Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Event Spisek zakończony!
► Oto wyniki plebiscytu Kryształowe Króliki!



POSZUKIWANIA
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Czarny Szermierz, Afuro Aphrodi Terumi i Zeno Hen poszukują różnych relacji.
► Wasil poszukuje ochotnika do sesji.
► Mark poszukuje przyjaznej duszyczki.

Listopad 1889r.
Deszcz, pochmurne niebo i porywiste wiatry będą towarzyszyć nam niemal codziennie. Temperatura będzie wynosić maksymalnie 7'C w dzień, w nocy zaś 2'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Scotland Yard
Autor Wiadomość
Imagination


Rodzina: Nie.
Wiek: Wizualnie jakieś 25 lat.
Ekwipunek: Często strzelba, prawie zawsze rewolwer, prawie zawsze sztylet (którego krawędzie pokryte są trucizną), zazwyczaj kilka funtów. ...późniejcośdodam
Poziom życia: 100%
Dołączył: 15 Sie 2016
Posty: 51
Wysłany: 2017-04-15, 19:15   
   Multikonta: Kawaii Szefu&Popapraniec


Oh. Too bad. Co prawda jakiś większy wypadek na pewno przyciągnąłby uwagę także innych pracowników (czy to szybciej, czy to później), jednak Rai z chęcią... co prawda małą, ale jednak chęcią (tak jest - W JEGO PRZYPADKU dużą!) by zaryzykował. Na miejscu Desmonda zapewne zostawiłby śmiertelników szczepionych ze sobą na dłużej. Na tyle długo, by doszło do jakiegoś powikłania. Do nieszczęśliwego wypadku. Bardzo możliwe, że paru krzyków, jęków, stęknięć. Podjętych przez innych prób odczepienia od siebie delikwentów i... Nie było co nad tym się zastanawiać. Imaginacja zapewne w najbliższym czasie wymaże to zbędne wydarzenie ze swojej pamięci. Ten groteskowy obraz. Nawet mimo, że w tej chwili chętnie przesłuchałby kobietę, by sprawdzić jak bardzo wierzy w Boga, czy myśli, że to przytwierdzenie jej warg i języka to była kara zesłana na nią za to, że dokonywała... nieczystych czynności. Ekhem.
Ale skoro całe zdarzenie dobiegło końca, a Pan Kot miał już wszystko zapisane - oczywiście w swojej głowie - sam opuścił to miejsce. Krótko po Desmondzie. Ot, po prostu się stąd wyślizgnął.

zt
_________________
 
     
Luciel Wendigo

Nadzorca Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Nie żyje.
Wiek: 24 lata w chwili śmierci, ok. 300 naprawdę.
Znaki szczególne: W KP.
Ekwipunek: Wpiszę coś później.
Kosa śmierci: Piła tarczowa.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 07 Maj 2017
Posty: 12
Wysłany: 2017-06-25, 00:52   
   Multikonta: Promyś&Popapraniec


Wraz z Cedrikiem przybyli na miejsce najkrótszą możliwą drogą - a przynajmniej najkrótszą, jaką Luciel znał. Dzisiaj... czy raczej w tej danej chwili żniwiarz mógł sobie pozwolić na takie chodzenie, pogadanie z kimś, a nawet złożenie zeznań - po prostu w tym momencie się nigdzie nie spieszył. Do żadnej roboty. Miał jeszcze trochę czasu.
"Hahah, jak to dobrze nie czuć tej presji~"
Otworzył drzwi do budynku, by wskazać na nie głową - to był gest zapraszający śmiertelnika do środka. Sam zaraz również zawitał do tego niewielkiego holu, zaraz przygładzając ubranie, by prezentować się choć odrobinę lepiej (choć nie ukrywajmy - źle to on się nie prezentował!). Właściwie to nie widział swojego znajomego od dawna. Znajomego-brata. Nie pamiętał nawet w jakich godzinach pracuje, ale przecież... nie musiał pamiętać. W ich organizacji było zbyt dużo członków, by informacje na temat każdego spamiętać. Ale gdyby chciał dowiedzieć się czegoś na temat konkretnej osoby, to mógł zawsze udać się do jednej z siedzib.
- Panie Hauer, myślę, że jak pójdzie pan pierwszy to potoczy się to sprawniej. W końcu widział pan więcej. Ja wtedy tylko uzupełnię informacje. - odezwał się, stając przed drzwiami do biura. A mógł spędzić ten czas w znacznie przyjemniejszy sposób...! Chociaż i tak dalsze nawiązywanie znajomości z towarzyszącym mu mężczyzną było mu na rękę. Właściwie to nie tylko jemu.
Choć tak czy inaczej najpierw powinni wejść razem, by opowiedzieć o zaistniałej sytuacji. Później zapewne przyjdzie czas na przesłuchania...
_________________
 
     
Astrid Nietzsche
[Usunięty]

