person osobi?cie to si?? rzeczy cz?sto s?ysza?o si? o pewnych fundatorach, wa?nych politykach, organizatorach r??nych akcji. Ich ?wiat by? na tyle ma?y, ?e nawet kobiety, kt?re przecie? nie miesza?y si? w wielki ?wiat m??czyzn musia?y zna? pewne nazwiska i osobisto?ci. Prawd? m?wi?c, panienka Veller kompletnie nie by?a tym zainteresowana. Wiedzia?a, ?e nie mo?na generalizowa?, aczkolwiek postawa Rebeccki wobec tego ?wiata mniej zamo?nego by?a okropna i od takich os?b najlepiej szybko si? odcina?. Tylko, ?e Rita nie wiedzia?a jak to zrobi? do?? taktowanie. Nie chcia?a doprowadzi? do jakiego? skandalu albo obrazi? pann? Montgomery, po prostu jej punkt widzenia w wielu przypadkach by? diametralnie inny i raczej nie zapowiada?o si? na to, ?e dojdzie z Rebecc? pod tym wzgl?dem do jakiego? porozumienia.
- Jest... - urwa?a, nie wiedzia?a jak to uj??.
Pochyli?a bardziej g?ow? w zamy?leniu na moment przytykaj?c bok d?oni do ust. Wpatrywa?a si? teraz w kolejne, spokojne kroki stawiane przy okazji tego spaceru. Nie ?pieszy?o si? jej, najwyra?niej rozm?wcy r?wnie?, wi?c mo?na by?o po?wi?ci? kilka chwil na bardziej ciche rozwa?ania.
-... m?cz?ca. - przyzna?a dopiero po chwili.- Bardzo si? r??nimy, a ja... nie potrafi? ci?gle s?ucha? o zakupach, nowych sukniach i drogiej bi?uterii. - podnios?a na powr?t g?ow? spogl?daj?c na Leona. - Mam tak? nadziej?, nie wiem jak mog?abym nast?pnym razem jej odm?wi?, ?eby unikn?? spotkania.
Rita nie chcia?a posuwa? si? do k?amstwa, nie lubi?a k?ama?. Czasem co prawda zdarza?o si?, ?e m?wi?a o czym? w ?agodniejszy spos?b, nie formu?owa?a ostrych ocen, ale bardzo dba?a o to by kogo? w ten spos?b nie urazi?. Nie chcia?a by? nie mi?a, ka?dy ?y? na sw?j spos?b i rozumia?a to, ?e ca?ym ?yciem dla panienki Montgomery mog? by? przyj?cia i bale. Po prostu ona nie zamierza?a podziela? takiego ?ycia.
Przenios?a wzrok na swojego rozm?wc?, ale jej uwag? bardziej przyku?y dwa czarne ptaszki wznosz?ce si? w powietrze z ga??zi jednego z okolicznych drzew. Wszystko ?y?o. Wszystko oddycha?o. Po zimie przychodzi?a wiosna, po wio?nie lato. I tak nieustannie. Ile jeszcze p?r roku przyjdzie jej nosi? ?a?ob?? Dla panny Veller nawet proste, ciesz?ce kiedy? oczy zjawiska by?y teraz zupe?nie bezbarwne, pozbawione wyrazu i znaczenia. Wszystko spowi?a szaro??. Tak jakby inne kolory zupe?nie przesta?y istnie?. Mo?e te ptaki te? mia?y bardziej barwne upierzenie? Mo?e tylko ona widzia?a je jako czarne?
 
