Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Uczestników eventu Sekta zapraszamy tutaj! Wciąż można się zapisywać!



POSZUKIWANIA
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Czarny Szermierz, Afuro Aphrodi Terumi i Zeno Hen poszukują różnych relacji.
► Wasil poszukuje ochotnika do sesji.
► Mark poszukuje przyjaznej duszyczki.

Listopad 1889r.
Deszcz, pochmurne niebo i porywiste wiatry będą towarzyszyć nam niemal codziennie. Temperatura będzie wynosić maksymalnie 7'C w dzień, w nocy zaś 2'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Zegar słoneczny Burdett-Coutts
Autor Wiadomość
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-05-02, 16:48   

By? akurat po jednym ze zlece?. Po dawnych ranach nie by?o ju? ani ?ladu. To znaczy, w praktyce to wcale nie by? tak odleg?y czas, natomiast z uwagi na szybki okres regeneracji bog?w ?mierci, to wystarczy?o par? kr?tkich dni i by?o tak jakby tamtego napadu sza?u nie by?o. I jakby wcale nie znalaz? si? w?wczas w mieszkaniu jakiego? przypadkowego blondyna, kt?ry si? nim zaj??. Albert ca?y czas odk?ada? z?o?enie wizyty temu go?ciowi, bo ci?gle mia? na g?owie zlecenia, a wieczorami zwyczajnie by? zbyt zm?czony i chyba zbyt zniech?cony, ?eby jeszcze pojawia? si? u zupe?nie nieznanego mu dzieciaka z podzi?kowaniami. Poza tym, poj?cia nie mia? jak powinien mu si? odwdzi?czy?. Nie by? za dobry w takich rzeczach, nie wiedzia? nawet od czego zacz??.
Zerkn?? na zegar s?oneczny, mniej wi?cej na tej podstawie szacuj?c ile ma jeszcze czasu do nast?pnego zlecenia. Jeszcze troch?. Trzeba b?dzie gdzie? pokr?ci? si? po mie?cie, zanim zn?w przyjdzie mu przyzwa? swoj? kos?, ?eby dokona? os?du. Ta robota by?a monotonna. By?a ci?g?a i chocia? wci?? niekt?re sposoby ?mierci potrafi?y zadziwia? czy wzbudza? konkretne emocje, to jednak... ci?gle musia? robi? to samo. I tak przez ca?e wieki. Nie zapowiada?y si? ?adne zmiany.
Bez swojego sierpa, Reeds przypomina? ca?kiem normalnego cz?owieka. Nie by? mo?e tak wystrojony jak klasy wy?sze, ale chyba za biedaka te? nie m?g? uchodzi?. Nie musia? si? niczego obawia?, wi?c nie zwraca? uwagi na pijaczk?w, kr?c?cych si? gdzie? po w?skich uliczkach ani na stra?e miejskie, kt?re przechadza?y si? po bardziej ucz?szczanych deptakach. Mimo tego nic nie przykuwa?o jego wzroku jako? szczeg?lnie, nic nie wzbudza?o w nim jakiego? wyj?tkowego zainteresowania. Nie mia? nawet ochoty na ?adne bezcelowe spacery, bo po co... spojrza? w stron? nieba, krzywi?c si? pod nosem, bo zn?w zanosi?o si? na deszcz. Tutaj zdecydowanie zbyt cz?sto niebo przys?ania?y chmury, a z nieba la?y si? strugi wody. Ten kto musia? zajmowa? si? prac? w terenie, ten wie jak taka pogoda potrafi?a by? irytuj?ca.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczeg?lne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 64
Wysłany: 2018-05-04, 16:19   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Zapowiada?o si? na deszcz, wi?c ?pieszy? si? do domu. Problem w tym, ?e na koniec jego zmiany szewc poprosi? go jeszcze, ?eby skoczy? do cukierni zanie?? par? but?w, kt?re robi? cukiernikowi, a ten w roztargnieniu akurat zapomnia? dzi? je odebra?. Marrone oczywi?cie zgodzi? si? bez wahania, chocia? ch?odny wiatr i coraz zimniejsze powietrze nie nastraja?y go zbyt optymistycznie. Wpad? do cukierni, zamieni? ze sprzedawc? par? s??w i zostawi? tam paczk? z elegancko podbitymi butami. Takich nie powstydzi?by si? nawet nie jeden zamo?ny arystokrata. Tobias w po?piechu wyszed? z cukierni, nawet nie zastanawiaj?c si? nad kupnem jakiej? s?odko?ci, do czego jeszcze na ko?cu zach?ca? go cukiernik. Nie... wola? jak najszybciej znale?? si? w mieszkaniu, a poza tym nie mia? do?? pieni?dzy na takie drobne ?akocie. Jego fundusze by?y raczej nieznaczne, z tego wszystkiego musia? utrzyma? mieszkanie i siebie, wi?c rzadko pozwala? sobie na co? wi?cej. Zdarza?o si?, ale dla zachowania pewno?ci finansowej wola? cz??ciej sobie odm?wi?.
Teraz droga prosto do mieszkania. Tak mu si? wydawa?o. Zupe?nie nie spodziewa? si? jednak, ?e na tej drodze w pobli?u zabytkowego zegara s?onecznego spotka tego samego czarnow?osego ch?opaka, kt?rego ca?kiem niedawno opatrywa?. Nie... to by? on? Blondyn a? przystan??, ale im d?u?ej spogl?da? w te twarz tym bardziej czu?, ?e nie mo?e si? myli?. To na pewno by? ten sam m??czyzna! Te same rysy twarzy, to samo spojrzenie... ale z drugiej strony co? mu tu wyra?nie nie pasowa?o. Ten nieznajomy wydawa? si? ca?y i zdrowy. Mo?e by? p??niej u jakiego? lekarza, mo?e zasi?gn?? jeszcze jakiej? pomocy, tego przecie? nie mo?na by?o wykluczy?, ale mimo wszystko te jego obra?enia wymaga?y przede wszystkim czasu, ?eby wszystko si? dobrze zagoi?o. Tymczasem nieznajomy wydawa? si? sprawny i w pe?ni zdr?w. Oczywi?cie, m?ody szewc nie by? w stanie tego oceni? na pierwszy rzut oka, nie wiedzia? jak wygl?daj? jego rany pod ubraniami, ale samo to, ?e czarnow?osy swobodnie si? porusza ju? podsuwa?o odpowiednie skojarzenia.
A mo?e to nie ten? Mo?e go z kim? pomyli?? Ostro?nie podszed? bli?ej, ale nie odwa?y? si? odezwa?. Ju? wystarczaj?co dziwnie musia? wygl?da? gapi?c si? na tego jegomo?cia ze wszystkich stron jak jaki? w?cibski i natr?tny obserwator. Rozchyli? wargi, pozwoli? by nieprzyjemnie powietrze owia?o mu twarz, ale wida? i to nie otrze?wi?o go dostatecznie.
- Prze-przepraszam. - odezwa? si? w ko?cu, chocia? sam nie wiedzia? jak zagada? ani jak kontynuowa? t? rozmow?, ba... w?a?nie sobie u?wiadomi?, ?e nie wie nawet jak si? ten czarnow?osy m??czyzna nazywa, a tamtego wieczoru tylko on sam si? przedstawi?.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-05-06, 22:48   

