Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Uczestników eventu Sekta zapraszamy tutaj! Wciąż można się zapisywać!



POSZUKIWANIA
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Czarny Szermierz, Afuro Aphrodi Terumi i Zeno Hen poszukują różnych relacji.
► Wasil poszukuje ochotnika do sesji.
► Mark poszukuje przyjaznej duszyczki.

Listopad 1889r.
Deszcz, pochmurne niebo i porywiste wiatry będą towarzyszyć nam niemal codziennie. Temperatura będzie wynosić maksymalnie 7'C w dzień, w nocy zaś 2'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Scotland Yard
Autor Wiadomość
Imagination


Rodzina: Nie.
Wiek: Wizualnie jakieś 25 lat.
Ekwipunek: Często strzelba, prawie zawsze rewolwer, prawie zawsze sztylet (którego krawędzie pokryte są trucizną), zazwyczaj kilka funtów. ...późniejcośdodam
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 15 Sie 2016
Posty: 51
Wysłany: 2017-04-15, 18:15   
   Multikonta: Kawaii Szefu&Popapraniec


Oh. Too bad. Co prawda jaki? wi?kszy wypadek na pewno przyci?gn??by uwag? tak?e innych pracownik?w (czy to szybciej, czy to p??niej), jednak Rai z ch?ci?... co prawda ma??, ale jednak ch?ci? (tak jest - W JEGO PRZYPADKU du??!) by zaryzykowa?. Na miejscu Desmonda zapewne zostawi?by ?miertelnik?w szczepionych ze sob? na d?u?ej. Na tyle d?ugo, by dosz?o do jakiego? powik?ania. Do nieszcz??liwego wypadku. Bardzo mo?liwe, ?e paru krzyk?w, j?k?w, st?kni??. Podj?tych przez innych pr?b odczepienia od siebie delikwent?w i... Nie by?o co nad tym si? zastanawia?. Imaginacja zapewne w najbli?szym czasie wyma?e to zb?dne wydarzenie ze swojej pami?ci. Ten groteskowy obraz. Nawet mimo, ?e w tej chwili ch?tnie przes?ucha?by kobiet?, by sprawdzi? jak bardzo wierzy w Boga, czy my?li, ?e to przytwierdzenie jej warg i j?zyka to by?a kara zes?ana na ni? za to, ?e dokonywa?a... nieczystych czynno?ci. Ekhem.
Ale skoro ca?e zdarzenie dobieg?o ko?ca, a Pan Kot mia? ju? wszystko zapisane - oczywi?cie w swojej g?owie - sam opu?ci? to miejsce. Kr?tko po Desmondzie. Ot, po prostu si? st?d wy?lizgn??.

zt
_________________
 
     
Luciel Wendigo

Nadzorca Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Nie żyje.
Wiek: 24 lata w chwili śmierci, ok. 300 naprawdę.
Znaki szczeg?lne: W KP.
Ekwipunek: Wpiszę coś później.
Kosa ?mierci: Piła tarczowa.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 07 Maj 2017
Posty: 12
Wysłany: 2017-06-24, 23:52   
   Multikonta: Promyś&Popapraniec


Wraz z Cedrikiem przybyli na miejsce najkr?tsz? mo?liw? drog? - a przynajmniej najkr?tsz?, jak? Luciel zna?. Dzisiaj... czy raczej w tej danej chwili ?niwiarz m?g? sobie pozwoli? na takie chodzenie, pogadanie z kim?, a nawet z?o?enie zezna? - po prostu w tym momencie si? nigdzie nie spieszy?. Do ?adnej roboty. Mia? jeszcze troch? czasu.
"Hahah, jak to dobrze nie czu? tej presji~"
Otworzy? drzwi do budynku, by wskaza? na nie g?ow? - to by? gest zapraszaj?cy ?miertelnika do ?rodka. Sam zaraz r?wnie? zawita? do tego niewielkiego holu, zaraz przyg?adzaj?c ubranie, by prezentowa? si? cho? odrobin? lepiej (cho? nie ukrywajmy - ?le to on si? nie prezentowa?!). W?a?ciwie to nie widzia? swojego znajomego od dawna. Znajomego-brata. Nie pami?ta? nawet w jakich godzinach pracuje, ale przecie?... nie musia? pami?ta?. W ich organizacji by?o zbyt du?o cz?onk?w, by informacje na temat ka?dego spami?ta?. Ale gdyby chcia? dowiedzie? si? czego? na temat konkretnej osoby, to m?g? zawsze uda? si? do jednej z siedzib.
- Panie Hauer, my?l?, ?e jak p?jdzie pan pierwszy to potoczy si? to sprawniej. W ko?cu widzia? pan wi?cej. Ja wtedy tylko uzupe?ni? informacje. - odezwa? si?, staj?c przed drzwiami do biura. A m?g? sp?dzi? ten czas w znacznie przyjemniejszy spos?b...! Chocia? i tak dalsze nawi?zywanie znajomo?ci z towarzysz?cym mu m??czyzn? by?o mu na r?k?. W?a?ciwie to nie tylko jemu.
Cho? tak czy inaczej najpierw powinni wej?? razem, by opowiedzie? o zaistnia?ej sytuacji. P??niej zapewne przyjdzie czas na przes?uchania...
_________________
 
     
Astrid Nietzsche
[Usunięty]

Wysłany: 2017-06-30, 17:52   

Astrid zda?a si? na orientacj? w terenie Luciela – o ile sama cz?sto przemierza?a ulice Londynu na w?asn? r?k?, tak by?y to zazwyczaj trasy prowadz?ce do spotka? na czarnym rynku b?d? do miejsc charakterystycznych dla arystokratki, czyli filharmonia, teatr, bogatsze sklepy. Ale na pewno nie posterunek policji. W takowym nigdy chyba nawet nie postawi?a stopy, w zwi?zku z czym odczuwa?a niepok?j zagnie?d?ony gdzie? na dole brzucha. Czy to aby na pewno by? dobry pomys??
W?lizgn??a si? przez otworzone drzwi do ?rodka budynku, odganiaj?c od siebie potencjalne w?tpliwo?ci – nie powinna wygl?da? na niepewn?! Przynajmniej nie jako Cedric. Wymusi?a na twarzy neutralny wyraz, staraj?c si? o oboj?tno?? w spojrzeniu, ale zdruzgotanie wynikaj?ce z bycia ?wiadkiem morderstwa nadal tli?o si? gdzie? w jasnych t?cz?wkach.
- Trudno si? nie zgodzi?. – Przyzna?a skini?ciem g?owy, cho? w duchu krzycza?a co? przeciwnego. Wyobra?a?a sobie, jak posterunkowi skupiaj? si? na Lucielu, a ona wtedy wymyka si? niespostrze?enie i wraca do posiad?o?ci. P??niej oczywi?cie usprawiedliwi?aby si? jakim? pierwszym lepszym pretekstem: a to zapomnia?a co? za?atwi? ze sprzedawc?, a to zauwa?y?a w pomieszczeniu kogo?, komu zalaz?a za sk?r? i musia?a si? ewakuowa?… Mo?liwo?ci by?o wiele.
Wzi??a g??bszy wdech i zapuka?a do biura, po czym wkroczy?a do ?rodka, pozostawiaj?c znajomego w holu.
Ca?e z?o?enie zeznania zaj??o jej oko?o kilkunastu czy kilkudziesi?ciu minut, a przyczyny powinno doszukiwa? si? w ?lamazarnym tempie policji. Poch?oni?ci rozmowami, spo?ywaniem jedzenia, chadzaniem tu i tam… w ko?cu powoli uda?o si? wszystko spisa? i przeanalizowa?. Astrid poda?a fa?szywe dane kontaktowe w razie potrzeby, rzecz jasna fa?szywe, mia?a wszak?e nadziej?, ?e nie b?dzie musia?a si? tu wi?cej zjawia? w tej postaci.
Opu?ci?a pomieszczenie z ulg?, przenosz?c spokojniejszy ju? wzrok na blondyna.
- To wszystko. Pana kolej. – Unios?a d?o? i zerkn??a od niechcenia na zegarek. – I prosz? wybaczy?, ale nie b?d? m?g? d?u?ej tu zosta?. Obowi?zki mnie goni?. – U?miechn??a si? lekko, wymownie, nast?pnie kieruj?c kroki ku wyj?ciu i czym pr?dzej znikaj?c ze Scotland Yardu.

