Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Event Romeo i Julia zakończony!
► Ogłoszenie o nadchodzących porządkach.

POSZUKIWANIA
► Basil poszukuje skrzypkowego konkurenta, nachalnego klienta i innych powiązań.
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Orin poszukuje ochotnika do sesji.
► Czarny Szermierz poszukuje różnych relacji.

Sierpień 1889r.
Nad Londynem gorąca aura sprzyja gwałtownym, letnim burzom z silnymi wyładowaniami. Temperatura będzie wynosić ok. 28'C w dzień, w nocy zaś 16'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Scena
Autor Wiadomość
Rebecca Montgomery

Lady

Rodzina: rodzina Montgomery
Wiek: 17 lat
Poziom życia: 100%
Dołączył: 01 Cze 2016
Posty: 84
Wysłany: 2017-11-12, 16:14   

Że też musiała się jej trafić taka scena. Czy autor tej sztuki przy jej tworzeniu nie wziął pod uwagę, że kiedyś odgrywać tytułową postać damską będzie panienka Montgomery i w stosunku do jej osoby kwestia wypowiadana aktualnie przez Parysa brzmiała po prostu okropnie. Rebecca rzeczywiście starała się pieczołowicie dbać o swój wygląd, co można zaobserwować chociażby przez jej zmiany kostiumów, fryzur czy nawet makijażu. Nie chciała występować w każdej scenie w tym samym stroju, przecież może zademonstrować różne oblicza Julii. Być może byłaby bardziej autentyczna gdyby zachowała większą skromność, ale ta cecha niestety jakoś nie szła w parze z jej charakterem. Arystokratka prawdę mówiąc nie miała też zbyt wiele innych właściwości do zaoferowania, bo większość rzeczy, którymi interesowało się pospólstwo ją nudziły. Nie miała ochoty spędzać czasu na czytaniu książek, na dzierganiu haftów czy na grze na instrumentach, chociaż wszystkiego ją oczywiście wyuczono za młodu. Uznawała jednak, że jest stworzona do wyższych celów, nawet jeśli te cele nie zostały jeszcze przez nią samą odkryte. Teraz jednak szybko traciła zainteresowanie błahostkami poświęcając się temu co najbardziej lubiła czyli przede wszystkim zakupami i dbaniem o siebie samą wyłącznie. Bo o kogóż by innego?
Kontekst tych słów był więc dla niej podwójnie okropny, a jeszcze śledziła uważnie zachowanie cyganki wypowiadającej ową kwestię i nie umknęło jej to nieznaczne drżenie ramion. Posłała jej najbardziej jadowite spojrzenie jakie mogła, od razu jednak łagodniejąc, by nie dopuścić do tego, że wyszłaby z roli. Mimo wszystko musiała zachować opanowanie.
- Niewielkie przez to odniosły zwycięstwo. Dosyć już była uboga przed nimi. - szczerze nie rozumiała tej przesadnej skromności Julii, ale swoją kwestię wypowiedziała głosem imitującym nadal tą samą żal i smutek.
Miała jednak nadzieję, że część tej sceny jak najszybciej dobiegnie końca. Nie chciała, żeby cyganka dalej się bawiła jej kosztem. Niech tylko spotka jeszcze ją kiedyś na ulicy...w ogóle jakieś służby w końcu powinny się zająć tymi cyganami. To niedopuszczalne, żeby przedstawiciele tej grupy włóczyli się tak bezkarnie po ulicy i naciągali porządnych obywateli.
 
     
Tamara Arven

Cyganka

Wiek: 17 lat
Znaki szczególne: mnóstwo bransoletek
Ekwipunek: karty
Poziom życia: 100%
Dołączył: 15 Paź 2013
Posty: 131
Wysłany: 2017-11-12, 21:15   
   Multikonta: Elanor Blue


Lodowate spojrzenie Rebeccki tylko jeszcze bardziej rozbawiło cygankę, bo to było jak najbardziej ciekawe zderzyć się w takim kontekście słów z arystokratką. Jednak tym razem Tamara ani trochę nie dała po sobie poznać, ze ją to bawi, cały czas utrzymując poważny wyraz twarzy i nawet ramiona jej nie drżały. W końcu reżyser tego przedstawienia obdarzył ją sporym zaufaniem powierzając jej aż dwie role, więc nie mogła tutaj go zawieść i musiała wypaść jak najlepiej.
- Twarz twoja do mnie należy, a ty jej uwłaczasz. - wyrecytowała, przyglądając się nawet uważniej obliczu Julli, oczywiście przy tym też tak zniżając głos, żeby chociaż imitować głos męski.
Wiadomo, że akurat z głosem nie dało się aż tak wiele zrobić jak z wyglądem. Zawsze istniało ryzyko, ze pomimo zniżania tonacji będzie to do zdemaskowania, ale starała się tak wszystko zabarwić, żeby nie było to widoczne i żeby w swej roli wypadła jak najbardziej wiarygodnie. Nie była zawodową aktorką, lecz przynajmniej się starała.
 