Nie ?pieszy?o mu si?, ale nie ma mowy, ?eby tkwi? w jednym miejscu, kiedy widocznie zbiera?o si? na deszcz. Trzeba b?dzie zaszy? si? gdzie?, przy czym nie bardzo mia? ochot? wraca? do Instytutu. W tym miejscu pojawia? si? tylko wtedy kiedy musia? i tylko ze wzgl?du na swoje zwierzaki, kt?rymi si? opiekowa?. Trzeba by?o da? je??, czasem posprz?ta?, chocia? tego akurat wyj?tkowo nie lubi?, pobawi? si? nawet, ?eby im si? nie nudzi?o w tych czterech ?cianach. Ale nocowa? tam nie chcia?, rzadko kiedy nawet m?g? tam spa?. Zbyt du?y niepok?j. Czasem kiedy mia? przy sobie lamparta by?o l?ej, ale mimo wszystko... Instytut to nie by?o miejsce dla niego. By? ?niwiarzem, pope?ni? jaki? czas temu samob?jstwo, kt?re skaza?o go na taki ?ywot, ale nie czu? si? nim i w ?aden spos?b nie pr?bowa? si? uto?samia? z bogami ?mierci.
Gdy us?ysza? dziwnie znajomy g?os, obr?ci? g?ow? w tamtym kierunku i w?wczas ujrza? tego zielonookiego okularnika, kt?ry ca?kiem niedawno zaj?? si? jego ranami. Niez?y zbieg okoliczno?ci. A mo?e po prostu Londyn w rzeczywisto?ci by? mniejszy ni? si? wydawa?o na pierwszy rzut oka? Tak czy inaczej, to na pewno by? ten typ. Pomimo, ?e Reeds w?wczas by? ledwo przytomny to zapami?ta? te rysy twarzy, te oczy, ten g?os... zosta?o mu to w g?owie.
- Hej, to ty tak? Tobias Marrone? - zapyta? dla pewno?ci, spokojnym krokiem kieruj?c si? w jego strone.- To ty wtedy mnie zabanda?owa?e?... - skupi? na nim swoje spojrzenie, ju? nie by?o ani ?ladu po tamtych ranach, ?niwiarz nawet ju? zapomnia? o tamtym b?lu, chocia? bola?o bardzo... jak zawsze.- Nie podzi?kowa?em ci jeszcze za to. - odchrz?kn?? pod nosem, wciskaj?c d?onie do kieszeni marynarki.- Nie musia?e? mi pomaga?, to raczej rzadka postawa w dzisiejszych czasach. I jak widzisz... nic nie ukrad?em. - wzruszy? ramionami, przecie? nie okaza? si? ?adnym z?odziejem wbrew wcze?niejszym obawom blondyna, nie tkn?? niczego co znajdowa?o si? w jego mieszkaniu, bo akurat ?ywych nie rabowa?, jak co? to ju? umar?ych, kt?rym nawet nie by?o dane ?a?owa? straconych przedmiot?w.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczeg?lne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 64
Wysłany: 2018-05-07, 00:27   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


To by? on! Serce Marrone zabi?o szybciej kiedy czarnow?osy obejrza? si? w jego kierunku. Tak, tak... nie ma najmniejszej w?tpliwo?ci, ?e to on! Wszystko si? zgadza?o. Jego wygl?d, jego g?os... chocia? wtedy zdaje si?, ?e by? bardziej ochrypni?ty, ale brzmia? bardzo podobnie, chyba nawet by? w zbli?ony spos?b ubrany, ale tego elementu akurat m?ody szewc nie zapami?ta? zbyt dobrze. Wtedy liczy?o si? jego zdrowie, opatrzenie wszystkich ran tak aby nie zagra?a?y jego ?yciu, wi?c nawet nie szczeg?lnie mia? okazj? skupi? si? na ca?ej reszcie. Tak czy inaczej blondyn pozostawa? w os?upieniu do momentu a? nieznajomy nie zacz?? m?wi?. Dopiero wtedy spr?bowa? jako? wyrwa? si? z tego ot?pienia. Nie chcia? wyj?? na ostatniego idiot?. Ale i tak... sam fakt, ?e wygl?da? na zupe?nie zdrowego by? dla ch?opaka szokuj?cy. Rany na czole nie by?o wida?. Nie zosta?o po niej nawet zadrapanie? Porusza? si? swobodnie czyli pozosta?e obra?enia te? znikn??y? Przecie?... to by?y rany, kt?re wymaga?y kilku tygodni, mo?e nawet kilku miesi?cy leczenia w szpitalu, a tu tak szybko... ?lad po nich zagin???
- Niemo?liwe... - wydusi? w ko?cu to co a? tak bardzo nie dawa?o mu spokoju. - By-by?e? powa?nie ranny! O tu... - pokaza? miejsce na swoim boku analogiczne do tego w jakim znajdowa?y si? obra?enia na ciele Alberta. - I tu... i na czole. - kolejno pokaza? rami?, wci?? jednakowo zdziwionym spojrzeniem mierz?c sylwetk? bruneta. - To tak znikn??o? Jak? - ciekawo?? i niezrozumienie wzi??y g?r? nawet nad jego j?zykiem, bo akurat Tobias nie nale?a? do szczeg?lnie wygadanych os?b.
A? mu si? po chwili zrobi?o troch? g?upio, ?e wyszed? na tak w?cibsk? osob?, podczas gdy nieznajomy mia? chyba wobec niego dobre intencje. Cofn?? si? wi?c o krok i spu?ci? wzrok z zak?opotaniem przez chwil? nic nie m?wi?c.
- To nic takiego, nie musisz dzi?kowa?. By?e? w ko?cu w moim mieszkaniu. - odchrz?kn?? z pewn? niepewno?ci?, kt?ra wkrad?a si? w jego g?os, by jednak zdecydowa? si? zn?w spojrze? na czarnow?osego. - Nadal jednak nie wiem jak si? tam dosta?e?... i kim w?a?ciwie jeste?. - bo ?wczesne t?umaczenie, ?e nieznajomy trafi? tam przez okno by?o jednak do?? niejasne i nie wyja?nia?o jak do ko?ca do tego dosz?o, chyba, ?e... nadal tego nie pami?ta.
I nurtowa?o go te? to z kim ma tak naprawd? do czynienia, bo o ile sam si? przedstawi? tamtego dnia, to nie zna? ani imienia ani nazwiska tego m??czyzny, szacowa? tylko, ?e s? w podobnym wieku, ewentualnie brunet jest od niego niewiele starszy, ale skoro ju? poznali si? w takich warunkach, to Tobias chcia? si? dowiedzie? czego? wi?cej.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-05-09, 20:39   

