Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Event Spisek zakończony!
► Oto wyniki plebiscytu Kryształowe Króliki!



POSZUKIWANIA
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Czarny Szermierz, Afuro Aphrodi Terumi i Zeno Hen poszukują różnych relacji.
► Wasil poszukuje ochotnika do sesji.
► Mark poszukuje przyjaznej duszyczki.

Listopad 1889r.
Deszcz, pochmurne niebo i porywiste wiatry będą towarzyszyć nam niemal codziennie. Temperatura będzie wynosić maksymalnie 7'C w dzień, w nocy zaś 2'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Restauracja "Herbaciane Róże"
Autor Wiadomość
Orin


Rodzina: Brak
Wiek: Około 300 lat?
Znaki szczególne: Pluje kwasem w obu formach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 23 Paź 2017
Posty: 37
Wysłany: 2017-11-20, 11:56   
   Multikonta: Incubus


Oczywiste było że ostatnie zdarzenia, nie przejdą całkowicie bez echa. Lis w teatrze był prawdziwą sensacją i Londyn aż huczał od plotek na ten temat. A przynajmniej najbliższa część, wokół teatru. Łatwo przewidzieć że ludzi zainteresuje temat wściekłego, dzikiego zwierzęcia w środku miasta. Część co prawda była sceptyczna, twierdząc że to tylko pewnie zbłąkany kundel. Byli też pojedynczy miłośnicy dziwacznych teorii spiskowych, typu że za wpuszczenie zwierzęcia był odpowiedzialny ktoś z teatru...albo jeszcze lepiej...rząd.
To wszystko sprawiło że musiał być o wiele bardziej ostrożny, w maszerowaniu sobie po mieście, w formie zwierzęcej. Ciekawe czy wysłane zostały za nim jakieś służby...?
W każdym bądź razie, większość czasu przemierzał na dwóch nogach. Szedł przez miasto, całkiem długo. Znowu potrzebował czegoś do jedzenia, nic dziwnego że zapach dochodzący z restauracji, go zwabił. Mając na sobie przydługi płaszcz, przemieszczał się pod ścianami, aż dotarł pod same drzwi. Cóż mógł zrobić, że zapach sprawił że wydał z siebie cichy pisk. Jednak z czasem był zmuszony odczepić się od drzwi, kiedy wychodzący mężczyzna prawie go nimi uderzył. Lisowaty skulił się przy ścianie, czekając na jakąkolwiek okazję. Nie sądził by w tym miejscu ludzie nakarmiliby od tak. Raczej musiał polegać na sobie...
_________________
And you could buy up all of the stars
......But it wouldnt change who you are
..........Youre still living life in the dark
...............Its just who you are...
 
     
Undertaker

Dezerter

Znaki szczególne: Grzywka zasłaniająca oczy, blizny przecinające twarz i szyję, strój grabarza, długie czarne paznokcie.
Ekwipunek: Dziesieć sotoba (drewniane kije pogrzebowe) pod płaszczem.
Kosa śmierci: Srebrna, długa kosa ozdobiona na rękojeści miniaturowym szkieletem, którego czaszka jest owinięta w ciernie.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 62
Wysłany: 2017-11-20, 22:29   