zt.
 
     
Rebecca Montgomery

Lady

Rodzina: rodzina Montgomery
Wiek: 17 lat
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 01 Cze 2016
Posty: 95
Wysłany: 2018-03-07, 21:48   
   Multikonta: Nicholas Leevis


Panna Montgomery by?a oburzona ostatnimi wydarzeniami w jej ?yciu i nie mia?a tu na my?li nawet wyst?pu na przedstawieniu, podczas kt?rego zagra?a g??wn? rol?, chocia? o tamtym nadal m?wiono w towarzystwie, rzecz jasno wychwalano j? w samych superlatywach. Lecz nie to w ci?gu ostatnich kilku dni sp?dza?o arystokratce sen z powiek. Ostatnio wybra?a si? na przyj?cie do znajomej jednej z kuzynek. Nic wa?nego. By?o to typowe spotkanie towarzyskie wy?szych warstw spo?ecznych jakich wiele. Co jaki? czas odbywa?y si? jakie? przyj?cia, wystawy, pokazy, prezentacj? i powinno?ci? ka?dego zamo?nego by?o odwiedza? tego typu wydarzenia zachwalaj?c gospodarza, bez wzgl?du na to czy by?a dobra czy kiepska zabawa. Prawda i tak zawsze wychodzi?a na jaw przy okazji plotek mi?dzy zar?wno damami jak i panami. Tak czy inaczej na przyj?cie to ubra?a srebrn? bransoletk? z wygrawerowanym jej imieniem. By?a z Pary?a, wykonana przez znanego jubilera. Rebecca sama nie zauwa?y?a kiedy ta bransoletka znikn??a jej z r?ki. Czy to by?o podczas podr??y doro?k?... to wie mo?e wo?nica zauwa?y? cenny skarb i pokusi? si? o t? bi?uteri? widz?c spos?b na szybkie wzbogacenie si?, czy to by?o ju? na spotkaniu, a mo?e wtedy gdy wychodz?c z tego spotkania, spacerowa?a uliczkami Londynu wraz z jedn? z dalekich znajomych gaw?dz?c o mniej i bardziej atrakcyjnych adoratorach obu panien? Nie, nie mia?a poj?cia, nie przypomni sobie tego teraz. By?a to cenna bransoletka, podobnie jak nie jedna z b?yskotek b?d?cych w posiadaniu arystokratki, wi?c nie zamierza?a ona z niej tak ?atwo zrezygnowa? i ze zg?oszeniem o zagini?ciu b?d? ewentualnej kradzie?y uda?a si? do Scotland Yardu. Tam oczywi?cie przedstawi?a spraw? jasno i dobitnie, mundurowi przygl?dali si? jej troch? w zdziwieniu, ale po zaznaczeniu, ?e to sprawa wagi pa?stwowej i ona nie wyobra?a sobie ?ycia bez tej bransoletki chyba jednak postanowili potraktowa? spraw? powa?nie i przyj?li zawiadomienie. Spisali jej kr?tkie zeznania, obiecali, ?e spraw? si? zajm?, a panna Montgomery w nieco lepszym stanie opu?ci?a siedzib? s?u?b.
By?o zimno, mia?a wi?c na sobie ozdobny p?aszczyk obszyty futerkiem, jednak z do?u wystawa?y nieco falbany jej sukni. Do doro?ki mia?a kawa?ek drogi, z uwagi na fakt, ?e w uliczce, w kt?rej znajdowa? si? budynek Scotland Yardu nie mo?na si? by?o zatrzymywa?. Niestety. Po zg?oszeniu tego haniebnego przest?pstwa och?on??a bardziej, poprawiaj?c sobie w?osy, ?eby te jasne kosmyki poprawnie uk?ada?y si? jej na g?owie, a potem ruszy?a uliczk? do postoju, gdzie zatrzyma? si? wo?nica z jej powozem. Przynajmniej tam kaza?a mu zaczeka?, miejmy nadziej?, ?e potraktuje jej polecenie powa?nie i nie na darmo zap?aci?a mu zadatek.
 