     
Leon Newman

Hrabia

Dołączył: 18 Lis 2014
Posty: 98
Wysłany: 2017-04-01, 21:19   

- Takie osoby zwykle potrzebuj? kogo? kto stanie si? ich t?em. - stwierdzi? r?wnie? z pewnym namys?em, kt?re odbija?o si? wyra?nie w oczach Newmana.- W przeciwnym wypadku a? tak nie b?yszcz?. Ale jednocze?nie szukaj? poklasku w towarzystwie, kt?re podziela ich zainteresowania. I dlatego mo?e panienka Montgomery nie b?dzie zaszczyca? cie zbyt cz?sto swoj? obecno?ci?. - na jego wargach zn?w pojawi? si? drobny u?miech.
Na sw?j spos?b to musia?o wygl?da? odrobin? zabawnie. Wystarczy?o wyobrazi? sobie g?o?n? dam?, kt?ra nieustannie domaga si? podziwu i zachwytu z ka?dej strony b?d?c niezwykle rozpieszczonym dzieckiem od zawsze op?ywaj?cym w luksusy i kogo? takiego jak Rita czyli os?bk? raczej cich?, nie?mia??, jaka zdecydowanie nie przyk?ada?a zbyt wielkiej uwagi do pi?knych sukni czy drogiej bi?uterii. To na pewno musia?y by? do?? oryginalne spotkania, a zarazem nic dziwnego, ?e by?y m?cz?ce dla panny Veller. On pewnie te? szybko odczu?by zm?czenie takim towarzystwem, chocia? spotka? ju? nie jedn? kobiet? podobn? Rebecce. Czasem zostawa?o to z nimi na zawsze i na staro?? zamienia?y si? w marudne j?dze, a czasem pojawia?a si? iskierka nadziei na zmian?. Zbyt materialistyczne podej?cie do ?ycia nie nios?o ze sob? nic dobrego. Co prawda sami obracali si? w?a?nie w?r?d ludzi tego pokroju, jednak r?wnie istotne by?o zachowanie umiaru i pokroju. Urodzili si? w dobrych rodzinach, wi?c mieli dostatnie ?ycie, a gdyby urodzili si? jako dzieci biedoty... nie dane by?oby im ju? zazna? tych wszystkich wyg?d. W zasadzie poniek?d nie mieli na to wp?ywu.
Pod??y? wzrokiem za spojrzeniem Rity, kt?re zatrzyma?o si? na odlatuj?cych ptakach. By?o co? urokliwego w tym krajobrazie, pomimo jego codzienno?ci. Codzienno?? zr?szt? mog?a by? niezwykle atrakcyjna, chocia? nie by?a zazwyczaj doceniana. Wystarczy?o doszuka? si? w niej czego? bardziej pozytywnego.
- Wi?c ostatnio nic cie nie zaskoczy?o opr?cz spotkania z pann? Montgomery? - podj??, aczkolwiek nie odrywa? spojrzenia od coraz bardziej oddalaj?cych si? w powietrzu ptak?w.
Zastanawia?o go to jak d?ugo jeszcze dziewczyna b?dzie nosi? t? ?a?ob?, ale na si?? nie zamierza? zmienia? jej przekona?. Ostatecznie to by?o jej ?ycie.
- Masz jakie? plany? - dopyta? staraj?c si? r?wnocze?nie nie naruszy? zanadto jej strefy prywatno?ci, bo oczywi?cie... mog?a nie chcie? dzieli? si? swoimi zamierzeniami z nim.
Skierowa? si? dalej. Skin?? g?ow? na powitanie jednej z przechodz?cych kobiet, kt?ra odpowiedzia?a tym samym gestem. Kojarzy? j? z jednego ze spotka? towarzyskich. Mo?e powinien wreszcie zawita? na wi?ksz? imprez?? Od momentu przyj?cia w domu Phantomhive nigdzie nie bywa?.
 
     
Rita Veller

Lady

Rodzina: rodzina Veller
Wiek: 17 lat
Znaki szczeg?lne: noszona żałoba
Ekwipunek: nożyk za podwiązką
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lip 2014
Posty: 153
Wysłany: 2017-04-09, 21:54   
   Multikonta: Arianna


