Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Event Romeo i Julia zakończony!
► Ogłoszenie o nadchodzących porządkach.

POSZUKIWANIA
► Basil poszukuje skrzypkowego konkurenta, nachalnego klienta i innych powiązań.
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Orin poszukuje ochotnika do sesji.
► Czarny Szermierz poszukuje różnych relacji.

Sierpień 1889r.
Nad Londynem gorąca aura sprzyja gwałtownym, letnim burzom z silnymi wyładowaniami. Temperatura będzie wynosić ok. 28'C w dzień, w nocy zaś 16'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Mieszkanie Basila
Autor Wiadomość
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 131

Wysłany: 2016-12-30, 00:49   

Taktowność była dziwnym pojęciem. Można nawet uznać, że robili absolutnie wszystko co było nietaktowne. Nie wiedział jak daleko sięgają granice wyznaczone przez współlokatora, nie miał pojęcia jak szybko przyjdzie mu się zatrzymać, czy w ogóle pójdą o krok dalej czy może będą tkwili w tym samym miejscu. Na dobrą sprawę nie byli już dziećmi i ograniczanie się tylko do niewinnych muśnięć warg było chyba niepotrzebne. Oczywiście z uwagi na głęboko zakorzeniony uraz księgarza bawili się w dwójkę smarkaczy, którzy uciekali wzrokiem po krótkim pocałunku od razu pokrywając się rumieńcem. Słodkie. Ale dla kogoś kto chciałby więcej, czasem może być to uciążliwe. Na ten moment pozostawało mu jednak pozwalać sobie na tyle na ile ten gad będzie miał ochotę i na ile określi swoją wytrzymałość. Nie wszystkie pieszczoty mógł uznać za dopuszczalne.
Tak czy inaczej, jeszcze nie uciekał. Żniwiarz wykorzystał to by obie dłonie ułożyć na wysokości jego bioder. Był naprawdę chudy. Trzeba będzie bardziej postarać się go podtuczyć. W sumie, to nie powinno być aż takie trudne. Reeds już teraz znosił jedzenie czy to z Instytutu czy zdarzało mu się gotować coś już w mieszkaniu. Jak widać, wciąż za mało, żeby ten blondyn zauważalnie przybrał na wadze. Najwyżej będzie mu podsuwał coś bardziej obfitego pod nos. W swoim ludzkim życiu też mu się kiedyś trafił okres kiedy było go prawie o połowę mniej, ale... nawet za taką cenę wróciłby do ziemskiej egzystencji gdyby tylko mógł. Czasem jeszcze zastanawiał się czy aktualnie to w ogóle miałoby sens, ale w porównaniu z jego obecnym zajęciem, wszystko wydawało się mieć większy sens.
Pod palcami mógł wyczuć jego kości. Skupił się jednak bardziej na miękkości jego skóry, na przyjemności płynącej z samego dotyku. Nieśpiesznym ruchem powiódł dłońmi wyżej, podwijając mu tym samym koszulę ku górze. Aż na wysokość barków. Miał okazję tym samym zwiedzić niemal całe jego plecy. Nie było się czego wstydzić. Jeszcze go przecież całkiem nie rozebrał.
Odchylił bardziej głowę. Wargi przestały stykać się z ustami księgarza, za to poczuł ich dotyk na swojej szyi. Zamruczał cicho mrużąc ślepia. Kto nie lubił takich pieszczot... a Reeds akurat szczególnie lubił być rozpieszczany. Rozleniwiał się wtedy co prawda, ale nie mógł sobie odmówić takich drobnych przyjemności. Zaledwie kątem oka wyłapywał kolejne poczynania bazyliszka. Był ciekawy tego jak sobie radzi, ciekawy jego reakcji... chciał, żeby nie tylko sam oferował mu kilka przyjemnych chwil, ale także sam z nich czerpał. Bez tego każda zabawa była nudna.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Basil Simmons


Rodzina: Adele Simmons - matka; Christopher Cavendish - ojciec
Wiek: 18 jesieni
Znaki szczególne: nosi grubo oprawione okulary o prostokątnym kształcie; miodowe oczy; sztywne ruchy; niewielka, cięta blizna na prawym biodrze; wychudzona postura; pracuje jako księgarz
Ekwipunek: klucze do mieszkania; portfel; szmatka do okularów oraz pokrowiec; melancholia
Poziom życia: 100%
Dołączył: 31 Sie 2015
Posty: 189
Wysłany: 2016-12-31, 23:50   

