Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Uczestników eventu Sekta zapraszamy tutaj! Wciąż można się zapisywać!



POSZUKIWANIA
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Czarny Szermierz, Afuro Aphrodi Terumi i Zeno Hen poszukują różnych relacji.
► Wasil poszukuje ochotnika do sesji.
► Mark poszukuje przyjaznej duszyczki.

Listopad 1889r.
Deszcz, pochmurne niebo i porywiste wiatry będą towarzyszyć nam niemal codziennie. Temperatura będzie wynosić maksymalnie 7'C w dzień, w nocy zaś 2'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Ciel Phantomhive
2018-02-20, 21:02
Mieszkanie Basila
Autor Wiadomość
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2016-12-30, 00:49   

Taktowno?? by?a dziwnym poj?ciem. Mo?na nawet uzna?, ?e robili absolutnie wszystko co by?o nietaktowne. Nie wiedzia? jak daleko si?gaj? granice wyznaczone przez wsp??lokatora, nie mia? poj?cia jak szybko przyjdzie mu si? zatrzyma?, czy w og?le p?jd? o krok dalej czy mo?e b?d? tkwili w tym samym miejscu. Na dobr? spraw? nie byli ju? dzie?mi i ograniczanie si? tylko do niewinnych mu?ni?? warg by?o chyba niepotrzebne. Oczywi?cie z uwagi na g??boko zakorzeniony uraz ksi?garza bawili si? w dw?jk? smarkaczy, kt?rzy uciekali wzrokiem po kr?tkim poca?unku od razu pokrywaj?c si? rumie?cem. S?odkie. Ale dla kogo? kto chcia?by wi?cej, czasem mo?e by? to uci??liwe. Na ten moment pozostawa?o mu jednak pozwala? sobie na tyle na ile ten gad b?dzie mia? ochot? i na ile okre?li swoj? wytrzyma?o??. Nie wszystkie pieszczoty m?g? uzna? za dopuszczalne.
Tak czy inaczej, jeszcze nie ucieka?. ?niwiarz wykorzysta? to by obie d?onie u?o?y? na wysoko?ci jego bioder. By? naprawd? chudy. Trzeba b?dzie bardziej postara? si? go podtuczy?. W sumie, to nie powinno by? a? takie trudne. Reeds ju? teraz znosi? jedzenie czy to z Instytutu czy zdarza?o mu si? gotowa? co? ju? w mieszkaniu. Jak wida?, wci?? za ma?o, ?eby ten blondyn zauwa?alnie przybra? na wadze. Najwy?ej b?dzie mu podsuwa? co? bardziej obfitego pod nos. W swoim ludzkim ?yciu te? mu si? kiedy? trafi? okres kiedy by?o go prawie o po?ow? mniej, ale... nawet za tak? cen? wr?ci?by do ziemskiej egzystencji gdyby tylko m?g?. Czasem jeszcze zastanawia? si? czy aktualnie to w og?le mia?oby sens, ale w por?wnaniu z jego obecnym zaj?ciem, wszystko wydawa?o si? mie? wi?kszy sens.
Pod palcami m?g? wyczu? jego ko?ci. Skupi? si? jednak bardziej na mi?kko?ci jego sk?ry, na przyjemno?ci p?yn?cej z samego dotyku. Nie?piesznym ruchem powi?d? d?o?mi wy?ej, podwijaj?c mu tym samym koszul? ku g?rze. A? na wysoko?? bark?w. Mia? okazj? tym samym zwiedzi? niemal ca?e jego plecy. Nie by?o si? czego wstydzi?. Jeszcze go przecie? ca?kiem nie rozebra?.
Odchyli? bardziej g?ow?. Wargi przesta?y styka? si? z ustami ksi?garza, za to poczu? ich dotyk na swojej szyi. Zamrucza? cicho mru??c ?lepia. Kto nie lubi? takich pieszczot... a Reeds akurat szczeg?lnie lubi? by? rozpieszczany. Rozleniwia? si? wtedy co prawda, ale nie m?g? sobie odm?wi? takich drobnych przyjemno?ci. Zaledwie k?tem oka wy?apywa? kolejne poczynania bazyliszka. By? ciekawy tego jak sobie radzi, ciekawy jego reakcji... chcia?, ?eby nie tylko sam oferowa? mu kilka przyjemnych chwil, ale tak?e sam z nich czerpa?. Bez tego ka?da zabawa by?a nudna.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Basil Simmons
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-31, 23:50   

Sam wsp??lokator nie by? pewien, dok?d w?a?ciwie si?gaj? te granice. Zapewne do punktu, w kt?rym za bardzo odczuje brak kontroli lub niesmak wynikaj?cy z mechanizmu skojarzeniowego. Chcia? wierzy? w s?owa Reedsa i spr?bowa? wyprze? nieprzyjemne wspomnienia nowymi, przekonuj?c si? zarazem do tak intymnych czynno?ci, jakich si? w?a?nie dopuszczali. Nie zamierza? wci?? ucieka? z podkulonym ogonem, lecz trudno by?o zaprzeczy?, ?e to najwygodniejsza opcja. Wyj?cie ze strefy komfortu wymaga?o od niego nie lada wysi?ku – wierzy? w oddanie si? chwili, z drugiej strony obawiaj?c si? konsekwencji zbyt pochopnych ruch?w. Nawet samo przespanie si? z nim nie zmieni?oby wiele, Simmons nie by? prawiczkiem, by mie? cokolwiek do ochrony czy zachowania do odpowiedniej chwili.
Docenia? starania wnoszone przez czarnow?osego do wsp?lnego dobra, niestety kwestia jego przybrania na wadze b?dzie wymaga?a czego? wi?cej, ni? pilnowania zawarto?ci lod?wki. Gdyby kto? podsun?? pod nos blondyna najapetyczniejszego kurczaka, on i tak zjad?by jedynie niewielki kawa?ek n??ki, twierdz?c ostatecznie, ?e wi?cej nie jest w stanie w siebie wepchn??. Mia? skurczony ?o??dek, co skutkowa?o pr?dkim uczuciem syto?ci i mimo ?e zdawa? sobie z tego poniek?d spraw?, nie planowa? zmiany diety. Nie mia? w sobie na tyle ch?ci i motywacji, mo?e dopiero dotkliwszy skutek takiego zaniedbywania dostarczania organizmowi niezb?dnych sk?adnik?w od?ywczych zmusi?by go do innego podej?cia.
W g?owie mia? przede wszystkim ciep?o p?yn?ce z s?siedniego cia?a, jego delikatny zapach i przyjemny dotyk… a tak?e podejrzliwo?? wobec coraz wy?ej unoszonej koszuli. Zmusi? si? do zignorowania tego drobnego szczeg??u, chc?c zezwoli? mu na dalsze badanie terenu, tylko do pewnego stopnia, za jaki wyznaczy? sobie spodnie. Kr?tko m?wi?c, tej cz??ci ubrania zdecydowanie nie pozwoli z siebie ?ci?gn??, g?r? m?g? przebole?.
Wargami nie zaprzestawa? powolnych mu?ni?? na ca?ej d?ugo?ci szyi, nie ?piesz?c si? specjalnie, by jak najlepiej wr?ci? do poprzedniej atmosfery. Zahaczy? z?bami o sk?r?, zaciskaj?c si? na niej lekko, ale kr?tko, bo zaraz przeni?s? wargi na policzek okularnika, sk?adaj?c na nim subtelny poca?unek. Odchyli? nieznacznie g?ow?, przygl?daj?c si? przez moment jego twarzy, a potem uni?s? do niej d?o?, odgarniaj?c kilka czarnych kosmyk?w na bok.
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2017-01-02, 21:52   

