Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Event Spisek rozpoczęty! Uczestników zapraszamy tutaj! Wciąż można się zapisywać.
► Obchodzimy piąte urodziny! Z tej okazji zapraszamy do udziału w plebiscycie Kryszatałowe Króliki!

POSZUKIWANIA
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Czarny Szermierz, Afuro Aphrodi Terumi i Zeno Hen poszukują różnych relacji.
► Wasil poszukuje ochotnika do sesji.
► Mark poszukuje przyjaznej duszyczki.

Październik 1889r.
Deszcz i pochmurne niebo stają się codziennym elementem krajobrazu. Temperatura będzie wynosić maksymalnie 12'C w dzień, w nocy zaś 7'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Zaniedbane ogrody
Autor Wiadomość
Lorien DeVille


Wiek: 20/???
Dołączył: 15 Gru 2016
Posty: 41
Wysłany: 2018-01-16, 17:16   

Młodzi zabrali się stąd nie wiadomo czy ze strachu przed obcymi czy może rzeczywiście nie rozumiejąc odgrywającej się tu sytuacji. No cóż, przez chwilę mogło się wydawać, że dzieci stały się kartą przetargową w tej grze, na dodatek kartą, którą ktoś taki jak Lorien mógł się pożywić. Ale nie. Jakościowo zapach ich dusz nie odpowiadał demonicy, były to prawdopodobnie przeciętne dzieciaki jakich wiele w tej okolicy. Nie wychowywały się w luksusach, czerpały z życia to co życie im oferowało, starając się korzystać z każdej oferowanej im chwili. Miała wyższe progi, mogło się wręcz wydawać, że żądała więcej i więcej... jej głód rzadko był w pełni nasycony. Ale ta dwójka żniwiarzy nie miała o niej żadnego pojęcia. Nie pokusiłaby się o takie dusze, nie teraz... jej pragnienia miały znacznie wyższe wymagania.
Uśmiechnęła się na reakcję dziewczyny z bumerangiem. Tak, uśmiech był częstą odpowiedzą, którą Lorien wykorzystywała w trakcie rozmów zarówno ze zwykłymi śmiertelnikami jak i istotami nadnaturalnymi. Niepozorny ruch warg, który mógł zwiastować wszystko. Ale u demona raczej nie było sensu spodziewać się czegokolwiek związanego z życzliwością, uprzejmością. Nie u tak rasowej istoty z piekieł, która na swój sposób hołdowała to jak została stworzona. Lubiła swoją naturę. Ta żniwiarka z kolei wydawała się dość głośna, może przesadnie. Jakby próbowała uniknąć konfrontacji. Czy to znaczy, że nie czuła się dość pewnie? A może stało za tym coś jeszcze bardziej innego?
- Poczułam się niemile widziana. - odpowiedziała, chociaż jej głos wcale nie wskazywał na to jakby miała o to jakiekolwiek pretensje, wręcz słowa te zostały wypowiedziane nadal z tym samym uśmiechem.- Szkoda.- odprowadziła wzrokiem dzieci i znowu jej spojrzenie padło na Alberta... och... czyżby zauważył jej zainteresowanie? Na dobrą sprawę aż tak się z tym nie kryła, nie uważała aby powinna to w jakiś sposób ukrywać.
- Nie chciałam wam przeszkadzać w pracy, możecie ją kontynuować. Jak się domyślam... dusz jest tyle na tym świecie, że starczy zarówno dla mnie jak i dla was. - kolejne jakże niewinne stwierdzenie, kolejne słowa wypowiedziane z uprzejmością niegodną piekielnej istoty.
Coraz bardziej miała nakreślony w głowie obraz tego żniwiarza, ale nie... od razu nie będzie wykładać wszystkich kart na stół. Jeszcze poczeka, jeszcze poobserwuje, jeszcze pozbiera więcej informacji.
- Nie czas na kolejne zbiory? - wróciła wzrokiem na żniwiarkę, będą sobie wzajemnie przeszkadzać? Te dwie rasy nie mogły żyć w pokojowych układach.
 
     
Nancy Moron

Wydz. Żniwiarzy

Kosa śmierci: zaostrzony bumerang - Chi
Poziom życia: 100%
Dołączył: 22 Paź 2014
Posty: 200
Wysłany: 2018-01-21, 21:17   
   Multikonta: Sharon


