Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Event Spisek rozpoczęty! Uczestników zapraszamy tutaj! Wciąż można się zapisywać.
► Obchodzimy piąte urodziny! Z tej okazji zapraszamy do udziału w plebiscycie Kryszatałowe Króliki!

POSZUKIWANIA
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Czarny Szermierz, Afuro Aphrodi Terumi i Zeno Hen poszukują różnych relacji.
► Wasil poszukuje ochotnika do sesji.
► Mark poszukuje przyjaznej duszyczki.

Październik 1889r.
Deszcz i pochmurne niebo stają się codziennym elementem krajobrazu. Temperatura będzie wynosić maksymalnie 12'C w dzień, w nocy zaś 7'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Zegar słoneczny Burdett-Coutts
Autor Wiadomość
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 160
Wysłany: 2018-05-02, 16:48   

Był akurat po jednym ze zleceń. Po dawnych ranach nie było już ani śladu. To znaczy, w praktyce to wcale nie był tak odległy czas, natomiast z uwagi na szybki okres regeneracji bogów śmierci, to wystarczyło parę krótkich dni i było tak jakby tamtego napadu szału nie było. I jakby wcale nie znalazł się wówczas w mieszkaniu jakiegoś przypadkowego blondyna, który się nim zajął. Albert cały czas odkładał złożenie wizyty temu gościowi, bo ciągle miał na głowie zlecenia, a wieczorami zwyczajnie był zbyt zmęczony i chyba zbyt zniechęcony, żeby jeszcze pojawiać się u zupełnie nieznanego mu dzieciaka z podziękowaniami. Poza tym, pojęcia nie miał jak powinien mu się odwdzięczyć. Nie był za dobry w takich rzeczach, nie wiedział nawet od czego zacząć.
Zerknął na zegar słoneczny, mniej więcej na tej podstawie szacując ile ma jeszcze czasu do następnego zlecenia. Jeszcze trochę. Trzeba będzie gdzieś pokręcić się po mieście, zanim znów przyjdzie mu przyzwać swoją kosę, żeby dokonać osądu. Ta robota była monotonna. Była ciągła i chociaż wciąż niektóre sposoby śmierci potrafiły zadziwiać czy wzbudzać konkretne emocje, to jednak... ciągle musiał robić to samo. I tak przez całe wieki. Nie zapowiadały się żadne zmiany.
Bez swojego sierpa, Reeds przypominał całkiem normalnego człowieka. Nie był może tak wystrojony jak klasy wyższe, ale chyba za biedaka też nie mógł uchodzić. Nie musiał się niczego obawiać, więc nie zwracał uwagi na pijaczków, kręcących się gdzieś po wąskich uliczkach ani na straże miejskie, które przechadzały się po bardziej uczęszczanych deptakach. Mimo tego nic nie przykuwało jego wzroku jakoś szczególnie, nic nie wzbudzało w nim jakiegoś wyjątkowego zainteresowania. Nie miał nawet ochoty na żadne bezcelowe spacery, bo po co... spojrzał w stronę nieba, krzywiąc się pod nosem, bo znów zanosiło się na deszcz. Tutaj zdecydowanie zbyt często niebo przysłaniały chmury, a z nieba lały się strugi wody. Ten kto musiał zajmować się pracą w terenie, ten wie jak taka pogoda potrafiła być irytująca.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczególne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 24
Wysłany: 2018-05-04, 16:19   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Zapowiadało się na deszcz, więc śpieszył się do domu. Problem w tym, że na koniec jego zmiany szewc poprosił go jeszcze, żeby skoczył do cukierni zanieść parę butów, które robił cukiernikowi, a ten w roztargnieniu akurat zapomniał dziś je odebrać. Marrone oczywiście zgodził się bez wahania, chociaż chłodny wiatr i coraz zimniejsze powietrze nie nastrajały go zbyt optymistycznie. Wpadł do cukierni, zamienił ze sprzedawcą parę słów i zostawił tam paczkę z elegancko podbitymi butami. Takich nie powstydziłby się nawet nie jeden zamożny arystokrata. Tobias w pośpiechu wyszedł z cukierni, nawet nie zastanawiając się nad kupnem jakiejś słodkości, do czego jeszcze na końcu zachęcał go cukiernik. Nie... wolał jak najszybciej znaleźć się w mieszkaniu, a poza tym nie miał dość pieniędzy na takie drobne łakocie. Jego fundusze były raczej nieznaczne, z tego wszystkiego musiał utrzymać mieszkanie i siebie, więc rzadko pozwalał sobie na coś więcej. Zdarzało się, ale dla zachowania pewności finansowej wolał częściej sobie odmówić.
Teraz droga prosto do mieszkania. Tak mu się wydawało. Zupełnie nie spodziewał się jednak, że na tej drodze w pobliżu zabytkowego zegara słonecznego spotka tego samego czarnowłosego chłopaka, którego całkiem niedawno opatrywał. Nie... to był on? Blondyn aż przystanął, ale im dłużej spoglądał w te twarz tym bardziej czuł, że nie może się mylić. To na pewno był ten sam mężczyzna! Te same rysy twarzy, to samo spojrzenie... ale z drugiej strony coś mu tu wyraźnie nie pasowało. Ten nieznajomy wydawał się cały i zdrowy. Może był później u jakiegoś lekarza, może zasięgnął jeszcze jakiejś pomocy, tego przecież nie można było wykluczyć, ale mimo wszystko te jego obrażenia wymagały przede wszystkim czasu, żeby wszystko się dobrze zagoiło. Tymczasem nieznajomy wydawał się sprawny i w pełni zdrów. Oczywiście, młody szewc nie był w stanie tego ocenić na pierwszy rzut oka, nie wiedział jak wyglądają jego rany pod ubraniami, ale samo to, że czarnowłosy swobodnie się porusza już podsuwało odpowiednie skojarzenia.
