Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Ukazał się nowy The Times.




POSZUKIWANIA
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Czarny Szermierz, Afuro Aphrodi Terumi i Zeno Hen poszukują różnych relacji.
► Wasil poszukuje ochotnika do sesji.
► Mark poszukuje przyjaznej duszyczki.

Listopad 1889r.
Deszcz, pochmurne niebo i porywiste wiatry będą towarzyszyć nam niemal codziennie. Temperatura będzie wynosić maksymalnie 7'C w dzień, w nocy zaś 2'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Wioska
Autor Wiadomość
Ciel Phantomhive

Earl/Pies Królowej

Rodzina: Vincent (ojciec), Rachel (matka) - oboje nie żyją - odziedziczył po nich firmę Funtom Company; Angelina Durless (ciotka), Frances Midford (ciotka), Alexis Leon Midford (wuj), Edward Midford (kuzyn), Elizabeth Midford (kuzynka i narzeczona)
Wiek: 15 lat
Znaki szczególne: czarna opaska na prawym oku, pierścień z niebieskim brylantem na lewym kciuku, na prawej ręce rodowy sygnet
Ekwipunek: rewolwer w kieszeni
Kontrakt z: Sebastian Michaelis
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Maj 2013
Posty: 1185
Wysłany: 2018-02-02, 20:53   Wioska
   Multikonta: Alexander


Do osady tej można dostać się tylko przez przesmyk nieobrośnięty puszczą, która otacza tą osadę z trzech stron. Mimo tego miejscowość ta wydaje się odcięta od świata, zaś garstka mieszkańców wcale nie szuka kontaktu z okolicznymi wioskami. Wybudowane tutaj domy są proste i schludne, okoliczne pola i ogródki zadbane i uporządkowane. Widać, że osadnicy postawili na samowystarczalność. Tylko jedno domostwo prezentuje się bardziej okazale niczym ozdobna willa górująca nad pozostałymi domkami.
 
 
     
Elanor Blue

Cyrkowiec

Rodzina: nie żyje
Wiek: 17 lat
Znaki szczególne: niebiesko mi
Poziom życia: 100%
Dołączył: 10 Paź 2013
Posty: 234
Wysłany: 2018-02-02, 21:29   
   Multikonta: Tamara Arven


Cyrkowa dziewczyna uznała, że taka tajemnica jest warta kolejnej przygody.Od jakiegoś czasu mówiło się o klątwie, o tajemniczej czarownicy... ale to wszystko trochę brzmiało ak opowieści dla dzieci. Z drugiej strony niebieska bardzo dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że na tym świecie dzieją sie różne rzeczy i niektóre z nich są tak nieprawdopodobne, że naprawdę ciężko jest dać im wiarę. Postanowiła to w tym przypadku sprawdzić na własnej skórze. Zawitała do tej wioski, chociaż miała trochę problem, żeby się tu dostać, ale zabrała się z taborem podróżujących cyganów, którzy podrzucili ją kawałek, a dalej już akrobatka poszła sama i w końcu sama dostrzegła chatki ustawione obok siebie. Czyli nie zabłądziła tak całkiem. Wioska na pierwszy rzut oka wyglądała na opustoszałą i niebieska nawet przez chwilę zastanawiała się czy to jest jakieś nawiedzone miejsce. A skąd te wszystkie plotki o klątwie? Opowieści o wilkołakach? Ktoś tu musiał przecież mieszkać. Weszła do tej osady, rozglądając się ciekawie na boki.
 
     
Afuro Aphrodi Terumi


Rodzina: Nie pamięta
Wiek: Wieczność to za mało
Znaki szczególne: Charakterystyczny wyraz twarzy i spojrzenie przypisane tylko jemu, nikt na świecie i po za nim nie posiada nawet w podobie czegoś tak subtelnego jak on. Można powiedzieć że sama jego czystość jest znakiem rozpoznawczym ponieważ prócz ubrania ma na prawde nie wiele przedmiotów martwych.
Ekwipunek: Jedyna broń to nakładki na dłonie z ostrzymi zakończeniami jak w szponach, są na nich dziwne zapiski w zapomnianym dawnym języku, pobłopobłogosławiona.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 27 Paź 2017
Posty: 41
Skąd: Z nieskończoności
Wysłany: 2018-02-02, 21:46   
   Multikonta: Czarny Szermierz