Albert spłoszył dzieciaki... oj, oj... te słodkie maluchy będą musiały iść się bawić gdzie indziej... oj, oj. Odprowadziła je takim nieodgadnionym wzrokiem, bo wpierw... z początku miała ochotę przyłączyć się do tej ich zabawy. No hej! Ona też tak mogła! Poobrzucać się błotkiem, pościgać albo pobawić w chowanego! Sama frajda! Ale z drugiej strony, fakt. Jeśli ta demonica zamierzała wykorzystać ich jako kartę przetargową i nastawać na ich dusze, to jednak lepiej, żeby te dzieciaczki stąd czmychnęły. Mniejsze ryzyko dla nich, że spotka ich gorszy koniec... bo każda śmierć była jednak lepsza niż pochłonięcie duszy przez demona. To ostatnie rozwiązanie było ostatecznym ucięciem wszelkiej egzystencji, zarówno materialnej jak i mentalnej, po tym nie było już nic, absolutnie nic.
- Lampart mógłby przejść na dietę.- zasugerowała jeszcze Reedsowi, chociaż nie... to taka uwaga kończąca temat, bo jak widać pojawił się nowy, ważniejszy wątek zapoczątkowany przez tą uśmiechającą się zołzę.- Słuchaj no... jak ci tam... jesteśmy w robocie, więc nam nie przeszkadzaj, bo i ciebie będziemy musieli skosić. Jasne?- jak wiadomo Nancy się nie patyczkowała, nawet jeśli zdawała sobie sprawę, że ona żadną super siłą nie dysponuje, ale bądź co bądź shinigamich było dwóch, a ta piekielna flądra tylko jedna.- Nie odstępujemy dusz, nie układamy się z demonami, szef by nam za to głowę urwał... nie ma w ogóle o czym mówić.- oparła bumerang o ziemię, tuż obok siebie, podtrzymując go wciąż jedną dłonią, podczas gdy drugą wymachiwała tak jakby głosiła właśnie jakieś orędzie do narodu.- Na twoje nieszczęście do kolejnego zlecenia zostało nam jeszcze trochę czasu...- ułożyła usta w dzióbek, chwilowo odwracając wzrok od demonicy, może to nie było do końca rozsądne, ale któżby spodziewał się rozsądku po Moron, bądźmy poważni.
Nie podobało się jej to. Naprawdę. Jeszcze dziwnym trafem uchwyciła to całe zainteresowanie piekielnej Albertem. Zerknęła to na Reedsa, to na DeVille, znowu na Reedsa, znowu na DeVille. Tak. Jeszcze bardziej jej to nie odpowiadało, więc szturchnęła lekko żniwiarza w bok.
- Miałeś z nią romans czy jak? - zapytała, chociaż szeptem... pewnie demon to usłyszy, bo ma dość dobry słuch, ale jakieś pozory w końcu trzeba zachowywać, czy nie tak? Kultura i te rzeczy, a jak wiadomo panna Moron była przecież BARDZO kulturalną żniwiarką.
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 160
Wysłany: 2018-01-23, 21:49   

Nie skomentował już tej wzmianki o lamparcie i szczerze mówiąc nie miał nawet za bardzo pojęcia jak taka dieta lamparcia miałaby wyglądać. Zwierzak jest drapieżnikiem, potrzebuje zatem jeść mięsa, a Reeds nie zamierzał tłumić w nim tego instynktu łowcy, chociaż kocisko zdążyło się trochę rozleniwić i udomowić. Zresztą, to był futrzak zabrany z cyrku, a i tam pewnie nie miał tyle wolności ile w naturalnym środowisku. Tak czy inaczej, wegetarianina nie będzie z niego robił... kociak lubił ryby, lubił mięso, czasem na spacerze zapolował sobie jeszcze na jakąś kaczkę w stawie czy zająca chowającego się w trawie, ale bardziej chyba traktował to jako zabawę niż faktyczny cel zdobycia pożywienia. W każdym razie, małe były szanse, żeby sobie poradził na wolności, prędzej zdechłby z głodu.
Teraz jednak żniwiarz skupił się w większej mierze na tej demonicy. Zielonego pojęcia nie miał czemu ona była aż tak nim zainteresowana. Dobra, może to jednak wyjdzie przy okazji czegoś. Albo może mu się tylko wydawało. Chwilowo Reeds pozwolił się rozgadać Nancy. Skoro była taka chętna do konwersacji z piekielną, on nie miał nic przeciwko. Wsunął jedną dłoń do kieszeni marynarki, a w drugiej ręce leniwie obracał swoją kosę śmierci. Fajna zabawka, przydałaby mu się jeszcze fajniejsza, ewentualne udoskonalenie tej, ale na to wymagana była zgoda zarządu, a żniwiarz z uwagi na swoją niezbyt wygodną dla instytutu przypadłość raczej na taką zgodę nie miał co liczyć. Chyba, że już nauczy się panować nad swoimi utratami świadomości i napadami agresji. Neh, nie... do tego jeszcze daleka droga. W przeciwieństwie do Moron, wolał nie spuszczać z oczu tej demonicy. Nie wiedział czego się po niej spodziewać i skąd w ogóle pomysł, żeby ich zaczepić?Dzieciaki już zniknęły z okolicy, więc obecnie znaleźli się z nią sami, bo faceta, którego chwilę temu skosiła Moron nie wliczał w ogóle.
- He? - drgnął lekko gdy dziewczyna szturchnęła go w bok i zmarszczył brwi z niezrozumieniem.- Żartujesz sobie chyba. - odpowiedział, zerkając na nią z wątpliwie i pokręcił głową przecząco.
Tsa, nie był zwolennikiem przelotnych romansów, a w szczególności krzyżowania ras. Chyba, że chodziło o ludzi. Ludzie to co innego, pod tym względem to wyjątek i Reeds żadnej niechęci do nich nie żywił.
- Koniec przedstawienia. Ty już nie masz tu czego szukać, my też nie. - odruchowo poprawił okulary na nosie, w każdym razie do samej osoby Lorien podchodził z rezerwą, nie miał ochoty na zabawę w słowne utarczki, nie kręciło go to.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Lorien DeVille


