Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Uczestników eventu Sekta zapraszamy tutaj! Wciąż można się zapisywać!



POSZUKIWANIA
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Czarny Szermierz, Afuro Aphrodi Terumi i Zeno Hen poszukują różnych relacji.
► Wasil poszukuje ochotnika do sesji.
► Mark poszukuje przyjaznej duszyczki.

Listopad 1889r.
Deszcz, pochmurne niebo i porywiste wiatry będą towarzyszyć nam niemal codziennie. Temperatura będzie wynosić maksymalnie 7'C w dzień, w nocy zaś 2'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
The Royal London Hosptal
Autor Wiadomość
Sharwyn
[Usunięty]

Wysłany: 2016-08-13, 00:12   

Nie mia?a zamiaru go opuszcza?, wi?c ruszy?a za nim ca?y czas dotrzymuj?c mu kroku. Jednocze?nie te? zastanawia?a si? co mog?oby by? powodem dla kt?rego ?ycie Williama kogokolwiek interesowa?o. Mo?e by?y to tajemnicze pozory? W ko?cu jak to powiadaj? ''cicha woda brzegi rwie'', prawda? Niekt?rym pewnie wydawa?o si?, ?e ten niepokoj?cy spok?j i i?cie wojskowe zdyscyplinowanie zostaje st?amszone w blasku cudownego ?ycia kt?re prowadzi Inspektor po pracy.
Nie. Na pewno nie. I Sharwyn doskonale o tym wiedzia?a. Mo?e gdyby nie ten brak czasu, ci?g?a pogo? za prac? i utrzymywaniem prawdziwego porz?dku, co? w tych pordzewia?ych i zakurzonych trybikach by ruszy?o i zniewolony przez mani? doskona?o?ci umys? T. Spearsa wreszcie pomy?la?by o czym? innym ni?li o Grellu i o tym, czy nie powoduje zagro?enia ?ycia dla siebie samego. Chocia? czy mo?na tutaj m?wi? o ?yciu...
- Je?li uwa?asz, ?e jest nudne, to czemu nie chcesz go zmieni?? Przecie? wiesz, ?e zawsze mog? Ci? zast?pi?. Jeden dzie? przerwy nikomu jeszcze nie zaszkodzi?. - pos?a?a mu przyjacielski u?miech, jednak widz?c, ?e ten zupe?nie to ignoruje powr?ci?a do oboj?tnego wyrazu twarzy. - Oj z?otko uwierz mi, czasami ?a?uj?, ?e ?yj? tak d?ugo. Szafowanie ?mierci? jest zabawne, ale kiedy robisz to d?ugi czas, nie sprawia to ju? takiej samej frajdy. I musisz uwierzy? mi na s?owo, kiedy? by?o lepiej. Wtedy przemykali?my jak wiatr mi?dzy drzewami i szukali?my zb??kanych dusz. Nic nie musieli?my pisa?, sk?ada? ?adnych raport?w - po prostu os?dzali?my te ludzkie istoty i wysy?ali?my je tam gdzie ich miejsce. Snuli?my euforyczne plany mi?dzy drzewami g?stych bor?w, a teraz musz? znosi? obecno?? pustych ?cian i nikomu nie potrzebnych papier?w. Nie uwa?asz, ?e to bez sensu?
Ostatnio zmieniony przez Sharwyn 2016-08-13, 23:22, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
William T. Spears

Inspektor Wydz. Zarządzania

Ekwipunek: kosa śmierci, księga zasad shinigami
Kosa ?mierci: sekator
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 19 Lip 2013
Posty: 299
Wysłany: 2016-08-13, 22:54   

Jego ?ycie prywatne wygl?da?o mniej wi?cej dok?adnie tak jak zawodowe. Na tyle na ile si? da?o by?o uporz?dkowane i pouk?adane, chocia? jak wiadomo... to "?ycie" mo?na jedynie sprowadzi? do przerwy mi?dzy wykonywanymi obowi?zkami. Tak si? sk?ada, ?e bogowie ?mierci musieli odpoczywa?. Ich cia?a nie by?y a? tak odporne na zm?czenie jak cho?by w przypadku demonicznego robactwa. Dlatego mi?dzy jednym dniem pracy, a drugim musia?a by? przerwa zwana przez niekt?rych prywatnym ?yciem. William ogranicza? je do?? mocno koniecznymi nadgodzinami. Niestety te musia? wyrabia? do?? cz?sto z uwagi na liczne zaniedbania podleg?ych ?niwiarzy, a ju? w szczeg?lno?ci tych pocz?tkuj?cych, kt?rzy dopiero wprawiali si? w ten po?miertny zaw?d. Jak ju? wraca? do swojego mieszkania w Instytucie, mia? tyle czasu by co? zje??, przeczyta? jedn? z interesuj?cych go lektur, mo?e okazyjnie wybra? si? do teatru czy opery... i spa?. By nast?pny dzie? rozpocz?? niemal identycznie tak jak poprzedni.
- Ka?dy dzie? przerwy musia?by nadrabia? przez kilka kolejnych dni. - westchn?? ci??ko, spokojnym krokiem przemierzaj?c ulic?.- Doprawdy... doceniam twoje ch?ci, ale pr?ba zdyscyplinowania ?niwiarzy przez ciebie mog?aby si? sko?czy? licznymi niepowodzeniami. To nie jest najprostsze zaj?cie. - i ?wiadczy?y o tym chocia?by te jego liczne nadgodziny, w jego przypadku r?wnie? nie zawsze ko?czy?o si? to sukcesem, ale to przecie? wiadome gdy wsp??pracuje si? z niemal samymi samob?jcami.- Post?p nie zawsze jest sensowny. - spojrza? na ni? z pewnym namys?em, aczkolwiek w jej s?owach pewnie tkwi?a i racja. - Ludzki ?wiat r?wnie? podlega coraz wi?cej biurokratyzacji, a my musimy si? dostosowa?. By? mo?e przysz?o?? lepiej uporz?dkuje te kwestie.
Lekkim ruchem d?oni poprawi? okulary nieznacznie zsuwaj?ce si? z jego nosa. Powi?d? wzrokiem za par? kot?w prze?cigaj?cych si? na ulicy, ignoruj?c bardziej dono?ne g?owy dobiegaj?ce zza jednej z bocznych dr??ek. Dop?ki nie wybije ostatnia minuta ostatniego dnia ich ?ycia mogli korzysta? z tego co oferuje im ten ?wiat, a p??niej zjawia si? ?niwiarz oddzielaj?cych ich ?ycie ziemskie od po?miertnego. Mimo, ?e sposoby pracy shinigamich zmienia?y si?, pewne fakty pozosta?y wci?? jednakowe.
_________________
 