Underaker nie opuszczał tego miasta, a jeśli nawet to nie na długo. Miał tu za dużo swoich spraw, chociaż już nie prowadził zakładu pogrzebowego, którego niegdyś był dyrektorem. Och, to były bardzo ciekawe czasy! Życie w konspiracji, współpraca z młodym hrabią Phantomhive i możliwość obserwowania wszystkiego z ukrycia. Nie narzekał jednak aż tak na swoje obecne położenie, chociaż z pewnością musiał być dużo bardziej ostrożny niż niegdyś. Fakt, że został zdemaskowany niósł swoje konsekwencje, lecz dezerter nie mógł tego żałować. To wiązało się z jego pracą, z chęcią osiągnięcia celu! Trzeba było pewnego poświęcenia aby poprowadzić dalej badania i eksperymenty nad przebudzeniem ze śmierci.
Kręcił się po Londynie nie obawiając się jednak, że ktoś go przyłapie, ktoś go nagle zatrzyma. O nie, w przypadku Grabarza to nie było takie łatwe! I znalazł się tutaj, przed okoliczną restauracją, zauważając, że przystanął tutaj chłopiec niejako mu znany. Ach, właściwie tylko z widzenia? Czy to nie jest nasz gość z teatru? Ciekawe, ciekawe...
Undertaker podszedł do witryny zaglądając do środka. Dłoń schowaną w długim, szerokim rękawie, uniósł wyżej by przytknąć w zamyśleniu czarny paznokieć do podbródka. Na jego wargach widniał niewielki uśmiech.
Jakie ciekawe rzeczy do jedzenia... dezerter nie pamiętał kiedy ostatni raz był w takim lokalu, chociaż bywał kiedyś na rożnych przyjęciach, kręcił się czasem w towarzystwie osób, które byle gdzie jadać nie będą. A jednak nie zamierzał się tam teraz wybrać. Wyszczerzył bardziej zęby w uśmiechu i obrócił się w kierunku młodego.
- Głodny tak? Nasz rozrabiaka z teatru... - podrapał się paznokciem po czarnym policzku, chichocząc cicho chwilę pod nosem.
Ciekawe... raczej wątpliwe by wiele osób się zorientowało, może co najwyżej wnusia, która była shinigamim, więc z takimi istotkami miała do czynienia, ale czy ktoś jeszcze? Nie, ludzie w takie rzeczy nie wierzą. To zbyt abstrakcyjnie dla ich umysłów, a przecież wszystko jest możliwe! Nawet przywołanie zmarłych do życia.
 
     
Orin


Rodzina: Brak
Wiek: Około 300 lat?
Znaki szczególne: Pluje kwasem w obu formach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 23 Paź 2017
Posty: 37
Wysłany: 2017-11-20, 23:03   
   Multikonta: Incubus


Siedział spokojnie, wyłapując złotymi oczami przechodniów. Chciałby móc co łatwo zwinąć, ale to była restauracja, a nie sklep. Ludzie nie wynosili zwykle jedzenia ze sobą. Mógł jedynie poczekać do późniejszych godzin i spróbować skraść się na zaplecze restauracji, po jakiś resztki. Ale jak na razie, było za dużo ludzi, by próbować. Jak zwykle ludzie nie zwracali większej uwagi. Ewentualnie jeżeli go dostrzegli, to albo krzywili się z obrzydzenie...albo ewentualnie niektóre kobiety zaczynały coś mamrotać z swoimi koleżankami, o biednych sierotkach na ulicy. Tyle że w większości przypadków, na tym się kończyło. Bardzo rzadko zdarzało się, by ktoś mu faktycznie coś dał od tak, za darmo. Były jeszcze przypadki dziwnych ludzi...próbujących w zamian za jedzenie robić z nim...dziwne rzeczy. Jednak wizja kontaktu fizycznego, zwykle skutkowała tym, że zwiewał od takich dziwaków, jak najszybciej. Gdyby był bardziej świadomy tego o co chodziło, byłby naprawdę obrzydzony, przestraszony i oburzony tym co się mogło stać.
W końcu udało mu się dostrzec wśród ludzi, kogoś kogo skądś kojarzył. Tak, przypominał sobie go. Jeden z ludzi, z tamtego miejsca. Obserwował go czujnie, gdy ich oczy się spotkały. Wtedy właśnie poczuł że z tym gościem, coś było nie tak. Samo spojrzenie wywoływało w nim dziwne uczucie. W sumie tamtym razem nie skupiał się na nim. Był zbyt przerażony i zajęty uciekaniem, żeby przyjrzeć się z bliska. Cofnął się jeszcze bardziej pod ścianę, praktycznie się na niej rozpłaszczając. Nie wiedział czego ten chciał, jednak mimo wszystko nie miał broni. Nie było jasnej odpowiedzi na pytanie byłego kierownika domu pogrzebowego. Co prawda zrozumiał słowa nieznajomego, jednak srebrnowłosy nie powinien liczyć, że ten mu odpowie...zwłaszcza po tym jak ludzie w teatrze go potraktowali. No nie licząc tej dziwnej dwójki, która nie wiadomo dlaczego, broniła go. Sam nawet nie rozumiał czemu mu pomagali, ale czuł się wdzięczny z tego powodu...choć tak naprawdę nie miał się jak odwdzięczyć.
_________________
And you could buy up all of the stars
......But it wouldnt change who you are
..........Youre still living life in the dark
...............Its just who you are...
 
