Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Ukazał się nowy The Times.




POSZUKIWANIA
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Czarny Szermierz, Afuro Aphrodi Terumi i Zeno Hen poszukują różnych relacji.
► Wasil poszukuje ochotnika do sesji.
► Mark poszukuje przyjaznej duszyczki.

Listopad 1889r.
Deszcz, pochmurne niebo i porywiste wiatry będą towarzyszyć nam niemal codziennie. Temperatura będzie wynosić maksymalnie 7'C w dzień, w nocy zaś 2'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
The Royal London Hosptal
Autor Wiadomość
Undertaker

Dezerter

Znaki szczególne: Grzywka zasłaniająca oczy, blizny przecinające twarz i szyję, strój grabarza, długie czarne paznokcie.
Ekwipunek: Dziesieć sotoba (drewniane kije pogrzebowe) pod płaszczem.
Kosa śmierci: Srebrna, długa kosa ozdobiona na rękojeści miniaturowym szkieletem, którego czaszka jest owinięta w ciernie.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 62
Wysłany: 2017-12-12, 00:24   

Od czasu gdy Undertaker gościł w Weston College minęło trochę czasu. To oczywiste, że przez ten okres musiał się gdzieś zaszyć, bo wokół sprawy zaczęło węszyć zbyt dużo istot. Na miejscu pojawił się i demon i anioł, zaś później był pewien, że zjawili się również jego dawni towarzysze broni, hihi! Inni shinigami. Był ciekaw czy już pozyskali informacje, że to jego robota czy dopiero dochodzą do tego. Dezerter nie krył się ze swoimi zainteresowaniami i planami, chociaż formalnie wolał pozostać w cieniu, bo tak dużo łatwiej mu się pracowało. Nie zniknął całkiem z Londynu. To miasto i jego okolice oferowały całkiem dużo potencjalnych kryjówek, a sam żniwiarz potrafił doskonale się maskować. Choćby ostatnio, udawanie tego dyrektora było naprawdę wyśmienitą zabawą! Miał dzięki temu doskonały punkt do przyglądania się poczynaniom pozostałych, tego co planują jak widzą sytuację. Dobra obserwacja to była podstawa dla konstruowania własnych zamierzeń i celów, a Undertaker przecież dość dużo czasu spędził pełniąc rolę Grabarza, przez ten czas miał całkiem szerokie pole widzenia, ale rzecz jasna musiało to się pewnego dnia zakończyć. I tak, całkiem lubił tą pracę.
Teraz zupełnie przypadkiem, a raczej nieprzypadkowym przypadkiem znalazł się właśnie tutaj w okolicy szpitala. Nikt nie musiał go widzieć, nikt nie musiał go rozpoznać, a jednak Undertaker nie skradał się, nie kręcił po ciasnych, londyńskich uliczkach. Gdy jednak jego wzrok padł na niewielką, a dobrze znaną mu postać nie mógł powstrzymać się od uśmiechu. Czyżby hrabia zebrał się na odwagę działać bez swojego lokaja? To ciekawe, ciekawe. Undertaker postanowił zamienić z nim kilka słów, w tych bardzo sprzyjających okolicznościach. Kiedy Phantomhive opuszczał szpitala ni stąd ni zowąd, za nim pojawił się cień. Ale nie był to jego czarnowłosy kamerdyner, a ubrany w strój grabarza dezerter z Instytutu Shinigamich.
- Hrabia wraca do początków... naprawdę sądzisz, że te informacje ci pomogą? - odezwał się lekko ochrypniętym głosem, pochylając się bardziej nad nim by zajrzeć prosto w te wyciągi ze szpitala.
Więc tego szukał młody Phantomhive. Ciekawe. Shinigami nie zamierzał skrzywdzić tego chłopca, ale ich spotkania zwykle należały do tych interesujących i pozwalających wykrzesać z niego jeszcze trochę śmiechu.
 
     
Ciel Phantomhive

Earl/Pies Królowej

Rodzina: Vincent (ojciec), Rachel (matka) - oboje nie żyją - odziedziczył po nich firmę Funtom Company; Angelina Durless (ciotka), Frances Midford (ciotka), Alexis Leon Midford (wuj), Edward Midford (kuzyn), Elizabeth Midford (kuzynka i narzeczona)
Wiek: 15 lat
Znaki szczególne: czarna opaska na prawym oku, pierścień z niebieskim brylantem na lewym kciuku, na prawej ręce rodowy sygnet
Ekwipunek: rewolwer w kieszeni
Kontrakt z: Sebastian Michaelis
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Maj 2013
Posty: 1184
Wysłany: 2017-12-14, 21:15   
   Multikonta: Alexander


Szanse na to, że informacje zawarte w karcie leczenia okażą się przydatne były niewielkie, ale być może znajdzie się tu jakikolwiek drobny ślad, który będzie przynajmniej podpowiedzią. Czy Tanaka odniósł jeszcze jakieś rany? Kto strzelał? Z jakiej broni? Będzie to wymagało dokładniejszych badań. Hrabia nie pamiętał zbyt wiele z tamtego dnia, a wspomnienia, które nasuwały się mu na myśl były mętne, zbyt chaotyczne. Jako dziecko chciał jak najbardziej wyrzucić tą przeszłość z głowy, ale z drugiej strony nie był w stanie. To cały czas w nim siedziało, zostanie w nim już na zawsze. Nigdy nie pozbędzie się demonów swojej przeszłości.
Początkowo więc nie zwracał uwagi czy ktoś idzie obok niego bądź za nim. Dopiero gdy dostrzegł cień padający na kartę leczenia, wyprostował się nieco i gwałtownie odwrócił. Znał ten głos. Ten ochrypnięty, charakterystyczny głos. Nie mógł należeć do nikogo innego. Niebieskie oko młodego arystokraty rozszerzyło się w zaskoczeniu, on sam znieruchomiał wpatrując się w postać srebrnowłosego shinigamiego. Ten, który stał za nie jednym problemem, jaki ostatnio nastręczał kłopotów Jej Wysokości, ten który był powiązany z jego rodziną od pokoleń, z jego babką, o której sam hrabia wiedział niewiele. Czego on chciał? Co tu robił?
- Ty... - zaczął, ale nie cofnął się, nie wykonał żadnego kroku.- Undertaker. - ten jego szyderczy uśmiech, ta jego niepozorna postawa.
Phantomhive przyciągnął bardziej do siebie kartę leczenia Tanaki, bo shinigamiemu nic do tego kogo on szuka i w jakim celu. Oczywiście, w każdej chwili mógł wezwać Sebastiana, bo nigdy nie wiadomo co przyjdzie do głowy temu dezerterowi, ale jeszcze się z tym wstrzymywał. Jeśli Undertaker chciałby mu coś zrobić, czy nie zrobiłby tego już teraz? A może to jego kolejny kiepski żart?
- Co tu robisz? - zwężył spojrzenie, przyglądając się byłemu grabarzowi z podejrzliwością i właściwą ostrożnością. - Poszukują cie przecież nawet inni shinigami. - nie uciekał, nie czuł strachu, aczkolwiek bardzo dobrze zdawał sobie sprawę, że kontakt z Undertakerem może nie być zbyt łatwym spotkaniem, w końcu ten dezerter był w dość szczególny sposób powiązany z jego rodem.
Jak? Co wiązało byłego grabarza z rodziną Phantomhive? Z jego babką, potem z jego ojcem... co to było? Czy w ten sam sposób jest powiązany z nim?
 