     
Sharwyn
[Usunięty]

Wysłany: 2016-08-13, 23:17   

- By? mo?e masz i troch? racji. - temat ?ycia prywatnego (o ile mo?na to nazwa? ?yciem) prowadzony z Williamem spowodowa?, ?e i ona sama zacz??a zastanawia? si? nad tym, jak naprawd? wygl?da jej ?ycie.
Nie mo?na by?o si? ok?amywa? w tej kwestii - dla Pierwotnych Bog?w ?mierci egzystencja by?a po prostu nudna. I to bynajmniej nie przez nat?ok pracy, oni jej nie mieli. Os?dzali dusze raczej hobbystycznie i ci??ko by?o im zrozumie? ?wiat w jakim ?yj? obecni przedstawiciele ich rasy.
Niegdy? przedstawiani jako zwierz?ta, pomniejsze b?stwa kt?re odprowadza?y dusze w za?wiaty, byli czczeni na r?wni z innymi, cz?sto silniejszymi rang? bogami. Teraz prawie nikt zdaje sobie spraw? z istnienia czego? takiego. Dla nich ?mier? przychodzi i ju?.
Przychodzi i odchodzi, jakby by?a to najnormalniejsza rzecz. Nie przywi?zuj? do niej ?adnej wagi. Mog? znosi? ?a?ob?, t?skni? za zmar?ym, ale czy wiedz?, ?e za tym wszystkim stoi ogromna nic powi?za?, ?a?cuchy, nagrania, os?dy. Ten ca?y skomplikowany proces, kt?ry dla zwyk?ego ?miertelnika jest tylko ci?ciem kosy kt?r? dzier?y sama ?mier?. Ta nie?wiadomo?? musi by? dla nich... S?odka.
- Pozostaje tylko kwestia tego, czy jest to dobre. Chyba jednak nie czuj? potrzeby rozmy?lania nad tym. Ale gryzie mnie jedna my?l... Nigdy nie mia?am szansy by o to zapyta?, by? mo?e zabrzmi to troch? tak, jakbym by?a w?cibska, ale zrozum mnie. Nie orientuje si? w ?wiecie kt?rego jestem cz??ci?. Wi?c czy Shinigami pami?taj? cokolwiek ze swojego poprzedniego ?ycia...?
 
     
William T. Spears

Inspektor Wydz. Zarządzania

Ekwipunek: kosa śmierci, księga zasad shinigami
Kosa ?mierci: sekator
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 19 Lip 2013
Posty: 299
Wysłany: 2016-08-15, 17:04   

?mier? z czasem stawa?a si? r?wnie? nudna dla samych ?niwiarzy, chocia? wcze?niej byli lud?mi i wcze?niej traktowali owe zjawisko jako co? tragicznego i traumatycznego. W ko?cu bardzo niewiele jednostek ludzkich zdawa?o sobie spraw? z tego, ?e po samob?jstwie czeka ich los ponurych bog?w zbieraj?cych dusz?. Gdyby zapewne wcze?niej posiadali tak? wiedz?, wielu z nich nie zdecydowa?oby si? na ten desperacki krok odebrania sobie ?ycia. By? mo?e ta opcja wydawa?a si? kusz?ca z pocz?tku, zwi?zana przecie? niemal z wiecznym ?yciem, ze znacznie bardziej spowolnionym procesem starzenia si?, z ponadludzkimi umiej?tno?ciami, ale to szybko si? nudzi?o, a konieczno?? dzie? w dzie? wykonywania obowi?zk?w i dokonywania os?d?w wielu ?niwiarzy wprawia?o w rutyn?. Tylko niewielkiej grupie udawa?o si? jako? utrzyma? przy w pe?ni zdrowych zmys?ach, bo byli i tacy co po protu wariowali codziennie stykaj?c si? ze ?mierci?, krwi? i dramatem. C??... szkolenia jakie na pocz?tku przechodzili wszyscy kandydaci zwykle uodpornia?o ich na wiele ekstremalnie drastycznych widok?w, ale nie dzia?a?o to w ka?dym przypadku. Czy jednak mieli inny wyb?r? Musieli odpokutowa? to, ?e przerwali sw?j ?ywot przed wyznaczonym terminem.
- To zale?y jakiego shinigamiego o to zapytasz. - odpowiedzia? z westchni?ciem. - Na pocz?tku owszem... ostatecznie musimy mie? ?wiadomo?? tego co stracili?my, inaczej nasz ?ywot nie przypomina?by pokuty. - zamilk?a na chwil?, przygl?daj?c si? przez chwil? Sharwyn, b?d? co b?d? ona nie mia?a swojego ludzkiego ?ycia, nie mia?a te? za co pokutowa?.- Z czasem jednak wspomnienia blakn? i zacieraj? si?, dlatego starsi wiekiem ?niwiarze nie potrafi? ju? odtworzy? swojej przesz?o?ci, chocia? zapewne wci?? maj? pewn? cz??? ?wiadomo?ci tego kim byli.
Kto wie czy czasem ci wiekowi ju? bogowie ?mierci nie mieli bardziej komfortowej sytuacji. Inspektor by? stosunkowo m?odym shinigamim, kt?ry po prostu szybko awansowa?, wi?c jego ten proces zapominania nie obj?? jeszcze w ca?o?ci, jeszcze mia? czas. Nie by? to jednak dla niego ?aden pow?d do zmartwie?, ca?kowicie odci?? si? od swojej ludzkiej przesz?o?ci, a poza tym... nawet nie mia? zbyt wiele czasu na czcze wspominki.
_________________
 