Sam współlokator nie był pewien, dokąd właściwie sięgają te granice. Zapewne do punktu, w którym za bardzo odczuje brak kontroli lub niesmak wynikający z mechanizmu skojarzeniowego. Chciał wierzyć w słowa Reedsa i spróbować wyprzeć nieprzyjemne wspomnienia nowymi, przekonując się zarazem do tak intymnych czynności, jakich się właśnie dopuszczali. Nie zamierzał wciąż uciekać z podkulonym ogonem, lecz trudno było zaprzeczyć, że to najwygodniejsza opcja. Wyjście ze strefy komfortu wymagało od niego nie lada wysiłku – wierzył w oddanie się chwili, z drugiej strony obawiając się konsekwencji zbyt pochopnych ruchów. Nawet samo przespanie się z nim nie zmieniłoby wiele, Simmons nie był prawiczkiem, by mieć cokolwiek do ochrony czy zachowania do odpowiedniej chwili.
Doceniał starania wnoszone przez czarnowłosego do wspólnego dobra, niestety kwestia jego przybrania na wadze będzie wymagała czegoś więcej, niż pilnowania zawartości lodówki. Gdyby ktoś podsunął pod nos blondyna najapetyczniejszego kurczaka, on i tak zjadłby jedynie niewielki kawałek nóżki, twierdząc ostatecznie, że więcej nie jest w stanie w siebie wepchnąć. Miał skurczony żołądek, co skutkowało prędkim uczuciem sytości i mimo że zdawał sobie z tego poniekąd sprawę, nie planował zmiany diety. Nie miał w sobie na tyle chęci i motywacji, może dopiero dotkliwszy skutek takiego zaniedbywania dostarczania organizmowi niezbędnych składników odżywczych zmusiłby go do innego podejścia.
W głowie miał przede wszystkim ciepło płynące z sąsiedniego ciała, jego delikatny zapach i przyjemny dotyk… a także podejrzliwość wobec coraz wyżej unoszonej koszuli. Zmusił się do zignorowania tego drobnego szczegółu, chcąc zezwolić mu na dalsze badanie terenu, tylko do pewnego stopnia, za jaki wyznaczył sobie spodnie. Krótko mówiąc, tej części ubrania zdecydowanie nie pozwoli z siebie ściągnąć, górę mógł przeboleć.
Wargami nie zaprzestawał powolnych muśnięć na całej długości szyi, nie śpiesząc się specjalnie, by jak najlepiej wrócić do poprzedniej atmosfery. Zahaczył zębami o skórę, zaciskając się na niej lekko, ale krótko, bo zaraz przeniósł wargi na policzek okularnika, składając na nim subtelny pocałunek. Odchylił nieznacznie głowę, przyglądając się przez moment jego twarzy, a potem uniósł do niej dłoń, odgarniając kilka czarnych kosmyków na bok.
_________________
postaciowo | theme | #C0C0C0

I will tell you my sins,
and you can sharpen your knife.


Licznik postów fabularnych: 136
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 131

Wysłany: 2017-01-02, 21:52   

To była tylko koszula. Mógłby się nawet zastanawiać czy blondyn pozbawiony tego ubrania zacząłby piszczeć w popłochu, okładając go wałkiem do ciasta. O ile ten wałek do ciasta znalazłby się w jego zasięgu. Rozumiał jeszcze pewne skrępowanie u dziewczyn, bo u nich to jasne, ale u chłopaka... to było mocno dziwne nawet biorąc pod uwagę wszelkie traumatyczne przeżycia, które miał już na swoim koncie. Tak czy inaczej jak już podwinął mu koszulę pod same ramiona, zsunął nieśpiesznie dłonie niżej. Teraz miał wolny dostęp do jego pleców. Nic go nie ograniczało. Palcami wyznaczył szlak niemal od jego karku, ku dołowi, wzdłuż linii kręgosłupa. Nie rzucał się, oferował mu dotyk wyważony, subtelny. Może nie silił się na delikatność jakby miał do czynienia z porcelanową lalką, ale po co miał od razu pożądliwie poznawać jego ciało. Lepiej po kawałku, fragmentami. Pieszczotliwie musnął palcami jego bok. Chwilowo odsunął od siebie świadomość jak chudy jest współlokator, skupiając się bardziej na uczuciu płynącym z dotyku. Sam doświadczał też innych przyjemności. Szczęśliwie, księgarz nie okazał się zupełnie bierny. To rzeczywiście byłoby problematyczne, ale wszystko wskazywało na to, że radził sobie z tym całkiem nieźle. Pewnie miał jakieś doświadczenie, pewnie nie było ono wcale tak cudowne skoro blondyn z tak wielkim trudem się przełamywał. Mimo wszystko Reeds wciąż nie zamierzał go ciągnąć za język. Powie jak będzie chciał.
Zmrużył ślepia kiedy współlokator zaprzestał pocałunków. Przyglądał mu się z zainteresowaniem, śledząc jego reakcje. Nawet wargi mu lekko drgnęły ku górze.
- Nie taki bazyliszek straszny... - mruknął, właściwie mimowolnie ściszając głos i wcale nie zamierzał dokańczać tak zaczętej myśli, bo chyba jasne o co chodziło.
Podniósł nieznacznie głowę składając jeszcze na jego ustach krótki pocałunek. Zaczepił na moment zębami o jego dolną wargę, przyglądając mu się zaledwie kątem oka i lekko za nią pociągnął. Puścił szybko zanim blondyn zdążyłby się wystraszyć, że czarnowłosy zamierza go pożreć czy coś takiego, khem. Nie... nie było za bardzo co. Kośćmi to by się nie najadł. Powoli, równomiernym gestem zaczął gładzić dłonią jego plecy. To też nie było nic groźnego, nic czego powinien się z jego strony obawiać. W ogóle... takie przeżycia przecież były naprawdę... miłe.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Basil Simmons


Rodzina: Adele Simmons - matka; Christopher Cavendish - ojciec
Wiek: 18 jesieni
Znaki szczególne: nosi grubo oprawione okulary o prostokątnym kształcie; miodowe oczy; sztywne ruchy; niewielka, cięta blizna na prawym biodrze; wychudzona postura; pracuje jako księgarz
Ekwipunek: klucze do mieszkania; portfel; szmatka do okularów oraz pokrowiec; melancholia
Poziom życia: 100%
Dołączył: 31 Sie 2015
Posty: 189
Wysłany: 2017-01-04, 20:04   