Wiek: 20/???
Dołączył: 15 Gru 2016
Posty: 41
Wysłany: 2018-01-26, 21:43   

Panna DeVille nie zamierzała poprzestać tylko na wymianie zdań. Również uważała to za mało satysfakcjonujące, chociaż lubiła sobie pogawędzić. Z ofiarą czy też przeciwnikiem. Ot, zawsze można lepiej poznać odczucia drugiej strony, jej cele i motywy, nawet jeśli żywot takiego towarzysza rozmów miałby być bardzo krótki. Czasem niektórzy naiwnie karmili się nadzieją, że jeszcze przeżyją, że jeszcze dadzą radę przetrwać do następnego wschodu słońca. Nie, nie... Lorien nie była łaskawa. Nie.
- Szef?- uniosła pytająco brwi, a ten drobny uśmiech nie schodził jej wcale z twarzy.- Chyba się z nim widziałam jakiś czas temu...- nie była zupełnie przekonana, nie znała przecież dokładnej hierarchii shinigamich, nie miała również pojęcia kto jakie stanowiska zajmował, aczkolwiek na pamiętnym festiwalu balonów spotkała dość dystyngowanego boga śmierci, który w przeciwieństwie do tej dwójki zachowywał kamienną twarz i absolutną powagę. Jeśli miałaby obstawiać, to właśnie tamten mężczyzna pasował idealnie na wzór przełożonego.
Na pytanie Nancy, skierowane do Alberta zareagowała cichym śmiechem. Lekko przytknęła dłoń do ust, aczkolwiek nie wyglądała ani na speszoną ani na zaskoczoną. Oh, tak... to była ciekawa wizja. Nie słyszała o przypadkach romansów wśród tak skrajnie różniących się przedstawicieli dwóch ras, ale najwyraźniej jeszcze wszystko przed nią. Takiego obrotu sprawy nie była w stanie przecież wykluczyć.
- Cóż... powiedzmy, że mieliśmy wspólnych znajomych.- podjęła temat, przy okazji nieustannie wpatrując się w Reeda i nieznacznie zwężając spojrzenie, ale nie zakładała, że ten młody mężczyzna od razu pojmie o co chodzi.- Och, przedstawienie? Nie... ja sądzę, że przedstawienie może dopiero się zacząć.- do jej uszu dobiegł odgłos dzieci, tych dzieci, które zapewne wciąż pozostawały tu gdzieś w pobliżu, nie oddaliły się za bardzo.- To co? Sprawdzimy kto będzie pierwszy?- jej głos cały czas brzmiał dość słodko, całkiem przyjaźnie, ale tym razem uśmiech na jej twarzy przyjął formę bardziej krnąbrną, bardziej zajadliwą.
Chciała ich sprowokować, nie ma co tego ukrywać. Chciała. Ot, zobaczyć co też shinigami potrafią, a ponadto miała w tym też swoje prywatne cele związane z tym żniwiarzem. Potrzebowała go poznać bliżej, więcej się o nim dowiedzieć.
Kilka kroków w bok. Każdy krok spokojny, wyważony, niczym kroki panienki z dobrego domu. Kroki jednak po chwili przestały być tak miarodajne. Szybko, jeszcze szybciej. Udała się w tamtą stronę. Nie, nie była głodna, ale warto zaryzykować, spróbować, warto wywołać reakcję. Niech się dzieje. Dzieci były blisko, będzie w stanie je pochwycić po chwili. Widać ich małe sylwetki, uśmiechnięte buzie.
 
     
Nancy Moron

Wydz. Żniwiarzy

Kosa śmierci: zaostrzony bumerang - Chi
Poziom życia: 100%
Dołączył: 22 Paź 2014
Posty: 200
Wysłany: 2018-01-28, 20:36   
   Multikonta: Sharon


Ależ pytała absolutnie poważnie! Nigdy nic nie wiadomo, nie chodziła przecież za Reedsem krok w krok, nawet jeśli czasem mogła sprawiać takie wrażenie. Nie no, była dość ciekawską żniwiarką, żeby nie powiedzieć, że natrętną i lubiła wpychać swój nosem szczególnie tam gdzie jej nie chcieli. Cóż, panna Moron oczywiście nijak się tym nie przejmowała, w ogóle można się nawet zastanawiać czy ona ma jakiekolwiek zmartwienia oprócz posiadania w swoim pobliżu jakiegokolwiek trunku wysokoprocentowego. Ale nie, nie o tym. Wzruszyła więc tylko ramionami na komentarz żniwiarza przez chwilę mierząc go swoimi patrzałkami, ale skoro mówi, że nie... to znaczy, że nie. Chyba. Nie. To nie było w jego stylu. Chyba.
- Znacie się? Ale nie miałaś z nim romansu?- zagadała gdy Lorien wspomniała o Inspektorze zwanym przez Nancy po prostu "Szefem" i nie wiadomo co znowu ją nakręciło na tematykę romansów, tym razem jednak zapytała wprost, bez ogródek i jakiegoś przyczajania się.- W każdym razie. Sio.- powtórzyła bardziej stanowczo, aczkolwiek z ust Moron mogło akurat to nie brzmieć zbyt przekonująco i nic w tym dziwnego, mało kto ją od razu traktował na poważnie. Może to przez mały wzrost albo przez dość specyficzny charakter dziewczyny.
- Ale, ale... nie umawialiśmy się z tobą na wyścigi... kimkolwiek ty jesteś.- zaoponowała od razu, widząc na co szykuje się demonica.- A poza tym... nie masz z nami szans.- dodała absolutnie pewna i zerknęła jeszcze na Alberta, dopiero wtedy można było dostrzec, że z tej jej pewności wiele to po prostu zwykła zagrywka. - Prawda? - a bo musiała się upewnić.
Niestety, piekielna pognała za tymi dzieciaczkami. Aj, aj... nie podobało się to żniwiarce. Aj, aj... mogą być kłopociki. To plugawe nasienie miało wyostrzone zmysły i zapewne szybko poradzi sobie z odnalezieniem wyznaczonego celu, o ile rzeczywiście chodziło jej o tę bandę smarkaczy.
- Ja jestem szybsza i się tak nie popisuję. - fuknęła, marszcząc brwi.- Al... zostań i patrz! Będzie mniej kłopotów... - no to Nancy pognała za DeVille, po drodze jeszcze rzucając swoją kosą, tak by celnie namierzyć demonicę... nie ma to jak broń dalekosiężna czyli bumerang. Jak dobrze pójdzie to celny rzut i po prostu skosi ten problem.
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 160
Wysłany: 2018-01-30, 21:46   

