Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Uczestników eventu Sekta zapraszamy tutaj! Wciąż można się zapisywać!



POSZUKIWANIA
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Czarny Szermierz, Afuro Aphrodi Terumi i Zeno Hen poszukują różnych relacji.
► Wasil poszukuje ochotnika do sesji.
► Mark poszukuje przyjaznej duszyczki.

Listopad 1889r.
Deszcz, pochmurne niebo i porywiste wiatry będą towarzyszyć nam niemal codziennie. Temperatura będzie wynosić maksymalnie 7'C w dzień, w nocy zaś 2'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Mieszkanie Tobiasa
Autor Wiadomość
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczeg?lne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 64
Wysłany: 2018-03-31, 17:49   Mieszkanie Tobiasa
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Mieszkanie Tobias Marrone odziedziczy? po swej ciotce - Becky. Ju? wcze?niej u niej pomieszkiwa? przez jaki? czas, ale obecnie lokum to przypad?o mu na wy??czno??. Nie jest zbyt wielkie, jednak jak na potrzeby pomocnika szewca wystarczaj?ce. Sk?ada si? z salonu po??czonego z kuchni?. To centralne pomieszczenie wyposa?one jest w dwa rega?y zape?nione ksi??kami, kanap? znajduj?c? si? pod dwoma w?skimi oknami oraz jeden g??boki, nadgryziony ju? z?bem czasu fotel. St?? z trzema krzes?ami znajduje si? w po?owie od strony salonu, w po?owie za? od strony kuchni. W tej cz??ci przeznaczonej na przygotowywanie posi?k?w nie ma zbyt wiele, jedynie podstawowe urz?dzenia oraz dodatkowa szafa na kuchenny asortyment oraz produkty spo?ywcze. Od strony salonu prowadz? drzwi do niewielkiej sypialni Marrone, w kt?rej znajdziemy ???ko ulokowane przy oknie, poka?ne lustro mieszcz?ce ca?? sylwetk? oraz szaf? na ubrania. Drugie drzwi, kt?re wychodz? od salonu prowadz? do ?azienki, gdzie znajdziemy standardowe wyposa?enie. Wi?kszo?? mebli znajduj?cych si? w mieszkaniu sprawia wra?enie maj?cych ju? najlepsze lata za sob?. Z fotela sypie si? czasem g?bka, ???ko lekko si? zapada od strony prawego boku, za? rega?y by?y ju? kilkukrotnie zbijane ze sob? po tym jak p??ki si? wysuwa?y b?d? wygina?y pod wp?ywem ci??aru przetrzymywanych ksi??ek. Niestety, w?a?ciciela nie sta? na wymian?, wi?c mo?e pozwoli? sobie tylko na prowizoryczne naprawy. Mimo tego stara si? wprowadzi? troch? ?ycia do tych nieco ponurych ?cian, wi?c na stole czasem znajdziemy wazon z kwiatami, ozdobny ?wiecznik stoi przy stoliku s?siaduj?cym z ???kiem, za? mi?dzy rega?ami w salonie wisi obraz przedstawiaj?cy kwiatow? ??k? i zrywaj?ce si? do lotu ptaki.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-04-01, 21:14   

