Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Uczestników eventu Sekta zapraszamy tutaj! Wciąż można się zapisywać!



POSZUKIWANIA
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Czarny Szermierz, Afuro Aphrodi Terumi i Zeno Hen poszukują różnych relacji.
► Wasil poszukuje ochotnika do sesji.
► Mark poszukuje przyjaznej duszyczki.

Listopad 1889r.
Deszcz, pochmurne niebo i porywiste wiatry będą towarzyszyć nam niemal codziennie. Temperatura będzie wynosić maksymalnie 7'C w dzień, w nocy zaś 2'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Gabinet panicza
Autor Wiadomość
Alois Trancy

Hrabia

Rodzina: Luca - prawdopodobnie jedyny członek jego rodziny lub po prostu przyszywany brat
Wiek: 14 wiosen rozkapryszenia i smutku
Znaki szczeg?lne: Znak faustowski na języku, złoty pierścień z czerwonym oczkiem
Kontrakt z: Claude Faustus ( zazdrośni? )
Poziom ?ycia: 90% przez małe głupstwa
Dołączył: 04 Wrz 2017
Posty: 40
Skąd: Arachnohill
Wysłany: 2017-09-08, 18:15   Gabinet panicza
   Multikonta: Grell Sutcliff
 




Gabinet, jak gabinet. W ko?cu ka?dy hrabia powinien mie? miejsce,
w kt?rym przyjdzie mu wype?nia? te wszystkie nudne papiery.


 
 
     
Alois Trancy

Hrabia

Rodzina: Luca - prawdopodobnie jedyny członek jego rodziny lub po prostu przyszywany brat
Wiek: 14 wiosen rozkapryszenia i smutku
Znaki szczeg?lne: Znak faustowski na języku, złoty pierścień z czerwonym oczkiem
Kontrakt z: Claude Faustus ( zazdrośni? )
Poziom ?ycia: 90% przez małe głupstwa
Dołączył: 04 Wrz 2017
Posty: 40
Skąd: Arachnohill
Wysłany: 2017-09-18, 23:58   
   Multikonta: Grell Sutcliff
 