     
Sharwyn
[Usunięty]

Wysłany: 2016-08-15, 23:09   

S?owa prze?o?onego wprawi?y j? w lekkie zak?opotanie. Wydawa?o jej si? jakby to pytanie lekko przygn?bi?o Williama, przez co przez chwil? trwa?a w milczeniu, jakby chc?c u?o?y? w g?owie wszystkie my?li i wybra? z nich takie pytanie kt?re nie ingerowa?oby tak bardzo w ?ycie prywatne.
To pytanie jednak dr?czy?o j? na tyle d?ugo, ?e w ko?cu musia?a zapyta?. Tym bardziej, ?e nigdy nie rozumia?a tej ca?ej pokuty. Tego co ona ma na celu, jak wygl?da?a i czy kiedykolwiek dobiega ko?ca. Prawda by?a taka, ?e wielu Bog?w ?mierci byli cieniami zm?czonymi swoj? egzystencj? i Sharwyn poniek?d to rozumia?a. Sama czasami mia?a dosy? swojej d?ugowieczno?ci i najch?tniej odda?aby si? wiecznemu spoczynkowi jak inni bogowie. Prawda jednak by?a taka, ?e zachowanie r?wnowagi w ka?dym ?wiecie wymaga?o istot znaj?cych ?wiat i ?ycie od podszewki a ona zdecydowanie do takich nale?a?a. Ta wiedza by?a przydatna i powodowa?a, ?e nie mog?a zazna? wiecznego spokoju, tu?aj?c si? teraz w?r?d innych istot i pr?buj?c zrozumie? nowy tok dzia?ania ?wiata.
- Chyba powinnam przeprosi?. - wydusi?a w ko?cu. - Wydajesz si? markotniejszy. My?l o tym pewnie jest okropna... Ale nie rozumiem jak mo?na pokutowa? za odebranie sobie ?ycia. - tutaj jej ton nabra? ju? pewno?ci. - Wed?ug mnie uwolnienie si? od ziemskiego ?ycia jest darem. Osobi?cie nigdy nie chcia?abym by? w roli ludzkiej.
 
     
William T. Spears

Inspektor Wydz. Zarządzania

Ekwipunek: kosa śmierci, księga zasad shinigami
Kosa ?mierci: sekator
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 19 Lip 2013
Posty: 299
Wysłany: 2016-08-16, 22:56   

- To bez znaczenia. Zapewne znasz zasad?, ?e to co zosta?o stracone ju? nie wr?ci, wi?c marnotrawstwem czasu i si? by?oby pogr??anie si? w my?lach o swojej przesz?o?ci. - odpowiedzia? jej spokojnie, bo w jej przypadku ta ciekawo?? by?a ca?kowicie zrozumia?a.
Trudno by?o nie rozpami?tywa? tego w pocz?tkowym okresie pracy ka?dego boga ?mierci, jednak z czasem ludzkie ?ycie stawa?o si? coraz mniej wartym wspomnieniem, coraz bardziej odleg?ym, coraz bardziej obcym. Jakby nale?a?o do kogo? innego. Z czasem traci?o ono swoj? warto??, a po co zamartwia? si? czym?, co ju? dawno zosta?o porzucone?
- Jakkolwiek interpretowa? ludzkie ?ycie, z?amali?my regu??, kt?ra rz?dzi naturalnym cyklem ?ycia i ?mierci dokonuj?c przedwczesnego zako?czenia swojego ?ycia. Jak si? domy?lasz jest to na tyle powa?ne przewinienie, ?e musia?o spotka? si? z kar?.
?ycie ludzkie z punktu widzenia istoty niemal nie?miertelnej musia?o wydawa? si? do?? trywialne, ale nie chodzi?o tu o sam fakt bycia cz?owiekiem, a o z?amanie zasady. Tym ?wiatem jak i wszystkim co si? wok?? nich znajdowa?o rz?dzi?y ?ci?le ustalone zasady, a ten kto wy?amuje si? przed szereg musia? liczy? si? z konsekwencjami.
- Doprawdy... dzi?ki temu przynajmniej twoje nagranie filmowe nie jest zagro?one i mo?esz zachowa? je dla siebie. - czysta formalno??, ka?dy ?niwiarz przegl?da? ta?m? ze wspomnieniami jednostki, kt?rej dusz? zbiera?, a tak naprawd? nikt nie przegl?da? nagra? ?niwiarzy czy pozosta?ych istot nadnaturalnych, kt?rych nie obejmowa? naturalny cykl ?ycia i ?mierci.
Skr?ci? w poblisk? dr??k?. Spacer o tej porze nie by? takim z?ym pomys?em, a z pewno?ci? pomaga? odpr??y? my?li. Po sko?czonych obowi?zkach Inspektor nie musia? goni? z powrotem do swojego gabinetu, a notatki, kt?re zrobi? przed szpitalem m?g? r?wnie dobrze za??czy? do raport?w z samego rana. I tak kolejny dzie? nie przyniesie mu nic innego jak kolejne obowi?zki mniej czy bardziej urozmaicone niespodziewanymi wypadkami z udzia?em niesfornych ?niwiarzy czy te? przy okazji bardziej problematycznych zlece?.
_________________
 