     
Rebecca Montgomery

Lady

Rodzina: rodzina Montgomery
Wiek: 17 lat
Poziom życia: 100%
Dołączył: 01 Cze 2016
Posty: 84
Wysłany: 2017-11-12, 21:53   

Panna Montgomery postąpiła jeszcze kilka kroków w stronę części sceny przygotowanej na celę ojca Laurentego. Z rozpoczęciem każdego aktu, scenografia zmieniała się i była dostosowywana do miejsca akcji. Nie były to oczywiście radykalne metamorfozy, jednak wystarczające aby nadać scenie odpowiedni klimat. Rebecca nie przykładała jednak do tego zbyt dużo uwagi, liczyła się tylko jej gra i to jak ona wypadnie podczas tego wystąpienia. Obecne spotkanie z cyganką nie stanowiło dla niej przyjemnego doświadczenia, lecz nie mogła wychodzić z roli. Wzrok wbiła w posadzkę jakby błądząc po nim w zagubieniu, tym razem nie próbowała zabłysnąć, a zachować w miarę możliwości skromność oraz uwidocznić tą rozpacz jaką zapewne przeżywała w tym momencie główna bohaterka sztuki. Rozchyliła usta bardziej, dłonie złożyła na sukni niczym wcześniej Rita w dość pokornym geście. Nie chciała udawać tutaj wojowniczki, aczkolwiek jej osobista natura podsuwała pod jej myśli różne wypowiedzi, którymi mogłaby zakpić sobie z Tamary. Teraz jednak na to nie pora. A szkoda. Mogła liczyć tylko na to, że odbije to sobie jakoś po przedstawieniu. Jeśli nie akurat na cygance, bo szczerze mówiąc nie chciała ją już więcej spotkać, to na kimkolwiek innym, a najpewniej na służbie. To właśnie służący z jej domu przeważnie odczuwali na sobie wyładowania złości panienki, to na nich się wyżywała emocjonalnie i zapewne nie miała wśród nich z tego powodu dobrego zdania. Byli jednak tylko służbą, mało więc ją to obchodziło.
- Nie przeczę; moja bowiem była inna. - odpowiedziała nie spoglądając nawet na osobę Parysa i podeszła jeszcze bliżej części sceny przeznaczonej na celę.- Maszli czas teraz, mój ojcze duchowny, czyli też mam przyjść wieczór po nieszporach? - zapytała głośniejszym tonem, jednak nieustannie starając się zachować nutki rozpaczy w głosie.
Być może uda sie jej chociaż trochę odegrać Julię. Na swój sposób też się przykładała do tego zadania, aczkolwiek ona akurat widziała główną bohaterkę zupełnie inaczej. A może właśnie taką chciała ją zobaczyć.
 
     
Undertaker

Dezerter

Znaki szczególne: Grzywka zasłaniająca oczy, blizny przecinające twarz i szyję, strój grabarza, długie czarne paznokcie.
Ekwipunek: Dziesieć sotoba (drewniane kije pogrzebowe) pod płaszczem.
Kosa śmierci: Srebrna, długa kosa ozdobiona na rękojeści miniaturowym szkieletem, którego czaszka jest owinięta w ciernie.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 49

Wysłany: 2017-11-12, 22:40   

Hihi, teraz jego występ. Grabarz postanowił uwiecznić to przedstawienie swoją osobą, tak z ciekawości, trochę z nudów, trochę z chęci wyjścia na światło dzienne. Przecież nikogo nie musiał się obawiać, nikt na niego nie dybał. Shinigami jeśli nawet prowadzili jakieś śledztwo w jego sprawie to najwyraźniej wyjątkowo nieskutecznie. Bo Undertaker jak gdyby nigdy nic nadal chodził po tym świecie, nadal stroił sobie żarty z naturalnym praw życia i śmierci, nadal eksperymentował nad pokonaniem tego etapu, który dla śmiertelników oznaczał przecież koniec żywota. Nie widział więc żadnych przeszkód, żeby odmówić sobie udziału w takiej zabawie.
Nie fatygował się do teatru wcześniej, pojawił się na tyle, żeby obejrzeć przedstawienie. Nie miał również problemu z dobraniem stroju, bo w zasadzie nawet jego szata przypominała trochę szaty zakonników. Ale dla większego wrażenia założył brązowy habit i chociaż kostium tem był nawet w jego typie, to jednak w czarnym kolorze byłu mu lepiej. I dopiero w połowie tej sceny wyszedł od drugiej strony, od strony przygotowanej na jego celę. Cela! Cóż to za określenie! Prawie jakby był w więzieniu. Oczywiście Undertaker miał trochę pojęcia o wystawianej sztuce, nie było to dla niego nic nowego, bo działał również i w okresie życia autora tego dramatu. Czego on zresztą nie widział, czego on nie przeżył!
Teraz jednak musiał się dostosować do granego przedstawienia. Na jego wargach mimowolnie wciąż błądził ten niewielki uśmiech. Oczy pozostawały starannie i zwyczajowo skryte pod srebrzystą grzywką. Nie próbował nawet ukryć włosów! Z całą pewnością był dość osobliwym zakonnikiem.
A teraz zbliżała się do niego Julia z Parysem. Czasem zatem przystąpić do swojej części wystąpienia. Nawet nie musiał się starać za bardzo, nawet nie musiał celowo grać wymuskane pozy!
- Nie brak mi teraz czasu, smętne dziecię. - rzekł spoglądając w stronę dziewczęcia występującego w roli Julii.- Racz, panie hrabio, zostawić nas samych. - tu zwrócił się do Parysa, a jego głos zachował naturalne, lekko chrapliwe brzmienie.
Bo po cóż tu udawać, po cóż kreować jakieś wymyślne miny, sztuczne postawy. On był cały naturalny, zawsze... w każdej roli.
 