Piszczeć raczej nie, prędzej oblałby się zbyt często doświadczanym rumieńcem na policzkach, rzucając rozbierającemu sceptyczne spojrzenie w towarzystwie speszenia i chęci odratowania swobody przez zasłanianie się rękoma. Rozumiał różnicę między facetem i kobietą w tej kwestii, ale nadal, jakby nie patrzeć, paradowałby półnago z widocznymi sutkami. Płci pięknej ich nie brakowało, zdawać by się mogło zatem, że chodzi wyłącznie o wypukły kształt miejsca, na którym się znajdowały. Simmons zaś był płaski jak decha, co niespecjalnie zmieniało jego postawę nawet w porównaniu do kobiet.
Dotyk Reedsa zdecydowanie sprawiał księgarzowi zbyt wielką przyjemność, skupienie myśli graniczyło ze sporym wysiłkiem, kiedy w głowie miał tylko znajome palce powoli przesuwające się po jego ciele. Właściwie pierwszy raz od dawna mógł stwierdzić, że tak bliskie kontakty wcale nie są gorszące w skutkach. Wina okoliczności? Osoby? Nastawienia? Pewnie wszystko naraz.
Nie oszczędził choćby skrawka na szyi czarnowłosego, dobierając się wargami do każdej części skóry w nieśpiesznych muśnięciach. Okazywał mu tym pewien rodzaj akceptacji ze swojej strony, chęć odwdzięczenia się równym zadowoleniem, jakie on otrzymał podczas intymnej chwili.
Ostatecznie przerwał te działania na rzecz badawczego przyglądania się twarzy współlokatora.
- Nie jestem bazyliszkiem – odmruknął machinalnie, na dobrą sprawę nie robiąc sobie już nic z tego określenia, które najwyraźniej na stałe przylepiło się do jego osoby.
Przymknął jeszcze na moment oczy, wzdychając cicho, a potem powoli się wyprostował, siadając obok. Po ochłonięciu od wrażeń wracał mu łatwo wprowadzający panikę rozsądek, nie poddawał się mu jednak tak łatwo, odczuwając jedynie zmieszanie. W celu jego zredukowania skupił wzrok na wylegującym się pod stołem kocie, starając się zarazem zebrać myśli.
- To było… nie najgorsze… - wymamrotał cicho, od niechcenia poprawiając sobie koszulę. I bynajmniej nie powinno się traktować tych słów jako negatywnych – w zasadzie ze strony Simmonsa śmiało można było uznać to za komplement.
_________________
postaciowo | theme | #C0C0C0

I will tell you my sins,
and you can sharpen your knife.


Licznik postów fabularnych: 136
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 131

Wysłany: 2017-01-05, 21:52   

- Jesteś. - odpowiedź była pewnie równie spodziewana jak twierdzenie księgarza.
W każdym razie było parę przyjemnych chwil, podczas których i Reeds mógł się odprężyć, co było wręcz wskazane po godzinach pracy związanych z koszeniem, oglądaniem filmowych nagrań i gapieniem się na trupy. To nie był praca, którą mógł sobie wymarzyć, więc dobrze mu zrobi taki niezobowiązujący relaks. Całkiem niezły sposób na odsunięcie od siebie świadomości, że jego domem jest teraz instytut dla podobnych jemu kretynów, którzy odebrali sobie życie i że wcale nie jest już człowiekiem, nawet jeśli całkiem przypominał zwykłą jednostkę ludzką. W zasadzie nie czuł się kimś innym. Może celowo odsuwał od siebie naturę, która była mu zupełnie obca. Był już żniwiarzem parę lat, jednak nadal uciekał do świata ziemskiego udając człowieka. Jakby nigdy nie skoczył z mostu. Wracał po wykonanej pracy do mieszkania, które dzielił z księgarzem i odcinał się od świata nadnaturalnego. To było na pewno lepszym rozwiązaniem niż gnuśnienie we własnym, zdemolowanym pokoju, który go tylko irytował. Gdyby nie zwierzaki pewnie w ogóle już by tam nie zaglądał.
Jak tylko współlokator się podniósł do siadu, czarnowłosy zrobił to samo. Przez chwilę przyglądał mu się w milczeniu zastanawiając się czego może się po nim spodziewać. Zakładał, że nie było tak źle, a przynajmniej... miał wrażenie, że jemu też było przyjemnie. Krótkim ruchem poprawił okulary na nosie, badając wzrokiem jego twarz.
- Wiem. - skomentował krótko.- Basil... - coś mu wpadło do głowy, a że zwrócił się do niego wprost do imieniu, można było wyczuć zbliżającą się powagę sytuacji.- ... masz łaskotki? - tak nagle go to bardzo zainteresowało.
Nie można nie zauważyć, że w spojrzeniu Reedsa czaiła się bezczelność i nuta rozbawienia. A przecież to było zupełnie niewinne pytanie! Nie chodziło w nim o żaden erotyczny podtekst, żadną zbyt intymną bliskość. Chociaż... miało to w sobie coś z wkroczenia w strefę bardzo prywatną. Tak czy inaczej, szansa na to, że się przyzna była niewielka jeśli temat łaskotek go dotyczy. Szczególnie w towarzystwie czarnowłosego żniwiarza, który w każdej chwili mógł się na niego rzucić... i sam to sprawdzić. Więc na dobrą sprawę dobrowolne przyznanie się miało też swoje plusy. Osobiście też musiał się mierzyć z tą... niemiłą "przypadłością", ale szczęście w nieszczęściu, że do niego raczej trudno się dobrać.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Basil Simmons


Rodzina: Adele Simmons - matka; Christopher Cavendish - ojciec
Wiek: 18 jesieni
Znaki szczególne: nosi grubo oprawione okulary o prostokątnym kształcie; miodowe oczy; sztywne ruchy; niewielka, cięta blizna na prawym biodrze; wychudzona postura; pracuje jako księgarz
Ekwipunek: klucze do mieszkania; portfel; szmatka do okularów oraz pokrowiec; melancholia
Poziom życia: 100%
Dołączył: 31 Sie 2015
Posty: 189
Wysłany: 2017-01-07, 20:24   

