Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Uczestników eventu Sekta zapraszamy tutaj! Wciąż można się zapisywać!



POSZUKIWANIA
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Czarny Szermierz, Afuro Aphrodi Terumi i Zeno Hen poszukują różnych relacji.
► Wasil poszukuje ochotnika do sesji.
► Mark poszukuje przyjaznej duszyczki.

Listopad 1889r.
Deszcz, pochmurne niebo i porywiste wiatry będą towarzyszyć nam niemal codziennie. Temperatura będzie wynosić maksymalnie 7'C w dzień, w nocy zaś 2'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Zaniedbane ogrody
Autor Wiadomość
Azriel
[Usunięty]

Wysłany: 2016-02-01, 19:49   

Azriel by? zadowolony, bo spotkanie przebiega?o po jego my?li. Faktycznie, ten ch?opak pragn?? zn?w uzale?ni? si? od czego? tak bardzo, jak za ?ycia. Nawet si? nie hamowa?... tym lepiej dla ca?ej sprawy. B?dzie jego. Inna opcja nie wchodzi?a w rachub?. Anio? lubi? swoje umiej?tno?ci, a ta kt?ra sprawia?a, ?e trudno mu si? by?o oprze?, wskoczy?a w?a?nie na pierwsz? pozycj? listy przyjemno?ci. Nie triumfowa? jednak jeszcze. Wci?? by?o na to za wcze?nie. Najpierw musia? si? jeszcze troch? natrudzi? ?eby nagi?? ?niwiarza do swojej woli i wcieli? w sw?j plan. Wypu?ci? papierosa, kt?rego Shinigami w?o?y? mu do ust. Popi?? spadaj?c na ziemi? zabrudzi? brzydko jego p?aszcz. Jedyna skaza na bieli materia?u. Azriel jednak zignorowa? to ca?kowicie i pewnym, swobodnym ruchem chwyci? ch?opaka za ubranie i przyci?gn?? do siebie. Obj?? go. Czu? jak cia?o ofiary opiera si? o jego cia?o. Czu? wyra?nie ruchy mi??ni w?asnych i jego. I zastyg?. Chcia? jeszcze przez chwil? delektowa? si? tym uczuciem, tym zapachem, tym ciep?ym, przyspieszonym oddechem.
- Twoje imi? b?dzie Neftali. Bo od teraz jeste? cz??ci? mojej walki.
Tak wiele lat min??o, ale Azriel jako? wci?? czu? sentyment do j?zyka hebrajskiego. Neftali wydawa?o mu si? najodpowiedniejszym semickim imieniem dla ?niwiarza. Wywalczony. Przesun?? swoimi ustami po jego ustach, potem po policzku i wyszepta? do ucha.
- Od dzi? b?dziesz nale?e? do mnie. - D?o? Anio?a przesun??a sie w d?? plec?w Neftaliego, a gdy smuk?e palce dosi?g?y po?ladka, zacisn??y si? lekko. - Rozumiesz...?
U?miechn?? si? sam do siebie. Sprawia?o mu dzik? rozkosz post?powanie w ten spos?b. Zgani? si? jednak. To nie o przyjemno?? mu chodzi?o. Chodzi?o o misj?. Ludziom wydaje si?, ?e Anio?om nie wolno tak post?powa?, ?e to grzech. Ma?o kto zdaje sobie spraw?, ?e jest to tak naprawd? rasa wojownik?w, rzemie?lnik?w. Po?wi?cenie... to dobre s?owo by ich opisa?. Po?wi?c? wszystko by wype?ni?a si? wola Boska. Mog? chroni? i piel?gnowa? cz?owieka. Wystarczy jednak jedno skinienie, by spu?cili na niego grad nieszcz???. Azriel pr?bowa? skupi? sie na tym, ale czu? jednocze?nie podniecenie. Zrzuci? je na karb zadowolenia z my?li o post?pach w oczyszczaniu ?wiata.
 
     
Kellan
[Usunięty]

Wysłany: 2016-02-01, 21:38   

Anio?. Po?rednik mi?dzy Bogiem a cz?owiekiem. Uciele?nienie dobra. Istota, kt?ra nie daje ponie?? si? uczuciom, wygry?? emocjom. Ile? w tych przekonaniach znajdowa?o si? k?amstw! Stoj?cy przed nim osobnik tego gatunku nie by? nim. Przesi?k? cz?owiecze?stwem do szpiku ko?ci. Dostrzeg? niewyra?ne, acz widoczne ogniki po??dania w jego oczach, jednak?e r?wnie dobrze m?g? by? to chorobliwy wybryk jego wyobra?ni, kt?ra zbyt rozwini?ta, p?ata?a mu nieprzyjemne figle.
Z op??nieniem zarejestrowa? moment, kiedy wyl?dowa? w ramionach anielskiego stworzenia. Charakterystyczna wo? za?oskota?a go w nos, ale nie mia? czasu na nazwanie jej. Zetkni?cie si? ich ust sprawi?o, ?e do g?osu zn?w dosz?y dreszcze st?umione przez przy?pieszony oddech. Odwdzi?czy? si? mu, muskaj?c go w k?cik ust i przy okazji te? testuj?c ich mi?kko??. Nie rozczarowa? si?. By?y delikatnie, troch? kobiece, zapach tytoniu z nich wyparowa?, cho? r?wnie dobrze to Kellan m?g? wygospodarowa? sobie znieczulice od tego dra?ni?cego smrodu. Zadr?a?, czuj?c jego oddech na swoim policzku, sk?rze i zn?w znieruchomia?, gdy cichy szept pie?ci? jego ucho.
- Neftali - powt?rzy? cicho, jakby chc?c zakodowa? sobie te imi?, dobrze je zapami?ta?, acz nie mia? w?tpliwo?ci, ?e w ko?cu przepadnie w odm?tach zapomnienia, zostanie zakopany pod zgliszczami zakurzonych wspomnie?, bo cho? obecno?? Azriel by?a namacalna, w?tpi?, ?e ich znajomo?? wytrzyma d?ugo. Roztrzaska si? na milion kawa?k?w razem z pr?b? ?apczywego z?apania oddechu, niczym kruche sz?o w kontakcie ze ?cian?. Przeminie niczym pora roku, gdy pierwsze p?omienie s?o?ca przebijaj? si? przez dominuj?ce na niebie chmury w akcie destrukcji bia?ego puchu, pod kt?rego ci??arem ugina?a si? b?d?ca w letargu przyroda.
Zacisn?? delikatnie, acz stanowczo palce na jego ramieniu, czuj?c pod materia?em wyra?nie zarysowane mi??nie. Od anio?a emanowa?o spok?j i ciep?o, kt?re sukcesywnie przenika?o do cia?a ?niwiarza, wprawiaj?c w ruch wymordowane przez pr?b? samob?jcz? cz?owiecze?stwo. Kellan nawet przez kr?tk? chwil? zapomnia?, ?e otacza? ich ?nieg, ?e mro?ny wiatr z premedytacj? pie?ci? ich twarze, a w powietrzu unosi? si? ch??d niegdy? widoczny w jego oczach. Zbyt zaobserwowanym braniem, mia? wra?enie, ?e czas na u?amek chwili si? zatrzyma?, a leniwie wskaz?wki zegara jeszcze bardziej si? oci?gaj? podr??uj?c po jego tarczy.
Uciszenie pracy serca przysz?o z trudem, acz w ko?cu osi?gn?? sukces w tej dziedzinie, bo mimo i? nadal jego uderzenia by?y wyczuwalne, teraz przynajmniej nie dekoncentrowa?y. Wbi? w obiekt swojego po??dania pewne spojrzenie.
- Masz pecha - powiedzia?, a w jego g?osie mo?na by?o wyczu? pewn?, niespotykan? dot?d nutk? wsp??czucia. ?niwiarz nie urodzi? si? pod szcz??liw? gwiazd?. Nad jego ?yciem wisia?o fatum, kt?re po?era?o nie tylko jego, ale te? sukcesywnie zabiera?o wa?ne dla niego osoby. Co prawda anio? nie znajdowa? si? wysoko w jego hierarchii wa?no?ci, jednak?e nie wyklucza?, ?e ten stan rzeczy ulegnie przekszta?ceniu.
- Pami?taj, ?e jeste? odpowiedzialny za to, co oswoisz.
Wykrzywi? usta w tajemniczym p??u?miechu. Z?apa? w palce d?o?, kt?ra zacisn??a si? bezwstydnie na jego po?ladku. Przejecha? paznokciem po kciuki m??czyzny, zostawiaj?c na nim ?lad swojej obecno?ci w postaci zadrapania, z kt?rego powoli s?czy?a si? krew. Pewnie r?wnie s?odka, co uroda tego wyj?tkowego stworzenia.
 