     
Tamara Arven

Cyganka

Wiek: 17 lat
Znaki szczególne: mnóstwo bransoletek
Ekwipunek: karty
Poziom życia: 100%
Dołączył: 15 Paź 2013
Posty: 131
Wysłany: 2017-11-13, 09:19   
   Multikonta: Elanor Blue


Pojawił się ten mężczyzna przebrany za zakonnika o długich, siwych włosach. Cyganka miała co do niego trochę niepokojące przeczucia, ale postanowiła skupić się bardziej na sztuce niż na jego osobie poza rolą ojca Laurentego. Przez niego w każdym razie nawet na chwilę zapomniała o obecności Rebeccki, ale na szczęście szybko sobie przypomniała i przedstawienie mogło trwać dalej.
- Niech mię Bóg broni świętym obowiązkom stać na przeszkodzie! - od razu odpowiedziała nawet z pewnym przekonaniem.- Julio, w czwartek z rana przyjdę cię zbudzić. - zwróciła się do arystokratki.- Bądź zdrowa tymczasem i przyjm pobożne to pocałowanie. - skłoniła się nawet w stronę Julii, tak po męsku oczywiście, a potem zawróciła na zaplecze.
Musiała się przygotować do ostatniej sceny, finałowej jeśli chodzi o tą sztukę. Właściwie nie miała zbyt wiele do naszykowania bo w stroju będzie występować tym samym, ale miała jeszcze chwilkę na przypomnienie tekstu i tego co po czym następuje. To będzie w końcu zakończeniem też całego występu, więc nie mogła wypaść źle.
zt
 
     
Rebecca Montgomery

Lady

Rodzina: rodzina Montgomery
Wiek: 17 lat
Poziom życia: 100%
Dołączył: 01 Cze 2016
Posty: 84
Wysłany: 2017-11-13, 21:35   

To było dziwne. Na scenie pojawił się ten srebrnowłosy mężczyzna i chociaż przywdział strój zakonnika, to arystokratka mogła bez problemu go rozpoznać. Miał dość charakterystyczną fryzurę i usposobienie, a jednak w jakiś sposób pasował do tej roli. Bardziej jednak mierziło ją to, że ten osobnik był jej znany przede wszystkim z niezbyt miłych wydarzeń jakie rozegrały się w Weston College. Tam okazał się nikim innym jak tylko przybranym dyrektorem, oszustem. To naprawdę nietypowe, że służby Scotland Yardu nie szukały kogoś takiego jak on. Była tam jeszcze moa o jakichś tajemniczych eksperymentach związanych z ożywianiem ludzkich zwłok, ale było to coś, o czym panienka Montgomery nie wiedziała czy wierzyć czy nie. Niby miała bezpośrednio do czynienia z domniemanymi owocami tych eksperymentów, które później były brutalnie eliminowane, zaraz potem jak próbowały się na nich rzucić, lecz dalej nie rozumiała na jakiej zasadzie to miało działać. I prawdę mówiąc wolała pozostać w tym niezrozumieniu. Po co zaprzątać sobie głowę takimi błahostkami. Prawdopodobnie po tym przedstawieniu nie będzie już miała wcale do czynienia z byłym dyrektorem szkolnej placówki dla bogatych, ich drogi się rozejdą, a arystokratka poświęci się temu co lubi najbardziej czyli przede wszystkim dbaniem o siebie i dalszym siebie upiększaniem.
Aktualnie trwał występ. Ta niemile przez nią widziana na deskach teatru osóbka odgrywająca rolę Parysa zeszła już ze sceny, została tam więc wraz z domniemanym ojcem Laurentym. Od razu szybkim krokiem wpadła do jego celi, dla lepszego efektu zakrywając na moment twarz dłońmi i wydając z siebie dźwięki jakby właśnie zaczynała zalewać się łzami, a przynajmniej tak to miało wyglądać.
- O! zamknij, ojcze, drzwi; a jak je zamkniesz, przyjdź płakać ze mną. Nie ma już nadziei! - załkała, by zaraz przysiąść na scenie przed jednym z krzesłem, obejmując je rękami w desperackim geście.- Nie ma ratunku! Nie ma ocalenia! - kontynuowała z przejęciem.
Oczywiście nie płakała, lecz musiało to wypaść wiarygodnie. Przejęcie i rozpacz Julii musiały być jak najbardziej uwidocznione, a ona za te gre powinna chyba dostać jakąś nagrodę. Była przekonana, że tych kilka ruchów wyszło idealnie.
 
