Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Zapraszamy do udziału w przedstawieniu Romeo i Julia! Zapisy w tym temacie!

POSZUKIWANIA
► Basil poszukuje skrzypkowego konkurenta, nachalnego klienta i innych powiązań.
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Rikuo poszukuje ochotnika do sesji.
► Eliot poszukuje znajomości, wroga.
► Anne poszukuje arystokraty, demona, anioła, demonicznego zwierzęcia i ojca..

Sierpień 1889r.
Nad Londynem gorąca aura sprzyja gwałtownym, letnim burzom z silnymi wyładowaniami. Temperatura będzie wynosić ok. 28'C w dzień, w nocy zaś 16'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Gabinet panicza
Autor Wiadomość
Alois Trancy

Hrabia

Rodzina: Luca - prawdopodobnie jedyny członek jego rodziny lub po prostu przyszywany brat
Wiek: 15 wiosen rozkapryszenia i smutku
Znaki szczególne: Znak faustowski na języku, złoty pierścień z czerwonym oczkiem
Kontrakt z: Claude Faustus ( zazdrośni? )
Poziom życia: 90% przez małe głupstwa
Dołączył: 04 Wrz 2017
Posty: 34
Skąd: Arachnohill
Wysłany: 2017-09-08, 18:15   Gabinet panicza
   Multikonta: Grell Sutcliff
 




Gabinet, jak gabinet. W końcu każdy hrabia powinien mieć miejsce,
w którym przyjdzie mu wypełniać te wszystkie nudne papiery.


 
 
     
Alois Trancy

Hrabia

Rodzina: Luca - prawdopodobnie jedyny członek jego rodziny lub po prostu przyszywany brat
Wiek: 15 wiosen rozkapryszenia i smutku
Znaki szczególne: Znak faustowski na języku, złoty pierścień z czerwonym oczkiem
Kontrakt z: Claude Faustus ( zazdrośni? )
Poziom życia: 90% przez małe głupstwa
Dołączył: 04 Wrz 2017
Posty: 34
Skąd: Arachnohill
Wysłany: 2017-09-18, 23:58   
   Multikonta: Grell Sutcliff
 