Po spojrzeniu blondyna i jego wyrazie twarzy domy?li? si?, ?e chodzi o jego stan zdrowia. Jeszcze niedawno wygl?da? na umieraj?cego, a teraz w pe?ni si?, bez ?adnego zadrapania. Dla niego na pocz?tku to te? by?o trudne do przywykni?cia, ale skoro tak to dzia?a, to nawet nie mia? na to wp?ywu. Pewnie i dobrze, w Instytucie potrzebowali sprawnych shinigamich, a gdyby tak kt?re? z nich le?a?o tygodniami w ???ku dochodz?c do siebie po mniejszych czy wi?kszych potyczkach byliby zupe?nie niedyspozycyjni. Ju? wystarczy?o, ?e Reeds by? akurat niedyspozycyjny ponad miar?, bo i tak nadal zdarza?o mu si? traci? nad sob? kontrol? i p??niej kilka dni dochodzi? do siebie. Bywa?o, ?e ju? po dw?ch dniach wraca? na zlecenia, czasem schodzi?o z tym d?u?ej, ale nie w jego gu?cie le?a?o siedzenie i nic nie robienie, nawet je?li w gr? wchodzi?o dochodzenie do zdrowia.
- M?wi?em, ?e szybko wracam do zdrowia. - odchrz?kn?? tylko uznaj?c, ?e nie ma co na ten temat wchodzi? w szczeg??y, bo zbyt du?o trzeba by przy okazji wyja?nia?, a i raczej jasnow?osy nie uwierzy?by w ka?de jego s?owo tak od razu.- Albert Reeds. Chyba si? wtedy nie przedstawi?em, hm. - tak, chyba podczas tego pechowego wieczoru nie m?wi? zbyt wiele o sobie, ale paradoksalnie o blondynie te? niewiele wiedzia? poza tym gdzie mieszka i jak si? nazywa, a takie informacje przydawa?y mu si? najcz??ciej dopiero w chwili ?mierci cz?owieka.- Jako? tego nie pami?tam... czasem tak bywa. - mrukn?? z przek?sem nie chc?c wdawa? si? jako? w szczeg??y swoich napad?w sza?u, kt?rych nawet dobrze nie potrafi? wyja?ni?.- Pewnie jako?... wpad?em oknem. Nie wiem, niewiele pami?tam. - zmarszczy? brwi, niech?tnie pr?bowa? wraca? wspomnieniami do tego co si? wydarzy?o wcze?niej, przed momentem gdy zjawi? si? w mieszkaniu Tobiasa, bo i tak nigdy nie potrafi? jako? przypomnie? sobie tych zdarze?, tego co w?a?ciwie robi?, kogo zaatakowa? albo kto jego zaatakowa?.- Mieszkasz sam? Chyba nie narobi?em ci zbyt wielu k?opot?w. - zerkn?? na niego uwa?niej, bo to, ?e w?wczas nie spotka? ?adnego wsp??lokatora czy rodziny nie oznacza?o, ?e blondyn zajmuje sw?j lokal w pojedynk?, mo?e jednak z kim? dzieli? swoj? przestrze?.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczeg?lne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 64
Wysłany: 2018-05-10, 23:11   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


- Ale... to i tak... - Tobias nie by? przekonany t?umaczeniem czarnow?osego o tym, ?e szybko wraca do zdrowia. Nawet przy za?o?eniu, ?e ma do?? wytrzyma?y i silny organizm, to jego cia?o na pewno potrzebowa?o czasu, ?eby zregenerowa? tamte obra?enia. Tym bardziej, ?e za wyj?tkiem tego na czole, wygl?da?y one do?? powa?nie i ch?opak nawet sam zastanawia? si? jak da sobie rad? bez pomocy szpitala czy profesjonalnego lekarza... a nawet gdyby skorzysta? z takiej pomocy, to i tak potrzebowa? czasu. Czas. Takie cudowne uleczenie by?o niemo?liwe. Mimo wszystko, jasnow?osy ?ywo pokr?ci? g?ow? pr?buj?c powr?ci? do w miar? trze?wego my?lenia i pouk?ada? to sobie wszystko w g?owie. Mo?e nie wzi?? czego? pod uwag?? Ostatecznie nie wiedzia? prawie nic o tym nieznajomym, wi?c m?g? przeoczy? jak?? informacje, kt?ra akurat tutaj by?aby kluczowa.
- Mhmm... - skin?? g?ow?, to teraz przynajmniej wiedzia? jak brunet si? nazywa, chocia? w praktyce to niezbyt wiele, ale... najwidoczniej nadal nie pami?ta? tamtych tragicznych zdarze?. Szkoda, wychodzi?o na to, ?e musia?o sta? si? co? naprawd? gro?nego, musia? wpa?? w jakie? k?opoty, jednak Marrone nie pr?bowa? docieka? tutaj prawdy, bo to by?oby r?wnoznaczne z zabaw? w jasnowidza, a takich talent?w na pewno nie mia?. - Tak... mieszkam sam. - odpowiedzia? z lekkim zak?opotaniem, troch? te? zdziwiony pytaniem jakie pad?o z ust Alberta. - Nie musisz si? wi?c martwi?, nikomu nie sprawi?e? k?opot?w. A rano.. szybko si? zmy?e?. My?la?em, ?e jeszcze cie zastan?. - jako? postanowi? poci?gn?? temat, chocia? sam nie wiedzia? sk?d u niego wzi??a si? taka potrzeba, mo?e po prostu zbyt dawno nie pr?bowa? z kim? tak po przyjacielsku porozmawia??
Bo zwykle je?li ju? wdawa? si? w pogaw?dki to z klientami, kt?rzy przychodzili po buty albo opowiadali o uszkodzeniach swojego obuwa, przy okazji rozci?gaj?c nie raz temat na swoje rodziny, swoje problemy, czasem nawet nie zawsze to czego chcia? s?ucha? blondyn, ale przewa?nie stara? si? by? uprzejmy w trakcie takich konwersacji. Mimo to nie m?g? pochwali? si? jak?? bogat? list? znajomych, dobrych koleg?w czy kole?anek, z kt?rymi w dni wolne sp?dza?by czas na herbacie albo towarzyskich spotkaniach. Nigdy jako? mu tego nie brakowa?o, ale te? czasem przecie? dobrze si? do kogo? odezwa?. Bezimienny kruk, kt?ry odwiedza? go w mieszkaniu raczej nie by? zbyt dobrym rozm?wc?, wi?c u Tobiasa przewa?nie panowa?a po prostu cisza. I w takiej ciszy nauczy? si? egzystowa? od kiedy zmar?a ciotka Becky i pan Arnold przesta? go odwiedza?.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-05-12, 17:41   