     
Undertaker

Dezerter

Znaki szczególne: Grzywka zasłaniająca oczy, blizny przecinające twarz i szyję, strój grabarza, długie czarne paznokcie.
Ekwipunek: Dziesieć sotoba (drewniane kije pogrzebowe) pod płaszczem.
Kosa śmierci: Srebrna, długa kosa ozdobiona na rękojeści miniaturowym szkieletem, którego czaszka jest owinięta w ciernie.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 49

Wysłany: 2017-11-13, 22:29   

Chwilę spojrzał na dziewczynę przebraną za młodziana, który zwać się miał Parysem, a potem odwrócił swe spojrzenie na Julię. Tak, to spojrzenie, którego nie było widać! Można się zastanawiać jak to Undertaker poruszał się w przestrzeni, mając przysłonięte swoje zielonkawe ślepia grzywą, lecz niech i ten fakt pozostanie tajemnicą. Jak i wiele innych sekrecików, które wciąż nie ujrzały światła dziennego, a były związane z jego osobą.
Ach, Weston College! Trafiła mu się sprzyjająca okoliczność do pozyskania bez większego rozgłosu i zachodu kilku ciał, więc dlaczego nie miał tego wykorzystać. To było mu potrzebne do dalszych badań. Nie osiągnie stanu idealnego tkwiąc w miejscu, a jedynie pracując i ulepszając swoje dotychczasowe dokonania. Czasem jednak potrzebował przerwy. Ot, zagrać na nosie wszystkim, którzy tak zawzięcie go poszukiwali, zakpić sobie z ich starań. Aj, nazbierało się już tych osób... shinigami, pewien hrabia z lokajem, komuż jeszcze dezerter się narazi?
Póki co zamiast dłubać w filmowych nagraniach kolejnego potencjalnego~materiału badawczego, stał tutaj wcielając się w rolę ojca Laurentego. Nie była to przesadnie długa i wymagająca rola. Coś właśnie przeznaczonego na chwilową rozrywkę.
Złożył ręce w przydługie rękawy habitu, przystając przy wejściu do swojej celi, skierowany do arystokratki. Pamiętała go. Lecz cóż ona mogła, to tylko śmiertelniczka, dla której żniwiarz stanowił dziwny rodzaj innego zapewne śmiertelnika. Czyż nie? To było takie zabawne, kiedy inni brali go za człowieka. Dzięki temu potrafił się maskować nawet przed innymi istotami nadnaturalnymi.
- Stój, córko! Mam ja w myśli pewien środek, wymagający równie rozpaczliwej determinacji, jak jest rozpaczliwe to, czemu chcemy zapobiec. - rola handlarza tajemniczymi specyfikami w zasadzie również do niego pasowała.- Jeżeli dla uniknięcia małżeństwa z Parysem, masz siłę woli odjąć sobie życie, to się odważysz snadź na coś takiego, co będąc tylko podobnym do śmierci uwolni cię od hańby, jakiej chciałaś ujść przez zadanie jej sobie naprawdę. - jego głos wciąż pozostawał niezmiennie chrapliwy, nie musiał nic robić, żeby wypaść całkiem dobrze, a poza tym... to tylko teatr!- Maszli odwagę, toć wskażę ten środek.
 
     
Orin


Rodzina: Brak
Wiek: Około 300 lat?
Znaki szczególne: Pluje kwasem w obu formach.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 23 Paź 2017
Posty: 32
Wysłany: 2017-11-14, 10:43   
   Multikonta: Incubus


Nie zwracając zbytniej uwagi na to co działo się gdzieś pod nim, lisek wypatrzył kilka potencjalnych ofiar, które mogły mieć coś cennego przy sobie. W dodatku siedziały w miejscach, gdzie zaniepokojenie nie było aż tak duże. Tylko teraz cicho zejść...i tego chyba nie przewidział. Dopiero teraz w pełni zauważył jak bardzo wysoko jest...oraz że przewrócił rzeczy, po których się wspinał. Więc w związku z tym...mógłby jedynie próbować zeskoczyć w jakieś dogodniejsze miejsce i liczyć że nie narobi rabanu, wywracając resztę rzeczy. Zaczął się gorączkowo oglądać za czymś, na co ewentualnie mógłby skoczyć. Raczej nie podobała mu się wizja poobijania się. Ostrożnie przemieszczał się, starając nie poddać panice.
 