     
Dorian Einhart


Dołączył: 22 Lip 2017
Posty: 60
Wysłany: 2018-03-09, 16:52   

Demon kr??y? od jakiego? czasu po okolicy. Nie mia? sta?ego miejsca, pojawia? si? w r??nych lokalizacjach. Trudno zreszt? oczekiwa? od takiej istoty sta?ego miejsca zamieszkania. Nawet s?u??c komu? pod kontraktem, to by?o jedno z tymczasowych miejsc prawy. Domem ka?dego demona by?o piek?o, ale tam nie by?o dusz ludzkich nadaj?cych si? do spo?ycia, musieli zatem wychodzi? do ?wiata ?miertelnik?w, ?eby tam polowa?. Nocni ?owcy poszukuj?cy dusz cierpi?cych, dusz wykwintnych. Dorian mia? ju? jedn? na oku, ale jeszcze nie zdecydowa?a si? na zawarcie kontraktu. By? mo?e wkr?tce si? to zmieni. Chcia? da? tej dziewczynie troch? czasu, niech si? zastanowi, niech ustali w swoim ?yciu jakie? priorytety, niech wybierze dalsz? drog? dla siebie. Demon by? niemal pewny, ?e si? zdecyduje, ale dziewczyna ta nale?a?a do typu os?b bardziej racjonalnych. Kuszenie takich jednostek wymaga?o bardziej specyficznego podej?cia. Ponadto arystokratka nie znajdowa?a si? w sytuacji bezpo?rednio zagra?aj?cej jej ?yciu, a to zwykle takie okoliczno?ci przekonywa?y wahaj?cych si? ?miertelnik?w do podj?cia kroku, kt?rego p??niej ju? nie mo?na by?o w ?aden spos?b cofn??. Kontrakt musia? si? zi?ci?, umowa musia?a zosta? wype?niona.
Tak wi?c czeka?. B?dzie musia? zda? si? na jeszcze troch? cierpliwo?ci, jeszcze troch? czasu. Przy okazji przemieszcza? si? po Londynie, obserwowa?, szuka?. W trakcie tych swoich zwiad?w, trafi? w?a?nie tutaj. Ulica s?siadowa?a z kilkoma dekoracyjnie ozdobionymi kamienicami w pobli?u kt?rych znajdowa?a si? siedziba Scotland Yardu. Szed? spokojnym krokiem, wydawa? si? niczym nie przejmowa?, do niczego nie przyk?ada? specjalnej uwagi. Ubrany by? schludnie, elegancko, ale bez zbyt wybuja?ej arystokratycznej przesady. Podobnie jak wtedy gdy bra? udzia? w uroczysto?ciach rocznicowych pewnej znanej szko?y.
Wtem przed jego oczami ukaza?a si? dama, kt?r? zna? z tego w?a?nie wydarzenia. Nie zapami?ta? jej jako? szczeg?lnie dobrze. Sprawia?a wra?enie pustej panienki, nastawionej tylko na jak najlepsz? prezentacj? swojego wygl?du. Dorian z pewno?ci? nie by? zainteresowany takim rodzaje duszy, lecz prawdopodobnie zbieg okoliczno?ci sprawi?, ?e spotkali si? tutaj, po raz kolejny. Wzrok m??czyzny pozosta? nieodgadniony, ?adnym gestem czy spojrzeniem nie okaza? on panience Montgomery, ?e zna jej osob?, ?e ch?tnie zamieni z ni? kilka s??w. Przyj?cie rocznicowe w Weston College zako?czy?o si? do?? nietypowo, nie zdziwi?by si? zatem gdyby arystokratka nawet nie chcia?a go pami?ta?.
 
     
Rebecca Montgomery

Lady

Rodzina: rodzina Montgomery
Wiek: 17 lat
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 01 Cze 2016
Posty: 95
Wysłany: 2018-03-11, 16:01   
   Multikonta: Nicholas Leevis


Kroki stawia?a drobne, ale szybkie. Panna Montgomery nie by?a przyzwyczajona do pokonywania d?ugich tras pieszo. Od czego by?y doro?ki i powozy? Wystarczy?o zam?wi? przejazd i ?adna arystokratka nie musia?a si? m?czy?. Oczywi?cie, zdarza?o si? jej chodzi? na spacery, wybiera? si? na przechadzki, szczeg?lnie latem gdy nie raz sfery wy?sze bawi?y si? we wsp?lne podr??e po lasach czy przechadzki na placach, czasem te? pokonywa?a kilka ulic od jednego miejsca do drugiego w mie?cie, bo doro?ka nie wsz?dzie mog?a si? zatrzyma?, ale zdecydowanie nie zosta?a stworzona do przem?czania si?. Wola?a wygod?, by?a wychowywana w luksusach i zm?czenie nie le?a?o w jej naturze. Czy? panienki z dobrego domu nie powinny w?a?nie le?e? i pachnie?, ?eby przypodoba? si? m??czyznom? Ponadto, matka zawsze powtarza?a jej, ?e w ?yciu nie musi nic robi?. Wystarczy, ?e ma pieni?dze.
Kto? nadchodzi? znad przeciwka, jaka? posta?. Pocz?tkowo nie widzia?a tej osoby zbyt wyra?nie, ale w miar? zbli?ania si? rozpozna?a w nim m??czyzn?, kt?ry pono? by? arystokrat?. Pono?. Zak?ada?a,?e pochodzi? z jakiej? szlacheckiej, niemieckiej rodziny. Pono?. Rebecca pozna?a go na uroczysto?ciach w Weston College, podczas kt?rych dosz?o do serii niespodziewanych wypadk?w, a sama rocznica okaza?a si? zupe?nym niewypa?em. Nawet pogoda im wtedy nie dopisa?a, bior?c pod uwag? te ciemne chmury i b?yskawice przecinaj?ce niebo. Ten m??czyzna jawi? si? jej w?wczas jako przystojny jegomo??, kt?ry jednak p??niej skutecznie wzi?? udzia? w likwidacji domniemanych o?ywionych zw?ok. Nie potrafi?a do dzi? wyt?umaczy? tamtego zaj?cia. Mia?a jednak co do niego pewne w?tpliwo?ci. Popyta?a o niego w towarzystwie i okaza?o si?, ?e ?aden z jej bli?szych czy dalszych znajomych nic nie wiedzia? o tajemniczym Dorianie. Nie by? z nikim zwi?zany, nikt nie s?ysza? o takim szlacheckim rodzie... czy to mog?o oznacza?, ?e ten osobnik r?wnie? bez zapowiedzi wprosi? si? na to przyj?cie? Jego prezencja by?a nienaganna, zdecydowanie przysuwa? bardziej na my?l bogatego m??czyzn?, kt?ry potrafi zadba? o siebie ni? byle ch?opka z brudnych ulic. A jednak... nikt o nim nic nie wiedzia?.
Przystan??a, spogl?daj?c na niego. Otworzy?a usta, lecz pocz?tkowo nie doby? si? z nich ?aden d?wi?k.
- To ty... - skierowa?a si? do niego, nie do ko?ca wiedzia?a jaki powinna mie? stosunek do niego, bo to zale?a?o w?a?nie od pochodzenia tego osobnika. -Co za... spotkanie... - akurat natkn?li si? na siebie tu? przy budynku Scotland Yardu, mia?a nadziej?, ?e to nie jest ?aden z?y omen.
 
