Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Ukazał się nowy The Times.




POSZUKIWANIA
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Czarny Szermierz, Afuro Aphrodi Terumi i Zeno Hen poszukują różnych relacji.
► Wasil poszukuje ochotnika do sesji.
► Mark poszukuje przyjaznej duszyczki.

Listopad 1889r.
Deszcz, pochmurne niebo i porywiste wiatry będą towarzyszyć nam niemal codziennie. Temperatura będzie wynosić maksymalnie 7'C w dzień, w nocy zaś 2'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Mieszkanie Tobiasa
Autor Wiadomość
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczególne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 51
Wysłany: 2018-03-31, 17:49   Mieszkanie Tobiasa
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Mieszkanie Tobias Marrone odziedziczył po swej ciotce - Becky. Już wcześniej u niej pomieszkiwał przez jakiś czas, ale obecnie lokum to przypadło mu na wyłączność. Nie jest zbyt wielkie, jednak jak na potrzeby pomocnika szewca wystarczające. Składa się z salonu połączonego z kuchnią. To centralne pomieszczenie wyposażone jest w dwa regały zapełnione książkami, kanapę znajdującą się pod dwoma wąskimi oknami oraz jeden głęboki, nadgryziony już zębem czasu fotel. Stół z trzema krzesłami znajduje się w połowie od strony salonu, w połowie zaś od strony kuchni. W tej części przeznaczonej na przygotowywanie posiłków nie ma zbyt wiele, jedynie podstawowe urządzenia oraz dodatkowa szafa na kuchenny asortyment oraz produkty spożywcze. Od strony salonu prowadzą drzwi do niewielkiej sypialni Marrone, w której znajdziemy łóżko ulokowane przy oknie, pokaźne lustro mieszczące całą sylwetkę oraz szafę na ubrania. Drugie drzwi, które wychodzą od salonu prowadzą do łazienki, gdzie znajdziemy standardowe wyposażenie. Większość mebli znajdujących się w mieszkaniu sprawia wrażenie mających już najlepsze lata za sobą. Z fotela sypie się czasem gąbka, łóżko lekko się zapada od strony prawego boku, zaś regały były już kilkukrotnie zbijane ze sobą po tym jak półki się wysuwały bądź wyginały pod wpływem ciężaru przetrzymywanych książek. Niestety, właściciela nie stać na wymianę, więc może pozwolić sobie tylko na prowizoryczne naprawy. Mimo tego stara się wprowadzić trochę życia do tych nieco ponurych ścian, więc na stole czasem znajdziemy wazon z kwiatami, ozdobny świecznik stoi przy stoliku sąsiadującym z łóżkiem, zaś między regałami w salonie wisi obraz przedstawiający kwiatową łąkę i zrywające się do lotu ptaki.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 183
Wysłany: 2018-04-01, 21:14   