- By?o rano, chyba spa?e?... wi?c nie chcia?em cie specjalnie budzi?. - odchrz?kn?? pod nosem, bo mo?e i tamtego wieczora nie pami?ta? tak bardzo dok?adnie, ale rano czu? si? ju? lepiej na tyle, ?eby zwlec si? z pod?ogi i wyj?? o w?asnych si?ach.
Co prawda rany wtedy nie by?y jeszcze zagojone i tak czy inaczej, wszystko go nadal bola?o, ale umys? by? przytomniejszy i na pewno by?a te? wi?ksza sprawno?? ruchu. Nie widzia? powodu dla kt?rego w?wczas mia?by budzi? blondyna, zreszt?... znajdowa? si? nie w swoim mieszkaniu z obcym go?ciem, nie chcia? wi?c narusza? jego ?yczliwo?ci panosz?c si? po mieszkaniu jak intruz.
Pierwsze krople deszczu zacz??y spada? z nieba, jedna z nich akurat wyl?dowa?a na nosie ?niwiarza. Zmarszczy? on brwi, mia? racj? co do tego, ?e zaraz si? rozpada. Niespecjalnie lubi? mokn??, chocia? zdarza?y si? zlecenia i tego typu kiedy zmuszony by? dzia?a? w strugach lej?cego si? z g?ry deszczu. Taki zaw?d ?niwiarza, praca w terenie wymaga?a nie raz po?wi?ce? i zdecydowanie ?elaznego zdrowia. P?ki jednak deszcz nie jest bardzo m?cz?cy, nie by?o tak ?le.
I mniej wi?cej wtedy przysz?o mu co? do g?owy. W?a?ciwie znowu by? na etapie szukania jakiego? lokum w ?wiecie ?miertelnik?w. Du?o bardziej sobie ceni? mieszkanie w?r?d ludzi ni? innych ?niwiarzy, wi?c... taka koncepcja mieszkania mi?dzy nimi by?a dla niego dobrym rozwi?zaniem. Rzecz jasna, nie przeniesie do takiego lokalu swoich zwierzak?w, ale ju? sam nocleg m?g? by? dla niego swego rodzaju odci??eniem.
- W?a?ciwie to... nie szukasz wsp??lokatora? - zapyta?, bo skoro blondyn mieszka? w pojedynk?, mo?e akurat b?dzie ch?tny dzieli? z kim? swoj? przestrze?.
Z tego co ju? zd??y? si? zorientowa?, lokum mia? raczej niewielkie, ale Reeds przecie? nie potrzebowa? du?o miejsca. Zmie?ci?by si? wsz?dzie jakby trzeba by?o si? dopasowa? i chyba w takim codziennym obyciu nie by? zbyt uci??liwy, chocia? swoje wady i przywary mia?. Mimo tego Tobias chyba... nadawa? si? na jego wsp??lokatora. Chyba, bo ?niwiarz wci?? nie m?g? o nim powiedzie? zbyt wiele, jeszcze nie mieli w zasadzie ze sob? kontaktu.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczeg?lne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 64
Wysłany: 2018-05-14, 00:22   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Nie odpowiedzia? nic, chocia? z trudem przychodzi?o mu wyobra?enie sobie jak tak ranny m??czyzna wyczo?guje si? z jego mieszkania. Przy takich obra?eniach zapewne wymaga?o to mn?stwa wysi?ku, wi?c... jak Albert tego dokona?? Nawet je?li mia? silny organizm, to i tak... nie, nie. To by?a kolejna niezrozumia?a dla m?odego szewca kwestia. Niby sam mu zaleci? w?wczas, ?eby nad ranem opu?ci? jego mieszkanie, jednak w praktyce w takim stanie w?tpi? by nieznajomy da? rad? tego dokona?. Ju? nawet by? sk?onny pogodzi? si? z tym, ?e pewnie przyjdzie mu sp?dzi? w jego mieszkaniu kilka dni, lecz o poranku zaskoczy?a go nieobecno?? czarnow?osego. Da? rad?. Tobias z pocz?tku mia? przez to lekkie wyrzuty sumienia, mo?e nie powinien od razu nakazywa? mu opuszczenie mieszkania, ale jak teraz si? okaza?o ch?opak nie tylko sam wyszed?, ale jeszcze i zadziwiaj?co szybko wyliza? si? z ran. Szukanie tutaj jakiej? logiki by?o dla Marrone zbyt trudnym wyzwaniem, dlatego odsuwa? na bok te sprzeczno?ci, uznaj?c, ?e pewnie czego? nie uwzgl?dni?, o czym? nie pomy?la? i dlatego wydaje mu si? to tak nierealne.
Nast?pne pytanie jednak zupe?nie zbi?o go z tropu. Drgn??, podnosz?c wzrok na Alberta i wpatruj?c si? w niego w niemym zaskoczeniu.
- Wsp??lokatora? - powt?rzy? sko?owany i w?a?ciwie kr?tk? chwil? zaj??o mu poj?cie o jakie znaczenie tego s?owa chodzi brunetowi, jednak zupe?nie nie rozumia? sk?d u niego taki pomys?. - To znaczy... - i tu urwa?, bo kompletnie nie wiedzia? co odpowiedzie? Albertowi.
By?o tutaj tyle w?tpliwo?ci. Nie zna? go, nie wiedzia? kim jest, po prostu ten m??czyzna pewnego dnia zjawi? si? w jego mieszkaniu ca?y poraniony i ju?. Na pewno nie kojarzy? go z pracy u szewca, nigdy nie by? klientem, zupe?nie nic o nim nie wiedzia?, nie mia? poj?cia gdzie pracuje, co lubi, czego nie lubi, dlaczego szuka wsp??lokatora... liczba pyta? zdecydowanie przyt?oczy?a blondyna do tego stopnia, ?e nawet zignorowa? te pojedyncze krople deszczu.
- Ja... w?a?ciwie mam do?? ma?e mieszkanie, nie wiem czy si? zmie?cisz... i nie znam cie. - wyduka? w ko?cu z takim skr?powaniem, ?e musia? uciec wzrokiem w bok. - To nie tak, ?e odmawiam, bo nie odmawiam, ale... nic o tobie nie wiem i... w og?le... nie masz mieszkania? - nie potrafi? zebra? swojego k??bka my?li w jaki? logiczny ci?g zda?, wi?c zapyta? wprost, jeszcze pr?buj?c odwlec chwil? decyzji, bo to nie tak, ?e nie chcia? mie? wsp??lokatora, ale nigdy o tym nie my?la?, w efekcie czego teraz by? tak zaskoczony t? propozycja, ?e nawet nie wiedzia? jak ma j? rozstrzygn??, czy przygarni?cie drugiej osoby pod sw?j dach w jego wypadku by?oby dobrym pomys?em czy raczej sprowadzi?oby na niego wi?cej k?opot?w.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-05-15, 17:30   