     
Undertaker

Dezerter

Znaki szczególne: Grzywka zasłaniająca oczy, blizny przecinające twarz i szyję, strój grabarza, długie czarne paznokcie.
Ekwipunek: Dziesieć sotoba (drewniane kije pogrzebowe) pod płaszczem.
Kosa śmierci: Srebrna, długa kosa ozdobiona na rękojeści miniaturowym szkieletem, którego czaszka jest owinięta w ciernie.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 62
Wysłany: 2017-11-21, 22:32   

Grabarzowi bycie niewidzialnym wychodziło prawdopodobnie tak doskonale, że do tej pory udało mu się być nieuchwytnym. Był pewien, że od czasu gdy został zdemaskowany, Instytut zainteresował się nim bardziej i to nie z punktu widzenia zachęcenia go do powrotu w ich szeregi, a raczej traktując go jako szkodnika, który wywraca ich idealnie ustalony porządek do góry nogami. Jego działania przykuwały też uwagę co bardziej rezolutnych śmiertelników, bo wszystkiego nie dało się tak zupełnie zachować w tajemnicy. Ci jednak nie byli w stanie z tym zrobić absolutnie nic, a dezerter wciąż wydawał się ich wyprzedzać o krok czy dwa. Dla samego Scotland Yardu wieść o ożywionych zwłokach, które siały spustoszenie na niedawnych obchodach rocznicy Weston College brzmiała zapewne jak abstrakcja. Opowieść jakiegoś szalonego histeryka, którego trzeba koniecznie umieścić w zakładzie psychiatrycznym. A jednak to prawda, to prawda! To wszystko stawało się na ich oczach rzeczywistością, dokonywał czegoś niemożliwego! Taki psikus spłatany przez byłego dyrektora zakładu pogrzebowego. Ach, jaka szkoda, że wciąż go nie doceniali!
Undertaker przechylił lekko głowę w bok, przypatrując się nieznajomemu dzieciakowi. Nie miał za często kontaktu z demonicznymi stworzeniami... ostatnio to był jakiś szatański pies, który siał spustoszenie na peryferiach, ale shinigami przypuszczał, że ta sprawa ma głębsze podłoże, być może ktoś tym zwierzakiem sterował z zewnątrz. Ten tutaj z kolei sprawiał wrażenie zagubionego stworzenia, które starało się jakoś przetrwać w tej miejskiej dżungli. Co on jednak narobił w tym teatrze... Undertaker aż nie mógł powstrzymać uśmiechu na twarzy na wspomnienie tego incydentu. O tak, ten futrzasty zwierzak potrafił go rozbawić, a jakie zamieszanie wstrząsnęło tym teatrem!
Nawet jak na zwykłego przechodnia mógł wyglądać trochę upiornie. Lata pracy w zakładzie pogrzebowym zrobiły swoje, lecz czy nie była to idealna praca dla kogoś takiego jak on?
- Głodny, prawda? Teraz lepiej, żebyś nie przybierał swojej futrzastej postaci. - sam sięgnął do kieszeni i wyciągnął jedno z ciasteczek w formie kości, zwykle miał ich kilka przy sobie.
To był doskonały przysmak, szkoda, że tak rzadko ktoś go doceniał! Zupełnie tego nie rozumiał.
 