To by?a tylko koszula. M?g?by si? nawet zastanawia? czy blondyn pozbawiony tego ubrania zacz??by piszcze? w pop?ochu, ok?adaj?c go wa?kiem do ciasta. O ile ten wa?ek do ciasta znalaz?by si? w jego zasi?gu. Rozumia? jeszcze pewne skr?powanie u dziewczyn, bo u nich to jasne, ale u ch?opaka... to by?o mocno dziwne nawet bior?c pod uwag? wszelkie traumatyczne prze?ycia, kt?re mia? ju? na swoim koncie. Tak czy inaczej jak ju? podwin?? mu koszul? pod same ramiona, zsun?? nie?piesznie d?onie ni?ej. Teraz mia? wolny dost?p do jego plec?w. Nic go nie ogranicza?o. Palcami wyznaczy? szlak niemal od jego karku, ku do?owi, wzd?u? linii kr?gos?upa. Nie rzuca? si?, oferowa? mu dotyk wywa?ony, subtelny. Mo?e nie sili? si? na delikatno?? jakby mia? do czynienia z porcelanow? lalk?, ale po co mia? od razu po??dliwie poznawa? jego cia?o. Lepiej po kawa?ku, fragmentami. Pieszczotliwie musn?? palcami jego bok. Chwilowo odsun?? od siebie ?wiadomo?? jak chudy jest wsp??lokator, skupiaj?c si? bardziej na uczuciu p?yn?cym z dotyku. Sam do?wiadcza? te? innych przyjemno?ci. Szcz??liwie, ksi?garz nie okaza? si? zupe?nie bierny. To rzeczywi?cie by?oby problematyczne, ale wszystko wskazywa?o na to, ?e radzi? sobie z tym ca?kiem nie?le. Pewnie mia? jakie? do?wiadczenie, pewnie nie by?o ono wcale tak cudowne skoro blondyn z tak wielkim trudem si? prze?amywa?. Mimo wszystko Reeds wci?? nie zamierza? go ci?gn?? za j?zyk. Powie jak b?dzie chcia?.
Zmru?y? ?lepia kiedy wsp??lokator zaprzesta? poca?unk?w. Przygl?da? mu si? z zainteresowaniem, ?ledz?c jego reakcje. Nawet wargi mu lekko drgn??y ku g?rze.
- Nie taki bazyliszek straszny... - mrukn??, w?a?ciwie mimowolnie ?ciszaj?c g?os i wcale nie zamierza? doka?cza? tak zacz?tej my?li, bo chyba jasne o co chodzi?o.
Podni?s? nieznacznie g?ow? sk?adaj?c jeszcze na jego ustach kr?tki poca?unek. Zaczepi? na moment z?bami o jego doln? warg?, przygl?daj?c mu si? zaledwie k?tem oka i lekko za ni? poci?gn??. Pu?ci? szybko zanim blondyn zd??y?by si? wystraszy?, ?e czarnow?osy zamierza go po?re? czy co? takiego, khem. Nie... nie by?o za bardzo co. Ko??mi to by si? nie najad?. Powoli, r?wnomiernym gestem zacz?? g?adzi? d?oni? jego plecy. To te? nie by?o nic gro?nego, nic czego powinien si? z jego strony obawia?. W og?le... takie prze?ycia przecie? by?y naprawd?... mi?e.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Basil Simmons
[Usunięty]