Westchnął ciężko, wiedząc, że jest na przegranej pozycji, a współlokator nie zmieni swojego zdania. „Bazyliszek” drażniło uszy za każdym razem, ale jeśli tak dalej pójdzie, pewnie zacznie to ignorować z braku lepszego pomysłu, skoro zaprzeczenia nie przynosiły pożądanego skutku. Naprawdę nie rozumiał, dlaczego czarnowłosy tak mocno uczepił się tego określenia. Aż tak bardzo przypominał to mityczne stworzenie? A może to jedynie ironiczna zagrywka? W tej chwili mało go to obchodziło, dlatego nie drążył tematu.
Udało mu się ponownie zbliżyć do mężczyzny i skutki tego trudno było nazwać negatywnymi. Na dobrą sprawę, oprócz sporej dozy zakłopotania, wstydu i paniki, odczuwał zadowolenie. Po pierwsze – przełamał się, po drugie – wyszło im to całkiem dobrze, po trzecie – przypomniał sobie przyjemność płynącą z bezpiecznych działań.
Odchrząknął cicho, poprawiając na sobie koszulę i zapinając ją z względnym spokojem – tłumił lekkie drżenie rąk, o dziwo skutecznie, nie znając jednakże przyczyny tego rozemocjonowania. Nie no, znał przyczynę, ale chwilowo nie chciał się nad tym rozwodzić.
- Hm? – spojrzał na niego ze zdziwieniem z boku, zastanawiając się, z jakiej racji padło takie pytanie. – Co? Nie, nie mam – odpowiedź padła, zanim mógłby zmienić opcję. Nienawidził u siebie tej drobnej słabości, bo łatwo było wykorzystać ją na swoją korzyść. A jemu wówczas pozostawała tylko ucieczka i śmianie się bez tchu, gdy już ktoś dopadł jego boki. Z tego powodu wolał skłamać. – A teraz wybacz, ale wstaję jutro wcześniej… pójdę już spać – poinformował go, wstając z kanapy i poprawiając jeszcze raz okulary na nosie. Rzucił na niego krótko okiem, mimowolnie przypominając sobie całą poprzednią sytuację od początku. Od czego się zaczęło? Gra na skrzypcach. Kanapa. I bliskość.
- Dobranoc – padło słowo, nim nie wciągnął się za bardzo w przeżywanie ponownie tych intymnych chwil, choć definitywnie wróci do nich jeszcze przed snem. Chcąc nie chcąc.
Skierował kroki ku drzwiom sypialni, za którymi po chwili zniknął, pozostawiając Alberta samego.

[zt]
_________________
postaciowo | theme | #C0C0C0

I will tell you my sins,
and you can sharpen your knife.


Licznik postów fabularnych: 136
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 131

Wysłany: 2017-01-08, 21:46   

Uważnie śledził wzrokiem reakcję na zadanie pytanie. Za szybko. Zdecydowanie zbyt szybko. Wargi czarnowłosego drgnęły w lekkim uśmiechu. Nie trzeba było wyjaśniać, że raczej to nie było szczere stwierdzenie. Zresztą... trudno spodziewać się, że ten całkiem niewinny i zupełnie bezbronny księgarz przyzna się do tak dotkliwej słabości. Łatwo przewidzieć, że żniwiarz mógłby to wykorzystywać na wiele sposobów. I nawet by się skusił na mały eksperyment, ale pech chciał, że bazyliszek postanowił mu uciec. No trudno, nie będzie go zatrzymywał.
- Mhmm... dobranoc. - skinął głową, odprowadzając go wzrokiem.
Przypomniało mu się, że miał zapytać go o jeszcze jedną ważną rzecz. Ale nie tym razem, tym razem odpuścił. Niech się młody wyśpi, może żadne głupie rzeczy nie przyjdą mu w międzyczasie do głowy. Sam żniwiarz przeciągnął się leniwie na kanapie. Zerknął w stronę okna. Rzeczywiście, zaczynało robić się już późno. Może gdyby nie ta pora pokusiłby się jeszcze na jakiś spacer. Nie lubił przesadnie tkwić w jednym miejscu. Ostatecznie jednak i z tego zrezygnował. Podniósł się z miejsca, kierując się do części kuchennej. Nalał sobie do szklanki wody i wypił ją na raz. Przez chwilę nie ruszał się z miejsca, postukując palcami w blat, a jak już tylko odstawił szkło na miejsce, rozpiął guziki kamizelki i rzucił ją na brzeg kanapy, a sam się na niej położył podciągając sobie pod głowę jedną z mniejszych poduszek i nakrywając się kocem. Nie było to może zbyt ekskluzywne posłanie, ale zdarzało mu się sypiać w gorszych, więc nie narzekał. Mimo wszystko to wciąż nie łóżko, a szkoda. Tak czy inaczej nie zamierzał wracać do swojego pokoju. Przynajmniej tymczasowo. Nad ranem czeka go znowu standardowa procedura. Złapać coś do jedzenia, ubrać się i na łowy.
<zt>
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 131