     
Desmond Heartstone
[Usunięty]

Wysłany: 2017-02-03, 21:52   

Desmond usiad? na jednym z krzese? w korytarzu, planuj?c odsapn?? chwil? i przerzuci? notatki z g?owy na papier.
Hmm, a wi?c podsumujmy dzisiejszy dzie?, Dessy. Wszed?e? do szpitala maj?c nadziej?, ?e tu rzuci Ci si? w oczy jaki? demon czy shinigami kt?rzy mogliby chcie? przyj?? po dusz?. Oczywi?cie musia?e? oszuka? dy?urnych na recepcji, ?e niby przyszed?e? zbiera? dane statystyczne o chorobach; chocia? raz ten stos papierk?w z profesorsk? paplanin? do czego? Ci si? przyda? i pos?u?y? jako udowodnienie twoich s??w. W sumie to takie by?o niewinne k?amstewko, nikt jeszcze nie umar? od tego, ?e jaki? tam sobie nieszkodliwy naukowiec chodzi? bezprawnie po korytarzach. Dobra, co zrobi?e? potem... N?ka?e? piel?gniarki pytaniami o sta?ych bywalc?w, n?ka?e? chorych i rannych pytaniami o sta?ych bywalc?w, n?ka?e? wizytuj?cych o sta?ych bywalc?w, pyta?e?... You get the point. Nast?pnie wszcz??e? ma?y dramat, pr?buj?c oskar?y? go?cia chodz?cego po kolei po wszystkich salach w kt?rych zmarli pacjenci o bycie ?niwiarzem, oczywi?cie wyszed?e? na kretyna, bo to by? doktor kt?rego wezwano w trybie natychmiastowym, nie pozwalaj?c mu na przebranie si? za takowego. Czy zrobi?e? co? jeszcze... Prawie zrzuci?e? wazonik ze stolika, ale to tam ma?o wa?ne.
Desmond spojrza? na notatnik w kt?rym tak naprawd? nie zapisa? nic nowego i skrzywi? si? na sam? my?l o tym ile czasu tu zmarnowa?. Rozejrza? si? na boki, notuj?c w g?owie fakt, ?e powoli wypraszano wizytuj?cych, po czym zerkn?? na okno na ko?cu korytarza i dostrzeg?, ?e zachodzi ju? s?o?ce. Je?li chce dotrze? do noclegu, oszcz?dzaj?c sobie przy tym zdrowia psychicznego to b?dzie musia? zaraz r?wnie? st?d wychodzi?.
Jeszcze pi?? minut...
 
     
Nathair

Wydz. Administracyjny

Rodzina: nie żyje
Wiek: 19 lat wizualnych | 26 lat rzeczywistych
Znaki szczeg?lne: wysoki wzrost (190cm); całe prawe ramię, od barku do nadgarstka, obejmuje tatuaż w postaci kości; odpychająca aura; wygolone boki głowy i pofarbowane na czarno
Ekwipunek: stara fotografia rodzinna; złośliwość i kpina w towarzystwie znudzenia
Kosa ?mierci: para korbaczy
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 28 Gru 2015
Posty: 57
Wysłany: 2017-02-03, 22:46   

Dane: Jefferson Middleway, wiek: 44 lata, przyczyna ?mierci: glejak.
Dlaczego tak rutynowe przypadki przydzielaj? akurat mnie…?

Ach, no tak, sam chcia?em rozrusza? ko?ci po dziesi?ciogodzinnym siedzeniu przed biurkiem.
Zrezygnowane westchnienie opu?ci?o w?skie usta, kt?re zaraz zacisn??y si? z powrotem w kresk?. Wieczorny wiatr skutecznie pozby? si? zal??k?w senno?ci w mi??niach, a ciemniej?ce niebo na d?u?ej przyku?o spojrzenie zielono-???tych oczu zza szkie?. Nie w g?owie mu jednak by?o dumanie pod niebosk?onem, dlatego skupi? si? na konturach zarysowuj?cego si? w oddali budynku, gdzie mia? dokona? os?du na duszy.
Ludzie nie zwracali na? uwagi, nawet je?li poka?nym wzrostem zapewnia? ?atwe odnalezienie si? w otoczeniu. Mo?e to co? w tych dzieci?cych rysach twarzy albo ponurej aurze pasuj?cej do tego ?ywego jeszcze cmentarzyska? D?ugi p?aszcz ci?gn?? si? za nim, a d?onie zaci?ni?te w pi??ci schowa? do g??bokich kieszeni, gdzie zdo?a? utrzyma? resztk? przyjemnego ciep?a. Nie rozgl?da? si?, za? d?ugie kroki jakie stawia? zdawa?y si? doskonale wiedzie?, do jakiego miejsca d???.
Pi?tro drugie, sala numer 12.
Wed?ug zegarka na nadgarstku pozosta?y mu trzy minuty do zgonu, co za tym idzie, nie ?pieszy? si? specjalnie. Patrzy? bezbarwnym wzrokiem przed siebie, przechodz?c przez kolejny z wielu korytarzy, by na samym jego ko?cu skr?ci? w lewo.
_________________
postaciowo | theme

angielski / irlandzki / niemiecki

Licznik postów fabularnych: 48
 
     
Desmond Heartstone
[Usunięty]