Wysłany: 2017-06-30, 18:52   

Astrid zdała się na orientację w terenie Luciela – o ile sama często przemierzała ulice Londynu na własną rękę, tak były to zazwyczaj trasy prowadzące do spotkań na czarnym rynku bądź do miejsc charakterystycznych dla arystokratki, czyli filharmonia, teatr, bogatsze sklepy. Ale na pewno nie posterunek policji. W takowym nigdy chyba nawet nie postawiła stopy, w związku z czym odczuwała niepokój zagnieżdżony gdzieś na dole brzucha. Czy to aby na pewno był dobry pomysł?
Wślizgnęła się przez otworzone drzwi do środka budynku, odganiając od siebie potencjalne wątpliwości – nie powinna wyglądać na niepewną! Przynajmniej nie jako Cedric. Wymusiła na twarzy neutralny wyraz, starając się o obojętność w spojrzeniu, ale zdruzgotanie wynikające z bycia świadkiem morderstwa nadal tliło się gdzieś w jasnych tęczówkach.
- Trudno się nie zgodzić. – Przyznała skinięciem głowy, choć w duchu krzyczała coś przeciwnego. Wyobrażała sobie, jak posterunkowi skupiają się na Lucielu, a ona wtedy wymyka się niespostrzeżenie i wraca do posiadłości. Później oczywiście usprawiedliwiłaby się jakimś pierwszym lepszym pretekstem: a to zapomniała coś załatwić ze sprzedawcą, a to zauważyła w pomieszczeniu kogoś, komu zalazła za skórę i musiała się ewakuować… Możliwości było wiele.
Wzięła głębszy wdech i zapukała do biura, po czym wkroczyła do środka, pozostawiając znajomego w holu.
Całe złożenie zeznania zajęło jej około kilkunastu czy kilkudziesięciu minut, a przyczyny powinno doszukiwać się w ślamazarnym tempie policji. Pochłonięci rozmowami, spożywaniem jedzenia, chadzaniem tu i tam… w końcu powoli udało się wszystko spisać i przeanalizować. Astrid podała fałszywe dane kontaktowe w razie potrzeby, rzecz jasna fałszywe, miała wszakże nadzieję, że nie będzie musiała się tu więcej zjawiać w tej postaci.
Opuściła pomieszczenie z ulgą, przenosząc spokojniejszy już wzrok na blondyna.
- To wszystko. Pana kolej. – Uniosła dłoń i zerknęła od niechcenia na zegarek. – I proszę wybaczyć, ale nie będę mógł dłużej tu zostać. Obowiązki mnie gonią. – Uśmiechnęła się lekko, wymownie, następnie kierując kroki ku wyjściu i czym prędzej znikając ze Scotland Yardu.

zt.
 
     
Rebecca Montgomery

Lady

Rodzina: rodzina Montgomery
Wiek: 17 lat
Poziom życia: 100%
Dołączył: 01 Cze 2016
Posty: 95
Wysłany: 2018-03-07, 21:48   
   Multikonta: Nicholas Leevis


Panna Montgomery była oburzona ostatnimi wydarzeniami w jej życiu i nie miała tu na myśli nawet występu na przedstawieniu, podczas którego zagrała główną rolę, chociaż o tamtym nadal mówiono w towarzystwie, rzecz jasno wychwalano ją w samych superlatywach. Lecz nie to w ciągu ostatnich kilku dni spędzało arystokratce sen z powiek. Ostatnio wybrała się na przyjęcie do znajomej jednej z kuzynek. Nic ważnego. Było to typowe spotkanie towarzyskie wyższych warstw społecznych jakich wiele. Co jakiś czas odbywały się jakieś przyjęcia, wystawy, pokazy, prezentację i powinnością każdego zamożnego było odwiedzać tego typu wydarzenia zachwalając gospodarza, bez względu na to czy była dobra czy kiepska zabawa. Prawda i tak zawsze wychodziła na jaw przy okazji plotek między zarówno damami jak i panami. Tak czy inaczej na przyjęcie to ubrała srebrną bransoletkę z wygrawerowanym jej imieniem. Była z Paryża, wykonana przez znanego jubilera. Rebecca sama nie zauważyła kiedy ta bransoletka zniknęła jej z ręki. Czy to było podczas podróży dorożką... to wie może woźnica zauważył cenny skarb i pokusił się o tą biżuterię widząc sposób na szybkie wzbogacenie się, czy to było już na spotkaniu, a może wtedy gdy wychodząc z tego spotkania, spacerowała uliczkami Londynu wraz z jedną z dalekich znajomych gawędząc o mniej i bardziej atrakcyjnych adoratorach obu panien? Nie, nie miała pojęcia, nie przypomni sobie tego teraz. Była to cenna bransoletka, podobnie jak nie jedna z błyskotek będących w posiadaniu arystokratki, więc nie zamierzała ona z niej tak łatwo zrezygnować i ze zgłoszeniem o zaginięciu bądź ewentualnej kradzieży udała się do Scotland Yardu. Tam oczywiście przedstawiła sprawę jasno i dobitnie, mundurowi przyglądali się jej trochę w zdziwieniu, ale po zaznaczeniu, że to sprawa wagi państwowej i ona nie wyobraża sobie życia bez tej bransoletki chyba jednak postanowili potraktować sprawę poważnie i przyjęli zawiadomienie. Spisali jej krótkie zeznania, obiecali, że sprawą się zajmą, a panna Montgomery w nieco lepszym stanie opuściła siedzibę służb.
Było zimno, miała więc na sobie ozdobny płaszczyk obszyty futerkiem, jednak z dołu wystawały nieco falbany jej sukni. Do dorożki miała kawałek drogi, z uwagi na fakt, że w uliczce, w której znajdował się budynek Scotland Yardu nie można się było zatrzymywać. Niestety. Po zgłoszeniu tego haniebnego przestępstwa ochłonęła bardziej, poprawiając sobie włosy, żeby te jasne kosmyki poprawnie układały się jej na głowie, a potem ruszyła uliczką do postoju, gdzie zatrzymał się woźnica z jej powozem. Przynajmniej tam kazała mu zaczekać, miejmy nadzieję, że potraktuje jej polecenie poważnie i nie na darmo zapłaciła mu zadatek.
 