     
Orin


Rodzina: Brak
Wiek: Około 300 lat?
Znaki szczególne: Pluje kwasem w obu formach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 23 Paź 2017
Posty: 37
Wysłany: 2017-11-22, 10:12   
   Multikonta: Incubus


Śmiało gdyby tylko umiał, lis mógłby przyznać że to najdziwniejszy osobnik jakiego spotkał. Oczy miał praktycznie zasłonięte przez długie włosy. Jednak dziwna blizna nie umknęła uwadze lisa, co prawda nie kojarzył tego z czymkolwiek szczególnym...nie żeby nie widział nigdy oszpeconych ludzi. Ta nawet nie wyglądała aż tak tragicznie. Jego sam ubiór także raczej nie należał do typowych. Jednak to co odczuł najbardziej, to odór śmierci...tak to chyba można nazwać. Nie chodziło bezpośrednio o zapach rozkładającego się ciała. Jednak po tak długim czasie bytowania w zakładzie pogrzebowym, grabarz miał na sobie ten dziwny...i nieco niepokojący dla zwierzęcia, zapach. Dzieciak/lis jedynie siedział, nieufnie zerkając w stronę nieznajomego. I rozumiał jego słowa. Cały czas zastanawiał się, skąd on wiedział. Oraz czemu nie wydawał się nawet zdziwiony faktem, że coś takiego może istnieć. Człowiek wydawał się jeszcze większą zagadką niż dziwny dzieciak z opaską na oku oraz ten co go bronił w teatrze. A tak w ogóle to czemu ostatnio miał takie szczęście, co rusz trafiać na dziwaków? Zmrużył oczy.
Jednak Undertaker przyciągnął jego uwagę. lis szybko wypatrzył jedzenie i praktycznie wyrwał je z dłoni obcego. Oczywiście nie zębami, jak zrobiłby to w lisiej formie, nie krępując się. Ponad trzysta lat wystarczyło dla zwierzęcia by nauczyć się zachowywać jak człowiek...jednak nie sprawiało to, że był człowiekiem. Zapach ciasteczka raczej nie był czymś...dziwnym. Nie czuł nic, co mógłby uznać za niepokojące. Nauczył się już wykrywać najczęściej używane substancje trujące, po tym jak już struł się co najmniej kilka razy. Co prawda te zazwyczaj stosowane, go nie zabiłyby, był o wiele bardziej odporny na...wszystko, jednak wiązałoby się to z co najmniej z mocnym zatruciem pokarmowym. Mimo że nigdy nie mógł mieć stu procentowej pewności, zjadł to. Może to nie było nic wykwintnego dla ludzi, jednak zmysł smaku zwierząt, nieco różni się od smaku ludzi. Nie był to najlepszy posiłek w jego życiu, ale nie mógł zaprzeczyć, ciasteczko mu smakowało. Po praktycznie pochłonięciu go, znowu uważnie obserwował srebrno-włosego i gdyby nie ludzie dookoła, pewnie już siłą zabrał resztę, jeżeli mężczyzna miał przy sobie więcej...a przynajmniej by spróbował. Jednak nie chcąc zamieszania wokół siebie, mógł tylko liczyć na łaskawość.
_________________
And you could buy up all of the stars
......But it wouldnt change who you are
..........Youre still living life in the dark
...............Its just who you are...
 
     
Undertaker

Dezerter

Znaki szczególne: Grzywka zasłaniająca oczy, blizny przecinające twarz i szyję, strój grabarza, długie czarne paznokcie.
Ekwipunek: Dziesieć sotoba (drewniane kije pogrzebowe) pod płaszczem.
Kosa śmierci: Srebrna, długa kosa ozdobiona na rękojeści miniaturowym szkieletem, którego czaszka jest owinięta w ciernie.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 62
Wysłany: 2017-11-22, 21:27   