- Wspólnych znajomych? - podjął nie bardzo wiedząc co o tym myśleć.- Chwila, chwila... o czym ty mówisz? - Reeds pojęcia nie miał o co chodzi tej demonicy, w każdym razie miał dziwne wrażenie, że powinni się znać.
Albo inaczej. Że ona znała jego, nawet jeśli on nie znał jej. Tylko ni cholery nie mógł połączyć faktów, kto taki z jego "znajomych" mógłby mieć jakiekolwiek powiązanie z piekielną istotą. Może z uwagi na fakt, że obecnie prawie nie miał znajomych. Zwierzaki się nie liczyły, o Nancy tu nie chodziło, a z resztą żniwiarzy utrzymywał prawie zerowy kontakt. Basil? Nie, to mu nie pasowało. Poza tym demonica mówiła raczej o fakcie mocno przeszłym albo po prostu on to źle odczytał. Jeśli z kolei miała na myśli etap jego ludzkiego życia i znajomych właśnie z tego okresu, większość już... nie żyje. Trudno mu było wytypować dokładnie co się stało z poszczególnymi osobami, które znał, jednak tych kilka bliższych mu osób nie należało już do świata żywych. Żniwiarz zmarszczył brwi z pewnym niezadowoleniem. A jeśli ta demonica po prostu sobie z nimi tak pogrywa?
Tak czy inaczej, wyglądało na to, że kojarzy już kierownika. Musiała mieć z nim do czynienia... gdzieś. Zresztą, tych demonów jest pełno. Wszędzie się szwędają. Dopiero po chwili zorientował się, że Nancy coś do niego mówi. Lorien najwyraźniej postanowiła się zabawić ich kosztem, a oni mieli związane ręce, jeśli nie chcieli później obrywać od szefa za to, że jakiś demon zwędził im sprzed nosa parę duszyczek. Poza tym... to były dzieci, mogły jeszcze trochę pożyć.
- Inaczej być nie może.- na następne stwierdzenie tej hałaśliwej żniwiarki jednak zjeżył się trochu.- Możesz sobie pomarzyć. Nie mam zamiaru tu tkwić jak kołek.- parsknął, spoglądając na Nancy nieco podejrzliwie, chociaż miał pewne przypuszczenia dla których Moron pewnie wolała go trzymać z dala od takich spięć, a jednak... Reeds nie odpuściłby czegoś takiego.
Trochę inaczej gdy był człowiekiem. Wtedy był spokojniejszy i jakoś nie pchał się do żadnych konfliktów. Nie to co obecnie. Łatwo tracił nad sobą panowanie, był niecierpliwy i nawet na swój sposób polubił pewną fizyczną rywalizację. Chciał stać się jeszcze silniejszy, nawet jeśli będzie musiał poświęcić na to jeszcze długie lata. Bo dlaczego by nie? Wcześniej to przez jego słabość zginęły bliskie mu osoby.
- Tsh, nie ucieknie daleko.- gdy Nancy ruszyła za demonem, on również postąpił tak samo z tym, że nie zajmował się żadnym bumerangiem przy okazji, miał więcej swobody, a to znaczy, że mógł szybciej wyśledzić Lorien, szybciej dojrzeć jej sylwetkę. Tak, ona nie polowała na te dzieci. To była tylko prowokacja.
Wykorzystał gałąź jednego z okolicznych drzew do lepszej nawigacji. Wskoczył na nie, odbił się z jego poziomu i dzięki temu był w stanie zrównać się z piekielną. Wyhamował i zagrodził jej drogę. Miał swoją kosę śmierci i wiedział jak się nią posługiwać. Z tyłu, za jego plecami znajdowała się ta grupka dzieci. Jak się zorientują w sytuacji, to zaczną uciekać. Tak przynajmniej powinny.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Lorien DeVille


Wiek: 20/???
Dołączył: 15 Gru 2016
Posty: 41
Wysłany: 2018-02-01, 00:44   

Lorien zareagowała śmiechem. Jej dźwięczny głos zamienił się w perlisty śmiech, który brzmiał jak najbardziej szczerze. To był chyba najlepszy komentarz zarówno na pytanie żniwiarki dotyczące romansu, jak i na ciekawość żniwiarza. Najwyraźniej skutecznie ją w nim podsyciła. I dobrze. Niech się domyśla, niech drąży, niech się zastanawia. A kiedy odkryje już ten sekret, zabawa stanie się jeszcze bardziej wciągająca. Może nawet pochłonie ich "na zabój"? DeVille celowo podjęła akurat ten temat. Lubiła tak inspirować swe ofiary, a ich dążenie do zdemaskowania prawdy było nie raz godne podziwu. Tak, tak przyjemnie się na to patrzyło. Nie zamierzała powiedzieć chłopakowi od razu wszystkiego, zapewne większa satysfakcja przyjdzie po czasie, o ile rzeczywiście wpadnie na trop jej zabawy. Wyglądał na dość inteligentnego i rozważnego w przeciwieństwie do tej głośnej i niepoukładanej dziewczyny, co zapowiadało całkiem niezłą rozrywkę. Lubiła większe wyzwania, wręcz poszukiwała godnych siebie przeciwników, cały czas chciwie pożądając więcej i więcej. Ten świat oferował zbyt wiele, by po prostu marnować tutaj czas na nudę. A ona była bardzo wymagająca, pod każdym względem.
- Nie musieliśmy się umawiać. - odpowiedziała w końcu żniwiarce, nie zwalniając, nie zatrzymując się.
Czyżby z jakichś przyczyn ta hałaśliwa pracownica Instytutu chciała odsunąć od sprawy swojego towarzysza? Może to był jakiś świeży, niedoświadczony jeszcze shinigami, a może stało za tym coś innego? Nie wiadomo, ale to drobne spostrzeżenie tylko zaostrzyło apetyt panny DeVille na więcej.
Dzieci były blisko. Coraz bliżej. Prawie mogła jedno z nich pochwycić. Jej paznokcie niemal przypominały szpony. Mogła rozerwać jednego z tych ludzkich chłopców na strzępy. Świst powietrza. Coś się zbliżało z dużą prędkością. Odruchowo, odbiła się nogami od ziemi i skoczyła, żeby uniknąć gwałtownego ataku. Mignął jej przed oczami bumerang. Zdaje się, że to kosa śmierci tej żniwiarki. Więc jednak wciągnęli się w tę zabawę. Zmrużyła spojrzenie, a z jej ust nie schodził uśmiech.
- Och... nie zdążyłam? - udała zdziwienie, a drogę dodatkowo zagrodził jej ten żniwiarz.- Co tak cie zainteresowało? Oboje wypełniamy tylko swój cel istnienia. - nie mogła powstrzymać tego ruchu oblizującego wargi.- Może jeszcze zdążę... - zasugerowała nie ukrywając rozbawienia, bo tak... dla niej to rzeczywiście była po prostu rozrywka, nie miała interesu w pożeraniu tak słabych jakościowo i nie zaspokajających jej dusz.
 