Chłopak dowiedział się o klątwie, coś wreszcie dla niego. Przyszedł przecież na ziemie by wyzwalać dobrych i likwidować tych co czynią zło. Wielkie oczyszczenie, niestety droga była daleka. Poszedł na pieszo, był już przyzwyczajony do pieszych wycieczek. To pozwoli mu na chwilę treningu i skupienia, wędrował sam aż dotarł do wioski. Rzeczywiście wyglądała na opuszczoną, ale Afuro już nie raz widział jak z pustki wychodzą najgorsze potwory. To właśnie w takich miejscach zło lubiło klonować swoje macki i potajemnie rosnąć w siłę. Na to nawet upadły anioł nie mógł pozwolić, podszedł bliżej i się rozejrzał. Wtedy zobaczył kogoś, stanął z dystansem. Nie wiedział kto to jest i dlaczego jest, skrył się gdzieś z boku patrząc czy jeszcze ktoś się zjawi. Popatrzył w niebo by mniej więcej ogarnąć pogodę, może nie będzie padać? Wszystko było lekko podejrzane, coś tu mocno nie grało. Cicho oparł się o najbliższy budynek i postanowił uzbroić się w cierpliwość. Klątwa? Cóż, jedyne co mógł zdradzić to swoją dumę i wysokie mniemanie. Poprawił koszulkę i zaczesał swoje długie złotawe włosy. Z dala można było poczuć jego czujny wzrok, obserwował, nasłuchiwał, czuwał...
_________________
Choćbym kroczył ciemną doliną, zła się nie ulękne.
 
     
Nancy Moron

Wydz. Żniwiarzy

Kosa śmierci: zaostrzony bumerang - Chi
Poziom życia: 100%
Dołączył: 22 Paź 2014
Posty: 205
Wysłany: 2018-02-02, 22:21   
   Multikonta: Sharon


Jakaś sprawa się szykowała. No, no! Jakaś klątwa, jakieś pieski... znaczy wilkołaczki. Chwila, czy ona w swoim życiu spotkała jakiegoś wilkołaka? Nie... chyba, że to był bardzo wstydliwy przedstawiciel swojego gatunku, który wolał ukrywać się w ludzkiej postaci. Tak się zatem złożyło, że zgony w papierach nie chciały się zgadzać, coś dziwnego nadnaturalnego tu krążyło i trzeba to zweryfikować. Ciekawe czy wilkołaczki dadzą się głaskać... albo czy reagują na "siad" i "aport". A jak nie... zawsze można szczeniaczki tego nauczyć! Nie wiadomo z jakiego powodu, ale całkiem entuzjastycznie podchodziła do tego zlecenia, być może wiązało się to u niej ze spotkaniem futerkowego stworzenia, które Nancy przecież tak bardzo kochała! Ale, ale... nie znalazła się tu sama. Był Szef. I nie tylko. Ostatnio gdy żniwiarka była na takim bardziej złożonym zadaniu, finalnie spłonęło pół wysypiska śmieci i jakaś fabryka, więc to całkiem możliwe, że zebrano większą ekipę, żeby zabezpieczać sytuację. Świecie, jesteś ocalony! Nie czeka cie jeszcze apokalipsa!
Nancy zatem zwyczajowo swym dziarskim krokiem wkroczyła do tej tajemniczej wioski, wyprzedzając nieco pozostałych. I gdy tak zaczęła się rozglądać wyszykując wzrokiem jakiś miejscowych osadników, jej piękne spojrzenie natrafiło na niebieską akrobatkę, z którą żniwiarka miała już parę razy do czynienia w różnych okolicznościach. Zwykle to nie były takie całkiem normalne okoliczności. Ale! Dodatkowy człowieczek mógł oznaczać, że trzeba przedsięwziąć dodatkowe środki ostrożności, żeby ktoś im go nie ubił przez wyznaczonym dla tej dziewczyny terminem śmierci. A to raczej nie było dzisiaj.
- Zgubiłaś się moje drogie dziecko? - zagadnęła do niej, podchodząc bliżej i układając jej dłonie na ramionach, by po chwili obrócić ją bardziej w stronę drogi prowadzącej raczej w przeciwną stronę niż do centrum wioski.- Tam jest wyjście. - popchnęła ją lekko dając w ten sposób znać, że lepiej aby opuściła to terytorium.
Mniej pracy przy pilnowaniu jej dla shinigamich! Ej, ej... czy jest tu ktoś jeszcze? Może zgromadziła się tu jeszcze jakaś większa wycieczka, o której ona nie wie? Hmm... póki co skupiła się jednak na tej niebieskiej niewieście.
 
     
Lily Valver

Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Matka, ojciec i młodsza siostra, wszyscy żywi i nudni.
Wiek: Wygląda na ok. 20 lat
Znaki szczególne: oczy Shinigami
Ekwipunek: tabletki na ból gardła (jako przekąska), mapa (której i tak nie umie rozczytać)
Kosa śmierci: Topór o dwóch ostrzach. Może go rozdzielić na dwa jednoostrzowe berdysze.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 04 Maj 2016
Posty: 153
Wysłany: 2018-02-02, 22:58   