Wysłany: 2017-02-04, 21:05   

Schowa? sw?j notatnik, nic w nim dzisiaj nie zawar?, wi?c nie musia? te? z niego dzisiaj wykre?la? zb?dnych bzdur; warto wiedzie? co si? przyda a co nie.
Podwin?? r?kaw bia?ej marynarki aby spojrze? na zegarek firmy Breguet, znajduj?cy si? na jego nadgarstku. Jeszcze 2 minuty Dessy, a co je?li akurat teraz jaki? si? pojawi, hm? Zacz?? wpatrywa? si? w zegarek, w kt?rym porusza?o si? kilka wskaz?wek, najwa?niejsz? z nich w tym momencie by? sekundnik. 23... 24... 25... 26... Nie, dobra, mam to gdzie?, jutro tu wr?cisz.
Wsta? powoli z troch? niewygodnego krzes?a i otrzepa? d?o?mi ubranie, tak jakby mog?o si? ono czym? zabrudzi? w tym raczej zadbanym szpitalu. Ruszy? korytarzem, mijaj?c sale od 11 do 15, po czym skr?ci? w prawo. St?d aby zej?? ni?ej nale?a?o p?j?? do ko?ca korytarzem, potem znowu w prawo i schody, ale...! Zanim Desmond mia? okazj? faktycznie przemierzy? t? tras?, jego oczom ukaza? si? widok osobnika kt?rego nie spodziewa? si? tutaj zobaczy?. W jego stron? szed? Nathair, na kt?rego mia? okazj? par? razy si? natkn??. W sumie to nie wiedzia? o nim zbyt wiele, wi?c zastanawia? si?, co on robi w szpitalu tu? przed zamkni?ciem; na rannego nie wygl?da?, mo?e wizyta? A co tam, zagada.
- Nathair? Hej Nath! - zawo?a? biegn?c w stron?... Well, w stron? shinigami, ale Desmond o tym nie wiedzia?. Dla Desmonda Nathair by? zwyk?ym cz?owiekem. - Co tutaj robisz o tej porze? Zaraz zamykaj?, cud, ?e pozwolili Tobie tutaj jeszcze wej?? haha. Jak tam dzisiejszy dzie?? - Zacz??o si?, Des nie potrafi si? zamkn?? jak ju? raz si? uruchomi.
 
     
Nathair

Wydz. Administracyjny

Rodzina: nie żyje
Wiek: 19 lat wizualnych | 26 lat rzeczywistych
Znaki szczeg?lne: wysoki wzrost (190cm); całe prawe ramię, od barku do nadgarstka, obejmuje tatuaż w postaci kości; odpychająca aura; wygolone boki głowy i pofarbowane na czarno
Ekwipunek: stara fotografia rodzinna; złośliwość i kpina w towarzystwie znudzenia
Kosa ?mierci: para korbaczy
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 28 Gru 2015
Posty: 57
Wysłany: 2017-02-05, 13:21   

Pow?d jego obecno?ci w szpitalu by? nader prosty, przynajmniej dla tych, kt?rzy orientowali si? w zawodzie blondyna. Nie pragn?? nigdy zaj?? sto?ka Boga ?mierci, ale kto by si? spodziewa?, ?e odebranie sobie ?ycia zafunduje przed?u?enie katusz o kilkaset lat? W dodatku zmuszony by? os?dza? ?ycia innych i w odpowiedniej chwili zjawia? si? nad umieraj?cymi, by odbiera? ich dusze. Pocz?tkowo zareagowa? na to protestem i kpin?, jednak sytuacja wygl?da?a powa?nie, a on nie m?g? po raz kolejny skr?ci? swej egzystencji. Zyska? „nie?miertelno??” w postaci d?ugowiecznej kary.
To? to umieralnia, a nie lecznica…, jasne brwi zmarszczy?y si? ciut, gdy od niechcenia zagl?da? k?tem oka do mijanych sal. Pewno zdarzenie z przesz?o?ci sprawi?o, ?e sceptycznie podchodzi? do tego typu miejsc, cho? na dobr? spraw? nie by?a to wina samych plac?wek. Po prostu nie m?g? si? z czym? pogodzi?.
Us?ysza? swoje imi? z czyich? ust, dlatego zwolni? kroku i skupi? jasne spojrzenie na znajomej twarzy, kt?ra szybko si? do niego zbli?y?a. Nie spodziewa? si? natkn?? tutaj na kogokolwiek znanego.
- Nie skracaj – mrukn?? machinalnie, nie ukrywaj?c niech?ci co do wszelkich zdrobnie?. – Wizyta – odpar? zwi??le na pytanie, nie chc?c k?ama?, cho? z drugiej strony nie zamierza? ujawnia? prawdziwego powodu, dla kt?rego przemierza? ponure korytarze szpitala. Nie by? na tyle g?upi, by zdradza? cz?owiekowi swoj? prawdziw? natur?. – Wracasz do domu? – zainteresowa? si? minimalnie, aczkolwiek oboj?tny wyraz twarzy skutecznie temu zaprzecza?. – W miar?… w porz?dku – doda? ostro?nie, przenosz?c wzrok gdzie? dalej. Ostatnie zlecenie, a potem powr?t do papierkowej roboty. Przesiedzi przed biurkiem do p??nocy, p?ki potrzeba fizjologiczna w postaci snu nie wygna go do ???ka. Ewentualnie za?nie na krze?le.
_________________
postaciowo | theme

angielski / irlandzki / niemiecki

Licznik postów fabularnych: 48
 
     
Desmond Heartstone
[Usunięty]