     
MG


Dołączył: 26 Maj 2013
Posty: 375
Wysłany: 2018-03-03, 00:32   

Trzech chłopców, których wiek nie przekraczał dziesięciu lat wracało do domów albo nawet udawali się w inne miejsce zabawy, skoro z poprzedniego zostali przepędzeni przez jakieś dziwne towarzystwo. W trakcie drogi jeszcze się przedrzeźniali, jeszcze stroili do siebie głupie miny i chociaż nie byli ubrani w dobrze skrojone stroje, a na łokciach widać było siniaki, to dzieciaki wydawały się całkiem zadowolone, ciesząc się zapewne wzajemnym towarzystwem. W ich pobliżu pojawiła się Lorien, zaraz potem chłopak z ostrym sierpem w ręku i chociaż ich oczy nie uchwyciły błyskawicznego ruchu rzuconego bumerangu, to jednak nawet ci młodzi uchwycili napiętą atmosferę. Jeden pociągnął drugiego za rękaw, drugi trzeciemu na ucho rzucił, żeby stąd wiali i cała trójka z pewnym przestrachem na ich młodych buziach puściła się w te pędy, chwilę tylko odwracając się za siebie i oddalając się coraz bardziej. Demonicy zwiało zatem potencjalne śniadanie czy też raczej kolacja, ale przynajmniej w porę uskoczyła przed ostrzem wyrzuconego przez pannę Moron bumerangu. Kosa śmierci zawróciła w powietrzu i znów trafiła do ręki żniwiarki.
 
     
Nancy Moron

Wydz. Żniwiarzy

Kosa śmierci: zaostrzony bumerang - Chi
Poziom życia: 100%
Dołączył: 22 Paź 2014
Posty: 200
Wysłany: 2018-03-05, 09:25   
   Multikonta: Sharon


No co za... co za... co za... dziwne sytuacje. Nancy oczywiście była mistrzynią takich dziwnych sytuacji, geniuszem w pełnej krasie, ale zacznijmy od początku. Oczywiście, były małe szanse na to, że Albert jej posłucha. To nie ten typ, który grzecznie siedzi w miejscu, gdy obok dzieje się rozróba. A poza tym jego nie da się podporządkować. Hej, teoretycznie Moron była starsza od niego i to całkiem sporo, więc powinien się słuchać bardziej doświadczonej koleżanki. Ale nie, nie on. On miał to w dupie, a rzecz jasna chodziło o to, żeby przypadkiem nie stracił nad sobą panowania. Bo to chłopak z przypadłością jest, z bardzo dokuczliwą przypadłością i nawet Nancy nie była w stanie go uspokoić, kiedy stawał się niczym wściekły zwierzak. Niestety... taki chaos, który siekałby wszystko na plasterki i siał wszędzie gdzie się da zniszczenie. Nie miała dość siły, żeby go powstrzymać, więc wolała nie ryzykować. W tej sytuacji... nie dało się. Nie posłucha jej. Ale z koniem kopać się nie będzie, domyślała się, że dalsze próby wycofania go z tej bitki się nie powiodą, więc musiała zaakceptować jego udział. Czyli w zasadzie nie dość, że musiała pilnować tej demonicy, to jeszcze Reedsa. No pięknie! Zapowiadała się piękna rzeź w ten piękny, słoneczny dzionek!
- Tylko spokojnie Al... tylko spokojnie.- wymamrotała, chociaż na dobrą sprawę nie wiadomo czy to było bardziej skierowane do niego czy może gadała sama do siebie.
Dzieciaki wystraszyły się, zwiały... to dobrze. Mniej roboty ze smarkaczami. Niestety, piekielna zdążyła uskoczyć przed rzutem jej bumerangu, ale to nie oznaczało, że Nancy zamierza odpuścić. O nie, nie... ona była z innej gliny lepiona i nie poddawała się tak łatwo.
- POWIEDZIAŁAM... SIO! - Moron nie miała za dużo doświadczenia z demonami, ale coś tam się już z nimi zetknęła, więc fru... jak tylko kosa śmierci na powrót wylądowała w jej ręce, to żniwiarka odbiła się od ziemi i skoczyła na Lorien nastawiając bumerang ostrą stroną. Tak, tak... trzeba szybko i skutecznie pozbyć się problemu, bo demon to zawsze problem. Jak się uda to ostrze bumerangu zetknie się z szyją piekielnej, jak nie... Nancy to dość skoczna dziewuszka, więc jakoś sobie poradzi. No i jest jeszcze Albert, to ciekawe... co ich łączyło z tą diabelną dziewoją? Jacy znowu znajomi?
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 160
Wysłany: 2018-03-06, 21:46   

