Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Uczestników eventu Sekta zapraszamy tutaj! Wciąż można się zapisywać!



POSZUKIWANIA
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Czarny Szermierz, Afuro Aphrodi Terumi i Zeno Hen poszukują różnych relacji.
► Wasil poszukuje ochotnika do sesji.
► Mark poszukuje przyjaznej duszyczki.

Listopad 1889r.
Deszcz, pochmurne niebo i porywiste wiatry będą towarzyszyć nam niemal codziennie. Temperatura będzie wynosić maksymalnie 7'C w dzień, w nocy zaś 2'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Zaniedbane ogrody
Autor Wiadomość
Lorien DeVille


Wiek: 20/???
Dołączył: 15 Gru 2016
Posty: 54
Wysłany: 2018-01-16, 17:16   

M?odzi zabrali si? st?d nie wiadomo czy ze strachu przed obcymi czy mo?e rzeczywi?cie nie rozumiej?c odgrywaj?cej si? tu sytuacji. No c??, przez chwil? mog?o si? wydawa?, ?e dzieci sta?y si? kart? przetargow? w tej grze, na dodatek kart?, kt?r? kto? taki jak Lorien m?g? si? po?ywi?. Ale nie. Jako?ciowo zapach ich dusz nie odpowiada? demonicy, by?y to prawdopodobnie przeci?tne dzieciaki jakich wiele w tej okolicy. Nie wychowywa?y si? w luksusach, czerpa?y z ?ycia to co ?ycie im oferowa?o, staraj?c si? korzysta? z ka?dej oferowanej im chwili. Mia?a wy?sze progi, mog?o si? wr?cz wydawa?, ?e ??da?a wi?cej i wi?cej... jej g??d rzadko by? w pe?ni nasycony. Ale ta dw?jka ?niwiarzy nie mia?a o niej ?adnego poj?cia. Nie pokusi?aby si? o takie dusze, nie teraz... jej pragnienia mia?y znacznie wy?sze wymagania.
U?miechn??a si? na reakcj? dziewczyny z bumerangiem. Tak, u?miech by? cz?st? odpowiedz?, kt?r? Lorien wykorzystywa?a w trakcie rozm?w zar?wno ze zwyk?ymi ?miertelnikami jak i istotami nadnaturalnymi. Niepozorny ruch warg, kt?ry m?g? zwiastowa? wszystko. Ale u demona raczej nie by?o sensu spodziewa? si? czegokolwiek zwi?zanego z ?yczliwo?ci?, uprzejmo?ci?. Nie u tak rasowej istoty z piekie?, kt?ra na sw?j spos?b ho?dowa?a to jak zosta?a stworzona. Lubi?a swoj? natur?. Ta ?niwiarka z kolei wydawa?a si? do?? g?o?na, mo?e przesadnie. Jakby pr?bowa?a unikn?? konfrontacji. Czy to znaczy, ?e nie czu?a si? do?? pewnie? A mo?e sta?o za tym co? jeszcze bardziej innego?
- Poczu?am si? niemile widziana. - odpowiedzia?a, chocia? jej g?os wcale nie wskazywa? na to jakby mia?a o to jakiekolwiek pretensje, wr?cz s?owa te zosta?y wypowiedziane nadal z tym samym u?miechem.- Szkoda.- odprowadzi?a wzrokiem dzieci i znowu jej spojrzenie pad?o na Alberta... och... czy?by zauwa?y? jej zainteresowanie? Na dobr? spraw? a? tak si? z tym nie kry?a, nie uwa?a?a aby powinna to w jaki? spos?b ukrywa?.
- Nie chcia?am wam przeszkadza? w pracy, mo?ecie j? kontynuowa?. Jak si? domy?lam... dusz jest tyle na tym ?wiecie, ?e starczy zar?wno dla mnie jak i dla was. - kolejne jak?e niewinne stwierdzenie, kolejne s?owa wypowiedziane z uprzejmo?ci? niegodn? piekielnej istoty.
Coraz bardziej mia?a nakre?lony w g?owie obraz tego ?niwiarza, ale nie... od razu nie b?dzie wyk?ada? wszystkich kart na st??. Jeszcze poczeka, jeszcze poobserwuje, jeszcze pozbiera wi?cej informacji.
- Nie czas na kolejne zbiory? - wr?ci?a wzrokiem na ?niwiark?, b?d? sobie wzajemnie przeszkadza?? Te dwie rasy nie mog?y ?y? w pokojowych uk?adach.
 
     
Nancy Moron

Wydz. Żniwiarzy

Kosa ?mierci: zaostrzony bumerang - Chi
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 22 Paź 2014
Posty: 205
Wysłany: 2018-01-21, 21:17   
   Multikonta: Sharon


Albert sp?oszy? dzieciaki... oj, oj... te s?odkie maluchy b?d? musia?y i?? si? bawi? gdzie indziej... oj, oj. Odprowadzi?a je takim nieodgadnionym wzrokiem, bo wpierw... z pocz?tku mia?a ochot? przy??czy? si? do tej ich zabawy. No hej! Ona te? tak mog?a! Poobrzuca? si? b?otkiem, po?ciga? albo pobawi? w chowanego! Sama frajda! Ale z drugiej strony, fakt. Je?li ta demonica zamierza?a wykorzysta? ich jako kart? przetargow? i nastawa? na ich dusze, to jednak lepiej, ?eby te dzieciaczki st?d czmychn??y. Mniejsze ryzyko dla nich, ?e spotka ich gorszy koniec... bo ka?da ?mier? by?a jednak lepsza ni? poch?oni?cie duszy przez demona. To ostatnie rozwi?zanie by?o ostatecznym uci?ciem wszelkiej egzystencji, zar?wno materialnej jak i mentalnej, po tym nie by?o ju? nic, absolutnie nic.
- Lampart m?g?by przej?? na diet?.- zasugerowa?a jeszcze Reedsowi, chocia? nie... to taka uwaga ko?cz?ca temat, bo jak wida? pojawi? si? nowy, wa?niejszy w?tek zapocz?tkowany przez t? u?miechaj?c? si? zo?z?.- S?uchaj no... jak ci tam... jeste?my w robocie, wi?c nam nie przeszkadzaj, bo i ciebie b?dziemy musieli skosi?. Jasne?- jak wiadomo Nancy si? nie patyczkowa?a, nawet je?li zdawa?a sobie spraw?, ?e ona ?adn? super si?? nie dysponuje, ale b?d? co b?d? shinigamich by?o dw?ch, a ta piekielna fl?dra tylko jedna.- Nie odst?pujemy dusz, nie uk?adamy si? z demonami, szef by nam za to g?ow? urwa?... nie ma w og?le o czym m?wi?.- opar?a bumerang o ziemi?, tu? obok siebie, podtrzymuj?c go wci?? jedn? d?oni?, podczas gdy drug? wymachiwa?a tak jakby g?osi?a w?a?nie jakie? or?dzie do narodu.- Na twoje nieszcz??cie do kolejnego zlecenia zosta?o nam jeszcze troch? czasu...- u?o?y?a usta w dzi?bek, chwilowo odwracaj?c wzrok od demonicy, mo?e to nie by?o do ko?ca rozs?dne, ale kt??by spodziewa? si? rozs?dku po Moron, b?d?my powa?ni.
Nie podoba?o si? jej to. Naprawd?. Jeszcze dziwnym trafem uchwyci?a to ca?e zainteresowanie piekielnej Albertem. Zerkn??a to na Reedsa, to na DeVille, znowu na Reedsa, znowu na DeVille. Tak. Jeszcze bardziej jej to nie odpowiada?o, wi?c szturchn??a lekko ?niwiarza w bok.
- Mia?e? z ni? romans czy jak? - zapyta?a, chocia? szeptem... pewnie demon to us?yszy, bo ma do?? dobry s?uch, ale jakie? pozory w ko?cu trzeba zachowywa?, czy nie tak? Kultura i te rzeczy, a jak wiadomo panna Moron by?a przecie? BARDZO kulturaln? ?niwiark?.
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-01-23, 21:49   