Nie min??o du?o czasu, a m?odemu hrabi zacz??o si? nudzi?. Z regu?y dosy? szybko zdarza?o mu si? traci? zainteresowanie, jednak tym razem nast?pi?o to w rekordowym tempie. Panicz rodziny Trancy ledwo co zd??y? obej?? posiad?o??, zagl?daj?c we wszystkie, dobrze sobie znane zakamarki, kiedy uczucie znu?enia zaatakowa?o jego umys?, przez co zaniecha? dalszych spacer?w, ko?cz?c w gabinecie.
Siedzia? na blacie biurka - dlaczego? Bo tak. Bo mu by?o wolno, bo tak? mia? ochot?, bo krzes?o wydawa?o mu si? tak samo nudne, jak zachowanie jego kamerdynera w ostatnich dniach. Alois chcia?by pozna? swojego lokaja. Czu? si? nieswojo, maj?c go tak blisko i jednocze?nie nie wiedz?c, kim tak naprawd? by?. Albo kim m?g?by by?, gdyby zrzuci? t? obrzydliw? mask? oboj?tno?ci. Kiedy? mu j? zerwie. Chocia? mia?by to zrobi? razem ze sk?r?, zerwie j? i zobaczy jego prawdziwe "ja". By?y ku temu jednak dwie przeszkody. Pierwsza to jego pozornie niemo?liwa do z?amania cierpliwo??, a druga to strach, ?e prawdziwy Claude nie b?dzie taki, jakim go sobie wyobrazi?.
By? z?y - z?y na demona. Z?y, ?e zostawi? go samemu sobie, z?y, ?e nie odwo?a? lekcji francuskiego, chocia? panicz jasno o tym wspomina?. Z?y, ?e... ?e nie by? traktowany tak, jak sobie wymarzy?. ?zy zal?ni?y niebezpiecznie w b??kitnych oczach, kiedy ch?opiec otwiera? szuflad? przy biurku. Wra?liwo?? to wada. Zdecydowanie. Wada, kt?ra zwodzi?a z pierwotnie obranej drogi, przez co ludzie zapominali, co tak naprawd? pragn?li osi?gn??. Ludzie wra?liwi byli s?absi, a s?abo?? w tych czasach to ?mier?. Alois nie mia? zamiaru godzi? si? na ni? dobrowolnie. Musia? wyzby? si? wszelkiej wra?liwo?ci, jaka w nim jeszcze by?a. "Po trupach do celu" - powiedzia? kiedy? kto? m?dry. Wra?liwo?? jedynie hamowa?a, oddalaj?c od tego celu i sprawiaj?c, ?e cz?owiek sta? w miejscu. Z ufno?ci? by?o tak samo. Tak samo wadzi?a, tak samo za?lepia?a oczy. M?ody hrabia podarowa? swoje zaufanie ju? wielu niew?a?ciwym osobom i z pewno?ci? wielu jeszcze je podaruje. Z ufno?ci? mia? najwi?kszy problem, poniewa? ta nadal w nim siedzia?a. Jak wra?liwo?ci pozby? si? bez ?adnych skrupu??w, tak zaufanie trzyma?o si? go niczym kula u nogi skazanego. Mo?e dzia?o si? tak dlatego, ?e pragn?? ufa?? ?e pragn?? mie? kogo?, komu m?g?by zaufa? w stu procentach? ?e pragn??, aby Claude taki by?... Czasami nadal nie wiedzia? czy powinien mu ufa?, a mimo tego by? wierny jego decyzjom, zupe?nie jakby to demon by? jego panem.
Srebro zata?czy?o pomi?dzy palcami ch?opca, gdy wyjmowa? no?yk do list?w z szuflady biurka. Pozornie niegro?ny przedmiot, z kt?rym cz??ciej obcowa?a s?u?ba, ni?eli pan. Teraz jednak to pan go dzier?y?, maj?c w g?owie m?tlik, przez co nie my?la? o konsekwencjach.
- Claude... b?dziesz m?j. Bardziej, ni? jeste? teraz. Musisz by? m?j... - ?za przyozdobi?a szlachecki policzek, podczas gdy Alois uni?s? dr??c? r?k? i przejecha? ostrzem po nadgarstku. No?yk do otwierania list?w okaza? si? jednak zbyt t?py, aby rozerwa? ludzk? sk?r?, dlatego panicz przygryz? doln? warg?, pr?buj?c raz jeszcze - tym razem nieco mocniej. Ch??d srebra rozdar? materia? jego koszuli, kt?ra szybko straci?a swoj? biel na rzecz szkar?atnej czerwieni, tymczasem ostrze wypad?o spomi?dzy roztrz?sionych palc?w i uderzy?o z cichym brzd?kni?ciem o pod?og?. Fa?szywa, szlachecka krew, kropla po kropli, kapa?a na drogie drewno, w czasie gdy sam szlachcic poblad? na twarzy, a kiedy zda? sobie spraw? z tego, co przed chwil? zrobi?, zacz?? krzycze?, osuwaj?c si? z biurka. Ju? sporo os?b musia?o odej??. Po prostu, musia?o. Bo tak sobie za?yczy?. Zaskakuj?ce, jak ?atwo by?o mu podejmowa? takie decyzje... Ka?dy, kto stan?? mu na drodze, musia? odej??. Gdy masz demonicznego lokaja, wszystko wydaje si? takie proste, jednak takie nie jest. To tylko pozory. M?ody hrabia najwi?cej po?wi?ci? z samego siebie. Czy jego cia?o b?dzie jeszcze takie, jak kiedy??
_________________




claude please don't leave me !
don't leave me alone !


 
 
     
Claude Faustus

Lokaj

Wiek: nieokreślony
Znaki szczeg?lne: wyższy niż Sebastian i zdecydowanie lepszy kamerdyner
Ekwipunek: złote sztućce
Kontrakt z: Alois Trancy
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 06 Wrz 2017
Posty: 18
Wysłany: 2017-09-20, 13:54     