     
Rebecca Montgomery

Lady

Rodzina: rodzina Montgomery
Wiek: 17 lat
Poziom życia: 100%
Dołączył: 01 Cze 2016
Posty: 84
Wysłany: 2017-11-14, 17:20   

Teraz miała do wyrecytowania dość długi tekst, a mało tego nie mogła wypadać z roli. Początkowo nie wstawała zatem z miejsca, nadal obejmując rękami krzesło i udając, że zalewa się łzami. Nie było to takie proste, właściwie panienka Montgomery nie pamiętała kiedy ostatnio płakała. Nie była dziewczynką, która z byle powodu zalewa się łzami, chociaż za młodu gdy nie dostawała natychmiast tego czego chciała potrafiła wrzeszczeć, krzyczeć, ryczeć i robić szalony raban, lecz z rzeczywistą rozpaczą nie miało to nic wspólnego. Poza tym, jakie niby powody do płaczu miała mieć? Wszystko się układało w życiu dobrze, po jej myśli. Można powiedzieć, że były takie elementy przez które na moment potrafiła poczuć się gorzej, lecz to nie oznaczało moczenia łzami poduszkę przed snem. Pomimo swojego szatańskiego charakterku, pod tym względem miała mocną osobowość.
- O! każ mi, zamiast być żoną Parysa, skoczyć ze szczytu wieży; w rozbójniczych gościć jaskiniach, w legowiskach wężów, zamknij mię w jedną klatkę z niedźwiedziami albo mię wepchnij nocą do kostnicy, zewsząd pokrytej szczątkami szkieletów, poczerniałymi kośćmi i czaszkami, każ mi wejść żywcem w grób świeżo kopany i w jeden całun z trupem się obwinąć. - wyrecytowała pewnym, aczkolwiek wciąż pełnym żalem głosem, a potem podniosła się na nogi, by odwrócić się twarzą w stronę kaznodziei.- Wszystko to dawniej dreszcz budziło we mnie, ale bez trwogi uczynię to zaraz, bylebym tylko pozostała czystą małżonką mego lubego kochanka. - dokończyła.
Nie czuła się najlepiej patrząc w twarz tego mężczyzny, co do którego miała wątpliwości odnośnie tego czy w ogóle przebywanie z nim w jednym miejscu o jednym czasie jest bezpieczne.
Chociaż teraz nie prezentował się niczym rasowy morderca, to jednak miała z nim złe doświadczenia. Dlatego szybko spuściła wzrok, co nie było jednak wyrazem strachu, a po prostu nie miała ochoty na niego patrzeć. Panienka Montgomery miała dość wysokie wymagania co do osobistości, z którymi chciała przebywać w bliższym kontakcie, nawet fizycznym, a tutaj po prostu ten ktoś budził w niej jakąś niechęć, chociaż nie aż tak skrajną jak w przypadku tej głośnej dziewuchy i brudnej cyganki. A wraz z zakończeniem sceny, gdy kurtyna opadła, Rebecca znów pognała przygotować się do kolejnego aktu.
<zt>
 
     
Undertaker

Dezerter

Znaki szczególne: Grzywka zasłaniająca oczy, blizny przecinające twarz i szyję, strój grabarza, długie czarne paznokcie.
Ekwipunek: Dziesieć sotoba (drewniane kije pogrzebowe) pod płaszczem.
Kosa śmierci: Srebrna, długa kosa ozdobiona na rękojeści miniaturowym szkieletem, którego czaszka jest owinięta w ciernie.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 49