Zdaje si?, ?e nie?le wystraszy? blondyna swoj? propozycj?. A przecie? to nie by?o nic szokuj?cego. Z tego co si? orientowa? sporo ludzi dzieli?o ze sob? mieszkania, je?li tylko by?o ich sta? na wynajem albo wykup. Biedota cia?ni?a si? zazwyczaj w jednym lokum, gdzie musia?y ze sob? przebywa? wielodzietne rodziny jako? wi???c koniec z ko?cem. Je?li wi?c kogo? sta? by?o na w?asne cztery ?ciany, ludzie dobierali sobie wsp??lokator?w, ?eby zmniejszy? koszty. Co? wiedzia? w tym temacie. Mia? niedawno jednego ludzkiego wsp??lokatora, ale ich drogi si? rozesz?y i pozosta? tylko niesmak. Mimo wszystko Reeds nie rezygnowa? z mo?liwo?ci zamieszkania po?r?d ?miertelnik?w, bo dla niego to by?a naprawd? pozytywna odmiana po pokoju w Instytucie. Dodatkowo, sam raczej by nie utrzyma? tutaj w?asnego lokum, a na sp??k? z kim? to by?o do zrealizowania. Niestety, Instytut nie wyp?aca? im faktycznego wynagrodzenia, to nie by?a plac?wka dzia?aj?ca w typowo ludzki spos?b, wi?c mogli liczy? tylko na fundusze na jakie? zwyczajne potrzeby. Trzeba by?o wi?c mie? na uwadze to, ?e ?aden shinigami nie by? "bogaczem".
- Ma?e mieszkanie mi nie przeszkadza... nie zajmuje zbyt wiele miejsca. - wzruszy? ramionami.- Mog? spa? na kanapie... chocia? wola?bym zawsze ???ko. - ostatnie s?owa doda? z cichym odchrz?kni?ciem, bo w?a?ciwie m?g? zasn?? zawsze i wsz?dzie, warunki dla niego nigdy nie by?y przeszkod?, ale ceni? ???ko ze wzgl?du na wygod?.- Pracuj? codziennie od rana do wieczora, praca w terenie, wi?c wracam o zmierzchu, przenocuj? i znowu znikam czyli nie mia?by? mnie zbyt d?ugo na g?owie. Dok?ada?bym si? do czynszu i takie rzeczy... nie wiem co cie jeszcze interesuje. - akurat Albertowi zacz?? przeszkadza? ten coraz uparcie si?pi?cy deszcz, wi?c kiwn?? na jasnow?osego g?ow?, ruszaj?c uliczk?, ?eby tak nie sta? w miejscu i nie mokn??.- Mam pok?j, ale... nie mog? si? do niego przyzwyczai?. To raczej niezbyt przyjemne miejsce, wi?c szukam czego? innego. - postanowi? nie wspomina? jeszcze o tym, gdzie faktycznie ten pok?j si? znajduje.- Z?odziejem nie jestem, nic z mieszkania ci nie wynios?. - zapewni? jeszcze, chocia? z tego co sobie przypomina? to Tobias nie mia? tam nawet zbyt wiele.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczeg?lne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 64
Wysłany: 2018-05-17, 00:27   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