Nie skomentowa? ju? tej wzmianki o lamparcie i szczerze m?wi?c nie mia? nawet za bardzo poj?cia jak taka dieta lamparcia mia?aby wygl?da?. Zwierzak jest drapie?nikiem, potrzebuje zatem je?? mi?sa, a Reeds nie zamierza? t?umi? w nim tego instynktu ?owcy, chocia? kocisko zd??y?o si? troch? rozleniwi? i udomowi?. Zreszt?, to by? futrzak zabrany z cyrku, a i tam pewnie nie mia? tyle wolno?ci ile w naturalnym ?rodowisku. Tak czy inaczej, wegetarianina nie b?dzie z niego robi?... kociak lubi? ryby, lubi? mi?so, czasem na spacerze zapolowa? sobie jeszcze na jak?? kaczk? w stawie czy zaj?ca chowaj?cego si? w trawie, ale bardziej chyba traktowa? to jako zabaw? ni? faktyczny cel zdobycia po?ywienia. W ka?dym razie, ma?e by?y szanse, ?eby sobie poradzi? na wolno?ci, pr?dzej zdech?by z g?odu.
Teraz jednak ?niwiarz skupi? si? w wi?kszej mierze na tej demonicy. Zielonego poj?cia nie mia? czemu ona by?a a? tak nim zainteresowana. Dobra, mo?e to jednak wyjdzie przy okazji czego?. Albo mo?e mu si? tylko wydawa?o. Chwilowo Reeds pozwoli? si? rozgada? Nancy. Skoro by?a taka ch?tna do konwersacji z piekieln?, on nie mia? nic przeciwko. Wsun?? jedn? d?o? do kieszeni marynarki, a w drugiej r?ce leniwie obraca? swoj? kos? ?mierci. Fajna zabawka, przyda?aby mu si? jeszcze fajniejsza, ewentualne udoskonalenie tej, ale na to wymagana by?a zgoda zarz?du, a ?niwiarz z uwagi na swoj? niezbyt wygodn? dla instytutu przypad?o?? raczej na tak? zgod? nie mia? co liczy?. Chyba, ?e ju? nauczy si? panowa? nad swoimi utratami ?wiadomo?ci i napadami agresji. Neh, nie... do tego jeszcze daleka droga. W przeciwie?stwie do Moron, wola? nie spuszcza? z oczu tej demonicy. Nie wiedzia? czego si? po niej spodziewa? i sk?d w og?le pomys?, ?eby ich zaczepi??Dzieciaki ju? znikn??y z okolicy, wi?c obecnie znale?li si? z ni? sami, bo faceta, kt?rego chwil? temu skosi?a Moron nie wlicza? w og?le.
- He? - drgn?? lekko gdy dziewczyna szturchn??a go w bok i zmarszczy? brwi z niezrozumieniem.- ?artujesz sobie chyba. - odpowiedzia?, zerkaj?c na ni? z w?tpliwie i pokr?ci? g?ow? przecz?co.
Tsa, nie by? zwolennikiem przelotnych romans?w, a w szczeg?lno?ci krzy?owania ras. Chyba, ?e chodzi?o o ludzi. Ludzie to co innego, pod tym wzgl?dem to wyj?tek i Reeds ?adnej niech?ci do nich nie ?ywi?.
- Koniec przedstawienia. Ty ju? nie masz tu czego szuka?, my te? nie. - odruchowo poprawi? okulary na nosie, w ka?dym razie do samej osoby Lorien podchodzi? z rezerw?, nie mia? ochoty na zabaw? w s?owne utarczki, nie kr?ci?o go to.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Lorien DeVille