     
Dorian Einhart


Dołączył: 22 Lip 2017
Posty: 60
Wysłany: 2018-03-13, 15:40   

Pocz?tkowo chyba go nie zauwa?y?a. Nic w ko?cu dziwnego, ludzie nie mieli tak doskona?ego wzroku jak demony. Ponadto oczy ?miertelnik?w cz?sto si? psu?y, wymaga?y korekty poprzez cho?by noszenie okular?w, a na staro?? zupe?nie traci?y na funkcjonalno?ci, a wzrok demon?w nigdy si? nie zmienia?. Dorian jednak nie okazywa? jako? szczeg?lnie, ?e zna panienk?, a przynajmniej uzna?, ?e nie ma takiej potrzeby, przynajmniej do momentu gdy ona nie zauwa?y jego. Tamto spotkanie w Weston College by?o dla niego niczym wi?cej jak pr?b? zapoznania si? z tutejszym ?rodowiskiem arystokracji, wy?awianiem co kilku ciekawszych os?b, jednak niestety nie natkn?? si? na nikogo kto specjalnie przyku?by jego uwag?, za to mia? okazj? napotka? anielic? i jednego shinigamiego, kt?ry z nieznanych mu powod?w postanowi? sprzeniewierzy? si? swojej rasie i pr?bowa? przywr?ci? zmar?ych do ?wiata ?ywych. By?o to do?? zaskakuj?ce, ale jednocze?nie ca?kiem interesuj?ce. Dla Doriana te o?ywione trupy nie stanowi?y ?adnej przeszkody i szybko je wyeliminowa?, podczas gdy towarzysz?ca mu arystokratka, jak? by?a w?a?nie Rebecca wpad?a w panik?. M?g? zostawi? j? na pastw? i odej??, jednak zetkni?cie si? z tak przywr?conymi do ziemskiej rzeczywisto?ci istotami wydawa?o mu si? bardziej poci?gaj?c? opcj?.
Teraz nic jego z ni? ju? nie ??czy?o, w?a?ciwie w?tpi?, ?e kiedykolwiek jeszcze si? spotkaj? i trudno stwierdzi? czy akurat na takie spotkanie teraz mia? ochot?. Rebecca zupe?nie nic nie wnios?a, zupe?nie do niczego nie by?a przydatna. Nie mia? z ni? ?adnych plan?w i nie zapowiada?o si? na to by mia? j? w jakim? szczeg?lnym celu wykorzysta?. Jego wzrok, kt?ry spocz?? na jej osobie by? zatem oboj?tny, zabarwiony nut? ch?odu i na pewno pozbawiony zainteresowania. Akurat musia?a go zaczepi?...
R?wnie? przystan?? zatem, nadal jednak nie wykazuj?c ?adnych emocji. Nie podziela? zaskoczenia panienki, sprawia? wra?enie du?o bardziej spokojnego.
- Doprawdy? - zada? tylko pytanie niewzruszenie pozostaj?c przy swej postawie.
Nie u?miecha?o mu si? kolejne wys?uchiwanie o drogich dodatkach noszonych przez arystokratk?, o jej sukniach, znoszenie sztucznych u?miech?w i bezbarwnych min. Einhart nie nale?a? do tego ?wiata, nie potrafi? si? w nim zaklimatyzowa?, a wcze?niejsza zabawa w szlachcica by?a tylko kr?tkim epizodem, kt?ry na skutek p??niejszych wydarze? nie znalaz? kontynuacji. Wydawa?o si?, ?e w?r?d tamtej grupy arystokracji nie ma nikogo godnego apetytu demona zepsutego do szpiku ko?ci.
 
     
Rebecca Montgomery

Lady

Rodzina: rodzina Montgomery
Wiek: 17 lat
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 01 Cze 2016
Posty: 95
Wysłany: 2018-03-15, 21:09   
   Multikonta: Nicholas Leevis


Nadal prezentowa? si? zupe?nie nienagannie, co pannie Rebecce wystarczaj?co m?ci?o w g?owie. No bo nie wiedzia?a czy traktowa? go jak szarlatana, kt?ry bez niczyjej zgody wdar? si? na przyj?cie rocznicowe szko?y dla m?odych arystokrat?w czy mo?e rzeczywi?cie nale?a? do wy?szej klasy spo?ecznej, a ta nieznajomo?? w?r?d jej bliskich wynika?a z tego, ?e mo?e to by? jaki? ma?o znany niemiecki r?d albo mo?e pochodzi? z jeszcze innej cz??ci Europy. Trudno jej to by?o sklasyfikowa?, trudno okre?li? przynale?no?? do jakiej? warstwy, do zamo?nych czy mo?e do mieszczuch?w, kt?rzy pr?bowali nieudolnie zamo?nych udawa?. Waha?a si? co do tej znajomo?ci. Jednak wystarczy?o spojrze? na tego m??czyzn?. Wysoki, przystojny, czaruj?cy... tak nie prezentowali si? mieszczanie, bo ich nie by?o sta?, nie m?wi?c ju? o biedocie. W pewnym sensie wygl?d Doriana da? naprawd? du?o do my?lenia panience Montgomery i z ca?? pewno?ci? przykuwa? jej wzrok. Prezentowa? si? idealnie, nawet str?j chocia? raczej nie wyszed? spod ig?y najlepszych londy?skich czy paryskich krawc?w wydawa? si? idealnie komponowa? z ca?o?ci. Przykuwaj?cy wzrok... podczas gdy biedni zwykle spuszczali oczy gdy dziewczyna ich ruga?a za to, ?e ?mieli wej?? jej w drog?, nie to nie m?g? by? reprezentant jakiej? ma?o znacz?cej klasy spo?ecznej.
Niewiele powiedzia?, jego twarz sprawia?a wra?enie spokojnej, acz surowej. Rebecca nie wiedzia?a do ko?ca co o tym my?le?, lecz postanowi?a ku? ?elazo p?ki gor?ce. Z niewiadomych nawet dla niej przyczyn czu?a potrzeb? dowiedzenia si? czego? wi?cej o tym jegomo?ci.
- Tamto przyj?cie... w Weston College... - machn??a lekcewa??co d?oni?.- To by? zupe?ny niewypa?. Nawet, nawet... nie chce pami?ta? co si? dzia?o podczas tej burzy, to by?o chore. - wyzna?a przej?tym g?osem, rzecz jasna nieco imituj?c owe przej?cie, nie chcia?a si? tak od razu zdradza? z zamiarami. - Ale to, ?e cie mia?am okazj? tam pozna? Dorianie... ca?kiem mi?e do?wiadczenie i na pewno wynagrodzi?o mi cz??? tego niepowodzenia. - jej g?os by? jak ?wiergot jakiego? ptaszka, chocia? oczywi?cie nie ka?dy musia? przepada? za takim ?wiergotaniem. - Ale wci?? tak ma?o o tobie wiem... - zbli?y?a si? o krok, mierz?c go wzrokiem i stosuj?c jeden ze swoich wypr?bowanych i bardziej skutecznych u?miech?w.- Zdradzisz mi o sobie co? jeszcze? Z jakiej rodziny pochodzisz? Gdzie si? wychowywa?e?? - na dodatek zatrzepota?a jeszcze rz?sami, kolejny z jej wypr?bowanych sposob?w na m??czyzn. - Kim jeste?. - podnios?a na jego swoje s?odkie spojrzenie, zwykle budzi?o to pewne zak?opotanie u przedstawicieli p?ci brzydkiej, jak si? postara?a potrafili jej bardzo szybko ulega?, w ko?cu by?a do?? zgrabnie prezentuj?c? si? panienk?.
 