 
     
Undertaker

Dezerter

Znaki szczególne: Grzywka zasłaniająca oczy, blizny przecinające twarz i szyję, strój grabarza, długie czarne paznokcie.
Ekwipunek: Dziesieć sotoba (drewniane kije pogrzebowe) pod płaszczem.
Kosa śmierci: Srebrna, długa kosa ozdobiona na rękojeści miniaturowym szkieletem, którego czaszka jest owinięta w ciernie.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 62
Wysłany: 2017-12-16, 16:47   

Co za niespodzianka! Prawda? Hrabia z pewnością nie spodziewał się takiego spotkania. Być może później, być może przy zupełnie innych okolicznościach, przy okazji jakiejś tajemniczej sprawy, w którą zaplątany będzie dezerter, a którą śledził będzie kundel Królowej. Ale nie tak! Nie przypadkowo, przed szpitalem, nie w biały dzień. Bo czyż Undertaker nie powinien się właśnie ukrywać? Zapewne wiele osób było zainteresowanych pochwyceniem go i wysłuskania od niego potrzebnych informacji, ale ten shinigami wciąż grał im na nosie. Bawił się jak kotek z myszką. Kto go złapie, no kto?
Mina młodego Phantomhive była bezcenna. Ale jednak wciąż nie było w jego otoczeniu czarnowłosego lokaja. To ciekawe. Undertaker bardziej się wyprostował, przykładając jeden z przydługich czarnych paznokci do ust w zamyśleniu. Jego wargi wciąż były wykrzywione w wieloznacznym uśmiechu. Nie wykonywał żadnych ruchów świadczących o tym, że chciał porwać arystokratę, że stanowił dla niego zagrożenie, chociaż niewątpliwie ten shinigami niósł ze sobą duże niebezpieczeństwo. Jemu nikt nie zagrażał, nawet biorąc pod uwagę, że to na niego wszyscy teraz polowali.
- Zaskoczyłem hrabiego? - zachichotał, a grzywka wciąż zasłaniała jego zielone ślepia.- Powinienem się spodziewać większej ostrożności po głowie rodu Phantomhive. - w jego głosie trudno nie wyczuć delikatnej nutki kpiny, ostatecznie Undertaker dobrze znał ojca Ciela.- Ale widzę już postępy! Nie wezwał hrabia swojego lokaja... czy to objaw odwagi czy może rozsądku? Myślałem, że jesteście nierozłączni. - przechylił lekko głowę, jego długie siwe włosy zafalowały, ale oczy wciąż nie było widać.
Tak jakby to jego soczyście zielone tęczówki kryły w sobie nie jedną tajemnicę, tak jakby gdy tylko Undertaker odsuwał na bok swoją grzywkę, ukazywał swą prawdziwą tożsamość. Ci przed którymi się ukrywał już wiedzieli kim jest, ale mimo wszystko ten dezerter wciąż przepadał za różnymi przebierankami. Akurat teraz żadna mu nie była potrzebna, nie przyczajał się przecież na młodego Phantomhive. Ten chłopiec był interesującym okazem. Pięknie by wyglądał w trumnie. Undertaker już miał w swojej głowie projekt pochówku godnego osoby tego hrabiego. Prosta, ale kunsztowna i elegancka. Dopasowana do jego niewielkich rozmiarów. Jaka szkoda, że już nie prowadził swego zakładu! Tyle wspaniałych ciał mogło na niego czekać i wszystkie oczekujące na przebudzenie ze śmierci.
 
     
Ciel Phantomhive

Earl/Pies Królowej

Rodzina: Vincent (ojciec), Rachel (matka) - oboje nie żyją - odziedziczył po nich firmę Funtom Company; Angelina Durless (ciotka), Frances Midford (ciotka), Alexis Leon Midford (wuj), Edward Midford (kuzyn), Elizabeth Midford (kuzynka i narzeczona)
Wiek: 15 lat
Znaki szczególne: czarna opaska na prawym oku, pierścień z niebieskim brylantem na lewym kciuku, na prawej ręce rodowy sygnet
Ekwipunek: rewolwer w kieszeni
Kontrakt z: Sebastian Michaelis
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Maj 2013
Posty: 1184
Wysłany: 2018-01-07, 16:33   
   Multikonta: Alexander