Lata pracy zrobiły swoje. Ach, ileż czasu Undertaker był związany ze śmiercią! Całe wieki, biorąc pod uwagę jego pracę w Instytucie Shinigamich, która polegała na zbieraniu dusz. Nie dali by go do Wydziału Administracyjnego, nie... żadna papierkowa robota w jego przypadku nie wchodziła w grę. Cóż on by robił przy tych wszystkich dokumentach, z tymi wszystkimi sprawozdaniami. Zanudziłby się przecież, to nie była robota dla niego! Generalnie żniwiarze raczej nie przepadali za biurowymi obowiązkami, a jeśli do takiej pracy byli oddelegowani to najczęściej jako samobójcy nie nadający się do wykonywania osądu dusz. A on tyle lat zajmował się koszeniem, był obecny przy licznych zgonach, żadna śmierć nie potrafiła go zadziwić, a może wręcz przeciwnie, z czasem go coraz bardziej bawiły. Bywał przy zejściu z tego świata i możnych i biednych, i sław i zupełnie przypadkowych osobistości. Ach, śmierć dla wszystkich była jednakowa! Ale czy ta praca po całych wiekach jej wykonywania nie stawała się monotonna i nudna? Undertaker potrzebował odmiany, chciał dokonać przełomu. I wcale nie losowym zbiegiem okoliczności po dezercji zajął się właśnie grzebaniem zwłok i przygotowaniem ich do ostatniej drogi. Nie, nie... to nie przypadek! I nawet teraz znowu był związany blisko ze śmiercią, dokonując operacji na trupich ciałach, które cudownie powracały do świata żywych! To chyba z nim zostanie już na zawsze.
Zanim ciasteczko, które Grabarz obracał w dłoni trafiło do jego ust, zdążył je porwać ten dzieciak. A srebrnowłosy shinigami wcale nie protestował! Zachichotał cicho pod nosem jak to miał w swoim zwyczaju, a jego wargi ozdobił jeszcze szerszy uśmiech. Czy można było się uśmiechać jeszcze szerzej? Czemu on niemal nieustannie się uśmiechał?
Hihi, jest tyle powodów do uśmiechu!
Nie rozumiał jak ludzie mogli ciągle chodzić z posępnymi wyrazami twarzy zamiast zwracać uwagę na to co mogło okazać się zabawne. A może dopiero na starość docenia się takie rzeczy?
- Och... musisz być naprawdę głodny. - jego ochrypły głos nie wskazywał jednak, żeby shinigami był zmartwiony położeniem demonicznego zwierzaka.
Sięgnął do kieszeni i wyciągnął kolejne ciasteczko. W formie kosteczki! Wszystkie jego łakocie miały kształt kości, przez co niektórzy nieszczęśliwie mylili je z psimi przysmakami! Zupełnie niesłusznie.
Pomachał ciastkiem w powietrzu, trzymając je zaledwie za jeden koniec.
- Skusisz się?
 
     
Orin


Rodzina: Brak
Wiek: Około 300 lat?
Znaki szczególne: Pluje kwasem w obu formach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 23 Paź 2017
Posty: 37
Wysłany: 2017-12-01, 17:30   
   Multikonta: Incubus


Shinigami raczej nie powinien się obawiać. Z jego doświadczeniem, mógłby sobie z łatwością poradzić z demonicznym zwierzęciem, jeżeli zaszłaby potrzeba. Tym bardziej że nawet nie zaliczał się do tych szczególnie silnych. Był trochę wypłoszem, w stosunku do większości.
Raczej nie musiał czekać zbyt długo na odpowiedź. Bo praktycznie po chwili, ciasteczka już nie było. No cóż...był dość żarłocznym zwierzakiem. Po krótkiej chwili znowu obserwował grabarza z zainteresowaniem, starając się ignorować dziwne uczucie, jakie wywoływał w nim wygląd i zachowanie ów osobnika.
_________________
And you could buy up all of the stars
......But it wouldnt change who you are
..........Youre still living life in the dark
...............Its just who you are...
 