     
Dorian Einhart


Dołączył: 22 Lip 2017
Posty: 60
Wysłany: 2018-03-09, 16:52   

Demon krążył od jakiegoś czasu po okolicy. Nie miał stałego miejsca, pojawiał się w różnych lokalizacjach. Trudno zresztą oczekiwać od takiej istoty stałego miejsca zamieszkania. Nawet służąc komuś pod kontraktem, to było jedno z tymczasowych miejsc prawy. Domem każdego demona było piekło, ale tam nie było dusz ludzkich nadających się do spożycia, musieli zatem wychodzić do świata śmiertelników, żeby tam polować. Nocni łowcy poszukujący dusz cierpiących, dusz wykwintnych. Dorian miał już jedną na oku, ale jeszcze nie zdecydowała się na zawarcie kontraktu. Być może wkrótce się to zmieni. Chciał dać tej dziewczynie trochę czasu, niech się zastanowi, niech ustali w swoim życiu jakieś priorytety, niech wybierze dalszą drogę dla siebie. Demon był niemal pewny, że się zdecyduje, ale dziewczyna ta należała do typu osób bardziej racjonalnych. Kuszenie takich jednostek wymagało bardziej specyficznego podejścia. Ponadto arystokratka nie znajdowała się w sytuacji bezpośrednio zagrażającej jej życiu, a to zwykle takie okoliczności przekonywały wahających się śmiertelników do podjęcia kroku, którego później już nie można było w żaden sposób cofnąć. Kontrakt musiał się ziścić, umowa musiała zostać wypełniona.
Tak więc czekał. Będzie musiał zdać się na jeszcze trochę cierpliwości, jeszcze trochę czasu. Przy okazji przemieszczał się po Londynie, obserwował, szukał. W trakcie tych swoich zwiadów, trafił właśnie tutaj. Ulica sąsiadowała z kilkoma dekoracyjnie ozdobionymi kamienicami w pobliżu których znajdowała się siedziba Scotland Yardu. Szedł spokojnym krokiem, wydawał się niczym nie przejmować, do niczego nie przykładać specjalnej uwagi. Ubrany był schludnie, elegancko, ale bez zbyt wybujałej arystokratycznej przesady. Podobnie jak wtedy gdy brał udział w uroczystościach rocznicowych pewnej znanej szkoły.
Wtem przed jego oczami ukazała się dama, którą znał z tego właśnie wydarzenia. Nie zapamiętał jej jakoś szczególnie dobrze. Sprawiała wrażenie pustej panienki, nastawionej tylko na jak najlepszą prezentację swojego wyglądu. Dorian z pewnością nie był zainteresowany takim rodzaje duszy, lecz prawdopodobnie zbieg okoliczności sprawił, że spotkali się tutaj, po raz kolejny. Wzrok mężczyzny pozostał nieodgadniony, żadnym gestem czy spojrzeniem nie okazał on panience Montgomery, że zna jej osobę, że chętnie zamieni z nią kilka słów. Przyjęcie rocznicowe w Weston College zakończyło się dość nietypowo, nie zdziwiłby się zatem gdyby arystokratka nawet nie chciała go pamiętać.
 
     
Rebecca Montgomery

Lady

Rodzina: rodzina Montgomery
Wiek: 17 lat
Poziom życia: 100%
Dołączył: 01 Cze 2016
Posty: 95
Wysłany: 2018-03-11, 16:01   
   Multikonta: Nicholas Leevis


Kroki stawiała drobne, ale szybkie. Panna Montgomery nie była przyzwyczajona do pokonywania długich tras pieszo. Od czego były dorożki i powozy? Wystarczyło zamówić przejazd i żadna arystokratka nie musiała się męczyć. Oczywiście, zdarzało się jej chodzić na spacery, wybierać się na przechadzki, szczególnie latem gdy nie raz sfery wyższe bawiły się we wspólne podróże po lasach czy przechadzki na placach, czasem też pokonywała kilka ulic od jednego miejsca do drugiego w mieście, bo dorożka nie wszędzie mogła się zatrzymać, ale zdecydowanie nie została stworzona do przemęczania się. Wolała wygodę, była wychowywana w luksusach i zmęczenie nie leżało w jej naturze. Czyż panienki z dobrego domu nie powinny właśnie leżeć i pachnieć, żeby przypodobać się mężczyznom? Ponadto, matka zawsze powtarzała jej, że w życiu nie musi nic robić. Wystarczy, że ma pieniądze.
Ktoś nadchodził znad przeciwka, jakaś postać. Początkowo nie widziała tej osoby zbyt wyraźnie, ale w miarę zbliżania się rozpoznała w nim mężczyznę, który ponoć był arystokratą. Ponoć. Zakładała,że pochodził z jakiejś szlacheckiej, niemieckiej rodziny. Ponoć. Rebecca poznała go na uroczystościach w Weston College, podczas których doszło do serii niespodziewanych wypadków, a sama rocznica okazała się zupełnym niewypałem. Nawet pogoda im wtedy nie dopisała, biorąc pod uwagę te ciemne chmury i błyskawice przecinające niebo. Ten mężczyzna jawił się jej wówczas jako przystojny jegomość, który jednak później skutecznie wziął udział w likwidacji domniemanych ożywionych zwłok. Nie potrafiła do dziś wytłumaczyć tamtego zajścia. Miała jednak co do niego pewne wątpliwości. Popytała o niego w towarzystwie i okazało się, że żaden z jej bliższych czy dalszych znajomych nic nie wiedział o tajemniczym Dorianie. Nie był z nikim związany, nikt nie słyszał o takim szlacheckim rodzie... czy to mogło oznaczać, że ten osobnik również bez zapowiedzi wprosił się na to przyjęcie? Jego prezencja była nienaganna, zdecydowanie przysuwał bardziej na myśl bogatego mężczyznę, który potrafi zadbać o siebie niż byle chłopka z brudnych ulic. A jednak... nikt o nim nic nie wiedział.
Przystanęła, spoglądając na niego. Otworzyła usta, lecz początkowo nie dobył się z nich żaden dźwięk.
- To ty... - skierowała się do niego, nie do końca wiedziała jaki powinna mieć stosunek do niego, bo to zależało właśnie od pochodzenia tego osobnika. -Co za... spotkanie... - akurat natknęli się na siebie tuż przy budynku Scotland Yardu, miała nadzieję, że to nie jest żaden zły omen.
 