Nie wiedział jak tu się znalazł. Nic nie pamiętał. To zawsze wyglądało tak samo. Gdzieś w nim tkwiło jakieś źródło, które budziło się w określonych warunkach. Czasem wystarczyło niewielkie zdenerwowanie, czasem kłótnie, czasem... chyba sam nie potrafił sprecyzować skąd to się dzieje. Po prostu się pojawiało. Czy to w czasie wykonywania zleceń czy po pracy, pora nie miała tu znaczenia. I od długiego czasu nie potrafił tego wyeliminować. Chciał, ale za głęboko to w nim tkwiło. Zwyczajnie tracił nad sobą panowanie, nie wiedział co się dzieje, działał trochę jak maszyna, która gotowa jest zniszczyć wszystko na swej drodze, a jakby tego było mało kiedy pojawiała się krew, chciał jeszcze więcej krwi. I jeszcze więcej. Do momentu gdy nie padł wyczerpany, ledwo oddychając. Z pewnością nie raz otarł się o śmierć, bo przecież nawet żniwiarze nie byli niezniszczali, może nawet jego podświadomość do tego celowo dążyła? Nie, nie wiedział. Tak czy inaczej nigdy nie pamiętał skutków, nie wiedział co podczas tych jego nieprzewidywalnych wybryków się dzieje. Nigdy nie pamiętał nic. Czasem jakieś niewielkie przebłyski krwi, zniszczeń, dewastacji, ale to często nie składało się w żadną całość. Nie wiedział z kim walczył, co zniszczył, co doprowadziło go do obecnego stanu. To też wprawiało go w konsternacje, tyle dobrego, że po kolejnych razach jakoś potrafił doprowadzić się do siebie.
I tym rzem sytuacja się powtórzyła. Impuls. I nie miał pojęcia co się wydarzyło, z kim tym razem przyszło mu się zmierzyć, czy to był anioł jakiś, a może demon, a może inny shinigami, z którymi tez nie raz miewał różne utarczki, bo nadal nie akceptował tej grupy i własnej przynależności do bogów śmierci? Wpadł przez okno do jakiegoś mieszkania. Miał rozcięte czoło, z którego ciekła mu krew na resztę twarzy, pozostała część ubrania również była przesiąknięta krwią. Prawdopodobnie miał coś z ramieniem, bo rękaw marynarki był mocno zabroczony tą szkarłatną cieczą i poprzecinany w kilku miejscach. Podobnie coś było z przeciwległym, lewym bokiem, który szybko zajmował się kolejnymi plamami krwi. Tym samym zabrudził trochę podłogę jakieś bliżej niezidentyfikowanej istoty, u której wylądował. Wyłożył się na podłodze, obok kanapy. Skręcił się na bok, był ledwie przytomny. A właściwie był niemal nieprzytomny. Nie mógł się ruszyć. Nie wiedział co się dzieje, był zupełnie skołowany, jak zresztą za każdym razem gdy tak się działo.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczególne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 51
Wysłany: 2018-04-03, 21:44   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Wrócił z pracy, ale zorientował się, że nie ma w mieszkaniu chleba. No nic, trzeba będzie się wrócić. Uchylił tylko okno zanim wyszedł, bo przyda się trochę przewietrzyć mieszkanie. Jak wpadnie nieco powietrza do środka, od razu będzie się lepiej spało. I może jego kruk znów przyleci w odwiedziny. Jego albo i nie jego. Ptak był wolny, jednak specyficzna więź, która ich połączyła stworzyła z nich dobrych znajomych, nawet bez konieczności wzajemnych pogaduszek. Tobias więc wyskoczył znów z mieszkania, akurat do okolicznej piekarni było niedaleko, wiec wystarczyło tylko kilkanaście minut aby wrócił z powrotem. Stąpając po kolejnych schodach nie spodziewał się żadnego przełomu gdy po raz kolejny przekroczy próg lokalu jaki pozostawiła mu ciotka Becky. Do dziś wspominał ją z sentymentem. Wspaniała kobieta, która pomogła mu wyrwać się z piekła, bo trudno inaczej nazwać rzeczywistość, w której blondyn dorastał.
Wszedł do środka, zamknął drzwi i od razu położył zakupy na blacie kuchennej części mieszkania. Już zabierał się do ściągania płaszcza, gdy jego jak dotąd nieświadomy niczego wzrok spoczął na tajemniczym mężczyźnie, który w cudowny sposób znalazł się w jego mieszkaniu. Tobias znieruchomiał zszokowany tym widokiem. W pierwszej kolejności, do głowy przyszedł mu napad rabunkowy, więc nieco spanikowany przebiegł wzrokiem po skromnym wyposażeniu swego lokum, ale z szybkiego rozpoznania wynikało, że nic nie zniknęło. Wszystko jest na miejscu. Zresztą, potencjalny włamywacz nie miałby tutaj zbyt wiele do zabrania, bo Marrone żył raczej biednie, a jego jednym z największych skarbów byl zbiór książek. Tak wiec chłopak szybko zdał sobie sprawę, że to nie żaden napad, a im dłużej przyglądał się nieznajomemu, tym bardziej docierało do niego, że wszystko wskazuje na to, że jest on poważnie ranny. Ale jak tu się u licha dostał?! Podniósł wzrok na okno i szybko pokręcił głową. Nie, nie... to by było dziwne. Jak dostałby się oknem?
W tej plątaninie myśli, coraz silniej dobijała się do niego świadomość, że ranny musi cierpieć, a jego stan nie przedstawia się dobrze. Z bijącym głośno sercem, krok za krokiem zaczął kierować się ostrożnie w stronę nieznajomego. Przy okazji starał się jak najsensowniej ocenić jego stan. Zwrócił uwagę na ramię i krew sączącą się z boku, wszystko wskazywało na to, że to najpoważniejsze obrażenia. Gdy znalazł się już dostatecznie blisko, powoli przykucnął, pochylając się nad jego ciałem. Odgarnął mu włosy na bok, by lepiej przyjrzeć się ranie, jaka przecinała jego czoło. Targały nim teraz różne myśli. Pierwszy raz zetknął się z tak niecodzienną sytuacją, Sprawdził puls, ale wyglądało na to, że mężczyzna wciąż żyje. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że dłonie zaczęły mu drżeć, a oddech przyspieszył. Nie wiedział kim jest nieznajomy, jednak... przecież nie może mu tak zwyczajnie pozwolić umrzeć. Jeszcze tutaj. W jego mieszkaniu. Nie, nie... bez względu nawet na to. Musiał coś zrobić. Szybko.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 183
Wysłany: 2018-04-05, 00:36   