     
Undertaker

Dezerter

Znaki szczególne: Grzywka zasłaniająca oczy, blizny przecinające twarz i szyję, strój grabarza, długie czarne paznokcie.
Ekwipunek: Dziesieć sotoba (drewniane kije pogrzebowe) pod płaszczem.
Kosa śmierci: Srebrna, długa kosa ozdobiona na rękojeści miniaturowym szkieletem, którego czaszka jest owinięta w ciernie.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 62
Wysłany: 2017-12-04, 16:22   

Jaka głodna zwierzyna... a teraz będzie mu jeszcze trudniej zdobyć pożywienie, po tym jego dość zaskakującym objawieniu się publiczności podczas przedstawienia w teatrze. Undertaker akurat nie miał nic przeciwko takiemu przebiegowi akcji, a nawet był to dość ciekawy smaczek na zakończenie tego występ. Dzięki temu miał okazję trochę się pośmiać, a kto zapewni staremu grabarzowi odrobinę rozrywki może liczyć na informacje, które dezerter posiada. Z racji swojej niegdysiejszej pracy w zakładzie pogrzebowym, wiedział nie jedno o bardziej zbrodniczej stronie Londynu, dzięki namacalnym dowodom w postaci zwłok, którymi pieczołowicie się zajmował. Teraz też wiedział sporo. Bywał w różnych miejscach, spotykał się z różnymi osobowościami, kręcił się po Londynie niczym nieuchwytny cień i pomimo faktu, że był poszukiwany nie sprawiał wrażenia zaszczutego uciekiniera.
- Hmmm. - przytknął palce do podbródka, pocierając go w zamyśleniu.- Po twoim występie w teatrze, miasto zwiększyło środki ostrożności i wszędzie porozkładano trucizny. - zerknął kątem oka na chłopca.- Będziesz musiał bardziej uważać.
Zielone ślepia grabarza pozostawały skryte pod grzywką. Dość niespodziewanie na jego twarz znów wrócił uśmiech, zaś dezerter, cofając się krok za krokiem do tyłu, wyciągnął z kieszeni kolejne ciasteczko. Takie ładne, pachnące. Ach, dbał przecież o to, żeby jego wypieki zawsze były jak najlepsze!
Zwierzę było głodne i na ulicach raczej nie miało co liczyć. Z dobrocią ludzką też tutaj nieciekawie, bo rzadko była to zupełnie bezinteresowna dobroć. Ci śmiertelnicy, zawsze czegoś chcieli, zawsze za czymś pędzili... i tylko przy okazji przegapiali, nieświadomi jak szybko życie ucieka im przez palce.
 
     
Orin


Rodzina: Brak
Wiek: Około 300 lat?
Znaki szczególne: Pluje kwasem w obu formach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 23 Paź 2017
Posty: 37
Wysłany: 2018-01-01, 20:04   
   Multikonta: Incubus


Raczej taka sytuacja nie była nowością. Wszędzie gdzie został w jakiś sposób zauważony, starano się go wyeliminować na wszystkie możliwe sposoby...tylko dosyć nieudolnie, jak widać. Bo lisek nadal żył i był w jednym kawałku. Po prawdzie był inteligentniejszy, niż się wydawał i potrafił obserwować i kojarzyć fakty. Dlatego bardzo uważnie obchodził się z jedzeniem, na które natrafiał. Jednak jak na razie był zajęty jedzeniem tego co dostawał. Spojrzał chwilowo w górę. Nie było to coś, czego by się nie spodziewał, jednak i tak był w pewien sposób wdzięczny za ostrzeżenie...i ciastka!
Tak...większość zwyczajnych ludzi nie była lepsza od tego liska, który mimo wszystko...był zwierzęciem. Żyli nie wiadomo dla kogo i dlaczego, nie doceniając jakim darem jest samo życie. Nie potrafili się cieszyć chwilą, odrobiną czyjejś życzliwości. Im dłużej ktoś był na tym świecie, tym łatwiej było mu to dostrzec. Tylko kto może winić zwierzę że jest zwierzęciem...jednak ludzie wybierają taką drogę samodzielnie, upadając czasem nawet niżej od zwierząt.
_________________
And you could buy up all of the stars
......But it wouldnt change who you are
..........Youre still living life in the dark
...............Its just who you are...
 