Pojawił się jak gdyby nigdy nic. Jak znikąd. Zresztą, nie wiadomo skąd ten shinigami pochodzi, co tak naprawdę ma na celu. Pozostawał dla wszystkich nieuchwytnych, nawet dla innych bogów śmierci, a sam hrabia na razie nie mógł zbyt wiele zdziałać. Mówiąc szczerze podczas tego, dość nieoczekiwanego spotkania, dezerter miał go w garści. Jedynym wyjściem było wezwanie Sebastiana, aczkolwiek nawet z jego demoniczną szybkością mógł nie zdążyć. Ten były grabarz miał bardzo rozwinięte zdolności, a zatem nie należało go lekceważyć. Hrabia posiadał piekielną istotę, lecz jeśli jego życie będzie zagrożone, Michaelis mógł zlekceważyć rozkazy kierując się tym by zachować swoją nagrodę, swój posiłek. Demon też był egoistą, mimo wszystko.
Phantomhive sięgnął wolną dłonią na wysokość schowanego rewolweru, ale nie wyciągał broni. Wolał jednak mieć ją blisko, w pogotowiu, aby w razie czego szybko zareagować. Może nie będzie w stanie powstrzymać dezertera, a jednak gdyby chociaż opóźnił jego działania, dałby kilka sekund więcej czasu swojemu lokajowi na zjawienie się. Dla śmiertelnika te kilka sekund to nic, dla diabła powinno wystarczyć, tym bardziej, że chłopiec mógł wezwać piekielnego w dowolnym momencie, bez względu na dzielącą ich odległość powołując się na zawarty między nimi kontrakt, tak samo jak nie mógł przed nim uciec, bo demon był w stanie odnaleźć go wszędzie, choćby na drugim krańcu świata.
- Tss. - prychnął, przyglądając mu się z pewną zaciętością, aczkolwiek w tym niebieskim oku strasznie trudno było wyczytać emocje młodego arystokraty.- Czego chcesz? - wątpił w to, żeby to spotkanie było tylko przelotnym dziełem przypadku.
A jeśli nawet było, Undertaker wcale nie musiał go zaczepiać. Sam doskonale wiedział, że hrabia go poszukuje, że poszukują go inni shinigami, więc to bardziej kwestia jego ostrożności. Ale ten dezerter wydawał się kpić z wszystkich dookoła.
- Wezwę go kiedy będzie mi potrzebny. - głos miał spokojny, na pewno też nie w interesie tego zbiegłego żniwiarza leżało spotkanie z piekielnym kamerdynerem.
Nie miał zamiaru dać się wyprowadzić z równowagi komuś takiemu jak Undertaker. Był głową rodu Phantomhive, nie mógł pozwolić sobie na jakiekolwiek słabości w dążeniu do wyznaczonego celu.
 
 
     
Undertaker

Dezerter

Znaki szczególne: Grzywka zasłaniająca oczy, blizny przecinające twarz i szyję, strój grabarza, długie czarne paznokcie.
Ekwipunek: Dziesieć sotoba (drewniane kije pogrzebowe) pod płaszczem.
Kosa śmierci: Srebrna, długa kosa ozdobiona na rękojeści miniaturowym szkieletem, którego czaszka jest owinięta w ciernie.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 62
Wysłany: 2018-01-09, 17:26   

Te oczy. Jego ojciec miał podobne spojrzenie. Niedaleko pada jabłko od jabłoni, prawda? A Undertaker lubił owoce, chociaż dużo lepiej smakowały mu ciastka, najlepiej własnego wypieku, a jeszcze lepiej jak były w kształcie kości. Taki detal kojarzący się czy też ze szkieletem czy z przysmakiem dla psów, och... zabawne. Bądź co bądź to właśnie młody Phantomhive był przecież psem Królowej. Pasowało to do niego idealnie.
Na pytanie tego arystokraty wzruszył tylko ramionami, rozkładając dłonie w charakterystycznym geście. Ręce jak zwykle ginęły mu w zbyt obszernych i zbyt długich rękawach jego czarnej szaty. Wciąż chodził ubrany w typowy dla niego strój grabarza, który nadal całkiem nieźle pasował do jego roli, nawet jeśli dezerter nie prowadził już swojego lokalu świadczącego usługi pogrzebowe. Z wcześniejszego przebrania dyrektora szkolnej placówki Weston College nie zostawił nic, był to jednorazowy strój służący mu wyłącznie do odegrania odpowiedniej roli. Później już stał się zupełnie zbędny.
- Od ciebie? Wciąż masz coś co należy do mnie, czyż nie? - wyszczerzył się, a każdy kto znał chociaż odrobinę tego dezertera mógł wiedzieć o tym, że jego uśmiech nie zawsze wiąże się z entuzjastycznym podejściem do rozmówcy.- Mam nadzieję, że dobrze strzeżesz mojego skarbu. - ten głos ochrypły nie zdradzał niczego, żadnych zamiarów shinigamiego, aczkolwiek był podszyty czymś takim, co nadawało mu lekko niepokojącą nutę, którą nie łatwo było rozdzielić od zwykłego rozbawienia.
- Więc... zakładasz, że teraz ci nie będzie potrzebny. - z powrotem się bardziej pochylił nad nim i tknął go swym długim, czarnym paznokciem w policzek.- Nie posądzałem hrabiego o takie szaleństwo. - zaśmiał się w swoim stylu, ten chichot mógł brzmieć nawet dość upiornie.
Undertaker lubił zabawiać się w taki tragikomiczny sposób, potrafił znaleźć rozrywkę nawet w widoku dramatycznej śmierci. Nic dziwnego, był już wysłużonym shinigamim, którego nie przerażały żadne widoki rozkładających się zwłok. Och nie, on w tym widział piękno. Śmierć niezmiennie, od lat, pozostawała jednakowo piękna. Jak niektórzy mogli nie doceniać jej uroku... a jeszcze cudowniej przedstawiała się śmierć na granicy życia. Martwe ciało, które tańczy. To dopiero magia!
Zatańczysz z takim trupem hrabio?
 
     
Ciel Phantomhive

Earl/Pies Królowej

Rodzina: Vincent (ojciec), Rachel (matka) - oboje nie żyją - odziedziczył po nich firmę Funtom Company; Angelina Durless (ciotka), Frances Midford (ciotka), Alexis Leon Midford (wuj), Edward Midford (kuzyn), Elizabeth Midford (kuzynka i narzeczona)
Wiek: 15 lat
Znaki szczególne: czarna opaska na prawym oku, pierścień z niebieskim brylantem na lewym kciuku, na prawej ręce rodowy sygnet
Ekwipunek: rewolwer w kieszeni
Kontrakt z: Sebastian Michaelis
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Maj 2013
Posty: 1184
Wysłany: 2018-01-11, 20:58   
   Multikonta: Alexander