     
Azriel
[Usunięty]

Wysłany: 2016-02-06, 20:58   

Kropla krwi przesun??a si? po jego sk?rze w d?? palca i opad?a na ?nieg. Rana w chwil? znik?a, a sk?ra powr?ci?a do swojej starej gi?tko?ci i zdrowia. Jedynym ?ladem po jej pojawieniu si?, by?a czerwona smu?ka. Azriel u?miechn?? si? ?agodnie do ?niwiarza. S?odki dzieciaczek. Tak przyjemnie si? z nim obcowa?o, trzyma?o sie go w ramionach. Jednocze?nie jednak brzydzi? si? tego dotyku. Zawsze toczy?y go takie ambiwalentne uczucia, gdy polubi? cho? troch? kt?rego? z tych plugawc?w. Misja jest jednak misj?. Lepiej dla nich i wszystkich innych stworze?, ?eby umarli. Mogliby zrobi? miejsce dla lepszych istot. Ziemia zas?uguje na przyjemniejszych mieszka?c?w, a nie na niszczycieli. S? tacy pretensjonalni. Tacy "wyj?tkowi". Wszystko dla nich.
- Ka?dy jest odpowiedzialny za siebie. Tylko czasami lepiej jest dzia?a? razem. Je?li ze mn? si? zwi??esz w tej umowie, masz wi?cej szans na popraw? swojego losu.
Wypu?ci? go delikatnie z ramion i odsun?? od siebie, by lepiej si? przyjrze?. ?adny. Jak na samob?jc?. Zmar?ego samob?jc?. Powinien wykonywa? swoje obowi?zki dok?adnie i rzetelnie. Wtedy zarz?d Shinigami przymknie oczko na ewentualne potkni?cia ?wietnego pracownika. Potkni?cia oczywi?cie kontrolowane przez Anio?a.
- Pomo?esz mi... a ja pomog? Tobie.
Wsun?? palce w jego w?osy i u?miechn?? si?.
- Zastan?w si? nad tym... przyjd? do Ciebie wkr?tce po odpowied?.
Zostawi? ostatni poca?unek na jego ustach i rozwin?? skrzyd?a, by odlecie? w mgnieniu oka.
z/t
(Wybacz prosz? t? moj? nieobecno?? i to, ?e teraz znikam. Ale trafi?y mi si? badania na wojskowych i w szpitalu psychiatrycznym. Musz? to ogarn?? do magisterki. Nie b?d? mia? teraz czasu... )
 
     
Kellan
[Usunięty]

Wysłany: 2016-02-17, 17:24   

Hartwick nigdy nie rozwa?a? za i przeciw. Podejmowane decyzje mia?y charakter spontaniczny i, cho? budzi?o to wiele sceptyzmu czy nawet kontrowersji, nie dba? o to. Brzmienie Shinigami, rzucone mu na braki, by?o czystymi zbiegiem okoliczno?ci. Zabawa duszami, obserwowanie jak ich ?ywot dogasa, a wspomnienia uciekaj? na kliszy filmu. Jedni zas?uguj? na drugie ?ycie, inni nie. Proces by? bezlitosny, a on sam nie by? ani upowa?niony, ani ch?tny, by dokonywa? takich selekcji. Rozkazy z g?ry, kt?re przychodzi?y, by?y jedynym wyznacznikiem jego sprawiedliwo?ci. Czasem niewykonane, bo najpro?ciej ?wiecie zafascynowa?a go inna czynno??.
Pojawienie si? na miejscu zbrodni by?o raczej obowi?zkiem, a nie przywilejem, mimo i? wielokrotnie na swojej drodze spotyka? ?niwiarzy, kt?rzy z lubo?ci? kolekcjonowali dusz?. By?bym hipokryt?, gdyby udawa?, ?e nie czerpie przyjemno?ci z wykonywania „ostatecznych wyrok?w”. Czerpa? ma?? satysfakcje, lustruj?c ostatni b?ysk w oczach, kt?ry po chwili, pozbawione tchnienia, zostaj? zwerbowane przez ?mier?. Ulotna chwila szcz??cia, u?amek sekundy, a potem rytua? zn?w si? powtarza w zwolnionym tempie. Komedia romantyczna z gorzkim zako?czeniem.
Bezinteresowne pomaganie to nie moja dzia?ka. Nie jestem fundacj? charytatywn?.
Za?mia? si?. S?owa anio?a jeszcze przez chwil? brz?cza?y mu w uszach, a potem znik?y, jakby rozwijane przez ch?odny wiatr. Wykorzysta? okazj? i odwdzi?czy? poca?unek, cho? sam oci?ga? si? z przej?ciem inicjatywy.
Nie zwlekaj.
Usta Kellana rozszerzy?y si? w p??u?miechu. Wbi? spojrzenie w niebo, dostrzegaj?c ledwo widoczne rysy skrzydlatego, kt?ry w ko?cu oddali? si? i znikn?? mu z oczu. Niedosyt. To jedyne uczucie, kt?re teraz si? w nim tli?o.
Zrezygnowa? z kontemplacji niegdy? ulubionego ogrodu, wybieraj?c drog? na skr?ty.