Wysłany: 2017-10-19, 21:08   

Zlecenie nie zawsze szły łatwo, gładko i przyjemnie. Przy okazji nieustannego zbioru dusz zdarzały się różne wypadki. Reeds nie był doświadczonym kosiarzem, ale parę nietypowych sytuacji już miał za sobą. Zdarzało mu się odgruzowywać kamienice, żeby dotrzeć do umierającego, nurkować aby wychwycić jeszcze ostatnie tchnienie życia topielca, a nawet kilka razy natknął się na demona. Te spotkania nie należały do najmilszych, tym bardziej, że shinigami łatwo dawał się ponieść. Adrenalina buzowała we krwi, budziły się w nim emocje, które powinny być dla niego obce. Nie miał za ludzkiego życia żadnych problemów z agresją, nie wdawał się w żadne bójki, a przynajmniej nie częściej niż zwykły, przeciętny chłopak. Ale nie tak miał wyglądać jego los po popełnieniu samobójstwa. Rzecz jasna dużo za późno sobie to uświadomił, a wściekłość jaka się w nim obudziła i nienawiść do tego kim się stał ujawniała się w nagle i gwałtownie dając upust w dość destrukcyjny sposób. Destrukcyjny też dla niego samego.
Chociaż od czasy gdy zamieszkał z pewnym bazyliszkiem, dużo rzadziej wpadał w niekontrolowany szał. Coraz bardziej sobie uświadamiał, że obecność i bliskość współlokatora ma na niego zbawienny wpływ. Jak i dlaczego? Pojęcia nie miał.
Nie zawsze jednak działało to w ten sam sposób. Ostatnio nie miał z nim tak często kontaktu, a przynajmniej nie tak często jak sam by chciał, a nałożyło się jeszcze na to kilka nieprzyjemnych zleceń, kilka niezbyt miłych wymian zdań z innymi żniwiarzami, a to dawało gwarancje problemów. Jak teraz. Wpadł do mieszkania, a na jego marynarce odznaczały się ślady krwi. Czerwone plamy szybko wsiąkały w materiał, brudząc połacie ubrania. Ręce też miał we krwi. Nie oberwał mocno, przynajmniej w jego mniemaniu, a jednak przez jakieś parę dni będzie miał problem z poruszaniem lewą ręką. Trzeba będzie bardziej uważać na zleceniach, żeby nie nadwyrężać rany.
Jak tylko skierował się do części kuchennej, ściągnął marynarkę. Kamizelkę też była zabarwiona na czerwono. Podwinął rękawy koszuli, a spod jednego z nich widniało głębokie nacięcie, ciągnące się od ramienia do łokcia. Widać było jak skóra rozchodzi się na boki niemal do kości, widać było mięso. Zacisnął zęby i włożył tą rękę pod wodę. Nie miał ochoty bawić się w bandażowaniem, w owijanie się opatrunkami. Zresztą, zwykle mu to wychodziło tak, że jeden koniec bandażu sterczał z jednej strony, drugi motał się pod resztą zwisając z drugiej strony... nie miał do tego ręki. A potrzebował szybko być sprawny. Wkurzające było to gdy miał biegać po mieście i zbierać dusze nie będąc całkowicie sprawnym. Chyba wolałby być już całkiem uziemiony.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Basil Simmons


Rodzina: Adele Simmons - matka; Christopher Cavendish - ojciec
Wiek: 18 jesieni
Znaki szczególne: nosi grubo oprawione okulary o prostokątnym kształcie; miodowe oczy; sztywne ruchy; niewielka, cięta blizna na prawym biodrze; wychudzona postura; pracuje jako księgarz
Ekwipunek: klucze do mieszkania; portfel; szmatka do okularów oraz pokrowiec; melancholia
Poziom życia: 100%
Dołączył: 31 Sie 2015
Posty: 189
Wysłany: 2017-10-22, 12:45   

Minął ponad rok. Rok życia w zupełnie odmiennym środowisku. Skoczył na głęboką wodę mimo niewielkiego doświadczenia, ale dzielnie walczył i dopłynął do brzegu, pierwszy raz łapiąc głęboki oddech wolności. Jego myśli wciąż wracały do zamkniętego już rozdziału, miał skłonności do popadania w chandry, pesymistycznych myśli, problem z kontaktem fizycznym zmniejszył się, choć nie na tyle, by mógł przestać myśleć o tym za każdym razem, gdy ktoś niemal się o niego nie otarł. Koszmary stawały się rzadsze, na jego ustach częściej pojawiały się drobne uśmiechy i wszystko wskazywało na to, że powoli wychodzi na prostą, otrząsa się z negatywnych konsekwencji poprzedniego życia.
Więc dlaczego, kiedy próg księgarni przekroczył charakterystyczny ciemnowłosy mężczyzna w okularach, nie był w stanie ruszyć się zza lady? Wpatrywał się w szerokie barki, których ręce szukały właśnie konkretnej książki na półce, i z niezrozumiałego powodu czuł gulę w gardle. Spiął się mimowolnie, jego oddech spowolnił, zupełnie jakby chciał stać się niewidzialny. Klient odwrócił się do niego przodem, a on po kilku sekundach wypuścił cicho powietrze z ust w przypływie ulgi. Gapił się na zupełnie obcego człowieka.
Nie bądź głupi, Basil…
Wymusił na sobie niepewny uśmiech i obsłużył mężczyznę jak należy, nie mogąc odeprzeć od siebie wrażenia, jakie na nim wywarto. Sęk w tym, że oczy go uspokoiły. Błękitne, zbyt jasne, zdecydowanie nie jego.
Wierzył, że zerwał wszystkie nici łączące go z przeszłością, niestety mijało się to z prawdą.
Wrócił do kamienicy zmęczony po trudnym dniu w pracy. Zamknął za sobą drzwi, zsunął z ramienia torbę i odłożył ją na ziemi, po czym ściągnął z siebie płaszcz, początkowo nie zauważając obecności współlokatora. Dopiero kiedy skierował kroki ku salonowi, jednocześnie mając widok na kuchnię, uniósł brwi i zatrzymał się.
- Albert…? Co się stało…? - Zaniepokoił się wyraźnie, marszcząc brwi, i podszedł szybko bliżej, by lepiej przyjrzeć się krwi widniejącej na jego ubraniach oraz ręce. - Ktoś Cię napadł? - Przez moment wpatrywał się z pewnym niedowierzaniem w ranę, a później oprzytomniał i odwrócił się ku szafkom w poszukiwaniu apteczki. Nie korzystał z niej od długiego czasu i nie pamiętał, gdzie dokładnie ją upchnął, ale dzielnie przeszukiwał każdy zakątek kuchni w pośpiechu.
_________________
postaciowo | theme | #C0C0C0

I will tell you my sins,
and you can sharpen your knife.