Wysłany: 2017-02-05, 19:53   

- Nathair, tak. Przepraszam. - Poprawi? si?. Rzeczywi?cie, kiedy si? poznali specjalnie zaznaczy?, ?e nie lubi jak si? skraca jego imi?. A czemu specjalnie zwr?ci? mu na to uwag?? Bo oczywi?cie pierwsze co Desmond zrobi?, to je skr?ci?, ha.
- Mhm. - Wyda? d?wi?k, w mi?dzyczasie kiwaj?c g?ow?. Nie by? pewien czy powinien dr??y? temat, by? mo?e jest to deli- Kogo my tu oszukujemy, i tak b?dzie dr??y?. - Rodzina? Znajomi? Tak czy siak, przykro mi. Troch? nieprzyjemny ten szpital, ?ycz? im szybkiego powrotu do zdrowia. - Tak naprawd?, dla niekt?rych ten szpital m?g? by? szczytem luksusu, opieka, ???ko... Ale rodzina z kt?rej pochodzi Desmond mog?a sobie pozwala? na ?ci?ganie lekarzy prosto do domu, wi?c spojrzenie na to z takiej strony przychodzi?o mu o wiele ci??ej. Z reszt?, Desmondowi zawsze ci??ko by?o postawi? si? w butach innych os?b. Mo?na powiedzie?, ?e wszystko widzia? tylko po swojemu i to co widzia? bra? za og?lnie przyj?te pewniki, co oczywi?cie nigdy nie by?o prawd?.
- Tak, wraca?em; ale nie spodziewa?em si?, ?e spotkam kogo? znajomego. - Desmond zdawa? si? nie zauwa?a?, ?e Nathair by? tak troszk? oboj?tny ich rozmowie, ale nie by?by sob? gdyby zwr?ci? na to uwag?. - Dlaczego tak p??no? Tu? przed zamkni?ciem szpitala dla wizytuj?cych, za?o?? si?, ?e panie w recepcji nie by?y zbyt zadowolone, hah. Mo?e dotrzymam Ci towarzystwa? Je?li si? nie myl?, to po wyj?ciu ze szpitala idziemy kawa?ek razem, chyba, ?e nie idziesz tam gdzie ostatnio.
 
     
Nathair

Wydz. Administracyjny

Rodzina: nie żyje
Wiek: 19 lat wizualnych | 26 lat rzeczywistych
Znaki szczeg?lne: wysoki wzrost (190cm); całe prawe ramię, od barku do nadgarstka, obejmuje tatuaż w postaci kości; odpychająca aura; wygolone boki głowy i pofarbowane na czarno
Ekwipunek: stara fotografia rodzinna; złośliwość i kpina w towarzystwie znudzenia
Kosa ?mierci: para korbaczy
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 28 Gru 2015
Posty: 57
Wysłany: 2017-02-14, 11:29   

Zd??y? zauwa?y?, ?e niekt?re uwagi s? puszczane mimo uszu, zw?aszcza w przypadku ludzi – czasami wi?za?o si? to z czyst? z?o?liwo?ci?, a czasami z zapominalstwem i Nathair nie mia? za z?e skracania jego imienia, ale poprawia? je automatycznie, nie b?d?c przyzwyczajonym do zdrobnie?. Takich dopuszcza?a si? jedynie matka, jednak ona ju? od dawna nie egzystowa?a na tym ?wiecie.
Praca ?niwiarza w tak przyziemnym ?rodowisku bywa?a ci??ka nie tylko ze wzgl?du na nieprzyjemne okoliczno?ci ?mierci (zdarza?y si? przypadki, gdzie dostanie si? do duszy wymaga?o niema?ej gimnastyki i nadwyr??ania karku), lecz r?wnie? przez ciekawskie osoby, kt?rym nie da?o si? wyt?umaczy? swojej profesji tak, by skin?li na to ze zrozumieniem g?ow? i odpu?cili. Bogowie ?mierci nie powinni zdradza? swojej to?samo?ci, nie m?wi?c o informacjach b?d?cych poza zasi?giem zwyk?ych ?miertelnik?w.
- Znajomy – odpar? tym samym, bezbarwnym g?osem, w?a?ciwie nie do ko?ca k?ami?c. Przecie? go zna?, nie? Wiedzia?, jak wygl?da, jak ma na imi?… a za moment pozna nawet ca?? jego przesz?o??. A przynajmniej cz???, bo nie ukrywajmy, nie zawsze chcia?o mu si? przygl?da? nudnemu ?yciorysowi w postaci Filmowego Nagrania. – Nie powinno by? Ci przykro, przecie? nie znasz tego cz?owieka – przewr?ci? oczami, nie rozumiej?c „powinno?ci” podzielenia si? udawanym przej?ciem. Dziwny zwyczaj ludzki.
Wyszed? na odpowiedni korytarz, zerkaj?c k?tem oka na krocz?cego obok m?odzie?ca. Jego narzucanie si? utrudni nieco os?d i zebranie duszy, ale Nathair mia? nadziej?, ?e da mu chocia? par? minut na prywatn? „rozmow?” z pacjentem.
- Jestem zaj?ty, wpad?em tylko na moment. A czyje? zadowolenie tudzie? jego brak niespecjalnie mnie interesuje – westchn??, poprawiaj?c machinalnie okulary na nosie. – A teraz pozwolisz, ?e zamieni? z nim par? s??w… – zwolni? kroku i przystan?? przed odpowiednimi drzwiami prowadz?cymi do sali.
_________________
postaciowo | theme