Wysłany: 2017-01-04, 20:04   

Piszcze? raczej nie, pr?dzej obla?by si? zbyt cz?sto do?wiadczanym rumie?cem na policzkach, rzucaj?c rozbieraj?cemu sceptyczne spojrzenie w towarzystwie speszenia i ch?ci odratowania swobody przez zas?anianie si? r?koma. Rozumia? r??nic? mi?dzy facetem i kobiet? w tej kwestii, ale nadal, jakby nie patrze?, paradowa?by p??nago z widocznymi sutkami. P?ci pi?knej ich nie brakowa?o, zdawa? by si? mog?o zatem, ?e chodzi wy??cznie o wypuk?y kszta?t miejsca, na kt?rym si? znajdowa?y. Simmons za? by? p?aski jak decha, co niespecjalnie zmienia?o jego postaw? nawet w por?wnaniu do kobiet.
Dotyk Reedsa zdecydowanie sprawia? ksi?garzowi zbyt wielk? przyjemno??, skupienie my?li graniczy?o ze sporym wysi?kiem, kiedy w g?owie mia? tylko znajome palce powoli przesuwaj?ce si? po jego ciele. W?a?ciwie pierwszy raz od dawna m?g? stwierdzi?, ?e tak bliskie kontakty wcale nie s? gorsz?ce w skutkach. Wina okoliczno?ci? Osoby? Nastawienia? Pewnie wszystko naraz.
Nie oszcz?dzi? cho?by skrawka na szyi czarnow?osego, dobieraj?c si? wargami do ka?dej cz??ci sk?ry w nie?piesznych mu?ni?ciach. Okazywa? mu tym pewien rodzaj akceptacji ze swojej strony, ch?? odwdzi?czenia si? r?wnym zadowoleniem, jakie on otrzyma? podczas intymnej chwili.
Ostatecznie przerwa? te dzia?ania na rzecz badawczego przygl?dania si? twarzy wsp??lokatora.
- Nie jestem bazyliszkiem – odmrukn?? machinalnie, na dobr? spraw? nie robi?c sobie ju? nic z tego okre?lenia, kt?re najwyra?niej na sta?e przylepi?o si? do jego osoby.
Przymkn?? jeszcze na moment oczy, wzdychaj?c cicho, a potem powoli si? wyprostowa?, siadaj?c obok. Po och?oni?ciu od wra?e? wraca? mu ?atwo wprowadzaj?cy panik? rozs?dek, nie poddawa? si? mu jednak tak ?atwo, odczuwaj?c jedynie zmieszanie. W celu jego zredukowania skupi? wzrok na wyleguj?cym si? pod sto?em kocie, staraj?c si? zarazem zebra? my?li.
- To by?o… nie najgorsze… - wymamrota? cicho, od niechcenia poprawiaj?c sobie koszul?. I bynajmniej nie powinno si? traktowa? tych s??w jako negatywnych – w zasadzie ze strony Simmonsa ?mia?o mo?na by?o uzna? to za komplement.
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2017-01-05, 21:52   

- Jeste?. - odpowied? by?a pewnie r?wnie spodziewana jak twierdzenie ksi?garza.
W ka?dym razie by?o par? przyjemnych chwil, podczas kt?rych i Reeds m?g? si? odpr??y?, co by?o wr?cz wskazane po godzinach pracy zwi?zanych z koszeniem, ogl?daniem filmowych nagra? i gapieniem si? na trupy. To nie by? praca, kt?r? m?g? sobie wymarzy?, wi?c dobrze mu zrobi taki niezobowi?zuj?cy relaks. Ca?kiem niez?y spos?b na odsuni?cie od siebie ?wiadomo?ci, ?e jego domem jest teraz instytut dla podobnych jemu kretyn?w, kt?rzy odebrali sobie ?ycie i ?e wcale nie jest ju? cz?owiekiem, nawet je?li ca?kiem przypomina? zwyk?? jednostk? ludzk?. W zasadzie nie czu? si? kim? innym. Mo?e celowo odsuwa? od siebie natur?, kt?ra by?a mu zupe?nie obca. By? ju? ?niwiarzem par? lat, jednak nadal ucieka? do ?wiata ziemskiego udaj?c cz?owieka. Jakby nigdy nie skoczy? z mostu. Wraca? po wykonanej pracy do mieszkania, kt?re dzieli? z ksi?garzem i odcina? si? od ?wiata nadnaturalnego. To by?o na pewno lepszym rozwi?zaniem ni? gnu?nienie we w?asnym, zdemolowanym pokoju, kt?ry go tylko irytowa?. Gdyby nie zwierzaki pewnie w og?le ju? by tam nie zagl?da?.
Jak tylko wsp??lokator si? podni?s? do siadu, czarnow?osy zrobi? to samo. Przez chwil? przygl?da? mu si? w milczeniu zastanawiaj?c si? czego mo?e si? po nim spodziewa?. Zak?ada?, ?e nie by?o tak ?le, a przynajmniej... mia? wra?enie, ?e jemu te? by?o przyjemnie. Kr?tkim ruchem poprawi? okulary na nosie, badaj?c wzrokiem jego twarz.
- Wiem. - skomentowa? kr?tko.- Basil... - co? mu wpad?o do g?owy, a ?e zwr?ci? si? do niego wprost do imieniu, mo?na by?o wyczu? zbli?aj?c? si? powag? sytuacji.- ... masz ?askotki? - tak nagle go to bardzo zainteresowa?o.
Nie mo?na nie zauwa?y?, ?e w spojrzeniu Reedsa czai?a si? bezczelno?? i nuta rozbawienia. A przecie? to by?o zupe?nie niewinne pytanie! Nie chodzi?o w nim o ?aden erotyczny podtekst, ?adn? zbyt intymn? blisko??. Chocia?... mia?o to w sobie co? z wkroczenia w stref? bardzo prywatn?. Tak czy inaczej, szansa na to, ?e si? przyzna by?a niewielka je?li temat ?askotek go dotyczy. Szczeg?lnie w towarzystwie czarnow?osego ?niwiarza, kt?ry w ka?dej chwili m?g? si? na niego rzuci?... i sam to sprawdzi?. Wi?c na dobr? spraw? dobrowolne przyznanie si? mia?o te? swoje plusy. Osobi?cie te? musia? si? mierzy? z t?... niemi?? "przypad?o?ci?", ale szcz??cie w nieszcz??ciu, ?e do niego raczej trudno si? dobra?.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Basil Simmons
[Usunięty]