Wiek: 20/???
Dołączył: 15 Gru 2016
Posty: 54
Wysłany: 2018-01-26, 21:43   

Panna DeVille nie zamierza?a poprzesta? tylko na wymianie zda?. R?wnie? uwa?a?a to za ma?o satysfakcjonuj?ce, chocia? lubi?a sobie pogaw?dzi?. Z ofiar? czy te? przeciwnikiem. Ot, zawsze mo?na lepiej pozna? odczucia drugiej strony, jej cele i motywy, nawet je?li ?ywot takiego towarzysza rozm?w mia?by by? bardzo kr?tki. Czasem niekt?rzy naiwnie karmili si? nadziej?, ?e jeszcze prze?yj?, ?e jeszcze dadz? rad? przetrwa? do nast?pnego wschodu s?o?ca. Nie, nie... Lorien nie by?a ?askawa. Nie.
- Szef?- unios?a pytaj?co brwi, a ten drobny u?miech nie schodzi? jej wcale z twarzy.- Chyba si? z nim widzia?am jaki? czas temu...- nie by?a zupe?nie przekonana, nie zna?a przecie? dok?adnej hierarchii shinigamich, nie mia?a r?wnie? poj?cia kto jakie stanowiska zajmowa?, aczkolwiek na pami?tnym festiwalu balon?w spotka?a do?? dystyngowanego boga ?mierci, kt?ry w przeciwie?stwie do tej dw?jki zachowywa? kamienn? twarz i absolutn? powag?. Je?li mia?aby obstawia?, to w?a?nie tamten m??czyzna pasowa? idealnie na wz?r prze?o?onego.
Na pytanie Nancy, skierowane do Alberta zareagowa?a cichym ?miechem. Lekko przytkn??a d?o? do ust, aczkolwiek nie wygl?da?a ani na speszon? ani na zaskoczon?. Oh, tak... to by?a ciekawa wizja. Nie s?ysza?a o przypadkach romans?w w?r?d tak skrajnie r??ni?cych si? przedstawicieli dw?ch ras, ale najwyra?niej jeszcze wszystko przed ni?. Takiego obrotu sprawy nie by?a w stanie przecie? wykluczy?.
- C??... powiedzmy, ?e mieli?my wsp?lnych znajomych.- podj??a temat, przy okazji nieustannie wpatruj?c si? w Reeda i nieznacznie zw??aj?c spojrzenie, ale nie zak?ada?a, ?e ten m?ody m??czyzna od razu pojmie o co chodzi.- Och, przedstawienie? Nie... ja s?dz?, ?e przedstawienie mo?e dopiero si? zacz??.- do jej uszu dobieg? odg?os dzieci, tych dzieci, kt?re zapewne wci?? pozostawa?y tu gdzie? w pobli?u, nie oddali?y si? za bardzo.- To co? Sprawdzimy kto b?dzie pierwszy?- jej g?os ca?y czas brzmia? do?? s?odko, ca?kiem przyja?nie, ale tym razem u?miech na jej twarzy przyj?? form? bardziej krn?brn?, bardziej zajadliw?.
Chcia?a ich sprowokowa?, nie ma co tego ukrywa?. Chcia?a. Ot, zobaczy? co te? shinigami potrafi?, a ponadto mia?a w tym te? swoje prywatne cele zwi?zane z tym ?niwiarzem. Potrzebowa?a go pozna? bli?ej, wi?cej si? o nim dowiedzie?.
Kilka krok?w w bok. Ka?dy krok spokojny, wywa?ony, niczym kroki panienki z dobrego domu. Kroki jednak po chwili przesta?y by? tak miarodajne. Szybko, jeszcze szybciej. Uda?a si? w tamt? stron?. Nie, nie by?a g?odna, ale warto zaryzykowa?, spr?bowa?, warto wywo?a? reakcj?. Niech si? dzieje. Dzieci by?y blisko, b?dzie w stanie je pochwyci? po chwili. Wida? ich ma?e sylwetki, u?miechni?te buzie.
 
     
Nancy Moron

Wydz. Żniwiarzy

Kosa ?mierci: zaostrzony bumerang - Chi
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 22 Paź 2014
Posty: 205
Wysłany: 2018-01-28, 20:36   
   Multikonta: Sharon


Ale? pyta?a absolutnie powa?nie! Nigdy nic nie wiadomo, nie chodzi?a przecie? za Reedsem krok w krok, nawet je?li czasem mog?a sprawia? takie wra?enie. Nie no, by?a do?? ciekawsk? ?niwiark?, ?eby nie powiedzie?, ?e natr?tn? i lubi?a wpycha? sw?j nosem szczeg?lnie tam gdzie jej nie chcieli. C??, panna Moron oczywi?cie nijak si? tym nie przejmowa?a, w og?le mo?na si? nawet zastanawia? czy ona ma jakiekolwiek zmartwienia opr?cz posiadania w swoim pobli?u jakiegokolwiek trunku wysokoprocentowego. Ale nie, nie o tym. Wzruszy?a wi?c tylko ramionami na komentarz ?niwiarza przez chwil? mierz?c go swoimi patrza?kami, ale skoro m?wi, ?e nie... to znaczy, ?e nie. Chyba. Nie. To nie by?o w jego stylu. Chyba.
- Znacie si?? Ale nie mia?a? z nim romansu?- zagada?a gdy Lorien wspomnia?a o Inspektorze zwanym przez Nancy po prostu "Szefem" i nie wiadomo co znowu j? nakr?ci?o na tematyk? romans?w, tym razem jednak zapyta?a wprost, bez ogr?dek i jakiego? przyczajania si?.- W ka?dym razie. Sio.- powt?rzy?a bardziej stanowczo, aczkolwiek z ust Moron mog?o akurat to nie brzmie? zbyt przekonuj?co i nic w tym dziwnego, ma?o kto j? od razu traktowa? na powa?nie. Mo?e to przez ma?y wzrost albo przez do?? specyficzny charakter dziewczyny.
- Ale, ale... nie umawiali?my si? z tob? na wy?cigi... kimkolwiek ty jeste?.- zaoponowa?a od razu, widz?c na co szykuje si? demonica.- A poza tym... nie masz z nami szans.- doda?a absolutnie pewna i zerkn??a jeszcze na Alberta, dopiero wtedy mo?na by?o dostrzec, ?e z tej jej pewno?ci wiele to po prostu zwyk?a zagrywka. - Prawda? - a bo musia?a si? upewni?.
Niestety, piekielna pogna?a za tymi dzieciaczkami. Aj, aj... nie podoba?o si? to ?niwiarce. Aj, aj... mog? by? k?opociki. To plugawe nasienie mia?o wyostrzone zmys?y i zapewne szybko poradzi sobie z odnalezieniem wyznaczonego celu, o ile rzeczywi?cie chodzi?o jej o t? band? smarkaczy.
- Ja jestem szybsza i si? tak nie popisuj?. - fukn??a, marszcz?c brwi.- Al... zosta? i patrz! B?dzie mniej k?opot?w... - no to Nancy pogna?a za DeVille, po drodze jeszcze rzucaj?c swoj? kos?, tak by celnie namierzy? demonic?... nie ma to jak bro? dalekosi??na czyli bumerang. Jak dobrze p?jdzie to celny rzut i po prostu skosi ten problem.
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-01-30, 21:46   