A może to nie ten? Może go z kimś pomylił? Ostrożnie podszedł bliżej, ale nie odważył się odezwać. Już wystarczająco dziwnie musiał wyglądać gapiąc się na tego jegomościa ze wszystkich stron jak jakiś wścibski i natrętny obserwator. Rozchylił wargi, pozwolił by nieprzyjemnie powietrze owiało mu twarz, ale widać i to nie otrzeźwiło go dostatecznie.
- Prze-przepraszam. - odezwał się w końcu, chociaż sam nie wiedział jak zagadać ani jak kontynuować tę rozmowę, ba... właśnie sobie uświadomił, że nie wie nawet jak się ten czarnowłosy mężczyzna nazywa, a tamtego wieczoru tylko on sam się przedstawił.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 160
Wysłany: 2018-05-06, 22:48   

Nie śpieszyło mu się, ale nie ma mowy, żeby tkwił w jednym miejscu, kiedy widocznie zbierało się na deszcz. Trzeba będzie zaszyć się gdzieś, przy czym nie bardzo miał ochotę wracać do Instytutu. W tym miejscu pojawiał się tylko wtedy kiedy musiał i tylko ze względu na swoje zwierzaki, którymi się opiekował. Trzeba było dać jeść, czasem posprzątać, chociaż tego akurat wyjątkowo nie lubił, pobawić się nawet, żeby im się nie nudziło w tych czterech ścianach. Ale nocować tam nie chciał, rzadko kiedy nawet mógł tam spać. Zbyt duży niepokój. Czasem kiedy miał przy sobie lamparta było lżej, ale mimo wszystko... Instytut to nie było miejsce dla niego. Był żniwiarzem, popełnił jakiś czas temu samobójstwo, które skazało go na taki żywot, ale nie czuł się nim i w żaden sposób nie próbował się utożsamiać z bogami śmierci.
Gdy usłyszał dziwnie znajomy głos, obrócił głowę w tamtym kierunku i wówczas ujrzał tego zielonookiego okularnika, który całkiem niedawno zajął się jego ranami. Niezły zbieg okoliczności. A może po prostu Londyn w rzeczywistości był mniejszy niż się wydawało na pierwszy rzut oka? Tak czy inaczej, to na pewno był ten typ. Pomimo, że Reeds wówczas był ledwo przytomny to zapamiętał te rysy twarzy, te oczy, ten głos... zostało mu to w głowie.
- Hej, to ty tak? Tobias Marrone? - zapytał dla pewności, spokojnym krokiem kierując się w jego strone.- To ty wtedy mnie zabandażowałeś... - skupił na nim swoje spojrzenie, już nie było ani śladu po tamtych ranach, żniwiarz nawet już zapomniał o tamtym bólu, chociaż bolało bardzo... jak zawsze.- Nie podziękowałem ci jeszcze za to. - odchrząknął pod nosem, wciskając dłonie do kieszeni marynarki.- Nie musiałeś mi pomagać, to raczej rzadka postawa w dzisiejszych czasach. I jak widzisz... nic nie ukradłem. - wzruszył ramionami, przecież nie okazał się żadnym złodziejem wbrew wcześniejszym obawom blondyna, nie tknął niczego co znajdowało się w jego mieszkaniu, bo akurat żywych nie rabował, jak coś to już umarłych, którym nawet nie było dane żałować straconych przedmiotów.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczególne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 24
Wysłany: 2018-05-07, 00:27   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


To był on! Serce Marrone zabiło szybciej kiedy czarnowłosy obejrzał się w jego kierunku. Tak, tak... nie ma najmniejszej wątpliwości, że to on! Wszystko się zgadzało. Jego wygląd, jego głos... chociaż wtedy zdaje się, że był bardziej ochrypnięty, ale brzmiał bardzo podobnie, chyba nawet był w zbliżony sposób ubrany, ale tego elementu akurat młody szewc nie zapamiętał zbyt dobrze. Wtedy liczyło się jego zdrowie, opatrzenie wszystkich ran tak aby nie zagrażały jego życiu, więc nawet nie szczególnie miał okazję skupić się na całej reszcie. Tak czy inaczej blondyn pozostawał w osłupieniu do momentu aż nieznajomy nie zaczął mówić. Dopiero wtedy spróbował jakoś wyrwać się z tego otępienia. Nie chciał wyjść na ostatniego idiotę. Ale i tak... sam fakt, że wyglądał na zupełnie zdrowego był dla chłopaka szokujący. Rany na czole nie było widać. Nie zostało po niej nawet zadrapanie? Poruszał się swobodnie czyli pozostałe obrażenia też zniknęły? Przecież... to były rany, które wymagały kilku tygodni, może nawet kilku miesięcy leczenia w szpitalu, a tu tak szybko... ślad po nich zaginął?
- Niemożliwe... - wydusił w końcu to co aż tak bardzo nie dawało mu spokoju. - By-byłeś poważnie ranny! O tu... - pokazał miejsce na swoim boku analogiczne do tego w jakim znajdowały się obrażenia na ciele Alberta. - I tu... i na czole. - kolejno pokazał ramię, wciąż jednakowo zdziwionym spojrzeniem mierząc sylwetkę bruneta. - To tak zniknęło? Jak? - ciekawość i niezrozumienie wzięły górę nawet nad jego językiem, bo akurat Tobias nie należał do szczególnie wygadanych osób.