Nie odpowiedziała. Tsh. Możliwe, że tylko próbowała ich sprowokować, jakoś zaczepić. Cokolwiek chciała osiągnąć można powiedzieć, że jej się udało. Wciągnęła go w jakieś swoje zagrywki, bo miał cholerną chęć wyciągnąć od niej informacje dotyczące "jakichś" znajomych. Nie miał pojęcia o kogo chodzi. Może to tylko podpucha? Tak czy inaczej, ta wiadomość go zaintrygowała i musiał poznać teraz szczegóły. Musiał, bo jeśli to chodziło o kogoś z czasów jego ludzkiego życia, to o kogo? Chyba już wszyscy pomarli, a tych parę osób, które zostało... czy powinno go to w ogóle interesować? A może Lorien wie coś więcej?
- Nie udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi.- prychnął gdy tylko zagrodził piekielnej drogę, w dłoni cały czas obracając swoją kosę śmierci.- O jakich znajomych mówiłaś?- w tym momencie Reedsa naprawdę nie interesowało czy to demon czy anioł czy kij inny diabeł, ważne żeby wyciągnąć od niej te informacje, zresztą... nie obawiał się jej, tego rodzaju strach nigdy mu nie towarzyszył, przecież nawet gdyby zginął, dla świata nie miałoby to już większego znaczenia.
Dzieciaki uciekły. Dobrze. Mniej roboty z tym. Nie chciał mieć jeszcze na głowie pilnowania bandy smarkaczy, więc liczył na to, że ta demonica nie będzie się chciała dalej bawić w wyścigi i skupi się na dwójce shinigamich.
- Nie irytuj mnie, przecież jestem spokojny.- odchrząknął na zupełnie zbędny komentarz Nancy... jak widać, był oazą spokoju, lolz.
Żniwiarka nie trafiła. Lorien dość łatwo uniknęła ciosu, ale przecież nie będzie tak łatwo. To było zbyt łatwe. Kiedy Moron szykowała się do kolejnego ataku, Reeds też zresztą nie zamierzał stać biernie. Na swój sposób polubił adrenalinę związaną z walką, a poza tym od dziecka interesował się militariami, wojskowością, więc też całkiem nieźle radził sobie z różnymi rodzajami broni, nawet z bronią palną miał już trochę doświadczenia i zbierał w swoim pokoju własną, małą kolekcję. Tak więc gdy Nan zaatakowała od góry, od postanowił od dołu. Sierp trzymał pewnie w jednej dłoni i jak tylko znalazł się dość blisko, wykonał cięcie. W jego ślepiach pojawiło się pewne zawzięcie. Chyba w tym przypadku mało prawdopodobne było pokojowe rozwiązanie. Tym bardziej, że w okolicy nie było nikogo, teren wydawał się opustoszały, a na tych zaniedbanych peryferiach jedyne co się mogło bezmyślnie kręcić to bezpańskie psy abo wyjadające resztki ze śmietników kruki czy wrony.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Lorien DeVille


Wiek: 20/???
Dołączył: 15 Gru 2016
Posty: 41
Wysłany: 2018-03-08, 21:41   

Dzieci uciekły. Cóż za pech. Chyba jednak nikt nie miał wątpliwości, że to nie one były prawdziwym celem panny DeVille. Ta demonica owszem, była dość chciwa na ludzkie dusze, ale jednocześnie miała dość wygórowane wymagania. Mogłaby zapolować na te dzieci pod względem mięsa. Ich małe, chude ciałka nie miały go zbyt wiele, a jednak młode mięso było całkiem dobrym i satysfakcjonującym produktem. Zdarzało się jej zjadać nawet noworodki, aczkolwiek te z kolei były zbyt drobne aby nacieszyć się taką zdobyczą. Tak się jednak składa, że o tym uwielbieniu demonicy mało kto wiedział, bo przecież istoty z piekieł posilają się wyłącznie duszami. I rzeczywiście, żadne mięso nie było w stanie zaspokoić jej głodu, ale traktowała je jako całkiem atrakcyjny dodatek do kolacji. Nawet jeśli w zasadzie nie czuła jego smaku, pożywienie się cudzym organizmem przede wszystkim dawało satysfakcję. Nie, oni tego nie wiedzieli. Mało kto o tym wiedział.
Udało się jej uniknąć pierwszego ciosu tej hałaśliwej shinigami. Jej broń prezentowała się całkiem ciekawie, ale to nie odpowiednia kosa śmierci mogła mieć tu decydujący wpływ na zwycięstwo. Liczyły się głównie umiejętności i doświadczenia i chociaż wyglądało na to, że ta dwójka posiada pewne zdolności bojowe, to pytanie ile one były warte w zderzeniu z liczącym kilka tysięcy lat demonem. Kto wie. Ostatecznie Lorien też miała kilka potyczek, starć i bitew już za sobą, ale jednocześnie nie pchała się do każdej bójki, nie rozrywała każdemu przeciwnikowi gardła. Kiedy więc żniwiarka zaatakowała od góry, panna DeVille, wykonała kilka szybkich korków do tylu, odchylając jednocześnie w tył zarówno głowę jak i tułów, tak aby uniknąć ciosu ostrą częścią bumeranga.
- Doprawdy? Sądzisz, że podporządkuje się bogowi śmierci? - zapytała, a jej na pozór uprzejmy głos był przesiąknięty krnąbrną nutą.- Chciałbyś wiedzieć? - zwróciła się do żniwiarza zatrzymując się w miejscu.- Pozostawmy trochę miejsca na tajemnicę. Na pewno sobie z nią poradzisz. - zaśmiała się cicho, przekonana o tym, że w ten sposób jeszcze bardziej podsyci ciekawość Alberta, jeszcze bardziej zmusi go do zastanowienia, przemyśleń, szukania odpowiedzi.
Chłopak postanowił zaatakować z dołu dla odmiany od swej towarzyszki. DeVille uskoczyła do tyłu, obróciła się w miejscu, tak aby dla odmiany pochwycić tą mniejszą żniwiarkę. Jeśli nie będzie dość szybka, ze skoku, który wykonała wpadnie prosto w jej ręce. A raczej szpony, bo te zaraz zastąpiły zwykłe, ludzkie paznokcie. Wyglądały, jakby wżynały się w jej skórę na palcach, ale Lor nie widziała powodu by prezentować się w pełnej klasie. Obecnie chodziło o to, żeby zyskać nad nimi przewagę.
 