Demon nie otrzyma? nawet sposobno?ci do pomy?lenia o nudzie, przechodz?c od jednego do drugiego pokoju, by dopilnowa? porz?dku. Demoniczny s?uch wy?apywa? niemal ka?de posuni?cie panicza, w tym g?osy jego nauczycieli, dlatego mia? pewno??, ?e pojawi? si? na zaj?ciach z j?zyka francuskiego mimo okazanej rano awersji. Pos?a? s?u??cych do miasta w celu zakupu produkt?w potrzebnych do obiadu, a kiedy wr?cili, zaj?? si? przygotowaniem wykwintnego posi?ku i chocia? nie musia? si? z tym zajmowa? tak wcze?nie, lubi? zapobiega? ewentualnym op??nieniom czy po?piechowi przez losowe incydenty. Na dzi? wybra? filety z kurczaka w sosie pomidorowym z oliwkami i tart? mozzarell?.
Problem pojawi? si? podczas pisania sprawozda? w sk?adanych wnioskach. W?a?ciwie wyczu? ten problem jeszcze zanim przera?liwy krzyk odbi? si? od ?cian cichej posiad?o?ci. Nie s?dzi?, by sta?o za tym prawdziwe zagro?enie, s?ysza? bowiem tylko jedno ludzkie bicie serca, a intruzi z pewno?ci? nie mieliby szansy wtargn?? niezauwa?eni do ?rodka. Nie znaczy?o to jednak, ?e m?g? pozwoli? sobie na zignorowanie tej sytuacji i powr?t do dokument?w. Poprawi? okulary na nosie, od?o?y? pi?ro i z?o?y? papiery w ca?o??, po czym wsta? od biurka i uda? si? do gabinetu panicza, sk?d dociera? do niego delikatny zapach ?wie?ej krwi.
Nie puka?. Wkroczy? pewnie do ?rodka, obrzucaj?c badawczym spojrzeniem drobn? postur? siedz?c? pod biurkiem. Nie zastanawia? si? nad przyczyn? krzyk?w, zwykle sta? za tym b?ahy i nieszkodliwy pow?d, Alois potrafi? wyolbrzymia? ka?d? drobnostk?. B?d? co b?d? tym razem uda?o mu si? sprawi?, ?e na twarzy demona odmalowa?a si? przelotna emocja – ciemne brwi unios?y si? odrobin? na widok zakrwawionego nadgarstka. Nie uwa?a? swego pana za wielce silnego pod wzgl?dem psychicznym, o czym ?wiadczy?a jego wra?liwo?? i napady histerii, ale nie s?dzi? r?wnie?, ?e jest sko?czonym s?abeuszem. To on mia? by? jego si??. Ale co znaczy?o celowe uszkadzanie w?asnego cia?a? Pierwsza my?l, jaka pojawi?a si? w g?owie kamerdynera, podsuwa?a ryzyko w postaci samob?jstwa. Rzecz jasna ten wybryk m?g? ci?gn?? za sob? inne przyczyny – ciekawo??, nap?yw negatywnych emocji, pr?b? zwr?cenia na siebie uwagi, niekoniecznie bezpo?rednie targni?cie si? na ?ycie. Mimo to powinien uwa?a?, by jego dusza nagle nie uciek?a, bezpowrotnie staj?c si? jednym ze ?niwiarzy. By?oby to bolesnym marnotrawstwem, zw?aszcza za wszystkie wysi?ki w?o?one w zmian? biednej sieroty w szanownego hrabiego.
Podszed? spokojnie bli?ej i ukl?kn?? na jedno kolano przed ch?opcem, po czym si?gn?? jego zranionej r?ki.
Co si? sta?o, panie? – Zatuszowa? dezaprobat? w g?osie. Ostro?nie podwin?? brudny r?kaw koszuli, by ods?oni? przeci?t? sk?r?, z kt?rej wci?? wolno s?czy?a si? szkar?atna krew.
_________________
day into night, sugar into salt,
living to dead and dark blue into GOLD

 
     
Alois Trancy

Hrabia

Rodzina: Luca - prawdopodobnie jedyny członek jego rodziny lub po prostu przyszywany brat
Wiek: 14 wiosen rozkapryszenia i smutku
Znaki szczeg?lne: Znak faustowski na języku, złoty pierścień z czerwonym oczkiem
Kontrakt z: Claude Faustus ( zazdrośni? )
Poziom ?ycia: 90% przez małe głupstwa
Dołączył: 04 Wrz 2017
Posty: 40
Skąd: Arachnohill
Wysłany: 2017-09-22, 00:33   
   Multikonta: Grell Sutcliff
 