Wysłany: 2017-01-07, 20:24   

Westchn?? ci??ko, wiedz?c, ?e jest na przegranej pozycji, a wsp??lokator nie zmieni swojego zdania. „Bazyliszek” dra?ni?o uszy za ka?dym razem, ale je?li tak dalej p?jdzie, pewnie zacznie to ignorowa? z braku lepszego pomys?u, skoro zaprzeczenia nie przynosi?y po??danego skutku. Naprawd? nie rozumia?, dlaczego czarnow?osy tak mocno uczepi? si? tego okre?lenia. A? tak bardzo przypomina? to mityczne stworzenie? A mo?e to jedynie ironiczna zagrywka? W tej chwili ma?o go to obchodzi?o, dlatego nie dr??y? tematu.
Uda?o mu si? ponownie zbli?y? do m??czyzny i skutki tego trudno by?o nazwa? negatywnymi. Na dobr? spraw?, opr?cz sporej dozy zak?opotania, wstydu i paniki, odczuwa? zadowolenie. Po pierwsze – prze?ama? si?, po drugie – wysz?o im to ca?kiem dobrze, po trzecie – przypomnia? sobie przyjemno?? p?yn?c? z bezpiecznych dzia?a?.
Odchrz?kn?? cicho, poprawiaj?c na sobie koszul? i zapinaj?c j? z wzgl?dnym spokojem – t?umi? lekkie dr?enie r?k, o dziwo skutecznie, nie znaj?c jednak?e przyczyny tego rozemocjonowania. Nie no, zna? przyczyn?, ale chwilowo nie chcia? si? nad tym rozwodzi?.
- Hm? – spojrza? na niego ze zdziwieniem z boku, zastanawiaj?c si?, z jakiej racji pad?o takie pytanie. – Co? Nie, nie mam – odpowied? pad?a, zanim m?g?by zmieni? opcj?. Nienawidzi? u siebie tej drobnej s?abo?ci, bo ?atwo by?o wykorzysta? j? na swoj? korzy??. A jemu w?wczas pozostawa?a tylko ucieczka i ?mianie si? bez tchu, gdy ju? kto? dopad? jego boki. Z tego powodu wola? sk?ama?. – A teraz wybacz, ale wstaj? jutro wcze?niej… p?jd? ju? spa? – poinformowa? go, wstaj?c z kanapy i poprawiaj?c jeszcze raz okulary na nosie. Rzuci? na niego kr?tko okiem, mimowolnie przypominaj?c sobie ca?? poprzedni? sytuacj? od pocz?tku. Od czego si? zacz??o? Gra na skrzypcach. Kanapa. I blisko??.
- Dobranoc – pad?o s?owo, nim nie wci?gn?? si? za bardzo w prze?ywanie ponownie tych intymnych chwil, cho? definitywnie wr?ci do nich jeszcze przed snem. Chc?c nie chc?c.
Skierowa? kroki ku drzwiom sypialni, za kt?rymi po chwili znikn??, pozostawiaj?c Alberta samego.

[zt]
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2017-01-08, 21:46   

Uwa?nie ?ledzi? wzrokiem reakcj? na zadanie pytanie. Za szybko. Zdecydowanie zbyt szybko. Wargi czarnow?osego drgn??y w lekkim u?miechu. Nie trzeba by?o wyja?nia?, ?e raczej to nie by?o szczere stwierdzenie. Zreszt?... trudno spodziewa? si?, ?e ten ca?kiem niewinny i zupe?nie bezbronny ksi?garz przyzna si? do tak dotkliwej s?abo?ci. ?atwo przewidzie?, ?e ?niwiarz m?g?by to wykorzystywa? na wiele sposob?w. I nawet by si? skusi? na ma?y eksperyment, ale pech chcia?, ?e bazyliszek postanowi? mu uciec. No trudno, nie b?dzie go zatrzymywa?.
- Mhmm... dobranoc. - skin?? g?ow?, odprowadzaj?c go wzrokiem.
Przypomnia?o mu si?, ?e mia? zapyta? go o jeszcze jedn? wa?n? rzecz. Ale nie tym razem, tym razem odpu?ci?. Niech si? m?ody wy?pi, mo?e ?adne g?upie rzeczy nie przyjd? mu w mi?dzyczasie do g?owy. Sam ?niwiarz przeci?gn?? si? leniwie na kanapie. Zerkn?? w stron? okna. Rzeczywi?cie, zaczyna?o robi? si? ju? p??no. Mo?e gdyby nie ta pora pokusi?by si? jeszcze na jaki? spacer. Nie lubi? przesadnie tkwi? w jednym miejscu. Ostatecznie jednak i z tego zrezygnowa?. Podni?s? si? z miejsca, kieruj?c si? do cz??ci kuchennej. Nala? sobie do szklanki wody i wypi? j? na raz. Przez chwil? nie rusza? si? z miejsca, postukuj?c palcami w blat, a jak ju? tylko odstawi? szk?o na miejsce, rozpi?? guziki kamizelki i rzuci? j? na brzeg kanapy, a sam si? na niej po?o?y? podci?gaj?c sobie pod g?ow? jedn? z mniejszych poduszek i nakrywaj?c si? kocem. Nie by?o to mo?e zbyt ekskluzywne pos?anie, ale zdarza?o mu si? sypia? w gorszych, wi?c nie narzeka?. Mimo wszystko to wci?? nie ???ko, a szkoda. Tak czy inaczej nie zamierza? wraca? do swojego pokoju. Przynajmniej tymczasowo. Nad ranem czeka go znowu standardowa procedura. Z?apa? co? do jedzenia, ubra? si? i na ?owy.
<zt>
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2017-10-19, 22:08   