Nie wiedzia? jak tu si? znalaz?. Nic nie pami?ta?. To zawsze wygl?da?o tak samo. Gdzie? w nim tkwi?o jakie? ?r?d?o, kt?re budzi?o si? w okre?lonych warunkach. Czasem wystarczy?o niewielkie zdenerwowanie, czasem k??tnie, czasem... chyba sam nie potrafi? sprecyzowa? sk?d to si? dzieje. Po prostu si? pojawia?o. Czy to w czasie wykonywania zlece? czy po pracy, pora nie mia?a tu znaczenia. I od d?ugiego czasu nie potrafi? tego wyeliminowa?. Chcia?, ale za g??boko to w nim tkwi?o. Zwyczajnie traci? nad sob? panowanie, nie wiedzia? co si? dzieje, dzia?a? troch? jak maszyna, kt?ra gotowa jest zniszczy? wszystko na swej drodze, a jakby tego by?o ma?o kiedy pojawia?a si? krew, chcia? jeszcze wi?cej krwi. I jeszcze wi?cej. Do momentu gdy nie pad? wyczerpany, ledwo oddychaj?c. Z pewno?ci? nie raz otar? si? o ?mier?, bo przecie? nawet ?niwiarze nie byli niezniszczali, mo?e nawet jego pod?wiadomo?? do tego celowo d??y?a? Nie, nie wiedzia?. Tak czy inaczej nigdy nie pami?ta? skutk?w, nie wiedzia? co podczas tych jego nieprzewidywalnych wybryk?w si? dzieje. Nigdy nie pami?ta? nic. Czasem jakie? niewielkie przeb?yski krwi, zniszcze?, dewastacji, ale to cz?sto nie sk?ada?o si? w ?adn? ca?o??. Nie wiedzia? z kim walczy?, co zniszczy?, co doprowadzi?o go do obecnego stanu. To te? wprawia?o go w konsternacje, tyle dobrego, ?e po kolejnych razach jako? potrafi? doprowadzi? si? do siebie.
I tym rzem sytuacja si? powt?rzy?a. Impuls. I nie mia? poj?cia co si? wydarzy?o, z kim tym razem przysz?o mu si? zmierzy?, czy to by? anio? jaki?, a mo?e demon, a mo?e inny shinigami, z kt?rymi tez nie raz miewa? r??ne utarczki, bo nadal nie akceptowa? tej grupy i w?asnej przynale?no?ci do bog?w ?mierci? Wpad? przez okno do jakiego? mieszkania. Mia? rozci?te czo?o, z kt?rego ciek?a mu krew na reszt? twarzy, pozosta?a cz??? ubrania r?wnie? by?a przesi?kni?ta krwi?. Prawdopodobnie mia? co? z ramieniem, bo r?kaw marynarki by? mocno zabroczony t? szkar?atn? ciecz? i poprzecinany w kilku miejscach. Podobnie co? by?o z przeciwleg?ym, lewym bokiem, kt?ry szybko zajmowa? si? kolejnymi plamami krwi. Tym samym zabrudzi? troch? pod?og? jakie? bli?ej niezidentyfikowanej istoty, u kt?rej wyl?dowa?. Wy?o?y? si? na pod?odze, obok kanapy. Skr?ci? si? na bok, by? ledwie przytomny. A w?a?ciwie by? niemal nieprzytomny. Nie m?g? si? ruszy?. Nie wiedzia? co si? dzieje, by? zupe?nie sko?owany, jak zreszt? za ka?dym razem gdy tak si? dzia?o.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczeg?lne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 64
Wysłany: 2018-04-03, 21:44   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Wr?ci? z pracy, ale zorientowa? si?, ?e nie ma w mieszkaniu chleba. No nic, trzeba b?dzie si? wr?ci?. Uchyli? tylko okno zanim wyszed?, bo przyda si? troch? przewietrzy? mieszkanie. Jak wpadnie nieco powietrza do ?rodka, od razu b?dzie si? lepiej spa?o. I mo?e jego kruk zn?w przyleci w odwiedziny. Jego albo i nie jego. Ptak by? wolny, jednak specyficzna wi??, kt?ra ich po??czy?a stworzy?a z nich dobrych znajomych, nawet bez konieczno?ci wzajemnych pogaduszek. Tobias wi?c wyskoczy? zn?w z mieszkania, akurat do okolicznej piekarni by?o niedaleko, wiec wystarczy?o tylko kilkana?cie minut aby wr?ci? z powrotem. St?paj?c po kolejnych schodach nie spodziewa? si? ?adnego prze?omu gdy po raz kolejny przekroczy pr?g lokalu jaki pozostawi?a mu ciotka Becky. Do dzi? wspomina? j? z sentymentem. Wspania?a kobieta, kt?ra pomog?a mu wyrwa? si? z piek?a, bo trudno inaczej nazwa? rzeczywisto??, w kt?rej blondyn dorasta?.
Wszed? do ?rodka, zamkn?? drzwi i od razu po?o?y? zakupy na blacie kuchennej cz??ci mieszkania. Ju? zabiera? si? do ?ci?gania p?aszcza, gdy jego jak dot?d nie?wiadomy niczego wzrok spocz?? na tajemniczym m??czy?nie, kt?ry w cudowny spos?b znalaz? si? w jego mieszkaniu. Tobias znieruchomia? zszokowany tym widokiem. W pierwszej kolejno?ci, do g?owy przyszed? mu napad rabunkowy, wi?c nieco spanikowany przebieg? wzrokiem po skromnym wyposa?eniu swego lokum, ale z szybkiego rozpoznania wynika?o, ?e nic nie znikn??o. Wszystko jest na miejscu. Zreszt?, potencjalny w?amywacz nie mia?by tutaj zbyt wiele do zabrania, bo Marrone ?y? raczej biednie, a jego jednym z najwi?kszych skarb?w byl zbi?r ksi??ek. Tak wiec ch?opak szybko zda? sobie spraw?, ?e to nie ?aden napad, a im d?u?ej przygl?da? si? nieznajomemu, tym bardziej dociera?o do niego, ?e wszystko wskazuje na to, ?e jest on powa?nie ranny. Ale jak tu si? u licha dosta??! Podni?s? wzrok na okno i szybko pokr?ci? g?ow?. Nie, nie... to by by?o dziwne. Jak dosta?by si? oknem?
W tej pl?taninie my?li, coraz silniej dobija?a si? do niego ?wiadomo??, ?e ranny musi cierpie?, a jego stan nie przedstawia si? dobrze. Z bij?cym g?o?no sercem, krok za krokiem zacz?? kierowa? si? ostro?nie w stron? nieznajomego. Przy okazji stara? si? jak najsensowniej oceni? jego stan. Zwr?ci? uwag? na rami? i krew s?cz?c? si? z boku, wszystko wskazywa?o na to, ?e to najpowa?niejsze obra?enia. Gdy znalaz? si? ju? dostatecznie blisko, powoli przykucn??, pochylaj?c si? nad jego cia?em. Odgarn?? mu w?osy na bok, by lepiej przyjrze? si? ranie, jaka przecina?a jego czo?o. Targa?y nim teraz r??ne my?li. Pierwszy raz zetkn?? si? z tak niecodzienn? sytuacj?, Sprawdzi? puls, ale wygl?da?o na to, ?e m??czyzna wci?? ?yje. Nawet nie zdawa? sobie sprawy z tego, ?e d?onie zacz??y mu dr?e?, a oddech przyspieszy?. Nie wiedzia? kim jest nieznajomy, jednak... przecie? nie mo?e mu tak zwyczajnie pozwoli? umrze?. Jeszcze tutaj. W jego mieszkaniu. Nie, nie... bez wzgl?du nawet na to. Musia? co? zrobi?. Szybko.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-04-05, 00:36   