     
Undertaker

Dezerter

Znaki szczególne: Grzywka zasłaniająca oczy, blizny przecinające twarz i szyję, strój grabarza, długie czarne paznokcie.
Ekwipunek: Dziesieć sotoba (drewniane kije pogrzebowe) pod płaszczem.
Kosa śmierci: Srebrna, długa kosa ozdobiona na rękojeści miniaturowym szkieletem, którego czaszka jest owinięta w ciernie.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 62
Wysłany: 2018-01-03, 00:15   

Lisy bądź co bądź uchodziły za szkodniki. Panoszyły się najczęściej na obrzeżach miast, zabijały zwierzęta gospodarskie, powodowały straty w hodowlach, a co więcej przenosiły choroby. Nic dziwnego, że zła sława tego gatunku odbijała się rykoszetem na demonicznym zwierzęciu. Czy w ludzkiej czy w zwierzęcej postaci, jego egzystencja w mieście mogła być jednakowo trudna i tak czy inaczej skazany był na długi błądzenie po tych drobnych i wąskich uliczkach. Miał małe szanse na to, żeby jakaś dobra duszyczka przygarnęła go pod swój dach, więc pozostawał mu los włóczęgo. Grabarz akurat swoje podróże wiedział czym urozmaicić, zwykle miał w nich jakiś cel, a świeże zwłoki były u niego zawsze w cenie, tym bardziej jeśli mógł się w nie na bieżąco zaopatrzyć. Na szczęście Londyn był pełen zbrodni, pełen dziwnych wypadków, które tylko zwiększały liczbę śmierci. Żniwiarze pracujący w tym okręgu musieli mieć pełne ręce roboty, ale dezerter ani trochę nie zamierzał im przeszkadzać! W końcu on wykorzystywał już puste ciała, reszta to wyłącznie efekt jego pracy.
Zwierzak wydawał się łakomym stworzeniem na ciasteczka. A na dodatek dość wygłodniałym. Undertaker jednak nijak nie żałował jego losu, przecież tyle istot codziennie ponosiło śmierć... żniwiarze byli znacznie bardziej obojętni na te sprawy, bo przecież ze śmiercią mieli do czynienia niemal bez ustanku.
Undertaker nie wiedział czy zwierzę, właściwie w ludzkiej postaci uda się w tym samym kierunku co on czy nie, tym bardziej, że shinigami wciąż trzymał w rękach smakowicie wyglądającą kosteczkę. A właściwie ciastko w kształcie kosteczki.
- Jeszcze jedno dla ciebie... - dezerter zachichotał jakby było w tym coś wyjątkowo zabawnego, po czym krok za krokiem skierował się do bocznej uliczki, cały czas jednak przodem do demonicznego lisa. I tak dyndał tym ciasteczkiem trzymanym w dłoni w powietrzu zostawiając je na widoku lisa. Wszystko oczywiście zależało od tego czy zwierzę się skusi i podąży za nim czy nie, ale ktoś kto karmił ciasteczkami nie mógł przecież być zły, prawda?
 
     
Orin


Rodzina: Brak
Wiek: Około 300 lat?
Znaki szczególne: Pluje kwasem w obu formach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 23 Paź 2017
Posty: 37
Wysłany: 2018-01-17, 10:22   
   Multikonta: Incubus


Czujne złote oczy nadal śledziły każdy ruch grabarza, co jakiś czas zerkając na przechodzących ludzi. Wyglądało to jakby się wahał i w sumie nie było w tym nic zaskakującego. W końcu jednak zbliżył się kilka kroków w stronę...w zasadzie nieznajomego. Ciekawe czy dzieciak idący za dziwnym człowiekiem nie budził w nikim niepokoju. Zbliżał się ostrożnie, chcąc więcej. Nigdy nie był do końca nasycony, ile tak naprawdę może pożreć demoniczne zwierzę, by zaspokoić swój głód...szczęście dla innych, że żywił się tym co normalne zwierzęta, a nie polował na ludzi. Gdyby mieli do czynienia z czymś większym, o równym łaknieniu, byłoby o wiele gorzej. Wiele ludzi mogłoby się stać posiłkiem, nim udałoby się pozbyć bestii. Choć pewnie niechybnie by to w końcu nastąpiło.
Jednak w odległości zaledwie metra, zatrzymał się. Ta sytuacja była aż nazbyt podobna do innych. A jakich? Ludzie mają różne zboczenia, a dziecko które nawet nie może nic powiedzieć i zrobi wszystko dla jedzenia...jest dobrym celem. Ludzie robili z nim naprawdę różne rzeczy, których do końca nie rozumiał. Czy trzeba wspominać że kilkoro z nich skończyło z obszernymi ranami i poparzeniami...? Wzdrygnął się lekko, nie wiedząc co zrobić.
_________________
And you could buy up all of the stars
......But it wouldnt change who you are
..........Youre still living life in the dark
...............Its just who you are...
 