z/t

(Masz ode mnie PW. Jak wpadniesz, to przeczytaj sobie. xd)
 
     
Eliot Winters
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-02, 03:04   

Eliot spokojnym krokiem szed? przez wyniszcza?y ju? dawno ogr?d. Z pewno?ci? nie budzi? on w nim ?adnych, mi?ych odczu?. Wszechobecne zniszczenia, wraz z lekko p??n? ju? por? dnia tworzy?y nawet z lekka niepokoj?c? atmosfer?. Nawet pomimo tego jednak z twarzy m?odzie?ca nie schodzi? u?miech. Rozgl?da? si? uwa?nie po ca?ym terenie, rejestruj?c ka?dy szczeg??. Powi?dni?te kwiaty, zniszczone ?awki... do?? ciekawy widok, to trzeba by?o przyzna?. Zawsze jednak szuka? on jakich? pozytywnych stron.
Hm~ Takie miejsca bywaj? nawiedzone, przynajmniej takie pog?oski nosz? ze sob? te wszystkie historie o duchach. Ciekawie by by?o, gdyby co? si? pojawi?o, ale tutaj akurat szcz??cie nie dopisywa?o m?odzie?cowi... nigdy. Mo?e i s?ysza? wiele przes?anek, ale nigdy jeszcze nie spotka? si? z ?adn?, paranormaln? dzia?alno?ci?. Co? ?e detektywowi nie przystoi wierzy? w duchy i inne bzdety? Je?li potrafisz podczas dedukcji doj?? do prawdy, to nieistotne jest w co wierzysz, a w co nie.
Koniec ko?c?w m?odzian przysiad? na jednej z mniej zniszczonych ?awek i za?o?y? r?ce za g?ow?. Wiecz?r by? spokojny... a? za spokojny. Doprawdy, nuda woko?o. Dawno nie zdo?a? wpl?ta? si? w ?adn?, ciekaw? spraw?, ani nie dotkn??a go ?adna ekscytuj?ca przygoda. Westchn?? cicho i spojrza? w niebo. Nied?ugo powinno by? wida? ju? gwiazdy.
 
     
Lissandra
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-16, 13:24   

Dziewczyna bieg?a w?sk? kr?ta dr??k?, przesuwaj?c delikatnie palcami po zaniedbanych krzewach. Zerkn??a przez rami?, aby upewni? si?, ?e nikt za ni? nie biegnie. Zwolni?a kroku dopiero, kiedy znalaz?a si? w wewn?trz ogrodu. Na pierwszy rzut oka nie zauwa?y?a w nim nikogo. Lekki wiatrek targa? resztk? zielonych li?ci, kt?re jakim? cudem, przetrwa?y w tym miejscu. Dziewczyna sz?a wolnym, spokojnym krokiem. Rozgl?da?a si? od czasu do czas, p nie zbyt pi?knym miejscu. Wszystko doko?a niej by?o zwi?d?e. Niegdy? pi?kne krzewy przystrojone w cudne kolorowe li?cie, teraz sta?y zupe?nie pozbawione swojej urody. Suche ga??zie wo?a?y, o odrobin? deszczu, jednak w to miejsce widocznie on nie dociera?. Anielica sz?a przed siebi?, w?sk? dr??k?, patrzy?a przed siebi?. Widok tego miejsca napawa? j? wewn?trznym obrzydzeniem. ?awki i przydro?ne latarenki, by?y tak samo zniszczone. Zapomniane, prze ludzi. Dosz?a do wn?trza ogrodu. Ludzie zapominaj?, o wszystkim, co jest pi?kne. Jak ten ogr?d. Jestem tu ju? kilkana?cie lat, a dalej nie mog? zrozumie? tych istot? Dlaczego tak post?puj?? Dlaczego w?adza i pieni?dze s? dla nich tak wa?ne? Czemu wszystko, co naprawd? ma znaczenie nie jest dla nich wa?ne? Rozmy?la?a nad post?powaniem ludzkich istot, staraj?c si? ich jako? zrozumie?. Nagle jej oczom ukaza?a si? posta?. Podesz?a nieco bli?ej m?wi?c ciep?ym g?osem ;
- Niebo dzisiaj jest naprawd? pi?kne. Rzadko mo?na w dzisiejszych czasach spotka? cz?owiek, kt?ry si? w nie wpatruje. - Nie usiad?a obok nie znajomego, tylko przystane?a obok ?awki i spojrza?a w cudnie ro?wietlone niebo. ?za sp?yn??a jej po bladym policzku. Nie wiedzia? czemu? Jednak w sercu czu?a, ?e t?skni? za czym?, o czym ju? nie pami?ta?a. A mo?e i pami?ta?a? Lecz nie chcia?a si? pogodzi? z utrat?.



Ps; Wybacz, ?e musia?e? tyle czeka?, teraz b?d? mie? wi?cej czasu, to szybciej b?d? si? pojawia? odpisy.
 