Phantomhive ani trochę nie lekceważył osoby Undertakera. Co prawda niegdyś trudno było go traktować poważnie, bo poważnie się nie zachowywał, ale niezaprzeczalnie był specjalistą jeśli chodzi o zwłoki. Dokonując sekcji, widząc makabrycznie porozcinane ciała znał się na sprawie i potrafił wyciągać wnioski, które były potrzebne hrabiemu przy okazji wykonywania zadań dla Królowej. Służył pomocą jemu jak i jego poprzedników, chociaż forma zapłaty jaką żądał za niezbędne wiadomości była dość specyficzna. A jednak był w jakiś sposób powiązany ze szlacheckim podziemiem, z brudnymi interesami arystokracji, nawet jeśli sam do niej nie należał, a nawet był zupełnie innej rasy. Shinigami, bóg śmierci. Zdaje się, że przedstawiciele tej grupy niezwykle lubili wszelkie przebieranki. Grell również na początku podawał się za niezdarnego kamerdynera i dopiero później został zdemaskowany jako czerwonowłosy żniwiarz, druga połówka Kuby Rozpruwacza, którego pierwszą częścią była Madame Red. W zasadzie ktoś taki jak Undertaker nie powinien mieć żadnych interesów w ludzkim świecie, a jednak nie przeszkadzało mu to wiązać się na różne sposoby z losem śmiertelników. Być może jako dezerter miał większe możliwości w tym zakresie, może miał w tym własny biznes. Współpracował z osobami, z organizacjami, które pozwalały mu utorować drogę do pożądanego celu. Podobnie jak Phantomhive. Można więc powiedzieć, że pod tym względem byli podobni, ale było zbyt wiele cech różniących, zbyt wiele odmienności. I właśnie z tego powodu młody arystokrata już nie mógł więcej współpracować z byłym grabarzem. Ich drogi rozeszły się w momencie gdy stali się przeciwnikami w sprawie ożywionych przez dezertera zwłok, chociaż na pewno ich losy wciąż pozostają splecione przez wzgląd na relacje shinigamiego z rodem Phantomhive. Z tego rodu został już tylko jeden przedstawiciel. tylko jedna osoba. On. Nic więc dziwnego, że jego spotkania z Undertakerem były nieuniknione.
- Nie musisz się o to martwić. Jest w dobrych rękach. - wyjaśnił, a jego spojrzenie stało się jakby spokojniejsze, chociaż wciąż pozostawał dość czujny.- Wciąż jednak nie wiem co masz wspólnego z moimi poprzednikami. - wątpił w to, żeby dezerter wprost powiedział o co w tym wszystkim chodzi, aczkolwiek z pewnością zdawał sobie sprawę, że to nurtuje hrabiego.
Nie drgnął nawet gdy Undertaker dotknął paznokciem jego policzka. Był zimny. Ale nie. Chłopiec nie okazał niczego, zupełnie niczego, a jego wzrok wydawał się jednakowo nieruchomy, jednakowo chłodny.
- Nazywaj to jak chcesz. Potrafię o siebie zadbać. - ton jego głosu też nie był inny, Phantomhive nie był dzieckiem i może nie potrafił wciąż najlepiej wiązać sznurowadeł, to nie do wszystkiego zawsze potrzebował czarnowłosego lokaja, nie był aż tak nieporadny w otaczającej rzeczywistości.
 
 
     
Undertaker

Dezerter

Znaki szczególne: Grzywka zasłaniająca oczy, blizny przecinające twarz i szyję, strój grabarza, długie czarne paznokcie.
Ekwipunek: Dziesieć sotoba (drewniane kije pogrzebowe) pod płaszczem.
Kosa śmierci: Srebrna, długa kosa ozdobiona na rękojeści miniaturowym szkieletem, którego czaszka jest owinięta w ciernie.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 62
Wysłany: 2018-01-13, 23:11   

To prawda, nie można zaprzeczyć, że ich losy już były ze sobą splecione. W taki sposób z jakiego nawet nie zdawał sobie sprawy hrabia Phantomhive. To od przypadku grabarz by mu nie pomagał przy okazji rozwiązywania spraw zleconych przez Królową, chociaż bez wątpienia ten chłopiec potrafił go rozbawić. Miał w sobie dar! Niebywały dar, którego nie potrafił docenić, a jak wiadomo dezerter jest znawcą takich talentów. Szalenie trudno było wywołać u niego napad śmiechu, bo nie jedno już widział i nie jednego już doświadczył na tym świecie. Nawet jeśli sprawiał wrażenie kogoś wiecznie rozbawionego, wciąż poszukiwał tego prawdziwego śmiechu, źródła, które pozwoli mu zaśmiać się jeszcze bardziej. Bo na co innego mógł liczyć podstarzały żniwiarz? Coraz trudniej go zaskoczyć i pewnie dlatego sam postanowił sięgać coraz dalej.
- Nie wątpię. Domyślam się, że nie stanowiło dla ciebie żadnego problemu rozszyfrowanie jego źródła, czyż nie? - zostawił policzek hrabiego w spokoju, zaś sam z dość rozbrajającym uśmiechem wyszczerzył się dość szeroko na samo wspomnienie tajemnicy skrytej w tym cmentarnym medalionie, ale... dla takiego psa Królowej wiernie tropiącego wszelkie nieprawidłowości zakłócające spokój Jej Wysokości to z pewnością nie było duże wyzwanie, drobna zagadka.- Och... jesteś bardzo ciekawy hrabio. - przytknął na powrót paznokieć do swoich warg.- Ciekawość to dziecięca cecha. - pogroził mu palcem z jednakowym wyrazem twarzy, której spora część wciąż była skryta pod srebrnymi kosmykami jego włosów.- Dorośli wiedzą, że ciekawość może mieć bardzo złe skutki. - znów rozległ się chichot, dla Undertakera położenie młodego Phantomhive było całkiem dobrym powodem do żartów.
Oczywiście, nie zamierzał mu demaskować prawdy. Nie teraz. Później? Może. Chciał zobaczyć jak daleko dojdzie następca Vincenta. Był bardzo podobny do ojca, ale wciąż młody, wciąż noszący skazę z przeszłości, która kładła się cieniem nie tylko na teraźniejszość, ale również i na jego przyszłość.
- Nie śmiałbym wątpić. - odpowiedział z pewnym rozbawieniem, spoglądając jednak dość sceptycznie na młodego arystokratę, czy naprawdę był w stanie zrobić tak wiele bez swojego oddanego kamerdynera?
 
     
Ciel Phantomhive

Earl/Pies Królowej

Rodzina: Vincent (ojciec), Rachel (matka) - oboje nie żyją - odziedziczył po nich firmę Funtom Company; Angelina Durless (ciotka), Frances Midford (ciotka), Alexis Leon Midford (wuj), Edward Midford (kuzyn), Elizabeth Midford (kuzynka i narzeczona)
Wiek: 15 lat
Znaki szczególne: czarna opaska na prawym oku, pierścień z niebieskim brylantem na lewym kciuku, na prawej ręce rodowy sygnet
Ekwipunek: rewolwer w kieszeni
Kontrakt z: Sebastian Michaelis
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Maj 2013
Posty: 1184
Wysłany: 2018-01-15, 00:15   
   Multikonta: Alexander