Licznik postów fabularnych: 136
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 131

Wysłany: 2017-10-24, 20:58   

Może trochę za bardzo przywykł do wpadania do tego miejsca jak do własnego. To nigdy nie był i nigdy nie będzie jego własny kąt. Może dlatego jakoś tym razem nie pomyślał, że mógłby przecież podskoczyć do pokoju w Instytucie i tam zająć się tą paskudną raną. Nie przepadał za przydzielonym mu odgórnie lokum i na dodatek musiało od niego pachnieć krwią. Woń niewyczuwalna niemal dla ludzi, ale zwierzęta mogły na to różnie reagować. Tym bardziej jeśli jednym z jego pupili był rasowy drapieżnik. Może trochę rozleniwiony wcześniejszą pracą w cyrku i obecnym życiem, może trochę zbyt udomowiony, ale nadal to był mięsożerca, którego instynkt nakazywał mu polowanie, ściganie, zabijanie. Już prę razy żniwiarz przekonał się o tym, że lampart pomimo tego, że był względnie ułożony stawał się niespokojny od samego wyczucia krwi. Nie chciał więc drażnić zwierzaka. Pewnie dlatego tak czy inaczej z tym świństwem wylądował tutaj.
Lokum jak każde inne. Tylko nie jak jego pokój. To znajdowało się w świecie śmiertelników, a zatem było bardziej ludzkie czyli spełniało podstawowy warunek, którego Reeds szukał. Nie chciał mieć na dłuższą metę do czynienia z czymś co cały czas go uświadamiało, że tym człowiekiem już nie jest. I zupełnie w tym momencie nie wpadło mu do głowy, że takie rzeczy nie powinny się dziać przy jego współlokatorze, że może go tu zastać w każdej chwili, bo to przecież jego mieszkanie, że ten bibliotekarz nadal pojęcia nie ma. O wszystkim. Po prostu chciał mieć już tą ranę z głowy, bo jeszcze jutro go czekały zlecenia i pojutrze i popojutrze i tak przez wieki, tsa.
- Napadł? Aa... Basil. - w pierwszym odruchu zupełnie nie skojarzył o czym mowa, o co chodzi, nawet nie zdał sobie sprawy z obecności współlokatora, chyba za bardzo skupiając się na tym uszkodzonym miejscu na jego ręce.- Nie, to tylko... wypadek przy pracy. - odchrząknął nie chcąc wchodzić w szczegóły, bo w rzeczy samej takie wypadki zdarzały się całkiem często jak na jego pracę, tylko, że zwykle nie było ich widać.
To ciało wciąż można zniszczyć. Jednak dopóki nie zostanie zniszczone całkiem ma służyć wykonywaniu dość niechlubnego zajęcia jakim jest gromadzenie dusz. I chociaż wszelkie obrażenia powodowały cholernie ludzki ból, to nie goiły się po ludzku. Przecież to ciało nie może dać się aż tak szybko wyeksploatować. I po co mu było to samobójstwo...
- Nie zawracaj sobie tym głowy, zagoi się. - wymamrotał, chociaż przy niemal zaciśniętych wargach, bo nadal bolało, zupełnie jakby jego ręka miała zamiar rozpaść się na pół.
Woda trochę koiła gwałtowne uczucie bólu, pozwalała stępić dość ostre uczucie. Jeszcze chwila takiego ukojenia.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Basil Simmons


Rodzina: Adele Simmons - matka; Christopher Cavendish - ojciec
Wiek: 18 jesieni
Znaki szczególne: nosi grubo oprawione okulary o prostokątnym kształcie; miodowe oczy; sztywne ruchy; niewielka, cięta blizna na prawym biodrze; wychudzona postura; pracuje jako księgarz
Ekwipunek: klucze do mieszkania; portfel; szmatka do okularów oraz pokrowiec; melancholia
Poziom życia: 100%
Dołączył: 31 Sie 2015
Posty: 189
Wysłany: 2017-10-29, 18:54   

Nieraz widział różnej maści zranienia, nie tak rzadko samemu będąc w potrzebie. Życie w warunkach, w jakich do niedawna egzystował, nie wpływało wyłącznie na psychikę, co zresztą oczywiste. Jego praca polegała głównie na kontakcie fizycznym, często nieprzyjemnym i niekoniecznie związanym z główną „funkcją” stanowiska. Z takich sytuacji wynikały inne, które ciągnęły za sobą bolesne konsekwencje w postaci bójek lub ucieczek w sposoby mające oderwać go od problemów, równocześnie rodząc kolejne. Nie starał się nawet zatuszować podbitego oka czy pękniętej wargi po powrocie do pracy z nadzieją, że kiepski wygląd zapewni mu dłuższy spokój. Kto by chciał sponiewieranego kochanka?

A jednak tacy wciąż się znajdowali.
- Wypadek przy pracy? - Rzucił mu sceptyczne spojrzenie podczas nerwowego przeszukiwania mebli. Kilka razy próbował wyciągnąć konkretną informację na temat miejsca jego pracy, ale zazwyczaj nie otrzymywał satysfakcjonującej odpowiedzi. Ewentualnie jakieś wyssane z palca bzdury, w które każdemu trudno byłoby uwierzyć, dlatego nie widział sensu, by o to dopytywać, choć zaczął się zastanawiać, czy nie pracuje na jakiejś budowie albo - co gorsza - nielegalnie.
- Jesteś ubezpieczony? - Wstrzymał oddech, gdy wzrok skonfrontował się z apteczką, a później wypuścił cicho powietrze w uldze i wyciągnął przedmiot z czeluści dolnej szafki. Pojemnik wyglądał na zakurzony, ale gdy go otworzył, nie brakowało w nim środków do pierwszej pomocy.
- Może wdać się zakażenie. Zresztą… cholera, ta rana jest głęboka. - Niepokój na twarzy blondyna pogłębił się, gdy znów przyjrzał się jego ręce. Zmarszczył brwi i oblizał spierzchnięte wargi. - Ja… nie znam się za bardzo na tych rzeczach… - Zaczął, wracając uwagą do bandaży. - Przepraszam, mogę tylko spróbować Ci to przemyć i jakoś zabezpieczyć… - Dodał, sprawdzając zawartość apteczki. W szkole nie zaliczył kursu udzielania pomocy, a odkąd zamieszkał sam i odciął się od pewnych czynników, jego wrażliwość na takie widoki gwałtownie podskoczyła. - Może… usiądź na krześle, dobrze…? I… spróbuj ściągnąć górne ubrania… albo odsłoń chociaż całą rękę, podam Ci coś znieczulającego… - Chwycił w palce pustą strzykawkę, ale ostatecznie zacisnął tylko wargi i odłożył ją na miejsce. Obawiał się, że nie uda mu się wkłuć w żyłę i niepotrzebnie sprawi współlokatorowi większy ból. Zamiast tego sięgnął po tabletki i zaraz podsunął je wraz ze szklanką wody.
_________________
postaciowo | theme | #C0C0C0