     
Eliot Winters
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-17, 03:31   

// Nie martw si?, jestem osob? cierpliw? ;3

Eliot zerka? tak w niebo przez d?u?sz? chwil?. By?o pi?kne. Takie spokojne i nie zachwiane przez ?adne okrucie?stwo tego ?wiata. Po prostu istnia?o tak daleko od wszystkiego i wszystkich, sprawiaj?c wra?enie rzeczy nieosi?galnej. Ciekawe, czy ludzie kiedykolwiek dostan? si? tak wysoko? Ale... te wszystkie sprawy czyni?y je r?wnie tajemniczym, co nudnym, bowiem niemo?liwym i niezmiennym. M?odzian westchn?? cicho, gdy nagle dobieg? do niego czyj? g?os. To by?o niespotykane. Nie spodziewa? si? spotka? tutaj nikogo, w ko?cu miejsce tak zniszczone rzadko jest odwiedzane przez szersz? gawied?. Z pocz?tku m?odzieniec zwyczajnie odpowiedzia? spokojnym tonem, nawet nie zdaj?c sobie z kim ma do czynienia.
-Masz racj?, jest pi?kne, ale... - Eliot powoli odwr?ci? wzrok, aby zerkn?? na swojego rozm?wc?. Na jego twarzy pojawi? si? u?miech, kt?ry przewa?nie j? zdobi?. Zaraz doda? rozbawiony. - ... niestety jest nieosi?galne. Haha, ciekawe jakie sekrety si? tam kryj?. - Zbada? nieznajom? wzrokiem. Jedynym jego ?r?d?em ?wiat?a by? blask ksi??yca, kt?ry dzisiaj by? doprawdy jasny. Pi?kna kobieta. W tych okoliczno?ciach wygl?da?a niezwykle tajemniczo. W przeciwie?stwie do m?odzie?ca jednak wydawa?a si?... smutna. Tak, detektywowi nie umyka?o nic, nawet ta pojedyncza ?za, kt?ra sp?yn??a po jej policzku.
-A ja pierwszy raz jestem ?wiadkiem osoby, kt?ra tak by si? wzruszy?a, podczas podziwiania nocnego nieba. - Odezwa? si? wci?? weso?ym, jednak ciep?ym tonem. Kiedykolwiek widzia? kogo? pogr??onego w smutku, nie m?g? tego tak po prostu zostawi? w spokoju. - Co? ci? gn?bi, panienko?
 
     
Lissandra
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-17, 16:29   

<Dzi?kuj?, za Twoj? cierpliwo?? >

Jegogo pierwsze s?owa by?y ?agodnymy balsamem dla uszu Anielicy. Ten cz?owiek wyda? si? jej bardzo interesuj?cy. Inny ni? wi?kszo??, kt?rych spotka?a na swojej drodz?. Podesz?a wi?c jeszcze bli?ej. Lecz nie usiad?a. Obesz?a ?awk? i opar?a si? o jej ty?. Mog?a w ten spos?b przys?uchiwa? si? jego dalszym s?ow?, kt?re wychodzi?y z jego ust niczym koj?ca melodia, dla spragnionych uszu. Teraz mog?a uwa?niej s?ysze?, ka?dy jego najdrobniejszy ruch, ni? wcze?niej, nie trac?c przy tym nieba z oczu. Jej oczy zacze?y l?ni?, b??kitnym blaskiem, kiedy stwierdzi?, ?e niebo jest nie osi?galne? Przenios?a wzrok na m?od? twarz m??czyzny.
Dlaczego s?dzisz, ?e jest nie osi?galne? Skoro si? zastanawiasz jaka znajduj? si? tam tajemnica? To zpewno?ci? masz ju? jak?? swoj? teori?, lub wyobra?enie na ten temat. Nieprawda?? Ch?tnie jej pos?ucham. O ile chcia?by? si? z ni? podzieli?? Z przypadkow? osob?, jak? w tym momencie jestem ja.- zapyta?a intryguj?cym g?osem. Ludzie cho? wi?kszo??, to grzesznicy, ale nadal byli godni i warci nie tylko jej uwagi. Nagle do niej dotar?y jego ostatnie s?owa. Na jej policzkach pojawi?y si? lekkie rumie?ce. Zrobi?a zdziwion? min?, po czym doda?a spokojnym g?osem :- Poprostu wzruszy?am si?. Taki cudowny widok, nie zdarza si? na codzie?. Nie widzia?am jeszcze tylu gwiazd na niebie od d?u?szego czasu. ?za sp?ywaj?ca po policzku, nie jest tylko smutkiem, czy t?sknot?, ale te? po cz??ci rado?ci?. - Nie chcia?a mu powiedzie?, tak odrazu kim jest. Wola?a, ?eby my?la?, ?e jest czlowiekiem tak jak on. Chocia? kusi?o j?, ?eby mu zaproponowa?, niezapomniane wra?enia lotu w przestworzach. Jednak wola?a zaczeka?, a? pozna go bli?ej.- Wybacz nie przedstawi?am si?. Na imi? mi Lissandra, ale mo?esz zwraca? si? do mnie Liss. - M?wi?c te s?owa skierowa?a sw?j wzrok na siedz?cego m??czyzn?. Uk?oni?a si? nisko z u?miechem na ustach. - Mi?o mi Ci? pozna?. Jeste? niezwyk?ym czlowiekiem. Godnym podziwu, o niezwyk?ej inteligencji. Ma?o w tym ?wieci tak wyj?tkowych ludzi jak Ty.- Liss mo?e i troch? przesadza?a z tymi s?owami, lecz zawsze potrafi?a wyczu? dobrego cz?owieka. Wiedzia?a jednak, ?e ludzie potrafili zada? ogromny b?l i cierpienie. Zawsze mieli dwa oblicza. Rozdarcie duszy mi?dzy dobrem, a z?em. Zazwyczaj, to drugie rodzi?o si? z b?lu i wewn?trznego cierpienia. Z chciwo?ci i pogardy do ?ycia. W?adza przys?ania im to co pi?kne i ma niepowtarzaln? warto??. Niesadzi?a jednak, ?e on do tej grupy nale?y. Jednak by?a przygotowana na obr?t ka?dej niemal?e sytuacji.
 