Nie minęło dużo czasu, a młodemu hrabi zaczęło się nudzić. Z reguły dosyć szybko zdarzało mu się tracić zainteresowanie, jednak tym razem nastąpiło to w rekordowym tempie. Panicz rodziny Trancy ledwo co zdążył obejść posiadłość, zaglądając we wszystkie, dobrze sobie znane zakamarki, kiedy uczucie znużenia zaatakowało jego umysł, przez co zaniechał dalszych spacerów, kończąc w gabinecie.
Siedział na blacie biurka - dlaczego? Bo tak. Bo mu było wolno, bo taką miał ochotę, bo krzesło wydawało mu się tak samo nudne, jak zachowanie jego kamerdynera w ostatnich dniach. Alois chciałby poznać swojego lokaja. Czuł się nieswojo, mając go tak blisko i jednocześnie nie wiedząc, kim tak naprawdę był. Albo kim mógłby być, gdyby zrzucił tę obrzydliwą maskę obojętności. Kiedyś mu ją zerwie. Chociaż miałby to zrobić razem ze skórą, zerwie ją i zobaczy jego prawdziwe "ja". Były ku temu jednak dwie przeszkody. Pierwsza to jego pozornie niemożliwa do złamania cierpliwość, a druga to strach, że prawdziwy Claude nie będzie taki, jakim go sobie wyobraził.
Był zły - zły na demona. Zły, że zostawił go samemu sobie, zły, że nie odwołał lekcji francuskiego, chociaż panicz jasno o tym wspominał. Zły, że... że nie był traktowany tak, jak sobie wymarzył. Łzy zalśniły niebezpiecznie w błękitnych oczach, kiedy chłopiec otwierał szufladę przy biurku. Wrażliwość to wada. Zdecydowanie. Wada, która zwodziła z pierwotnie obranej drogi, przez co ludzie zapominali, co tak naprawdę pragnęli osiągnąć. Ludzie wrażliwi byli słabsi, a słabość w tych czasach to śmierć. Alois nie miał zamiaru godzić się na nią dobrowolnie. Musiał wyzbyć się wszelkiej wrażliwości, jaka w nim jeszcze była. "Po trupach do celu" - powiedział kiedyś ktoś mądry. Wrażliwość jedynie hamowała, oddalając od tego celu i sprawiając, że człowiek stał w miejscu. Z ufnością było tak samo. Tak samo wadziła, tak samo zaślepiała oczy. Młody hrabia podarował swoje zaufanie już wielu niewłaściwym osobom i z pewnością wielu jeszcze je podaruje. Z ufnością miał największy problem, ponieważ ta nadal w nim siedziała. Jak wrażliwości pozbył się bez żadnych skrupułów, tak zaufanie trzymało się go niczym kula u nogi skazanego. Może działo się tak dlatego, że pragnął ufać? Że pragnął mieć kogoś, komu mógłby zaufać w stu procentach? Że pragnął, aby Claude taki był... Czasami nadal nie wiedział czy powinien mu ufać, a mimo tego był wierny jego decyzjom, zupełnie jakby to demon był jego panem.
Srebro zatańczyło pomiędzy palcami chłopca, gdy wyjmował nożyk do listów z szuflady biurka. Pozornie niegroźny przedmiot, z którym częściej obcowała służba, niżeli pan. Teraz jednak to pan go dzierżył, mając w głowie mętlik, przez co nie myślał o konsekwencjach.
- Claude... będziesz mój. Bardziej, niż jesteś teraz. Musisz być mój... - Łza przyozdobiła szlachecki policzek, podczas gdy Alois uniósł drżącą rękę i przejechał ostrzem po nadgarstku. Nożyk do otwierania listów okazał się jednak zbyt tępy, aby rozerwać ludzką skórę, dlatego panicz przygryzł dolną wargę, próbując raz jeszcze - tym razem nieco mocniej. Chłód srebra rozdarł materiał jego koszuli, która szybko straciła swoją biel na rzecz szkarłatnej czerwieni, tymczasem ostrze wypadło spomiędzy roztrzęsionych palców i uderzyło z cichym brzdęknięciem o podłogę. Fałszywa, szlachecka krew, kropla po kropli, kapała na drogie drewno, w czasie gdy sam szlachcic pobladł na twarzy, a kiedy zdał sobie sprawę z tego, co przed chwilą zrobił, zaczął krzyczeć, osuwając się z biurka. Już sporo osób musiało odejść. Po prostu, musiało. Bo tak sobie zażyczył. Zaskakujące, jak łatwo było mu podejmować takie decyzje... Każdy, kto stanął mu na drodze, musiał odejść. Gdy masz demonicznego lokaja, wszystko wydaje się takie proste, jednak takie nie jest. To tylko pozory. Młody hrabia najwięcej poświęcił z samego siebie. Czy jego ciało będzie jeszcze takie, jak kiedyś?
_________________




claude please don't leave me !
don't leave me alone !


 
 
     
Claude Faustus

Lokaj

Wiek: nieokreślony
Znaki szczególne: wyższy niż Sebastian i zdecydowanie lepszy kamerdyner
Ekwipunek: złote sztućce
Kontrakt z: Alois Trancy
Poziom życia: 100%
Dołączył: 06 Wrz 2017
Posty: 18
Wysłany: 2017-09-20, 13:54     