Plotki o czarownicy sprowadziły do wioski także Lily. Może nie do końca plotki, bo właściwie została tu wysłana, żeby przypilnować sytuacji, ale ciekawość też miała w tym sporą rolę. Wiedźmą mógł być przecież jakiś byt nadprzyrodzony – żniwiarka nie posiadała dokładnych informacji na ten temat, nie została przydzielona do zbierania dusz przy poprzednich śmierciach, a bieganie po Instytucie w poszukiwaniu osoby za nie odpowiedzialnej nie było przyjemną perspektywą. Szczerze mówiąc, nadal nieco gubiła się w tej plątaninie korytarzy, co czyniło tego typu zabawy dość czasochłonnymi. A jednak zagrożenie biednych, małych ludzików było realne, a Lily całkiem nieźle radziła sobie z kosą… Przynajmniej tak sobie tłumaczyła to, że wysłali akurat ją. Co prawda nie za bardzo wierzyła, żeby to jakaś wiedźma była odpowiedzialna za to wszystko, ale w sumie nic nie wiadomo. Lily nie była Shinigami z dużym stażem, zaliczała się wręcz do osobników raczej młodszych niż starszych, nie miała więc pewności co do tego, czy takie wiedźmy naprawdę mogły istnieć. Niby na szkoleniu nic takiego nie mówili, jednak nie wspominali zapewne o bardzo dużej ilości rzeczy. Mimo wszystko, bardziej prawdopodobny był jakiś dziwaczny demon, lub walnięty anioł, który wziął sobie za cel życiowy „oczyszczenie” świata. Ale jeśli okaże się, że to jakaś nowość… Tym lepiej dla Lily i jej ciekawości!
Pojawiła się w wiosce rozglądając się dookoła. Dostrzeżenie popędzającej jakiejś dziewczyny do opuszczenia wioski żniwiarki nie było trudne. Panna Valver rozpoznała w niej widzianą już kiedyś shinigami z bumerangiem – zapewne ona też została przydzielona do tego zadania. Chociaż możliwe, że przybyła tu z czystej ciekawości. W każdym razie, to zawsze jakieś wsparcie.
- Ej, nie popychaj tak tego człowieka. – zwróciła się do niej, profilaktycznie sprawdzając obecność w swojej kieszeni pudełeczka z tabletkami na gardło. Ostatnio chciała jej je zabrać, o ile Lily dobrze pamiętała… Nie wolno, jej tabletki! – Jeszcze cię oskarży o molestowanie, czy coś. I wylecisz z roboty, tak będzie! – co prawda jeszcze nie słyszała o usuwaniu z Instytutu żniwiarzy molestujących ludzi, ale cóż… To się chyba podpina pod ingerencję w losy człowieka, prawda? Jeszcze jej traumy narobi, i co. – Jak chcesz ją przesunąć to ją przenieś normalnie i przestaw, a nie tak popychasz. To strasznie mało efektywne! – Prawda, logika Lily miała w sobie niezbyt wiele z normalnej logiki. Ale to zawsze jakaś logika, tak?
 
 
     
William T. Spears

Inspektor Wydz. Zarządzania

Ekwipunek: kosa śmierci, księga zasad shinigami
Kosa śmierci: sekator
Poziom życia: 100%
Dołączył: 19 Lip 2013
Posty: 293
Wysłany: 2018-02-03, 17:20   

Sytuacja była wyjątkowa. Jak często w takich wypadkach Inspektor musiał udać się na miejsce, żeby osobiście zbadać okoliczności sprawy. Mowa była o klątwie i wilkołakach, aczkolwiek bardziej interesował Williama fakt, ze zestawienia dusz w tym rejonie się nie zgadzały, a w tej pracy nie można było dopuścić do występowania podobnych błędów. To nie był towar w sklepie czy ludzkie pieniądze, którymi obracano w ziemskim społeczeństwie, tylko to były dusze, a więc obchodząc się z ta materią należało dołożyć należytych starań i oczywiście odpowiedniej ostrożności. Czasem dochodziło do podobnych sytuacji, że jednak coś nie pasowało i należało za wszelką cenę wyjaśnić te nieścisłości. Nie można było pozostawić tego stanu tak całkiem samopas. Bywały takie nieprawidłowości, które po dziś dzień pozostawały nierozwiązane z powodu brak odpowiednich faktów i nie podjęcia na czas odpowiednich działań, ale nie był to poprawny stan rzeczy. Takie błędy będą długo ciążyć na Instytucie.
William obawiał się nieco wysyłać jednego żniwiarza na samodzielną misję, po ostatnich problemach na wysypisku śmieci. Wówczas mieli do czynienia z demonicznym zwierzęciem, które najwidoczniej straciło panowanie nad sobą. Wystąpiły wtedy pewne komplikacje. Niestety.
Dlatego korzystając z okoliczności, że Inspektor dokończył swoją pracę biurową na dziś, postanowił, towarzyszyć w tej misji dwóm żniwiarkom. Przy okazji będzie miał je na oku, jak i przeprowadzi faktyczny nadzór nad tą sprawą.
Pojawili się zatem w wiosce. Dla nich ta trasa nie była skomplikowaną drogą, shinigami mieli dostęp niemal do każdego miejsca. Zauważył, że wioska chociaż wydaje się już opustoszała, to oprócz Moron, Valver i jego znajduje się tu jeszcze pewna ubrana na niebiesko panienka. Miał już wrażenie, że ta śmiertelniczka przewinęła mu się przed oczami, aczkolwiek nie był tego w zupełności pewny. Nie bywał tak często w terenie jak żniwiarze, którzy pracowali w takich warunkach na co dzień, ale zdarzało się, że nadzorował bezpośrednio niektóre zdarzenia i podejrzane okoliczności. Wiele rzeczy wolał sprawdzać na własną rękę uważając, że w ten sposób nabierze niezbędnego przekonania o tym co się dzieje. Nie odezwał się, nie skomentował poczynań swojej podwładnej ani dalszej dyskusji. Zwykle takie rozmowy i tak do niczego nie prowadziły. Jedynie westchnął cicho, podchodząc bliżej.
_________________
 