Wysłany: 2017-11-14, 21:07   

Hihi, i co teraz człowieku?
Undertaker akurat był w wyśmienitym humorze. Szkoda, że nie mógł tego pokazać na scenie, bo przyszło mu odegrać bohatera będącego pokornym zakonnikiem. Ależ, ależ... sam grabarz aż tak pokorny nie był. Wyciągnął jedną dłoń ze swojego przydługiego rękawa i czarnym, długim paznokciem podrapał się po podbródku. Czy takie szpony pasowały do osoby zakonnika? Pewnie nie, ale jeszcze bardziej niepasowałyby białe rękawiczki chociażby, więc zostawił to tak jak było.
- Słuchaj więc; idź do domu, bądź wesoła, przystań na związek z hrabią. Jutro środa; Staraj się jutro na noc zostać sama, niech Marta nie śpi ten raz w twym pokoju. Masz tu flaszeczkę; - wyjął z kieszeni fiolkę z miksturą wręczając ją arystokratce.- Weźmiesz ją do łóżka i filtrowany likwor ten wypijesz; A wnet po wszystkich żyłach cię przebiegnie usypiający dreszcz, który owładnie wszelką żywotną funkcją; wszystkie pulsa wstrzymają w tobie swe zwyczajne bicie; Ni dech, ni ciepło nie wskaże, że żyjesz. - mimo woli na jego wargach pojawił się bardziej rozbawiony uśmieszek, to była taka zręczna intryga!- Róże ust twoich i policzków zbledną jak popiół; oczu zasłony zapadną, jak gdy dłoń śmierci zakrywa dzień życia; Każdy twój członek pozbawiony władzy zdrętwieje, stęgnie, zziębnie jak u trupa. I w tym pozornym stanie nagłej śmierci zostawać będziesz czterdzieści dwie godzin. Wtedy się ockniesz jak ze snu błogiego. Gdy więc nazajutrz z rana narzeczony przyjdzie cię zbudzić, znajdzie cię umarłą; Po czym, jak każe zwyczaj, przystrojona w godowe szaty, w odsłoniętej trumnie, złożoną będziesz pod owym sklepieniem, gdzie leżą wszyscy ze krwi Kapuletów. - wyjaśniał swym chrapliwym głosem.- Uwiadomiony tymczasem przeze mnie o naszym planie, Romeo przybędzie; Wraz ze mną czekać będzie w owym lochu na twe ocknienie i tej samej nocy uprowadzi cię skrycie do Mantui. To cię uchroni od hańby grożącej; jeśli brak woli lub niewieścia bojaźń od wykonania tego cię nie wstrzyma.
Na tym kończyła się ta scena, sam Grabarz nie miał tu zbyt wielkiego zdania do wykonania, ale to nie oznaczało jeszcze końca całej sztuki. Jeszcze będzie miał swój udział w finałowym akcje, jeszcze kilka słów wypowie, a tymczasem wraz z opadnięciem kurtyny, pozostało mu zejść ze sceny i czekać na dalszy rozwój przedstawienia.
<zt>
 
     
MG


Dołączył: 26 Maj 2013
Posty: 348
Wysłany: 2017-11-14, 22:21   

Gdy kurtyna opadła scenografia ponownie uległa zmianie. Odstawiono na bok sztuczne fragmenty murów, zabrano krzewy imitujące część ogrodową, zaś na posadzce usypano kilka kopczyków z wetkniętymi w nie krzyżami. Zrobiło się bardziej mrocznie, bardziej ciemno. Z boku postawiono coś co miało przypominać grobowiec zbudowany z płyt, aczkolwiek one same dość lekkie w konstrukcji były. Aktorzy znów dostali chwilkę na przygotowania, pannę Montgomery popędzono by złożyła się w grobowcu. Pierwszy gong. Jeszcze tylko kilka dekoracji, kryptę zostawiono lekko uchyloną.
Kolejny gong i po następnym kurtyna znów poszła do góry. Tymczasem lisek chyba nie dostrzegł, że przemieszcza się po spróchniałych deskach. Jedna z nich zaskrzypiała, lekko się wygięła do tyłu, a na jej powierzchni powstało pęknięcie. Kolejna też nie wyglądała zbyt bezpiecznie. Miała dwie dziurki i raczej niezbyt imponującą szerokość. Przejście, które wybrało sobie demoniczne zwierzę mogło skończyć się dla niego nie za wesoło.
Ojciec Laurenty wysyła list do Romeo, zawierający mowę o owym spisku, jednak list ten nie trafia w ręce chłopaka. Kiedy Baltazar powiadamia go o śmierci Julii, nie zważając na nic, wyrusza do grobu dziewczyny. Po drodze zakupuje truciznę, po której wypiciu od razu następuje śmierć.
Akt V. Scena III. Cmentarz, na nim grobowiec rodziny Kapuletów.
 
     
Nancy Moron

Wydz. Żniwiarzy

Kosa śmierci: zaostrzony bumerang - Chi
Poziom życia: 100%
Dołączył: 22 Paź 2014
Posty: 154