Krew. Krew by?a wsz?dzie - na jego d?oniach, na jego koszuli, na twarzy. Pomazana krwi? pod?oga i fragment ?ciany. Nas?czony krwi?, du?y, prostok?tny dywan, kt?ry teraz sta? si? ciemno-brunatny. Kiedy? by? zielony, ale ju? nigdy taki nie b?dzie. Niegdy? bia?y r?kaw szlacheckiej koszuli, teraz b?yszcza? czerwieni?. Kl?cza? w krwi. Nie mia? poj?cia, ?e krew mog?a by? tak czerwona, tak jasnoczerwona... Wielkie, rozproszone kropelki krwi, niczym maki. By?y pi?kne jak wiosenny dzie?, sp?dzany na s?onecznej ??ce pod lasem... Do wiosny jeszcze daleko. Jego sk?ra zrobi?a si? zimna i bia?a - bia?a jak ?nieg... jak zima. Zima b?dzie trwa? wiecznie. Absurdalna my?l, dlaczego zima mia?a trwa? wiecznie?
Musi co? zrobi?, ?eby usun?? t? krew, to morze krwi, te czerwone, bezkresne, purpurowe fale, ceglastoczerwone grzbiety piany, te perliste barwy. Przecie? Claude nie mo?e si? o tym dowiedzie?! Dopiero teraz Alois zda? sobie spraw? jak mizernym b?dzie w oczach demona. Wszystko to kr??y?o w jego g?owie - jak d?ugo ju? tak kl?cza?? Czerwie? zaczyna wysycha?, pozostawia? ?lady i krzepn??, traci? urod?. Maki wi?dn?, bledn?c jak s?owa, kiedy zapisuje si? je na kartce. M?ody panicz zamkn?? oczy. We? si? w gar??. Skoncentruj si?. Co teraz trzeba zrobi?? Co najpierw? Co jest najwa?niejsze? Najwa?niejsze jest to, ?eby nikt si? nie dowiedzia?. A zw?aszcza lokaj.
R?czniki. Potrzebne mu b?d? r?czniki. I woda... i ?cierka... Zacieki na ?cianie trudno b?dzie zmy?, to samo z pod?og? - czerwie? pozostanie w szparach mi?dzy deskami. Czy kto? to zauwa?y? Jego paznokcie maj? ciemne obw?dki. Szczotka. Wyszoruje je tak, ?e a? d?onie si? zaczerwieni?, ale zaczerwieni? si? jak?? inn? czerwieni?, czerwieni? ciep?? i ?yw?, tak? sprawiaj?c? b?l. A Claude o niczym si? nie dowie. Odwr?ci wzrok... przecie? zawsze go odwraca?. Tak go "wychowywa?" – z odwr?conym wzrokiem. Jednak to wszystko by?o jedynie przelotn? my?l?. Planem, kt?ry nigdy nie dojdzie do skutku. Hrabia by? w ko?cu coraz s?abszy, zbyt s?aby, aby wsta?, co dopiero zmy? t? ca?? krew i pozby? si? dowod?w. Poza tym... czy on kiedykolwiek co? sprz?ta?? Prawdopodobnie nawet nie wiedzia?, jak to si? robi.
Spa?... Tak bardzo by? w tej chwili senny. Bezw?adna g?owa nagle sta?a si? dziwnie ci??ka, a ka?dy ruch ch?opca zdawa? si? coraz bardziej ot?pia?y, w rytm traconej przez niego krwi. Opar? si? o nog? od biurka, szukaj?c w niej swojej ostatniej nadziei i w?a?nie wtedy do gabinetu wszed? lokaj. Ostatkiem si? Alois zaczarowa? go b??kitem niebieskich oczu, ale by? to jaki? inny b??kit - pusty b??kit. Na jego ustach wykwit? s?aby u?miech.
Przyszed?e?... — Wyszepta?, przezwyci??aj?c chrypk?, kt?ra osiad?a na jego gardle. — Troch?... troch? si? ubrudzi?em...
_________________




claude please don't leave me !
don't leave me alone !