     
Dorian Einhart


Dołączył: 22 Lip 2017
Posty: 60
Wysłany: 2018-03-13, 15:40   

Początkowo chyba go nie zauważyła. Nic w końcu dziwnego, ludzie nie mieli tak doskonałego wzroku jak demony. Ponadto oczy śmiertelników często się psuły, wymagały korekty poprzez choćby noszenie okularów, a na starość zupełnie traciły na funkcjonalności, a wzrok demonów nigdy się nie zmieniał. Dorian jednak nie okazywał jakoś szczególnie, że zna panienkę, a przynajmniej uznał, że nie ma takiej potrzeby, przynajmniej do momentu gdy ona nie zauważy jego. Tamto spotkanie w Weston College było dla niego niczym więcej jak próbą zapoznania się z tutejszym środowiskiem arystokracji, wyławianiem co kilku ciekawszych osób, jednak niestety nie natknął się na nikogo kto specjalnie przykułby jego uwagę, za to miał okazję napotkać anielicę i jednego shinigamiego, który z nieznanych mu powodów postanowił sprzeniewierzyć się swojej rasie i próbować przywrócić zmarłych do świata żywych. Było to dość zaskakujące, ale jednocześnie całkiem interesujące. Dla Doriana te ożywione trupy nie stanowiły żadnej przeszkody i szybko je wyeliminował, podczas gdy towarzysząca mu arystokratka, jaką była właśnie Rebecca wpadła w panikę. Mógł zostawić ją na pastwę i odejść, jednak zetknięcie się z tak przywróconymi do ziemskiej rzeczywistości istotami wydawało mu się bardziej pociągającą opcją.
Teraz nic jego z nią już nie łączyło, właściwie wątpił, że kiedykolwiek jeszcze się spotkają i trudno stwierdzić czy akurat na takie spotkanie teraz miał ochotę. Rebecca zupełnie nic nie wniosła, zupełnie do niczego nie była przydatna. Nie miał z nią żadnych planów i nie zapowiadało się na to by miał ją w jakimś szczególnym celu wykorzystać. Jego wzrok, który spoczął na jej osobie był zatem obojętny, zabarwiony nutą chłodu i na pewno pozbawiony zainteresowania. Akurat musiała go zaczepić...
Również przystanął zatem, nadal jednak nie wykazując żadnych emocji. Nie podzielał zaskoczenia panienki, sprawiał wrażenie dużo bardziej spokojnego.
- Doprawdy? - zadał tylko pytanie niewzruszenie pozostając przy swej postawie.
Nie uśmiechało mu się kolejne wysłuchiwanie o drogich dodatkach noszonych przez arystokratkę, o jej sukniach, znoszenie sztucznych uśmiechów i bezbarwnych min. Einhart nie należał do tego świata, nie potrafił się w nim zaklimatyzować, a wcześniejsza zabawa w szlachcica była tylko krótkim epizodem, który na skutek późniejszych wydarzeń nie znalazł kontynuacji. Wydawało się, że wśród tamtej grupy arystokracji nie ma nikogo godnego apetytu demona zepsutego do szpiku kości.
 
     
Rebecca Montgomery

Lady

Rodzina: rodzina Montgomery
Wiek: 17 lat
Poziom życia: 100%
Dołączył: 01 Cze 2016
Posty: 95
Wysłany: 2018-03-15, 21:09   
   Multikonta: Nicholas Leevis


Nadal prezentował się zupełnie nienagannie, co pannie Rebecce wystarczająco mąciło w głowie. No bo nie wiedziała czy traktować go jak szarlatana, który bez niczyjej zgody wdarł się na przyjęcie rocznicowe szkoły dla młodych arystokratów czy może rzeczywiście należał do wyższej klasy społecznej, a ta nieznajomość wśród jej bliskich wynikała z tego, że może to był jakiś mało znany niemiecki ród albo może pochodził z jeszcze innej części Europy. Trudno jej to było sklasyfikować, trudno określić przynależność do jakiejś warstwy, do zamożnych czy może do mieszczuchów, którzy próbowali nieudolnie zamożnych udawać. Wahała się co do tej znajomości. Jednak wystarczyło spojrzeć na tego mężczyznę. Wysoki, przystojny, czarujący... tak nie prezentowali się mieszczanie, bo ich nie było stać, nie mówiąc już o biedocie. W pewnym sensie wygląd Doriana dał naprawdę dużo do myślenia panience Montgomery i z całą pewnością przykuwał jej wzrok. Prezentował się idealnie, nawet strój chociaż raczej nie wyszedł spod igły najlepszych londyńskich czy paryskich krawców wydawał się idealnie komponować z całości. Przykuwający wzrok... podczas gdy biedni zwykle spuszczali oczy gdy dziewczyna ich rugała za to, że śmieli wejść jej w drogę, nie to nie mógł być reprezentant jakiejś mało znaczącej klasy społecznej.
Niewiele powiedział, jego twarz sprawiała wrażenie spokojnej, acz surowej. Rebecca nie wiedziała do końca co o tym myśleć, lecz postanowiła kuć żelazo póki gorące. Z niewiadomych nawet dla niej przyczyn czuła potrzebę dowiedzenia się czegoś więcej o tym jegomości.
- Tamto przyjęcie... w Weston College... - machnęła lekceważąco dłonią.- To był zupełny niewypał. Nawet, nawet... nie chce pamiętać co się działo podczas tej burzy, to było chore. - wyznała przejętym głosem, rzecz jasna nieco imitując owe przejęcie, nie chciała się tak od razu zdradzać z zamiarami. - Ale to, że cie miałam okazję tam poznać Dorianie... całkiem miłe doświadczenie i na pewno wynagrodziło mi część tego niepowodzenia. - jej głos był jak świergot jakiegoś ptaszka, chociaż oczywiście nie każdy musiał przepadać za takim świergotaniem. - Ale wciąż tak mało o tobie wiem... - zbliżyła się o krok, mierząc go wzrokiem i stosując jeden ze swoich wypróbowanych i bardziej skutecznych uśmiechów.- Zdradzisz mi o sobie coś jeszcze? Z jakiej rodziny pochodzisz? Gdzie się wychowywałeś? - na dodatek zatrzepotała jeszcze rzęsami, kolejny z jej wypróbowanych sposobów na mężczyzn. - Kim jesteś. - podniosła na jego swoje słodkie spojrzenie, zwykle budziło to pewne zakłopotanie u przedstawicieli płci brzydkiej, jak się postarała potrafili jej bardzo szybko ulegać, w końcu była dość zgrabnie prezentującą się panienką.
 