Wysłany: 2017-11-14, 22:46   
   Multikonta: Sharon


To chyba teraz znowu jej kolej, co nie? Oczywiście przygotowania Nancy były tak bardzo skomplikowane, tak pracochłonne i złożone, że w praktyce nie było prawie żadnych przygotowań. Przez ten czas gdy nie występowała nie robiła zupełnie nic. Normalnie siedziała sobie na zapleczu i węszyła za jakimś zostawionym przez jednego z pracujących tu aktorów alkoholu. Intensywnie poszukiwała magicznej buteleczki mocy zaglądając w każdy kąt, przerzucając nawet stare rękopisy sztuk, lecz nigdzie nie uświadczyła swojego skarbu. Pozostało trochę zrezygnowana wobec tego faktu, ale, ale... teraz czas na ostatnią scenę! I dalsze mody! Padło już dwóch trupów podczas tego przedstawienia, czas więc dokończyć dzieła. Oczywiście nie na serio, bo gdyby to było na serio to by ją zawiesili w Instytucie za mordowanie śmiertelników z poza listy i ogólnie miałaby duże kłopoty, ale... ale czas już n nią!
Wreszcie scenografię przygotowano całkiem klimatycznie, dziadziuś pewnie też się ucieszy. Swoją drogą, całkiem zacnie mu poszło w poprzedniej scenie, chociaż chyba nie powinna go dobrze oceniać biorąc pod uwagę, że jest dezerterem i to takim, który lubi sprawiać im problemy. Lecz cóż... wypełzła na scenę w tych swoich koturnach, do momentu podciągnięcia kurtyny pod górę jeszcze się trochę chwiała, ale gdy ta czerwona płachta materiału zawinęła się wysoko ponad jej głowę, wyprostowała się jakoś docierając już do grobu Julki. Musiała wyglądać poważnie, och tak! Na poważną i zrozpaczoną! ona rzadko bywała zrozpaczona, właściwie nigdy więc to spory wyczyn odegrać coś takiego, tak tak. Ułożyła dłonie na krypcie grobowca.
- Czarna pieczaro, o! Ty wnętrze śmierci, tuczne najdroższym na tej ziemi szczątkiem, otwórz mi swoją zardzewiałą paszczę, a ja ci nową żertwę rzucę za to. - słabo się jej to rymowało, w ogóle kiepski tekst, no ale zakasała rękawy i odbiła drzwi grobowca.
Aż miała ochotę zakrzyknąć czy jest tam Julka, bo może akurat nie ma po co się fatygować, no ale sztuko trwaj! Na pewno zapamiętają ją jako wielką aktorkę.
 
     
Tamara Arven

Cyganka

Wiek: 17 lat
Znaki szczególne: mnóstwo bransoletek
Ekwipunek: karty
Poziom życia: 100%
Dołączył: 15 Paź 2013
Posty: 131
Wysłany: 2017-11-15, 16:23   
   Multikonta: Elanor Blue


To jeszcze teraz musiał wystąpić w roli Parysa. Nie zmieniała więc stroju, tylko za kulisami sceny czekała na rozwój wydarzeń. Ostatni akt rozpoczął się, miała w nim wziąć największa liczba aktorów, a gdy przyszła kolej Tamary, i ona pojawiła się na deskach teatru.
- To ten wygnany, zuchwały Monteki, co zamordował Tybalta, po którym żal, jak mniemają, sprowadził śmierć Julii; I on tu przyszedł knuć jeszcze zamachy przeciw umarłym; muszę go powstrzymać - postąpiła tutaj naprzód, bliżej w stronę Nancy, która już czaiła się przy grobowcu.- Spuść świętokradzką dłoń, niecny Monteki! Możeż się zemsta aż za grób rozciągać Skazany zbrodniu, aresztuję ciebie; Bądź mi posłuszny i pójdź; musisz umrzeć. - wyrecytowała podniosłym głosem, już jedną dłoń układając na trzonku szabli.
Szkoda, że nie potrafiła tym orężem władać tak przekonująco jak hrabia Newman, ale póki co jeszcze nie wyciągała broni, akcja musi się dopiero rozwinąć.
 
     
Czarny Szermierz


Rodzina: Wszyscy warci zaufania.
Wiek: 20
Znaki szczególne: szaro-srebrne oczy
Ekwipunek: Dwa miecze, notes, troche leków i opatrunków.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 28 Paź 2017
Posty: 36
Skąd: Centrum Mroku