     
Dorian Einhart


Dołączył: 22 Lip 2017
Posty: 60
Wysłany: 2018-03-18, 21:50   

Takie spotkanie nie nale?a?o do zaplanowanych, nie nale?a?o te? do upragnionych. By?o przypadkowe, a Einhart mia? wra?enie, ?e uda?o mu si? skutecznie zako?czy? relacj? z t? panienk? i ?e po ostatnich prze?yciach w Weston College nie b?dzie chcia?a ona mie? z nim zbyt wiele wsp?lnego. Arystokratka jedna wci?? d??y?a do poznania prawdy o nieznajomym, aczkolwiek z ca?? pewno?ci? nie mia?a nawet najmniejszego poj?cia z kim takim ma do czynienia. Nie wiedzia?a, ?e stoi naprzeciwko diab?a ?ywi?cego si? ludzkimi duszami, kt?rego prawdziwa forma prezentowa?a si? nadzwyczaj potwornie. To jak teraz wygl?da? by?o efektem podst?pu, zgrabnie utkanej intrygi, bo przecie? przebywaj?c w?r?d ludzi ?atwo domy?li? si?, ?e musieli wygl?da? jak ludzie aby zdoby? ich przychylno??, zaufanie, wtopi? si? w t?um i z tak doskonale dobranego punktu ?owi? odpowiednie ofiary. I ten w?a?nie wygl?d przyci?ga? wzrok. Kobiet przede wszystkim, czasem nawet m??czyzn. Dorian bardzo dobrze zdawa? sobie spraw?, ?e w tym przypadku to r?wnie? jego prezentacja dzia?a?a niczym wabik na arystokratk?. Zapragn??a ona zapozna? bli?ej diab?a, a to ciekawe.
Jego wzrok nadal pozostawa? niewzruszony, zupe?nie tak jakby ta ca?a paplanina panienki nie zrobi?a na nim zbyt du?ego wra?enia. Nie chcia? d?u?ej gra? z t? kobiet?, w jego oczach by?a ona ju? bezu?yteczna.
- Nie chcesz wiedzie?. - odpowiedzia? jej tylko, nie odnosz?c si? nawet do wydarze? z czas?w obchod?w uroczysto?ci Weston College, bo dla niego ten rozdzia? by? ju? zamkni?ty nie licz?c zainteresowania jakie wzbudzi?y w niego eksperymenty nad ?mierci? prowadzone przez spotkanego tam shinigamiego. - To nie jest tw?j pr?g. - wyja?ni? zdawkowo, aczkolwiek dla arystokratki tej klasy co panna Montgomery zapewne brzmia?o do nie do przyj?cia, w?a?ciwie... to on by? poza jej zasi?giem.
Nie b?dzie si? ?ywi? byle czym, a pragnienia tej kobiety wydawa?y si? skupia? g??wnie na kolejnych zakupach, kolejnych bogatych dodatkach do swoich kreacji i jak najlepszym prezentowaniu si? przed jej podobnymi osobisto?ciami. Nudzi?o go to. M?g? przez chwil? pogra? szlachcica aby bardziej zbli?y? si? i zapozna? z tym ?rodowiskiem, lecz po dokonaniu odpowiedniego przegl?du wiedzia?, ?e nie ma czego tam szuka?. Osob?, kt?ra go zaintrygowa?a pozna? poza tym przyj?ciem, chocia? zdawa?a si? r?wnie? nale?e? do wysokich klas spo?ecznych, a to mog?o oznacza?, ?e na podobne uroczysto?ci ie warto zagl?da?.
Wiatr rozwia? nieznacznie jego w?osy. W?tpi? jednak, ?eby Rebecca ca?kiem odpu?ci?a, nawet po tak wyra?nym odtr?ceniu.
 
     
Rebecca Montgomery

Lady

Rodzina: rodzina Montgomery
Wiek: 17 lat
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 01 Cze 2016
Posty: 95
Wysłany: 2018-03-23, 21:25   
   Multikonta: Nicholas Leevis


Panna Montgomery zdecydowanie pochodzi?a z tych bardziej wy?szych warstw spo?ecznych. Nie by?a nawet tak? przeci?tn? szlachciank? jak powiedzmy Rita, znajdowa?a si? jeszcze o stopie? wy?ej dzi?ki ojcu, kt?ry by? szanowanym reprezentantem Izby Lord?w. Jej matka nale?a?a raczej do ubogiej arystokracji przed tym jak go po?lubi?a, to Rebecce by?o wiadome, ale przecie? ten ?lub okaza? si? doskonal? inwestycj?, dzi?ki kt?rej m?oda panienka nie musia?a ?y? jak inni r?wie?nicy, a mog?a p?awi? si? w luksusie i bogactwie. Dobre wyj?cie za m?? zapewni?o jej matce taki sam, wysoki stan ?ycia. Mo?na powiedzie?, ?e obie nie wyobra?a?y sobie egzystowania w gorszych warunkach. Nie w takich celach przysz?y na ten ?wiat. Pann? Montgomery nale?a?o zatem szanowa?, nale?a?y si? jej najwy?sze honory i nawet gdy kto? za ni? nie przepada?, a bior?c pod uwag? jej charakter takich jednostek nie brakowa?o, to obowi?zany by? okaza? ?yczliwo?? dziewczynie. Inaczej popad?aby w nie?ask?. Co prawda Rebecca w?a?ciwie ?adnych stosunk?w nie utrzymywa?a z ojcem, nie mog?a mu si? wobec tego poskar?y? kto j? ?le traktuje, kto j? lekcewa?y, ale przecie? nikt nie musia? o tym wiedzie?. Opinia innych powinna si? kszta?towa? tak, ?e m?oda dama ma dobre kontakty z tatusiem, kt?ry zawsze wspiera swoj? ma?? dziewczynk?. Panienka Montgomery stara?a si? o nim wspomina? w towarzystwie jak najmniej, bo obawia?a si?, ?e pr?dzej czy p??niej wszystko mo?e wyj?? na jaw. Nie, te sprawy zdecydowanie nie powinny interesowa? obcych.
W zwi?zku z tak nadrz?dn? pozycj? dziewcz?cia by?a ona bardzo zaskoczona postaw? i s?owami Doriana. Spodziewa?a si?, ?e ten m??czyzna chocia? zamieni z ni? kilka s??w, po?le jej uprzejmy u?miech i nawet gdyby chcia? j? zby? to wyrazi to w spos?b mniej bezpo?redni, a za to bardzo kulturalny. Tymczasem Rebecca musia?a zetkn?? si? z bardzo dosadnym przekazem i a? oniemia?a na d?wi?k tego co przysz?o jej us?ysze?, rozchylaj?c lekko wargi. W pierwszych sekundach nie wiedzia?a nawet co wydusi? z siebie, jak to skomentowa?, co odpowiedzie?, ale w dalszej cz??ci tej emocjonalnej burzy wst?pi?a w ni? z?o??.
- Ty... - zacz??a powoli konstruuj?c wypowied?, jaka uk?ada?a si? jej w g?owie. - Czy ja... czy ja si? przes?ysza?am? - podnios?a na niego wzrok. - Ty twierdzisz, ze jeste? za wysokim progiem dla mnie? - przy?o?y?a jedn? d?o? do swojej klatki piersiowej. - Bzdura jaka?... czy ty w og?le masz poj?cie kim ja jestem? - zmierzy?a go podejrzliwie spojrzeniem zupe?nie nie pojmuj?c czy trafi?a na jakiego? prostaka, kt?ry najzwyczajniej w ?wiecie nie potrafi si? zachowa? z godno?ci? w stosunku do damy czy mo?e tam sk?d pochodzi praktykuj? w?a?nie takie barbarzy?skie zwyczaje i odzywki, przecie? to by?a w og?le nie do pomy?lenia!
 