     
Eliot Winters
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-19, 03:25   

Przys?uchiwa? si? spokojnie s?owom swojego rozm?wcy, u?miechaj?c si? lekko. Wyprostowa? si? i ?ledzi? wzrokiem nieznajom?. Posta? jednak?e, zamiast spocz?? na ?awce, zwyczajnie obesz?a zniszczony ju? mebel dooko?a. Kobieta roztacza?a wok?? siebie tajemnicz? aur?, nawet Eliot mia? pewne problemy z okre?leniem jakim rodzajem osoby by?a.
-Dlaczego, co? - Stwierdzi?, jakby kieruj?c te s?owa do siebie. By?o to najbardziej powszechne, a jednak najtrudniejsze pytanie. Po?o?y? ?okcie na kolanach, po czym opar? g?ow? na swoich d?oniach, spogl?daj?c naprz?d, jednak?e nie wpatruj?c si? w nic konkretnego.-Haha, a mo?e panienka dosi?gn?? nieba? Nawet po niekt?re rzeczy na ziemi nie da rady zwyczajnie si?gn??, gdy tylko wyci?gniesz swoj? r?k? przed siebie. - Za?mia? si? kr?tko, znowu prostuj?c swoje cia?o i opieraj?c o ?awk?. Wyci?gn?? swoj? praw? d?o? w g?r?, jakby faktycznie pragn?? dosi?gn?? nieba, jednak?e szybko j? cofn??. Wygl?da?, jakby dobrze si? bawi?. -Hm... Spotkania przewa?nie s? przypadkiem. ?ycie sk?ada si? z nieprzewidzianych sytuacji i to w?a?nie czyni je zabawnym. Ale musz? ci? zasmuci? panienko, bowiem nie mam bladego poj?cia co mo?e kry? si? w ciemno?ciach nocnego nieba. Jest to co?, czego nawet ja nie mog? wykoncypowa?. W?a?nie dlatego je lubi?. - Westchn?? cicho - Cho? wierz? panienko, ?e niegdy? ludzie mog? si? dosta? na tyle wysoko, aby to sprawdzi?. Mam wra?enie, ?e rozwi?zana zagadka straci jednak swoj? warto??, a niebo wtedy stanie si? czym? zupe?nie innym. A jaka? jest panienki wersja?
Mimo i? wcze?niejsze okre?lenie powodu smutku nieznajomej by?o z lekka ?artem, okaza?o si? adekwatne. C??, m?odzieniec na razie nie mia? powodu w?tpi? w jej s?owa, wi?c nie zak?ada? k?amstw i przekr?t?w ju? z pocz?tku. Mo?e po prostu nie wyczuwa? nic takiego.
-To? to doprawdy niespotykane. T?sknota do miejsca, w kt?rym nigdy si? nie by?o, a szcz??cie niby po odci?ciu od czego? przez bardzo d?ugi czas. Ciekawe, doprawdy. - Brzmia?o to troch? jak przekomarzanie si?, jednak?e m?odzieniec zaraz zrobi? troch? zmieszan? min?. -Oh, przepraszam panienko, nie chcia?em ci? urazi?.
Rozmowa z kim?, kogo imienia nawet nie zna? nie przeszkadza?a mu w najmniejszym stopniu. Gdyby kobieta nie zrobi?a pierwszego kroku w kierunku przedstawienia si?, m?odzieniec prawdopodobnie zapomnia?by ca?kowicie o takiej mo?liwo?ci. Otrz?sn?? si? zaraz, podnosz?c si? z ?awki, aby przej?? par? krok?w i stan?? przed nieznajom?.
-Eliot. Eliot Winters. Do us?ug, panienko. - Brzmia?o troch? jak prezentacja przy interesach. M?odzieniec ?ci?gn?? z g?owy sw?j kapelusz, przycisn?? do piersi i uk?oni? si?, jak to przysta?o na d?entelmena.-Mi?o mi. - Podni?s? si? i szcz??liwy wr?ci? kapelutek na jego prawowite miejsce.
Nast?pne s?owa szczerze go zaskoczy?y, co od razu by?o wida? to na jego twarzy. Mia? do czynienia z faktycznie specyficzn? osob?, kt?ra zamiast okre?lenia "osoba", u?ywa?a "cz?owiek", co dawa?o wra?enie odniesienia do odleg?ego gatunku. Co nie zmienia?o faktu, ?e zaskoczony by? g??wnie samym znaczeniem s??w. M?odzieniec jednak?e zachowa? wszelkie przemy?lenia dla siebie, w ko?cu przywracaj?c u?miech na swoj? twarz i opieraj?c si? r?k? o ?awk?.
-Haha, dzi?kuj? za komplement. Masz panienko dobre oko. - Za?artowa?, r?wnie? spodziewaj?c si? ka?dego mo?liwego obrotu spraw. Nikogo nie da?o si? dok?adnie oceni? po kilku minutach konwersacji.-C?? sprowadza panienk? do takiego miejsca, o tak p??nej porze? Jestem ciekaw. - Doda? melodyjnym g?osem. Nawet po poznaniu imienia wci?? odnosi? si? per "panienka", bowiem szczerze bawi? go taki stan rzeczy.
 
     
Lorien DeVille


Wiek: 20/???
Dołączył: 15 Gru 2016
Posty: 51
Wysłany: 2017-12-29, 20:30   

Demonica w ko?cu dotar?a do miasta. Najpierw by?a do?? d?ugo w drodze, przy okazji napotykaj?c anielic?, potem zajrza?a na festiwal balon?w, ale nie zago?ci?a tam na d?ugo, ?eby w ko?cu pojawi? si? tutaj. Wcze?niej nie rozgl?da?a si? tak skrupulatnie po uliczkach, chocia? posy?a?a ciekawe spojrzenia w kierunku r??nych ludzi. Zapach ?adnej z dusz niestety nie zainteresowa? j? wystarczaj?co aby zdecydowa?a si? na ma?e polowanie. Kto? taki jak panna DeVille by? smakoszem, koneserem dobrych smak?w. Ostatecznie demony istnia?y przez ca?e wieki, tysi?clecia i w?drowa?y po tym ziemskim padole b?d? wy?apuj?c co ciekawsze k?ski b?d? decyduj?c si? na zawarcie kontraktu z prawdziwymi unikatami. Nie ka?da dusza si? do tego nadawa?a, chyba, ?e kto? mia? bardzo obni?one progi jako?ciowe, a i tacy piekielni przecie? si? w?r?d nich zdarzali. Zdesperowani, g?odni, s?abi... by?y ?atwym ?upem dla silniejszych demon?w, kt?re mog?y ich sobie podporz?dkowa?. Ale tak czy inaczej ?wiat tych istot rodem z piek?a nie by? a? tak fascynuj?cy jak ?wiat ludzki. Lorien co prawda cz?sto wydawa?a si? znudzona, wr?cz ma?o zainteresowana tak p?ytkimi elementami otaczaj?cej jej rzeczywisto?ci, ale r?wnocze?nie potrafi?a z tego ba?aganu wy?uska? co? dla siebie. Teraz przemierza?a bardziej zaniedban? cz??? miasta. Brakowa?o tutaj pi?knie zdobionych budowli, osza?amiaj?cych swym blaskiem kreacji bogatych kobiet, brakowa?o luksusu i przepychu, ale nie ??da?a tego akurat teraz, akurat na t? chwil?.
By?o ciep?o, chocia? mo?e nie s?onecznie. Zauwa?y?a, ?e w tym rejonie na niebie g??wnie dominuj? chmury, za? krajobraz cz?sto przedstawia si? do?? szaro, wr?cz ponuro. Dodatkowo w tym obszarze nie brakowa?o zwyczajnej biedoty. Czasem dostrzeg?a pijak?w weso?o ?piewaj?cych w pobli?u karczm czy gosp?d w poobdzieranych ubraniach, czasem ?ebrz?ce dzieci, a czasem kobiety, kt?re sprzedawa?y jakie? owoce czy warzywa byle tylko mie? co w?o?y? do garnka i wykarmi? swoje pociechy. Standardowy obraz biedy i rozpaczy. To takie urocze, prawda? Jest na co popatrze?, jest sk?d czerpa? inspiracj?. Zdarzy?o si?, ?e zaczepi? j? jaki? m??czyzna. W ko?cu prezentowa?a si? jako atrakcyjna kobieta, na dodatek ubrana czysto, chocia? nie przesadnie bogato. Pos?a?a mu takie spojrzenie, ?e natychmiast uda? si? w innym kierunku jaki? przygaszony, a jeszcze chwil? temu ch?tny by adorowa? j? i zapewne sp?dzi? w jej towarzystwie upojn? noc. Nie, nie, nie... Lorien mia?a znacznie wy?sze wymagania, ale nie rezygnowa?a zupe?nie z takich uciech je?li tylko znale?li si? kandydaci jej godni. Przechodzi?a ?cie?k?, okolica wydawa?a si? niemal martwa, brudna, nikt tutaj nie dba? o nic opr?cz w?asnego prze?ycia. W oddali us?ysza?a bawi?ce si? dzieci. B?d? chcia?y pobawi? si? w jej towarzystwie?
 