- Wsp?lnych znajomych? - podj?? nie bardzo wiedz?c co o tym my?le?.- Chwila, chwila... o czym ty m?wisz? - Reeds poj?cia nie mia? o co chodzi tej demonicy, w ka?dym razie mia? dziwne wra?enie, ?e powinni si? zna?.
Albo inaczej. ?e ona zna?a jego, nawet je?li on nie zna? jej. Tylko ni cholery nie m?g? po??czy? fakt?w, kto taki z jego "znajomych" m?g?by mie? jakiekolwiek powi?zanie z piekieln? istot?. Mo?e z uwagi na fakt, ?e obecnie prawie nie mia? znajomych. Zwierzaki si? nie liczy?y, o Nancy tu nie chodzi?o, a z reszt? ?niwiarzy utrzymywa? prawie zerowy kontakt. Basil? Nie, to mu nie pasowa?o. Poza tym demonica m?wi?a raczej o fakcie mocno przesz?ym albo po prostu on to ?le odczyta?. Je?li z kolei mia?a na my?li etap jego ludzkiego ?ycia i znajomych w?a?nie z tego okresu, wi?kszo?? ju?... nie ?yje. Trudno mu by?o wytypowa? dok?adnie co si? sta?o z poszczeg?lnymi osobami, kt?re zna?, jednak tych kilka bli?szych mu os?b nie nale?a?o ju? do ?wiata ?ywych. ?niwiarz zmarszczy? brwi z pewnym niezadowoleniem. A je?li ta demonica po prostu sobie z nimi tak pogrywa?
Tak czy inaczej, wygl?da?o na to, ?e kojarzy ju? kierownika. Musia?a mie? z nim do czynienia... gdzie?. Zreszt?, tych demon?w jest pe?no. Wsz?dzie si? szw?daj?. Dopiero po chwili zorientowa? si?, ?e Nancy co? do niego m?wi. Lorien najwyra?niej postanowi?a si? zabawi? ich kosztem, a oni mieli zwi?zane r?ce, je?li nie chcieli p??niej obrywa? od szefa za to, ?e jaki? demon zw?dzi? im sprzed nosa par? duszyczek. Poza tym... to by?y dzieci, mog?y jeszcze troch? po?y?.
- Inaczej by? nie mo?e.- na nast?pne stwierdzenie tej ha?a?liwej ?niwiarki jednak zje?y? si? trochu.- Mo?esz sobie pomarzy?. Nie mam zamiaru tu tkwi? jak ko?ek.- parskn??, spogl?daj?c na Nancy nieco podejrzliwie, chocia? mia? pewne przypuszczenia dla kt?rych Moron pewnie wola?a go trzyma? z dala od takich spi??, a jednak... Reeds nie odpu?ci?by czego? takiego.
Troch? inaczej gdy by? cz?owiekiem. Wtedy by? spokojniejszy i jako? nie pcha? si? do ?adnych konflikt?w. Nie to co obecnie. ?atwo traci? nad sob? panowanie, by? niecierpliwy i nawet na sw?j spos?b polubi? pewn? fizyczn? rywalizacj?. Chcia? sta? si? jeszcze silniejszy, nawet je?li b?dzie musia? po?wi?ci? na to jeszcze d?ugie lata. Bo dlaczego by nie? Wcze?niej to przez jego s?abo?? zgin??y bliskie mu osoby.
- Tsh, nie ucieknie daleko.- gdy Nancy ruszy?a za demonem, on r?wnie? post?pi? tak samo z tym, ?e nie zajmowa? si? ?adnym bumerangiem przy okazji, mia? wi?cej swobody, a to znaczy, ?e m?g? szybciej wy?ledzi? Lorien, szybciej dojrze? jej sylwetk?. Tak, ona nie polowa?a na te dzieci. To by?a tylko prowokacja.
Wykorzysta? ga??? jednego z okolicznych drzew do lepszej nawigacji. Wskoczy? na nie, odbi? si? z jego poziomu i dzi?ki temu by? w stanie zr?wna? si? z piekieln?. Wyhamowa? i zagrodzi? jej drog?. Mia? swoj? kos? ?mierci i wiedzia? jak si? ni? pos?ugiwa?. Z ty?u, za jego plecami znajdowa?a si? ta grupka dzieci. Jak si? zorientuj? w sytuacji, to zaczn? ucieka?. Tak przynajmniej powinny.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Lorien DeVille


Wiek: 20/???
Dołączył: 15 Gru 2016
Posty: 54
Wysłany: 2018-02-01, 00:44   

Lorien zareagowa?a ?miechem. Jej d?wi?czny g?os zamieni? si? w perlisty ?miech, kt?ry brzmia? jak najbardziej szczerze. To by? chyba najlepszy komentarz zar?wno na pytanie ?niwiarki dotycz?ce romansu, jak i na ciekawo?? ?niwiarza. Najwyra?niej skutecznie j? w nim podsyci?a. I dobrze. Niech si? domy?la, niech dr??y, niech si? zastanawia. A kiedy odkryje ju? ten sekret, zabawa stanie si? jeszcze bardziej wci?gaj?ca. Mo?e nawet poch?onie ich "na zab?j"? DeVille celowo podj??a akurat ten temat. Lubi?a tak inspirowa? swe ofiary, a ich d??enie do zdemaskowania prawdy by?o nie raz godne podziwu. Tak, tak przyjemnie si? na to patrzy?o. Nie zamierza?a powiedzie? ch?opakowi od razu wszystkiego, zapewne wi?ksza satysfakcja przyjdzie po czasie, o ile rzeczywi?cie wpadnie na trop jej zabawy. Wygl?da? na do?? inteligentnego i rozwa?nego w przeciwie?stwie do tej g?o?nej i niepouk?adanej dziewczyny, co zapowiada?o ca?kiem niez?? rozrywk?. Lubi?a wi?ksze wyzwania, wr?cz poszukiwa?a godnych siebie przeciwnik?w, ca?y czas chciwie po??daj?c wi?cej i wi?cej. Ten ?wiat oferowa? zbyt wiele, by po prostu marnowa? tutaj czas na nud?. A ona by?a bardzo wymagaj?ca, pod ka?dym wzgl?dem.
- Nie musieli?my si? umawia?. - odpowiedzia?a w ko?cu ?niwiarce, nie zwalniaj?c, nie zatrzymuj?c si?.
Czy?by z jakich? przyczyn ta ha?a?liwa pracownica Instytutu chcia?a odsun?? od sprawy swojego towarzysza? Mo?e to by? jaki? ?wie?y, niedo?wiadczony jeszcze shinigami, a mo?e sta?o za tym co? innego? Nie wiadomo, ale to drobne spostrze?enie tylko zaostrzy?o apetyt panny DeVille na wi?cej.
Dzieci by?y blisko. Coraz bli?ej. Prawie mog?a jedno z nich pochwyci?. Jej paznokcie niemal przypomina?y szpony. Mog?a rozerwa? jednego z tych ludzkich ch?opc?w na strz?py. ?wist powietrza. Co? si? zbli?a?o z du?? pr?dko?ci?. Odruchowo, odbi?a si? nogami od ziemi i skoczy?a, ?eby unikn?? gwa?townego ataku. Mign?? jej przed oczami bumerang. Zdaje si?, ?e to kosa ?mierci tej ?niwiarki. Wi?c jednak wci?gn?li si? w t? zabaw?. Zmru?y?a spojrzenie, a z jej ust nie schodzi? u?miech.
- Och... nie zd??y?am? - uda?a zdziwienie, a drog? dodatkowo zagrodzi? jej ten ?niwiarz.- Co tak cie zainteresowa?o? Oboje wype?niamy tylko sw?j cel istnienia. - nie mog?a powstrzyma? tego ruchu oblizuj?cego wargi.- Mo?e jeszcze zd???... - zasugerowa?a nie ukrywaj?c rozbawienia, bo tak... dla niej to rzeczywi?cie by?a po prostu rozrywka, nie mia?a interesu w po?eraniu tak s?abych jako?ciowo i nie zaspokajaj?cych jej dusz.
 