Nie orientował się gdzie jest. Wiedział tylko, że raczej nie na cmentarzu. Czuł jak krew mu pulsuje w skroniach, jeszcze do końca się nie uspokoił. To przechodziło z czasem, powoli. Bywało, że zwyczajnie był zbyt wycieńczony, żeby szaleć dalej i wtedy się uspokajał. Musiał, bo na więcej niszczycielskich zapędów zwyczajnie brakowało mu sił. Kiedyś w końcu doprowadzi go to do śmierci, tak się stać musiało. Jego ciało w pewnym momencie tego nie wytrzyma, zadrze z kimś kto postanowi wyeliminować natręta albo sami żniwiarze w końcu w ten sposób pozbędą się problemu. Bo Reeds dla nich problemem był. Nie mówiąc już, ze ściągał niebezpieczeństwo na siebie, to przez te rany zwykle parę dni był niedyspozycyjny. Najczęściej Nancy odwalała wtedy za niego robotę, żeby się nie wydało. Bo nikt z kierownictwa nie byłby zadowolony z braków w zbiorze dusz, bo jakiś shinigami nie potrafi zapanować nad sobą.
Chciał się przekręcić na drugi bok, ale nie miał sił. Zagryzł tylko wargi, marszcząc brwi. Gdzie jest? To nie pokój z Instytutu. To nie był cmentarz. Znajdował się chyba w czyimś mieszkaniu. Nie kojarzył jednak tego lokum, ale może też dlatego, że dwoiło mu się przed oczami. Nie potrafił w obecnym stanie nawet dobrze ocenić miejsca, w którym się znajduje. Odruchowo jedno ramie skierował w stronę boku, tam gdzie najbardziej krwawił. Ból docierał do niego w przytłumiony sposób, jeszcze nie do końca zdawał sobie pewnie z niego sprawy, jeszcze był zbyt otępiały. Czuł jednak, że możliwości ruchu ma ograniczone, że obrażenia wcale nie były takie lekkie. Pewnie dwa, może trzy dni i nie będzie już po nich śladu, jednak póki co skutki swoich wybryków odczuwał dość wyraźnie. Obraz przed oczami nie składał mu się jeszcze w jedną całość, ale już napotkał na sylwetkę jakiegoś chłopaka. Wiedział tylko, że ma on jasne włosy i okulary, ale kim był? Welp, pewnie właścicielem tego mieszkania, ale chociażby Al chciał to jakoś wszystko logicznie wyjaśnić, to byłoby to cholernie ciężkie i dość... trudne w jego obecnym stanie. Syknął tylko cicho, zaciskając palce na marynarce, w miejscu, w którym nadal cieknęła mu krew z rannego boku, jakby instynktownie chciał to zatamować. Wiedział, ze tak się nie da, najlepiej to wszystko wziąć na przeczekanie, nawet jeśli ból okaże się nieznośny i coraz bardziej uciążliwy. Dostał za swoje, prawda? Czego powinien oczekiwać? Zawsze to wyglądało prawie tak samo, tylko chyba pierwszy raz wylądował z tym z czyimś mieszkaniu.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczególne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 51
Wysłany: 2018-04-07, 17:18   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Ten chłopak wciąż żył. Chociaż był poharatany, ale wciąż się trzymał. Kiedy tylko spróbował się przekrecić, Tobias uniósł ręce w górę niepewny tego czy dobrze w ogóle robi, ale na dobrą sprawę nie obawiał się tutaj o siebie, bo ten ranny, miał obrażenia tego rodzaju, że żadnej krzywdy zapewne nie byłby w stanie wyrządzić blondynowi. Młody szewc po prostu nie chciał mu zadać dodatkowego bólu, a przy okazji nie bardzo wiedział jak powinien się zachować z tej racji, że po raz pierwszy zetknął się z taką sytuacją. Nigdy nikogo nie opatrywał, nie licząc czasem swoich ran jeszcze z okresu gdy mieszkał u ojca albo rannego kruka, któremu udało się odzyskać umiejętność latania. Nic zatem dziwnego, że jasnowłosy był spanikowany, gorączkowo zastanawiał się nad tym co dalej i jak powinien się zachować. Na moment jego zielone spojrzenie zetknęło się z oczami czarnowłosego. Nie, nie... nie może tak tkwić w miejscu, musi coś zrobić!
- Poczekaj, chyba mam jakieś bandaże! - zerwał się z miejsca niemal jak oparzony, szybko rozglądając się po własnym mieszkaniu, bo z tego wszystkiego zapomniał nawet gdzie zwykle trzyma takie rzeczy.
Dopiero po niemiłosiernie długich sekundach przyszło olśnienie, że pewnie w łazience, więc zerwał się tam, starając się rzecz jasna tak ominąć nieznajomego, żeby go przypadkiem nie potrącić, z rozmachem otworzył drzwi łazienki i sięgnął na jedną z półek na której trzymał leki, niestety... często przeterminowane, jakieś stare ręczniki i kilka bandaży upchniętych w kąt. Wygrzebał je, wyrzucając pozostałą część rzeczy na posadzkę, zapewne za sprzątanie weźmie się później, teraz liczył się czas, bo nie wyobrażał sobie, żeby anonimowy gość miał wykrwawić się na jego oczach. Susem więc przeskoczył buteleczki z lekami i zwinięte szmaty, chwytając jeszcze w lot ręcznik, by zaraz wpaść z właściwym wyposażeniem do salonu i znów rzucić gorączkowo okiem na czarnowłosego. W duchu prawie zaczynał się modlić o to, żeby mężczyzna przeżył.
Przykląkł przy nim, rozkładając bandaże, a potem ostrożnie chwycił go za rękę, żeby odsunąć od jego boku. Strasznie się bał przy tym, żeby nie uczynić gorszych szkód poszkodowanemu.
- P-przepraszam, jeśli zaboli, ale... nie znam się na tym. - zwrócił się do niego strapionym półgłosem, ostrożnie odpinając guziki jego ubrania, by w końcu odsunąć część koszuli na bok, żeby mieć na widoku jedną z jego ran. Wstrzymał oddech, nie przepadał za takimi obrazami, ale był zdecydowany, żeby pomóc nieznajomemu. Musiał się przełamać i drżącą ręką sięgnął po ręcznik, żeby z najwyższą ostrożnością zacząć usuwać resztki brudnej krwi z jego ciała. Niemal słyszał przy tym własny oddech i własne bicie serca.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 183
Wysłany: 2018-04-09, 00:25   