 
 
     
Claude Faustus

Lokaj

Wiek: nieokreślony
Znaki szczeg?lne: wyższy niż Sebastian i zdecydowanie lepszy kamerdyner
Ekwipunek: złote sztućce
Kontrakt z: Alois Trancy
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 06 Wrz 2017
Posty: 18
Wysłany: 2017-09-23, 20:29     

Zapach niedawno rozlanej krwi dra?ni? czu?y nos demona, zdradzaj?c kryj?cy si? za tym posmak duszy. Duszy, kt?ra nale?a?a wy??cznie do niego. Kontrakt jasno wytycza? zasady, jakie rz?dzi?y relacj? fa?szywego kamerdynera oraz fa?szywego hrabi – cen? za spe?nienie dzieci?cego ?yczenia by?o oddanie wa?nej cz??ci swojej osoby. Cz?owiek nie m?g? istnie? bez cia?a b?d? duszy, a to drugie zosta?o spisane na straty w niedalekiej przysz?o?ci przez plotki rozpowiadane mi?dzy ofiarami niedoli. Diabe? nie m?g? (a przynajmniej nie powinien) odbiera? nagrody za sw?j wysi?ek, nim faktycznie si? nie urzeczywistni w postaci satysfakcji kontrahenta, ale wci?? istnia?o ryzyko, ?e do konsumpcji wcale nie dojdzie, wszystko win? czynnik?w zewn?trznych jak codziennie zagro?enia ze strony ludzkich s?abo?ci czy innych, wyg?odnia?ych demon?w. Kto by si? spodziewa?, ?e wr?g zaatakuje od ?rodka? Ukr?cenie karku takiemu przeciwnikowi stawa?o si? niemo?liwe.
Zawsze przychodz?. – Odpar? ze stoickim spokojem, mimo widoku kiepskiego stanu swego pana. Z m?odzie?czej twarzy powoli zanika?y kolory, ust?puj?c miejsca blado?ci, a spojrzenie utraci?o charakterystycznych blask. Nie dostrzega? w nim nawet zwyczajowego rozkapryszenia. – Pr?buje panicz wzbudzi? we mnie przykre emocje? – ?renice otoczone z?otymi t?cz?wkami wpatrywa?y si? przenikliwie znad szkie? okular?w w s?siedni? twarz, a odbija?a si? w nich przede wszystkim cierpliwo??. – Prosz? nast?pnym razem bardziej na siebie uwa?a?. – Doda? od razu, jakby wcale nie oczekiwa? odpowiedzi na zadane pytanie.
Prze?lizgn?? wzrokiem po trzymanej d?oni, z kt?rej leniwie skapywa?y drobinki krwi. Ubrudzony dywan, ubrudzona koszula, nawet na ?cianie zalega?y plamy. Praca lokaja nigdy si? nie ko?czy, wolny czas nie istnieje, a ju? z pewno?ci? nie przy tak problematycznym podopiecznym. Teraz jednak nie wystr?j by? istotny. Naci?cie nie prezentowa?o si? nader powa?nie, niemniej w przypadku ?miertelnik?w powinno zachowywa? si? szczeg?ln? ostro?no??. Zwyk?e zaka?enie mog?o doprowadzi? do ich zgonu. Przyci?gn?? zranion? r?k? bli?ej, do swoich ust, na moment odsuwaj?c na bok rol? perfekcyjnego s?ugi, bowiem to demoniczny instynkt popchn?? go ku nast?pnym poczynaniom. D?ugi j?zyk wysun?? si? z rozchylonych warg i zetkn?? si? z g?adk? sk?r?, po czym zacz?? zlizywa? z niej posok? – najwygodniejszy spos?b na wyczyszczenie przerwanej tkanki bez obaw o wdanie si? infekcji. ?lina demon?w nie przenosi?a ?adnych zarazk?w. Poza tym… mia? okazj? pobudzi? w sobie apetyt.
_________________
day into night, sugar into salt,
living to dead and dark blue into GOLD

 
     
Alois Trancy

Hrabia

Rodzina: Luca - prawdopodobnie jedyny członek jego rodziny lub po prostu przyszywany brat
Wiek: 14 wiosen rozkapryszenia i smutku
Znaki szczeg?lne: Znak faustowski na języku, złoty pierścień z czerwonym oczkiem
Kontrakt z: Claude Faustus ( zazdrośni? )
Poziom ?ycia: 90% przez małe głupstwa
Dołączył: 04 Wrz 2017
Posty: 40
Skąd: Arachnohill
Wysłany: 2017-09-25, 01:13   
   Multikonta: Grell Sutcliff
 