     
MG


Dołączył: 26 Maj 2013
Posty: 393
Wysłany: 2018-03-03, 00:32   

Trzech ch?opc?w, kt?rych wiek nie przekracza? dziesi?ciu lat wraca?o do dom?w albo nawet udawali si? w inne miejsce zabawy, skoro z poprzedniego zostali przep?dzeni przez jakie? dziwne towarzystwo. W trakcie drogi jeszcze si? przedrze?niali, jeszcze stroili do siebie g?upie miny i chocia? nie byli ubrani w dobrze skrojone stroje, a na ?okciach wida? by?o siniaki, to dzieciaki wydawa?y si? ca?kiem zadowolone, ciesz?c si? zapewne wzajemnym towarzystwem. W ich pobli?u pojawi?a si? Lorien, zaraz potem ch?opak z ostrym sierpem w r?ku i chocia? ich oczy nie uchwyci?y b?yskawicznego ruchu rzuconego bumerangu, to jednak nawet ci m?odzi uchwycili napi?t? atmosfer?. Jeden poci?gn?? drugiego za r?kaw, drugi trzeciemu na ucho rzuci?, ?eby st?d wiali i ca?a tr?jka z pewnym przestrachem na ich m?odych buziach pu?ci?a si? w te p?dy, chwil? tylko odwracaj?c si? za siebie i oddalaj?c si? coraz bardziej. Demonicy zwia?o zatem potencjalne ?niadanie czy te? raczej kolacja, ale przynajmniej w por? uskoczy?a przed ostrzem wyrzuconego przez pann? Moron bumerangu. Kosa ?mierci zawr?ci?a w powietrzu i zn?w trafi?a do r?ki ?niwiarki.
 
     
Nancy Moron

Wydz. Żniwiarzy

Kosa ?mierci: zaostrzony bumerang - Chi
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 22 Paź 2014
Posty: 205
Wysłany: 2018-03-05, 09:25   
   Multikonta: Sharon


No co za... co za... co za... dziwne sytuacje. Nancy oczywi?cie by?a mistrzyni? takich dziwnych sytuacji, geniuszem w pe?nej krasie, ale zacznijmy od pocz?tku. Oczywi?cie, by?y ma?e szanse na to, ?e Albert jej pos?ucha. To nie ten typ, kt?ry grzecznie siedzi w miejscu, gdy obok dzieje si? rozr?ba. A poza tym jego nie da si? podporz?dkowa?. Hej, teoretycznie Moron by?a starsza od niego i to ca?kiem sporo, wi?c powinien si? s?ucha? bardziej do?wiadczonej kole?anki. Ale nie, nie on. On mia? to w dupie, a rzecz jasna chodzi?o o to, ?eby przypadkiem nie straci? nad sob? panowania. Bo to ch?opak z przypad?o?ci? jest, z bardzo dokuczliw? przypad?o?ci? i nawet Nancy nie by?a w stanie go uspokoi?, kiedy stawa? si? niczym w?ciek?y zwierzak. Niestety... taki chaos, kt?ry sieka?by wszystko na plasterki i sia? wsz?dzie gdzie si? da zniszczenie. Nie mia?a do?? si?y, ?eby go powstrzyma?, wi?c wola?a nie ryzykowa?. W tej sytuacji... nie da?o si?. Nie pos?ucha jej. Ale z koniem kopa? si? nie b?dzie, domy?la?a si?, ?e dalsze pr?by wycofania go z tej bitki si? nie powiod?, wi?c musia?a zaakceptowa? jego udzia?. Czyli w zasadzie nie do??, ?e musia?a pilnowa? tej demonicy, to jeszcze Reedsa. No pi?knie! Zapowiada?a si? pi?kna rze? w ten pi?kny, s?oneczny dzionek!
- Tylko spokojnie Al... tylko spokojnie.- wymamrota?a, chocia? na dobr? spraw? nie wiadomo czy to by?o bardziej skierowane do niego czy mo?e gada?a sama do siebie.
Dzieciaki wystraszy?y si?, zwia?y... to dobrze. Mniej roboty ze smarkaczami. Niestety, piekielna zd??y?a uskoczy? przed rzutem jej bumerangu, ale to nie oznacza?o, ?e Nancy zamierza odpu?ci?. O nie, nie... ona by?a z innej gliny lepiona i nie poddawa?a si? tak ?atwo.
- POWIEDZIA?AM... SIO! - Moron nie mia?a za du?o do?wiadczenia z demonami, ale co? tam si? ju? z nimi zetkn??a, wi?c fru... jak tylko kosa ?mierci na powr?t wyl?dowa?a w jej r?ce, to ?niwiarka odbi?a si? od ziemi i skoczy?a na Lorien nastawiaj?c bumerang ostr? stron?. Tak, tak... trzeba szybko i skutecznie pozby? si? problemu, bo demon to zawsze problem. Jak si? uda to ostrze bumerangu zetknie si? z szyj? piekielnej, jak nie... Nancy to do?? skoczna dziewuszka, wi?c jako? sobie poradzi. No i jest jeszcze Albert, to ciekawe... co ich ??czy?o z t? diabeln? dziewoj?? Jacy znowu znajomi?
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-03-06, 21:46   