Ten dezerter nie był głupi, nawet pomimo tego, że często sprawiał takie wrażenie. Był na pewno inny niż reszta żniwiarzy, których hrabia kojarzył. Bez przeszkód można domyślić się, że chłopiec poradził sobie z rozszyfrowywaniem znaków na medalionie pogrzebowym i nie stanowiło dla niego większego problemu ustalenie do kogo należał kosmyk włosów. Dziwne było tylko to, że pojawiło się tam nazwisko przedstawicielki jego rodu, tego wciąż nie mógł zrozumieć. Jak bardzo Undertaker był powiązany z rodziną Phantomhive i z jakiego tak naprawdę powodu udzielał pomocy zarówno jego ojcu jak i jemu, kiedy jeszcze łączyły ich interesy. Te relacje sięgały jeszcze głębiej w przeszłość, lecz wciąż brakowało odpowiedzi, ktore pozwoliłyby połączyć to wszystko w jedną całość. Za mało wiedział, a shinigami nie był skłonny do rozwiania jego wątpliwości i dokładniejszego przedstawienia sprawy. Teraz hrabia się od niego nic nie dowie, musiał czekać na sprzyjającą okoliczność albo na moment gdy żniwiarz sam się wygada. Niestety, istniało spore ryzyko, że będzie to miało miejsce przy okazji kolejnych tragicznych zdarzeń, za które odpowiedzialny będzie były dyrektor zakładu pogrzebowego.
- To nie było trudne. - skwitował z drobnym uśmiechem wyrażającym tą rodową cechę, jaką w jego przypadku była duma i pewność siebie, chociaż w zetknięciu z Undertakerem, bez towarzystwa Sebastiana był zdany tylko na siebie.- Tss. Ciekawość prowadzi i dzieci i dorosłych do tego samego, tylko dorośli zwykle nie potrafią tego docenić. - odpowiedział mu na chłodno, jego wzrok jak i ton głosu świadczyły o tym, że w obecności dziedzica rodu Phantomhive lepiej nie lekceważyć dzieci, jakkolwiek on sam czuł się już dorosłym.- Rozumiem, że nie udzielisz mi teraz na to odpowiedzi. - nie zamierzał kryć się ze swymi przypuszczeniami, nie widział powodu oszczędzania sobie bezpośredniości w rozmowie.- Więc po co zabierasz mi czas?
Aktualnie hrabia wracał ze szpitala. Miał już to co chciał i doskonale zdawał sobie sprawę, że od tego dezertera nie dowie się teraz więcej, a młody arystokrata bardzo nie lubił marnowania czasu. Własnego czasu. Miał dużo obowiązków, dużo pracy ciążyło na nim jako na prezesie firmy Funtom, więc nie w smak mu było marnotrawienie cennych chwil, nawet jeśli samo spotkanie z Undertakerem było dość nieprzewidzianą sytuacją.
 
 
     
Undertaker

Dezerter

Znaki szczególne: Grzywka zasłaniająca oczy, blizny przecinające twarz i szyję, strój grabarza, długie czarne paznokcie.
Ekwipunek: Dziesieć sotoba (drewniane kije pogrzebowe) pod płaszczem.
Kosa śmierci: Srebrna, długa kosa ozdobiona na rękojeści miniaturowym szkieletem, którego czaszka jest owinięta w ciernie.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 62
Wysłany: 2018-01-27, 21:24   

Nadmierna pewność siebie? Głupota? Arogancja? Nie, w przypadku tego dzieciaka była to przede wszystkim duża świadomość. Zarówno własnej pozycji jak i własnej siły. Było w tym coś interesującego, chociaż również na swój sposób zabawnego. Przecież był wciąż dość młodym śmiertelnikiem, inni w jego wieku dopiero co wchodzili w świat dorosłych, a on sam już od dawna się w nim obracał. Jednak tak czy inaczej w tym momencie dla Undertakera był tylko bezbronnym dzieckiem. Fizycznie. Pozbawiony swego lokaja nie mógł zrobić nic, gdyby shinigami mu teraz zagroził nie zdążyłby go nawet wezwać. Człowiek, tak krucha istota... a może kamerdyner jest już w pobliżu? Może lada moment zaatakuje. Jego zdolności nie pozostawiały wątpliwości co do prawdziwej postaci wiernego sługi hrabiego Phantomhive. Więc oddałeś już wszystko co miałeś? Zgubi cie własna zachłanność hrabio, ciemność pochwyci cie w swoje szpony.
- Zastanawiające... gdzie doprowadzi ciebie. A może ten cel jest już oczywisty. - z początku jego głos wydawał się zamyślony, lecz zaraz potem dezerter znów cicho zachichotał jakby rozbawiony własnymi myślami.- Całkiem bystro. Niech to pozostanie jeszcze tajemnicą. - zakołysał się na boki beztrosko, niemalże lekceważąc powagę całej rozmowy, w jego przypadku trudno trzymać sztywny fason.- Och... chciałem tylko zobaczyć co słychać u mojego niedoszłego klienta. Wciąż czekam aż przyjdzie mi złożyć dla hrabiego trumnę. - zupełnie pominął przy tym ten szczegół, ze formalnie nie prowadzi już zakładu pogrzebowego.- Może nie będę czekał tak długo. - na jego wargach pojawił się kpiący uśmiech.
Ale, ale... to wcale nie była groźba! On tylko drażnił tego chłopca, prowokował, żeby kolejny raz zobaczyć u niego ten zabawny wyraz twarzy. To było wprost rozbrajające! Może gdyby ten arystokrata zaczął traktować wszystko z przymrużeniem oka nie uchodziłby już za ponurego szlachcica z podziemia?
- I radziłbym tego nie używać. - błysk zielonego oka, dostrzegł jak Phantomhive trzyma w pogotowiu dłoń tuż przy broni zapewne, nie posądzałby przecież młodego arystokraty o to, że będzie przechadzał się po londyńskich zakamarkach nie tylko bez obstawy kamerdynera, ale również bez jakiejkolwiek broni. Jednak i to narzędzie mogło okazać się bezskuteczne gdy żniwiarz wykona jeden zamach swoją kosą. Tak niewiele starczyło aby odebrać życie temu chłopcu, ale jaki miałby mieć w tym interes?
 