     
Dorian Einhart


Dołączył: 22 Lip 2017
Posty: 60
Wysłany: 2018-03-18, 21:50   

Takie spotkanie nie należało do zaplanowanych, nie należało też do upragnionych. Było przypadkowe, a Einhart miał wrażenie, że udało mu się skutecznie zakończyć relację z tą panienką i że po ostatnich przeżyciach w Weston College nie będzie chciała ona mieć z nim zbyt wiele wspólnego. Arystokratka jedna wciąż dążyła do poznania prawdy o nieznajomym, aczkolwiek z całą pewnością nie miała nawet najmniejszego pojęcia z kim takim ma do czynienia. Nie wiedziała, że stoi naprzeciwko diabła żywiącego się ludzkimi duszami, którego prawdziwa forma prezentowała się nadzwyczaj potwornie. To jak teraz wyglądał było efektem podstępu, zgrabnie utkanej intrygi, bo przecież przebywając wśród ludzi łatwo domyślić się, że musieli wyglądać jak ludzie aby zdobyć ich przychylność, zaufanie, wtopić się w tłum i z tak doskonale dobranego punktu łowić odpowiednie ofiary. I ten właśnie wygląd przyciągał wzrok. Kobiet przede wszystkim, czasem nawet mężczyzn. Dorian bardzo dobrze zdawał sobie sprawę, że w tym przypadku to również jego prezentacja działała niczym wabik na arystokratkę. Zapragnęła ona zapoznać bliżej diabła, a to ciekawe.
Jego wzrok nadal pozostawał niewzruszony, zupełnie tak jakby ta cała paplanina panienki nie zrobiła na nim zbyt dużego wrażenia. Nie chciał dłużej grać z tą kobietą, w jego oczach była ona już bezużyteczna.
- Nie chcesz wiedzieć. - odpowiedział jej tylko, nie odnosząc się nawet do wydarzeń z czasów obchodów uroczystości Weston College, bo dla niego ten rozdział był już zamknięty nie licząc zainteresowania jakie wzbudziły w niego eksperymenty nad śmiercią prowadzone przez spotkanego tam shinigamiego. - To nie jest twój próg. - wyjaśnił zdawkowo, aczkolwiek dla arystokratki tej klasy co panna Montgomery zapewne brzmiało do nie do przyjęcia, właściwie... to on był poza jej zasięgiem.
Nie będzie się żywił byle czym, a pragnienia tej kobiety wydawały się skupiać głównie na kolejnych zakupach, kolejnych bogatych dodatkach do swoich kreacji i jak najlepszym prezentowaniu się przed jej podobnymi osobistościami. Nudziło go to. Mógł przez chwilę pograć szlachcica aby bardziej zbliżyć się i zapoznać z tym środowiskiem, lecz po dokonaniu odpowiedniego przeglądu wiedział, że nie ma czego tam szukać. Osobę, która go zaintrygowała poznał poza tym przyjęciem, chociaż zdawała się również należeć do wysokich klas społecznych, a to mogło oznaczać, że na podobne uroczystości ie warto zaglądać.
Wiatr rozwiał nieznacznie jego włosy. Wątpił jednak, żeby Rebecca całkiem odpuściła, nawet po tak wyraźnym odtrąceniu.
 
     
Rebecca Montgomery

Lady

Rodzina: rodzina Montgomery
Wiek: 17 lat
Poziom życia: 100%
Dołączył: 01 Cze 2016
Posty: 95
Wysłany: 2018-03-23, 21:25   
   Multikonta: Nicholas Leevis


Panna Montgomery zdecydowanie pochodziła z tych bardziej wyższych warstw społecznych. Nie była nawet taką przeciętną szlachcianką jak powiedzmy Rita, znajdowała się jeszcze o stopień wyżej dzięki ojcu, który był szanowanym reprezentantem Izby Lordów. Jej matka należała raczej do ubogiej arystokracji przed tym jak go poślubiła, to Rebecce było wiadome, ale przecież ten ślub okazał się doskonalą inwestycją, dzięki której młoda panienka nie musiała żyć jak inni rówieśnicy, a mogła pławić się w luksusie i bogactwie. Dobre wyjście za mąż zapewniło jej matce taki sam, wysoki stan życia. Można powiedzieć, że obie nie wyobrażały sobie egzystowania w gorszych warunkach. Nie w takich celach przyszły na ten świat. Pannę Montgomery należało zatem szanować, należały się jej najwyższe honory i nawet gdy ktoś za nią nie przepadał, a biorąc pod uwagę jej charakter takich jednostek nie brakowało, to obowiązany był okazać życzliwość dziewczynie. Inaczej popadłaby w niełaskę. Co prawda Rebecca właściwie żadnych stosunków nie utrzymywała z ojcem, nie mogła mu się wobec tego poskarżyć kto ją źle traktuje, kto ją lekceważy, ale przecież nikt nie musiał o tym wiedzieć. Opinia innych powinna się kształtować tak, że młoda dama ma dobre kontakty z tatusiem, który zawsze wspiera swoją małą dziewczynkę. Panienka Montgomery starała się o nim wspominać w towarzystwie jak najmniej, bo obawiała się, że prędzej czy później wszystko może wyjść na jaw. Nie, te sprawy zdecydowanie nie powinny interesować obcych.
W związku z tak nadrzędną pozycją dziewczęcia była ona bardzo zaskoczona postawą i słowami Doriana. Spodziewała się, że ten mężczyzna chociaż zamieni z nią kilka słów, pośle jej uprzejmy uśmiech i nawet gdyby chciał ją zbyć to wyrazi to w sposób mniej bezpośredni, a za to bardzo kulturalny. Tymczasem Rebecca musiała zetknąć się z bardzo dosadnym przekazem i aż oniemiała na dźwięk tego co przyszło jej usłyszeć, rozchylając lekko wargi. W pierwszych sekundach nie wiedziała nawet co wydusić z siebie, jak to skomentować, co odpowiedzieć, ale w dalszej części tej emocjonalnej burzy wstąpiła w nią złość.
- Ty... - zaczęła powoli konstruując wypowiedź, jaka układała się jej w głowie. - Czy ja... czy ja się przesłyszałam? - podniosła na niego wzrok. - Ty twierdzisz, ze jesteś za wysokim progiem dla mnie? - przyłożyła jedną dłoń do swojej klatki piersiowej. - Bzdura jakaś... czy ty w ogóle masz pojęcie kim ja jestem? - zmierzyła go podejrzliwie spojrzeniem zupełnie nie pojmując czy trafiła na jakiegoś prostaka, który najzwyczajniej w świecie nie potrafi się zachować z godnością w stosunku do damy czy może tam skąd pochodzi praktykują właśnie takie barbarzyńskie zwyczaje i odzywki, przecież to była w ogóle nie do pomyślenia!
 