Oczywi?cie, ?e przyszed?... Zawsze przychodzi?. Zawsze, niezale?nie od swojej w?asnej woli czy wykonywanej w r?wnoleg?ym czasie czynno?ci. Czy lokaj tego chcia?, czy te? nie, wo?anie jego pana sta?o zawsze na piedestale utkanych obowi?zk?w. Czasami nawet, Claude by? zmuszony przesun?? godzin? obiadu o kilka minut, z czego p??niej ch?opiec bywa? niesamowicie zadowolony, zupe?nie jakby nie zrobi? tego specjalnie. I tak by?o dzie? w dzie?, od zawsze. Ich nieko?cz?ca si? historia zatacza?a ko?o, czasem wydaj?c si? niemoralnie monotonn?, jednak Alois nale?ycie pilnowa?, aby tak si? nie dzia?o. Dzie? w dzie?, demon by? na ka?de zawo?anie, co paradoksalnie nie powinno by? godne jego istnienia. Marionetka, rozkazuj?ca swojemu stw?rcy. Lalka, steruj?ca aktorem, kt?ry ni? porusza. Jednak demony mia?y swoj? dum? - zw?aszcza takie, jak Claude - widz?c t? sytuacj? od zupe?nie innej strony. Kontrahent wcale nie sprawowa? w?adzy w tym chorym duecie. Nie - on jedynie odgrywa? rol? pana, w rzeczywisto?ci b?d?c lepkim, niczym glina, wyrabiana przez samego diab?a. I to by?a prawda - przez ca?y ten czas to Alois nabiera? takich kszta?t?w, jakich chcia? nada? mu jego kamerdyner, pomimo, ?e dla osoby z zewn?trz wygl?da?o to inaczej. A? do dzisiaj... Do dnia, w kt?rym ch?opiec zrobi? co?, czego Claude nie planowa?, czego nie przewidzia?. Zaskoczy? go, uda?o si?. Uda?o, chocia? panicz by? zbyt roztrz?siony, aby to zauwa?y?. Ten b?ahy, ledwo widoczny moment, w kt?rym na twarzy jego kamerdynera co? si? zadzia?o, czy on rzeczywi?cie istnia?? Prawdopodobnie tak, jednak na widok w?asnej krwi, m?ody hrabia spanikowa?, zapominaj?c o swoim pierwotnym celu. Teraz jednak ?w cel powoli do niego wraca?, krok po kroku, zupe?nie jakby s?ysza? go gdzie? z oddali, jakby by? istnieniem, zmierzaj?cym w jego kierunku. Chcia? sprowokowa? demona. Chcia? sprawi?, aby ten, ogarni?ty strachem o jego ?ycie, zacz?? traktowa? go tak, jak ch?opiec sobie wymarzy?. Jednak Alois by? z natury dosy? naiwnym dzieckiem, dlatego te? my?l, ?e ten spos?b zadzia?a, zdawa? si? r?wnie irracjonalny, jak on sam. Chocia? istnia?o te? prawdopodobie?stwo, ?e gdzie? w g??bi serca, gdzie?, gdzie nawet hrabia nie si?ga?, wiedzia? doskonale, ?e Claude nie uwierzy w jego pr?b? zab?jstwa.
Zapach spokoju, wychwyconego z g?osu kamerdynera, i jemu pozwoli? si? uspokoi?. Czu? przy sobie drugie cia?o. Blisko. Cia?o tego, kt?rego zadaniem by?o opiekowa? si? i chroni? jego istnienie a? do samego ko?ca. Spok?j Aloisa nie trwa? jednak d?ugo - nie, gdy Claude znalaz? si? jeszcze bli?ej. Nie, gdy uj?? jego r?k?. Nie, gdy zauwa?y? j?zyk, wysuwaj?cy si? z tych zastyg?ych ust. Serce ch?opca zabi?o szybciej, gdy poczu? jak wilgotny mi?sie? styka si? z jego ran?. Westchn??. Nie bola?o tak, jak podejrzewa? - by? mo?e przez emocje, by? mo?e przekroczy? ju? pr?g b?lu. Panicz patrzy? oniemia?y na swojego s?ug?, nie odrywaj?c od niego wzroku. Westchn?? cicho, wyczuwaj?c jak demon zlizywa? jego krew. Czy by?o mu wolno? Nie to si? teraz dla Aloisa liczy?o. Teraz by? tylko on, tylko lokaj i poczucie, ?e jednak warto by?o zaryzykowa?.
_________________




claude please don't leave me !
don't leave me alone !