     
Nicholas Leevis

Iluzjonista

Wiek: 23 lata
Poziom życia: 100%
Dołączył: 28 Sty 2018
Posty: 35
Wysłany: 2018-02-03, 21:24   
   Multikonta: Rebecca Montgomery


Miał wrażenie, że w tej wiosce dzieje się coś wartego uwagi. Nicholas co prawda nie odwiedzał takich drobnych wiosek, bo na dobrą sprawę nie miał w takich miejscach dla kogo występować. Garstka ludności nie mogła mu zapewnić dobrego zarobku, nie było też od kogo tu wyciągnąć portfela po kryjomu, a publiczność najczęściej do obcych odchodziła nieufnie. Nie miał im tego za złe, ale to było tak przewidywalne, że nawet nie uwzględniał tego typu miejscowości w planach swoich prezentacji. Tym razem więc nie zwiodła go do tej niemrawej osady chęć zarobku, a tajemnica jaka się tu kryła. Zainteresowany opowiastkami, które usłyszał na ulicach miasta postanowił się tu udać. Jedyna magia jakiej ufał była jego własną magią, która ograniczała się do wymyślnych sztuczek zmieszanych z jego specyficznym charakterem, co jak dotąd niemal zawsze gwarantowało mu sukces. Dlatego zawsze nieco podejrzliwie podchodził do bajek przekazywanych z ust do ust na temat klątw i różnego rodzaju przesądów. Warto dowiedzieć się zatem jak sprawa wygląda naprawdę.
Poprosił jednego handlarza jadącego wozem, żeby go tutaj podrzucił, bo droga dla dorożek nie była tutaj zbyt wygodna i powozy nie zajeżdżały aż tak daleko. Ten środek transportu wykorzystał więc do granic możliwości, a potem złapał przejeżdżający tą ścieżką wóz, dosiadł się na tył i skupił się na obserwowaniu okolicy. W oczy rzucał się sąsiedni las, a potem za wzgórzem zaczęły malować się niewielkie domki świadczące o tym, że to właśnie tutaj znajduje się ta tajemnicza osada. Nicholas podziękował woźnicy, zapłacił jedną monetą, a potem na piechotę przemierzył dystans do tej właśnie wioski. Chatki mieszkańców wyglądały dość nietypowo, ale za to skromnie. Co charakterystyczne panowała tu dziwna cisza, zero zgiełku, zero plotkujących na drodze gospodyń... to było naprawdę nieco niepokojące. I co więcej, w tym miejscu zjawiło się też kilka innych osób. Już na pierwszy rzut oka można było dostrzec, że to nie są okoliczni osadnicy, za bardzo się wyróżniali i byli zbyt odmienni od siebie nawzajem.
- Witam, witam... - przywitał się, skłaniając lekko rondo swojego białego kapelusza, który dobrał do równie jasnego fraku.- To jakaś wycieczka czy może wszyscy poszukują śladów tej niebezpiecznej klątwy? - rozłożył ręce, nie miał złych zamiarów, a jego głosie odbijała się charakterystyczna nuta wesołości.
Bo przecież nie miał złych intencji, domyślał się, że wszyscy pojawili się w tym miejscu w jednym celu.
 
     
Elanor Blue

Cyrkowiec

Rodzina: nie żyje
Wiek: 17 lat
Znaki szczególne: niebiesko mi
Poziom życia: 100%
Dołączył: 10 Paź 2013
Posty: 234
Wysłany: 2018-02-03, 21:51   
   Multikonta: Tamara Arven


Blue była zaskoczona otoczeniem. Jaka tu cisza, jaki spokój... zupełnie jakby nikt nie zamieszkiwał tych okolic, ale jednocześnie wszystko w zasięgu wzroku wyglądało na zadbane czyli ktoś jednak tu musiał być. Ale gdzie podziali się osadnicy? Zostawili te wioskę tak po prostu? Miejscowość była dość mała, nie wydawało się jakby mieszkało tu wiele ludzi, ale przecież ktoś musiał być.
Drgnęła z zaskoczeniem, kiedy ktoś chwycił ją za ramiona i dość gwałtownie obrócił. Poznała jednak ten głos, bo z tą głośną dziewczyną już miała do czynienia. Tak się dziwnie składa, że spotykały się zawsze przy jakichś bardzo nietypowym okolicznościach. Czy zatem i tym razem tak będzie?
Niebieska zrobiła krok do przodu, ale nie dała się tak po prostu wygnać.
- Hej! Ja się nigdzie nie wybieram! Też chce zobaczyć o co tu chodzi. - odpowiedziała jej z wyraźnym protestem w głosie i wtedy pojawiła się też druga dziewczyna, która zaczęła upominać tą pierwszą. - I nie jestem rzeczą, żeby mnie przenosić.
Zauważyła, że na miejscu zjawił się też pewien poważny mężczyzna w okularach i drugi, wyglądający mniej poważnie, ale też dość elegancko.
- Chyba wiele osób chciałoby się dowiedzieć co tu się dzieje. - kiwnęła głową odpowiadając temu jasnowłosemu chłopakowi, który wydawał się dużo bardziej sympatyczny, a przynajmniej nie próbował ją stąd pogonić.
 