     
Dorian Einhart


Dołączył: 22 Lip 2017
Posty: 60
Wysłany: 2018-03-25, 22:01   

Reakcja arystokratki była do przewidzenia. Dorian niczego innego się nie spodziewał jak wybuchu złości, jak zaskoczenia i absolutnego niezrozumienia jego postawą. Mogła go uznać za barbarzyńcę, prostaka, lecz kim ona tak naprawdę była, żeby oceniać piekielnego sługę? Była tylko śmiertelnikiem bawiącym się atrakcjami doczesnego świata dopóki wystarczy jej na to pieniędzy. Bo bez fortuny pochodzącej zapewne od bogatych rodziców byłaby nikim. Znikłaby jej uroda, jej liczne złote czy srebrne dodatki, jej suknie i wymyślne fryzury. Wówczas można by pomylić ją z przypadkową wieśniaczką albo żebraczką na ulicy. Demon doskonale zdawał sobie sprawę z siły pieniądza. Już nie raz obserwował sytuacje gdy bogacze przepuszczali majątki, a później musieli zastawiać pozostałości swego dobytku by mieć na przetrwanie. Ale nawet wówczas starali się jakoś wyróżniać, odciąć od gorszych w ich mniemaniu klas społecznych, aby zachować swoją wartość i godność. To było żałosne.
Postawa demona nie zmieniała się. Dziewczyna nie zrobiła na nim żadnego wrażenia, za to nie miał najmniejszej ochoty na wysłuchiwanie żalów rozpuszczonej damy. Tylko to jedno zdarzenie, ta okoliczność pokazywała jak bardzo różnić się mogły dusze dwóch kobiet wywodzących się z tych samych kręgów. O ile dusza panny Veller nęciła jego smak, o tyle ten okaz niczym go nie zachwycał, a wręcz odpychał.
W związku z tym Einhart zamierzał pozostać nieugięty, a może nawet i gorzej. Panienka wprowadzała zły nastrój, a chyba nie ma nic gorszego od diabła z podłym humorem.
- A czy ty wiesz... - zaczął równie powoli jakby naśladując tonację wypowiedzi, którą użyła dziewczyna. - ... kim ja jestem? - w momencie wypowiadania przez niego ostatnich słów, kolor jego oczu zmienił się.
Stał się bardziej wyrazisty, intensywnie bordowy niczym świeża krew, a na środku pojawiła się kocia kreska. Chwila... krótka chwila gdy spoglądali sobie prosto w oczy, gdy ten wzrok z obu stron był aż tak bezpośredni. Arystokratka chyba nie okaże się aż tak nierozsądna, żeby brnąć w to dalej, chyba aż tak bardzo nie chce poznać prawdziwej tożsamości Doriana.
A jeśli chce, może ją czekać niemiła niespodzianka. Einhart nie należał do grupy łagodnych baranków, które ulgowo traktowały swoje ofiary. Dopiero teraz zaczynał się rozkręcać.
 
     
Rebecca Montgomery

Lady

Rodzina: rodzina Montgomery
Wiek: 17 lat
Poziom życia: 100%
Dołączył: 01 Cze 2016
Posty: 95
Wysłany: 2018-03-27, 23:29   
   Multikonta: Nicholas Leevis