     
MG


Dołączył: 26 Maj 2013
Posty: 375
Wysłany: 2018-03-10, 00:47   

Na szczęście okolica była spokojna. Na szczęście nie pałętało się tu zbyt wiele osób. Gdzieś tam w oddali za kolejną ławeczką, leżał pewnie kolejny pijany bezdomny. Dzieciaki już oddaliły się dostatecznie i słychać było tylko krakanie wron zasiadających na cienkich gałęziach drzew, który obserwowały czujnie ten spektakl. Żniwiarka zaatakowała od góry, ale szubki ruch piekielnej pozwolił jej na uniknięcie tego ciosu, chociaż niewiele brakowało. Trzeba przyznać, że panna Moron poruszała się dość szybko i miała naprawdę nieźle opanowane władanie bumerangiem. Demonica uskoczyła o kolejny krok, który pozwolił jej na uniknięcie ciosu pana Reedsa. Jego sierp zaledwie musnął kosmyki włosów panny DeVille, które tańczyły w powietrzu podczas gdy piekielna wykonywała kolejne manewry. Nancy nie wyhamowała, nie zdążyła i wpadła w łapy Lorien, chociaż szczęśliwie nie nadziała się na ostre szpony, które przeciwniczka postanowiła zademonstrować uchylając rąbka ze swej prawdziwej formy.
 
     
Nancy Moron

Wydz. Żniwiarzy

Kosa śmierci: zaostrzony bumerang - Chi
Poziom życia: 100%
Dołączył: 22 Paź 2014
Posty: 200
Wysłany: 2018-03-12, 09:38   
   Multikonta: Sharon


Widać trafiła na upierdliwa. Takie demony były najbardziej denerwujące. W dodatku panna zalatywała jej jakąś tandetą. O takie szpony się dba! Trzeba je przycinać, polerować, piłować, a te jej pazurki wyglądały jak jakieś krecie łapy. Nic ładnego, a Nancy akurat lubiła ładne rzeczy. Takie niekoniecznie ładne dla innych, bo gust miała dość specyficzny, ale najważniejsze aby były ładne dla niej. Skoczne z niej było maleństwo, jednak nie zdążyła tutaj uskoczyć albo wyminąć tej piekielnej, bo ta pochwyciła ją w swoje ręce. Żniwiarka zamrugała tylko swymi oczętami.
- Jeszcze się nie umawiałyśmy, żeby od razu padać sobie w ramiona.- tak palnęła z pewnym zdziwieniem, bo cóż to... demonica chciała ją złapać, cóż to... za paskudne szpony, cóż to... no dobrej, bez takiego gdybania.
W KAŻDY RAZIE dziewczę nasze nie było unieruchomione całkiem, a tylko złapane, a więc rączkami i nóżkami mogła spokojnie poruszać. I miała bumerang! Swej broni nie wypuszczała, chociaż kosa śmierci nawet wypuszczona i tak powróciłaby do niej. Taki to rozsądny oręż. Skoro jednak wciąż trzymała ją w swoich dłoniach, to zamachnęła się, żeby wykonać cios bumerangiem za siebie czyli na tą piekielną maszkaradę. Doskonale wiedziała jak operować bumerangiem i jakie ma to zalety, chociaż na pewno nie jedną wadę też by się znalazło. W dodatku z całej siły nadepnęła demonicy na stopę. Trochę dziecięca zagrywka, lecz w obecnej sytuacji ważne, żeby zadziałała. Może i sił zbyt dużo nie miała, jednak jak dobrze trafi to i trochę to Lorien zaboli. Zerknęła jeszcze na Alberta. Nope. Moron nie należała do tych biadolicych dziewcząt, które były ratowane przez księcia w bajkach opowiadanych dzieciom. A Reeds to żaden książkę. Ale może pomoże jej. Troszkę.
- Wyczuwam coś na rzeczy. - skwitowała ni stąd ni zowąd, chociaż do końca tej wymiany zdań między Alem, a piekielną nie zrozumiała, ale... coś z tego będzie, nawet jeśli nie zapowiadało się to na nic dobrego.
A przecież miała nosa do takich spraw! Lubiła interesować się cudzymi przypadkami, nawet jeśli same jednostki ją nie ciekawiły dostatecznie. Ot, często wsadzała swój piękny nosek nie w swoje sprawy.
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 160
Wysłany: 2018-03-14, 20:34   