 
 
     
Claude Faustus

Lokaj

Wiek: nieokreślony
Znaki szczeg?lne: wyższy niż Sebastian i zdecydowanie lepszy kamerdyner
Ekwipunek: złote sztućce
Kontrakt z: Alois Trancy
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 06 Wrz 2017
Posty: 18
Wysłany: 2017-09-30, 11:39     

Smak brudnej krwi dzia?a? na jego zmys?y, wyostrza? apetyt, ale do bezpiecznej granicy, tak samo jak smakosze pozwalali sobie zapoznawa? si? z daniem jedynie poprzez kusz?cy zapach. By? ?wiadomy, ?e blisko??, na jak? obecnie pozwoli?, to czyn zuchwa?y wobec swego pana, jednak zna? go na tyle dobrze, by m?c przypuszcza?, jak zareaguje. Alois zwsze pragn?? kontaktu fizycznego, sam go inicjowa?, dlatego lokaj w?tpi? w odrzucenie swoich poczyna?. Nie mia? na uwadze skrzywdzenia czy sprowokowania ch?opca, wr?cz przeciwnie, zajmowa? si? dok?adnie ran? w „trosce” o uchronienie s?abego zdrowia przed negatywnymi konsekwencjami poci?cia si? no?em do list?w. S?uch demona wy?apa?, jak bole?nie serce drugiego obija?o si? o ?ebra w przyp?ywie adrenaliny.
Kiedy miejsce skaleczenia zosta?o wyczyszczone, a krew przesta?a tak intensywnie s?czy? si? z ?y?, odchyli? g?ow? i przesun?? ko?cem j?zyka po dolnej wardze, na kt?rej zosta?a resztka czerwonej plamy. Dopiero w?wczas utkwi? pozornie beznami?tny wzrok w twarzy blondyna, cho? kry? si? za nim cie? zainteresowania.
Prosz? na moment wybaczy?, p?jd? po banda?e. – Poinformowa?, prostuj?c si? na nogach, a jego uwag? przyci?gn?? le??cy niedaleko przedmiot, winowajca tej sytuacji. Si?gn?? po niego d?oni?, zaciskaj?c palce na r?koje?ci, po czym wyszed? z pomieszczenia bez ogl?dania si? na pozostawionego m?odzie?ca.
Uda? si? po apteczk?, po drodze wysy?aj?c trojaczki do kuchni, skoro sam nie m?g? zaj?? si? przygotowaniem obiadu. Mia? wa?niejsze sprawy na g?owie, nikt nie zast?pi go w tej kwestii. No?yk do list?w umy? i schowa? do odpowiedniej szuflady, by po kilku minutach wr?ci? z podr?czn? pomoc? medyczn? do gabinetu.
_________________
day into night, sugar into salt,
living to dead and dark blue into GOLD

 
     
Alois Trancy

Hrabia

Rodzina: Luca - prawdopodobnie jedyny członek jego rodziny lub po prostu przyszywany brat
Wiek: 14 wiosen rozkapryszenia i smutku
Znaki szczeg?lne: Znak faustowski na języku, złoty pierścień z czerwonym oczkiem
Kontrakt z: Claude Faustus ( zazdrośni? )
Poziom ?ycia: 90% przez małe głupstwa
Dołączył: 04 Wrz 2017
Posty: 40
Skąd: Arachnohill
Wysłany: 2018-08-28, 23:24   
   Multikonta: Grell Sutcliff
 