Kiwn??a zgodnie g?ow? na s?owa Leona. Rzeczywi?cie, trudno temu zaprzeczy?. Rebecca by?a os?bk?, kt?ra pragn??a by? gwiazd? ka?dego spotkania, kim? kto by? chwalony, podziwiany... kim?, o kim wyra?ano si? w samych superlatywach nawet je?li posiada?a swoje wady. Z drugiej strony wskazanie jej pewnych s?abo?ci mog?oby uchodzi? za du?y nietakt wobec tak wysoko postawionej rodziny. Dlatego panna Veller wola?a sobie oszcz?dzi? k?opot?w. Pochodzi?a z arystokratycznego domu co prawda, ale nie o a? takim poziomie znaczenia. By?a to raczej jedna z przeci?tnych klas wy?szych, kt?ra niczym specjalnym si? nie wyr??nia?a. Nie obnosi?a si? zanadto ze swoim tytu?em, ale te? na tle robotnik?w czy kupc?w wida? by?o, ?e jest kim? bardziej zamo?nym. Nawet pomimo zak?adanej przez ca?y czas czerni, kt?ra nieustannie jej towarzyszy?a ju? od d?u?szego okresu.
Ptaki odlecia?y. Zawia?o lekkim wiatrem, kt?ry uni?s? nieznacznie w powietrze kosmyki w?os?w Rity. Nie po?wi?ci?a temu zbyt wielkiej uwagi. Kr?tsze w?osy by?y rzadko?ci? w?r?d arystokratek, wi?kszo?? by?a dumna ze swoich d?ugich kosmyk?w. Skierowa?a si? dalej z Leonem w ten spokojny spacer. Powietrze by?o coraz cieplejsze, wyra?nie czu? ju? pierwszy oddech lata.
- Nic. - pokr?ci?a przecz?co g?ow?, chocia? jakby si? nad tym d?u?ej zastanowi? kwestia dziewczyny, kt?ra sta?a si? kotem i pewnego tajemniczego m??czyzny spotkanego niegdy? w Filharmonii nie dawa?a jej spokoju.- Och... zapomnia?abym. Pami?tasz te dziewczyn? o bia?ych w?osach z polowania? Spotka?e? j? jeszcze p??niej? - zaciekawi?a si? wracaj?c wzrokiem na swojego rozm?wc?, wola?a nie zara?a? go swoim melancholijnym nastrojem, wi?c lepszym wyj?ciem by? powr?t do toczonej wcze?niej rozmowy.- Nie... nie wiem nawet co mog?abym planowa?. - przyzna?a ze skr?powaniem, bo rzeczywi?cie od d?u?szego czasu ?ycie panienki Veller pozbawione by?o plan?w na przysz?o??, na dobr? spraw? nie wiedzia?a co b?dzie nawet za tydzie?, czy za miesi?c, nie chodzi?y jej po g?owie ?adne spotkania towarzyskie, bale czy przyj?cia, ?y?a jakby w odosobnieniu.- Chyba moje ?ycie jest zbyt... nudne na takie ekstrawagancje jak plany. - wyzna?a p??g?osem, ale c??... w jej oczach w?a?nie tak si? to przedstawia?o.
Rita nie zwr?ci?a specjaln? uwag? na przechodz?c? par?. Ani na ma?? dziewczynk? ubran? w falbaniast? sukienk?, kt?ra biega?a za psem. Tak, kiedy? te? taka by?a, ale to wszystko wydawa?o si? by? teraz odleg??, nierealn? przesz?o?ci?.
 