     
Nancy Moron

Wydz. Żniwiarzy

Kosa ?mierci: zaostrzony bumerang - Chi
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 22 Paź 2014
Posty: 205
Wysłany: 2018-01-06, 00:24   
   Multikonta: Sharon


Ma?a ?niwiarka mia?a tutaj zlecenie. T? ma?? ?niwiark? by? nie kto inny jak ona. Nancy. WE W?ASNEJ OSOBIE. Kl?kajcie narody, bo ona w?a?nie nadci?ga. Ta drobna, jak?e niepozorna ?niwiarka, kt?ra wydawa? by si? mog?o wcale nie jest niebezpieczna. Uosobienie mi?o?ci i wsp??czucia! Tak, to ona. Ju? z daleka wyczu?a umieraj?cego. Bezdomny susz?cy si? z g?odu. Ach, takich duszyczek by?o tutaj wiele! To w ko?cu te brzydkie i nieprzyst?pne dzielnice Londynu, w kt?rych kr?luje brud, smr?d i ub?stwo. Mo?na wr?cz powiedzie?, ?e takie przypadki zdarzaj? si? tu nader cz?sto. A to jaki? cz?owieczek zdechnie z g?odu, a to po pijaku go inni zat?uk?, a to w zimie z wych?odzenia. Och... wtedy ich umiera?o naprawd? du?o! Mieli r?ce pe?ne roboty! Tylko najbardziej wytrawni i do?wiadczeni bezdomni byli w stanie przetrwa? mr?z i ?nie?ne zamiecie. Dobra, dobra... by?a ju? blisko. Teraz czysty. Cz?owieczek le?a? sobie przy ?awce wysuszony jak ?liwka. Nikt obok nie przechodzi?, a nawet gdyby pewnie nikt by si? nim nie zainteresowa?. Co wi?c zrobi?a nasza ma?a niepozorna ?niwiarka? Wyci?gn??a r?k? do potrzebuj?cego? Ach nie!
Na plecach mia?a umiejscowiony sw?j bumerang. Si?gn??a po or?? i wyrzuci?a go z d?onie z mocnym zamachem, dobrze namierzaj?c cel. Zaostrzona cz??? broni razi?a b?yskawicznie m??czyzn? nacinaj?c go, zanim zd??y? dostrzec nadlatuj?c? bro?. To go nie zabije, to go tylko natnie. Nie ?adnie tak zabija? kogo nie trzeba przecie?!
- Pierwsza! - obwie?ci?a dumnie, ogl?daj?c si? za siebie... zmierza za ni? ten buntownik z wyboru czy nie?
Zeskoczy?a na ziemi? i zerkn??a na filmowe nagranie go?cia. Ju? po kilku chwilach wiedzia?a, ?e nie b?dzie to nic ciekawego, odznaczy?a co? niedbale na zmi?tej kartce papieru b?d?cej pewnie raportem, wcisn??a go zn?w do kieszeni i te? zwr?ci?a uwag? na odg?os bawi?cych si? dzieci, musia?y by? niedaleko.
- Jakie ma?e nicponie... - post?pi?a kilka krok?w w prz?d, ?eby rzuci? okiem na tr?jk? ch?opc?w, umorusanych ziemi?, kt?rzy uganiali si? za sob? nawzajem.- Ile wam jeszcze przyjdzie po?y?...
Zerkn??a jeszcze na raporty... nie, wszystko wskazywa?o na to, ?e nie ma ?adnego z tych dzieciak?w przewidzianego na dzisiaj.
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-01-08, 00:16   

Niby to by?a typowa zabawa shinigamich, ale pocz?tkowo Reeds czu? do niej niech??. Tak jak do wszystkiego co wi?za?o si? z bogami ?mierci, z ras? do jakiej nie u?miecha?o mu si? przynale?e? i z obowi?zkami, kt?re wykonywa? musia?, a nie by?y dla niego niczym przyjemnym. Neh, lubi? aktywno?? fizyczn? i generalnie nie przeszkadza?o mu bieganie po dachach budynk?w, skakanie po ga??ziach drzew czy nawet po?cigi za odje?d?aj?cymi poci?gami, bo te? mu si? tak zdarza?o, ale ogl?danie na umieraj?cych ludzi by?o ?redni? rozrywk?. Akurat Nancy potrafi?a si? w tym odnale?? i dobrze bawi?, a on nie. Trudno. Chcieli go na ?niwiarza, niech si? z nim m?cz?. Tyle, ?e od jakiego? czasu nie sprawia? im ?adnych zbyt z?o?onych problem?w, ale kto wie... kto wie kiedy znowu przyjdzie ten stan amoku, w kt?rym traci? poczucie rzeczywisto?ci, grunt umyka? mu spod n?g i nagle stawa? si? jak?? nieobliczaln? istot?. Kto by pos?dzi? o to Reedsa? W czasach gdy by? cz?owiekiem nikt, ale od paru lat niestety znosi? ?ywot jakiego? tam shinigamiego i w przeci?gu najbli?szych kilku wiek?w raczej nie zapowiada?o si? na wi?ksze zmiany w tej materii.
Z czasem jednak ?ciganie si? z Nancy nabra?o pewnych cech rywalizacji, a kto nie lubi? si? czasem pobawi? w takie rzeczy... kto pierwszy ten lepszy i tak dalej. Wi?c... ??czyli swoje zlecenia z danego dnia, mieszali raporty i wygrywa? ten kto ?ci?? z ca?ej puli wi?cej dusz. Moron mia?a bardziej zwrotn? kos? ?mier? do wykonywania takich zada?, ale akurat Reeds by? od niej wytrzymalszy i silniejszy fizycznie, wi?c mo?na powiedzie?, ?e szanse rozk?ada?y si? po r?wno. Akurat w tym przypadku, jakiego? bezdomnego dogorywaj?cego swych ostatnich chwil pod ?awk?, dziewczyna nieznacznie go wyprzedzi?a i w momencie gdy ju? zeskakiwa? z s?siedniego drzewa na miejsce tu? obok przysz?ego denata, jej bumerang przeci?? jego cia?o, z kt?rego zacz??o wy?ania? si? filmowe nagranie, prezentuj?ce ca?y n?dzny ?ywot tego nieszcz??nika. Yup, to nie by?o nic godnego uwagi.
- I tak ja prowadz?. Jednym zgonem. - mrukn?? pod nosem, obracaj?c leniwie w d?oni trzonek swojej kosy ?mierci.
Przecie? nie pozwoli jej wygra?. Dobra, dobra... mo?e to by?o ma?e i szybkie, ale bez przesady. W?a?ciwie Nancy wygra?a z nim w t? zabaw? tylko dwa razy, dopiero jak wci?gn??a go w t? ?niwiarsk? rywalizacj?.
- Co sobie nimi zawracasz g?ow?? - odchrz?kn?? podchodz?c bli?ej w jej stron?, ale jego spojrzenie, kt?re pad?o na wyg?upiaj?ce si? dzieciaki nie wyra?a?o ani grama zainteresowania.- Na ka?dego przyjdzie czas. - wzruszy? oboj?tne ramionami.- Ile nam zosta?o do kolejnego zlecenia?
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Lorien DeVille