Nie odpowiedzia?a. Tsh. Mo?liwe, ?e tylko pr?bowa?a ich sprowokowa?, jako? zaczepi?. Cokolwiek chcia?a osi?gn?? mo?na powiedzie?, ?e jej si? uda?o. Wci?gn??a go w jakie? swoje zagrywki, bo mia? cholern? ch?? wyci?gn?? od niej informacje dotycz?ce "jakich?" znajomych. Nie mia? poj?cia o kogo chodzi. Mo?e to tylko podpucha? Tak czy inaczej, ta wiadomo?? go zaintrygowa?a i musia? pozna? teraz szczeg??y. Musia?, bo je?li to chodzi?o o kogo? z czas?w jego ludzkiego ?ycia, to o kogo? Chyba ju? wszyscy pomarli, a tych par? os?b, kt?re zosta?o... czy powinno go to w og?le interesowa?? A mo?e Lorien wie co? wi?cej?
- Nie udawaj, ?e nie wiesz o co mi chodzi.- prychn?? gdy tylko zagrodzi? piekielnej drog?, w d?oni ca?y czas obracaj?c swoj? kos? ?mierci.- O jakich znajomych m?wi?a??- w tym momencie Reedsa naprawd? nie interesowa?o czy to demon czy anio? czy kij inny diabe?, wa?ne ?eby wyci?gn?? od niej te informacje, zreszt?... nie obawia? si? jej, tego rodzaju strach nigdy mu nie towarzyszy?, przecie? nawet gdyby zgin??, dla ?wiata nie mia?oby to ju? wi?kszego znaczenia.
Dzieciaki uciek?y. Dobrze. Mniej roboty z tym. Nie chcia? mie? jeszcze na g?owie pilnowania bandy smarkaczy, wi?c liczy? na to, ?e ta demonica nie b?dzie si? chcia?a dalej bawi? w wy?cigi i skupi si? na dw?jce shinigamich.
- Nie irytuj mnie, przecie? jestem spokojny.- odchrz?kn?? na zupe?nie zb?dny komentarz Nancy... jak wida?, by? oaz? spokoju, lolz.
?niwiarka nie trafi?a. Lorien do?? ?atwo unikn??a ciosu, ale przecie? nie b?dzie tak ?atwo. To by?o zbyt ?atwe. Kiedy Moron szykowa?a si? do kolejnego ataku, Reeds te? zreszt? nie zamierza? sta? biernie. Na sw?j spos?b polubi? adrenalin? zwi?zan? z walk?, a poza tym od dziecka interesowa? si? militariami, wojskowo?ci?, wi?c te? ca?kiem nie?le radzi? sobie z r??nymi rodzajami broni, nawet z broni? paln? mia? ju? troch? do?wiadczenia i zbiera? w swoim pokoju w?asn?, ma?? kolekcj?. Tak wi?c gdy Nan zaatakowa?a od g?ry, od postanowi? od do?u. Sierp trzyma? pewnie w jednej d?oni i jak tylko znalaz? si? do?? blisko, wykona? ci?cie. W jego ?lepiach pojawi?o si? pewne zawzi?cie. Chyba w tym przypadku ma?o prawdopodobne by?o pokojowe rozwi?zanie. Tym bardziej, ?e w okolicy nie by?o nikogo, teren wydawa? si? opustosza?y, a na tych zaniedbanych peryferiach jedyne co si? mog?o bezmy?lnie kr?ci? to bezpa?skie psy abo wyjadaj?ce resztki ze ?mietnik?w kruki czy wrony.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Lorien DeVille


Wiek: 20/???
Dołączył: 15 Gru 2016
Posty: 54
Wysłany: 2018-03-08, 21:41   

Dzieci uciek?y. C?? za pech. Chyba jednak nikt nie mia? w?tpliwo?ci, ?e to nie one by?y prawdziwym celem panny DeVille. Ta demonica owszem, by?a do?? chciwa na ludzkie dusze, ale jednocze?nie mia?a do?? wyg?rowane wymagania. Mog?aby zapolowa? na te dzieci pod wzgl?dem mi?sa. Ich ma?e, chude cia?ka nie mia?y go zbyt wiele, a jednak m?ode mi?so by?o ca?kiem dobrym i satysfakcjonuj?cym produktem. Zdarza?o si? jej zjada? nawet noworodki, aczkolwiek te z kolei by?y zbyt drobne aby nacieszy? si? tak? zdobycz?. Tak si? jednak sk?ada, ?e o tym uwielbieniu demonicy ma?o kto wiedzia?, bo przecie? istoty z piekie? posilaj? si? wy??cznie duszami. I rzeczywi?cie, ?adne mi?so nie by?o w stanie zaspokoi? jej g?odu, ale traktowa?a je jako ca?kiem atrakcyjny dodatek do kolacji. Nawet je?li w zasadzie nie czu?a jego smaku, po?ywienie si? cudzym organizmem przede wszystkim dawa?o satysfakcj?. Nie, oni tego nie wiedzieli. Ma?o kto o tym wiedzia?.
Uda?o si? jej unikn?? pierwszego ciosu tej ha?a?liwej shinigami. Jej bro? prezentowa?a si? ca?kiem ciekawie, ale to nie odpowiednia kosa ?mierci mog?a mie? tu decyduj?cy wp?yw na zwyci?stwo. Liczy?y si? g??wnie umiej?tno?ci i do?wiadczenia i chocia? wygl?da?o na to, ?e ta dw?jka posiada pewne zdolno?ci bojowe, to pytanie ile one by?y warte w zderzeniu z licz?cym kilka tysi?cy lat demonem. Kto wie. Ostatecznie Lorien te? mia?a kilka potyczek, star? i bitew ju? za sob?, ale jednocze?nie nie pcha?a si? do ka?dej b?jki, nie rozrywa?a ka?demu przeciwnikowi gard?a. Kiedy wi?c ?niwiarka zaatakowa?a od g?ry, panna DeVille, wykona?a kilka szybkich kork?w do tylu, odchylaj?c jednocze?nie w ty? zar?wno g?ow? jak i tu??w, tak aby unikn?? ciosu ostr? cz??ci? bumeranga.
- Doprawdy? S?dzisz, ?e podporz?dkuje si? bogowi ?mierci? - zapyta?a, a jej na poz?r uprzejmy g?os by? przesi?kni?ty krn?brn? nut?.- Chcia?by? wiedzie?? - zwr?ci?a si? do ?niwiarza zatrzymuj?c si? w miejscu.- Pozostawmy troch? miejsca na tajemnic?. Na pewno sobie z ni? poradzisz. - za?mia?a si? cicho, przekonana o tym, ?e w ten spos?b jeszcze bardziej podsyci ciekawo?? Alberta, jeszcze bardziej zmusi go do zastanowienia, przemy?le?, szukania odpowiedzi.
Ch?opak postanowi? zaatakowa? z do?u dla odmiany od swej towarzyszki. DeVille uskoczy?a do ty?u, obr?ci?a si? w miejscu, tak aby dla odmiany pochwyci? t? mniejsz? ?niwiark?. Je?li nie b?dzie do?? szybka, ze skoku, kt?ry wykona?a wpadnie prosto w jej r?ce. A raczej szpony, bo te zaraz zast?pi?y zwyk?e, ludzkie paznokcie. Wygl?da?y, jakby w?yna?y si? w jej sk?r? na palcach, ale Lor nie widzia?a powodu by prezentowa? si? w pe?nej klasie. Obecnie chodzi?o o to, ?eby zyska? nad nimi przewag?.
 