     
Leon Newman

Hrabia

Dołączył: 18 Lis 2014
Posty: 98
Wysłany: 2017-04-23, 23:11   

Pan Newman nie izolowa? si? a? do tego stopnia co Rita. Rzeczywi?cie lubi? zaszywa? si? w swojej pracowni, ale jednocze?nie nie unika? ca?kowicie spotka? towarzyskich. Zjawia? si? na nich je?li by? zapraszany, ale nie by? te? sta?ym bywalcem takich zabaw. Po prosto od nich usilnie nie stroni?. Nie ucieka? od ?ycia uwa?aj?c je za ciekawy element codzienno?ci, a jednocze?nie nie wypiera? si? swojej pasji, kt?ra sk?ania?a go do przesiadywania przez d?ugie godziny w zamkni?ciu. Mo?e dlatego mia? odrobin? wi?ksze obycie od panienki Veller, co nie oznacza?o oczywi?cie, ?e wsz?dzie ka?dego zna?. Bywa?y takie osoby, kt?re na d?u?ej zapada?y mu w pami??, chocia? nie mia? z nimi zbyt cz?sto do czynienia. Bywa?y te? takie jednostki, kt?re szybko umyka?y mu z g?owy, chocia? na ulicach cz?sto u?miecha?y si? z pozdrowieniami w jego stron?. Mo?e gdyby Leon bardziej piel?gnowa? kontakty, w?wczas lepiej by si? w nich orientowa?. Do pierwszej z tych grup zdecydowanie nale?a?a bia?ow?osa dziewczyna, z kt?r? pewnego ch?odnego dnia zetkn?? si? w jednej z uliczek. Mo?e w?a?nie dlatego, ?e zupe?nie nic nie m?wi?a, a mo?e to jej specyficzne zachowanie przyku?o uwag? pana Newmana zmuszaj?c go do g??bszego zastanowienia nad jej istot?. Niestety, nic wi?cej nie m?g? wydedukowa? ponad tego co ju? by? ?wiadkiem, ci??ko mu by?o uwierzy? w nadnaturalne zdarzenia dop?ki nie mia? z nimi bezpo?redniej styczno??, nawet je?li r?wnocze?nie nie wyklucza? istnienia takich paranormalnych zjawisk.
- Nie. - zaprzeczy? z zastanowieniem.- Nie mia?em okazji ju? jej zobaczy?, ale... by?a? mo?e na ostatnim festiwalu balon?w? S?ysza?em na jednym z rodzinnych spotka? o dziewczynie, kt?ra by?a... c??... bardziej rozebrana ni? ubrana i sia?a zgorszenie tym w?r?d m?odych. - na samo wspomnienie tych s??w na jego wargach zn?w pojawi? si? u?miech.- Oczywi?cie nie mam pewno?ci czy to by?a akurat ona, ale jednak... skojarzenie nasuwa si? samo. - wzruszy? ramionami, mijaj?c akurat jeden z pomnik?w dumnie wzniesionych w centralnej cz??ci placu.- Jakkolwiek... nie mo?na zaprzeczy?, ?e to do?? fascynuj?ca istota. - inaczej nie wiedzia? jak okre?li? Sharon, chyba wystarczy tak zdefiniowa? jej istnienie.- Przesadzasz. - przeni?s? z powrotem wzrok na towarzysz?c? mu dziewczyn?.- Zawsze warto planowa?. Plany niekoniecznie musz? wi?za? si? z radykalnymi zmianami. To po prostu jeden krok w prz?d w przysz?o??.
Leon cz?sto planowa?. Cz??? jego zamierze? si? sprawdza?a bardziej, inne mniej... ale uwa?a?, ?e warto mie? pewne plany na przysz?o??, szuka? czego? co oka?e si? przepisem na sukces czy to w sprawach materialnych, duchowych... czy w jakiejkolwiek innej dziedzinie ?ycia. Sama ch?? wybiegania do przodu by?a przecie? naturaln? cech? jednostki.
 
     
Rita Veller

Lady

Rodzina: rodzina Veller
Wiek: 17 lat
Znaki szczeg?lne: noszona żałoba
Ekwipunek: nożyk za podwiązką
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lip 2014
Posty: 153
Wysłany: 2017-04-26, 21:53   
   Multikonta: Arianna


Pann? Veller wci?? zastanawia?a ta istotka. Wygl?da?a na cz?owieka, chocia? niezupe?nie potrafi?a si? tak zachowa?. Arystokratka mia?a z ni? ju? do czynienia na polowaniu, kt?re nie nale?a?o do najweselszych wspomnie?. W?wczas dochodzi?o do do?? niebezpiecznych zdarze?, ale ta bia?ow?osa... by?a czym? co nie mie?ci?o si? w ludzkim rozumowaniu. Na ich oczach zamieni?a si? z cz?owieka w zwierz?. Leona nie by?o w?wczas w ich towarzystwie, wi?c nic dziwnego, ?e mia? problem z tym by da? wiar? temu wydarzeniu. Te? by si? pewnie waha?a gdyby nie by?a naocznym ?wiadkiem, ale w obecnej sytuacji jedyne co mog?a to przyj?? to za prawd?. Potem jednak nigdzie ju? nie widzia?a nieznajomej, zupe?nie tak jakby przepad?a bez ?ladu. Ale z drugiej strony panienka Veller te? rzadko opuszcza?a swoj? posiad?o?? i rzadko mia?a okazj? bywa? w?r?d ludzi. W?a?nie dlatego zaciekawi?y j? informacje przekazane przez Newmana.
- Nie by?am. S?ysza?am, ?e by?o du?o ludzi... mo?na by?o wybra? si? w lot balonem, ale... to chyba nie dla mnie. - przyzna?a ze skr?powaniem, obawiaj?c si?, ?e zwyczajnie nie odnalaz?aby si? w t?umie obcych jej ludzi, a nawet gdyby spotka?a tam kogo? znajomego, to te? pewnie czu?aby si? nieswojo.- To rzeczywi?cie... opis jakby pasowa? do niej. - przyzna?a z namys?em.- Tak, to prawda... zastanawia?am si? kim jest, czy ma dom, sk?d pochodzi... ale chyba to zbyt szczeg??owe informacje. - nie chcia?a sprawia? wra?enie os?bki zbyt w?cibskiej, kt?ra wciska nos w nie swoje sprawy, chocia? jednocze?nie trudno wyzby? si? ciekawo?ci, kt?ra przecie? by?a czym? naturalnym dla ludzi.- Pewnie masz racj?. - przytakn??a.
Wiatr silniej zawia?. Arystokratka musia?a chwyci? falbanki swej sukni, chocia? i tak ubranie by?o za ci??kie by si? podnie?? zbyt wysoko wraz z podmuchami powietrza. Nie by? to jednak zimny wiatr, bardziej orze?wiaj?cy. Wnosz?cy zapach czego? nowego. Zdawa?a sobie spraw?, ?e Newman ma racj?, ale trudno by?o si? jej przestawi? na bardziej swobodny tok my?lenia, nie ograniczony wi???c? j? od d?u?szego czasu ?a?ob?.
- Jak na razie... mam do?? radykalnych zmian. - wyja?ni?a p??g?osem wpatrzona w drobne kroki, kt?re stawia?a raz za razem do przodu po charakterystycznych, brukowanych elementach placu.
Nie ?pieszy?a si?. To w ko?cu do?? niezobowi?zuj?ce spotkanie w ramach kr?tkiej pogaw?dki. Nie mia?a te? do czego si? ?pieszy?. W domu nie czeka?y na ni? w?a?ciwie ?adne obowi?zki, nie by?a obarczona ?adn? prac?. Kto? by uzna?, ?e jest to idealne ?ycie, ale tak naprawd? trudno nie wpa?? w nud? i monotoni?, kiedy ka?dy robi? co? za ni?, kiedy trudno by?o wypatrze? ten jedyny cel w ?yciu.
 