Demon nie otrzymał nawet sposobności do pomyślenia o nudzie, przechodząc od jednego do drugiego pokoju, by dopilnować porządku. Demoniczny słuch wyłapywał niemal każde posunięcie panicza, w tym głosy jego nauczycieli, dlatego miał pewność, że pojawił się na zajęciach z języka francuskiego mimo okazanej rano awersji. Posłał służących do miasta w celu zakupu produktów potrzebnych do obiadu, a kiedy wrócili, zajął się przygotowaniem wykwintnego posiłku i chociaż nie musiał się z tym zajmować tak wcześnie, lubił zapobiegać ewentualnym opóźnieniom czy pośpiechowi przez losowe incydenty. Na dziś wybrał filety z kurczaka w sosie pomidorowym z oliwkami i tartą mozzarellą.
Problem pojawił się podczas pisania sprawozdań w składanych wnioskach. Właściwie wyczuł ten problem jeszcze zanim przeraźliwy krzyk odbił się od ścian cichej posiadłości. Nie sądził, by stało za tym prawdziwe zagrożenie, słyszał bowiem tylko jedno ludzkie bicie serca, a intruzi z pewnością nie mieliby szansy wtargnąć niezauważeni do środka. Nie znaczyło to jednak, że mógł pozwolić sobie na zignorowanie tej sytuacji i powrót do dokumentów. Poprawił okulary na nosie, odłożył pióro i złożył papiery w całość, po czym wstał od biurka i udał się do gabinetu panicza, skąd docierał do niego delikatny zapach świeżej krwi.
Nie pukał. Wkroczył pewnie do środka, obrzucając badawczym spojrzeniem drobną posturę siedzącą pod biurkiem. Nie zastanawiał się nad przyczyną krzyków, zwykle stał za tym błahy i nieszkodliwy powód, Alois potrafił wyolbrzymiać każdą drobnostkę. Bądź co bądź tym razem udało mu się sprawić, że na twarzy demona odmalowała się przelotna emocja – ciemne brwi uniosły się odrobinę na widok zakrwawionego nadgarstka. Nie uważał swego pana za wielce silnego pod względem psychicznym, o czym świadczyła jego wrażliwość i napady histerii, ale nie sądził również, że jest skończonym słabeuszem. To on miał być jego siłą. Ale co znaczyło celowe uszkadzanie własnego ciała? Pierwsza myśl, jaka pojawiła się w głowie kamerdynera, podsuwała ryzyko w postaci samobójstwa. Rzecz jasna ten wybryk mógł ciągnąć za sobą inne przyczyny – ciekawość, napływ negatywnych emocji, próbę zwrócenia na siebie uwagi, niekoniecznie bezpośrednie targnięcie się na życie. Mimo to powinien uważać, by jego dusza nagle nie uciekła, bezpowrotnie stając się jednym ze żniwiarzy. Byłoby to bolesnym marnotrawstwem, zwłaszcza za wszystkie wysiłki włożone w zmianę biednej sieroty w szanownego hrabiego.
Podszedł spokojnie bliżej i uklęknął na jedno kolano przed chłopcem, po czym sięgnął jego zranionej ręki.
Co się stało, panie? – Zatuszował dezaprobatę w głosie. Ostrożnie podwinął brudny rękaw koszuli, by odsłonić przeciętą skórę, z której wciąż wolno sączyła się szkarłatna krew.
_________________
day into night, sugar into salt,
living to dead and dark blue into GOLD

 
     
Alois Trancy

Hrabia

Rodzina: Luca - prawdopodobnie jedyny członek jego rodziny lub po prostu przyszywany brat
Wiek: 15 wiosen rozkapryszenia i smutku
Znaki szczególne: Znak faustowski na języku, złoty pierścień z czerwonym oczkiem
Kontrakt z: Claude Faustus ( zazdrośni? )
Poziom życia: 90% przez małe głupstwa
Dołączył: 04 Wrz 2017
Posty: 34
Skąd: Arachnohill
Wysłany: 2017-09-22, 00:33   
   Multikonta: Grell Sutcliff
 