     
Dorian Einhart


Dołączył: 22 Lip 2017
Posty: 60
Wysłany: 2018-03-25, 21:01   

Reakcja arystokratki by?a do przewidzenia. Dorian niczego innego si? nie spodziewa? jak wybuchu z?o?ci, jak zaskoczenia i absolutnego niezrozumienia jego postaw?. Mog?a go uzna? za barbarzy?c?, prostaka, lecz kim ona tak naprawd? by?a, ?eby ocenia? piekielnego s?ug?? By?a tylko ?miertelnikiem bawi?cym si? atrakcjami doczesnego ?wiata dop?ki wystarczy jej na to pieni?dzy. Bo bez fortuny pochodz?cej zapewne od bogatych rodzic?w by?aby nikim. Znik?aby jej uroda, jej liczne z?ote czy srebrne dodatki, jej suknie i wymy?lne fryzury. W?wczas mo?na by pomyli? j? z przypadkow? wie?niaczk? albo ?ebraczk? na ulicy. Demon doskonale zdawa? sobie spraw? z si?y pieni?dza. Ju? nie raz obserwowa? sytuacje gdy bogacze przepuszczali maj?tki, a p??niej musieli zastawia? pozosta?o?ci swego dobytku by mie? na przetrwanie. Ale nawet w?wczas starali si? jako? wyr??nia?, odci?? od gorszych w ich mniemaniu klas spo?ecznych, aby zachowa? swoj? warto?? i godno??. To by?o ?a?osne.
Postawa demona nie zmienia?a si?. Dziewczyna nie zrobi?a na nim ?adnego wra?enia, za to nie mia? najmniejszej ochoty na wys?uchiwanie ?al?w rozpuszczonej damy. Tylko to jedno zdarzenie, ta okoliczno?? pokazywa?a jak bardzo r??ni? si? mog?y dusze dw?ch kobiet wywodz?cych si? z tych samych kr?g?w. O ile dusza panny Veller n?ci?a jego smak, o tyle ten okaz niczym go nie zachwyca?, a wr?cz odpycha?.
W zwi?zku z tym Einhart zamierza? pozosta? nieugi?ty, a mo?e nawet i gorzej. Panienka wprowadza?a z?y nastr?j, a chyba nie ma nic gorszego od diab?a z pod?ym humorem.
- A czy ty wiesz... - zacz?? r?wnie powoli jakby na?laduj?c tonacj? wypowiedzi, kt?r? u?y?a dziewczyna. - ... kim ja jestem? - w momencie wypowiadania przez niego ostatnich s??w, kolor jego oczu zmieni? si?.
Sta? si? bardziej wyrazisty, intensywnie bordowy niczym ?wie?a krew, a na ?rodku pojawi?a si? kocia kreska. Chwila... kr?tka chwila gdy spogl?dali sobie prosto w oczy, gdy ten wzrok z obu stron by? a? tak bezpo?redni. Arystokratka chyba nie oka?e si? a? tak nierozs?dna, ?eby brn?? w to dalej, chyba a? tak bardzo nie chce pozna? prawdziwej to?samo?ci Doriana.
A je?li chce, mo?e j? czeka? niemi?a niespodzianka. Einhart nie nale?a? do grupy ?agodnych barank?w, kt?re ulgowo traktowa?y swoje ofiary. Dopiero teraz zaczyna? si? rozkr?ca?.
 
     
Rebecca Montgomery

Lady

Rodzina: rodzina Montgomery
Wiek: 17 lat
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 01 Cze 2016
Posty: 95
Wysłany: 2018-03-27, 22:29   
   Multikonta: Nicholas Leevis


Panna Montgomery nie mia?a poj?cia kim jest jej rozm?wca i w?a?nie to pr?bowa?a ustali?. Kim jest ten m??czyzna, kt?ry zachowa? si? wobec niej w tak skandaliczny spos?b? Z tego szarmanckiego jegomo?cia, kt?rego pozna?a na przyj?ciu rocznicowym Weston College nagle przeistoczy? si? nie do poznania. To tak jakby zupe?nie inna osoba, ale o tej samej prezencji, o tym samym wygl?dzie, o niemal tym samym stroju. Na rocznicy szko?y zachowywa? si? ca?kiem odmiennie, by? szarmancki, zainteresowany jej osob?... nie potrafi?a tego wyt?umaczy?. Czy od czasu tamtego wydarzenia sta?o si? co? wyj?tkowego w jego ?yciu, sk?d ta zmiana usposobienia? Rebecca by?a ca?kowicie zbita z tropu. Ale jednocze?nie nie zamierza?a do Doriana ?ywi? jakiego? wsp??czucia, zamartwia? si? jego stanem i dopytywa? o jego zdrowie. O, nie. Nie by?a typem takiej osoby. W niej gotowa?a si? w pierwszej kolejno?ci z?o??, ?e nie zosta?a potraktowana z nale?ytymi honorami. To by?o co? niedopuszczalnego, nawet w ?rodowisku mo?nej arystokracji. Co by sobie pomy?leli jej znajomi, co by sobie pomy?la?a jej matka... panna Montgomery nale??ca do znamienitego rodu Montgomerych tak ?atwo daje sob? pomiata?? Pozwala si? traktowa? jak jakie? wiejskie dziewcz?? O nie, tak nie b?dzie. Nie wyobra?a?a sobie spu?ci? z tonu, mo?e nawet powinna si? zastanowi?, bo przecie? by?a tylko s?ab? kobietk?, ale w tej chwili ura?ono jej dum? i pozycj?, na kt?r? w ko?cu ca?y czas bardzo pracowa?a, zaszczycaj?c sw? obecno?ci? r??ne spotkania i przyj?cia. W tym momencie s?abo?? p?ci, niemoc fizyczna odchodzi?a jakby gdzie? na bok, Rebecca nie chcia?a o tym my?le? i uzmys?awia? sobie jak bezradn? istot? jest w stosunku do tego m??czyzny. Czu?a si? silna w?a?nie swoim pochodzeniem, kt?rego nie da nikomu podepta?, nawet je?li przysz?o si? jej zetkn?? z tajemniczym osobnikiem o do?? poci?gaj?cej urodzie.
Jednak zmiana koloru oczu, ca?kiem niespodziewana by?a dla niej czym? zaskakuj?cym. Gdy ju? otwiera?a usta, ?eby po raz kolejny wyrazi? swoje oburzenie to si? sta?o. Panienka nie zamkn??a ich, wyda?a z siebie zduszony, cichy okrzyk cofaj?c si? dwa drobne kroczki do ty?u i wpatruj?c si? w jegomo?cia szeroko otwartymi oczami. Chwil? jakby w zamroczeniu, jednak nawet jak na zwyk?? ?miertelniczk? szybko wraca?a do siebie.
- Co to za... co to ma by?? - wydusi?a nie kryj?c zdziwienia i wskazuj?c w Doriana oskar?ycielsko palcem.- Co to za sztuczki... - panna Montgomery nie by?a istotk?, kt?r? ?atwo przekona? do istnienia byt?w nieludzkich, dlatego w pierwszej kolejno?ci pewnie jak wi?kszo?? jej podobnych, wzi??a to po prostu za jak?? iluzj?, pr?b? zastraszenia. - Ja nie wiem, nie wiem... nie wiem co to ma by?, ale... ??dam przeprosin na pa?skie, za twoje zachowanie. - pokr?ci?a g?ow? z niedowierzaniem na chwil? zamykaj?c oczy i jakby licz?c na to, ?e przez te kilka sekund spojrzenie m??czyzny wr?ci do normalno?ci, a ostatnie s?owa wypowiedzia?a do?? dobitnie nawet jak na jej obecny stan.- Ja si? nie godz? na takie traktowanie... kimkolwiek pan jest, nie wyobra?am sobie, ?eby tak uw?acza? mojemu pochodzeniu. Pan mo?e jeszcze tego po?a?owa?. - z ka?dym s?owem jakby nabiera?a si?y czerpi?c j? nie z tej s?abej, kobiecej fizyczno?ci, ale z g??bi siebie, z w?asnego przekonania o tym, ?e ten r?d z jakiego si? wywodzi czyni j? lepsz? i wa?niejsz? od innych.
By? mo?e w jej wykonaniu ta ko?cowa gro?ba wygl?da?a ma?o przekonuj?co, ale wyprowadzona z r?wnowagi arystokratka by?a zdolna do poruszenia wielu znajomo?ci, ?eby odzyska? spok?j ducha. Absolutnie nie godzi?a si? na takie traktowanie i pomimo pocz?tkowego strachu, by?a gotowa dalej si? broni? i walczy? o swoje. Ona tak tego nie zostawi, nie cofnie si? w tym momencie i nawet to szata?skie spojrzenie j? tego nie odwiedzie.
 