     
Undertaker

Dezerter

Znaki szczególne: Grzywka zasłaniająca oczy, blizny przecinające twarz i szyję, strój grabarza, długie czarne paznokcie.
Ekwipunek: Dziesieć sotoba (drewniane kije pogrzebowe) pod płaszczem.
Kosa śmierci: Srebrna, długa kosa ozdobiona na rękojeści miniaturowym szkieletem, którego czaszka jest owinięta w ciernie.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 62
Wysłany: 2018-01-19, 21:51   

Właściwie grabarz nigdy specjalnie nie poświęcał uwagi demonicznym stworzeniem z prostej przyczyny... nie były mu do niczego potrzebne. Dużo łatwiej operowało się ludźmi, a konkretniej mówiąc ludzkimi zwłokami i to je wykorzystywał ten dezerter do swojej pracy. A te stworzenia nigdy specjalnie nie przykuwały jego uwagi. Istniały, bo istniały... wiedział o tym już od dawna, jak nie jeden żniwiarz mający za sobą już trochę pracy. Jednak niewiele słyszało się przypadkach o piekielnych zwierzętach pożerających śmiertelników. Niewątpliwie mogło do tego dojść, bo przecież wiele z nich było drapieżnikami, które czymś musiały się żywić, a jako, że pozostawały zazwyczaj większe i silniejsze od zwykłych, ziemskich stworzeń to i człowiek mógł czasem się znaleźć w ich jadłospisie. Z drugiej jednak strony, było ich stosunkowo niewiele i zapewne wolały nie wzbudzać nadmiernego zainteresowania swoim istnieniem. Ludzie potrafili naprawdę wiele rzeczy i wiele istnień wykorzystać do własnych, egoistycznych celów. Na pewno znaleźliby się i tacy, którzy to samo chcieliby uczynić z piekielnymi zwierzakami. Trudno przewidzieć jak taki spór mógłby się skończyć i chociaż być może zabawnie patrzyłoby się na taką rywalizację, to zupełnie nie było to czymś co interesowało Undertakera. On miał zupełnie inne plany do zrealizowania i to na nich zamierzał się skupić. Pozostałe rozrywki były kwestią drugorzędną.
Zwierzak podążał za ciastkiem. Bo nie za dezerterem, za ciastkiem. To właśnie miał mu do zaoferowania stary żniwiarz, cofający się w boczną uliczkę, bardziej z dala od przechodniów, którzy w tym czasie odwiedzali tą jedną z bardziej popularnych dróg w centrum Londynu. Zajęci sobą, swoim życiem, które tak szybko przecieka im przez palce. W końcu jednak dzieciak, a raczej zwierzę w skórze dzieciaka zatrzymało się. Naturalna ostrożność? Ach tak... to całkiem możliwe. Mimo wszystko żniwiarz nie odpuszczał.
- Pokazałbym cie coś co cie zainteresuje... - uśmiech z jego bladej twarzy nie schodził, jeden z długich paznokci dotykał podbródka, gdy dezerter chwilę się zastanawiał.- I tak nie miałbym co robić z takim zwierzakiem... - dobrać się do jego filmowego nagrania? A po co? Ludzie byli bardziej plastycznym materiałem.
Undertaker podrzucił w powietrzu ciasteczko. Jak zwierzak będzie chciał to złapie, jak nie... to nie, ale takie dobre wypieki, aż szkoda, żeby się zmarnowały!
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 0,29 sekundy. Zapytań do SQL: 11