Krew. Krew była wszędzie - na jego dłoniach, na jego koszuli, na twarzy. Pomazana krwią podłoga i fragment ściany. Nasączony krwią, duży, prostokątny dywan, który teraz stał się ciemno-brunatny. Kiedyś był zielony, ale już nigdy taki nie będzie. Niegdyś biały rękaw szlacheckiej koszuli, teraz błyszczał czerwienią. Klęczał w krwi. Nie miał pojęcia, że krew mogła być tak czerwona, tak jasnoczerwona... Wielkie, rozproszone kropelki krwi, niczym maki. Były piękne jak wiosenny dzień, spędzany na słonecznej łące pod lasem... Do wiosny jeszcze daleko. Jego skóra zrobiła się zimna i biała - biała jak śnieg... jak zima. Zima będzie trwać wiecznie. Absurdalna myśl, dlaczego zima miała trwać wiecznie?
Musi coś zrobić, żeby usunąć tę krew, to morze krwi, te czerwone, bezkresne, purpurowe fale, ceglastoczerwone grzbiety piany, te perliste barwy. Przecież Claude nie może się o tym dowiedzieć! Dopiero teraz Alois zdał sobie sprawę jak mizernym będzie w oczach demona. Wszystko to krążyło w jego głowie - jak długo już tak klęczał? Czerwień zaczyna wysychać, pozostawiać ślady i krzepnąć, tracić urodę. Maki więdną, blednąc jak słowa, kiedy zapisuje się je na kartce. Młody panicz zamknął oczy. Weź się w garść. Skoncentruj się. Co teraz trzeba zrobić? Co najpierw? Co jest najważniejsze? Najważniejsze jest to, żeby nikt się nie dowiedział. A zwłaszcza lokaj.
Ręczniki. Potrzebne mu będą ręczniki. I woda... i ścierka... Zacieki na ścianie trudno będzie zmyć, to samo z podłogą - czerwień pozostanie w szparach między deskami. Czy ktoś to zauważy? Jego paznokcie mają ciemne obwódki. Szczotka. Wyszoruje je tak, że aż dłonie się zaczerwienią, ale zaczerwienią się jakąś inną czerwienią, czerwienią ciepłą i żywą, taką sprawiającą ból. A Claude o niczym się nie dowie. Odwróci wzrok... przecież zawsze go odwracał. Tak go "wychowywał" – z odwróconym wzrokiem. Jednak to wszystko było jedynie przelotną myślą. Planem, który nigdy nie dojdzie do skutku. Hrabia był w końcu coraz słabszy, zbyt słaby, aby wstać, co dopiero zmyć tą całą krew i pozbyć się dowodów. Poza tym... czy on kiedykolwiek coś sprzątał? Prawdopodobnie nawet nie wiedział, jak to się robi.
Spać... Tak bardzo był w tej chwili senny. Bezwładna głowa nagle stała się dziwnie ciężka, a każdy ruch chłopca zdawał się coraz bardziej otępiały, w rytm traconej przez niego krwi. Oparł się o nogę od biurka, szukając w niej swojej ostatniej nadziei i właśnie wtedy do gabinetu wszedł lokaj. Ostatkiem sił Alois zaczarował go błękitem niebieskich oczu, ale był to jakiś inny błękit - pusty błękit. Na jego ustach wykwitł słaby uśmiech.
Przyszedłeś... — Wyszeptał, przezwyciężając chrypkę, która osiadła na jego gardle. — Trochę... trochę się ubrudziłem...
_________________




claude please don't leave me !
don't leave me alone !


 
 
     
Claude Faustus

Lokaj

Wiek: nieokreślony
Znaki szczególne: wyższy niż Sebastian i zdecydowanie lepszy kamerdyner
Ekwipunek: złote sztućce
Kontrakt z: Alois Trancy
Poziom życia: 100%
Dołączył: 06 Wrz 2017
Posty: 18
Wysłany: 2017-09-23, 20:29     

Zapach niedawno rozlanej krwi drażnił czuły nos demona, zdradzając kryjący się za tym posmak duszy. Duszy, która należała wyłącznie do niego. Kontrakt jasno wytyczał zasady, jakie rządziły relacją fałszywego kamerdynera oraz fałszywego hrabi – ceną za spełnienie dziecięcego życzenia było oddanie ważnej części swojej osoby. Człowiek nie mógł istnieć bez ciała bądź duszy, a to drugie zostało spisane na straty w niedalekiej przyszłości przez plotki rozpowiadane między ofiarami niedoli. Diabeł nie mógł (a przynajmniej nie powinien) odbierać nagrody za swój wysiłek, nim faktycznie się nie urzeczywistni w postaci satysfakcji kontrahenta, ale wciąż istniało ryzyko, że do konsumpcji wcale nie dojdzie, wszystko winą czynników zewnętrznych jak codziennie zagrożenia ze strony ludzkich słabości czy innych, wygłodniałych demonów. Kto by się spodziewał, że wróg zaatakuje od środka? Ukręcenie karku takiemu przeciwnikowi stawało się niemożliwe.
Zawsze przychodzę. – Odparł ze stoickim spokojem, mimo widoku kiepskiego stanu swego pana. Z młodzieńczej twarzy powoli zanikały kolory, ustępując miejsca bladości, a spojrzenie utraciło charakterystycznych blask. Nie dostrzegał w nim nawet zwyczajowego rozkapryszenia. – Próbuje panicz wzbudzić we mnie przykre emocje? – Źrenice otoczone złotymi tęczówkami wpatrywały się przenikliwie znad szkieł okularów w sąsiednią twarz, a odbijała się w nich przede wszystkim cierpliwość. – Proszę następnym razem bardziej na siebie uważać. – Dodał od razu, jakby wcale nie oczekiwał odpowiedzi na zadane pytanie.
Prześlizgnął wzrokiem po trzymanej dłoni, z której leniwie skapywały drobinki krwi. Ubrudzony dywan, ubrudzona koszula, nawet na ścianie zalegały plamy. Praca lokaja nigdy się nie kończy, wolny czas nie istnieje, a już z pewnością nie przy tak problematycznym podopiecznym. Teraz jednak nie wystrój był istotny. Nacięcie nie prezentowało się nader poważnie, niemniej w przypadku śmiertelników powinno zachowywać się szczególną ostrożność. Zwykłe zakażenie mogło doprowadzić do ich zgonu. Przyciągnął zranioną rękę bliżej, do swoich ust, na moment odsuwając na bok rolę perfekcyjnego sługi, bowiem to demoniczny instynkt popchnął go ku następnym poczynaniom. Długi język wysunął się z rozchylonych warg i zetknął się z gładką skórą, po czym zaczął zlizywać z niej posokę – najwygodniejszy sposób na wyczyszczenie przerwanej tkanki bez obaw o wdanie się infekcji. Ślina demonów nie przenosiła żadnych zarazków. Poza tym… miał okazję pobudzić w sobie apetyt.
_________________
day into night, sugar into salt,
living to dead and dark blue into GOLD