     
Nancy Moron

Wydz. Żniwiarzy

Kosa śmierci: zaostrzony bumerang - Chi
Poziom życia: 100%
Dołączył: 22 Paź 2014
Posty: 205
Wysłany: 2018-02-03, 23:00   
   Multikonta: Sharon


No, no... panna Moron wolałby jednak gdyby ten niebieski cukiereczek posłuchał i dostosował się do jej rady. Człowiek z wozu, koniom lżej! Czy jak to szło... w każdym razie, trafiła się jej buntownicza jednostka społeczna, która nie chciała opuścić terytorium. To źle... bunty trzema tłumić w zarodku, zanim to dziewczę pokusi się o odebranie jej władzy.
Tak czy siak to była chyba jakaś większa misja, bo żniwiarzy było kilku. JESZCZE ONA. Valver. Och tak... ton głosu Szefa gdy wymawiał to nazwisko był zawsze taki ujmujący. Ale, ale... ona tu próbowała inaczej rozporządzać człowieczkiem. No nie!
- Jestem zbyt boska, żeby wylecieć. A poza tym... wróciłabym! - bo ona zawsze wraca, jak bumerang, w każdym razie wskazała oskarżycielko palcem na Lily. - A skąd wiesz jak postępować z ludziami? Może im trzeba impulsu! Jakieś zewnętrznej mocy! Zresztą... - dłuższa zaduma, bo Lily chyba była jeszcze dość świeżą żniwiarka.- Przenosił cie ktoś kiedyś? - no bo może ona ma takie doświadczenia, bo lepiej eeeee... o molestowanie nie będzie pytać.
Akurat pojawił się szef, który jak widać niestrudzenie postanowił im towarzyszyć w wykonaniu tego zlecenia. Co za dzielny samobójca! Nancy oczywiście z jednej strony cieszyła się, że ma go po swojej stronie, z drugiej jednak to będzie praca pod presją i trzeba się pilnować, żeby nie wywinąć jakiegoś głupiego numeru. A to akurat wychodziło jej bardzo prosto, miała w tym wprawę godną zawodowca!
- Szefie, ona mnie nie słucha! - zaczęła donośnym, wyraźnie niezadowolonym głosem, wskazując palcem oskarżycielsko na Elanor.- A ta chciałaby przenosić ludzi! - tu znowu wskazała paluchem na Lily.- Jak ja mam pracować w tak trudnych warunkach... może podwyżka skłoniła by mnie do takiego poświęcenia. - zatrzepotała rzęsami, niby świadoma tego, że takie zagrania zwykle kiepsko jej wychodzą, ale zawsze warto spróbować!
Niestety, sytuacja pogarszała się z każdą chwilą, bo na horyzoncie pojawił się kolejny śmiertelnik! Tym razem był to mężczyzna, którego żniwiarka pierwszy raz na oczy widziała. Nieznajomy! Świeża krew! A cóż to za niespodzianka?
- Eee... gościu, to poważna sprawa. - zaczęła, wbijając w niego swoje uważne spojrzenie wielkich ślepi.- Dlatego radzę się wycofać, przyjmujemy ten teren. - nie znała tego człowieka, ale po doświadczeniach z niebieską, mogła spodziewać się, że ten również będzie próbował stawiać opór.
Bo ludzie zawsze pchali się tam, gdzie mogą stracić życie. Zaskakujący pociąg do wszystkiego co szkodliwe i niebezpieczne, a jak im ktoś dobrze radzi to nie... nie posłuchają się. A gdzie tam! Co za dziwne istoty... ach tak, ona też kiedyś była człowiekiem, prawda? No cóż, nikt nie ma idealnego życiorysu, teraz jednak podobało się jej obecne wcielenie. Całkiem miła praca jak na rolę śmierci przystało.
 
     
Lily Valver

Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Matka, ojciec i młodsza siostra, wszyscy żywi i nudni.
Wiek: Wygląda na ok. 20 lat
Znaki szczególne: oczy Shinigami
Ekwipunek: tabletki na ból gardła (jako przekąska), mapa (której i tak nie umie rozczytać)
Kosa śmierci: Topór o dwóch ostrzach. Może go rozdzielić na dwa jednoostrzowe berdysze.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 04 Maj 2016
Posty: 153
Wysłany: 2018-02-04, 00:49   