Nie odtr?ci? go, nie teraz. Nie ?mia?by odepchn?? lokaja, akurat gdy ten zainicjowa? czyn tak nieoczekiwany, ale i upragniony zarazem. Panicz wpatrywa? si? we w?asn? ran?, nadal czuj?c na niej ciep?y j?zyk, kt?ry przyprawi? drobn? pier? o szybsze bicie serca. Wi?cej. Alois nigdy go takim nie widzia?; nigdy nie mia? krzty okazji, aby go takim ogl?da?, ?akn?wszy tego egzotycznego doznania coraz bardziej i coraz zach?anniej. Wi?cej, tak. Jakie? to by?o niegodne dla kogo? o jego pozycji! Niepoprawne. Brudne wr?cz. By? mo?e w?a?nie dlatego wnet drobnym cia?em pocz??o targa? pragnienie od dawna dzielnie uciszane, jak gdyby d?u?ej ju? wytrzyma? nie mog?c.
❛ Splugaw mnie, Claude. ❜ zdawa?o si? m?wi? jego czujne spojrzenie. B?l nieoczekiwanie min??, b?d?wszy zbyt s?abym przy narastaj?cej ekscytacji panicza, tak wstydliwej i upragnionej tak bardzo. Mimo tego Alois nie odwa?y? si? powiedzie? niczego wi?cej, chocia? r?wnie dobrze, targany emocjami, m?g? po prostu zbyt p??no zareagowa?, gdy? w momencie, w kt?rym drobna pier? na powr?t odzyska?a oddech, lokaj sta? ju? przy drzwiach po drugiej stronie gabinetu. Chyba nawet co? m?wi?, jednak przej?te cia?o nie reagowa?o na tak proste bod?ce, przez co ch?opiec zwyczajnie go nie s?ysza?. Dopiero stukni?cie drzwi zasygnalizowa?o opuszczenie pomieszczenia przez demona; w tym czasie w?a?nie Alois, otrz?sn?wszy si? ze zdumienia, przystawi? nadgarstek tak blisko oczu, jak si? tylko da?o, aby po chwili zobaczy?, ?e przy ranie nie osta?a si? ani kropla krwi. Tch?rzliwa kreska, kt?r? sobie wyci??, by?a czysta; jedynie odrobin? poszarpana, dowodz?c i? wielka niepewno?? targa?a d?oni? w trakcie czynu. Jednak by?o warto. Ciche westchni?cie wydosta?o si? z ch?opi?cych ust, kiedy tylko hrabia zauwa?y? jak jego sk?ra delikatnie b?yszcza?a pod ?wiat?o, pozostawiwszy cienk? warstw? ?liny po ciep?ym j?zyku.
━━ Claude... ━━ Szepn?? t?sknie akurat w momencie, w kt?rym lokaj na powr?t wszed? do pomieszczenia, przyni?s?szy ze sob? zestaw banda?y. P?uca ch?opca wyda?y zdawkowe sapni?cie, przez co ten okaza? si? zniech?cony ju? na sam widok, jednak sine od utraty krwi usta nie wypu?ci?y ?adnego niepo??danego komentarza. Zamiast tego Alois siedzia? nieco skulony, z dziwnym b?yskiem gdzie? w b??kitnych t?cz?wkach, jak gdyby emocje w dalszym ci?gu kurczowo trzyma?y to drobne cia?o w stanie ekscytacji. Mo?e szoku? Tymczasem ranna r?ka le?a?a bezw?adnie na udach ch?opca, on za? zdawa? si? nie spuszcza? spojrzenia z demonicznej sylwetki, tak bardzo w tej chwili upragnionej. U?miechn?? si?. Gdy poczu?, ?e w?a?ciwie dane mu dzisiaj ?wi?towa? swoj? prywatn? victori?, u?miech samoistnie pojawi? si? na zm?czonej twarzy, sprowokowawszy w ch?opcu cichy chichot.
━━ Jak smakuje moja krew, Claude? By?a dobra?
_________________




claude please don't leave me !
don't leave me alone !


 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
 



Fairy Tail Path Magician



Bleach OtherWorld

Dragon Ball New Generation Reborn



Vampire Knight


Król Lew















Image and video hosting by TinyPic

Rainbow RPG



















Vampire Diaries





SnM: Naruto PBF





www.zmiennoksztaltni.wxv.pl











Eclipse



over-undertale





Northland Highschool

AbsitOmen


On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 3,49 sekund. Zapytań do SQL: 11