     
Ciel Phantomhive

Earl/Pies Królowej

Rodzina: Vincent (ojciec), Rachel (matka) - oboje nie żyją - odziedziczył po nich firmę Funtom Company; Angelina Durless (ciotka), Frances Midford (ciotka), Alexis Leon Midford (wuj), Edward Midford (kuzyn), Elizabeth Midford (kuzynka i narzeczona)
Wiek: 15 lat
Znaki szczególne: czarna opaska na prawym oku, pierścień z niebieskim brylantem na lewym kciuku, na prawej ręce rodowy sygnet
Ekwipunek: rewolwer w kieszeni
Kontrakt z: Sebastian Michaelis
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Maj 2013
Posty: 1184
Wysłany: 2018-01-29, 09:42   
   Multikonta: Alexander


Nie podobało mu się, że Undertaker tak się z niego nabija. Rzeczywiście, hrabia nie mógł sobie pozwolić na zbyt wiele bez obstawy demona. Sebastian był jego najważniejszym pionkiem, którym chłopiec poruszał wedle swojej woli. Mógł go wezwać w dowolnym momencie, wystarczył rozkaz, wystarczyło wypowiedzenie imienia, które mu nadał i był zupełnie pewny, że Michaelis zjawi się natychmiast. Lepiej, żeby go nic dodatkowo nie opóźniało, a nawet jeśli, żeby od razu wyeliminował przyczyny ewentualnego spóźnienia. Hrabia doskonale wiedział na jak wiele zdolny jest ten diabeł w imię zawartego kontraktu, ale znał go również na tyle, żeby spodziewać się tego, że piekielny lubi się z nim podrażnić. Czasem to wyglądało tak jakby toczyli grę tylko między sobą. Mimo wszystko, na pewno nie zaryzykowałby utraty posiłku, na którego tak ciężko stara sobie zapracować. A Phantomhive przecież go nie oszczędzał.
- To nie twój interes. - odpowiedział mu dość sucho.
Tak trudno wyczytać z jego twarzy jakieś emocje. Chociaż wciąż wyglądał trochę dziecinie, to wyraz jego twarzy mógł kojarzyć się ze znudzonym, obojętnym na wszystko dorosłym. Ci, którzy lekceważyli hrabiego szybko zmieniali o nim zdanie. - Dalej się bawisz w ożywianie zwłok? Do czego ty zmierzasz? - raczej nie było szans, żeby dezerter udzielił mu odpowiedzi, a jednak...
Całkowicie zignorował to stwierdzenie o trumnie. Shinigami raczył go takimi gadkami niemal za każdym razem gdy odwiedzał kiedyś jego zakład pogrzebowy w związku z potrzebą uzyskania informacji o stanie zwłok ofiar w sprawach, które arystokrata się podejmował. Jednak na wspomnienie o broni, a raczej o tym, by powstrzymać się od jej wykorzystania, nie pohamował się przed niewielkim skrzywieniem warg. Wiedział. No tak, to nie było trudne do rozgryzienia, hrabia chciał pokazać, że bez swojego lokaja też sobie potrafi dać radę, nawet przy spotkaniu z taką osobistością jak Undertaker.
- Tss. - prychnął tylko, jego niebieskie oko zmrużyło się, podczas gdy drugie, oznaczone kontraktem wciąż pozostawało zakryte czarną opaską, jak w każdym przypadku, w którym Phantomhive narażał się na kontakt z kimkolwiek innym niż swój demon. Jedynie on mógł znać prawdę, a każdy kto posiadł te informacje zwykle w krótkim czasie ginął. To była wyłącznie ich sprawa, ich tajemnica.
 
 
     
Undertaker

Dezerter

Znaki szczególne: Grzywka zasłaniająca oczy, blizny przecinające twarz i szyję, strój grabarza, długie czarne paznokcie.
Ekwipunek: Dziesieć sotoba (drewniane kije pogrzebowe) pod płaszczem.
Kosa śmierci: Srebrna, długa kosa ozdobiona na rękojeści miniaturowym szkieletem, którego czaszka jest owinięta w ciernie.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 62
Wysłany: 2018-01-31, 17:17   

Spodziewał się takiej odpowiedzi i takiego podejścia. Hrabia od tej strony był mu dość dobrze znany, o ile można tak powiedzieć o gościu odwiedzającym jego dawniej działający zakład pogrzebowy. Niegdyś łączyły ich interesy, teraz chociaż pod względem celów do jakich dążyli znacznie się poróżnili, to wciąż byli ze sobą powiązani. Zmierzali jednak w przeciwnych kierunkach. Dezerter chciał doprowadzić do zmartwychwstania, chciał zaprosić martwe zwłoki do wspólnego tańca, a to doprowadzało do pewnych anomalii, które musiał likwidować kundel Królowej. Jaka szkoda... Phantomhive już nie odwiedzi go, nie wpadnie na herbatkę i ciasteczko. Ale czasem pewne rzeczy trzeba poświęcić, żeby coś osiągnąć. Prawda? Ten niepozorny chłopiec zapewne doskonale zdawał sobie sprawę z działania tej zasady. Kurtyna zaczęła coraz bardziej opadać. Ach, jaka szkoda, że nie wszystko było jeszcze gotowe do rozpoczęcia głównego przedstawienia. Undertaker naprawdę musi zwiększyć działania zmierzające do przebudzenia ze śmierci, tworzyć, eksperymentować, kreować. To naprawdę niezwykłe przekraczać granice, których nikt nie odważył się przekroczyć i doprowadzać do rzeczy, których nikt wcześniej nie uczynił. Co innego mogło zadowolić takiego starego wygę?
- Wkrótce już wszystko będzie jasne. - wyjaśnił krótko, a spomiędzy srebrnych kosmyków jego grzywki można było dostrzec zielone oczy żniwiarza.
A skoro widać było oczy to znaczyło, że przynajmniej w tej kwestii shinigami nie żartuje, nawet jeśli przeważnie trudno było go traktować na serio. Takie było jego usposobienie, dość nietypowe.
- Nie będę już zajmował hrabiemu czasu w takim razie. - i znowu szeroki uśmiech wkradł się na jego wargi, znowu jego sylwetka przyjęła bardziej swobodną postawę.- Do zobaczenia. I pozdrów swojego lokaja. - zachichotał jakby rozbawiony wizją czarnowłosego kamerdynera, który pewnie nie będzie zadowolony z faktu, że ominęło go spotkanie podczas, którego jego pan był narażony na nie małe niebezpieczeństwo.
I z tymi słowami Undertaker odwrócił się i jakby nigdy nic zszedł sobie ze szpitalnych schodów, jeszcze machając młodemu arystokracie ręką, tonącą w zbyt obszernym rękawie i tyle go widziano. Przecież i tak nikt go nie zatrzyma.
<zt>
 