 
     
Alois Trancy

Hrabia

Rodzina: Luca - prawdopodobnie jedyny członek jego rodziny lub po prostu przyszywany brat
Wiek: 15 wiosen rozkapryszenia i smutku
Znaki szczególne: Znak faustowski na języku, złoty pierścień z czerwonym oczkiem
Kontrakt z: Claude Faustus ( zazdrośni? )
Poziom życia: 90% przez małe głupstwa
Dołączył: 04 Wrz 2017
Posty: 34
Skąd: Arachnohill
Wysłany: 2017-09-25, 01:13   
   Multikonta: Grell Sutcliff
 

Oczywiście, że przyszedł... Zawsze przychodził. Zawsze, niezależnie od swojej własnej woli czy wykonywanej w równoległym czasie czynności. Czy lokaj tego chciał, czy też nie, wołanie jego pana stało zawsze na piedestale utkanych obowiązków. Czasami nawet, Claude był zmuszony przesunąć godzinę obiadu o kilka minut, z czego później chłopiec bywał niesamowicie zadowolony, zupełnie jakby nie zrobił tego specjalnie. I tak było dzień w dzień, od zawsze. Ich niekończąca się historia zataczała koło, czasem wydając się niemoralnie monotonną, jednak Alois należycie pilnował, aby tak się nie działo. Dzień w dzień, demon był na każde zawołanie, co paradoksalnie nie powinno być godne jego istnienia. Marionetka, rozkazująca swojemu stwórcy. Lalka, sterująca aktorem, który nią porusza. Jednak demony miały swoją dumę - zwłaszcza takie, jak Claude - widząc tę sytuację od zupełnie innej strony. Kontrahent wcale nie sprawował władzy w tym chorym duecie. Nie - on jedynie odgrywał rolę pana, w rzeczywistości będąc lepkim, niczym glina, wyrabiana przez samego diabła. I to była prawda - przez cały ten czas to Alois nabierał takich kształtów, jakich chciał nadać mu jego kamerdyner, pomimo, że dla osoby z zewnątrz wyglądało to inaczej. Aż do dzisiaj... Do dnia, w którym chłopiec zrobił coś, czego Claude nie planował, czego nie przewidział. Zaskoczył go, udało się. Udało, chociaż panicz był zbyt roztrzęsiony, aby to zauważyć. Ten błahy, ledwo widoczny moment, w którym na twarzy jego kamerdynera coś się zadziało, czy on rzeczywiście istniał? Prawdopodobnie tak, jednak na widok własnej krwi, młody hrabia spanikował, zapominając o swoim pierwotnym celu. Teraz jednak ów cel powoli do niego wracał, krok po kroku, zupełnie jakby słyszał go gdzieś z oddali, jakby był istnieniem, zmierzającym w jego kierunku. Chciał sprowokować demona. Chciał sprawić, aby ten, ogarnięty strachem o jego życie, zaczął traktować go tak, jak chłopiec sobie wymarzył. Jednak Alois był z natury dosyć naiwnym dzieckiem, dlatego też myśl, że ten sposób zadziała, zdawał się równie irracjonalny, jak on sam. Chociaż istniało też prawdopodobieństwo, że gdzieś w głębi serca, gdzieś, gdzie nawet hrabia nie sięgał, wiedział doskonale, że Claude nie uwierzy w jego próbę zabójstwa.
Zapach spokoju, wychwyconego z głosu kamerdynera, i jemu pozwolił się uspokoić. Czuł przy sobie drugie ciało. Blisko. Ciało tego, którego zadaniem było opiekować się i chronić jego istnienie aż do samego końca. Spokój Aloisa nie trwał jednak długo - nie, gdy Claude znalazł się jeszcze bliżej. Nie, gdy ujął jego rękę. Nie, gdy zauważył język, wysuwający się z tych zastygłych ust. Serce chłopca zabiło szybciej, gdy poczuł jak wilgotny mięsień styka się z jego raną. Westchnął. Nie bolało tak, jak podejrzewał - być może przez emocje, być może przekroczył już próg bólu. Panicz patrzył oniemiały na swojego sługę, nie odrywając od niego wzroku. Westchnął cicho, wyczuwając jak demon zlizywał jego krew. Czy było mu wolno? Nie to się teraz dla Aloisa liczyło. Teraz był tylko on, tylko lokaj i poczucie, że jednak warto było zaryzykować.
_________________