     
MG


Dołączył: 26 Maj 2013
Posty: 393
Wysłany: 2018-03-10, 00:47   

Na szcz??cie okolica by?a spokojna. Na szcz??cie nie pa??ta?o si? tu zbyt wiele os?b. Gdzie? tam w oddali za kolejn? ?aweczk?, le?a? pewnie kolejny pijany bezdomny. Dzieciaki ju? oddali?y si? dostatecznie i s?ycha? by?o tylko krakanie wron zasiadaj?cych na cienkich ga??ziach drzew, kt?ry obserwowa?y czujnie ten spektakl. ?niwiarka zaatakowa?a od g?ry, ale szubki ruch piekielnej pozwoli? jej na unikni?cie tego ciosu, chocia? niewiele brakowa?o. Trzeba przyzna?, ?e panna Moron porusza?a si? do?? szybko i mia?a naprawd? nie?le opanowane w?adanie bumerangiem. Demonica uskoczy?a o kolejny krok, kt?ry pozwoli? jej na unikni?cie ciosu pana Reedsa. Jego sierp zaledwie musn?? kosmyki w?os?w panny DeVille, kt?re ta?czy?y w powietrzu podczas gdy piekielna wykonywa?a kolejne manewry. Nancy nie wyhamowa?a, nie zd??y?a i wpad?a w ?apy Lorien, chocia? szcz??liwie nie nadzia?a si? na ostre szpony, kt?re przeciwniczka postanowi?a zademonstrowa? uchylaj?c r?bka ze swej prawdziwej formy.
 
     
Nancy Moron

Wydz. Żniwiarzy

Kosa ?mierci: zaostrzony bumerang - Chi
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 22 Paź 2014
Posty: 205
Wysłany: 2018-03-12, 09:38   
   Multikonta: Sharon


Wida? trafi?a na upierdliwa. Takie demony by?y najbardziej denerwuj?ce. W dodatku panna zalatywa?a jej jak?? tandet?. O takie szpony si? dba! Trzeba je przycina?, polerowa?, pi?owa?, a te jej pazurki wygl?da?y jak jakie? krecie ?apy. Nic ?adnego, a Nancy akurat lubi?a ?adne rzeczy. Takie niekoniecznie ?adne dla innych, bo gust mia?a do?? specyficzny, ale najwa?niejsze aby by?y ?adne dla niej. Skoczne z niej by?o male?stwo, jednak nie zd??y?a tutaj uskoczy? albo wymin?? tej piekielnej, bo ta pochwyci?a j? w swoje r?ce. ?niwiarka zamruga?a tylko swymi ocz?tami.
- Jeszcze si? nie umawia?y?my, ?eby od razu pada? sobie w ramiona.- tak paln??a z pewnym zdziwieniem, bo c?? to... demonica chcia?a j? z?apa?, c?? to... za paskudne szpony, c?? to... no dobrej, bez takiego gdybania.
W KA?DY RAZIE dziewcz? nasze nie by?o unieruchomione ca?kiem, a tylko z?apane, a wi?c r?czkami i n??kami mog?a spokojnie porusza?. I mia?a bumerang! Swej broni nie wypuszcza?a, chocia? kosa ?mierci nawet wypuszczona i tak powr?ci?aby do niej. Taki to rozs?dny or??. Skoro jednak wci?? trzyma?a j? w swoich d?oniach, to zamachn??a si?, ?eby wykona? cios bumerangiem za siebie czyli na t? piekieln? maszkarad?. Doskonale wiedzia?a jak operowa? bumerangiem i jakie ma to zalety, chocia? na pewno nie jedn? wad? te? by si? znalaz?o. W dodatku z ca?ej si?y nadepn??a demonicy na stop?. Troch? dzieci?ca zagrywka, lecz w obecnej sytuacji wa?ne, ?eby zadzia?a?a. Mo?e i si? zbyt du?o nie mia?a, jednak jak dobrze trafi to i troch? to Lorien zaboli. Zerkn??a jeszcze na Alberta. Nope. Moron nie nale?a?a do tych biadolicych dziewcz?t, kt?re by?y ratowane przez ksi?cia w bajkach opowiadanych dzieciom. A Reeds to ?aden ksi??k?. Ale mo?e pomo?e jej. Troszk?.
- Wyczuwam co? na rzeczy. - skwitowa?a ni st?d ni zow?d, chocia? do ko?ca tej wymiany zda? mi?dzy Alem, a piekieln? nie zrozumia?a, ale... co? z tego b?dzie, nawet je?li nie zapowiada?o si? to na nic dobrego.
A przecie? mia?a nosa do takich spraw! Lubi?a interesowa? si? cudzymi przypadkami, nawet je?li same jednostki j? nie ciekawi?y dostatecznie. Ot, cz?sto wsadza?a sw?j pi?kny nosek nie w swoje sprawy.
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-03-14, 20:34   