Wiek: 20/???
Dołączył: 15 Gru 2016
Posty: 51
Wysłany: 2018-01-10, 15:58   

Spokojny krokiem skierowa?a si? bli?ej. Wyczu?a tam jeszcze czyj?? obecno??, ale z pocz?tku nie okre?la?a ki s? ci nowi przybysze. Ten ?wiat jest ca?kiem spory i si?? rzece demony musz? go dzieli? nie tylko ze ?miertelnikami, ale r?wnie? z wieloma istnieniami, innego nadnaturalnego pochodzenia. Nie ma w tym nic dziwnego. Kiedy wi?c post?pi?a tych par? krok?w, zza jednego drzew ukaza? si? jej widok bawi?cych si? dzieci. Dzieci... to cz?sto one mia?y najbardziej ciekawy smak duszy, chocia? sama piekielna nie przepada?a za nimi zanadto. Cz?sto bywa?y rozkapryszone, du?o bardziej wymagaj?ce ni? doro?li. A jednocze?nie potrafi?y by? czyste, niewinne, nawet w przypadku gdy zosta?y ju? skalane z?em tego ?wiata. Na sw?j spos?b pozostawa?y fascynuj?ce, nawet przy okazji zwyk?ej obserwacji.
Tylko na chwil? przyku?y one wzrok demonicy. Ch?opcy, kt?rzy wsp?lnie si? zabawiali, pomimo otaczaj?cej ich biedy, pomimo widocznego ub?stwa, kt?ra ?atwo zauwa?y? chocia?by patrz?c na ich ubranie nie byli a? tak ciekawi jak para bog?w ?mierci, jaka zawita?a w te rejony ca?kiem niedaleko. Byli po drugiej stronie tej samej polany, tej samej cz??ci ogrodu. Dzieli?o ich mo?e kilkana?cie metr?w, chocia? w sensie egzystencjalnym by?a to przepa?? bez miary. Dziewczyna, kt?ra bardziej wyst?pi?a na prz?d dzieli?a spory bumerang, za? ch?opak... mia?a wra?enie, ?e sk?d? go kojarzy, ?e powinna go zna?. Zmru?y?a oczy w ten spos?b, ?e niemal uzyska?y koci kszta?t. By?a pewna, ?e widok... mo?e nawet smak duszy tego m?odego m??czyzny nie by? jej obcy. Tkwi?a bez ruchu szukaj?c w g?owie powi?za?. Tak, kiedy? czu?a co? podobnego. Dw?ch ch?opak?w zawar?o z ni? kontrakt. Czy to by?o we Francji? Wype?ni?a swe zobowi?zanie i poch?on??a ich dusze. Ten ?niwiarz mia? co? z nimi wsp?lnego, by?a tego absolutnie pewna. Niech tylko odszuka jeszcze punkt zaczepienia... tymczasem jednak nie zamierza?a d?u?ej tkwi? w cieniu. Podesz?a bli?ej, krok za krokiem obchodz?c miejsce, w kt?rym bawi?y si? dzieci.
- To ju?? - zapyta?a, spogl?daj?c w stron? shinigami.- Czy mo?e jednak zd??y?am na kolacj?? - na jej wargach pojawi? si? lekki u?miech i chocia? wypowiedziane przez nie s?owa mo?e i dla ma?o orientuj?cej si? osoby, brzmia?y do?? zwyczajnie, to bogom ?mierci raczej nie trzeba t?umaczy? ich znaczenia.
Zachowywa?a si? przy tym ca?kiem spokojnie. Jak cz?owiek. Przecie? by?a nim nawet w oczach tych dzieci.
 
     
Nancy Moron

Wydz. Żniwiarzy

Kosa ?mierci: zaostrzony bumerang - Chi
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 22 Paź 2014
Posty: 205
Wysłany: 2018-01-12, 00:28   
   Multikonta: Sharon