No to szkopu?. Blondyn znalaz? si? w trudnej sytuacji, bo nie potrafi? tak na szybko sobie tego przekalkulowa?. Nie chodzi?o tylko o stron? finansow?, ale bardziej o emocjonaln?. Przywyk? ju?, ?e jest jedynym lokatorem swojego mieszkania i jedynie co jaki? czas odwiedza go kruk, kt?remu kiedy? pom?g? w potrzebie. Nie wiedzia? wi?c czy b?dzie w stanie zaakceptowa? inn? osob? na swoim terenie, a co wi?cej dzieli? si? z nim tym terenem. To nie by?o ?atwe. W?a?ciwie od strony finansowej to dobrze, bo kto? odci??y?by go z cz??ci op?at, co dla Marrone by?o korzystne, bo sam nie zarabia? zbyt wiele i musia?o mu wystarczy? to co mia?, poza tym... zapewne dobrze by?oby mie? si? w ko?cu do kogo? odezwa?, sp?dzi? par? chwil na wsp?lnych pogaw?dkach no i... czarnow?osy by? do?? interesuj?cy. Tobias oczywi?cie nie przyznawa? si? do tego nawet sam przed sob?, ale teraz kiedy m?g? spojrze? na Alberta ju? bez obaw o jego ?ycie, ju? bez widoku krwi na jego sk?rze musia? przyzna?, ?e ten nieznajomy przyci?ga? oko. Wygl?da?o te? na to, ?e ma ca?kiem mi?e usposobienie, chocia? oczywi?cie mog?y by? to r?wnie? tylko pozory. Potrzeba przecie? du?o czasu, ?eby ludzie poznali si? tak naprawd?. Marrone wi?c nie wiedzia? jak rozstrzygn?? te propozycj?, milcz?co skin?? g?ow? kieruj?c si? w t? sam? stron? co brunet i g??boko rozwa?aj?c jak ma post?pi?. Niestety w jego g?owie panowa? zupe?ny m?tlik, dlatego ch?opak przez chwil? nie odzywa? si? chc?c jako? uspokoi? swoje my?li. Musia? podej?? do tego na trze?wo, powstrzyma? r??ne podszepty z ma?o prawdopodobnymi w?tpliwo?ciami.
- W?a?ciwie... to mo?e by? dobry pomys?. - przyzna? po chwili, odczuwaj?c w ko?cu pierwsze krople deszczu na swoich policzkach. - Nigdy z nikim obcym nie mieszka?em, wi?c... dla mnie to co? innego. - doda? na swe usprawiedliwienie. - Wcze?niej to mieszkanie by?o cioci, po jej ?mierci przypad?o mnie, ale jako? nie wpad?o mi do g?owy, ?eby pomy?le? o wsp??lokatorze. Je?li jednak dok?ada?by? si? do czynszu i wykonywa? cz??? domowych obowi?zk?w to mo?e by si? to uda?o. - sformu?owa? w ko?cu swoje my?li i spojrza? w niebo, marszcz?c nos gdy coraz wi?cej mokrych kropek spada?o mu na twarz. - Mo?e chod?my do mieszkania... je?li jeste? zdecydowany. - zaproponowa? z pewn? nie?mia?o?ci?, bo sam te? nie chcia? zmokn??.
Troch? dziwne wyda?o mu si? to, ?e Albert ma ju? jakie? lokum, ale nie chce w nim mieszka?. Powody, kt?re poda? rysowa?y si? do?? mglisto, jednak blondyn postanowi? nie dopytywa? p?ki co o szczeg??y. To mo?e by? sprawa, o kt?rej czarnow?osy niekoniecznie b?dzie chcia? m?wi?, je?li wi??e si? to z czym? nieprzyjemnym czy przykrym.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-05-18, 16:15   

A wi?c blondyn si? prze?amywa?. Dla Reedsa by?a to bardzo dobra wiadomo??, bo szuka? zn?w jakiego? wsp??lokatora, a nocowanie na cmentarzu w niskich temperaturach nie by?o zbyt komfortowe. Lepiej jednak na cmentarzu ni? mia?by si? obawia?, ?e zn?w straci kontrol? nad sob?. To by?o tak? jego mekk?, tak? kryj?wk?, kt?ra pozwala?a mu uspokoi? cia?o i dusz?. Chocia? samo miejsce nie nale?a?o do najwygodniejszych, nawet je?li wyposa?y? je w koce, jaki? materac czy poduszki. Tyle dobrego, ?e shinigami by? przyzwyczajony do nocowania w ka?dym warunkach, zdarza?o mu si? nawet w trakcie swojego ludzkiego ?ycia spa? na ?awkach w parku czy gdziekolwiek si? da?o. Dla niego p?ki co najwa?niejszy by? spok?j, r?wnowaga, kt?rej ca?y czas bezskutecznie szuka?. Oczywi?cie nie liczy? na to, ?e w magiczny spos?b gdy zamieszka z tym jasnow?osym nagle ca?a wewn?trzna agresja i frustracja go opu?ci, ale mo?e przynajmniej z?agodnieje, mo?e si? to uda opanowa?.
- Mog?.. czasem gotowa? albo co? kupi?. - w zasadzie sam nie wiele si? zna? na "utrzymywaniu" mieszkania, bo sw?j pok?j utrzymywa? o tyle, o ile musia? dba? o zwierzaki, a poza tym... trudno wspomina? o jakim? ogarnianiu miejsca, kt?re przypomina?o ?mietnik r??nych rzeczy, niekoniecznie pasuj?cych do siebie nawzajem. - Na sprz?taniu si? raczej nie znam... - odchrz?kn??, krzywi?c minimalnie wargi i powstrzymuj?c si? od dodania, ?e tego nie znosi i w og?le dla niego to jaki? rodzaj czarnej magii. - Nie mam zbyt wiele rzeczy, par?... potrzebnych na bie??co i to wszystko, nie b?d? wi?c ci zagraca? mieszkania. - doda? na wszelki wypadek. - Nie masz si? czego ba?, mieszkanie z drug? osob? nie jest niczym strasznym. - parskn?? z lekkim rozbawieniem, bo blondyn rzeczywi?cie podchodzi? do tej sprawy tak jakby nigdy nikt nawet u niego przelotnie nie nocowa?. - Mo?na si? przyzwyczai?. - ruszy? wraz z Tobiasem ulic?, kieruj?c si? z centrum Londynu w stron? obrze?y, bo w?a?nie tam znajdowa?a si? o ile dobrze pami?ta? kamienica, w kt?rej ch?opak zamieszkiwa?.- Co? jeszcze powinienem wiedzie?? - zerkn?? na niego pytaj?co, mo?e blondyn o czym? jeszcze powinien go poinformowa?.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczeg?lne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 64
Wysłany: 2018-05-20, 21:45   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