Zlecenie nie zawsze sz?y ?atwo, g?adko i przyjemnie. Przy okazji nieustannego zbioru dusz zdarza?y si? r??ne wypadki. Reeds nie by? do?wiadczonym kosiarzem, ale par? nietypowych sytuacji ju? mia? za sob?. Zdarza?o mu si? odgruzowywa? kamienice, ?eby dotrze? do umieraj?cego, nurkowa? aby wychwyci? jeszcze ostatnie tchnienie ?ycia topielca, a nawet kilka razy natkn?? si? na demona. Te spotkania nie nale?a?y do najmilszych, tym bardziej, ?e shinigami ?atwo dawa? si? ponie??. Adrenalina buzowa?a we krwi, budzi?y si? w nim emocje, kt?re powinny by? dla niego obce. Nie mia? za ludzkiego ?ycia ?adnych problem?w z agresj?, nie wdawa? si? w ?adne b?jki, a przynajmniej nie cz??ciej ni? zwyk?y, przeci?tny ch?opak. Ale nie tak mia? wygl?da? jego los po pope?nieniu samob?jstwa. Rzecz jasna du?o za p??no sobie to u?wiadomi?, a w?ciek?o?? jaka si? w nim obudzi?a i nienawi?? do tego kim si? sta? ujawnia?a si? w nagle i gwa?townie daj?c upust w do?? destrukcyjny spos?b. Destrukcyjny te? dla niego samego.
Chocia? od czasy gdy zamieszka? z pewnym bazyliszkiem, du?o rzadziej wpada? w niekontrolowany sza?. Coraz bardziej sobie u?wiadamia?, ?e obecno?? i blisko?? wsp??lokatora ma na niego zbawienny wp?yw. Jak i dlaczego? Poj?cia nie mia?.
Nie zawsze jednak dzia?a?o to w ten sam spos?b. Ostatnio nie mia? z nim tak cz?sto kontaktu, a przynajmniej nie tak cz?sto jak sam by chcia?, a na?o?y?o si? jeszcze na to kilka nieprzyjemnych zlece?, kilka niezbyt mi?ych wymian zda? z innymi ?niwiarzami, a to dawa?o gwarancje problem?w. Jak teraz. Wpad? do mieszkania, a na jego marynarce odznacza?y si? ?lady krwi. Czerwone plamy szybko wsi?ka?y w materia?, brudz?c po?acie ubrania. R?ce te? mia? we krwi. Nie oberwa? mocno, przynajmniej w jego mniemaniu, a jednak przez jakie? par? dni b?dzie mia? problem z poruszaniem lew? r?k?. Trzeba b?dzie bardziej uwa?a? na zleceniach, ?eby nie nadwyr??a? rany.
Jak tylko skierowa? si? do cz??ci kuchennej, ?ci?gn?? marynark?. Kamizelk? te? by?a zabarwiona na czerwono. Podwin?? r?kawy koszuli, a spod jednego z nich widnia?o g??bokie naci?cie, ci?gn?ce si? od ramienia do ?okcia. Wida? by?o jak sk?ra rozchodzi si? na boki niemal do ko?ci, wida? by?o mi?so. Zacisn?? z?by i w?o?y? t? r?k? pod wod?. Nie mia? ochoty bawi? si? w banda?owaniem, w owijanie si? opatrunkami. Zreszt?, zwykle mu to wychodzi?o tak, ?e jeden koniec banda?u stercza? z jednej strony, drugi mota? si? pod reszt? zwisaj?c z drugiej strony... nie mia? do tego r?ki. A potrzebowa? szybko by? sprawny. Wkurzaj?ce by?o to gdy mia? biega? po mie?cie i zbiera? dusze nie b?d?c ca?kowicie sprawnym. Chyba wola?by by? ju? ca?kiem uziemiony.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Basil Simmons
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-22, 13:45   

Min?? ponad rok. Rok ?ycia w zupe?nie odmiennym ?rodowisku. Skoczy? na g??bok? wod? mimo niewielkiego do?wiadczenia, ale dzielnie walczy? i dop?yn?? do brzegu, pierwszy raz ?api?c g??boki oddech wolno?ci. Jego my?li wci?? wraca?y do zamkni?tego ju? rozdzia?u, mia? sk?onno?ci do popadania w chandry, pesymistycznych my?li, problem z kontaktem fizycznym zmniejszy? si?, cho? nie na tyle, by m?g? przesta? my?le? o tym za ka?dym razem, gdy kto? niemal si? o niego nie otar?. Koszmary stawa?y si? rzadsze, na jego ustach cz??ciej pojawia?y si? drobne u?miechy i wszystko wskazywa?o na to, ?e powoli wychodzi na prost?, otrz?sa si? z negatywnych konsekwencji poprzedniego ?ycia.
Wi?c dlaczego, kiedy pr?g ksi?garni przekroczy? charakterystyczny ciemnow?osy m??czyzna w okularach, nie by? w stanie ruszy? si? zza lady? Wpatrywa? si? w szerokie barki, kt?rych r?ce szuka?y w?a?nie konkretnej ksi??ki na p??ce, i z niezrozumia?ego powodu czu? gul? w gardle. Spi?? si? mimowolnie, jego oddech spowolni?, zupe?nie jakby chcia? sta? si? niewidzialny. Klient odwr?ci? si? do niego przodem, a on po kilku sekundach wypu?ci? cicho powietrze z ust w przyp?ywie ulgi. Gapi? si? na zupe?nie obcego cz?owieka.
Nie b?d? g?upi, Basil…
Wymusi? na sobie niepewny u?miech i obs?u?y? m??czyzn? jak nale?y, nie mog?c odeprze? od siebie wra?enia, jakie na nim wywarto. S?k w tym, ?e oczy go uspokoi?y. B??kitne, zbyt jasne, zdecydowanie nie jego.
Wierzy?, ?e zerwa? wszystkie nici ??cz?ce go z przesz?o?ci?, niestety mija?o si? to z prawd?.
Wr?ci? do kamienicy zm?czony po trudnym dniu w pracy. Zamkn?? za sob? drzwi, zsun?? z ramienia torb? i od?o?y? j? na ziemi, po czym ?ci?gn?? z siebie p?aszcz, pocz?tkowo nie zauwa?aj?c obecno?ci wsp??lokatora. Dopiero kiedy skierowa? kroki ku salonowi, jednocze?nie maj?c widok na kuchni?, uni?s? brwi i zatrzyma? si?.
- Albert…? Co si? sta?o…? - Zaniepokoi? si? wyra?nie, marszcz?c brwi, i podszed? szybko bli?ej, by lepiej przyjrze? si? krwi widniej?cej na jego ubraniach oraz r?ce. - Kto? Ci? napad?? - Przez moment wpatrywa? si? z pewnym niedowierzaniem w ran?, a p??niej oprzytomnia? i odwr?ci? si? ku szafkom w poszukiwaniu apteczki. Nie korzysta? z niej od d?ugiego czasu i nie pami?ta?, gdzie dok?adnie j? upchn??, ale dzielnie przeszukiwa? ka?dy zak?tek kuchni w po?piechu.
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2017-10-24, 21:58   