I will tell you my sins,
and you can sharpen your knife.


Licznik postów fabularnych: 136
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 131

Wysłany: 2017-10-30, 22:13   

Wypadek przy pracy... czasem naprawdę trudno było znaleźć adekwatną nazwę. Czy kiedy tracił nad sobą panowanie, też można to było nazwać "wypadkiem przy pracy"? A kiedy demolował swój pokój w Instytucie? Do tego nie pasowało to określenie, ale Basil jakoś specjalnie nie chciał uwierzyć w istnienie bogów śmierci. Może to i dobrze. Po jakimś czasie żniwiarz przestał nawet próbować mu to wszystko logicznie wytłumaczyć, chociaż chyba w tym nie było żadnej logiki. Wbrew prawom natury wydawała się egzystencja kogoś kto formalnie popełnił samobójstwo. Jak wyjaśnić, że ktoś taki nadal chodzi po świecie, że jego serce nadal bije, że może nadal robić niemalże to samo co człowiek? Ale śmiertelnicy nie byli świadomi tego, że tym światem rządzi coś zupełnie innego od znanych ich schematycznych praw, do których już tak przywykli, że nawet mając do czynienia z czymś wykraczającym poza tą ich wiarę, nie zawsze chcieli to zaakceptować.
Może to i dobrze, że księgarz wciąć tkwi w tym ziemskim rozumowaniu, nie sięgając gdzieś głębiej, może dobrze, że nie ma świadomości. Czasem lepiej nie wiedzieć.
- Taka praca, zdarzają się wypadki. - wymamrotał tylko, przy okazji zaciskając zęby, bo trudno, żeby nie odczuwał bólu w związku z taką raną, moce shinigamich nie są nieograniczone i byli oni wciąż po trochu ludzcy.- Co? Ubezpieczony? - nie, nie miał pojęcia o co chodzi, chyba nawet za śmiertelnika nie trafiła mu się nigdy taka fucha i tak dobroduszny pracodawca, żeby zadbać o ubezpieczenie pracownika, byli po prostu tanią siłą roboczą.- Daj sobie z tym spokój... za dzień, może dwa nie będzie po tym śladu. - odchrząknął i zaczerpnął głębszy oddech, wyjmując rękę spod wody.
Rana rzeczywiście wyglądała paskudnie i równie paskudnie piekła. Było to żrące uczucie, więc ściągał mocno brwi, trzymając się za nadgarstek. Nie raz widział u siebie gorsze obrażenia, poza tym... naoglądał się już tylu różnych uszkodzeń ciała, tyle obrażeń u umierających, że chociaż nie miał zbyt bogatego stażu pracy w swym zawodzie, to już widział co nieco z tej krwawej kategorii.
- Nie ma potrzeby się tym zajmować, nie masz się czym denerwować... tylko owinąć to czymś i spokój. - sam nie widział potrzeby karmić się lekami, zresztą... jakoś średnio przepadał za pakowaniem w siebie tabletek czy innych substancji.
Za to cofnął się z części kuchennej i usiadł przy stole, rękę kładąc na blacie. Jego organizm zaczynał coraz bardziej przyzwyczajać się do uczucia pulsującego bólu, chociaż nigdy nie dało się do tego przywyknąć całkiem. Pokręcił tylko głową gdy współlokator podsunął mu tabletki. Nie będzie się niczym takim faszerował.
- Zawiniesz mi to w coś?
Chociaż nie był wszechmocny, jego ciało aż tak łatwo nie dawało się zniszczyć. I bardzo szybko chciało wrócić do sprawności. Taaa... ktoś nieźle przemyślał ten proceder. Żeby nie za szybko żniwiarz mógł szybko skończyć swoją służbę i po każdym uszkodzeniu czym prędzej wracał do roboty.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Basil Simmons


Rodzina: Adele Simmons - matka; Christopher Cavendish - ojciec
Wiek: 18 jesieni
Znaki szczególne: nosi grubo oprawione okulary o prostokątnym kształcie; miodowe oczy; sztywne ruchy; niewielka, cięta blizna na prawym biodrze; wychudzona postura; pracuje jako księgarz
Ekwipunek: klucze do mieszkania; portfel; szmatka do okularów oraz pokrowiec; melancholia
Poziom życia: 100%
Dołączył: 31 Sie 2015
Posty: 189
Wysłany: 2017-11-03, 12:36   