Na kogo on trafił? Nie kojarzył tej twarzy. Nie potrafił się jednak odezwać teraz, bo chyba wciąż był za bardzo skołowany. Wszystko docierało do niego jakby z pogranicza jawy i snu, aczkolwiek tętniący ból był jak najbardziej realny. Tylko po tym mógł rozpoznać, że to żadne urojenia. Przypatrywał się nieznajomemu jakiś czas i z niewiadomych przyczyn do głowy wpadło mu jedno imię. Nathaniel. Trudno o podobieństwo, chociaż... teraz na dobrą sprawę jeszcze nie był w stanie, żeby to oceniać, ale taki ciepły głos i taką troskę ostatnio chyba okazywał mu tylko Nathaniel. Nieżyjący. Zagrzebany w ziemi. Spoczywający na suchym pagórku okolicznego cmentarza. Tam, gdzie Reeds również obecnie powinien spoczywać, a nie zajmować się jakimś idiotycznym koszeniem dusz. Stało się inaczej. Z jednej strony zdawał sobie sprawę, że to nie jest martwy przyjaciel, z drugiej zaś wciąż mu się wszystko w głowie mieszało. Pewnie więc dlatego gdy blondyn się zerwał i wypadł gdzieś, żniwiarz skinął zaledwie powoli głową zamykając ślepia. Potrzebował odpoczynku. Najlepiej wiecznego, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że jeszcze długo go nie zazna.
Usłyszał jakieś pośpieszne kroki. Ten chłopak? Nie otworzył oczu, ale pozwalał, żeby odsunął mu rękę, która już częściowo mu zdrętwiała. Ból wydawał się teraz jeszcze bliższy i jeszcze bardziej odczuwalny. Zacisnął wargi. Ten blondyn sprawiał wrażenie dość przejętego tą sytuacją. Chyba narobił mu problemów. Ale teraz każda myśl docierała do niego z otępieniem. Wszystko powodowało ból. Wciąż miał zamknięte oczy. Odetchnął głębiej, ale jego oddech zamienił się zaraz w cichy świst, gdy ukłucie bólu stało się jeszcze silniejsze. Nieznajomy zajął się oczyszczeniem rany. Żałował, że nie mógł mu nawet pomóc, no bo jak? Mógł tylko próbować mu ułatwić wszystko. Sapnął, odchylając się trochę w bok, żeby mu ułatwić dostęp.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczególne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 51
Wysłany: 2018-04-11, 17:05   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Rana wyglądała okropnie i młody szewc mimowolnie krzywił się na sam jej widok. Pojawiło się obrzydzenie, strach i dodatkowe obciążenie, bo naprawdę nie chciał przypadkiem zranić jeszcze czarnowłosego. A mógł, chociażby z tego powodu, że ręce mu się trzęsły niemal tak jak alkoholikowi pozbawionemu od kilku dni ulubionego trunku. Ostrożnie zbierał ręcznikiem resztki krwi, a gdy już oczyścił okolice rany, trzeba było się zająć nią bezpośrednio. Nie miał pojęcia czy temu podoła, lecz rezygnacja nie wchodziła grę. Gdyby z kolei próbował wezwać teraz jakiegoś lekarza, szukać pomocy nawet u innych sąsiadów, naraziłby się na dodatkowy upływ czasu, który dla nieznajomego mógł się skończyć śmiertelnie. I nie wiadomo też czy znalazłby odpowiednią osobę, czy jego wysiłek nie poszedłby na marne, a kolejne minuty upływające na desperackim poszukiwaniu fachowej pomocy przyniosłyby skutek odwrotny do zamierzonego.
Ostatecznie więc zaczerpnął głębszy oddech i zacisnął wargi, decydując się nic nie mówić, żeby bardziej się skupić na wykonaniu zadania. Nie spoglądał też na twarz bruneta, żeby się nie rozpraszać. W myślach usilnie próbował się uspokoić, powtarzał sobie, że wszystko będzie dobrze, że przecież da rade. Chwycił jeden z bandaży i przytknął do rany, powoli przesuwając rolkę opatrunku po jego ciele. Gdy dotarł do przeciwległego boku, spróbował przecisnąć bandaż pod jego plecami, a następnie znowu obwijać go dookoła. Najważniejsze, żeby zatamować krwawienie, żeby przestało krwawić. Powtarzał to tyle razy aż skóra nieznajomego zupełnie przykryta została opatrunkiem i wówczas zawiązał go, akurat trafiając na koniec rolki. Wypuścił powietrze z ust, dopiero teraz zdając sobie sprawę jak spięty był. Kropelki potu pojawiły się na jego czole, co najmniej jakby przebiegł jakiś maraton. Na pewno mógł teraz powiedzieć, że bandażowanie kruka było dużo łatwiejszym zadaniem, chociaż ptak wyrywał się wówczas i szamotał, ale... tutaj chodziło o ludzkie życie.
- Już dobrze. Teraz ramie. - odezwał się, chociaż nie czuł, żeby ten głos, cienki i drżący należał do niego, ale siłą rzeczy zakrył materiałem koszuli ranę na boku i przystąpił do podwijania mu rękawa na tyle, żeby zobaczyć obrażenia, które się kryły pod spodem. Przeszedł już przez pierwszą ranę, więc teraz logicznie rzecz ujmując powinno być łatwiej, ale dla kogoś takiego jak Marrone wiązało się to z dużym stresem i dużym przeżyciem. Pozwolił sobie na moment zerknąć na twarz czarnowłosego. Byli w podobnym wieku? Albo mu się wydawało. Wcześniej jakoś nie zwracał na to uwagi zbyt zaabsorbowany jego stanem.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 183
Wysłany: 2018-04-13, 16:17   