Aż mu się po chwili zrobiło trochę głupio, że wyszedł na tak wścibską osobę, podczas gdy nieznajomy miał chyba wobec niego dobre intencje. Cofnął się więc o krok i spuścił wzrok z zakłopotaniem przez chwilę nic nie mówiąc.
- To nic takiego, nie musisz dziękować. Byłeś w końcu w moim mieszkaniu. - odchrząknął z pewną niepewnością, która wkradła się w jego głos, by jednak zdecydować się znów spojrzeć na czarnowłosego. - Nadal jednak nie wiem jak się tam dostałeś... i kim właściwie jesteś. - bo ówczesne tłumaczenie, że nieznajomy trafił tam przez okno było jednak dość niejasne i nie wyjaśniało jak do końca do tego doszło, chyba, że... nadal tego nie pamięta.
I nurtowało go też to z kim ma tak naprawdę do czynienia, bo o ile sam się przedstawił tamtego dnia, to nie znał ani imienia ani nazwiska tego mężczyzny, szacował tylko, że są w podobnym wieku, ewentualnie brunet jest od niego niewiele starszy, ale skoro już poznali się w takich warunkach, to Tobias chciał się dowiedzieć czegoś więcej.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 160
Wysłany: 2018-05-09, 20:39   

Po spojrzeniu blondyna i jego wyrazie twarzy domyślił się, że chodzi o jego stan zdrowia. Jeszcze niedawno wyglądał na umierającego, a teraz w pełni sił, bez żadnego zadrapania. Dla niego na początku to też było trudne do przywyknięcia, ale skoro tak to działa, to nawet nie miał na to wpływu. Pewnie i dobrze, w Instytucie potrzebowali sprawnych shinigamich, a gdyby tak któreś z nich leżało tygodniami w łóżku dochodząc do siebie po mniejszych czy większych potyczkach byliby zupełnie niedyspozycyjni. Już wystarczyło, że Reeds był akurat niedyspozycyjny ponad miarę, bo i tak nadal zdarzało mu się tracić nad sobą kontrolę i później kilka dni dochodzić do siebie. Bywało, że już po dwóch dniach wracał na zlecenia, czasem schodziło z tym dłużej, ale nie w jego guście leżało siedzenie i nic nie robienie, nawet jeśli w grę wchodziło dochodzenie do zdrowia.
- Mówiłem, że szybko wracam do zdrowia. - odchrząknął tylko uznając, że nie ma co na ten temat wchodzić w szczegóły, bo zbyt dużo trzeba by przy okazji wyjaśniać, a i raczej jasnowłosy nie uwierzyłby w każde jego słowo tak od razu.- Albert Reeds. Chyba się wtedy nie przedstawiłem, hm. - tak, chyba podczas tego pechowego wieczoru nie mówił zbyt wiele o sobie, ale paradoksalnie o blondynie też niewiele wiedział poza tym gdzie mieszka i jak się nazywa, a takie informacje przydawały mu się najczęściej dopiero w chwili śmierci człowieka.- Jakoś tego nie pamiętam... czasem tak bywa. - mruknął z przekąsem nie chcąc wdawać się jakoś w szczegóły swoich napadów szału, których nawet dobrze nie potrafił wyjaśnić.- Pewnie jakoś... wpadłem oknem. Nie wiem, niewiele pamiętam. - zmarszczył brwi, niechętnie próbował wracać wspomnieniami do tego co się wydarzyło wcześniej, przed momentem gdy zjawił się w mieszkaniu Tobiasa, bo i tak nigdy nie potrafił jakoś przypomnieć sobie tych zdarzeń, tego co właściwie robił, kogo zaatakował albo kto jego zaatakował.- Mieszkasz sam? Chyba nie narobiłem ci zbyt wielu kłopotów. - zerknął na niego uważniej, bo to, że wówczas nie spotkał żadnego współlokatora czy rodziny nie oznaczało, że blondyn zajmuje swój lokal w pojedynkę, może jednak z kimś dzielił swoją przestrzeń.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczególne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 24
Wysłany: 2018-05-10, 23:11   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


- Ale... to i tak... - Tobias nie był przekonany tłumaczeniem czarnowłosego o tym, że szybko wraca do zdrowia. Nawet przy założeniu, że ma dość wytrzymały i silny organizm, to jego ciało na pewno potrzebowało czasu, żeby zregenerować tamte obrażenia. Tym bardziej, że za wyjątkiem tego na czole, wyglądały one dość poważnie i chłopak nawet sam zastanawiał się jak da sobie radę bez pomocy szpitala czy profesjonalnego lekarza... a nawet gdyby skorzystał z takiej pomocy, to i tak potrzebował czasu. Czas. Takie cudowne uleczenie było niemożliwe. Mimo wszystko, jasnowłosy żywo pokręcił głową próbując powrócić do w miarę trzeźwego myślenia i poukładać to sobie wszystko w głowie. Może nie wziął czegoś pod uwagę? Ostatecznie nie wiedział prawie nic o tym nieznajomym, więc mógł przeoczyć jakąś informacje, która akurat tutaj byłaby kluczowa.
- Mhmm... - skinął głową, to teraz przynajmniej wiedział jak brunet się nazywa, chociaż w praktyce to niezbyt wiele, ale... najwidoczniej nadal nie pamiętał tamtych tragicznych zdarzeń. Szkoda, wychodziło na to, że musiało stać się coś naprawdę groźnego, musiał wpaść w jakieś kłopoty, jednak Marrone nie próbował dociekać tutaj prawdy, bo to byłoby równoznaczne z zabawą w jasnowidza, a takich talentów na pewno nie miał. - Tak... mieszkam sam. - odpowiedział z lekkim zakłopotaniem, trochę też zdziwiony pytaniem jakie padło z ust Alberta. - Nie musisz się więc martwić, nikomu nie sprawiłeś kłopotów. A rano.. szybko się zmyłeś. Myślałem, że jeszcze cie zastanę. - jakoś postanowił pociągnąć temat, chociaż sam nie wiedział skąd u niego wzięła się taka potrzeba, może po prostu zbyt dawno nie próbował z kimś tak po przyjacielsku porozmawiać?