Mo?e troch? za bardzo przywyk? do wpadania do tego miejsca jak do w?asnego. To nigdy nie by? i nigdy nie b?dzie jego w?asny k?t. Mo?e dlatego jako? tym razem nie pomy?la?, ?e m?g?by przecie? podskoczy? do pokoju w Instytucie i tam zaj?? si? t? paskudn? ran?. Nie przepada? za przydzielonym mu odg?rnie lokum i na dodatek musia?o od niego pachnie? krwi?. Wo? niewyczuwalna niemal dla ludzi, ale zwierz?ta mog?y na to r??nie reagowa?. Tym bardziej je?li jednym z jego pupili by? rasowy drapie?nik. Mo?e troch? rozleniwiony wcze?niejsz? prac? w cyrku i obecnym ?yciem, mo?e troch? zbyt udomowiony, ale nadal to by? mi?so?erca, kt?rego instynkt nakazywa? mu polowanie, ?ciganie, zabijanie. Ju? pr? razy ?niwiarz przekona? si? o tym, ?e lampart pomimo tego, ?e by? wzgl?dnie u?o?ony stawa? si? niespokojny od samego wyczucia krwi. Nie chcia? wi?c dra?ni? zwierzaka. Pewnie dlatego tak czy inaczej z tym ?wi?stwem wyl?dowa? tutaj.
Lokum jak ka?de inne. Tylko nie jak jego pok?j. To znajdowa?o si? w ?wiecie ?miertelnik?w, a zatem by?o bardziej ludzkie czyli spe?nia?o podstawowy warunek, kt?rego Reeds szuka?. Nie chcia? mie? na d?u?sz? met? do czynienia z czym? co ca?y czas go u?wiadamia?o, ?e tym cz?owiekiem ju? nie jest. I zupe?nie w tym momencie nie wpad?o mu do g?owy, ?e takie rzeczy nie powinny si? dzia? przy jego wsp??lokatorze, ?e mo?e go tu zasta? w ka?dej chwili, bo to przecie? jego mieszkanie, ?e ten bibliotekarz nadal poj?cia nie ma. O wszystkim. Po prostu chcia? mie? ju? t? ran? z g?owy, bo jeszcze jutro go czeka?y zlecenia i pojutrze i popojutrze i tak przez wieki, tsa.
- Napad?? Aa... Basil. - w pierwszym odruchu zupe?nie nie skojarzy? o czym mowa, o co chodzi, nawet nie zda? sobie sprawy z obecno?ci wsp??lokatora, chyba za bardzo skupiaj?c si? na tym uszkodzonym miejscu na jego r?ce.- Nie, to tylko... wypadek przy pracy. - odchrz?kn?? nie chc?c wchodzi? w szczeg??y, bo w rzeczy samej takie wypadki zdarza?y si? ca?kiem cz?sto jak na jego prac?, tylko, ?e zwykle nie by?o ich wida?.
To cia?o wci?? mo?na zniszczy?. Jednak dop?ki nie zostanie zniszczone ca?kiem ma s?u?y? wykonywaniu do?? niechlubnego zaj?cia jakim jest gromadzenie dusz. I chocia? wszelkie obra?enia powodowa?y cholernie ludzki b?l, to nie goi?y si? po ludzku. Przecie? to cia?o nie mo?e da? si? a? tak szybko wyeksploatowa?. I po co mu by?o to samob?jstwo...
- Nie zawracaj sobie tym g?owy, zagoi si?. - wymamrota?, chocia? przy niemal zaci?ni?tych wargach, bo nadal bola?o, zupe?nie jakby jego r?ka mia?a zamiar rozpa?? si? na p??.
Woda troch? koi?a gwa?towne uczucie b?lu, pozwala?a st?pi? do?? ostre uczucie. Jeszcze chwila takiego ukojenia.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Basil Simmons
[Usunięty]

Wysłany: 2017-10-29, 18:54   

Nieraz widzia? r??nej ma?ci zranienia, nie tak rzadko samemu b?d?c w potrzebie. ?ycie w warunkach, w jakich do niedawna egzystowa?, nie wp?ywa?o wy??cznie na psychik?, co zreszt? oczywiste. Jego praca polega?a g??wnie na kontakcie fizycznym, cz?sto nieprzyjemnym i niekoniecznie zwi?zanym z g??wn? „funkcj?” stanowiska. Z takich sytuacji wynika?y inne, kt?re ci?gn??y za sob? bolesne konsekwencje w postaci b?jek lub ucieczek w sposoby maj?ce oderwa? go od problem?w, r?wnocze?nie rodz?c kolejne. Nie stara? si? nawet zatuszowa? podbitego oka czy p?kni?tej wargi po powrocie do pracy z nadziej?, ?e kiepski wygl?d zapewni mu d?u?szy spok?j. Kto by chcia? sponiewieranego kochanka?

A jednak tacy wci?? si? znajdowali.
- Wypadek przy pracy? - Rzuci? mu sceptyczne spojrzenie podczas nerwowego przeszukiwania mebli. Kilka razy pr?bowa? wyci?gn?? konkretn? informacj? na temat miejsca jego pracy, ale zazwyczaj nie otrzymywa? satysfakcjonuj?cej odpowiedzi. Ewentualnie jakie? wyssane z palca bzdury, w kt?re ka?demu trudno by?oby uwierzy?, dlatego nie widzia? sensu, by o to dopytywa?, cho? zacz?? si? zastanawia?, czy nie pracuje na jakiej? budowie albo - co gorsza - nielegalnie.
- Jeste? ubezpieczony? - Wstrzyma? oddech, gdy wzrok skonfrontowa? si? z apteczk?, a p??niej wypu?ci? cicho powietrze w uldze i wyci?gn?? przedmiot z czelu?ci dolnej szafki. Pojemnik wygl?da? na zakurzony, ale gdy go otworzy?, nie brakowa?o w nim ?rodk?w do pierwszej pomocy.
- Mo?e wda? si? zaka?enie. Zreszt?… cholera, ta rana jest g??boka. - Niepok?j na twarzy blondyna pog??bi? si?, gdy zn?w przyjrza? si? jego r?ce. Zmarszczy? brwi i obliza? spierzchni?te wargi. - Ja… nie znam si? za bardzo na tych rzeczach… - Zacz??, wracaj?c uwag? do banda?y. - Przepraszam, mog? tylko spr?bowa? Ci to przemy? i jako? zabezpieczy?… - Doda?, sprawdzaj?c zawarto?? apteczki. W szkole nie zaliczy? kursu udzielania pomocy, a odk?d zamieszka? sam i odci?? si? od pewnych czynnik?w, jego wra?liwo?? na takie widoki gwa?townie podskoczy?a. - Mo?e… usi?d? na krze?le, dobrze…? I… spr?buj ?ci?gn?? g?rne ubrania… albo ods?o? chocia? ca?? r?k?, podam Ci co? znieczulaj?cego… - Chwyci? w palce pust? strzykawk?, ale ostatecznie zacisn?? tylko wargi i od?o?y? j? na miejsce. Obawia? si?, ?e nie uda mu si? wk?u? w ?y?? i niepotrzebnie sprawi wsp??lokatorowi wi?kszy b?l. Zamiast tego si?gn?? po tabletki i zaraz podsun?? je wraz ze szklank? wody.
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2017-10-30, 22:13   