Wysłany: 2017-11-15, 17:24   
   Multikonta: Zeno Hen


Chłopak patrzył nadal na scenę, coraz bardziej ta niezwykła sytuacja go wciągała. Był ciekaw co stanie się za chwilę, kiedy opadała kurtyna miał chwilkę dla siebie, ale czas leciał i leciał, aż demon zatęsknił za lataniem na swoich skrzydłach po niebie jak kiedyś. Co to były za czasy...już nie liczył ile minęło. Kiedyś czas był jak kropla w spokojnym oceanie, teraz to już sztorm szalonego żywiołu. Nie doskwierał mu jakoś zbytnio wiek, pewnie jedyne co zobaczy po śmierci...o ile ona nastanie.. to ciemność, pustka i cisza. Do prawdy smutne, ale cóż trzeba się cieszyć to co jest teraz. Nigdy nie wiadomo kiedy nadejdą zmiany, nie zawsze można je wyśledzić i zatrzymać. Po krótkim rozmyśleniu kurtyna znów poszła w górę, a on znów mógł obserwować następne wydarzenie które na dobrą stronę kierowały się na ciekawe zakończenie...przynajmniej tak mu się wydawało. W jego oczach nie było lepszych i gorszych aktorów, widać że wszyscy bardzo się starają. Szermierz na własnej skórze już nie jeden raz przekonał się, że nawet na nędzne zakończenie trzeba czasami solidnie zapracować. Nic w tym świecie nie było łatwe, a pójście skrótami niczego nie rozwiązywało. To było wyjście dla tych co tchórzą, prawdziwy wojownik idzie w dym, płomień, toń i ciemność by skończyć swój żywot na tle pamięci i historii. Wojsko...czy tu coś takiego istniało, cóż kto to wie. Może kiedyś zapyta się tej dziwnej dziewczyny z ulicy którą poznał niedawno, ona powinna znać odpowiedź na to pytanie. Jeżeli tak to chłopak przynajmniej wiedziałby kim chce być w tym dziwnym świecie. Zauważył w końcu tego lisa z mostu, z tego pierwszego podejrzanego wieczora. Niby ostrzegał go, a sam o mało nie spadł...to było już aż nader ciekawe. W którejś chwili już zaśmiał się w duchu, może następnym razem zwierzę będzie bardziej na siebie uważać. Mógłby podejść, ale po co...żeby jeszcze go pogryzł...nie ma mowy. Tu możliwe że w Czarnym wzmogła się dusza demona, demona który jednak w swoim wnętrzu miał ogień i mrok.... W końcu po paru minutach wzrok wrócił do wydarzeń z sceny, ona na razie była tu najważniejsza...
_________________
Wydając kompana, sprzedajesz samego siebie.
 
     
Afuro Aphrodi Terumi


Rodzina: Nie pamięta
Wiek: Wieczność to za mało
Znaki szczególne: Charakterystyczny wyraz twarzy i spojrzenie przypisane tylko jemu, nikt na świecie i po za nim nie posiada nawet w podobie czegoś tak subtelnego jak on. Można powiedzieć że sama jego czystość jest znakiem rozpoznawczym ponieważ prucz ubrania ma na prawde nie wiele przedmiotów martwych.
Ekwipunek: Jedyna broń to nakładki na dłonie z ostrzymi zakończeniami jak w szponach, są na nich dziwne zapiski w zapomnianym dawnym języku, pobłopobłogosławiona.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 27 Paź 2017
Posty: 14
Skąd: Z nieskończoności
Wysłany: 2017-11-15, 17:47   
   Multikonta: Czarny Szermierz


Chłopak nadal stał niewzruszenie, wydawałoby się że do niego chyba nic nie dociera, ale kto tak myślał był tak bardzo w błędzie. Blondyn mierzył wszystkich i wszystko swoim wzrokiem, mając też na oku tego demona na tyle. Nie był do końca czy to następna z tych plugawych istot, ale lepiej mieć się na baczności. Jak kiedyś mawiał znajomy z obłoków, lepiej być bardziej ubezpieczonym niż umrzeć w wypadku. Jego uwadze nie umknął ten dziwaczny zwierzak który już chyba od samego początku przedstawienia coś kombinował. Cóż za brak wychowania, obiła się myśl w głowie anioła. W sumie to tylko zwierzę, czego można było się po nim spodziewać? Na pewno nie cudów, chociaż owe czasami wydarzały się na świecie. Mógłby coś z tym zrobić tylko po co? Po co brudzić sobie niepotrzebnie ręce...Zwierzę najpewniej było bezpańskie, brudne i kto wie może chore. Po co więc ryzykować? Teraz już chyba chłopak miał oko na wszystko i wszystkich dosłownie jak i w przenośni. Jakby coś poszło nie tak najpewniej zdąży zareagować. Nie przypadało w jego gusta wieczne chwalenie się, ale jeśli chodzi o bieg to nie miał sobie godnego przeciwnika. Z myślą o bieganiu od razu pomyślał o walce, dawno nie walczył i w sumie mu to pasowało. Co jak kto, ale on nie uciekał się do przemocy, używał jej tylko w ostateczności. Wolał negocjować niż okładać się pięściami, przecież to i tak nic nie dawało, nic nie zmieniało... Dobrze, była chwila na euforię w umyśle czas na dalsze kroki. Kurtyna opadła, ekspresowe ułożenie myśli i czas start, kurtyna w górę, wszystko albo nic! Tym razem już inna sceneria, dwoje aktorów, trochę słów, sporo klasy i szpada w dłoń. Oby się tylko biedni nie pokaleczyli tymi atrybutami...
_________________
Choćbym kroczył ciemną doliną, zła się nie ulękne.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Fairy Tail Path Magician



Bleach OtherWorld

Dragon Ball New Generation Reborn



Vampire Knight


Król Lew















Image and video hosting by TinyPic

Rainbow RPG

























Silver Baner

Vampire Diaries











SnM: Naruto PBF



Luciferum zaprasza!





Ningyo

On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 0,48 sekundy. Zapytań do SQL: 12