Panna Montgomery nie miała pojęcia kim jest jej rozmówca i właśnie to próbowała ustalić. Kim jest ten mężczyzna, który zachował się wobec niej w tak skandaliczny sposób? Z tego szarmanckiego jegomościa, którego poznała na przyjęciu rocznicowym Weston College nagle przeistoczył się nie do poznania. To tak jakby zupełnie inna osoba, ale o tej samej prezencji, o tym samym wyglądzie, o niemal tym samym stroju. Na rocznicy szkoły zachowywał się całkiem odmiennie, był szarmancki, zainteresowany jej osobą... nie potrafiła tego wytłumaczyć. Czy od czasu tamtego wydarzenia stało się coś wyjątkowego w jego życiu, skąd ta zmiana usposobienia? Rebecca była całkowicie zbita z tropu. Ale jednocześnie nie zamierzała do Doriana żywić jakiegoś współczucia, zamartwiać się jego stanem i dopytywać o jego zdrowie. O, nie. Nie była typem takiej osoby. W niej gotowała się w pierwszej kolejności złość, że nie została potraktowana z należytymi honorami. To było coś niedopuszczalnego, nawet w środowisku możnej arystokracji. Co by sobie pomyśleli jej znajomi, co by sobie pomyślała jej matka... panna Montgomery należąca do znamienitego rodu Montgomerych tak łatwo daje sobą pomiatać? Pozwala się traktować jak jakieś wiejskie dziewczę? O nie, tak nie będzie. Nie wyobrażała sobie spuścić z tonu, może nawet powinna się zastanowić, bo przecież była tylko słabą kobietką, ale w tej chwili urażono jej dumę i pozycję, na którą w końcu cały czas bardzo pracowała, zaszczycając swą obecnością różne spotkania i przyjęcia. W tym momencie słabość płci, niemoc fizyczna odchodziła jakby gdzieś na bok, Rebecca nie chciała o tym myśleć i uzmysławiać sobie jak bezradną istotą jest w stosunku do tego mężczyzny. Czuła się silna właśnie swoim pochodzeniem, którego nie da nikomu podeptać, nawet jeśli przyszło się jej zetknąć z tajemniczym osobnikiem o dość pociągającej urodzie.
Jednak zmiana koloru oczu, całkiem niespodziewana była dla niej czymś zaskakującym. Gdy już otwierała usta, żeby po raz kolejny wyrazić swoje oburzenie to się stało. Panienka nie zamknęła ich, wydała z siebie zduszony, cichy okrzyk cofając się dwa drobne kroczki do tyłu i wpatrując się w jegomościa szeroko otwartymi oczami. Chwilę jakby w zamroczeniu, jednak nawet jak na zwykłą śmiertelniczkę szybko wracała do siebie.
- Co to za... co to ma być? - wydusiła nie kryjąc zdziwienia i wskazując w Doriana oskarżycielsko palcem.- Co to za sztuczki... - panna Montgomery nie była istotką, którą łatwo przekonać do istnienia bytów nieludzkich, dlatego w pierwszej kolejności pewnie jak większość jej podobnych, wzięła to po prostu za jakąś iluzję, próbę zastraszenia. - Ja nie wiem, nie wiem... nie wiem co to ma być, ale... żądam przeprosin na pańskie, za twoje zachowanie. - pokręciła głową z niedowierzaniem na chwilę zamykając oczy i jakby licząc na to, że przez te kilka sekund spojrzenie mężczyzny wróci do normalności, a ostatnie słowa wypowiedziała dość dobitnie nawet jak na jej obecny stan.- Ja się nie godzę na takie traktowanie... kimkolwiek pan jest, nie wyobrażam sobie, żeby tak uwłaczać mojemu pochodzeniu. Pan może jeszcze tego pożałować. - z każdym słowem jakby nabierała siły czerpiąc ją nie z tej słabej, kobiecej fizyczności, ale z głębi siebie, z własnego przekonania o tym, że ten ród z jakiego się wywodzi czyni ją lepszą i ważniejszą od innych.
Być może w jej wykonaniu ta końcowa groźba wyglądała mało przekonująco, ale wyprowadzona z równowagi arystokratka była zdolna do poruszenia wielu znajomości, żeby odzyskać spokój ducha. Absolutnie nie godziła się na takie traktowanie i pomimo początkowego strachu, była gotowa dalej się bronić i walczyć o swoje. Ona tak tego nie zostawi, nie cofnie się w tym momencie i nawet to szatańskie spojrzenie ją tego nie odwiedzie.
 
     
Dorian Einhart


Dołączył: 22 Lip 2017
Posty: 60
Wysłany: 2018-03-29, 22:52   

Panna Montgomery sprawiała wrażenie dość hardej niewiasty, a wcześniej ocenił ją jako wątpliwą osobę. Być może wywołał u niej konieczność obrony jej pochodzenia, która gwarantowała jej obecny status i pozycję. Dla demona nie było to nic znaczącego, podobnie jak wszelkie inne zaszczyty ziemskiego świata. Nie potrafiłby pławić się w luksusach ani korzystać z uciech świata doczesnego, nie interesowały go dobra materialne, nie przykładał uwagi do stanu społecznego, bo zarówno biedak jak i możny mógł posiadać interesującą duszę. O tym nie decydowało nic co ziemskie, a raczej przeżycia jednostki, zespół jej emocji i doświadczeń oraz fakt w jak głębokiej desperacji się znalazła by oddać swą duszę diabłu. Einhart bywał już w różnych środowiskach, zarówno tych bogatych jak i ubogich, znał więc mechanizmy działania rządzące się tym towarzystwem.
Charakterystyczne spojrzenie nie odstraszyło arystokratki, która poczuła w sobie zew buntu i desperacką próbę uzyskania jakiegoś szacunku w jego oczach. Dorian nie miał żadnych podstaw, żeby obdarzać ją czymś takim, nie była nikim komu demon powinien okazać szacunek. Mocno wątpliwe, że w ogóle istniała jakaś taka osoba i to bez względu na rasę.
Zmrużył wzrok, który jeszcze bardziej zaczął przypominać kocie ślepia. Nie podobało mu się to, ta panienka z całą pewnością zachowywała się zbyt głośno i zbyt zuchwale. W chwili gdy zaczęła wypowiadać ostatnie słowa zrobiło się ciemniej. Mrok coraz bardziej zachłannie zaczął wkradać się w te uliczkę, szczególnie blisko trzymając się sylwetki demona. Jakby ta ciemność wychodziła właśnie od niego. I właśnie ta ciemność zaczęła go spowijać, ale on wydawał się być z nią zaprzyjaźniony. Gorzej dla Rebeecki, że ten mrok zaczął coraz bardziej zbliżać się do niej, a jego języki zaczęły oplatać panienkę.
Oblizał wargi. Oczywiście, ta dziewczyna nie nadawała się na posiłek, ale gdyby nie miał wyboru... już jakiś czas pozostawał bez kontraktu, mógł się więc na to skusić.
- Co możesz mi zrobić? - odezwał się, ale dla panny Montgomery zapewne jedynymi wyraźnymi punktami w jego osobie były obecnie te krwiste oczy, a reszta coraz bardziej zaczęła być przysłaniana przez mrok, który coraz pewniej zaczął wypełniać przestrzeń. W końcu Dorian był właśnie istota ciemność, takie było jego pochodzenie.
 