     
Leon Newman

Hrabia

Dołączył: 18 Lis 2014
Posty: 98
Wysłany: 2017-05-23, 21:48   

- Tak. - przyzna?, spogl?daj?c na znajduj?ce si? tu? za placem rz?dy kamienic wype?nione drobnymi lokalami, herbaciarniami czy sklepami oferuj?cy konkretne produkty na konkretnym poziomie.- Sama konstrukcja balon?w jest do?? prosta, znana jest ju? od lat, wi?c nie jest to dla mnie nic prze?omowego, chocia? faktycznie... taka podr?? balonem mo?e by? ciekawym do?wiadczeniem. Dlatego nie wybiera?em si? tam, wystarczy mi to co s?ysza?em na ten temat.
Leon by? mo?na powiedzie?, ?e amatorem konstrukcji, z tym, ?e wola? te bardziej odkrywcze, kt?re popychaj? nauk? o kolejny krok dalej. Szuka? r??nych mechanizm, ??cz?c ze sob? pozornie proste elementy i tworz?c z nich opraw? do swoich zabawek. Niby nic takiego, ale ka?de posuni?cie si? dalej, ka?de kolejne proste odkrycie czy spojenie dw?ch cz??ci ze sob? wydawa?o mu si? czym? fascynuj?cym. Ale mo?e te? dlatego, ?e najlepiej odnajdywa? si? w tych dziedzinach, nie na darmo potrafi? przesiadywa? ca?e dnie zamkni?ty w swoim gabinecie, niemal nie widz?c ?wiat?a dziennego. Balony nie by?y dla niego niczym fascynuj?cym, wi?c omin?? ten festiwal, chocia? s?ysza? pog?oski o kilku dziwnych wydarzeniach jakie mia?y tam miejsce. Mo?e jednak wi?c czasem powinien zawita? nawet na tak? zabaw?... b?dzie musia? to jeszcze przemy?le?.
- Wydawa?o mi si?, ?e nie m?wi, wi?c b?dzie mia?a problem z wyci?gni?ciem od niej tych danych. - odpowiedzia? jej z u?miechem.- Albo... bardzo uparcie nie chce m?wi?. - kiedy? analizowa? i pierwsze i drugie z tych mo?liwo?ci, ale jednak pierwsze wydaje si? du?o bardziej prawdopodobne... nikt nie by?by w stanie wytrzyma? tyle czasu bez wypowiedzenia chocia?by jednego s?owa.
Radykalne zmiany... c??. W ?yciu dziewczyny na pewno takie nast?pi?y po ?mierci jej narzeczonego. Nie zna? Rity za dobrze, prawd? m?wi?c. Nie mia? z ni? tak rozwini?tego kontaktu aby dok?adnie wiedzie? jaka by?a wcze?niej, ale zak?ada?, ?e przej?cie w jej ?yciu do stanu ?a?oby musia?o by? w?a?nie tak? radykaln? zmian?. To oczywiste. Wszystko jej w ?yciu wydawa?o si? przyt?oczone przez smutek, ?al i t?sknot?. Szanowa? to, pomimo faktu, ?e jego zdaniem ju? do?? tej szaro?ci w jej ?yciu. Ka?dy losy, nawet przeplatane bardzo tragicznymi wydarzeniami mia?y te? pewne dobre strony, chwile ulotnego szcz??cia, kt?re nale?a?o doceni? i zapami?ta?. Niekt?rzy ludzie potrafili cieszy? si? nawet z b?ahych rzeczy, inni wprost przeciwnie... wci?? marudzili nad swoj? egzystencj?, ale w d?u?szej perspektywie przecie? to do niczego nie prowadzi?o. To jak studia bez dna. Mo?na wpa?? i spada? ci?gle w d?? i w d??, ale wydosta? si? jest ju? trudniej. Mia? jednak nadziej?, ?e w przypadku panny Veller kiedy? nast?pi prze?amanie. Sam na jej miejscu pewnie r?wnie? dotkliwie prze?y?by okres ?a?oby, ale pewnie w ko?cu znalaz?by do?? si?y i ch?ci, ?eby z niej wyj??.
 