angielski / irlandzki / niemiecki

Licznik postów fabularnych: 48
 
     
Desmond Heartstone
[Usunięty]

Wysłany: 2017-02-15, 21:09   

Desmond by? cz?owiekiem troch? nadpobudliwym, wi?c normalnym dla niego by?o ?pieszy? si? wsz?dzie, w ko?cu to nie on czeka na ?wiat a ?wiat czeka na niego; tak si? sk?ada, ?e skracanie imion przy?piesza?o rozmow?. I przy okazji czasami mia?o to okazj? brzmie? uroczo, nie tutaj oczywi?cie.
Nigdy nie chwali? si? Nathairowi dlaczego przyjecha? do Londynu, wi?c nic dziwnego, ?e ten nie wspomnia? mu o byciu ?niwiarzem. Ba, nie mo?na by? pewnym czy nawet wtedy by mu si? do tego przyzna?, tylko by to zamieni?o Desmonda w rzep w ubraniach shinigamiego, a w pracy takiej jak ta mog?oby to by? problemem gdyby cz?owiek nigdy nie odst?pi? mu kroku.
- Nathair, co? takiego jak wsp??czucie, m?wi Ci to co?? Taka ludzka cecha, kt?ra sprawia, ?e jeste?my lud?mi, a nie zwierz?tami? - Nie do ko?ca prawda, bo i ma?py potrafi?y wsp??czu?, ale mo?e dlatego jeste?my do nich podobni. Albo one do nas. Jakkolwiek. Desmond czasami mia? wra?enie, ?e jego znajomy by? pozbawiony uczu?, a wypowied? Nathaira, ?e czyje? zadowolenie lub nie ma?o go obchodzi tylko pog??bia?o to uczucie. Desmond wzruszy? ramionami i dalej nie dr??y? tematu, nie by?o po co.
- W porz?dku. Poczekam na Ciebie. - Odpowiedzia?, staj?c niedaleko drzwi. Nie zamierza? wchodzi? przecie? za nim i mu przeszkadza?, tym bardziej, ?e nie zna? tego jego znajomego. U?miechn?? si? lekko do Nathaira, jednak by? to troch? wymuszony u?miech. Ca?y dzie? obserwowa? lekarzy i s?ucha? ich rozm?w, o pacjencie w?a?nie w tej sali m?wiono, ?e nie do?yje jutra. By?o mu przykro, ale nie mia? si?y wspomnie? o tym fakcie Nathairowi - W ko?cu szczerze wierzy?, ?e to jego znajomy a nie odchodz?ca dusza po kt?r? stawi? si? dzisiaj ?niwiarz.
 
     
Nathair

Wydz. Administracyjny

Rodzina: nie żyje
Wiek: 19 lat wizualnych | 26 lat rzeczywistych
Znaki szczeg?lne: wysoki wzrost (190cm); całe prawe ramię, od barku do nadgarstka, obejmuje tatuaż w postaci kości; odpychająca aura; wygolone boki głowy i pofarbowane na czarno
Ekwipunek: stara fotografia rodzinna; złośliwość i kpina w towarzystwie znudzenia
Kosa ?mierci: para korbaczy
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 28 Gru 2015
Posty: 57
Wysłany: 2017-02-17, 12:23   

Nathair pod tym wzgl?dem by? przeciwie?stwem Desmonda – sta? si? niemal nie?mierteln? istot?, kt?r? czeka?o kilkaset lat odb?bniania kary za odebranie sobie ?ycia. Dlatego po?piech w jego mniemaniu straci? ju? na znaczeniu, chocia? nie pogardzi?by przy?pieszeniem procesu odej?cia ze ?wiata nadnaturalnego. Nie pope?nia? samob?jstwa, by kontynuowa? egzystencj? pod nieco inn? postaci?. Ale niewykluczone, ?e nawet ze ?wiadomo?ci? istnienia byt?w wy?szych, pr?bowa?by w inny spos?b skr?ci? sw?j czas na ziemi. Mo?e zawar?by pakt z demonem? Kto wie.
- W?a?ciwie ludzie nale?? do kr?lestwa zwierz?t – zauwa?y? ze stoickim spokojem, nie przywi?zuj?c zbyt wielkiej uwagi do tego, co pr?bowa? mu tym przekaza? znajomy. – Wsp??czucie nie jest cech? charakterystyczn? dla ka?dego cz?owieka, wi?c nie mo?e okre?la? og??u – st?umi? w sobie zrezygnowane westchni?cie.
Rzuci? mu ostatnie spojrzenie, a potem znikn?? za drzwiami prowadz?cymi do sali pacjenta. Prawdopodobnie umrze do?? spokojn? i szybk? ?mierci?, wystarczy?o odczyta? Filmowe Nagranie, uzupe?ni? kilka rubryk w raporcie i po pracy. M??czyzna nawet nie zarejestrowa? obecno?ci ?niwiarza – pogr??ony w g??bokim ?nie, z pomarszczon? twarz? skierowan? ku oknu, oddycha? ledwo s?yszalnie, ale Nath wiedzia?, ?e wci?? ?yje.
Przywo?a? kos? ?mierci, zaciskaj?c palce na zmaterializowanej r?koje?ci, a potem wysun?? z jej ko?ca ostrze. Podszed? do pacjenta, przygl?daj?c si? bezbarwnie jego posturze, i naci?? niewielki fragment ods?oni?tej na przedramieniu sk?ry. Filmowe klatki wystrzeli?y gwa?townie w g?r?, streszczaj?c ?ycie umieraj?cego.