To, w jaki sposób pozbędą się stąd ludzi było dla Lily kompletnie obojętne. Właściwie, mogą się ich nie pozbywać – tak długo, aż nie każą jej ponosić odpowiedzialności za głupotę niektórych słabszych istot ich miejsce przebywania jej nie obchodzi. Ale z drugiej strony, smutno byłoby zobaczyć to niebiesko sukienkowe dziewczę pozbawione życia, prawda? Gdyby coś postanowiło ją zjeść, na pewno zniszczyłoby jej sukienkę. Jaka szkoda, społeczeństwo z pewnością by na tym ucierpiało… Mimo wszystko, ciekawskie z natury istotki wzbudzały w Lily pewien rodzaj sympatii. Sama była bardzo ciekawska. Także ten… O ile panna Valver nie dostanie potem nadgodzin, ludzie mogą tu sobie siedzieć.
- Impulsu… Elektrycznego? Można by ich posadzić na krześle i poczekać na piorun… ale to by chyba trochę trwało, wiesz. Musielibyśmy karmić ich w tym czasie kleikiem. – Nie była co prawda pewna, czy to było w pełni zgodne z zasadami, ale kto by się tym przejmował… Niby ich własnoręcznie nie zabiła, to nie powinni się jej czepiać, prawda? – Nie, nikt mnie nie przenosił. A ciebie ktoś przenosił? – całkiem sensowne pytanie, tak się przynajmniej wydawało. Skoro tej tutaj wolno pyta czy ktoś ją przenosił, to Lily też może o to spytać.
Skoro pojawił się też szef, to byli już chyba wszyscy. A przynajmniej wszyscy, o których Lily słyszała, że się zjawią na misji. Może ktoś jeszcze przydrepta… Biedny on, to byłoby dla niego jak własnowolne nadgodziny. Przyszedł też jeszcze jeden człowiek. I co teraz ta z bumerangiem zrobi? Nie da rady popychać dwóch ludziów jednocześnie! Chyba, że szef uzna za stosowne jej w tym pomóc. Wtedy jakoś dadzą radę. – Ja nikogo nie chciałabym przenosić, ja tylko sugeruję rozwiązanie. To ty byś ich przenosiła, nie ja, pff. – I zaplotła ręce na piersi, przygryzając wargę. Nie będzie jej nikt oczerniał, nie wolno! Chociaż akurat Lily zdarzały się podobne próby wyłudzenia czegoś, to jednak nie, brzydko tak oskarżać Lilusię. Zwłaszcza, kiedy ona tak ślicznie stara się pomóc!
Ten biały elegancik był podejrzany. Zbyt elegantaśny! Dwoma rodzajami istot u których ta cecha zwykle występuje byli szefowie i szkodniki. Ten szefem na pewno nie był, bo szef już tu był. A szkodnikiem… Niby nie wyglada, niby się nie wydaje… Ale oni mogli opracować jakieś tajne plany ukrycia!– To nie wycieczka. To jest bardzo poważna wyprawa ratująca ludzkość, ale twój ludzki umysł tego nie pojmie… Wyprawa tym bardziej ważna, że ratuje ratowników od nadgodzin. O. – i jakby na zwiększenie wagi tej wypowiedzi lekko tupnęła nogą. Słowa niebieskiej o tym, że nie jest rzeczą w sumie zignorowała… Niby nie jest, ale przestawić się ją da, ha!
 
 
     
Afuro Aphrodi Terumi


Rodzina: Nie pamięta
Wiek: Wieczność to za mało
Znaki szczególne: Charakterystyczny wyraz twarzy i spojrzenie przypisane tylko jemu, nikt na świecie i po za nim nie posiada nawet w podobie czegoś tak subtelnego jak on. Można powiedzieć że sama jego czystość jest znakiem rozpoznawczym ponieważ prócz ubrania ma na prawde nie wiele przedmiotów martwych.
Ekwipunek: Jedyna broń to nakładki na dłonie z ostrzymi zakończeniami jak w szponach, są na nich dziwne zapiski w zapomnianym dawnym języku, pobłopobłogosławiona.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 27 Paź 2017
Posty: 41
Skąd: Z nieskończoności
Wysłany: 2018-02-04, 10:19   
   Multikonta: Czarny Szermierz


A chłopak nadal sobie się rozglądał, stał oparty o budynek i nic poza tym. Niedaleko zbierali się ludzie i sobie rozmawiali, słodki widok, ale oni tam gadu gadu, a robota stoi jak stała. Na razie nie wyglądało aby coś ciekawego miało się wydarzyć, więc nie planował nawet ruszyć palcem. Nie lubił się udzielać w jakiekolwiek dyskusję, jego zadaniem było na razie obserwować i czuwać na wszelki wypadek. Był bliżej wioski niż ktokolwiek z tej dziwnej zbieraniny, na pewno będzie mu dane zobaczyć więcej i zareagować szybciej w razie ewentualnego zagrożenia. Będzie bardziej narażony, ale ryzyko to jego domena w robocie. Popatrzył w niebo, był dosyć inteligentny i umiał wyczytać porę dnia z położenia słońca. Noc? Żaden problem, nawet gdyby nastała to nie przeszkodzi Afuro w jego dociekaniach i dążeniach. Nie wiązał z dziwnymi tajemniczymi towarzyszami jakiejś bliższej przyszłości, chociaż okaże się pewnie nie długo, że będzie zmuszony coś z siebie wykrzesać. Słowa? Gesty? Tylko dla nich, bo sam był minimalistą jeśli chodzi o mimikę czy gestykulację.
_________________
Choćbym kroczył ciemną doliną, zła się nie ulękne.
 