- Takie wypadki, że możesz zginąć? - Rzucił mu niezadowolone spojrzenie. Rana wyglądała poważnie, była głęboka, nie wiadomo, czy już nie doszło do jakiejś infekcji, w najgorszym razie ręka pójdzie do amputacji. Ale nie, nie rozważajmy od razu najczarniejszych scenariuszy. Powinien zachować chłodny umysł i jak najszybciej zadziałać. Sęk w tym, że emocjonalne tło utrudniało osiągnięcie spokoju.
- Pracujesz na czarno, prawda…? - wymamrotał w odpowiedzi na jego zdziwienie ubezpieczeniem. Niedobrze. Sam dysponował niewielką sumą pieniędzy, ale może… może jak daruje sobie jutro i pojutrze posiłki to wystarczy…?
Potrząsnął głową. Nie czas na takie rozważania.
- Nie jesteś bogiem, żeby traktować takie obrażenie jak zwykłe zadraśnięcie. - Zmarszczył brwi, kompletnie nie pojmując toku rozumowania swojego współlokatora. Dzień lub dwa? To się będzie przecież goić minimum kilka tygodni.
Podwinął rękawy, odsłaniając gładką skórę na przedramionach, i chwycił za bandaże. Nie, najpierw trzeba odkazić. Odłożył je i sięgnął po wodę utlenioną i waciki. Denerwował się i wyraźnie było to widać po jego niepewnych ruchach.
- Wda się zakażenie. Mówiłem. Łatwo coś złapać, jeśli nie jest się ostrożnym… idziemy później do szpitala. - Postanowił, przysuwając się i spoglądając na ranę. - Jesteś nieznośny… - burknął, kiedy ten nie przyjął tabletki, ale nie powiedział nic więcej, bo skupił się na dokładnym przemywaniu rany. Starał się za bardzo nie przyciskać materiału do skóry, by nie sprawić mu większego bólu. Cierpliwie pozbywał się zaschniętej krwi z każdej części skóry, ignorując widok mięśni, który przyprawiał go o drobne nudności. Odrzucił przesiąknięte krwią waciki i zabrał się za bandażowanie ręki. Nie szło to jakoś szczególnie sprawnie, ale na tyle, by zatamować ewentualny krwotok i ochronić ranę przed czynnikami zewnętrznymi.
Wypuścił cicho powietrze i odsunął się, zerkając na swoje splamione krwią palce. Podszedł do umywalki i przemył je pod kranem.
- Na pewno nie chcesz wziąć niczego przeciwbólowego? Szpital jest kawałek stąd.
_________________
postaciowo | theme | #C0C0C0

I will tell you my sins,
and you can sharpen your knife.


Licznik postów fabularnych: 136
 
     
Albert Reeds

Wydz. Żniwiarzy

Wiek: 19/26 lat
Ekwipunek: komplet dziesięciu noży
Kosa śmierci: sierp
Poziom życia: 100%
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 131

Wysłany: 2017-11-04, 22:29   

- To jest praca, której się nie wybiera. - wymamrotał pod nosem, bo w zasadzie jak miał wytłumaczyć, że nawet gdyby chciał zmienić robotę i zostać chociażby stolarzem albo nawet rzeźnikiem czy wykonywać jakikolwiek inny bardziej ludzki zawód musiałby zdezerterować i żyć prawie jak wygnaniec ograniczając sobie możliwość późniejszego osiągnięcia wiecznego spokoju. Jeśli cała historia o odbębnieniu tej pokuty nie była po prostu bajką, ale tak czy inaczej... był przypisany do wykonywania tych samych obowiązków przez całe wieki, bo trudno się spodziewać, że ludzie nagle przestaną umierać.
- W zasadzie... to na swój sposób legalne. - pojęcia nie miał jak to skomentować.- Jestem... prawie. Może nie dosłownie, ale częściowo... w jakiś sposób... bogiem. - skrzywił się pod nosem, nie uznając, że to jest coś czym trzeba się chwalić czy coś z czego trzeba być dumnym.
Dla zwykłego księgarza mogło to brzmieć jak urojenia. Urojenia kogoś kto miał bujną wyobraźnię i zmyślił nie wiadomo w jakim celu mało przekonującą historyjkę. Dla niego samego też brzmiało to trochę jak opowieść z zupełnie innej rzeczywistości. Coś co przecież nigdy go nie dotyczyło i pewnie czego nigdy nie wyobrażał sobie, że stanie się częścią. Taka mało śmieszna bajka na dobranoc.
Zmrużył zielone ślepia. Jego wzrok spokojnie śledził ruchy księgarza. On nie lubił bawić się bandażami. Zawsze je jakoś dziwnie zamotał, prędzej sam się w nich zaplątał niż sensownie opatrzył ranę.
- Miałeś już z tym doświadczenie? - zapytał od niechcenia nie ruszając się z miejsca, by nie utrudniać mu pracy.- Może powinieneś zostać lekarzem, a nie księgarzem... - mimo bólu, jego wargi drgnęły nawet nieznacznie ku górze gdy określono go mianem "nieznośnego".- Wiesz, że w twoich ustach to nawet słodko brzmi? - gdyby nie to piekące uczucie częściowo hamujące inne reakcje, pewnie by się teraz zaśmiał.- Żadne tabletki, żaden szpital... - pokręcił głową i skinięciem głowy wskazał mu na miejsce obok siebie.- Siadaj, pokażę ci coś.
Przesuwał zdrową ręką po kawałku skóry poniżej bandaża jakby to miało zmniejszyć drażniące uczucie bólu. Szczęśliwie jego organizm trochę stępił wrażenia, ale nadal mu to doskwierało. Jutro już pewnie będzie lepiej, pojutrze może nawet nie będzie już po tym śladu. To przecież nic takiego. Zdarzały mu się i pewnie będą zdarzać gorsze wypadki.
_________________


But oh, God,
I feel I've been lied to
Lost all faith in the things
I have achieved

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Fairy Tail Path Magician



Bleach OtherWorld

Dragon Ball New Generation Reborn



Vampire Knight


Król Lew















Image and video hosting by TinyPic

Rainbow RPG

























Silver Baner

Vampire Diaries











SnM: Naruto PBF



Luciferum zaprasza!





Ningyo

On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 0,99 sekundy. Zapytań do SQL: 11