Nie orientowa? si? gdzie jest. Wiedzia? tylko, ?e raczej nie na cmentarzu. Czu? jak krew mu pulsuje w skroniach, jeszcze do ko?ca si? nie uspokoi?. To przechodzi?o z czasem, powoli. Bywa?o, ?e zwyczajnie by? zbyt wycie?czony, ?eby szale? dalej i wtedy si? uspokaja?. Musia?, bo na wi?cej niszczycielskich zap?d?w zwyczajnie brakowa?o mu si?. Kiedy? w ko?cu doprowadzi go to do ?mierci, tak si? sta? musia?o. Jego cia?o w pewnym momencie tego nie wytrzyma, zadrze z kim? kto postanowi wyeliminowa? natr?ta albo sami ?niwiarze w ko?cu w ten spos?b pozb?d? si? problemu. Bo Reeds dla nich problemem by?. Nie m?wi?c ju?, ze ?ci?ga? niebezpiecze?stwo na siebie, to przez te rany zwykle par? dni by? niedyspozycyjny. Najcz??ciej Nancy odwala?a wtedy za niego robot?, ?eby si? nie wyda?o. Bo nikt z kierownictwa nie by?by zadowolony z brak?w w zbiorze dusz, bo jaki? shinigami nie potrafi zapanowa? nad sob?.
Chcia? si? przekr?ci? na drugi bok, ale nie mia? si?. Zagryz? tylko wargi, marszcz?c brwi. Gdzie jest? To nie pok?j z Instytutu. To nie by? cmentarz. Znajdowa? si? chyba w czyim? mieszkaniu. Nie kojarzy? jednak tego lokum, ale mo?e te? dlatego, ?e dwoi?o mu si? przed oczami. Nie potrafi? w obecnym stanie nawet dobrze oceni? miejsca, w kt?rym si? znajduje. Odruchowo jedno ramie skierowa? w stron? boku, tam gdzie najbardziej krwawi?. B?l dociera? do niego w przyt?umiony spos?b, jeszcze nie do ko?ca zdawa? sobie pewnie z niego sprawy, jeszcze by? zbyt ot?pia?y. Czu? jednak, ?e mo?liwo?ci ruchu ma ograniczone, ?e obra?enia wcale nie by?y takie lekkie. Pewnie dwa, mo?e trzy dni i nie b?dzie ju? po nich ?ladu, jednak p?ki co skutki swoich wybryk?w odczuwa? do?? wyra?nie. Obraz przed oczami nie sk?ada? mu si? jeszcze w jedn? ca?o??, ale ju? napotka? na sylwetk? jakiego? ch?opaka. Wiedzia? tylko, ?e ma on jasne w?osy i okulary, ale kim by?? Welp, pewnie w?a?cicielem tego mieszkania, ale chocia?by Al chcia? to jako? wszystko logicznie wyja?ni?, to by?oby to cholernie ci??kie i do??... trudne w jego obecnym stanie. Sykn?? tylko cicho, zaciskaj?c palce na marynarce, w miejscu, w kt?rym nadal ciekn??a mu krew z rannego boku, jakby instynktownie chcia? to zatamowa?. Wiedzia?, ze tak si? nie da, najlepiej to wszystko wzi?? na przeczekanie, nawet je?li b?l oka?e si? niezno?ny i coraz bardziej uci??liwy. Dosta? za swoje, prawda? Czego powinien oczekiwa?? Zawsze to wygl?da?o prawie tak samo, tylko chyba pierwszy raz wyl?dowa? z tym z czyim? mieszkaniu.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczeg?lne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 64
Wysłany: 2018-04-07, 17:18   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Ten ch?opak wci?? ?y?. Chocia? by? poharatany, ale wci?? si? trzyma?. Kiedy tylko spr?bowa? si? przekreci?, Tobias uni?s? r?ce w g?r? niepewny tego czy dobrze w og?le robi, ale na dobr? spraw? nie obawia? si? tutaj o siebie, bo ten ranny, mia? obra?enia tego rodzaju, ?e ?adnej krzywdy zapewne nie by?by w stanie wyrz?dzi? blondynowi. M?ody szewc po prostu nie chcia? mu zada? dodatkowego b?lu, a przy okazji nie bardzo wiedzia? jak powinien si? zachowa? z tej racji, ?e po raz pierwszy zetkn?? si? z tak? sytuacj?. Nigdy nikogo nie opatrywa?, nie licz?c czasem swoich ran jeszcze z okresu gdy mieszka? u ojca albo rannego kruka, kt?remu uda?o si? odzyska? umiej?tno?? latania. Nic zatem dziwnego, ?e jasnow?osy by? spanikowany, gor?czkowo zastanawia? si? nad tym co dalej i jak powinien si? zachowa?. Na moment jego zielone spojrzenie zetkn??o si? z oczami czarnow?osego. Nie, nie... nie mo?e tak tkwi? w miejscu, musi co? zrobi?!
- Poczekaj, chyba mam jakie? banda?e! - zerwa? si? z miejsca niemal jak oparzony, szybko rozgl?daj?c si? po w?asnym mieszkaniu, bo z tego wszystkiego zapomnia? nawet gdzie zwykle trzyma takie rzeczy.
Dopiero po niemi?osiernie d?ugich sekundach przysz?o ol?nienie, ?e pewnie w ?azience, wi?c zerwa? si? tam, staraj?c si? rzecz jasna tak omin?? nieznajomego, ?eby go przypadkiem nie potr?ci?, z rozmachem otworzy? drzwi ?azienki i si?gn?? na jedn? z p??ek na kt?rej trzyma? leki, niestety... cz?sto przeterminowane, jakie? stare r?czniki i kilka banda?y upchni?tych w k?t. Wygrzeba? je, wyrzucaj?c pozosta?? cz??? rzeczy na posadzk?, zapewne za sprz?tanie we?mie si? p??niej, teraz liczy? si? czas, bo nie wyobra?a? sobie, ?eby anonimowy go?? mia? wykrwawi? si? na jego oczach. Susem wi?c przeskoczy? buteleczki z lekami i zwini?te szmaty, chwytaj?c jeszcze w lot r?cznik, by zaraz wpa?? z w?a?ciwym wyposa?eniem do salonu i zn?w rzuci? gor?czkowo okiem na czarnow?osego. W duchu prawie zaczyna? si? modli? o to, ?eby m??czyzna prze?y?.
Przykl?k? przy nim, rozk?adaj?c banda?e, a potem ostro?nie chwyci? go za r?k?, ?eby odsun?? od jego boku. Strasznie si? ba? przy tym, ?eby nie uczyni? gorszych szk?d poszkodowanemu.
- P-przepraszam, je?li zaboli, ale... nie znam si? na tym. - zwr?ci? si? do niego strapionym p??g?osem, ostro?nie odpinaj?c guziki jego ubrania, by w ko?cu odsun?? cz??? koszuli na bok, ?eby mie? na widoku jedn? z jego ran. Wstrzyma? oddech, nie przepada? za takimi obrazami, ale by? zdecydowany, ?eby pom?c nieznajomemu. Musia? si? prze?ama? i dr??c? r?k? si?gn?? po r?cznik, ?eby z najwy?sz? ostro?no?ci? zacz?? usuwa? resztki brudnej krwi z jego cia?a. Niemal s?ysza? przy tym w?asny oddech i w?asne bicie serca.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-04-09, 00:25   