     
Dorian Einhart


Dołączył: 22 Lip 2017
Posty: 60
Wysłany: 2018-03-29, 21:52   

Panna Montgomery sprawia?a wra?enie do?? hardej niewiasty, a wcze?niej oceni? j? jako w?tpliw? osob?. By? mo?e wywo?a? u niej konieczno?? obrony jej pochodzenia, kt?ra gwarantowa?a jej obecny status i pozycj?. Dla demona nie by?o to nic znacz?cego, podobnie jak wszelkie inne zaszczyty ziemskiego ?wiata. Nie potrafi?by p?awi? si? w luksusach ani korzysta? z uciech ?wiata doczesnego, nie interesowa?y go dobra materialne, nie przyk?ada? uwagi do stanu spo?ecznego, bo zar?wno biedak jak i mo?ny m?g? posiada? interesuj?c? dusz?. O tym nie decydowa?o nic co ziemskie, a raczej prze?ycia jednostki, zesp?? jej emocji i do?wiadcze? oraz fakt w jak g??bokiej desperacji si? znalaz?a by odda? sw? dusz? diab?u. Einhart bywa? ju? w r??nych ?rodowiskach, zar?wno tych bogatych jak i ubogich, zna? wi?c mechanizmy dzia?ania rz?dz?ce si? tym towarzystwem.
Charakterystyczne spojrzenie nie odstraszy?o arystokratki, kt?ra poczu?a w sobie zew buntu i desperack? pr?b? uzyskania jakiego? szacunku w jego oczach. Dorian nie mia? ?adnych podstaw, ?eby obdarza? j? czym? takim, nie by?a nikim komu demon powinien okaza? szacunek. Mocno w?tpliwe, ?e w og?le istnia?a jaka? taka osoba i to bez wzgl?du na ras?.
Zmru?y? wzrok, kt?ry jeszcze bardziej zacz?? przypomina? kocie ?lepia. Nie podoba?o mu si? to, ta panienka z ca?? pewno?ci? zachowywa?a si? zbyt g?o?no i zbyt zuchwale. W chwili gdy zacz??a wypowiada? ostatnie s?owa zrobi?o si? ciemniej. Mrok coraz bardziej zach?annie zacz?? wkrada? si? w te uliczk?, szczeg?lnie blisko trzymaj?c si? sylwetki demona. Jakby ta ciemno?? wychodzi?a w?a?nie od niego. I w?a?nie ta ciemno?? zacz??a go spowija?, ale on wydawa? si? by? z ni? zaprzyja?niony. Gorzej dla Rebeecki, ?e ten mrok zacz?? coraz bardziej zbli?a? si? do niej, a jego j?zyki zacz??y oplata? panienk?.
Obliza? wargi. Oczywi?cie, ta dziewczyna nie nadawa?a si? na posi?ek, ale gdyby nie mia? wyboru... ju? jaki? czas pozostawa? bez kontraktu, m?g? si? wi?c na to skusi?.
- Co mo?esz mi zrobi?? - odezwa? si?, ale dla panny Montgomery zapewne jedynymi wyra?nymi punktami w jego osobie by?y obecnie te krwiste oczy, a reszta coraz bardziej zacz??a by? przys?aniana przez mrok, kt?ry coraz pewniej zacz?? wype?nia? przestrze?. W ko?cu Dorian by? w?a?nie istota ciemno??, takie by?o jego pochodzenie.
 