claude please don't leave me !
don't leave me alone !


 
 
     
Claude Faustus

Lokaj

Wiek: nieokreślony
Znaki szczególne: wyższy niż Sebastian i zdecydowanie lepszy kamerdyner
Ekwipunek: złote sztućce
Kontrakt z: Alois Trancy
Poziom życia: 100%
Dołączył: 06 Wrz 2017
Posty: 18
Wysłany: 2017-09-30, 11:39     

Smak brudnej krwi działał na jego zmysły, wyostrzał apetyt, ale do bezpiecznej granicy, tak samo jak smakosze pozwalali sobie zapoznawać się z daniem jedynie poprzez kuszący zapach. Był świadomy, że bliskość, na jaką obecnie pozwolił, to czyn zuchwały wobec swego pana, jednak znał go na tyle dobrze, by móc przypuszczać, jak zareaguje. Alois zwsze pragnął kontaktu fizycznego, sam go inicjował, dlatego lokaj wątpił w odrzucenie swoich poczynań. Nie miał na uwadze skrzywdzenia czy sprowokowania chłopca, wręcz przeciwnie, zajmował się dokładnie raną w „trosce” o uchronienie słabego zdrowia przed negatywnymi konsekwencjami pocięcia się nożem do listów. Słuch demona wyłapał, jak boleśnie serce drugiego obijało się o żebra w przypływie adrenaliny.
Kiedy miejsce skaleczenia zostało wyczyszczone, a krew przestała tak intensywnie sączyć się z żył, odchylił głowę i przesunął końcem języka po dolnej wardze, na której została resztka czerwonej plamy. Dopiero wówczas utkwił pozornie beznamiętny wzrok w twarzy blondyna, choć krył się za nim cień zainteresowania.
Proszę na moment wybaczyć, pójdę po bandaże. – Poinformował, prostując się na nogach, a jego uwagę przyciągnął leżący niedaleko przedmiot, winowajca tej sytuacji. Sięgnął po niego dłonią, zaciskając palce na rękojeści, po czym wyszedł z pomieszczenia bez oglądania się na pozostawionego młodzieńca.
Udał się po apteczkę, po drodze wysyłając trojaczki do kuchni, skoro sam nie mógł zająć się przygotowaniem obiadu. Miał ważniejsze sprawy na głowie, nikt nie zastąpi go w tej kwestii. Nożyk do listów umył i schował do odpowiedniej szuflady, by po kilku minutach wrócić z podręczną pomocą medyczną do gabinetu.
_________________
day into night, sugar into salt,
living to dead and dark blue into GOLD

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
 

Ningyo

On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 0,46 sekundy. Zapytań do SQL: 12