     
Rita Veller

Lady

Rodzina: rodzina Veller
Wiek: 17 lat
Znaki szczeg?lne: noszona żałoba
Ekwipunek: nożyk za podwiązką
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lip 2014
Posty: 153
Wysłany: 2017-06-01, 22:10   
   Multikonta: Arianna


M?oda arystokratka r?wnie? nie by?a obecna na festiwalu. Wiele si? m?wi?o o tym wydarzeniu, aczkolwiek nie czu?a zbyt du?ego ?alu z tego powodu. Mo?e gdyby by?a t? sam? osob? sprzed czasu gdy przywdzia?a na siebie czarne barwy, wtedy nie patrz?c na nic uda?aby si? na tak? zabaw?, jednak teraz podobne atrakcje mia?y dla niej inne znaczenie. Wydawa?y si? bezbarwne, niczym j? nie przyci?ga?y, a z drugiej strony... nigdy nie lecia?a balonem i gdyby mia?a tego do?wiadczy? zapewne by?oby to co? mi?ego. Wci?? jednak te czarne kolory w jej ?yciu wydawa?y si? wygrywa?, coraz bardziej przewa?a?, zmuszaj?c j? do podejmowania decyzji, kt?rych kiedy? by nie podj??a.
- Ah... no tak, te? to zauwa?y?am. - przyzna?a na temat j?zyka bia?ow?osej, kt?rego albo nie by?o... albo nie by?o, bo rzeczywi?cie kontakt z ni? by? ?aden.
Rita nie zna?a si? a? tak na ?wiecie, nie mia?a okazji podr??owa? po wielu krajach, poznawa? wiele kultur, jak to robi?a wybi?rczo jednak Rebecca. By?a pann?, kt?ra osiad?a na swoim i opr?cz paru wycieczek do Berlina czy Pary?a nie mo?na powiedzie?, ?eby orientowa?a si? w obcych spo?eczno?ciach. Mo?e jednak gdzie? w dziczy na po?udniu istniej? takie ludy, kt?re nie m?wi?c wcale, porozumiewaj?c si? w inny spos?b. I kt?re potrafi? przybiera? r??ne formy zwierz?t. Swoj? wiedz? czerpa?a z ksi??ek, wi?c nie by?o to nic szczeg??owego. Jednak wydawa?o si? jej to ca?kiem prawdopodobne, a jednocze?nie chcia?a t? wizj? zachowa? dla siebie. Troch? obawia?a si?, ?e nawet Leon pomimo swojej sympatii do jej osoby, m?g?by wy?mia? ten pomys?.
Przemierzyli ju? niemal ca?y plac. Oczywi?cie nie ?piesz?c si?, sp?dzaj?c czas na rozmow?. Kamieniczki by?y teraz bli?ej ni? dalej, na uliczkach pojawiali si? ludzie b?d? podobne jak oni zwyczajnie marnuj?cy kolejne chwile na przechadzce b?d? goni?cy za czym? czy za kim?. ?yli w swoim p?dzie, stosunkowo do czasu jaki da?a im praca i pozycja spo?eczna. Zapatrzy?a si? chwil? na tych niepozornych ludzi, czu?a si? troch? tak jakby tworzy?a inny element uk?adanki, zupe?nie niepasuj?cy do tej ca?o?ci. A przecie? Londyn by? troch? taki szary, ponury, cz?sto deszczowy. Wydawa?o si?, ?e on i panna Veller s? dla siebie stworzeni.
- A twoje plany Leonie? - zwr?ci?a si? w ko?cu do towarzysza jakby nagle przypomnia?a sobie o jego obecno??, a jednak ca?y czas pami?ta?a, ?e jest tutaj obok... nie tak jak kiedy? jej narzeczony, nie tak jak ktokolwiek inny m?g?by by?, ale ofiarowa? jej siebie za towarzysza na ten prosty spacer i to by?o wystarczaj?co mi?ym gestem z jego strony. Czasem w?a?nie takich gest?w jej brakowa?o albo to ona dostrzega?a ich coraz mniej, coraz bardziej gin?c w tej czerni.
 