     
Rebecca Montgomery

Lady

Rodzina: rodzina Montgomery
Wiek: 17 lat
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 01 Cze 2016
Posty: 95
Wysłany: 2018-03-31, 21:21   
   Multikonta: Nicholas Leevis


- Ty chyba sobie ?artujesz... - by?a absolutnie zszokowana zachowaniem m??czyzny, do tego stopnia, ?e sama postanowi?a odpu?ci? sobie wszelkie formy grzeczno?ciowe w stosunku do niego, za to zawzi??a si? aby nie odpu?ci? i przy okazji ca?a ta z?o?? znalaz?a uj?cie w jej zaci?tym wyrazie twarzy i w?ciek?ym, chocia? jednocze?nie nieco zdziwionym spojrzeniu.
Bo przecie? tej nag?ej zmiany koloru oczu nie da?o si? tak ?atwo wyja?ni?. Jaka? sztuczka, to jaka? sztuczka musia?a by? na pewno. Jeszcze nie dopuszcza?a do w?asnych my?li, ?e ten jegomo?? m?g?by by? kimkolwiek innym ni? cz?owiekiem. Pewnie by? jakim? biednym arystokrat?, szukaj?cym dobrego o?enku, kt?ry go wyci?gnie z k?opot?w finansowych. Lecz tak si? sk?ada, ?e u panienki Montgomery by? ju? skre?lony. Ta dziewczyna pomimo jego niebywa?ego uroku osobistego i atrakcyjno?ci nie zamierza?a mu da? kolejnej szansy w tej znajomo?ci, wystarczy, ?e jedn? zmarnowa?.
Od razu tak nie zauwa?y?a tej ciemno?ci. Mo?e to z tego gniewu tak jej obraz zacz?? ciemnie? przed oczami, mo?e ta w?ciek?o?? przys?oni?a jej widok? Chcia?a... nie, ona ??da?a, ?eby ten m??czyzna natychmiast ja przeprosi?. Ona oczywi?cie tych przeprosin nie przyjmie unosz?c si? dum?, lecz wcze?niej poka?e mu kto tu jest g?r?, kto tu jest wa?niejszy. Ura?ona godno?? dawa?a si? we znaki bardziej ni? cokolwiek innego i zapewne z tego powodu Rebecca dzia?a?a pod wp?ywem adrenaliny, pod wp?ywem chwili, nie my?l?c o ewentualnych ubocznych konsekwencjach swoich dzia?a?.
Dopiero po chwili zda?a sobie spraw?, ?e to jednak nie mroczki przed oczami tylko rzeczywi?cie zaczyna?o robi? si? ciemniej. Mrok zaczyna? otacza? tego m??czyzn?, ale on sta? jakby niewzruszenie. Co to wszystko ma znaczy??
- Co? Co? - zda?a sobie spraw?, ?e te j?zyki cieni zaczynaj?c zbli?a? si? w jej kierunku, jakby pr?bowa?y si? chwyci? jej r?k i n?g, chocia? to przecie? wydawa?o si? niemo?liwe. To nie ?yje, to by?o tylko jej kolejne z?udne wra?enie, kolejna pod?a sztuczka tego zabiedzonego, zdesperowanego arystokraty.
- Co to ma by?? - cofn??a si?, jej nogi oczywi?cie skryte by?y pod falbanami sukni, lecz mimo tonie zamierza?a da? si? zbli?y? tej ciemno?ci.
Jeszcze r?ce do ty?u, zamachn??a nimi troch? bezradnie w powietrzu, chc?c mo?e odp?dzi? od siebie to "co?", a mo?e odsun?? si? jeszcze bardziej aby trzyma? to z daleka od siebie.
- Zostaw, wynocha... - wycedzi?a ze z?o?ci?.
Ona sama si?uj?ca si? z mrokiem. Wydawa?o si? to absurdalne, ale z niej te? potrafi?a by? uparta i zawzi?ta os?bka.
 
     
Dorian Einhart


Dołączył: 22 Lip 2017
Posty: 60
Wysłany: 2018-04-02, 20:34   

Czy ona jest a? tak bardzo nierozs?dna? Co pcha j? dalej? Czy nie zdaje sobie spraw?, ?e stan??a naprzeciwko istocie nieludzkiej, dla kt?rej jest tylko s?ab? ga??zk?, kt?r? Dorian z ?atwo?ci? mo?e roztrzaska?? Op?r by? bezsensowny, po co zawzi?cie broni? nic nie znacz?cej godno?ci. On dla niej by? nikim, ona dla niego te?. Einhart nie mia? zamiaru walczy? o jaki? szacunek, bo w?tpliwe aby z t? kobiet? mia? bardziej do czynienia w p??niejszym czasie. By? mo?e ich drogi jeszcze si? przetn?, nie m?g? tego wykluczy? zupe?nie, ale raczej to b?dzie tylko chwilowe, nie powstanie z tego ?adna d?u?sza czy wi?ksza znajomo??.
Mimo wszystko by?o to do?? zabawne. Na wargi demona zawita? u?miech, nie ca?kiem jednoznaczny, bo to co u niego nie raz wywo?ywa?o zadowolenie czy satysfakcj? dla ?miertelnik?w by?y przyczyn? strachu czy rozpaczy. Dobrze mu si? patrzy?o na cierpienie innych, by?o w tym co? co urozmaica?o jego egzystencj?, kt?ra by?a do?? barwna, przeplatana szkar?atem krwi, ale jak na kogo? kto ?yje w celu poch?aniania dusz i okazyjnie z tej przyczyny zawiera kontrakty, do?? jednostajna.
J?zyki ciemno?ci ta?czy?y w tej uliczce. Nie by?o nikogo. Z dali dobiega? jego uszu odg?os szczekania psa, jeszcze kawa?ek dalej s?ycha? by?o siarczyste przekle?stwa zapewne jakiej? gosposi pomstuj?cej na swego pijanego m??a. Jeszcze dalej przemyka?y doro?ki, ale z tych d?wi?k?w pewnie niewiele dotar?o do uszu ?miertelniczki. By?a tylko cz?owiekiem skazanym na swoj? marn? i kruch? egzystencj?.
Mrok pr?bowa? j? pochwyci?. Z?apa? jej d?onie, uwi?zi? kostki n?g. To wszystko mog?o wydawa? si? iluzj?. A mo?e by?o? Ciemno?? od do?u zacz??a oplata? coraz wy?ej i wy?ej arystokratk?. Kiedy ona si? cofa?a on post?powa? krok do przodu. Krok. I kolejny krok. Powoli. Jego twarz nie by?a ju? tak kamienna i pos?gowa. W tych krwistych oczach pojawi?a si? nutka rozbawienia, kt?re te? widnia?o na jego ustach. I kolejny krok w prz?d.
- Naprawd?... chcesz mnie pozna?? - zapyta?.
Jego g?os podszyty by? cichym ?miechem, ale panna Montgomery zapewne walczy?a teraz ze sob? czy uzna? to wszystko za rzeczywisto?? czy mo?e za wytw?r w?asnej wyobra?ni? I kim on w ko?cu jest? Arystokrat?? Mieszczaninem? Wiejskim ch?opakiem? Nie wydawa? si? ?adn? z tych os?b teraz. Owini?ty ciemno?ci?, wsp??gra? z mrokiem tworz?c coraz bardziej przera?aj?c? aur?. Czasami go to nawet bawi?o, gdy w podobny spos?b t?pi? ludzkie zmys?y.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Fairy Tail Path Magician



Bleach OtherWorld

Dragon Ball New Generation Reborn



Vampire Knight


Król Lew















Image and video hosting by TinyPic

Rainbow RPG



















Vampire Diaries





SnM: Naruto PBF





www.zmiennoksztaltni.wxv.pl











Eclipse



over-undertale





Northland Highschool

AbsitOmen


On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 0,89 sekundy. Zapytań do SQL: 13