Na kogo on trafi?? Nie kojarzy? tej twarzy. Nie potrafi? si? jednak odezwa? teraz, bo chyba wci?? by? za bardzo sko?owany. Wszystko dociera?o do niego jakby z pogranicza jawy i snu, aczkolwiek t?tni?cy b?l by? jak najbardziej realny. Tylko po tym m?g? rozpozna?, ?e to ?adne urojenia. Przypatrywa? si? nieznajomemu jaki? czas i z niewiadomych przyczyn do g?owy wpad?o mu jedno imi?. Nathaniel. Trudno o podobie?stwo, chocia?... teraz na dobr? spraw? jeszcze nie by? w stanie, ?eby to ocenia?, ale taki ciep?y g?os i tak? trosk? ostatnio chyba okazywa? mu tylko Nathaniel. Nie?yj?cy. Zagrzebany w ziemi. Spoczywaj?cy na suchym pag?rku okolicznego cmentarza. Tam, gdzie Reeds r?wnie? obecnie powinien spoczywa?, a nie zajmowa? si? jakim? idiotycznym koszeniem dusz. Sta?o si? inaczej. Z jednej strony zdawa? sobie spraw?, ?e to nie jest martwy przyjaciel, z drugiej za? wci?? mu si? wszystko w g?owie miesza?o. Pewnie wi?c dlatego gdy blondyn si? zerwa? i wypad? gdzie?, ?niwiarz skin?? zaledwie powoli g?ow? zamykaj?c ?lepia. Potrzebowa? odpoczynku. Najlepiej wiecznego, ale doskonale zdawa? sobie spraw?, ?e jeszcze d?ugo go nie zazna.
Us?ysza? jakie? po?pieszne kroki. Ten ch?opak? Nie otworzy? oczu, ale pozwala?, ?eby odsun?? mu r?k?, kt?ra ju? cz??ciowo mu zdr?twia?a. B?l wydawa? si? teraz jeszcze bli?szy i jeszcze bardziej odczuwalny. Zacisn?? wargi. Ten blondyn sprawia? wra?enie do?? przej?tego t? sytuacj?. Chyba narobi? mu problem?w. Ale teraz ka?da my?l dociera?a do niego z ot?pieniem. Wszystko powodowa?o b?l. Wci?? mia? zamkni?te oczy. Odetchn?? g??biej, ale jego oddech zamieni? si? zaraz w cichy ?wist, gdy uk?ucie b?lu sta?o si? jeszcze silniejsze. Nieznajomy zaj?? si? oczyszczeniem rany. ?a?owa?, ?e nie m?g? mu nawet pom?c, no bo jak? M?g? tylko pr?bowa? mu u?atwi? wszystko. Sapn??, odchylaj?c si? troch? w bok, ?eby mu u?atwi? dost?p.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczeg?lne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 64
Wysłany: 2018-04-11, 17:05   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Rana wygl?da?a okropnie i m?ody szewc mimowolnie krzywi? si? na sam jej widok. Pojawi?o si? obrzydzenie, strach i dodatkowe obci??enie, bo naprawd? nie chcia? przypadkiem zrani? jeszcze czarnow?osego. A m?g?, chocia?by z tego powodu, ?e r?ce mu si? trz?s?y niemal tak jak alkoholikowi pozbawionemu od kilku dni ulubionego trunku. Ostro?nie zbiera? r?cznikiem resztki krwi, a gdy ju? oczy?ci? okolice rany, trzeba by?o si? zaj?? ni? bezpo?rednio. Nie mia? poj?cia czy temu podo?a, lecz rezygnacja nie wchodzi?a gr?. Gdyby z kolei pr?bowa? wezwa? teraz jakiego? lekarza, szuka? pomocy nawet u innych s?siad?w, narazi?by si? na dodatkowy up?yw czasu, kt?ry dla nieznajomego m?g? si? sko?czy? ?miertelnie. I nie wiadomo te? czy znalaz?by odpowiedni? osob?, czy jego wysi?ek nie poszed?by na marne, a kolejne minuty up?ywaj?ce na desperackim poszukiwaniu fachowej pomocy przynios?yby skutek odwrotny do zamierzonego.
Ostatecznie wi?c zaczerpn?? g??bszy oddech i zacisn?? wargi, decyduj?c si? nic nie m?wi?, ?eby bardziej si? skupi? na wykonaniu zadania. Nie spogl?da? te? na twarz bruneta, ?eby si? nie rozprasza?. W my?lach usilnie pr?bowa? si? uspokoi?, powtarza? sobie, ?e wszystko b?dzie dobrze, ?e przecie? da rade. Chwyci? jeden z banda?y i przytkn?? do rany, powoli przesuwaj?c rolk? opatrunku po jego ciele. Gdy dotar? do przeciwleg?ego boku, spr?bowa? przecisn?? banda? pod jego plecami, a nast?pnie znowu obwija? go dooko?a. Najwa?niejsze, ?eby zatamowa? krwawienie, ?eby przesta?o krwawi?. Powtarza? to tyle razy a? sk?ra nieznajomego zupe?nie przykryta zosta?a opatrunkiem i w?wczas zawi?za? go, akurat trafiaj?c na koniec rolki. Wypu?ci? powietrze z ust, dopiero teraz zdaj?c sobie spraw? jak spi?ty by?. Kropelki potu pojawi?y si? na jego czole, co najmniej jakby przebieg? jaki? maraton. Na pewno m?g? teraz powiedzie?, ?e banda?owanie kruka by?o du?o ?atwiejszym zadaniem, chocia? ptak wyrywa? si? w?wczas i szamota?, ale... tutaj chodzi?o o ludzkie ?ycie.
- Ju? dobrze. Teraz ramie. - odezwa? si?, chocia? nie czu?, ?eby ten g?os, cienki i dr??cy nale?a? do niego, ale si?? rzeczy zakry? materia?em koszuli ran? na boku i przyst?pi? do podwijania mu r?kawa na tyle, ?eby zobaczy? obra?enia, kt?re si? kry?y pod spodem. Przeszed? ju? przez pierwsz? ran?, wi?c teraz logicznie rzecz ujmuj?c powinno by? ?atwiej, ale dla kogo? takiego jak Marrone wi?za?o si? to z du?ym stresem i du?ym prze?yciem. Pozwoli? sobie na moment zerkn?? na twarz czarnow?osego. Byli w podobnym wieku? Albo mu si? wydawa?o. Wcze?niej jako? nie zwraca? na to uwagi zbyt zaabsorbowany jego stanem.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-04-13, 16:17   