- Och... a ja w?a?nie du?o sprz?tam. To znaczy... lubi? jak w mieszkaniu jest czysto. - sprecyzowa? w odpowiedzi na s?owa czarnow?osego.
Coraz bardziej zaczyna?o pada?, wi?c Tobias odruchowo przyspieszy? kroku. Nie mia? ze sob? parasola, a nie chcia? mokn??. Trasa nie by?a d?uga, tym bardziej, ?e blondyn pokonywa? j? prawie codziennie, zd??y? ju? zorientowa? si? we wszystkich skr?tach, wszystkich drobnych dr??kach prowadz?cych kr?tsz? drog? do jego lokum oraz w tych uliczkach, kt?rych lepiej si? wystrzega?, szczeg?lnie po zapadni?ciu zmroku. Tak wi?c zaraz za rz?dem eleganckich kamieniczek, w?r?d kt?rych jedn? z nich zajmowa?a skromna, ale znana mu ju? cukiernia, skr?ci? w w??sz? dr??k? pomi?dzy kolejnym budynkami. Im dalej od centrum tym bardziej by?o wida?, ?e kieruj? si? jakby ku innemu ?wiatu. Ten ?wiat nie by? tak ?adny, tak czysty i tak wytworny, ale ka?dy kto nie urodzi? si? w bogatej rodzinie by? skazany na egzystowanie w?a?nie w tej rzeczywisto?ci. Tobias pod tym wzgl?dem stara? si? nie narzeka? uznaj?c, ?e los i tak obdarowa? go nie tak tragicznie, za? op?ywaj?cym w luksusy arystokratom nie mia? czego zazdro?ci?. Byli lud?mi, tak samo jak on i pewnie te? mieli jakie? swoje problemy. Ka?dy przecie? mia? problemy.
- Ummm... skoro tak. - nie by? pewien co odpowiedzie?, nie wiedzia? nawet o co powinien si? dopyta? Alberta. - Pewnie wszystko wyjdzie w praktyce. - doda? chyba nawet chc?c w ten spos?b doda? otuchy samemu sobie. - Pracuj? u szewca, jestem pomocnikiem... wracam o r??nych godzinach, zwykle wtedy gdy sko?czymy zam?wienia, ale raczej nie p??niej ni? wieczorem. - w ko?cu postanowi? co? powiedzie? o sobie, ?eby rozja?ni? par? spraw. - Ach... i jeszcze jedno. Czasem do mieszkania przylatuje kruk, wi?c... ?eby? si? nie przestraszy?. - podrapa? si? po g?owie z wyra?nym zak?opotaniem. - Kiedy? go znalaz?em, opatrzy?em mu skrzyd?a i od tego czasu mnie odwiedza. Chyba ci to nie b?dzie przeszkadza?. - mia? nadziej?, ?e Albert nie ma nic przeciwko takiemu dodatkowemu go?ciowi, kt?ry od czasu do czasu zjawia? si? w oknie mieszkania Marrone, to nie wr??y?oby dobrze ich ewentualnemu wsp?lnemu bytowaniu je?li czarnow?osy nie polubi?by ptaka albo z g?ry ?ywi? jak?? niech?? do takiego stworzenia.
Tobias wyszed? z w?skiej uliczki na szersz? drog?, po kt?rej p?dzi?y dwie doro?ki. Zwolni? nieco kroku, spogl?daj?c przelotnie jeszcze na witryn? okolicznego sklepu z herbatami i na widoku coraz mniej by?o ludzi ubranych w eleganckie szaty, a coraz wi?cej takich przeci?tniak?w jak w?a?nie Tobias, nie wyr??niaj?cych si? niczym specjalnym. - Skoro pracujesz w terenie... to tak w?a?ciwie czym konkretnie si? zajmujesz?
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-05-22, 21:46   

Dla Alberta to by?o jasne, ?e skoro m?ody du?o sprz?ta, to... b?dzie sprz?ta? dalej. On mu na pewno w tej czynno?ci w drog? wchodzi? nie b?dzie. Pomaga? te? w?tpliwe, bo istnia?o zbyt du?e zagro?enie, ?e w ten spos?b stworzy jeszcze wi?cej ba?aganu i raczej nie b?dzie z niego po?ytku w tej kwestii. I ma?o prawdopodobne by?o, ?e uda si? go w tym temacie jako? lepiej przeszkoli?. Jako? nawet we w?asnym pokoju w Instytucie nie za wiele sprz?ta?, tylko tyle co by zwierzaki mia?y troch? dla siebie miejsca i jako? to nie gni?o ca?kiem.
- Szewc? - nie powiedzia?by, ?e ten blondyn mo?e zajmowa? si? akurat napraw? but?w, ale w zasadzie te? ma?o go zna?, na pierwszy rzut oka nie pasowa? do tej roli.
Ale z drugiej strony... dobrze, ?e pracowa? w jakimkolwiek zawodzie i nie sko?czy? z niczym. Ludzie, kt?rzy nie urodzili si? w wy?szych kastach spo?ecznych albo nie brali udzia?u w jakim? rodzinnym interesie cz?sto musieli si? ?apa? czegokolwiek, ?eby tylko prze?y?. Wi?c ca?kiem mo?liwe, ?e Tobias po prostu nie mia? innej mo?liwo?ci. Po tym jak rodzina Reedsa straci?a sw?j interes i jego ojciec zacz?? si? stacza?, te? musia? si? chwyta? r??nych zaj??. A potem by?o ju? tylko gorzej, wi?c stabilne zatrudnienie to by? w tych czasach skarb, o kt?ry trzeba umie? dba?.
- W porz?dku, lubi? zwierz?ta. W?a?ciwie wi?kszo?? zwierz?t. Mo?e tylko psy nie bardzo za mn? przepadaj?. - odchrz?kn?? pod nosem, bo z tymi czworonogami mia? kilka nieprzyjemnych zaj??, ale na dobr? spraw? m?g?by kiedy? spr?bowa? si? do nich przekona? je?li tylko nie b?d? pr?bowa?y gry?? go po kostkach.
Kruk by? ciekawym stworzeniem. Pono? to by?y bardzo m?dre ptaki. Sam mia? dwie papugi i wiedzia? ju?, ?e nawet takie upierzone stworzenia miewa?y sw?j charakterek.
Okolica zmienia?a si?, ale ?niwiarz akurat nie po?wi?ca? temu zbyt wiele uwagi. Nie by? na zleceniu, mia? akurat "okienko" mi?dzy kolejnymi przypadkami ?mierci no i dobrze zna? te tereny. Pracuj?c jako shinigami zd??y? chyba pozna? to miasto lepiej ni? za ?ycia ?miertelnika, a na biednych obrze?ach wcale nie trzeba by?o d?ugo szuka? powodu do zgonu. Ludzie tu cz?sto umierali ?yj?c w trudnych, brudnych warunkach.
- Emm... - nie wiedzia? jak to dok?adnie uj??, a nie chcia? i?? w czyste k?amstwo.- Wykonuj? zlecenia dla pewnego... przedsi?biorstwa. Du?o biegania po mie?cie, du?o kontaktowania si? z lud?mi. Co? takiego. - chocia? w jego ustach i to zabrzmia?o do?? sceptycznie.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczeg?lne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 64
Wysłany: 2018-05-24, 20:53   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Poczu? si? troch? zak?opotany, ale na dobr? spraw? nigdy nie czu? si? skr?powany tym, ze pracuje w takim zawodzie w jakim pracuje. Ludzie imali si? r??nych zaj??, tego co mogli robi?, w jaki spos?b mogli zarobi?. Pieni?dze by?y potrzebne ka?demu, ?eby przetrwa?. Gdyby nie praca u szewca, nie sta? by?oby go na utrzymanie mieszkania, na jedzenie, na zakup czasem jakiej? ksi??ki, w kt?r? zag??bia? si? w wolnej chwili. Dla niego to wa?na praca, poza tym... pomimo pewnych trudno?ci z czasem nawet polubi? to zaj?cie, chocia? pewnie m?g?by i pracowa? w innym zawodzie. Wola? jednak nie ryzykowa?, ?e zostanie z niczym nawet je?li czasem mia? zm?czony oczy, palce go bola?y od dociskania podeszwy i zdarza?o si?, ?e wraca? z palcami pok?utymi od igie? przy okazji zszywaniu jakiego? pantofla. Nie... i tak uwa?a?, ?e nie mia? na co narzeka?.
- Nie mam... ?adnego wyuczonego zawodu, w?a?ciwie... wykszta?cenia te? nie mam, wi?c praca szewca to i tak du?o, na wi?cej chyba nie powinienem liczy?. - doda?, spogl?daj?c pod swoje nogi.
Deszcz powoli zaczyna? robi? ka?u?e na ulicy. Wida? by?o jak kolejne krople uderzaj? o te wodne plamy, rozbijaj?c si? na mniejsze kropelki. Wola? nie przemokn??, bo nie mia? zbyt wielu ubra? na zmian?, a jeszcze teraz, gdy zimno trzyma?o lepiej nie ryzykowa? przezi?bienia. Zdawa? sobie spraw?, ?e mia? do?? kruchy organizm, kt?ry ?atwo ?apa? wszystkie choroby, dlatego wola? unika? potencjalnego ryzyka.
Znowu skr?ci? w uliczk?, wychodz?c ju? wprost w stron? rz?du kamieniczek. Wszystkie wydawa?y si? podobne do siebie, zaniedbane, chocia? akurat Marrone stara? si? aby jego mieszkanie prezentowa?o si? czysto i shludnie. Ale prawda by?a taka, ?e rz?dz?cy nigdy nie interesowali si? stanem tej cz??ci miasta, nawet tu nie zagl?dali. Dla nich to prawie jak zapomniana okolica.
- To brzmi ca?kiem przyjemnie. - skwitowa? gdy Albert opisa? mu swoj? prace, bo mo?e czarnow?osy pracowa? dla jakiego? handlowego przedsi?biorstwa, mo?e by? jakim? go?cem, ale sam kontakt z innymi lud?mi m?g? by? ca?kiem ciekawym elementem tej jego pracy.
- Tutaj. - wskaza? w?a?ciw? kamienic?, kieruj?c si? na schodki prowadz?ce do wej?cia. - Chocia? to chyba ju? wiesz. - no tak, w?a?ciwie brunet by? ju? u niego, aczkolwiek skoro nie pami?ta? zbyt wiele z tamtego zdarzenia, kt?re sprowadzi?o go do lokum Marrone, to m?g? te? nie pami?ta? dok?adnej lokalizacji mieszkania i kamienicy, kt?r? blondyn zajmowa?.
<zt>
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-05-26, 00:20   