Chyba powinien dziwnie się czuć ze świadomością, że opatruje go ktoś zupełnie obcy. Wcześniej zdarzało się, że robiła to Nancy, ale ona kompletnie sobie nie radziła z pierwszą, doraźną pomocą, więc bywało, że lepiej jak ona się tym nie zajmowała. Raz po takim wsparciu skończył prawie jak mumia i miał lekki problem z poruszaniem się od nadmiaru bandaży czy dziwnie założonych szyn. Nawet nie łatwo było się z tego oswobodzić. W praktyce jego organizm radził sobie jakoś i bez opatrunków, ale wiadomo, że lepiej i szybciej rany się goiły jak zapewni się im do tego spokojne warunki. No i zakażenia, o które przecież nie było trudno i dotknąć mogły nawet shinigamiego. Jasne, że nie były śmiertelne, ale bolesne i upierdliwe, więc lepiej ich unikać. Tak więc fakt, że ktoś inny, ktoś zupełnie obcy się nim zajął był dla niego dziwny, ale i tak nie miał dość sił, by chociaż zaprotestować, zabrać swoje kości z tego obcego mieszkania i zaszyć się na cmentarzu, by tam jakoś doczekać jutra. Częściowo więc był zdany na to co chłopak robi, jednak na szczęście nie był aż taki nieporadny jak sobie wyobrażał. Nie mniej, dało się wyczuć, że jest to dla niego spore przeżycie. Drżenie jego dłoni przy jego skórze było wyczuwalne nawet dla wciąż otępiałego żniwiarza. Mimo wszystko, nie próbował leżeć całkiem bezużytecznie na podłodze, a gdy blondyn najwyraźniej starał się przecisnąć bandaż pod nim, podnosił się nieznacznie, a przynajmniej na tyle ile mógł, dodatkowo zaciskając wargi, bo w tym stanie nawet niewielkie ruchy budziły dodatkową fale, rozlewającego się na całe ciało bólu. Można powiedzieć, że powinien być już przyzwyczajony, ale prawdę mówiąc do żadnego bólu nie dało się tak zupełnie przyzwyczaić.
W końcu gdy chłopak zabandażował jego bok, uchylił ślepia, spoglądając na niego. Dziwne, że chwilę temu skojarzył mu się z Nathanielem. Dlaczego jego umysł płatał mu takie figle?
- Nie musisz... zagoi się. - mruknął przerywając ciszę ze swojej strony, aczkolwiek poddawał się wszystkim działaniom blondyna, nawet w pewnym sensie podziwiając jego poświęcenie, nie każdy przecież z takim zaangażowaniem rzuciłby się na pomoc zupełnie obcej osobie, która na dodatek w niewyjaśnionych okolicznościach znalazła się w jego mieszkaniu.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczególne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 51
Wysłany: 2018-04-15, 20:36   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Wszystko wskazywało na to, że z ramieniem pójdzie już łatwiej. Nie musiał tutaj starać się chociaż odrobinę podnosić ciała czarnowłosego, żeby przecisnąć pod nim bandaże. I to nawet nie chodziło o jego ciężar, bo wyglądał normalnie wagowo, ale o siłę blondyna. Nie miał on jej zbyt dużo, był raczej słabowitym człowiekiem i nawet w pracy nie zawsze sobie przez to radził. Wbrew pozorom zawód szewca wymagał też nie raz włożenia odpowiedniej dawki energii w wykonywanie zadań i chłopak sobie z tym jako tako radził tylko dzięki jakiejś zręczności i pewnemu już doświadczeniu. Ale na początku, gdy zaczynał pracę jako pomocnik szewca nie szło mu łatwo i nie rzadko wracał padnięty do mieszkania. Teraz, gdy nabrał odrobinę wprawy było już lepiej.
Zerknął na ranę rozciągającą się wzdłuż ramienia nieznajomego. Ten widok przyjął już łatwiej niż obraz poprzednich obrażeń na ciele czarnowłosego. Z większą werwą przystąpił zatem do oczyszczania rany, tak aby nie znalazły się później pod bandażem żadne zanieczyszczenia i chociaż dłonie nadal mu drżały, to myśli już tak nie galopowały chaotycznie w panice. Jakoś udawało mu sie zachowywać coraz większy spokój. Spojrzał na nieznajomego gdy ten się odezwał, trochę zaskoczony, bo jak dotąd padały jedynie przestraszone słowa ze strony Marrone, natomiast mężczyzna wydawał się nie być w stanie w ogóle przemówić. Chłopak jednak szybko zmarszczył brwi i pokręcił głową.
- Zagoi się... kiedyś na pewno, ale najpierw musisz mieć dobrze opatrzone rany. - odpowiedział częściowo zaskoczony i tym, ze nawet własny głos powoli wracał mu do normalności.
Nie zdecydował się na podjęcie dalszej rozmowy jednak, bo obawiał się, że próba uzyskania odpowiedzi od nieznajomego, zmusi go do kolejnego wysiłku, a w obecnym stanie nie powinien się przemęczać, a jedynie pozwolić blondynowi działać i spokojnie zadbać o jego stan.
Gdy udało mu się już owinąć bandaż wokół ramienia, zawiązał go i skupił wzrok na jego czole. Tutaj rana nie wydawała się już tak poważna, ale mimo to należało i nią odpowiednio się zająć. Odgarnął mu więc włosy z czoła na bok, tak aby odsłonić zakrwawione miejsce i przetarł znów ręcznikiem jego skórę. Na dobrą sprawę dopiero teraz miał możliwość bardziej uważnie przyjrzeć się jego twarzy. Nieznajomy wyglądał na mniej więcej jego wiek, może był nieznacznie starszy i zapewne gdyby nie to w jakim stanie się znalazł, miło by patrzyło się na jego osobę. Takie odniósł wrażenie. Szybko jednak zdał sobie sprawę jak jego myśli są niestosowne, nabrał nieco więcej powietrza i skupił się już tylko na owijaniu bandaża wokół jego głowy. To nie była pora na żadne głupie rozważania.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 183
Wysłany: 2018-04-18, 00:33   