EDIT: A po sko?czonej robocie wyszed?, bo go Desmond zostawi?. :C
[zt]
_________________
postaciowo | theme

angielski / irlandzki / niemiecki

Licznik postów fabularnych: 48
 
     
Ciel Phantomhive

Earl/Pies Królowej

Rodzina: Vincent (ojciec), Rachel (matka) - oboje nie żyją - odziedziczył po nich firmę Funtom Company; Angelina Durless (ciotka), Frances Midford (ciotka), Alexis Leon Midford (wuj), Edward Midford (kuzyn), Elizabeth Midford (kuzynka i narzeczona)
Wiek: 15 lat
Znaki szczeg?lne: czarna opaska na prawym oku, pierścień z niebieskim brylantem na lewym kciuku, na prawej ręce rodowy sygnet
Ekwipunek: rewolwer w kieszeni
Kontrakt z: Sebastian Michaelis
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Maj 2013
Posty: 1194
Wysłany: 2017-12-10, 21:29   
   Multikonta: Alexander


Hrabia rzadko wybiera? si? na spacery sam. Jeszcze rzadziej do Londynu, a nawet gdy pojawi? si? w tym brudnym i t?ocznym mie?cie, zawsze towarzyszy? mu lokaj. Czarny lokaj. Nieust?pliwy demon, kt?remu m?ody Phantomhive zaprzeda? dusz?. Jednak na pierwszy rzut oka nie by?o tego wida?. Czarnow?osy, zapewne atrakcyjny m??czyzna nie m?g? by? wcieleniem diab?a. Kto by o nim tak pomy?la?? Nikt nie zna? prawdy, a ci przed kt?rymi by?a ona demaskowana najcz??ciej gin?li chwil? p??niej. Bo na drodze g?owy rodu Phantomhive nikt nie m?g? stan??. Przeszkody nale?a?o eliminowa?, zadania wype?nia? i tak od pokole?. Tym razem hrabia by? bez swego cienia, bez kruczego lokaja. Rozdzielili si? przed szpitalem. Dosta? inne zadanie, a m?ody arystokrata nie chcia? zbyt d?ugo go?ci? w Londynie. Im szybciej zajm? si? tym co maj? tu do wykonania, tym szybciej opuszcz? stolic?. Jego cie? uda? si? wi?c w zupe?nie innym kierunku, a hrabia skierowa? swe kroki wprost do szpitala. W d?oni dzier?y? lask?, kt?rej postukiwanie wyra?nie by?o s?ycha? na schodach prowadz?cych do budynku. Wzrok jak zwykle do?? oboj?tny, nieruchomy. Jedno oko przys?oni?te czarn? opask?, na palcach d?oni wida? by?o po?yskuj?ce w promieniach s?o?ca pier?cienie. Wci?? na niego za du?e, chocia? nie by? ju? ma?ym ch?opcem. Min?? kilka sal szpitalnych zupe?nie nie zainteresowany tym kto jest w ?rodku, nie spogl?da? na ?adn? z piel?gniarek, ?adnego lekarza. Wszed? do recepcji. Zale?a?o mu na karcie leczenia sprzed kilkunastu lat. Nie, nie by?a to przypadkowa karta, nie by?o te? zadanie zlecone przez Kr?low?. Karta. Kogo? Dziadka. Ale wypowiedzia? to do?? oboj?tnym tonem g?osu, jakby rzekomy dziadek nie by? dla niego ?adn? blisk? osob?. Jakiego dziadka? Tanaki. Dosta? kart?. Wydarzenia z tamtego dnia... ile jeszcze uda mu si? na ten temat dowiedzie?, a ile wci?? pozostanie tajemnic?? Musia? wiedzie? wszystko. Skoro otrzyma? ju? dokument nie widzia? powodu by zatrzyma? si? w szpitalu na d?u?ej. Od razu uda? si? do wyj?cia. Sebastian ju? pewnie za?atwi? zlecone sprawunki. Jest demonem. Dla niego nie by? to ?aden problem. Hrabia tylko kr?tko zerkn?? na okolic? jaka rozrysowa?a si? przed nim po wyj?ciu z budynku, a potem skierowa? swe niebieskie oko na zapiski widniej?ce w wydanym mu akcie leczenia pacjenta sprzed kilku lat. Na szcz??cie jeszcze to przechowuj?. B?dzie musia? si? przyjrze? temu bli?ej.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Fairy Tail Path Magician



Bleach OtherWorld

Dragon Ball New Generation Reborn



Vampire Knight


Król Lew















Image and video hosting by TinyPic

Rainbow RPG



















Vampire Diaries





SnM: Naruto PBF





www.zmiennoksztaltni.wxv.pl











Eclipse



over-undertale





Northland Highschool

AbsitOmen


On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 0,63 sekundy. Zapytań do SQL: 11