Bo zwykle jeśli już wdawał się w pogawędki to z klientami, którzy przychodzili po buty albo opowiadali o uszkodzeniach swojego obuwa, przy okazji rozciągając nie raz temat na swoje rodziny, swoje problemy, czasem nawet nie zawsze to czego chciał słuchać blondyn, ale przeważnie starał się być uprzejmy w trakcie takich konwersacji. Mimo to nie mógł pochwalić się jakąś bogatą listą znajomych, dobrych kolegów czy koleżanek, z którymi w dni wolne spędzałby czas na herbacie albo towarzyskich spotkaniach. Nigdy jakoś mu tego nie brakowało, ale też czasem przecież dobrze się do kogoś odezwać. Bezimienny kruk, który odwiedzał go w mieszkaniu raczej nie był zbyt dobrym rozmówcą, więc u Tobiasa przeważnie panowała po prostu cisza. I w takiej ciszy nauczył się egzystować od kiedy zmarła ciotka Becky i pan Arnold przestał go odwiedzać.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 160
Wysłany: 2018-05-12, 17:41   

- Było rano, chyba spałeś... więc nie chciałem cie specjalnie budzić. - odchrząknął pod nosem, bo może i tamtego wieczora nie pamiętał tak bardzo dokładnie, ale rano czuł się już lepiej na tyle, żeby zwlec się z podłogi i wyjść o własnych siłach.
Co prawda rany wtedy nie były jeszcze zagojone i tak czy inaczej, wszystko go nadal bolało, ale umysł był przytomniejszy i na pewno była też większa sprawność ruchu. Nie widział powodu dla którego wówczas miałby budzić blondyna, zresztą... znajdował się nie w swoim mieszkaniu z obcym gościem, nie chciał więc naruszać jego życzliwości panosząc się po mieszkaniu jak intruz.
Pierwsze krople deszczu zaczęły spadać z nieba, jedna z nich akurat wylądowała na nosie żniwiarza. Zmarszczył on brwi, miał rację co do tego, że zaraz się rozpada. Niespecjalnie lubił moknąć, chociaż zdarzały się zlecenia i tego typu kiedy zmuszony był działać w strugach lejącego się z góry deszczu. Taki zawód żniwiarza, praca w terenie wymagała nie raz poświęceń i zdecydowanie żelaznego zdrowia. Póki jednak deszcz nie jest bardzo męczący, nie było tak źle.
I mniej więcej wtedy przyszło mu coś do głowy. Właściwie znowu był na etapie szukania jakiegoś lokum w świecie śmiertelników. Dużo bardziej sobie cenił mieszkanie wśród ludzi niż innych żniwiarzy, więc... taka koncepcja mieszkania między nimi była dla niego dobrym rozwiązaniem. Rzecz jasna, nie przeniesie do takiego lokalu swoich zwierzaków, ale już sam nocleg mógł być dla niego swego rodzaju odciążeniem.
- Właściwie to... nie szukasz współlokatora? - zapytał, bo skoro blondyn mieszkał w pojedynkę, może akurat będzie chętny dzielić z kimś swoją przestrzeń.
Z tego co już zdążył się zorientować, lokum miał raczej niewielkie, ale Reeds przecież nie potrzebował dużo miejsca. Zmieściłby się wszędzie jakby trzeba było się dopasować i chyba w takim codziennym obyciu nie był zbyt uciążliwy, chociaż swoje wady i przywary miał. Mimo tego Tobias chyba... nadawał się na jego współlokatora. Chyba, bo żniwiarz wciąż nie mógł o nim powiedzieć zbyt wiele, jeszcze nie mieli w zasadzie ze sobą kontaktu.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczególne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 24
Wysłany: 2018-05-14, 00:22   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Nie odpowiedział nic, chociaż z trudem przychodziło mu wyobrażenie sobie jak tak ranny mężczyzna wyczołguje się z jego mieszkania. Przy takich obrażeniach zapewne wymagało to mnóstwa wysiłku, więc... jak Albert tego dokonał? Nawet jeśli miał silny organizm, to i tak... nie, nie. To była kolejna niezrozumiała dla młodego szewca kwestia. Niby sam mu zalecił wówczas, żeby nad ranem opuścił jego mieszkanie, jednak w praktyce w takim stanie wątpił by nieznajomy dał radę tego dokonać. Już nawet był skłonny pogodzić się z tym, że pewnie przyjdzie mu spędzić w jego mieszkaniu kilka dni, lecz o poranku zaskoczyła go nieobecność czarnowłosego. Dał radę. Tobias z początku miał przez to lekkie wyrzuty sumienia, może nie powinien od razu nakazywać mu opuszczenie mieszkania, ale jak teraz się okazało chłopak nie tylko sam wyszedł, ale jeszcze i zadziwiająco szybko wylizał się z ran. Szukanie tutaj jakiejś logiki było dla Marrone zbyt trudnym wyzwaniem, dlatego odsuwał na bok te sprzeczności, uznając, że pewnie czegoś nie uwzględnił, o czymś nie pomyślał i dlatego wydaje mu się to tak nierealne.
Następne pytanie jednak zupełnie zbiło go z tropu. Drgnął, podnosząc wzrok na Alberta i wpatrując się w niego w niemym zaskoczeniu.