No tak. Ludzie. Ludzkie rany goiły się znacznie dłużej. Pewnie gdyby był takim szarym, przeciętnym śmiertelnikiem to nie przeżyłby nie jednego ze swych wybryków właśnie z uwagi na długi proces naprawy organizmu. Wykrwawiłby się albo rozległe obrażenia spowodowałyby w końcu nieodwracalne zmiany w jego ciele. Jako kosiarz dusz sam nie raz przecież stykał się z takimi przypadkami śmierci. Dla shinigamiego takie obrażenia nie były jednak śmiertelne i chociaż ból był mocno odczuwalny, to kilka dni i po tych ranach nie będzie śladu. Blondyn zapewne jednak nie miał pojęcia z kim ma do czynienia, nie wiedział, że czarnowłosy jest bogiem śmierci, bo skąd miał taką wiedzę powziąć? Wyglądali jak normalni ludzie, z tym mankamentem, że wszyscy mieli jednakowy kolor oczu, ale nie było nic co wskazywałoby na to, że Reeds jest jakąś nadnaturalną istota rodem z baśni i mitów. Nic w tym dziwnego, że właściciel tego lokum potraktował go jako najzwyklejszego człowieka. A i Albert niespecjalnie widział sens go teraz wyprowadzać z błędu, zresztą... pewnie by nie uwierzył, bo raczej trudno dać wiarę opowiastce o samobójcy, który teraz gromadzi dusze pracując w pewnym nudnym Instytucie. Ludzie umierający prędzej wierzyli w takie historie, dla nich nawet wydawało się oczywiste to, że ma przyjść po nich żniwiarz, który zakończy ich żywot. Ale... zbyt długo opowiadania, jeszcze blondyn pomyślałby, że jakiś dziwny gość z domu szaleńców uciekł skoro opowiada takie farmazony.
- Szybciej niż myślisz. -mruknął tylko, zerkając na niego jednym okiem, gdy zajął się opatrywaniem mu czoła.
Tak czy inaczej nieznajomy radził sobie całkiem nieźle, chyba nawet nie wyglądał już na aż takiego przestraszonego. Reeds nawet nie mógł narzekać na taką opiekę, a dodatkowo wyczuł coś co sprawiło, że poczuł się bardziej spokojny, zrelaksowany. Pojęcia nie miał czy to już zmęczenie go dopadło czy może co innego, ale jakby gdzieś tam w środku było mu lżej.
- Na kogo ja... w ogóle trafiłem? - głos miał trochę charczący, jednak przynajmniej nie był już tak otępiały jak chwilę temu, gdy zupełnie nie miał orientacji.
Nie mniej, będzie musiał się kiedyś odwdzięczyć temu chłopakowi. Raczej nie zdarzało się, żeby zupełnie obcy ludzie mu pomagali gdy zdychał gdzieś ledwie żywy po swoich wybrykach.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczególne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 51
Wysłany: 2018-04-21, 00:25   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Teraz kiedy czarnowłosy był obandażowany i chyba nic nie zagrażało jego życiu, blondyn poczuł ulgę. Jego ruchy stały się mniej spanikowane, oczy nie były tak rozszerzone w przerażeniu i nawet głos udawało mu się utrzymać w miarę spokojnym brzmieniu. W porównaniu do poprzednich ran nieznajomego, ta na czole nie wydawała się tak groźna. Przeplatał więc starannie kolejny bandaż wokół jego głowy, żeby zabezpieczyć te obrażenia. Westchnął tylko cicho gdy mężczyzna zakwestionował to, że te rany będą potrzebowały trochę czasu na to, żeby się wygoić. To nie jest kwestia kilku dni, tylko kilku tygodni. Można mieć tylko nadzieję, że nie wda się żadne złośliwe zakażenie i że te rany będą się spokojnie goić. Żeby tylko nie było żadnych komplikacji.
Zdziwiło go to jednak gdy nieznajomy zapytał o jego imię. Z początku nie był pewien czy w ogóle powinien się dzielić takimi informacjami z kimś obcym. Ostatecznie, ten brunet był dla niego zupełnie obcy, a to, że młody szewc zajął sie jego obrażeniami o niczym jeszcze nie świadczyło, nie było żadnym dowodem dobrych zamiarów czarnowłosego. Bo jak znalazł się w jego mieszkaniu? Jakim sposobem tu trafił? Dlaczego był tak bardzo ranny? Może jednak to był jakiś złodziej albo morderca. Intuicja podpowiadała mu, że żaden z tych "zawodów" nie pasuje do nieznajomego, ale mimo wszystko jasnowłosy i tak nie wiedział z kim ma do czynienia. Uznał jednak, że coś o sobie powiedzieć może. Nie był dobrą ofiarą na cel rabunku, a i zabijać go nie bardzo było po co, bo taka śmierć nikomu by nie pomogła.
- Tobias Marrone. Pracuje jako pomocnik szewca. - przedstawił się kończąc mu wiązać bandaże.- Jeśli mogę zapytać... jak się tu znalazłeś? - sprawdził jeszcze czy opatrunek się trzyma, a potem cofnął ręce, wpatrując się pytająco w bruneta.
Strasznie go to nurtowało, chociaż wiedział, że nieznajomy równie dobrze może skłamać, jeśli nie będzie chciał się przyznawać. Ale w razie czego spróbuje, może coś się dowie.
Zebrał resztki bandaża i ręcznik, wstając w końcu z miejsca. Trzeba to będzie wrzucić do misy i później przeprać, bo cały ręcznik aż lepił się od krwi. Na szczęście brunet chyba nie stracił jej zbyt wiele, wyglądało na to, że się jakoś trzyma.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 183
Wysłany: 2018-04-23, 00:28   