     
Ciel Phantomhive

Earl/Pies Królowej

Rodzina: Vincent (ojciec), Rachel (matka) - oboje nie żyją - odziedziczył po nich firmę Funtom Company; Angelina Durless (ciotka), Frances Midford (ciotka), Alexis Leon Midford (wuj), Edward Midford (kuzyn), Elizabeth Midford (kuzynka i narzeczona)
Wiek: 15 lat
Znaki szczególne: czarna opaska na prawym oku, pierścień z niebieskim brylantem na lewym kciuku, na prawej ręce rodowy sygnet
Ekwipunek: rewolwer w kieszeni
Kontrakt z: Sebastian Michaelis
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Maj 2013
Posty: 1184
Wysłany: 2018-03-04, 16:41   
   Multikonta: Alexander


Słowa dezertera brzmiały niemalże jak groźba. Ale hrabia nie zamierzał obawiać się żadnych gróźb. Nie miał do tego żadnych podstaw. Dopóki u jego boku trwał Sebastian to on stanowił jego tarczę i miecz, którą Phantomhive nie wahał się użyć w jego potrzeby. Nawet gdyby tarcza miała spękać, a miecz złamać się na pół, będzie służył mu do końca. Tak jak postanowili w trakcie ustalania warunków kontraktu. Kiedy to było... kilka lat temu, ale chłopiec wciąż pamiętał to niezwykle wyraźnie. Gdyby teraz przyszło mu zawiązywać podobną umowę z istotą piekielną, jego warunki były niezmiennie takie same. Nie żądał niczego mniej ani niczego więcej. A jednak w tej sytuacji obyło się bez towarzystwa zaprzysięgniętego mu diabła. Undertaker mu nie zagroził, chociaż rzeczywiście było takie ryzyko. Ale nie, jednak nie. To nie tak, że arystokrata mógł teraz odetchnąć z ulgą, aczkolwiek nie uważał, żeby to spotkanie z dezerterem cokolwiek zmieniło. Żadne z nich nie zamierzało się ugiąć wobec siły i racji drugiego, a zatem konflikt ten będzie trwał, a hrabia nadal będzie badał powiązania shinigamiego z jego rodem. Co to wszystko miało znaczyć, jak daleko to sięga?
Nie odpowiedział nic, nie odezwał się ani słowem na żadną z wypowiedzi shinigamiego. Po części mogła to być prowokacja, po części zwykły humor byłego grabarza, który standardowo był dość specyficzny. Chwilę tylko odprowadzał go nieruchomym spojrzeniem, jakby nie był nikim ważnym, nikim na tyle istotnym, żeby dziedzic rodu Phantomhive poświęcał mu swoją uwagę. Zaraz potem opuścił dłoń spoczywającą jak dotąd tuż obok miejsca, w którym trzymał rewolwer i wrócił wzrokiem do trzymanych w drugiej ręce dokumentów. Nie wyglądał na zainteresowanego specjalnie ich treścią. Przeniósł wzrok na okolicę, by zejść spokojnym krokiem ze schodów. Lada moment pojawi się jego lokaj. Oczywiście, poinformuje go o tym niecodziennym spotkaniu z Undertakerem, ale niekoniecznie przekaże pozdrowienia. Działania tego shinigamiego były dość męczące. Tylko czekać aż znowu ujawnią się efekty jego działań. Póki co hrabia jak najszybciej chciał wrócić do rezydencji. Nigdy nie przepadał za wizytami w stolicy, nie miał żadnych powodów, żeby zostawać tu na dłużej.
<zt>
 
 
     
Lily Valver

Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Matka, ojciec i młodsza siostra, wszyscy żywi i nudni.
Wiek: Wygląda na ok. 20 lat
Znaki szczególne: oczy Shinigami
Ekwipunek: tabletki na ból gardła (jako przekąska), mapa (której i tak nie umie rozczytać)
Kosa śmierci: Topór o dwóch ostrzach. Może go rozdzielić na dwa jednoostrzowe berdysze.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 04 Maj 2016
Posty: 153
Wysłany: 2018-04-16, 16:38   

Lily przybyła do szpitala tylko w celu wykonania kilku zleceń. Praca w takich warunkach była zwykle dość przyjemna, może nieco nudna… ale nie miała na co narzekać. Zbieranie dusz chorych należało do prostych zajęć. Zwykle zmęczeni długą chorobą nie walczyli zbyt mocno, czasem wcale. Zdarzało się, że przed śmiercią rozmawiała chwilę ze swoim celem. Nie były to zwykle zbyt głębokie konwersacje, często chorzy brali ją za członka rodziny. Tak, praca w szpitalu była jedną z lepszych, choćby dlatego, że nie należała do skomplikowanych. Trudno było się pobrudzić, jeśli się zgubiła wystarczyło poprosić kogoś o pomoc z trafieniem, tu nie było to niczym dziwnym. Pozbycie się świadków zebrania duszy też nie było trudne, przy członkach rodziny wystarczyło udawać pielęgniarkę, przy lekarzach członka rodziny, który chce pobyć z krewniakiem sam na sam. No i podczas wizyt w szpitalu mogła uzupełnić zapasy swoich ukochanych tabletek na gardło. To też nie było trudne, czasem wystarczyło podwędzić je jakiemuś choremu, którego duszę zebrała. Same plusy!
Aktualnie niewiele się tu działo. Był już późny wieczór, większość odwiedzających już opuściło budynek, spora część chorych już spała. Może to i lepiej. Akurat trafiła jej się nocna zmiana. Za kilkanaście minut pierwsze zadanie, potem trzy czy cztery w podobnych odstępach, wszystkie w szpitalu. Dopiero po nich wybywała bardziej w teren, ale te zbiory też nie zapowiadały się specjalnie emocjonująco. Ot, normalna noc w pracy. Jeśli dopisze jej szczęście, może napatoczy się jakiś nadnaturalny do pogonienia, ale szczerze mówiąc, niezbyt na to liczyła. Nawet jeśli, demony rzadko kiedy bywały na tyle zdesperowane, żeby specjalnie pchać się pod kosę bogowi śmierci.
Szła niezbyt spiesznie korytarzem, rozglądając się. Nie musiała nikogo pytać o lokalizację poszukiwanego pokoju, miała jeszcze sporo czasu. Poprawiła okulary i złączyła dłonie za plecami, nie potrzebowała jeszcze swojej kosy. Nie sądziła, żeby dzisiejszej nocy miało stać się cokolwiek niezwykłego.
 