- Współlokatora? - powtórzył skołowany i właściwie krótką chwilę zajęło mu pojęcie o jakie znaczenie tego słowa chodzi brunetowi, jednak zupełnie nie rozumiał skąd u niego taki pomysł. - To znaczy... - i tu urwał, bo kompletnie nie wiedział co odpowiedzieć Albertowi.
Było tutaj tyle wątpliwości. Nie znał go, nie wiedział kim jest, po prostu ten mężczyzna pewnego dnia zjawił się w jego mieszkaniu cały poraniony i już. Na pewno nie kojarzył go z pracy u szewca, nigdy nie był klientem, zupełnie nic o nim nie wiedział, nie miał pojęcia gdzie pracuje, co lubi, czego nie lubi, dlaczego szuka współlokatora... liczba pytań zdecydowanie przytłoczyła blondyna do tego stopnia, że nawet zignorował te pojedyncze krople deszczu.
- Ja... właściwie mam dość małe mieszkanie, nie wiem czy się zmieścisz... i nie znam cie. - wydukał w końcu z takim skrępowaniem, że musiał uciec wzrokiem w bok. - To nie tak, że odmawiam, bo nie odmawiam, ale... nic o tobie nie wiem i... w ogóle... nie masz mieszkania? - nie potrafił zebrać swojego kłębka myśli w jakiś logiczny ciąg zdań, więc zapytał wprost, jeszcze próbując odwlec chwilę decyzji, bo to nie tak, że nie chciał mieć współlokatora, ale nigdy o tym nie myślał, w efekcie czego teraz był tak zaskoczony tą propozycja, że nawet nie wiedział jak ma ją rozstrzygnąć, czy przygarnięcie drugiej osoby pod swój dach w jego wypadku byłoby dobrym pomysłem czy raczej sprowadziłoby na niego więcej kłopotów.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 160
Wysłany: 2018-05-15, 17:30   

Zdaje się, że nieźle wystraszył blondyna swoją propozycją. A przecież to nie było nic szokującego. Z tego co się orientował sporo ludzi dzieliło ze sobą mieszkania, jeśli tylko było ich stać na wynajem albo wykup. Biedota ciaśniła się zazwyczaj w jednym lokum, gdzie musiały ze sobą przebywać wielodzietne rodziny jakoś wiążąc koniec z końcem. Jeśli więc kogoś stać było na własne cztery ściany, ludzie dobierali sobie współlokatorów, żeby zmniejszyć koszty. Coś wiedział w tym temacie. Miał niedawno jednego ludzkiego współlokatora, ale ich drogi się rozeszły i pozostał tylko niesmak. Mimo wszystko Reeds nie rezygnował z możliwości zamieszkania pośród śmiertelników, bo dla niego to była naprawdę pozytywna odmiana po pokoju w Instytucie. Dodatkowo, sam raczej by nie utrzymał tutaj własnego lokum, a na spółkę z kimś to było do zrealizowania. Niestety, Instytut nie wypłacał im faktycznego wynagrodzenia, to nie była placówka działająca w typowo ludzki sposób, więc mogli liczyć tylko na fundusze na jakieś zwyczajne potrzeby. Trzeba było więc mieć na uwadze to, że żaden shinigami nie był "bogaczem".
- Małe mieszkanie mi nie przeszkadza... nie zajmuje zbyt wiele miejsca. - wzruszył ramionami.- Mogę spać na kanapie... chociaż wolałbym zawsze łóżko. - ostatnie słowa dodał z cichym odchrząknięciem, bo właściwie mógł zasnąć zawsze i wszędzie, warunki dla niego nigdy nie były przeszkodą, ale cenił łóżko ze względu na wygodę.- Pracuję codziennie od rana do wieczora, praca w terenie, więc wracam o zmierzchu, przenocuję i znowu znikam czyli nie miałbyś mnie zbyt długo na głowie. Dokładałbym się do czynszu i takie rzeczy... nie wiem co cie jeszcze interesuje. - akurat Albertowi zaczął przeszkadzać ten coraz uparcie siąpiący deszcz, więc kiwnął na jasnowłosego głową, ruszając uliczką, żeby tak nie stać w miejscu i nie moknąć.- Mam pokój, ale... nie mogę się do niego przyzwyczaić. To raczej niezbyt przyjemne miejsce, więc szukam czegoś innego. - postanowił nie wspominać jeszcze o tym, gdzie faktycznie ten pokój się znajduje.- Złodziejem nie jestem, nic z mieszkania ci nie wyniosę. - zapewnił jeszcze, chociaż z tego co sobie przypominał to Tobias nie miał tam nawet zbyt wiele.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczególne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 24
Wysłany: 2018-05-17, 00:27   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


No to szkopuł. Blondyn znalazł się w trudnej sytuacji, bo nie potrafił tak na szybko sobie tego przekalkulować. Nie chodziło tylko o stronę finansową, ale bardziej o emocjonalną. Przywykł już, że jest jedynym lokatorem swojego mieszkania i jedynie co jakiś czas odwiedza go kruk, któremu kiedyś pomógł w potrzebie. Nie wiedział więc czy będzie w stanie zaakceptować inną osobę na swoim terenie, a co więcej dzielić się z nim tym terenem. To nie było łatwe. Właściwie od strony finansowej to dobrze, bo ktoś odciążyłby go z części opłat, co dla Marrone było korzystne, bo sam nie zarabiał zbyt wiele i musiało mu wystarczyć to co miał, poza tym... zapewne dobrze byłoby mieć się w końcu do kogoś odezwać, spędzić parę chwil na wspólnych pogawędkach no i... czarnowłosy był dość interesujący. Tobias oczywiście nie przyznawał się do tego nawet sam przed sobą, ale teraz kiedy mógł spojrzeć na Alberta już bez obaw o jego życie, już bez widoku krwi na jego skórze musiał przyznać, że ten nieznajomy przyciągał oko. Wyglądało też na to, że ma całkiem miłe usposobienie, chociaż oczywiście mogły być to również tylko pozory. Potrzeba przecież dużo czasu, żeby ludzie poznali się tak naprawdę. Marrone więc nie wiedział jak rozstrzygnąć te propozycję, milcząco skinął głową kierując się w tą samą stronę co brunet i głęboko rozważając jak ma postąpić. Niestety w jego głowie panował zupełny mętlik, dlatego chłopak przez chwilę nie odzywał się chcąc jakoś uspokoić swoje myśli. Musiał podejść do tego na trzeźwo, powstrzymać różne podszepty z mało prawdopodobnymi wątpliwościami.