     
Rebecca Montgomery

Lady

Rodzina: rodzina Montgomery
Wiek: 17 lat
Poziom życia: 100%
Dołączył: 01 Cze 2016
Posty: 95
Wysłany: 2018-03-31, 22:21   
   Multikonta: Nicholas Leevis


- Ty chyba sobie żartujesz... - była absolutnie zszokowana zachowaniem mężczyzny, do tego stopnia, że sama postanowiła odpuścić sobie wszelkie formy grzecznościowe w stosunku do niego, za to zawzięła się aby nie odpuścić i przy okazji cała ta złość znalazła ujście w jej zaciętym wyrazie twarzy i wściekłym, chociaż jednocześnie nieco zdziwionym spojrzeniu.
Bo przecież tej nagłej zmiany koloru oczu nie dało się tak łatwo wyjaśnić. Jakaś sztuczka, to jakaś sztuczka musiała być na pewno. Jeszcze nie dopuszczała do własnych myśli, że ten jegomość mógłby być kimkolwiek innym niż człowiekiem. Pewnie był jakimś biednym arystokratą, szukającym dobrego ożenku, który go wyciągnie z kłopotów finansowych. Lecz tak się składa, że u panienki Montgomery był już skreślony. Ta dziewczyna pomimo jego niebywałego uroku osobistego i atrakcyjności nie zamierzała mu dać kolejnej szansy w tej znajomości, wystarczy, że jedną zmarnował.
Od razu tak nie zauważyła tej ciemności. Może to z tego gniewu tak jej obraz zaczął ciemnieć przed oczami, może ta wściekłość przysłoniła jej widok? Chciała... nie, ona żądała, żeby ten mężczyzna natychmiast ja przeprosił. Ona oczywiście tych przeprosin nie przyjmie unosząc się dumą, lecz wcześniej pokaże mu kto tu jest górą, kto tu jest ważniejszy. Urażona godność dawała się we znaki bardziej niż cokolwiek innego i zapewne z tego powodu Rebecca działała pod wpływem adrenaliny, pod wpływem chwili, nie myśląc o ewentualnych ubocznych konsekwencjach swoich działań.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że to jednak nie mroczki przed oczami tylko rzeczywiście zaczynało robić się ciemniej. Mrok zaczynał otaczać tego mężczyznę, ale on stał jakby niewzruszenie. Co to wszystko ma znaczyć?
- Co? Co? - zdała sobie sprawę, że te języki cieni zaczynając zbliżać się w jej kierunku, jakby próbowały się chwycić jej rąk i nóg, chociaż to przecież wydawało się niemożliwe. To nie żyje, to było tylko jej kolejne złudne wrażenie, kolejna podła sztuczka tego zabiedzonego, zdesperowanego arystokraty.
- Co to ma być? - cofnęła się, jej nogi oczywiście skryte były pod falbanami sukni, lecz mimo tonie zamierzała dać się zbliżyć tej ciemności.
Jeszcze ręce do tyłu, zamachnęła nimi trochę bezradnie w powietrzu, chcąc może odpędzić od siebie to "coś", a może odsunąć się jeszcze bardziej aby trzymać to z daleka od siebie.
- Zostaw, wynocha... - wycedziła ze złością.
Ona sama siłująca się z mrokiem. Wydawało się to absurdalne, ale z niej też potrafiła być uparta i zawzięta osóbka.
 
     
Dorian Einhart


Dołączył: 22 Lip 2017
Posty: 60
Wysłany: 2018-04-02, 21:34   

Czy ona jest aż tak bardzo nierozsądna? Co pcha ją dalej? Czy nie zdaje sobie sprawę, że stanęła naprzeciwko istocie nieludzkiej, dla której jest tylko słabą gałązką, którą Dorian z łatwością może roztrzaskać? Opór był bezsensowny, po co zawzięcie bronić nic nie znaczącej godności. On dla niej był nikim, ona dla niego też. Einhart nie miał zamiaru walczyć o jakiś szacunek, bo wątpliwe aby z tą kobietą miał bardziej do czynienia w późniejszym czasie. Być może ich drogi jeszcze się przetną, nie mógł tego wykluczyć zupełnie, ale raczej to będzie tylko chwilowe, nie powstanie z tego żadna dłuższa czy większa znajomość.
Mimo wszystko było to dość zabawne. Na wargi demona zawitał uśmiech, nie całkiem jednoznaczny, bo to co u niego nie raz wywoływało zadowolenie czy satysfakcję dla śmiertelników były przyczyną strachu czy rozpaczy. Dobrze mu się patrzyło na cierpienie innych, było w tym coś co urozmaicało jego egzystencję, która była dość barwna, przeplatana szkarłatem krwi, ale jak na kogoś kto żyje w celu pochłaniania dusz i okazyjnie z tej przyczyny zawiera kontrakty, dość jednostajna.
Języki ciemności tańczyły w tej uliczce. Nie było nikogo. Z dali dobiegał jego uszu odgłos szczekania psa, jeszcze kawałek dalej słychać było siarczyste przekleństwa zapewne jakiejś gosposi pomstującej na swego pijanego męża. Jeszcze dalej przemykały dorożki, ale z tych dźwięków pewnie niewiele dotarło do uszu śmiertelniczki. Była tylko człowiekiem skazanym na swoją marną i kruchą egzystencję.
Mrok próbował ją pochwycić. Złapać jej dłonie, uwięzić kostki nóg. To wszystko mogło wydawać się iluzją. A może było? Ciemność od dołu zaczęła oplatać coraz wyżej i wyżej arystokratkę. Kiedy ona się cofała on postępował krok do przodu. Krok. I kolejny krok. Powoli. Jego twarz nie była już tak kamienna i posągowa. W tych krwistych oczach pojawiła się nutka rozbawienia, które też widniało na jego ustach. I kolejny krok w przód.
- Naprawdę... chcesz mnie poznać? - zapytał.
Jego głos podszyty był cichym śmiechem, ale panna Montgomery zapewne walczyła teraz ze sobą czy uznać to wszystko za rzeczywistość czy może za wytwór własnej wyobraźni? I kim on w końcu jest? Arystokratą? Mieszczaninem? Wiejskim chłopakiem? Nie wydawał się żadną z tych osób teraz. Owinięty ciemnością, współgrał z mrokiem tworząc coraz bardziej przerażającą aurę. Czasami go to nawet bawiło, gdy w podobny sposób tępił ludzkie zmysły.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 0,23 sekundy. Zapytań do SQL: 11