P?ki co piekielna stosowa?a uniki. Nie wiadomo czy nie chcia?a ich atakowa?, czy wola?a tego unika?, a mo?e mia?a jaki? w?asny plan. Trudno przypuszcza?, nie mieli nawet poj?cia czy to wszystko rzeczywi?cie wzi??o si? od ch?ci poch?oni?cia dusz tych dzieci czy mo?e przyczyna by?a zupe?nie inna. Na dobr? spraw?, sprowadza?o si? to do jednego. W tej demonicy mieli obecnie przeciwnika i trzeba nauczy? j? gdzie jej miejsce. Reedsa w ?adnym stopniu nie przera?a?o to, ?e ma do czynienia z istot? piekieln?, nic sobie nie robi? z wagi czy rangi Lorien. Doskonale wiedzia?, ?e nie jest a? tak silny, ale nie przekre?la? zupe?nie swoich szans. By? mo?e wi?cej by ugra? na takim pojedynku, trac?c nad sob? panowanie. Chocia? w?wczas nie mia? nad sob? ?adnej kontroli, stawa? si? naprawd? niebezpieczny. Zar?wno dla siebie jak i dla innych. Nie zwa?a? na odniesione rany, na jakiekolwiek uszczerbki tylko mia? jeden cel. Co? zniszczy? albo kogo? zabi?. Na pewno wdawa? si? ju? w jakie? utarczki z demonami, problem w tym, ?e p??niej niczego nie pami?ta?, a nie specjalnie przepada? za odtwarzaniem swojego filmowego nagrania, ?eby tak za ka?dym razem sobie u?wiadamia? co w?wczas wyprawia?. Mo?e nawet lepiej nie wiedzie?.
Piekielna zdo?a?a umkn??, a jakby tego by?o ma?o z?apa?a Nancy. Szlag by to. Wiedzia?, ?e ta ma?a ?niwiarka sobie poradzi, ale... na dobr? spraw? nie chcia?by, ?eby wr?cili do Instytutu w stanie niezdatnym do dalszych zlece?. Nie by?o czasu si? zastanawia?, nie ma okazji na jakie? g??bokie analizy, obmy?lanie strategii. Musia? tylko troch? bardziej uwa?a?, ?eby nie trafi? Moron. Zmru?y? ?lepia. Nie by? z tych co odpuszczaj?. Kolejny ruch. Wyhamowa? obok. Tu? przy niej. Jedno spojrzenie w jej oczy. Nawet je?li te zielone ?lepia by?y takie same jak oczy wszystkich innych ?niwiarzy, jego zawzi?to?? dodawa?a im zupe?nie innego wyrazu. Sierp poszed? w ruch. Raz. Ci?cie z g?ry. Dwa. Krok do ty?u. Je?li b?dzie atakowa?, b?dzie mia? wi?ksze pole do manewru i unikni?cia jej szar?y. Trzy. Obr?ci? si? i ci?? na wysoko?ci pasa. Trudniej unikn?? kiedy atak wykonany jest powy?ej kolan b?d? poni?ej szyi. Mia? o tym jakie? poj?cie, w ko?cu kiedy? marzy?o mu si? wojsko, a mundur oficera by? tym co najbardziej chcia? nosi? na sobie. Chyba nie ma wi?c w tym nic dziwnego, ?e od ma?ego interesowa?a go walka, bronie, militaria. Nawet je?li za ludzkiego ?ywota raczej nie nale?a? do os?b zbyt konfliktowych.
- Nie mam ochoty na takie zabawy. - jego g?os brzmia? jednak spokojnie, zerkn?? na Nancy... jak wpadnie w ci?g walki, nawet ta ?niwiarka mo?e mie? k?opoty.- Postaraj si? mi nie podej?? pod ostrze, dobra? - prychn?? z pewnym zniecierpliwieniem, z jakiego? powodu coraz bardziej chcia? dorwa? Lorien, adrenalina dawa?a o sobie zna?, czu? niemal krew pulsuj?c? w swoich ?y?ach.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Lorien DeVille


Wiek: 20/???
Dołączył: 15 Gru 2016
Posty: 54
Wysłany: 2018-03-16, 00:20   

Mia?a j?. Mia?a t? ?niwiark?. Co prawda to nie ona by?a tu g??wn? atrakcj?, ale i taka zdobycz ca?kiem odpowiada?a Lorien. Teraz pozwoli? pozna? jej ostro?? demonicznych szpon?w. Rozszarpa? na oczach tego m?odego m??czyzny. Rozerwa? na p??. Ju? nie takich mord?w dokonywa?a piekielna, ju? nie w taki spos?b rozprawia?a si? ze swoimi przeciwnikami. Nie obce jej by?y krwawe zako?czenia potyczek kiedy to ludzkie czy nieludzkie cia?a stawa?y si? przera?liwym ci?giem wn?trzno?ci. Panna DeVille nie ?a?owa?a sobie tak pi?knych widok?w, dla niej to by?y ca?kiem satysfakcjonuj?ce wydarzenia. Natomiast w obecnym przypadku, ?niwiarka postanowi?a troch? powalczy?. A niech walczy, niech si? m?czy, niech si? stara. Jej ofiara b?dzie jeszcze smakowitsza. Gdy panna Moron postanowi?a j? zaatakowa? bumerangiem, demonica uchyli?a si?, przechylaj?c g?ow? odpowiednio w bok i wykona?a kilka krok?w tak aby przy okazji unikn?? podeptania przez Nancy. Wida?, ?e dziewczyna dobrze kombinowa?a. Je?li si? jej to uda, zapewne b?dzie pr?bowa?a os?oni? si? w?a?nie ?niwiark? przed atakami ze strony jej towarzysza. Ch?opak najwyra?niej mia? ca?kiem spore umiej?tno?ci bojowe, aczkolwiek wida? by?o wyra?nie, ?e jest jeszcze m?ody, jeszcze niedo?wiadczony i chocia? pali si? do potyczki, to ta zapalczywo?? i zawzi?to?? mo?e go du?o kosztowa?.
- Nie musieli?my si? umawia?. Najzabawniej prezentuj? si? ca?kiem spontaniczne sytuacje, czy? nie? - zwr?ci?a si? do trzymanego dziewcz?cia. - Och... my?la?am, ?e jeste? bardziej rozrywkowy. - u?miechn??a si? w stron? ch?opaka, a spomi?dzy jej warg b?ysn??y dwa bia?e k?y.
Bo Lorien tak jak i inne demony wcale nie by?a a? tak niewinna za jak? j? uwa?ano. Nie przedstawia?a si? tak bezbronnie jak wygl?da?a na pierwszy rzut oka. Je?li natomiast jej plan si? nie uda? i Nancy zdo?a?a si? wyswobodzi?, panna DeVille zapewne skupi si? na unikaniu cios?w drugiego ?niwiarza. Co on krok do przodu, ona krok do ty?u, a w momencie gdy ju? b?dzie blisko, wystarczaj?co blisko, to zaatakuje. Krok za nim i kolejny. Mog?o to wygl?da? niczym taniec. Wyci?gnie d?o?, szpony s? ca?kiem dobrym or??e i wyceluje w jego bok. Jak si? uda, przeora mu kawa?ek tego przystojnego cia?a. To b?dzie bola?o, to mo?e bardzo bole?. Zmagania z ni? nie nale?a?y do ?atwy, a na pewno nie by?y zbyt delikatne.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Fairy Tail Path Magician



Bleach OtherWorld

Dragon Ball New Generation Reborn



Vampire Knight


Król Lew















Image and video hosting by TinyPic

Rainbow RPG



















Vampire Diaries





SnM: Naruto PBF





www.zmiennoksztaltni.wxv.pl











Eclipse



over-undertale





Northland Highschool

AbsitOmen


On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 0,39 sekundy. Zapytań do SQL: 11