- Właściwie... to może być dobry pomysł. - przyznał po chwili, odczuwając w końcu pierwsze krople deszczu na swoich policzkach. - Nigdy z nikim obcym nie mieszkałem, więc... dla mnie to coś innego. - dodał na swe usprawiedliwienie. - Wcześniej to mieszkanie było cioci, po jej śmierci przypadło mnie, ale jakoś nie wpadło mi do głowy, żeby pomyśleć o współlokatorze. Jeśli jednak dokładałbyś się do czynszu i wykonywał część domowych obowiązków to może by się to udało. - sformułował w końcu swoje myśli i spojrzał w niebo, marszcząc nos gdy coraz więcej mokrych kropek spadało mu na twarz. - Może chodźmy do mieszkania... jeśli jesteś zdecydowany. - zaproponował z pewną nieśmiałością, bo sam też nie chciał zmoknąć.
Trochę dziwne wydało mu się to, że Albert ma już jakieś lokum, ale nie chce w nim mieszkać. Powody, które podał rysowały się dość mglisto, jednak blondyn postanowił nie dopytywać póki co o szczegóły. To może być sprawa, o której czarnowłosy niekoniecznie będzie chciał mówić, jeśli wiąże się to z czymś nieprzyjemnym czy przykrym.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 160
Wysłany: 2018-05-18, 16:15   

A więc blondyn się przełamywał. Dla Reedsa była to bardzo dobra wiadomość, bo szukał znów jakiegoś współlokatora, a nocowanie na cmentarzu w niskich temperaturach nie było zbyt komfortowe. Lepiej jednak na cmentarzu niż miałby się obawiać, że znów straci kontrolę nad sobą. To było taką jego mekką, taką kryjówką, która pozwalała mu uspokoić ciało i duszę. Chociaż samo miejsce nie należało do najwygodniejszych, nawet jeśli wyposażyć je w koce, jakiś materac czy poduszki. Tyle dobrego, że shinigami był przyzwyczajony do nocowania w każdym warunkach, zdarzało mu się nawet w trakcie swojego ludzkiego życia spać na ławkach w parku czy gdziekolwiek się dało. Dla niego póki co najważniejszy był spokój, równowaga, której cały czas bezskutecznie szukał. Oczywiście nie liczył na to, że w magiczny sposób gdy zamieszka z tym jasnowłosym nagle cała wewnętrzna agresja i frustracja go opuści, ale może przynajmniej złagodnieje, może się to uda opanować.
- Mogę.. czasem gotować albo coś kupić. - w zasadzie sam nie wiele się znał na "utrzymywaniu" mieszkania, bo swój pokój utrzymywał o tyle, o ile musiał dbać o zwierzaki, a poza tym... trudno wspominać o jakimś ogarnianiu miejsca, które przypominało śmietnik różnych rzeczy, niekoniecznie pasujących do siebie nawzajem. - Na sprzątaniu się raczej nie znam... - odchrząknął, krzywiąc minimalnie wargi i powstrzymując się od dodania, że tego nie znosi i w ogóle dla niego to jakiś rodzaj czarnej magii. - Nie mam zbyt wiele rzeczy, parę... potrzebnych na bieżąco i to wszystko, nie będę więc ci zagracał mieszkania. - dodał na wszelki wypadek. - Nie masz się czego bać, mieszkanie z drugą osobą nie jest niczym strasznym. - parsknął z lekkim rozbawieniem, bo blondyn rzeczywiście podchodził do tej sprawy tak jakby nigdy nikt nawet u niego przelotnie nie nocował. - Można się przyzwyczaić. - ruszył wraz z Tobiasem ulicą, kierując się z centrum Londynu w stronę obrzeży, bo właśnie tam znajdowała się o ile dobrze pamiętał kamienica, w której chłopak zamieszkiwał.- Coś jeszcze powinienem wiedzieć? - zerknął na niego pytająco, może blondyn o czymś jeszcze powinien go poinformować.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczególne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 24
Wysłany: 2018-05-20, 21:45   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


- Och... a ja właśnie dużo sprzątam. To znaczy... lubię jak w mieszkaniu jest czysto. - sprecyzował w odpowiedzi na słowa czarnowłosego.