Chyba powinien dziwnie si? czu? ze ?wiadomo?ci?, ?e opatruje go kto? zupe?nie obcy. Wcze?niej zdarza?o si?, ?e robi?a to Nancy, ale ona kompletnie sobie nie radzi?a z pierwsz?, dora?n? pomoc?, wi?c bywa?o, ?e lepiej jak ona si? tym nie zajmowa?a. Raz po takim wsparciu sko?czy? prawie jak mumia i mia? lekki problem z poruszaniem si? od nadmiaru banda?y czy dziwnie za?o?onych szyn. Nawet nie ?atwo by?o si? z tego oswobodzi?. W praktyce jego organizm radzi? sobie jako? i bez opatrunk?w, ale wiadomo, ?e lepiej i szybciej rany si? goi?y jak zapewni si? im do tego spokojne warunki. No i zaka?enia, o kt?re przecie? nie by?o trudno i dotkn?? mog?y nawet shinigamiego. Jasne, ?e nie by?y ?miertelne, ale bolesne i upierdliwe, wi?c lepiej ich unika?. Tak wi?c fakt, ?e kto? inny, kto? zupe?nie obcy si? nim zaj?? by? dla niego dziwny, ale i tak nie mia? do?? si?, by chocia? zaprotestowa?, zabra? swoje ko?ci z tego obcego mieszkania i zaszy? si? na cmentarzu, by tam jako? doczeka? jutra. Cz??ciowo wi?c by? zdany na to co ch?opak robi, jednak na szcz??cie nie by? a? taki nieporadny jak sobie wyobra?a?. Nie mniej, da?o si? wyczu?, ?e jest to dla niego spore prze?ycie. Dr?enie jego d?oni przy jego sk?rze by?o wyczuwalne nawet dla wci?? ot?pia?ego ?niwiarza. Mimo wszystko, nie pr?bowa? le?e? ca?kiem bezu?ytecznie na pod?odze, a gdy blondyn najwyra?niej stara? si? przecisn?? banda? pod nim, podnosi? si? nieznacznie, a przynajmniej na tyle ile m?g?, dodatkowo zaciskaj?c wargi, bo w tym stanie nawet niewielkie ruchy budzi?y dodatkow? fale, rozlewaj?cego si? na ca?e cia?o b?lu. Mo?na powiedzie?, ?e powinien by? ju? przyzwyczajony, ale prawd? m?wi?c do ?adnego b?lu nie da?o si? tak zupe?nie przyzwyczai?.
W ko?cu gdy ch?opak zabanda?owa? jego bok, uchyli? ?lepia, spogl?daj?c na niego. Dziwne, ?e chwil? temu skojarzy? mu si? z Nathanielem. Dlaczego jego umys? p?ata? mu takie figle?
- Nie musisz... zagoi si?. - mrukn?? przerywaj?c cisz? ze swojej strony, aczkolwiek poddawa? si? wszystkim dzia?aniom blondyna, nawet w pewnym sensie podziwiaj?c jego po?wi?cenie, nie ka?dy przecie? z takim zaanga?owaniem rzuci?by si? na pomoc zupe?nie obcej osobie, kt?ra na dodatek w niewyja?nionych okoliczno?ciach znalaz?a si? w jego mieszkaniu.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczeg?lne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 64
Wysłany: 2018-04-15, 20:36   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Wszystko wskazywa?o na to, ?e z ramieniem p?jdzie ju? ?atwiej. Nie musia? tutaj stara? si? chocia? odrobin? podnosi? cia?a czarnow?osego, ?eby przecisn?? pod nim banda?e. I to nawet nie chodzi?o o jego ci??ar, bo wygl?da? normalnie wagowo, ale o si?? blondyna. Nie mia? on jej zbyt du?o, by? raczej s?abowitym cz?owiekiem i nawet w pracy nie zawsze sobie przez to radzi?. Wbrew pozorom zaw?d szewca wymaga? te? nie raz w?o?enia odpowiedniej dawki energii w wykonywanie zada? i ch?opak sobie z tym jako tako radzi? tylko dzi?ki jakiej? zr?czno?ci i pewnemu ju? do?wiadczeniu. Ale na pocz?tku, gdy zaczyna? prac? jako pomocnik szewca nie sz?o mu ?atwo i nie rzadko wraca? padni?ty do mieszkania. Teraz, gdy nabra? odrobin? wprawy by?o ju? lepiej.
Zerkn?? na ran? rozci?gaj?c? si? wzd?u? ramienia nieznajomego. Ten widok przyj?? ju? ?atwiej ni? obraz poprzednich obra?e? na ciele czarnow?osego. Z wi?ksz? werw? przyst?pi? zatem do oczyszczania rany, tak aby nie znalaz?y si? p??niej pod banda?em ?adne zanieczyszczenia i chocia? d?onie nadal mu dr?a?y, to my?li ju? tak nie galopowa?y chaotycznie w panice. Jako? udawa?o mu sie zachowywa? coraz wi?kszy spok?j. Spojrza? na nieznajomego gdy ten si? odezwa?, troch? zaskoczony, bo jak dot?d pada?y jedynie przestraszone s?owa ze strony Marrone, natomiast m??czyzna wydawa? si? nie by? w stanie w og?le przem?wi?. Ch?opak jednak szybko zmarszczy? brwi i pokr?ci? g?ow?.
- Zagoi si?... kiedy? na pewno, ale najpierw musisz mie? dobrze opatrzone rany. - odpowiedzia? cz??ciowo zaskoczony i tym, ze nawet w?asny g?os powoli wraca? mu do normalno?ci.
Nie zdecydowa? si? na podj?cie dalszej rozmowy jednak, bo obawia? si?, ?e pr?ba uzyskania odpowiedzi od nieznajomego, zmusi go do kolejnego wysi?ku, a w obecnym stanie nie powinien si? przem?cza?, a jedynie pozwoli? blondynowi dzia?a? i spokojnie zadba? o jego stan.
Gdy uda?o mu si? ju? owin?? banda? wok?? ramienia, zawi?za? go i skupi? wzrok na jego czole. Tutaj rana nie wydawa?a si? ju? tak powa?na, ale mimo to nale?a?o i ni? odpowiednio si? zaj??. Odgarn?? mu wi?c w?osy z czo?a na bok, tak aby ods?oni? zakrwawione miejsce i przetar? zn?w r?cznikiem jego sk?r?. Na dobr? spraw? dopiero teraz mia? mo?liwo?? bardziej uwa?nie przyjrze? si? jego twarzy. Nieznajomy wygl?da? na mniej wi?cej jego wiek, mo?e by? nieznacznie starszy i zapewne gdyby nie to w jakim stanie si? znalaz?, mi?o by patrzy?o si? na jego osob?. Takie odni?s? wra?enie. Szybko jednak zda? sobie spraw? jak jego my?li s? niestosowne, nabra? nieco wi?cej powietrza i skupi? si? ju? tylko na owijaniu banda?a wok?? jego g?owy. To nie by?a pora na ?adne g?upie rozwa?ania.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-04-18, 00:33   