Rana na czole nie była tak poważna. Może i trochę krwi z tego było, może i wyglądała nieciekawa, ale faktycznie nie była zbyt szkodliwa. Jasne, że bolało, jednak w obecnym stanie, gdzie większy ból płynął z innych ran, czoło nie wydawało się żadnym problemem. Reeds nieznacznie podniósł głowę, żeby ułatwić blondynowi. Widać, że chłopak się uspokoił, łatwiej im było nawiązać kontakt, nawet mimo faktu, że żniwiarz nie był w najlepszym stanie do bardziej zaangażowanych pogaduszek. Poza tym... nie znał gościa, nie wiedział o nim nic, oprócz tego, że jasnowłosy miał go na głowie zupełnie niespodziewanie. Mieszkał sam? Możliwe. Póki co nie widział i wyczuwał tu żadnych innych osób. Gorzej jakby ewentualni współmieszkańcy byli niezadowoleni z obecności tak kłopotliwego intruza. Tak czy inaczej, właściciel tego lokum mu się przedstawił, chyba to jest prawdziwe imię i nazwisko czyli raczej aż tak bardzo się go nie przestraszył. To dobrze, Reeds będzie wiedział komu kiedyś w przyszłości ma się odwdzięczyć.
- Nie do końca pamiętam. - odpowiedział mu, bo to logiczne, że jego obecność tutaj musiała być dla Tobiasa nie małym szokiem... pewnie został wzięty za jakiegoś rabusia albo... kto wie, może nawet mordercę.- Wpadłem chyba przez okno... nie musisz się obawiać, nic nie ukradłem. - wymamrotał, przymykając znów oczy.
Brało go zmęczenie. Najchętniej teraz by się zdrzemnął. Ciało było wycieńczone nadmiernym wysiłkiem, bezcelową walką, która pewnie do niczego nie prowadziła.
- Spokojnie, zaraz stąd się zwinę. - odchrząknął, nie mogąc powstrzymać krótkiego, intensywnego kaszlu, który na chwilę pozbawił go w ogóle zdolności mówienia.
Zmarszczył brwi, skrzywił się pod nosem, bo chyba z coraz mniejszym otępieniem przychodziła coraz większa świadomość bólu. Naprawdę potrzebował odpoczynku. Tyle dobrego, że teraz czuł się spokojniej. Dużo spokojniej. Jego rany były dobrze opatrzone, przestały krwawić, a zmęczenie coraz bardziej dawało się we znaki.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczególne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 51
Wysłany: 2018-04-25, 00:38   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Nie pamiętał? Czy nie chciał powiedzieć? Tobias nie miał pojęcia, która opcja bardziej by tu odpowiadała, ale wolał zakładać, że nieznajomy rzeczywiście nie pamięta. Jeśli przeżył coś traumatycznego, jeśli te wydarzenia były szczególnie trudne i dramatyczne, to może naprawdę jego świadomość wyrzuciła z głowy zbyt ciężkie doświadczenia. Zaniki pamięci w takich sytuacjach były czymś częstym z tego co się orientował, najwyżej przypomni sobie z upływem czasu albo... albo może lepiej by akurat nie pamiętał? Trudno powiedzieć, blondyn nie znał tego obcego mężczyzny, nie mógł o nim powiedzieć zupełnie nic, jednak z czasem wrażenie, że może mieć do czynienia ze złodziejem albo mordercą coraz bardziej słabło.
Skierował się do łazienki. Namoczył ręcznik, żeby zmyć z niego resztki krwi i zostawił w wodzie aby pozostałości mogły później łatwo zejść. A następnie schował resztki niepotrzebnych bandaży do szafki, przy okazji zbierając z podłogi wszystko to co przedtem wylądowało na ziemi, bo Marrone w panice przeszukiwał łazienkową szafkę. Ostatecznie, gdy już wszystko było na swoim miejscu, wyszedł z powrotem do salonu, spoglądając na czarnowłosego.
- Potrzebujesz jeszcze... czegoś przeciwbólowego? - zapytał z nutą wahania, bo nie wiedział co jeszcze może zrobić.
Pokręcił głową milcząco. Nie odzywał się przez chwile, przystając znów z powrotem obok nieznajomego. Chyba najgorsze mieli już za sobą.
- Możesz tu zostać do jutra, potrzebujesz odpoczynku. To jasne, że w tym stanie nie ruszysz się nigdzie. - westchnął spokojniej, już powoli odzyskiwał równowagę i opanowanie. - Nie mam zbyt wielu cennych rzeczy, więc... nawet nie masz czego wynieść. Nie, żebym brał cie za złodzieja, ale... sam rozumiesz. - odchrząknął z zakłopotaniem, bo nie chciał z góry stawiać go w negatywnej roli, jednak okoliczności w jakich się tu znalazł były zbyt zagadkowe, cały czas niewyjaśnione, więc wolał na wszelki wypadek zachować jeszcze trochę dystansu. - Będę... w sypialni. - jeśli nieznajomy nie miał żadnych innych życzeń, to Marrone udał się prosto do swojego pokoju.
Mieszkanie, które zajmował było niewielkie, ale wystarczające dla jednej osoby, dla dwóch może i byłoby ciasne, ale pewnie do zniesienia. W każdym razie, na szczęście wszędzie tu było blisko.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 183
Wysłany: 2018-04-27, 21:18   