Coraz bardziej zaczynało padać, więc Tobias odruchowo przyspieszył kroku. Nie miał ze sobą parasola, a nie chciał moknąć. Trasa nie była długa, tym bardziej, że blondyn pokonywał ją prawie codziennie, zdążył już zorientować się we wszystkich skrótach, wszystkich drobnych dróżkach prowadzących krótszą drogą do jego lokum oraz w tych uliczkach, których lepiej się wystrzegać, szczególnie po zapadnięciu zmroku. Tak więc zaraz za rzędem eleganckich kamieniczek, wśród których jedną z nich zajmowała skromna, ale znana mu już cukiernia, skręcił w węższą dróżkę pomiędzy kolejnym budynkami. Im dalej od centrum tym bardziej było widać, że kierują się jakby ku innemu światu. Ten świat nie był tak ładny, tak czysty i tak wytworny, ale każdy kto nie urodził się w bogatej rodzinie był skazany na egzystowanie właśnie w tej rzeczywistości. Tobias pod tym względem starał się nie narzekać uznając, że los i tak obdarował go nie tak tragicznie, zaś opływającym w luksusy arystokratom nie miał czego zazdrościć. Byli ludźmi, tak samo jak on i pewnie też mieli jakieś swoje problemy. Każdy przecież miał problemy.
- Ummm... skoro tak. - nie był pewien co odpowiedzieć, nie wiedział nawet o co powinien się dopytać Alberta. - Pewnie wszystko wyjdzie w praktyce. - dodał chyba nawet chcąc w ten sposób dodać otuchy samemu sobie. - Pracuję u szewca, jestem pomocnikiem... wracam o różnych godzinach, zwykle wtedy gdy skończymy zamówienia, ale raczej nie później niż wieczorem. - w końcu postanowił coś powiedzieć o sobie, żeby rozjaśnić parę spraw. - Ach... i jeszcze jedno. Czasem do mieszkania przylatuje kruk, więc... żebyś się nie przestraszył. - podrapał się po głowie z wyraźnym zakłopotaniem. - Kiedyś go znalazłem, opatrzyłem mu skrzydła i od tego czasu mnie odwiedza. Chyba ci to nie będzie przeszkadzać. - miał nadzieję, że Albert nie ma nic przeciwko takiemu dodatkowemu gościowi, który od czasu do czasu zjawiał się w oknie mieszkania Marrone, to nie wróżyłoby dobrze ich ewentualnemu wspólnemu bytowaniu jeśli czarnowłosy nie polubiłby ptaka albo z góry żywił jakąś niechęć do takiego stworzenia.
Tobias wyszedł z wąskiej uliczki na szerszą drogę, po której pędziły dwie dorożki. Zwolnił nieco kroku, spoglądając przelotnie jeszcze na witrynę okolicznego sklepu z herbatami i na widoku coraz mniej było ludzi ubranych w eleganckie szaty, a coraz więcej takich przeciętniaków jak właśnie Tobias, nie wyróżniających się niczym specjalnym. - Skoro pracujesz w terenie... to tak właściwie czym konkretnie się zajmujesz?
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 160
Wysłany: 2018-05-22, 21:46   

Dla Alberta to było jasne, że skoro młody dużo sprząta, to... będzie sprzątał dalej. On mu na pewno w tej czynności w drogę wchodził nie będzie. Pomagał też wątpliwe, bo istniało zbyt duże zagrożenie, że w ten sposób stworzy jeszcze więcej bałaganu i raczej nie będzie z niego pożytku w tej kwestii. I mało prawdopodobne było, że uda się go w tym temacie jakoś lepiej przeszkolić. Jakoś nawet we własnym pokoju w Instytucie nie za wiele sprzątał, tylko tyle co by zwierzaki miały trochę dla siebie miejsca i jakoś to nie gniło całkiem.
- Szewc? - nie powiedziałby, że ten blondyn może zajmować się akurat naprawą butów, ale w zasadzie też mało go znał, na pierwszy rzut oka nie pasował do tej roli.
Ale z drugiej strony... dobrze, że pracował w jakimkolwiek zawodzie i nie skończył z niczym. Ludzie, którzy nie urodzili się w wyższych kastach społecznych albo nie brali udziału w jakimś rodzinnym interesie często musieli się łapać czegokolwiek, żeby tylko przeżyć. Więc całkiem możliwe, że Tobias po prostu nie miał innej możliwości. Po tym jak rodzina Reedsa straciła swój interes i jego ojciec zaczął się staczać, też musiał się chwytać różnych zajęć. A potem było już tylko gorzej, więc stabilne zatrudnienie to był w tych czasach skarb, o który trzeba umieć dbać.
- W porządku, lubię zwierzęta. Właściwie większość zwierząt. Może tylko psy nie bardzo za mną przepadają. - odchrząknął pod nosem, bo z tymi czworonogami miał kilka nieprzyjemnych zajść, ale na dobrą sprawę mógłby kiedyś spróbować się do nich przekonać jeśli tylko nie będą próbowały gryźć go po kostkach.
Kruk był ciekawym stworzeniem. Ponoć to były bardzo mądre ptaki. Sam miał dwie papugi i wiedział już, że nawet takie upierzone stworzenia miewały swój charakterek.
Okolica zmieniała się, ale żniwiarz akurat nie poświęcał temu zbyt wiele uwagi. Nie był na zleceniu, miał akurat "okienko" między kolejnymi przypadkami śmierci no i dobrze znał te tereny. Pracując jako shinigami zdążył chyba poznać to miasto lepiej niż za życia śmiertelnika, a na biednych obrzeżach wcale nie trzeba było długo szukać powodu do zgonu. Ludzie tu często umierali żyjąc w trudnych, brudnych warunkach.