 
     
Luka


Rodzina: Brak
Wiek: Wygląda na jakieś 19 lat, może mniej
Znaki szczególne: Albinizm i złote oczy
Poziom życia: 100%
Dołączył: 07 Lut 2018
Posty: 11
Wysłany: 2018-04-16, 18:15   
   Multikonta: Freya


Lukę do szpitala przygnała zwyczajna nuda. Mógł kręcić się po korytarzach i zadawać pytania ludziom, udając, że ich stan kogokolwiek obchodzi. Mógł zaczepiać ludzi, ładnie się do nich uśmiechać i wyciągać z nich jakieś ciekawsze informacje, historię albo proponować pomoc w zakończeniu cierpień, gdy ktoś okazywał się niezadowolony z jego towarzystwa. Nawet gdy zapach umierających ludzi wżerał mu się w płuca, nawijał na całkiem niezłych obrotach. Biedni pracownicy budynku nie wiedzieli czy go wyrzucić, gdy jedni ludzie się na niego skarżyli, a inni go chwalili. Poza tym, w szpitalu spojrzenia ludzi nie były aż tak natarczywe, jak osób z ulicy. Ganiał w czarnej pelerynie, z kapturem na głowie, ale gdy ludzie zauważali jego inność, twierdzili, że po prostu jest chory. Na tyle chory, że jedni trzymali go na odległość, żeby się nie zarazić, a drudzy chcieli dokładnie obejrzeć i zmacać każdy zakamarek jego ciała. Anioł całkiem nieźle się bawił. Nawet gdy zaczepił pewnego lekarza, mężczyzna chwilę z nim rozmawiał, a potem grzecznie zapytał "Po jaką cholerę on tam przylazł, skoro na chorego nie wygląda" i chamsko zdarł mu z głowy kaptur. Cóż... trochę go zatkało i dał mu spokój, a Luka wyraził swoje rozbawienie pod postacią dzikiego rechotu. A potem zwyzywał szeptem jego plecy, bo w szpitalach się przecież nie krzyczy. Bo umierające prawie-zwłoki, nagle przestają umierać, gdy jakiś dźwięk przerwie ich ewakuację na drugą stronę, a jak już one wrzeszczą, nie jest tak miło. Jeszcze by go ktoś mógł wywalić za zakłócanie spokoju.
 
 
     
Lily Valver

Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Matka, ojciec i młodsza siostra, wszyscy żywi i nudni.
Wiek: Wygląda na ok. 20 lat
Znaki szczególne: oczy Shinigami
Ekwipunek: tabletki na ból gardła (jako przekąska), mapa (której i tak nie umie rozczytać)
Kosa śmierci: Topór o dwóch ostrzach. Może go rozdzielić na dwa jednoostrzowe berdysze.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 04 Maj 2016
Posty: 153
Wysłany: 2018-04-17, 21:17   

Śmierci w szpitalach zawsze było wiele. Zazwyczaj w okolicy takich miejsc kręcił się chociaż jeden żniwiarz, tak na wypadek, gdyby któryś z pacjentów postanowił kopnąć w kalendarz wcześniej, niż zakładano. No i dochodzą do tego wszyscy, którzy przybywali zebrać dusze pacjentów. Czasem jeśli człowiek zasiedział się w świecie dłużej, niż wstępnie planowano shinigami też musiał przyjść do szpitala. Zwykle zdarzało się to z głupoty lub niedopatrzeń żniwiarza, który w jakiś sposób przypadkowo zmienił bieg wydarzeń, choćby nieumyślnie strasząc konie powozu, który delikwenta miał przejechać. Zdarza się. Krzyki umierających i cierpiących w szpitalu nie były niczym niezwykłym, każdy prędzej czy później się do tego przyzwyczaja. Zwłaszcza żniwiarz, dla którego takie rzeczy są praktycznie sposobem na życie.
Nie była też zdziwiona obecnością na korytarzu jakiegoś ubranego w płaszcz jegomościa. Kto tam wie, jakie typy z jakimi chorobami mogły się tu kręcić, jej raczej nie interesowało to zbytnio, przynajmniej tak długo, jak byli oni żywi. Rzuciła tylko rozbawione spojrzenie w jego stronę, kiedy zainteresowany nim lekarz oddalił się z niezbyt szczęśliwą miną, po czym wróciła do przeczesywania wzrokiem drzwi w poszukiwaniu pokoju umierającego. Oczywiście wszystko ze swoim specyficznym, irytującym uśmieszkiem, który ani na chwilę nie znikał z jej ust. Gdyby ktoś zaczął obserwować ją teraz, mógłby uznać, że to ta sytuacja wywołała w niej taką reakcję, jednak ktoś kto widział ją nie pierwszy raz mógłby bez problemu stwierdzić, że raczej jej to nie wzruszyło. Sam wygląd nieznajomego nie wydawał się jej jakoś specjalnie podejrzany. Co prawda nie był to raczej wygląd człowieka, demon jednak nie odznaczał by się podobnym wizerunkiem. W takim razie mogła osobnika zignorować. Nadnaturalni często odwiedzali szpitale, to było do przewidzenia. Lily nie zamierzała interweniować, jeśli nieznajomy nie zacznie sprawiać problemów. Anioły, zwierzęta i inne rzeczy, o ile panna Valver nie była śmiertelnie znudzona i nie była to poważna sprawa mogły czuć się w jej towarzystwie całkiem bezpiecznie. Przynajmniej teraz, kiedy przed pracą nie miała czasu na zabawę z nimi w berka z kosą. Nie, żeby była specjalnie pewna tego, że białowłosy nie jest zwykłym człowiekiem. Nie poświęciła jego twarzy dłuższego czasu niż ułamka sekundy, chociaż w tym momencie z tyłu głowy odezwał się drobny dzwoneczek. Jakoś go kojarzyła. Teraz nie umiałaby przywołać skąd, ale wydawał się dziwnie znajomy… Cóż, najwyżej zastanowi się o tym później. Akurat spostrzegła poszukiwany pokój i ciągle z tym samym uśmiechem weszła do niego, jakby robiła to codziennie.
Bez zbytnich ceregieli usiadła na krześle koło łóżka chorego. Ironiczne, że ludzie wyobrażali sobie kostuchę w zupełnie inny sposób. Założyła nogę na nogę i przyjrzała się swojemu zleceniu. Tak, wszystko się zgadzało. Mężczyzna spał, ale oddychanie widocznie sprawiało mu już trudności. Miała jeszcze dobre kilka minut czasu. Przywołała swoją kosę i znów skierowała wzrok na pacjenta. W półmroku pokoju jej oczy były pewnie całkiem nieźle widoczne, nawet mimo braku właściwości świecących. Były chyba jedyną rzeczą o jaskrawych barwach, jaka się tu znajdowała, przynajmniej do czasu, kiedy dookoła zmarłego pojawi się jego krew.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 0,43 sekundy. Zapytań do SQL: 12