     
William T. Spears

Inspektor Wydz. Zarządzania

Ekwipunek: kosa śmierci, księga zasad shinigami
Kosa śmierci: sekator
Poziom życia: 100%
Dołączył: 19 Lip 2013
Posty: 293
Wysłany: 2018-02-04, 16:50   

William początkowo mniej zwracał uwagę na swoje podwładne, a bardziej na otoczenie. Rzeczywiście, interesował go stan tej wioski. Bez wątpienia była zamieszkała, pomimo wypełniającej jej ciszy i wrażenia jakoby nikogo tutaj nie było. Nie sądził również, żeby to była miejscowość o typowym turystycznym charakterze ani lokacja, w której lubią się zatrzymywać przyjezdni zmierzając do jakiegoś bardziej rozległego celu swojej podróży. A to oznaczało, że osadnicy nie powinni być przyzwyczajeni do wizyt gości, a tym bardziej podróżujących w grupie. Aczkolwiek, od kiedy o tej wiosce zrobiło się głośno, całkiem możliwe, że zaczęli tu spływać ludzie, którzy chcieli odkryć sekret tego miejsca. Taki rozgłos raczej nie był na rękę mieszkańcom. A może się mylił.
Inspektor podążył nieco dalej, w zamyśleniu zerkając na kolejne chatki, na niewielkie domostwa i położone w ich pobliżu gospodarstwa. Nie było tutaj nic wyróżniającego się na pierwszy rzut oka, wszystko wydawało się przeciętne. Mała osada grupki ludzi i tyle. A w oddali znajdował się las, który zgodnie z doniesieniami miał być częścią tej tajemnicy. William brał już udział w rozwiązywaniu kilku podobnych spraw, więc nie było to dla niego nic nowego, chociaż każde takie zadanie wymagało dużej staranności i spostrzegawczości. Każdy szczegół mógł wnieść do sprawy ważne informacje.
- Moron, Valver... zajmijcie się lepiej rozpoznaniem terenu. - skierował się do nich, uznając że lepiej jak dziewczyny od razu przystąpią do pracy i przestaną robić dodatkowe zamieszanie.
Odwrócił się bardziej w ich kierunku, dostrzegając, że oprócz tej niebieskiej panienki dołączył do nich jakiś białowłosy jegomość. Nie znał tego mężczyzny, aczkolwiek w tym wypadku rzeczywiście będzie łatwiej, jeśli nieznajomy nie będzie im utrudniał wykonania obowiązków.
- Witam. - skinął lekko głową stronę obcego.- Doprawdy... to miejsce może się wiązać z pewnym zagrożeniem dla śmiertelników. - jego spojrzenie pozostawało jednakowo niewzruszone, postawa nienaganna, William zawsze sprawiał wrażenie jakby właśnie był w prawy, bo w zasadzie tak było.
_________________
 
     
Nicholas Leevis

Iluzjonista

Wiek: 23 lata
Poziom życia: 100%
Dołączył: 28 Sty 2018
Posty: 35
Wysłany: 2018-02-04, 21:15   
   Multikonta: Rebecca Montgomery


Stanowili ciekawą grupkę, nie ma co. Nicholas już od początku dostrzegł, że zbiegło się w tym samym czasie i miejscu, kilka osób należących do zupełnie różnych światów. Absolutnie inne osobowości, chociaż wydawało się, że cel mają jednakowy. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to bezpośredniość dziewczyn, które zdawały się próbować narzucać innym pewne postępowanie. Była też dziewczynka wyglądająca jakby właśnie wyszła z cyrku i pewien bardzo poważny mężczyzna. Białowłosy tylko uniósł brwi, na jego wargach pojawił się drobny uśmieszek, bo trudno żeby takie zestawienie go nie rozbawiło. Ale to na swój sposób, nieznajomym nie zamierzał przecież tego okazywać. Nie chciał aby uznali, że sobie z kogoś bezczelnie kpi, bo przecież tak nie było.
- Jaka dominująca postawa... ale, ale... - zwrócił się do dwóch wcześniej dyskutujących panienek.- Od razu wiadomo kto tu rządzi. - kątem oka spojrzał na Inspektora, posyłając w ten sposób im znaczące spojrzenie.- Tak, wydaje mi się, że skoro wszyscy zjawiliśmy się to w jednej sprawie, dlaczego nie mielibyśmy współpracować? - wiedział, że jego propozycja może być niezrozumiała i trudna do zaakceptowania przez pozostałych, z tego względu, że nikt go tutaj nie znał, jak i sam nie nawiązał wcześniej żadnej znajomości z jakąkolwiek z tych osób, a nieznajomym pojawiającym się tak po prostu znikąd trudniej jest rzecz jasna tak zwyczajnie zaufać.
Białowłosy zatarł dłonie, sam przechadzając się kilka kroków po łuku, żeby lepiej uchwycić widok tych opustoszałych, zaległych cisz chatek. O tak, tutaj musiała tkwić zaklęta jakaś tajemnica. Miał do tego nosa!
- Proszę się nie martwić, poradzę sobie. Radziłem sobie już... z różnymi zagrożeniami. Poza tym... ratowanie ludzkości brzmi intrygująco. - niedbałym ruchem poluzował krawat zawiązany na szyi na samo wspomnienie kilku nietypowych sytuacji z jakimi w swoim życiu musiał się już mierzyć i aż trudno dać wiarę, że jakimś sposobem udało mu się z tego wszystkiego wyjść żywym.
Nasz iluzjonista prowadził bowiem dość spontaniczne życie i chociaż jego numery musiały być zawsze ściśle dopracowanymi sztuczkami, to cała reszta jego egzystencji to była po prostu jedna, wielka niewiadoma. I w wyniku tej niewiadomej właśnie znalazł się tutaj, podejmując równie nieprzemyślaną decyzję, co do sprawdzenia tego miejsca, dając się zwieść własnej ciekawości i chęci doświadczenia ekscytującej przygody. Zupełnie jakby mało miał ich w życiu i mało doświadczał już poczucia zagrożenia. Było tak przy każdej zdemaskowanej zdradzie małżonki jakiegoś hrabiego, z którą wdał się w romans, przy każdym większym czy mniejszym oszustwie. Nicholas miał już do czynienia z życiem na krawędzi ryzyka.
 