Dzieciaczki. By? ca?kiem s?odkie. Co prawda nie mia?y futerka i nie da?o si? ich tak tuli? jak zwyk?e zwierz?tka, ale... ujdzie w t?umie, prawda? Na bezrybiu i rak ryba! Ale, ale... nie b?dzie si? na nich rzuca?a. Nie teraz. Niech korzystaj? z ?ycia p?ki mog?, do momentu gdy na swej drodze nie spotkaj? ?niwiarza, kt?ry zjawi si? w celu odebrania im duszy. Smutne, ale jak?e prawdziwe! Nancy akurat przywyk?a ju? tak bardzo do tej roboty, ?e ?adnego wra?enia nie robi?a na niej ?mier? m?odych czy starych, ta bardziej spokojna czy bardziej krwawa. Jak si? nie lubi co si? ma... nie, to powiedzonko sz?o jako? inaczej chyba. W ka?dy razie nauczy?a si? ty bawi?, odnalaz?a si? w tym i co tu du?o m?wi?, by?o ca?kiem nie?le!
Obejrza?a si? na Alberta. Ach, tu jest... by? blisko. Ledwo zd??y?a. M?ody by? je?li chodzi o fach ?niwiarza, du?o si? jeszcze musia? nauczy?, ale sz?o mu ca?kiem nie?le, a pod wzgl?dem kondycji fizycznej nadawa? si? idealnie do pracy w terenie. Moron te? nie potrafi?aby wype?nia? ?mudnych obowi?zk?w za biurkiem. Jaka to nuda! A tutaj, w ?rodowisku ludzkim zawsze co? si? dzia?o, zawsze by?o ciekawie.
- Wyr?wnam. W nast?pnej kolejce wyr?wnam.- zapewni?a go oczywi?cie z absolutnym przekonaniem w g?osie, ?e jej si? uda, chocia? na dobr? spraw?... to tak ?rednio mia?a szans?.- A co? Nie lubisz dzieci? Nie chcia?by? wzi?? takiego jednego, s?odkiego dzieciaczka do pokoju? - tak, bo nie ma to jak ?apa? smarkacze z ulicy i zabiera? je do Instytutu shinigamich, gdzie na pewno jest ich miejsce!- Do nast?pnego... - wyj??a stos papierk?w, znaczy troch? pomi?tych raport?w, przegl?daj?c je niedbale kartka po kartce.- Nieca?? godzink?. Nie trzeba si? tak ?pieszy?. - oczywi?cie cia?o m??czyzny, kt?remu przed chwil? odebra?a dusz? dalej le?a?o sobie pod ?aweczk?, ale panna Moron ju? zupe?nie straci?a nim zainteresowanie.
I wtem pojawi?a si? ona... Nancy podnios?a wzrok na ten demoniczny obiekt i zamruga?a oczkami. No tak, tak... wsz?dzie si? teraz to to panoszy. Jak mr?wk?w! Czy?by piek?o prze?ywa?o ostatnio jaki? okres godowo-rozrodczy?
-Sio. - wykona?a niedba?y gest d?oni? w stron? Lorien, przy okazji pakuj?c sobie raporty do kieszeni.- Nikt cie tu nie zaprasza?, kolacja odwo?ana... po prostu... sio. - powt?rzy?a, nie zwa?aj?c nawet na fakt, ?e po?rodku tej sytuacji znajduj? si? te dzieciaki, kt?re pewnie nic z tej sprawy nie rozumia?y.
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2018-01-14, 16:52   

Reeds jako? w?tpi?, ?e Nancy b?dzie w stanie cokolwiek wyr?wna?, chocia? nie lekcewa?y? ca?kiem jej mo?liwo?ci. Ale o ile zna? te dziewczyn?, to... pewnie w jaki? idiotyczny spos?b po drodze podwinie si? jej noga. Z tego co si? orientowa? mia?a zwyczajnie pecha w takich podbramkowych sytuacjach, ale niech b?dzie. Zostawmy to losowi. Tak czy inaczej na wspomnienie o dzieciach, pos?a? jej do?? pob?a?liwe spojrzenie. Taaa... kompletnie nie wyobra?a? siebie w roli ojca. W og?le jako? ?rednio przepada? za dzie?mi, a raczej nie widzia? ?adnego powodu do nawi?zywania z nimi jakichkolwiek relacji. Sceptycznie podchodzi? do tej bandy podrostk?w, pochodz?cych najwyra?niej z okolicznych dom?w, bo chyba nikt z lepej urodzonych dzieciak?w nie bawi?by si? w miejscu takim jak to. Jak b?d? mia?y szcz??cie to prze?yj?, jak b?d? mia?y mniej szcz??cia, b?d? klepa? bied? jak ich rodziny albo kra?? czy w inny spos?b kombinowa? co do ust w?o?y?, a jak nie b?d? mia?y szcz??cia to pewnie do do?yj? tej "wymarzonej" doros?o?ci. Wiele m?odych ze spo?ecznych nizin szybko umiera?o. ?ycie nie rozpieszcza?o tutaj nikogo.
- Nie ?artuj sobie. Sko?czy?by pewnie jako przek?ska dla lamparta.- mrukn??, przenosz?c spokojnie wzrok na te dzieciarni?. - Fakt czyli mamy jeszcze troch? czasu.
Tak, dziki kot zawsze zostanie dziki. Nawet je?li go troch? udomowi?, ale zwierzak wci?? m?g? instynktownie rzuci? si? na mniejsz?, s?absz? od siebie ofiar?. Nie, Reeds nie b?dzie go karmi? przecie? dzie?mi... a ryby czy inne mi?so.
- Hmm?- dostrzeg? jak w ich otoczeniu pojawi?a si? kolejna osoba, a po reakcji Nancy wiedzia?, ?e co? jest nie tak... zreszt?, sam si? zaraz zorientowa?.
Trafili na demona. Pi?knie. Reeds raczej nie mia? z nimi ?adnego ?wiadomego, bezpo?redniego spotkania wcze?niej. Bo nie?wiadomego nie wyklucza?. Czasem przecie? gdy straci? panowanie nad sob?, wraca? poharatany do?? mocno, a nie wiedzia? z kim zada? i dlaczego. Ale mimo to... j? chyba widzia? dopiero pierwszy raz. Chyba nie dzia?a?o to w drug? stron?, bo piekielna jako? szczeg?lnie mu si? przygl?da?a. Niby czego ona mo?e chcie? od niego? A mo?e jednak ju? si? widzieli?
- E, dzieciaki... sprawd?cie czy was w domu nie ma. - rzuci? do m?odych, a ?e nie wygl?da? na przyja?nie nastawionego to smarkacze nie buntowali si?, tylko zawin?li szybko w stron? tych zrujnowanych kamienic.- Kolacja sobie posz?a. - skwitowa? tylko, zerkaj?c podejrzliwie na demonic?, bo wci?? nie rozumia? jej zainteresowania... przecie? sobie tego nie wymy?li?. Niewa?ne, do nast?pnego zlecenia jest jeszcze troch? czasu, nie musz? si? tak ?pieszy? p?ki co.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Fairy Tail Path Magician



Bleach OtherWorld

Dragon Ball New Generation Reborn



Vampire Knight


Król Lew















Image and video hosting by TinyPic

Rainbow RPG



















Vampire Diaries





SnM: Naruto PBF





www.zmiennoksztaltni.wxv.pl











Eclipse



over-undertale





Northland Highschool

AbsitOmen


On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 0,77 sekundy. Zapytań do SQL: 11