Póki co piekielna stosowała uniki. Nie wiadomo czy nie chciała ich atakować, czy wolała tego unikać, a może miała jakiś własny plan. Trudno przypuszczać, nie mieli nawet pojęcia czy to wszystko rzeczywiście wzięło się od chęci pochłonięcia dusz tych dzieci czy może przyczyna była zupełnie inna. Na dobrą sprawę, sprowadzało się to do jednego. W tej demonicy mieli obecnie przeciwnika i trzeba nauczyć ją gdzie jej miejsce. Reedsa w żadnym stopniu nie przerażało to, że ma do czynienia z istotą piekielną, nic sobie nie robił z wagi czy rangi Lorien. Doskonale wiedział, że nie jest aż tak silny, ale nie przekreślał zupełnie swoich szans. Być może więcej by ugrał na takim pojedynku, tracąc nad sobą panowanie. Chociaż wówczas nie miał nad sobą żadnej kontroli, stawał się naprawdę niebezpieczny. Zarówno dla siebie jak i dla innych. Nie zważał na odniesione rany, na jakiekolwiek uszczerbki tylko miał jeden cel. Coś zniszczyć albo kogoś zabić. Na pewno wdawał się już w jakieś utarczki z demonami, problem w tym, że później niczego nie pamiętał, a nie specjalnie przepadał za odtwarzaniem swojego filmowego nagrania, żeby tak za każdym razem sobie uświadamiać co wówczas wyprawiał. Może nawet lepiej nie wiedzieć.
Piekielna zdołała umknąć, a jakby tego było mało złapała Nancy. Szlag by to. Wiedział, że ta mała żniwiarka sobie poradzi, ale... na dobrą sprawę nie chciałby, żeby wrócili do Instytutu w stanie niezdatnym do dalszych zleceń. Nie było czasu się zastanawiać, nie ma okazji na jakieś głębokie analizy, obmyślanie strategii. Musiał tylko trochę bardziej uważać, żeby nie trafić Moron. Zmrużył ślepia. Nie był z tych co odpuszczają. Kolejny ruch. Wyhamował obok. Tuż przy niej. Jedno spojrzenie w jej oczy. Nawet jeśli te zielone ślepia były takie same jak oczy wszystkich innych żniwiarzy, jego zawziętość dodawała im zupełnie innego wyrazu. Sierp poszedł w ruch. Raz. Cięcie z góry. Dwa. Krok do tyłu. Jeśli będzie atakować, będzie miał większe pole do manewru i uniknięcia jej szarży. Trzy. Obrócił się i ciął na wysokości pasa. Trudniej uniknąć kiedy atak wykonany jest powyżej kolan bądź poniżej szyi. Miał o tym jakieś pojęcie, w końcu kiedyś marzyło mu się wojsko, a mundur oficera był tym co najbardziej chciał nosić na sobie. Chyba nie ma więc w tym nic dziwnego, że od małego interesowała go walka, bronie, militaria. Nawet jeśli za ludzkiego żywota raczej nie należał do osób zbyt konfliktowych.
- Nie mam ochoty na takie zabawy. - jego głos brzmiał jednak spokojnie, zerknął na Nancy... jak wpadnie w ciąg walki, nawet ta żniwiarka może mieć kłopoty.- Postaraj się mi nie podejść pod ostrze, dobra? - prychnął z pewnym zniecierpliwieniem, z jakiegoś powodu coraz bardziej chciał dorwać Lorien, adrenalina dawała o sobie znać, czuł niemal krew pulsującą w swoich żyłach.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Lorien DeVille


Wiek: 20/???
Dołączył: 15 Gru 2016
Posty: 41
Wysłany: 2018-03-16, 00:20   

Miała ją. Miała tą żniwiarkę. Co prawda to nie ona była tu główną atrakcją, ale i taka zdobycz całkiem odpowiadała Lorien. Teraz pozwolić poznać jej ostrość demonicznych szponów. Rozszarpać na oczach tego młodego mężczyzny. Rozerwać na pół. Już nie takich mordów dokonywała piekielna, już nie w taki sposób rozprawiała się ze swoimi przeciwnikami. Nie obce jej były krwawe zakończenia potyczek kiedy to ludzkie czy nieludzkie ciała stawały się przeraźliwym ciągiem wnętrzności. Panna DeVille nie żałowała sobie tak pięknych widoków, dla niej to były całkiem satysfakcjonujące wydarzenia. Natomiast w obecnym przypadku, żniwiarka postanowiła trochę powalczyć. A niech walczy, niech się męczy, niech się stara. Jej ofiara będzie jeszcze smakowitsza. Gdy panna Moron postanowiła ją zaatakować bumerangiem, demonica uchyliła się, przechylając głowę odpowiednio w bok i wykonała kilka kroków tak aby przy okazji uniknąć podeptania przez Nancy. Widać, że dziewczyna dobrze kombinowała. Jeśli się jej to uda, zapewne będzie próbowała osłonić się właśnie żniwiarką przed atakami ze strony jej towarzysza. Chłopak najwyraźniej miał całkiem spore umiejętności bojowe, aczkolwiek widać było wyraźnie, że jest jeszcze młody, jeszcze niedoświadczony i chociaż pali się do potyczki, to ta zapalczywość i zawziętość może go dużo kosztować.
- Nie musieliśmy się umawiać. Najzabawniej prezentują się całkiem spontaniczne sytuacje, czyż nie? - zwróciła się do trzymanego dziewczęcia. - Och... myślałam, że jesteś bardziej rozrywkowy. - uśmiechnęła się w stronę chłopaka, a spomiędzy jej warg błysnęły dwa białe kły.
Bo Lorien tak jak i inne demony wcale nie była aż tak niewinna za jaką ją uważano. Nie przedstawiała się tak bezbronnie jak wyglądała na pierwszy rzut oka. Jeśli natomiast jej plan się nie udał i Nancy zdołała się wyswobodzić, panna DeVille zapewne skupi się na unikaniu ciosów drugiego żniwiarza. Co on krok do przodu, ona krok do tyłu, a w momencie gdy już będzie blisko, wystarczająco blisko, to zaatakuje. Krok za nim i kolejny. Mogło to wyglądać niczym taniec. Wyciągnie dłoń, szpony są całkiem dobrym oręże i wyceluje w jego bok. Jak się uda, przeora mu kawałek tego przystojnego ciała. To będzie bolało, to może bardzo boleć. Zmagania z nią nie należały do łatwy, a na pewno nie były zbyt delikatne.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 1,46 sekundy. Zapytań do SQL: 11