     
MG


Dołączył: 26 Maj 2013
Posty: 387
Wysłany: 2018-02-04, 22:17   

Tę dyskusję prędzej czy później coś musiało przerwać. Póki co wioska wyglądała rzeczywiście na opustoszałą, gdziekolwiek się rozejrzeć ani żywego ducha, pomimo że wszystko wydawało się utrzymane w całkiem porządnym stanie. Gdzie zatem domownicy? Co się tutaj wydarzyło? Początkowo nic nie mogło przykuć większej uwagi przybyszy, byli oni zajęci własną rozmową. Za bardzo pochłonięci by zareagować na gwałtowne pojawienie się mieszkańców. Nagle całe piątka została otoczona prze prawdopodobnie osadników tej wioski i na pierwszy rzut oka widać, że nie byliby tu zbyt mile przyjęci. Grupa, która ich osaczyła w ciasnym kręgu składała się z samych kobiet. Nawet anioła skrywającego się z boku kilka pań zaopatrzonych w widły pogoniło do reszty, tym samym demaskując jego położenie. Były to typowe wieśniaczki w różnym wieku ubrane w proste, polowe szaty, lecz tych pań z całą pewnością nie należało lekceważyć! Były uzbrojone w kosy, widły, sierpy i podobne narzędzia służące do uprawy pola i prac ogrodowych, wycelowane prosto w gości z zewnątrz. Żadna z nich się nie odezwała. W każdej chwili gotowe do ataku. Miały dość zawzięte miny, widać, że nie zamierzały odpuścić.
 
     
Elanor Blue

Cyrkowiec

Rodzina: nie żyje
Wiek: 17 lat
Znaki szczególne: niebiesko mi
Poziom życia: 100%
Dołączył: 10 Paź 2013
Posty: 234
Wysłany: 2018-02-04, 22:58   
   Multikonta: Tamara Arven


- Nigdzie się nie wybieram. - zaprotestowała znów, bo miała wrażenie, że ta głośna dziewczyna nie traktuje jej poważnie, a w ogóle ich rozmowa brzmiała bardzo dziwnie.
Z pewnym wsparciem pojawił się ten jasnowłosy mężczyzna, który najwidoczniej również postanowił wziąć udział w rozwiązaniu tej zagadki.
- Kim pan jest? - zwróciła się do niego, bo wyglądało na to, że pozostali tutaj zebrani również nie znali tego jegomościa, a skoro mieli razem zajmować się tą klątwą, warto wiedzieć z kim ma się do czynienia.
Wtem, dość nagle zostali otoczeni. Niebieska zupełnie się tego nie spodziewała. Drgnęła z zaskoczeniem, oglądając się na boki. Ich agresorkami były kobiety, chyba tutejsi mieszkańcy. I byli raczej do nich wrogo nastawione. No tak, nagle zjawia się grupa ludzi na ich terenie, miały prawo mieć pewne podejrzenia. Elanor cofnęła się o krok, żeby być bliżej reszty. Nie wiedziała co teraz zrobić. Jeszcze do ich grupy został zagoniony inny mężczyzna, który chyba też był obcy.
- My... nie chcemy nic złego. - zaczęła cicho, ale jej głos był niepewny, nikogo nie znała z tej wioski, nie wiedziała jak powinna się w stosunku do tych mieszkańców zachować, jak właściwie wzbudzić ich zaufanie.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Fairy Tail Path Magician



Bleach OtherWorld

Dragon Ball New Generation Reborn



Vampire Knight


Król Lew















Image and video hosting by TinyPic

Rainbow RPG



















Vampire Diaries





SnM: Naruto PBF





www.zmiennoksztaltni.wxv.pl











Eclipse



over-undertale






On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 11