     
Leon Newman

Hrabia

Dołączył: 18 Lis 2014
Posty: 98
Wysłany: 2017-06-03, 22:25   

By? mo?e na tym ?wiecie dzia?o si? wiele dziwnych rzeczy. W?r?d tego takie wydarzenia, o kt?rych Leonowi nawet si? nie ?ni?o. By? mo?e porusza?y si? po nim ludzie, kt?rzy tak naprawd? byli zwierz?tami albo i odwrotnie czyli zwierz?ta b?d?cy tak naprawd? lud?mi. Mo?liwe, ?e istnia?y tak?e inne poczwary. Potwory niemal jak z dzieci?cych bajek albo monstra ze starodawnych legend. Nie by? przecie? w stanie tego wszystkiego wykluczy?. To, ?e nie spotka? jak dot?d takich istot nie by?o jednoznacznym dowodem na to, ?e one ca?kowicie nie istniej?. Mog?y skrywa? si? gdzie? w bujnych lasach, trzyma? si? z dala osad ludzkich... to wszystko mog?o ?y? tutaj, na tym ?wiecie. Lecz jednocze?nie dop?ki nie zobaczy?by tego na w?asne oczy trudno mu by?o uwierzy?. Newman by? raczej typem cz?owieka racjonalnego, kt?ry nie buja w ob?okach i nawet w?asne konstrukcje zawsze stara? si? opiera? na naukowych podstawach, na tym co zna, widzi i dotyka. Nie by? te? absolutnym niedowiarkiem, ale uwa?a?, ?e to na do?wiadczeniu buduje si? w?a?nie wiedz?. Dlatego wci??... wci?? nie m?g? si? zupe?nie przekona? do tej opowie?ci o tajemniczej bia?ow?osej dziewczynie zmieniaj?cej si? w kota. Nie zaprzecza?, nie potwierdza?, za to ch?tnie by sprawdzi?. Je?li co? takiego jest mo?liwe nie b?dzie przecie? tego og?asza? jako sensacyjnego odkrycia. To by?o zupe?nie bezsensu. Je?li takie istoty chcia?y ?y? w ukryciu, niech ?yj?... ludzie jak najbardziej nie powinni si? do tego miesza?. Tym bardziej, ?e akurat ta bia?ow?osa wywar?a na nim dobre wra?enie i nie chcia?by aby sta?a si? jej jaka? krzywda, a ta w zderzeniu ze sztywnym, ludzkim ?wiatem by?a w zasadzie nieunikniona.
Wzruszy? ramionami na pytanie Rity. Plan?w to on mia? wiele, ale jednocze?nie nie lubi? si? nimi chwali?. Trzeba mierzy? si?y na zamiary. Nigdy nie wiadomo czy akurat te plany uda mu si? zrealizowa?, nawet je?li wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazuj?.
- Mam jeszcze troch? pracy do wykonania, mo?e uda mi si? poszerzy? swoj? dzia?alno??. - wyja?ni? w skr?cie.- Wszystko zale?y od ewentualnych wsp??pracownik?w, czasu... i zapotrzebowania. - doda?, przystaj?c na brzegu placu, bo w?a?ciwie dotarli ju? do jego ko?ca.- Pozwolisz... na mnie ju? pora. - sk?oni? si? w jej stron?.- Ciesz? si?, ?e da?a? si? zaprosi? na ten spacer. Mam nadziej?, ?e jeszcze to powt?rzymy. Mi?ego dnia Rito. - po?egna? si? z arystokratk? i z?apa? najbli?szy pow?z stoj?cy tu? obok i czekaj?cy na ewentualnych, przysz?ych pasa?er?w.
Chcia? jeszcze zaj?? si? kilkoma rzeczami, a nie mia? zamiaru te? zanudza? panny Veller opowie?ciami o swojej pracowni i rozboci?nie. Jak tylko da? zna?, wo?nica pogoni? konie i pow?z ruszy? w stron? jego domu.
<zt>
 