No tak. Ludzie. Ludzkie rany goi?y si? znacznie d?u?ej. Pewnie gdyby by? takim szarym, przeci?tnym ?miertelnikiem to nie prze?y?by nie jednego ze swych wybryk?w w?a?nie z uwagi na d?ugi proces naprawy organizmu. Wykrwawi?by si? albo rozleg?e obra?enia spowodowa?yby w ko?cu nieodwracalne zmiany w jego ciele. Jako kosiarz dusz sam nie raz przecie? styka? si? z takimi przypadkami ?mierci. Dla shinigamiego takie obra?enia nie by?y jednak ?miertelne i chocia? b?l by? mocno odczuwalny, to kilka dni i po tych ranach nie b?dzie ?ladu. Blondyn zapewne jednak nie mia? poj?cia z kim ma do czynienia, nie wiedzia?, ?e czarnow?osy jest bogiem ?mierci, bo sk?d mia? tak? wiedz? powzi??? Wygl?dali jak normalni ludzie, z tym mankamentem, ?e wszyscy mieli jednakowy kolor oczu, ale nie by?o nic co wskazywa?oby na to, ?e Reeds jest jak?? nadnaturaln? istota rodem z ba?ni i mit?w. Nic w tym dziwnego, ?e w?a?ciciel tego lokum potraktowa? go jako najzwyklejszego cz?owieka. A i Albert niespecjalnie widzia? sens go teraz wyprowadza? z b??du, zreszt?... pewnie by nie uwierzy?, bo raczej trudno da? wiar? opowiastce o samob?jcy, kt?ry teraz gromadzi dusze pracuj?c w pewnym nudnym Instytucie. Ludzie umieraj?cy pr?dzej wierzyli w takie historie, dla nich nawet wydawa?o si? oczywiste to, ?e ma przyj?? po nich ?niwiarz, kt?ry zako?czy ich ?ywot. Ale... zbyt d?ugo opowiadania, jeszcze blondyn pomy?la?by, ?e jaki? dziwny go?? z domu szale?c?w uciek? skoro opowiada takie farmazony.
- Szybciej ni? my?lisz. -mrukn?? tylko, zerkaj?c na niego jednym okiem, gdy zaj?? si? opatrywaniem mu czo?a.
Tak czy inaczej nieznajomy radzi? sobie ca?kiem nie?le, chyba nawet nie wygl?da? ju? na a? takiego przestraszonego. Reeds nawet nie m?g? narzeka? na tak? opiek?, a dodatkowo wyczu? co? co sprawi?o, ?e poczu? si? bardziej spokojny, zrelaksowany. Poj?cia nie mia? czy to ju? zm?czenie go dopad?o czy mo?e co innego, ale jakby gdzie? tam w ?rodku by?o mu l?ej.
- Na kogo ja... w og?le trafi?em? - g?os mia? troch? charcz?cy, jednak przynajmniej nie by? ju? tak ot?pia?y jak chwil? temu, gdy zupe?nie nie mia? orientacji.
Nie mniej, b?dzie musia? si? kiedy? odwdzi?czy? temu ch?opakowi. Raczej nie zdarza?o si?, ?eby zupe?nie obcy ludzie mu pomagali gdy zdycha? gdzie? ledwie ?ywy po swoich wybrykach.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczeg?lne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 64
Wysłany: 2018-04-21, 00:25   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Teraz kiedy czarnow?osy by? obanda?owany i chyba nic nie zagra?a?o jego ?yciu, blondyn poczu? ulg?. Jego ruchy sta?y si? mniej spanikowane, oczy nie by?y tak rozszerzone w przera?eniu i nawet g?os udawa?o mu si? utrzyma? w miar? spokojnym brzmieniu. W por?wnaniu do poprzednich ran nieznajomego, ta na czole nie wydawa?a si? tak gro?na. Przeplata? wi?c starannie kolejny banda? wok?? jego g?owy, ?eby zabezpieczy? te obra?enia. Westchn?? tylko cicho gdy m??czyzna zakwestionowa? to, ?e te rany b?d? potrzebowa?y troch? czasu na to, ?eby si? wygoi?. To nie jest kwestia kilku dni, tylko kilku tygodni. Mo?na mie? tylko nadziej?, ?e nie wda si? ?adne z?o?liwe zaka?enie i ?e te rany b?d? si? spokojnie goi?. ?eby tylko nie by?o ?adnych komplikacji.
Zdziwi?o go to jednak gdy nieznajomy zapyta? o jego imi?. Z pocz?tku nie by? pewien czy w og?le powinien si? dzieli? takimi informacjami z kim? obcym. Ostatecznie, ten brunet by? dla niego zupe?nie obcy, a to, ?e m?ody szewc zaj?? sie jego obra?eniami o niczym jeszcze nie ?wiadczy?o, nie by?o ?adnym dowodem dobrych zamiar?w czarnow?osego. Bo jak znalaz? si? w jego mieszkaniu? Jakim sposobem tu trafi?? Dlaczego by? tak bardzo ranny? Mo?e jednak to by? jaki? z?odziej albo morderca. Intuicja podpowiada?a mu, ?e ?aden z tych "zawod?w" nie pasuje do nieznajomego, ale mimo wszystko jasnow?osy i tak nie wiedzia? z kim ma do czynienia. Uzna? jednak, ?e co? o sobie powiedzie? mo?e. Nie by? dobr? ofiar? na cel rabunku, a i zabija? go nie bardzo by?o po co, bo taka ?mier? nikomu by nie pomog?a.
- Tobias Marrone. Pracuje jako pomocnik szewca. - przedstawi? si? ko?cz?c mu wi?za? banda?e.- Je?li mog? zapyta?... jak si? tu znalaz?e?? - sprawdzi? jeszcze czy opatrunek si? trzyma, a potem cofn?? r?ce, wpatruj?c si? pytaj?co w bruneta.
Strasznie go to nurtowa?o, chocia? wiedzia?, ?e nieznajomy r?wnie dobrze mo?e sk?ama?, je?li nie b?dzie chcia? si? przyznawa?. Ale w razie czego spr?buje, mo?e co? si? dowie.
Zebra? resztki banda?a i r?cznik, wstaj?c w ko?cu z miejsca. Trzeba to b?dzie wrzuci? do misy i p??niej przepra?, bo ca?y r?cznik a? lepi? si? od krwi. Na szcz??cie brunet chyba nie straci? jej zbyt wiele, wygl?da?o na to, ?e si? jako? trzyma.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-04-23, 00:28   