Wypadek przy pracy... czasem naprawd? trudno by?o znale?? adekwatn? nazw?. Czy kiedy traci? nad sob? panowanie, te? mo?na to by?o nazwa? "wypadkiem przy pracy"? A kiedy demolowa? sw?j pok?j w Instytucie? Do tego nie pasowa?o to okre?lenie, ale Basil jako? specjalnie nie chcia? uwierzy? w istnienie bog?w ?mierci. Mo?e to i dobrze. Po jakim? czasie ?niwiarz przesta? nawet pr?bowa? mu to wszystko logicznie wyt?umaczy?, chocia? chyba w tym nie by?o ?adnej logiki. Wbrew prawom natury wydawa?a si? egzystencja kogo? kto formalnie pope?ni? samob?jstwo. Jak wyja?ni?, ?e kto? taki nadal chodzi po ?wiecie, ?e jego serce nadal bije, ?e mo?e nadal robi? niemal?e to samo co cz?owiek? Ale ?miertelnicy nie byli ?wiadomi tego, ?e tym ?wiatem rz?dzi co? zupe?nie innego od znanych ich schematycznych praw, do kt?rych ju? tak przywykli, ?e nawet maj?c do czynienia z czym? wykraczaj?cym poza t? ich wiar?, nie zawsze chcieli to zaakceptowa?.
Mo?e to i dobrze, ?e ksi?garz wci?? tkwi w tym ziemskim rozumowaniu, nie si?gaj?c gdzie? g??biej, mo?e dobrze, ?e nie ma ?wiadomo?ci. Czasem lepiej nie wiedzie?.
- Taka praca, zdarzaj? si? wypadki. - wymamrota? tylko, przy okazji zaciskaj?c z?by, bo trudno, ?eby nie odczuwa? b?lu w zwi?zku z tak? ran?, moce shinigamich nie s? nieograniczone i byli oni wci?? po trochu ludzcy.- Co? Ubezpieczony? - nie, nie mia? poj?cia o co chodzi, chyba nawet za ?miertelnika nie trafi?a mu si? nigdy taka fucha i tak dobroduszny pracodawca, ?eby zadba? o ubezpieczenie pracownika, byli po prostu tani? si?? robocz?.- Daj sobie z tym spok?j... za dzie?, mo?e dwa nie b?dzie po tym ?ladu. - odchrz?kn?? i zaczerpn?? g??bszy oddech, wyjmuj?c r?k? spod wody.
Rana rzeczywi?cie wygl?da?a paskudnie i r?wnie paskudnie piek?a. By?o to ?r?ce uczucie, wi?c ?ci?ga? mocno brwi, trzymaj?c si? za nadgarstek. Nie raz widzia? u siebie gorsze obra?enia, poza tym... naogl?da? si? ju? tylu r??nych uszkodze? cia?a, tyle obra?e? u umieraj?cych, ?e chocia? nie mia? zbyt bogatego sta?u pracy w swym zawodzie, to ju? widzia? co nieco z tej krwawej kategorii.
- Nie ma potrzeby si? tym zajmowa?, nie masz si? czym denerwowa?... tylko owin?? to czym? i spok?j. - sam nie widzia? potrzeby karmi? si? lekami, zreszt?... jako? ?rednio przepada? za pakowaniem w siebie tabletek czy innych substancji.
Za to cofn?? si? z cz??ci kuchennej i usiad? przy stole, r?k? k?ad?c na blacie. Jego organizm zaczyna? coraz bardziej przyzwyczaja? si? do uczucia pulsuj?cego b?lu, chocia? nigdy nie da?o si? do tego przywykn?? ca?kiem. Pokr?ci? tylko g?ow? gdy wsp??lokator podsun?? mu tabletki. Nie b?dzie si? niczym takim faszerowa?.
- Zawiniesz mi to w co??
Chocia? nie by? wszechmocny, jego cia?o a? tak ?atwo nie dawa?o si? zniszczy?. I bardzo szybko chcia?o wr?ci? do sprawno?ci. Taaa... kto? nie?le przemy?la? ten proceder. ?eby nie za szybko ?niwiarz m?g? szybko sko?czy? swoj? s?u?b? i po ka?dym uszkodzeniu czym pr?dzej wraca? do roboty.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Basil Simmons
[Usunięty]