- Emm... - nie wiedział jak to dokładnie ująć, a nie chciał iść w czyste kłamstwo.- Wykonuję zlecenia dla pewnego... przedsiębiorstwa. Dużo biegania po mieście, dużo kontaktowania się z ludźmi. Coś takiego. - chociaż w jego ustach i to zabrzmiało dość sceptycznie.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczególne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 24
Wysłany: 2018-05-24, 20:53   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Poczuł się trochę zakłopotany, ale na dobrą sprawę nigdy nie czuł się skrępowany tym, ze pracuje w takim zawodzie w jakim pracuje. Ludzie imali się różnych zajęć, tego co mogli robić, w jaki sposób mogli zarobić. Pieniądze były potrzebne każdemu, żeby przetrwać. Gdyby nie praca u szewca, nie stać byłoby go na utrzymanie mieszkania, na jedzenie, na zakup czasem jakiejś książki, w którą zagłębiał się w wolnej chwili. Dla niego to ważna praca, poza tym... pomimo pewnych trudności z czasem nawet polubił to zajęcie, chociaż pewnie mógłby i pracować w innym zawodzie. Wolał jednak nie ryzykować, że zostanie z niczym nawet jeśli czasem miał zmęczony oczy, palce go bolały od dociskania podeszwy i zdarzało się, że wracał z palcami pokłutymi od igieł przy okazji zszywaniu jakiegoś pantofla. Nie... i tak uważał, że nie miał na co narzekać.
- Nie mam... żadnego wyuczonego zawodu, właściwie... wykształcenia też nie mam, więc praca szewca to i tak dużo, na więcej chyba nie powinienem liczyć. - dodał, spoglądając pod swoje nogi.
Deszcz powoli zaczynał robić kałuże na ulicy. Widać było jak kolejne krople uderzają o te wodne plamy, rozbijając się na mniejsze kropelki. Wolał nie przemoknąć, bo nie miał zbyt wielu ubrań na zmianę, a jeszcze teraz, gdy zimno trzymało lepiej nie ryzykować przeziębienia. Zdawał sobie sprawę, że miał dość kruchy organizm, który łatwo łapał wszystkie choroby, dlatego wolał unikać potencjalnego ryzyka.
Znowu skręcił w uliczkę, wychodząc już wprost w stronę rzędu kamieniczek. Wszystkie wydawały się podobne do siebie, zaniedbane, chociaż akurat Marrone starał się aby jego mieszkanie prezentowało się czysto i shludnie. Ale prawda była taka, że rządzący nigdy nie interesowali się stanem tej części miasta, nawet tu nie zaglądali. Dla nich to prawie jak zapomniana okolica.
- To brzmi całkiem przyjemnie. - skwitował gdy Albert opisał mu swoją prace, bo może czarnowłosy pracował dla jakiegoś handlowego przedsiębiorstwa, może był jakimś gońcem, ale sam kontakt z innymi ludźmi mógł być całkiem ciekawym elementem tej jego pracy.
- Tutaj. - wskazał właściwą kamienicę, kierując się na schodki prowadzące do wejścia. - Chociaż to chyba już wiesz. - no tak, właściwie brunet był już u niego, aczkolwiek skoro nie pamiętał zbyt wiele z tamtego zdarzenia, które sprowadziło go do lokum Marrone, to mógł też nie pamiętać dokładnej lokalizacji mieszkania i kamienicy, którą blondyn zajmował.
<zt>
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 160
Wysłany: Dzisiaj 0:20   

Pokiwał głową. No tak, tego się domyślał. Nie żadna szewska pasja zapędziła młodego do tego zawodu, a zwykła konieczność. Czyli dokładnie tak jak w wielu innych przypadkach rodzin zamieszkujących te okolicę. Albo będziesz pracować albo skończysz marnie. Inna sprawa, że zarobki w wielu zawodach ledwo dawały gwarancję jakiegokolwiek przetrwania. Bardziej umożliwiały próżną wegetację, chociaż te kwestie już nie powinny być jego sprawą. Nawet jeśli nie chciał, nie należał już do tego świata, podlegał pod inne warunki pracy, kierował się innymi zasadami, a nawet nie był już człowiekiem wbrew temu co można było powiedzieć o nim na pierwszy rzut oka.
Czas do kolejnego zlecenia upływał, ale Reedsowi nie śpieszyło się aż tak bardzo. Podobnie jak Marrone znał wiele skrótów, uliczek, a nie rzadko przemieszczał się po dachach budynków wykorzystując szybkość jaką dawało mu ciało shinigamiego. Nie musiał więc obawiać się, że się spóźni. W przeszłości to mu się zdarzało, szczególnie w trakcie szkolenia, do którego zupełnie się nie przykładał, ale później już zaczął nieco poważniej traktować swoje obowiązki.
- Nie. Akurat to jest bardzo nieprzyjemne. - skomentował skwapliwie, bo nigdy nie uznawał swojej pracy za przyjemną, a widoki makabrycznych zwłok małych dzieci, kobiet w ciąży czy zgwałconych dziewczyn nie należały do zachwycających.
Mimo tego Reeds nie potrafiłby pracować w innym wydziale. Potrzebował ruchu, potrzebował dynamiki, potrzebował tego, żeby coś się działo. Zwyczajnie umarłby z nudów kisząc się na krześle w jakimś biurowym departamencie przy papierach. Nawet wypełnianie raportów było dla niego monotonną koniecznością, którą trzeba było odbębnić.
- Pamiętam. - kąciki jego warg drgnęły ku górze, bo tak... akurat dobrze kojarzył gdzie Tobias miał mieszkanie, która to była kamienica.
Udał się więc tam za nim, kątem oka zerkając jeszcze na szereg innych budynków. Wczoraj miał tu zlecenie. Jakieś dziecko zostało zakatowane przez ojca. Nieprzyjemne zdarzenie, ale nie mógł reagować. Miał robić swoje i to wszystko. Nic więcej.
Wszedł na schodki, przekraczając za jasnowłosym wejście do kamienicy.
<zt>
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 0,55 sekundy. Zapytań do SQL: 11