Rana na czole nie by?a tak powa?na. Mo?e i troch? krwi z tego by?o, mo?e i wygl?da?a nieciekawa, ale faktycznie nie by?a zbyt szkodliwa. Jasne, ?e bola?o, jednak w obecnym stanie, gdzie wi?kszy b?l p?yn?? z innych ran, czo?o nie wydawa?o si? ?adnym problemem. Reeds nieznacznie podni?s? g?ow?, ?eby u?atwi? blondynowi. Wida?, ?e ch?opak si? uspokoi?, ?atwiej im by?o nawi?za? kontakt, nawet mimo faktu, ?e ?niwiarz nie by? w najlepszym stanie do bardziej zaanga?owanych pogaduszek. Poza tym... nie zna? go?cia, nie wiedzia? o nim nic, opr?cz tego, ?e jasnow?osy mia? go na g?owie zupe?nie niespodziewanie. Mieszka? sam? Mo?liwe. P?ki co nie widzia? i wyczuwa? tu ?adnych innych os?b. Gorzej jakby ewentualni wsp??mieszka?cy byli niezadowoleni z obecno?ci tak k?opotliwego intruza. Tak czy inaczej, w?a?ciciel tego lokum mu si? przedstawi?, chyba to jest prawdziwe imi? i nazwisko czyli raczej a? tak bardzo si? go nie przestraszy?. To dobrze, Reeds b?dzie wiedzia? komu kiedy? w przysz?o?ci ma si? odwdzi?czy?.
- Nie do ko?ca pami?tam. - odpowiedzia? mu, bo to logiczne, ?e jego obecno?? tutaj musia?a by? dla Tobiasa nie ma?ym szokiem... pewnie zosta? wzi?ty za jakiego? rabusia albo... kto wie, mo?e nawet morderc?.- Wpad?em chyba przez okno... nie musisz si? obawia?, nic nie ukrad?em. - wymamrota?, przymykaj?c zn?w oczy.
Bra?o go zm?czenie. Najch?tniej teraz by si? zdrzemn??. Cia?o by?o wycie?czone nadmiernym wysi?kiem, bezcelow? walk?, kt?ra pewnie do niczego nie prowadzi?a.
- Spokojnie, zaraz st?d si? zwin?. - odchrz?kn??, nie mog?c powstrzyma? kr?tkiego, intensywnego kaszlu, kt?ry na chwil? pozbawi? go w og?le zdolno?ci m?wienia.
Zmarszczy? brwi, skrzywi? si? pod nosem, bo chyba z coraz mniejszym ot?pieniem przychodzi?a coraz wi?ksza ?wiadomo?? b?lu. Naprawd? potrzebowa? odpoczynku. Tyle dobrego, ?e teraz czu? si? spokojniej. Du?o spokojniej. Jego rany by?y dobrze opatrzone, przesta?y krwawi?, a zm?czenie coraz bardziej dawa?o si? we znaki.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczeg?lne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 64
Wysłany: 2018-04-25, 00:38   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Nie pami?ta?? Czy nie chcia? powiedzie?? Tobias nie mia? poj?cia, kt?ra opcja bardziej by tu odpowiada?a, ale wola? zak?ada?, ?e nieznajomy rzeczywi?cie nie pami?ta. Je?li prze?y? co? traumatycznego, je?li te wydarzenia by?y szczeg?lnie trudne i dramatyczne, to mo?e naprawd? jego ?wiadomo?? wyrzuci?a z g?owy zbyt ci??kie do?wiadczenia. Zaniki pami?ci w takich sytuacjach by?y czym? cz?stym z tego co si? orientowa?, najwy?ej przypomni sobie z up?ywem czasu albo... albo mo?e lepiej by akurat nie pami?ta?? Trudno powiedzie?, blondyn nie zna? tego obcego m??czyzny, nie m?g? o nim powiedzie? zupe?nie nic, jednak z czasem wra?enie, ?e mo?e mie? do czynienia ze z?odziejem albo morderc? coraz bardziej s?ab?o.
Skierowa? si? do ?azienki. Namoczy? r?cznik, ?eby zmy? z niego resztki krwi i zostawi? w wodzie aby pozosta?o?ci mog?y p??niej ?atwo zej??. A nast?pnie schowa? resztki niepotrzebnych banda?y do szafki, przy okazji zbieraj?c z pod?ogi wszystko to co przedtem wyl?dowa?o na ziemi, bo Marrone w panice przeszukiwa? ?azienkow? szafk?. Ostatecznie, gdy ju? wszystko by?o na swoim miejscu, wyszed? z powrotem do salonu, spogl?daj?c na czarnow?osego.
- Potrzebujesz jeszcze... czego? przeciwb?lowego? - zapyta? z nut? wahania, bo nie wiedzia? co jeszcze mo?e zrobi?.
Pokr?ci? g?ow? milcz?co. Nie odzywa? si? przez chwile, przystaj?c zn?w z powrotem obok nieznajomego. Chyba najgorsze mieli ju? za sob?.
- Mo?esz tu zosta? do jutra, potrzebujesz odpoczynku. To jasne, ?e w tym stanie nie ruszysz si? nigdzie. - westchn?? spokojniej, ju? powoli odzyskiwa? r?wnowag? i opanowanie. - Nie mam zbyt wielu cennych rzeczy, wi?c... nawet nie masz czego wynie??. Nie, ?ebym bra? cie za z?odzieja, ale... sam rozumiesz. - odchrz?kn?? z zak?opotaniem, bo nie chcia? z g?ry stawia? go w negatywnej roli, jednak okoliczno?ci w jakich si? tu znalaz? by?y zbyt zagadkowe, ca?y czas niewyja?nione, wi?c wola? na wszelki wypadek zachowa? jeszcze troch? dystansu. - B?d?... w sypialni. - je?li nieznajomy nie mia? ?adnych innych ?ycze?, to Marrone uda? si? prosto do swojego pokoju.
Mieszkanie, kt?re zajmowa? by?o niewielkie, ale wystarczaj?ce dla jednej osoby, dla dw?ch mo?e i by?oby ciasne, ale pewnie do zniesienia. W ka?dym razie, na szcz??cie wsz?dzie tu by?o blisko.
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-04-27, 21:18   