Wysłany: 2017-11-03, 12:36   

- Takie wypadki, ?e mo?esz zgin??? - Rzuci? mu niezadowolone spojrzenie. Rana wygl?da?a powa?nie, by?a g??boka, nie wiadomo, czy ju? nie dosz?o do jakiej? infekcji, w najgorszym razie r?ka p?jdzie do amputacji. Ale nie, nie rozwa?ajmy od razu najczarniejszych scenariuszy. Powinien zachowa? ch?odny umys? i jak najszybciej zadzia?a?. S?k w tym, ?e emocjonalne t?o utrudnia?o osi?gni?cie spokoju.
- Pracujesz na czarno, prawda…? - wymamrota? w odpowiedzi na jego zdziwienie ubezpieczeniem. Niedobrze. Sam dysponowa? niewielk? sum? pieni?dzy, ale mo?e… mo?e jak daruje sobie jutro i pojutrze posi?ki to wystarczy…?
Potrz?sn?? g?ow?. Nie czas na takie rozwa?ania.
- Nie jeste? bogiem, ?eby traktowa? takie obra?enie jak zwyk?e zadra?ni?cie. - Zmarszczy? brwi, kompletnie nie pojmuj?c toku rozumowania swojego wsp??lokatora. Dzie? lub dwa? To si? b?dzie przecie? goi? minimum kilka tygodni.
Podwin?? r?kawy, ods?aniaj?c g?adk? sk?r? na przedramionach, i chwyci? za banda?e. Nie, najpierw trzeba odkazi?. Od?o?y? je i si?gn?? po wod? utlenion? i waciki. Denerwowa? si? i wyra?nie by?o to wida? po jego niepewnych ruchach.
- Wda si? zaka?enie. M?wi?em. ?atwo co? z?apa?, je?li nie jest si? ostro?nym… idziemy p??niej do szpitala. - Postanowi?, przysuwaj?c si? i spogl?daj?c na ran?. - Jeste? niezno?ny… - burkn??, kiedy ten nie przyj?? tabletki, ale nie powiedzia? nic wi?cej, bo skupi? si? na dok?adnym przemywaniu rany. Stara? si? za bardzo nie przyciska? materia?u do sk?ry, by nie sprawi? mu wi?kszego b?lu. Cierpliwie pozbywa? si? zaschni?tej krwi z ka?dej cz??ci sk?ry, ignoruj?c widok mi??ni, kt?ry przyprawia? go o drobne nudno?ci. Odrzuci? przesi?kni?te krwi? waciki i zabra? si? za banda?owanie r?ki. Nie sz?o to jako? szczeg?lnie sprawnie, ale na tyle, by zatamowa? ewentualny krwotok i ochroni? ran? przed czynnikami zewn?trznymi.
Wypu?ci? cicho powietrze i odsun?? si?, zerkaj?c na swoje splamione krwi? palce. Podszed? do umywalki i przemy? je pod kranem.
- Na pewno nie chcesz wzi?? niczego przeciwb?lowego? Szpital jest kawa?ek st?d.
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa ?mierci: sierp
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 190
Wysłany: 2017-11-04, 22:29   

- To jest praca, kt?rej si? nie wybiera. - wymamrota? pod nosem, bo w zasadzie jak mia? wyt?umaczy?, ?e nawet gdyby chcia? zmieni? robot? i zosta? chocia?by stolarzem albo nawet rze?nikiem czy wykonywa? jakikolwiek inny bardziej ludzki zaw?d musia?by zdezerterowa? i ?y? prawie jak wygnaniec ograniczaj?c sobie mo?liwo?? p??niejszego osi?gni?cia wiecznego spokoju. Je?li ca?a historia o odb?bnieniu tej pokuty nie by?a po prostu bajk?, ale tak czy inaczej... by? przypisany do wykonywania tych samych obowi?zk?w przez ca?e wieki, bo trudno si? spodziewa?, ?e ludzie nagle przestan? umiera?.
- W zasadzie... to na sw?j spos?b legalne. - poj?cia nie mia? jak to skomentowa?.- Jestem... prawie. Mo?e nie dos?ownie, ale cz??ciowo... w jaki? spos?b... bogiem. - skrzywi? si? pod nosem, nie uznaj?c, ?e to jest co? czym trzeba si? chwali? czy co? z czego trzeba by? dumnym.
Dla zwyk?ego ksi?garza mog?o to brzmie? jak urojenia. Urojenia kogo? kto mia? bujn? wyobra?ni? i zmy?li? nie wiadomo w jakim celu ma?o przekonuj?c? historyjk?. Dla niego samego te? brzmia?o to troch? jak opowie?? z zupe?nie innej rzeczywisto?ci. Co? co przecie? nigdy go nie dotyczy?o i pewnie czego nigdy nie wyobra?a? sobie, ?e stanie si? cz??ci?. Taka ma?o ?mieszna bajka na dobranoc.
Zmru?y? zielone ?lepia. Jego wzrok spokojnie ?ledzi? ruchy ksi?garza. On nie lubi? bawi? si? banda?ami. Zawsze je jako? dziwnie zamota?, pr?dzej sam si? w nich zapl?ta? ni? sensownie opatrzy? ran?.
- Mia?e? ju? z tym do?wiadczenie? - zapyta? od niechcenia nie ruszaj?c si? z miejsca, by nie utrudnia? mu pracy.- Mo?e powiniene? zosta? lekarzem, a nie ksi?garzem... - mimo b?lu, jego wargi drgn??y nawet nieznacznie ku g?rze gdy okre?lono go mianem "niezno?nego".- Wiesz, ?e w twoich ustach to nawet s?odko brzmi? - gdyby nie to piek?ce uczucie cz??ciowo hamuj?ce inne reakcje, pewnie by si? teraz za?mia?.- ?adne tabletki, ?aden szpital... - pokr?ci? g?ow? i skini?ciem g?owy wskaza? mu na miejsce obok siebie.- Siadaj, poka?? ci co?.
Przesuwa? zdrow? r?k? po kawa?ku sk?ry poni?ej banda?a jakby to mia?o zmniejszy? dra?ni?ce uczucie b?lu. Szcz??liwie jego organizm troch? st?pi? wra?enia, ale nadal mu to doskwiera?o. Jutro ju? pewnie b?dzie lepiej, pojutrze mo?e nawet nie b?dzie ju? po tym ?ladu. To przecie? nic takiego. Zdarza?y mu si? i pewnie b?d? zdarza? gorsze wypadki.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Fairy Tail Path Magician



Bleach OtherWorld

Dragon Ball New Generation Reborn



Vampire Knight


Król Lew















Image and video hosting by TinyPic

Rainbow RPG



















Vampire Diaries





SnM: Naruto PBF





www.zmiennoksztaltni.wxv.pl











Eclipse



over-undertale





Northland Highschool

AbsitOmen


On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 1,74 sekundy. Zapytań do SQL: 13