Na pytanie czy potrzeba mu jeszcze coś przeciwbólowego pokręcił przecząco głową, nie odpowiadając. Zmęczenie brało górę nawet nad próbę zamieniania jeszcze kilku słów z nieznajomym. Szkoda, ale faktycznie był wyczerpany i potrzebował tego odpoczynku. Dotarło do niego jeszcze coś o tym, że może zostać do rana i że chłopak i tak nie ma tu nic cennego. Nie, nie był złodziejem. To znaczy, czasem zdarzało mu się zwinąć coś z jakiegoś mieszkania, ale najczęściej to przypadki samotnych, umierających ludzi. Jeśli taki staruszek umierał, w jego domu nie było nikogo, a na ścianach zawieszono pokaźną kolekcję starodawnych szabli, trudno się oprzeć, tym bardziej, że żniwiarz kolekcjonował broń. Nie raz więc zabrał coś do siebie, uznając, że nie ma sensu aby zostało rozkradzione przez bezdomnych czy rozsprzedane przez jakąś dalszą rodzinę. Były to jednak wyjątki przy pracy, oprócz tego nie zabierał ofiarom ani pieniędzy ani cennych przedmiotów, nie taka była rola shinigamiego. Ten chłopak jednak bardzo mu pomógł, pozwolił zostać, nie wyrzucił go. Nie jeden człowiek postąpiłby zupełnie przeciwnie, Reeds doskonale o tym wiedział, bo nie jedną duszą śmiertelnika już prześwietlał.
Na pozostałe słowa jasnowłosego kiwnął więc tylko głową i niemal zupełnie odpłynął. Było ciemno, ale nie czuł chłodu. Świadomość odpłynęła.
Gdy się wybudził był już poranek. Zmarszczył brwi, podnosząc się do siadu, ale doskonale czuł jak wszystko go boli. cholera. Grymas malował się na jego twarzy. Obrócił się w kierunku drzwi sypialni nieznajomego, jednak ostatecznie uznał, że nie będzie go budził. Nie, nie... wystarczająco chłopakowi kłopotu narobił. Podniósł się w końcu na nogi, czując chyba wszystkie mięśnie. Jak zwykle. Ten stan również był mu doskonale znany. Zawsze to przechodził. Przesunął zdrową dłonią po obandażowanym ramieniu, odchylił na moment głowę do tyłu, żeby się chociaż trochę rozciągnąć, a potem skierował się do wyjścia. Kiedyś pewnie mu się odwdzięczy. Teraz... teraz musiał wracać do siebie, musiał zająć się zleceniami, dostarczyć raporty. Może jak skontaktuje się z Nancy, jakoś uda mu się wyjść na prostą. Znowu.
<zt>
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczególne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 51
Wysłany: 2018-04-30, 00:25   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Zamknął się w swojej sypialni czując się trochę dziwnie z tym wszystkim. Zostawił poszkodowanego na podłodze, tak... bez żadnej osłony. Chyba tak nie powinien robić, tym bardziej, że raczej nie miał do czynienia z żadnym rabusiem. Jako, że ruszyło go sumienie to zawrócił do salonu, zauważając szybko, że mężczyzna już śpi. Sprawdził jeszcze tylko czy ma równy oddech, czy na pewno nie dzieje się już nic co by zagrażało jego życiu aż ostatecznie odetchnął z ulgą, upewnił się, że okno do pokoju jest zamknięte i nakrył go kocem. Nie ma mowy, żeby go gdzieś spróbował przenieść, bo nie miał aż tyle siły, już wystarczająco wiele trudności miał z zabandażowaniem jego boku. Musi go zostawić chyba tak jak jest.
Wrócił zatem do swojej sypialni, zamknął się w pokoju i odetchnął ciężko siadając na łóżku. Nie dość, że w pracy nie było lekko, to jeszcze takie przeżycia jak dzisiaj dodatkowo go męczyły. Położył się na łóżku bokiem, obiecując sobie, że zaraz wstanie, zaraz przebierze się w piżamę i wpakuje pod kołderkę, ale nie zdążył bo znużony po całym dniu zasnął.
Kiedy przebudził się rano miał jeszcze problem ze zorientowaniem się dlaczego spał w ubraniu. Jeszcze przez parę chwil nie kojarzył wydarzeń z poprzedniego wieczoru, więc otworzył szafę i wyjął sobie świeżą koszulę wraz ze świeżymi spodniami, niezadowolony z tego, że te, które miał na sobie pójdą do prania. Gdy jednak już przebrany otworzył drzwi do salonu, wszystkie wspomnienia z wczoraj wróciły. Ten czarnowłosy chłopak, jego rany.... szukał go wzrokiem po całym pomieszczeniu, ale nieznajomy rozpłynął się w powietrzu. A Tobias nawet nie zdążył się dowiedzieć jak on się nazywa i gdzie mieszka. Na podłodze zostały tylko ślady krwi świadczące o tym, że to zdarzenie wcale nie było jakąś iluzją czy snem tylko rzeczywistością. Jeszcze zerknął okiem po wyposażeniu swojego niewielkiego mieszkania, tak na prędce by sprawdzić czy niczego nie brakuje i z ulgą stwierdził, że wszystko jest na swoim miejscu. Czyli racja, ten chłopak nie był złodziejem. Tylko dlaczego i jak się tu dostał? Mówił, że oknem? Ale to dalej nie wyjaśniało... jak?
No nic, przyjdzie mu te rozważania zostawić na później, bo jeszcze trochę tego bezowocnego dumania i spóźni się do pracy. Tobias zatem wziął się za pozostałe przygotowania, poświęcając tylko niezbędny czas na to, żeby doprowadzić się do porządku i jeszcze coś zjeść, a potem wypadł z mieszkania udając się do warsztatu, w którym swym fachem zajmował się jego pracodawca.
<zt>
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Fairy Tail Path Magician



Bleach OtherWorld

Dragon Ball New Generation Reborn



Vampire Knight


Król Lew















Image and video hosting by TinyPic

Rainbow RPG



















Vampire Diaries





SnM: Naruto PBF





www.zmiennoksztaltni.wxv.pl











Eclipse



over-undertale




On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 0,19 sekundy. Zapytań do SQL: 11