Na pytanie czy potrzeba mu jeszcze co? przeciwb?lowego pokr?ci? przecz?co g?ow?, nie odpowiadaj?c. Zm?czenie bra?o g?r? nawet nad pr?b? zamieniania jeszcze kilku s??w z nieznajomym. Szkoda, ale faktycznie by? wyczerpany i potrzebowa? tego odpoczynku. Dotar?o do niego jeszcze co? o tym, ?e mo?e zosta? do rana i ?e ch?opak i tak nie ma tu nic cennego. Nie, nie by? z?odziejem. To znaczy, czasem zdarza?o mu si? zwin?? co? z jakiego? mieszkania, ale najcz??ciej to przypadki samotnych, umieraj?cych ludzi. Je?li taki staruszek umiera?, w jego domu nie by?o nikogo, a na ?cianach zawieszono poka?n? kolekcj? starodawnych szabli, trudno si? oprze?, tym bardziej, ?e ?niwiarz kolekcjonowa? bro?. Nie raz wi?c zabra? co? do siebie, uznaj?c, ?e nie ma sensu aby zosta?o rozkradzione przez bezdomnych czy rozsprzedane przez jak?? dalsz? rodzin?. By?y to jednak wyj?tki przy pracy, opr?cz tego nie zabiera? ofiarom ani pieni?dzy ani cennych przedmiot?w, nie taka by?a rola shinigamiego. Ten ch?opak jednak bardzo mu pom?g?, pozwoli? zosta?, nie wyrzuci? go. Nie jeden cz?owiek post?pi?by zupe?nie przeciwnie, Reeds doskonale o tym wiedzia?, bo nie jedn? dusz? ?miertelnika ju? prze?wietla?.
Na pozosta?e s?owa jasnow?osego kiwn?? wi?c tylko g?ow? i niemal zupe?nie odp?yn??. By?o ciemno, ale nie czu? ch?odu. ?wiadomo?? odp?yn??a.
Gdy si? wybudzi? by? ju? poranek. Zmarszczy? brwi, podnosz?c si? do siadu, ale doskonale czu? jak wszystko go boli. cholera. Grymas malowa? si? na jego twarzy. Obr?ci? si? w kierunku drzwi sypialni nieznajomego, jednak ostatecznie uzna?, ?e nie b?dzie go budzi?. Nie, nie... wystarczaj?co ch?opakowi k?opotu narobi?. Podni?s? si? w ko?cu na nogi, czuj?c chyba wszystkie mi??nie. Jak zwykle. Ten stan r?wnie? by? mu doskonale znany. Zawsze to przechodzi?. Przesun?? zdrow? d?oni? po obanda?owanym ramieniu, odchyli? na moment g?ow? do ty?u, ?eby si? chocia? troch? rozci?gn??, a potem skierowa? si? do wyj?cia. Kiedy? pewnie mu si? odwdzi?czy. Teraz... teraz musia? wraca? do siebie, musia? zaj?? si? zleceniami, dostarczy? raporty. Mo?e jak skontaktuje si? z Nancy, jako? uda mu si? wyj?? na prost?. Znowu.
<zt>
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Tobias Marrone

Pomocnik szewca

Rodzina: Wychowany przez ojca i macochę. Obecnie przejął mieszkanie po zmarłej ciotce. Utrzymuje wciąż kontakt z jej córką.
Wiek: 18 lat
Znaki szczeg?lne: Jasnowłosy okularnik o zielonych oczach.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 21 Lut 2018
Posty: 64
Wysłany: 2018-04-30, 00:25   
   Multikonta: Brak, ale planuję!


Zamkn?? si? w swojej sypialni czuj?c si? troch? dziwnie z tym wszystkim. Zostawi? poszkodowanego na pod?odze, tak... bez ?adnej os?ony. Chyba tak nie powinien robi?, tym bardziej, ?e raczej nie mia? do czynienia z ?adnym rabusiem. Jako, ?e ruszy?o go sumienie to zawr?ci? do salonu, zauwa?aj?c szybko, ?e m??czyzna ju? ?pi. Sprawdzi? jeszcze tylko czy ma r?wny oddech, czy na pewno nie dzieje si? ju? nic co by zagra?a?o jego ?yciu a? ostatecznie odetchn?? z ulg?, upewni? si?, ?e okno do pokoju jest zamkni?te i nakry? go kocem. Nie ma mowy, ?eby go gdzie? spr?bowa? przenie??, bo nie mia? a? tyle si?y, ju? wystarczaj?co wiele trudno?ci mia? z zabanda?owaniem jego boku. Musi go zostawi? chyba tak jak jest.
Wr?ci? zatem do swojej sypialni, zamkn?? si? w pokoju i odetchn?? ci??ko siadaj?c na ???ku. Nie do??, ?e w pracy nie by?o lekko, to jeszcze takie prze?ycia jak dzisiaj dodatkowo go m?czy?y. Po?o?y? si? na ???ku bokiem, obiecuj?c sobie, ?e zaraz wstanie, zaraz przebierze si? w pi?am? i wpakuje pod ko?derk?, ale nie zd??y? bo znu?ony po ca?ym dniu zasn??.
Kiedy przebudzi? si? rano mia? jeszcze problem ze zorientowaniem si? dlaczego spa? w ubraniu. Jeszcze przez par? chwil nie kojarzy? wydarze? z poprzedniego wieczoru, wi?c otworzy? szaf? i wyj?? sobie ?wie?? koszul? wraz ze ?wie?ymi spodniami, niezadowolony z tego, ?e te, kt?re mia? na sobie p?jd? do prania. Gdy jednak ju? przebrany otworzy? drzwi do salonu, wszystkie wspomnienia z wczoraj wr?ci?y. Ten czarnow?osy ch?opak, jego rany.... szuka? go wzrokiem po ca?ym pomieszczeniu, ale nieznajomy rozp?yn?? si? w powietrzu. A Tobias nawet nie zd??y? si? dowiedzie? jak on si? nazywa i gdzie mieszka. Na pod?odze zosta?y tylko ?lady krwi ?wiadcz?ce o tym, ?e to zdarzenie wcale nie by?o jak?? iluzj? czy snem tylko rzeczywisto?ci?. Jeszcze zerkn?? okiem po wyposa?eniu swojego niewielkiego mieszkania, tak na pr?dce by sprawdzi? czy niczego nie brakuje i z ulg? stwierdzi?, ?e wszystko jest na swoim miejscu. Czyli racja, ten ch?opak nie by? z?odziejem. Tylko dlaczego i jak si? tu dosta?? M?wi?, ?e oknem? Ale to dalej nie wyja?nia?o... jak?
No nic, przyjdzie mu te rozwa?ania zostawi? na p??niej, bo jeszcze troch? tego bezowocnego dumania i sp??ni si? do pracy. Tobias zatem wzi?? si? za pozosta?e przygotowania, po?wi?caj?c tylko niezb?dny czas na to, ?eby doprowadzi? si? do porz?dku i jeszcze co? zje??, a potem wypad? z mieszkania udaj?c si? do warsztatu, w kt?rym swym fachem zajmowa? si? jego pracodawca.
<zt>
_________________
Falling too fast to prepare for this
Tripping in the world could be dangerous
Everybody circling is vulturous,
negative, nepotist
Everybody waiting for the fall of man
Everybody praying for the end of times
Everybody hoping they could be the one
I was born to run, I was born for this

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Fairy Tail Path Magician



Bleach OtherWorld

Dragon Ball New Generation Reborn



Vampire Knight


Król Lew















Image and video hosting by TinyPic

Rainbow RPG



















Vampire Diaries





SnM: Naruto PBF





www.zmiennoksztaltni.wxv.pl











Eclipse



over-undertale





Northland Highschool

AbsitOmen


On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 0,18 sekundy. Zapytań do SQL: 11