Pokiwa? g?ow?. No tak, tego si? domy?la?. Nie ?adna szewska pasja zap?dzi?a m?odego do tego zawodu, a zwyk?a konieczno??. Czyli dok?adnie tak jak w wielu innych przypadkach rodzin zamieszkuj?cych te okolic?. Albo b?dziesz pracowa? albo sko?czysz marnie. Inna sprawa, ?e zarobki w wielu zawodach ledwo dawa?y gwarancj? jakiegokolwiek przetrwania. Bardziej umo?liwia?y pr??n? wegetacj?, chocia? te kwestie ju? nie powinny by? jego spraw?. Nawet je?li nie chcia?, nie nale?a? ju? do tego ?wiata, podlega? pod inne warunki pracy, kierowa? si? innymi zasadami, a nawet nie by? ju? cz?owiekiem wbrew temu co mo?na by?o powiedzie? o nim na pierwszy rzut oka.
Czas do kolejnego zlecenia up?ywa?, ale Reedsowi nie ?pieszy?o si? a? tak bardzo. Podobnie jak Marrone zna? wiele skr?t?w, uliczek, a nie rzadko przemieszcza? si? po dachach budynk?w wykorzystuj?c szybko?? jak? dawa?o mu cia?o shinigamiego. Nie musia? wi?c obawia? si?, ?e si? sp??ni. W przesz?o?ci to mu si? zdarza?o, szczeg?lnie w trakcie szkolenia, do kt?rego zupe?nie si? nie przyk?ada?, ale p??niej ju? zacz?? nieco powa?niej traktowa? swoje obowi?zki.
- Nie. Akurat to jest bardzo nieprzyjemne. - skomentowa? skwapliwie, bo nigdy nie uznawa? swojej pracy za przyjemn?, a widoki makabrycznych zw?ok ma?ych dzieci, kobiet w ci??y czy zgwa?conych dziewczyn nie nale?a?y do zachwycaj?cych.
Mimo tego Reeds nie potrafi?by pracowa? w innym wydziale. Potrzebowa? ruchu, potrzebowa? dynamiki, potrzebowa? tego, ?eby co? si? dzia?o. Zwyczajnie umar?by z nud?w kisz?c si? na krze?le w jakim? biurowym departamencie przy papierach. Nawet wype?nianie raport?w by?o dla niego monotonn? konieczno?ci?, kt?r? trzeba by?o odb?bni?.
- Pami?tam. - k?ciki jego warg drgn??y ku g?rze, bo tak... akurat dobrze kojarzy? gdzie Tobias mia? mieszkanie, kt?ra to by?a kamienica.
Uda? si? wi?c tam za nim, k?tem oka zerkaj?c jeszcze na szereg innych budynk?w. Wczoraj mia? tu zlecenie. Jakie? dziecko zosta?o zakatowane przez ojca. Nieprzyjemne zdarzenie, ale nie m?g? reagowa?. Mia? robi? swoje i to wszystko. Nic wi?cej.
Wszed? na schodki, przekraczaj?c za jasnow?osym wej?cie do kamienicy.
<zt>
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Fairy Tail Path Magician



Bleach OtherWorld

Dragon Ball New Generation Reborn



Vampire Knight


Król Lew















Image and video hosting by TinyPic

Rainbow RPG



















Vampire Diaries





SnM: Naruto PBF





www.zmiennoksztaltni.wxv.pl











Eclipse



over-undertale





Northland Highschool

AbsitOmen


On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 1,44 sekundy. Zapytań do SQL: 12