     
Rita Veller

Lady

Rodzina: rodzina Veller
Wiek: 17 lat
Znaki szczeg?lne: noszona żałoba
Ekwipunek: nożyk za podwiązką
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lip 2014
Posty: 153
Wysłany: 2017-06-05, 22:15   
   Multikonta: Arianna


Ona akurat by?a bardziej sk?onna uwierzy? w pewne zjawiska nadprzyrodzone. Zdarza?o si?, ?e by?a ?wiadkiem zdarze?, kt?re nie potrafi?a wyja?ni?, chocia? bardzo chcia?a. Jednak zdawa?a sobie spraw?, ?e nie wszystko mo?na oprze? tylko i wy??cznie o nauk?. Pewne zasady rz?dzi?y tym ?wiatem w spos?b do?? surowy, ale czy to oznacza?o, ?e mog? pojawi? si? pewne rzeczy czy zjawiska nie poddaj?ce si? ?adnym regu?om? Rozumia?a oczywi?cie poj?cie Newmana, on jako architekt widzia? wszystko w inny spos?b, z innej perspektywy. A ona... mo?e by?a troch? panienk? z g?ow? w chmurach. Co prawda jaki? czas temu zosta?a bole?nie sprowadzona na ziemie, a jednak nadal zdawa?o si? jej zapomina? o ?wiecie, o innych ludziach, rzeczach, o tym co powinna, a tym czego nie powinna. Czasem. Tak jakby chcia?a ?y? wci?? ?yciem sprzed tego wypadku. Nie potrafi?a. Ka?da pr?ba ko?czy?a si? pora?k?. Mo?e po prostu jeszcze do tego nie dojrza?a.
- To by?oby na pewno du?ym sukcesem. - przyzna?a, przygl?daj?c si? m??czy?nie i skin??a g?ow?.- Te? b?d? si? ju? zbiera?... dzi?kuj? za zaproszenie. Do zobaczenia Leonie.
Przez chwil? sta?a na tym placu, wpatruj?c si? jak on wsiada do powozu i jak jego transport odje?d?a. Zapewne w stron? posiad?o?ci znajduj?cych si? nieco poza g??wnymi zabudowaniami Londynu, tam gdzie najcz??ciej osiada?a si? ?mietanka towarzyska. Rita mieszka?a r?wnie? w tych stronach, chocia? jakby od nieco innego kierunku. Obejrza?a si? na mijaj?cych j? ludzi, spu?ci?a wzrok i przesz?a na drug? stron? ulicy, podci?gaj?c nieco wy?ej skrawki czarnej sukni na zej?ciu z kraw??nik?w. Pogoda by?a nadzwyczajnie ?adna jak na Londyn. Troch? jak na z?o?? dziewczynie, kt?ra przywdziewa?a czer? i przy typowej dla tego miejsca pogodzie ca?kiem nie?le komponowa?a si? z szarym i ponurym krajobrazem. Dopiero po drugiej stronie, kawa?ek dalej przy jednej z kawiarni napotka?a wzrokiem inny pow?z. Zamieni?a z wo?nic? kilka standardowych s??w, zaj??a miejsce i pozwoli?a by doro?ka odjecha?a w wymienionym przez ni? kierunku. Sama czarnow?osa opar?a si? o siedzenie, wpatruj?c si? w widoki jakie mija?y jej za oknem. Ostatecznie spu?ci?a na nie zas?onk?, splot?a palce d?oni na kolanach i odda?a si? rozmy?laniom.
<zt>
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Fairy Tail Path Magician



Bleach OtherWorld

Dragon Ball New Generation Reborn



Vampire Knight


Król Lew















Image and video hosting by TinyPic

Rainbow RPG



















Vampire Diaries





SnM: Naruto PBF





www.zmiennoksztaltni.wxv.pl











Eclipse



over-undertale





Northland Highschool

AbsitOmen


On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 12