Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Event Szkolne Zbrodnie zakończony!

POSZUKIWANIA
► Basil poszukuje skrzypkowego konkurenta, nachalnego klienta i innych powiązań.
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Rikuo poszukuje ochotnika do sesji.
► Michaela poszukuje pacjenta, osób z przeszłości i innych powiązań.
► Eliot poszukuje znajomości, wroga.
► Anne poszukuje arystokraty, demona, anioła, demonicznego zwierzęcia i ojca..

Lipiec 1889r.
Letnia aura zawitała nad Londyn przynosząc upragnione ciepło, chociaż nie wykluczone gwałtowne burze. Temperatura będzie wynosić ok. 27'C w dzień, w nocy zaś 18'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Most Alberta
Autor Wiadomość
Gabriel Trager

Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Nie potrzebuje czegoś takiego.
Wiek: Troszkę
Znaki szczególne: Charakterystyczny śmiech psychopaty, magnetyzujące niemal hipnotyczne oczy którym ciężko odmówić
Kosa śmierci: Olbrzymie, pół metrowe nożyce. Wyglądają na podstarzałe i delikatnie zardzewiałe. Widać na nich zakrzepłą krew
Poziom życia: 100 procentków
Dołączył: 04 Mar 2016
Posty: 30
Skąd: Szwecja
Wysłany: 2017-03-04, 10:07   
   Multikonta: Soma Asman Kadar


- A no moją. - Odpowiedział z radosnym uśmiechem. Nie prosił w końcu by została żoną jakiegoś jego znajomego. Choćby przez sam fakt nie posiadania takowyż. Chociaż.. z drugej mógły ja orosić by została żoną osoby, której on nie zna jeszcze? Można tak? Chyba można. No, ale ale.. przecież nie to mu chodziło! "Ja i Lily. Tak, tak to było.. dobrze, że nie zapomniałem w końcu!" - odetchnął z ulgą, że rozkminy nie namieszały mu w umyślę za bardzo. Czekał więc jeszcze niedługo chwilkę na odpowiedź swojej wybranki.
- Hurra! - Zawołał rozradowany odpowiedzią pozytywną na jego zaloty i wyrzucił do góry ręce aby okazać wszystkim swoją uciechę. Miał teraz wybitnie dobry nastrój. Już chyba nic by mu go nie zepsuło. To się nazywa udany dzień! A jeszcze wcześnie rano sądził, że nie spotka go nic ciekawego! Jednak niektóre horoskopy się całkowicie nie zgadzają. Dobrze więc, że nigdy się nimi jakoś specjalnie nie przejmował. Jeszcze by został tylko w domku i tyle by go minęło. Straszne jakby o tym tylko pomyśleć. Horoskopy to jakieś zło i spisek. To było pewne!
- Czy ja wiem.. wiesz Ci tacy normalnie ludzie mówią, żeby być po prostu sobą.. - Powiedział zastanawiając się na głos. To było dobre pytanie. Co powinna zrobić. Powinien jej pomóc skoro była taka zagubiona. Jak zareagować by oboje nie czuli się zagubieni i nie wyglądało to sztucznie?
- Wiem! Może zatańczymy? Taniec to zawsze dobra rzecz. - Zaproponował aby było co robić. Lubił tańczyć i to bardzo. Kto wie, może i Lily też lubiła? Byłby zadowolony gdyby tak było. Fajnie byłoby sobie potańczyć przy moście. Brzmi to romantycznie! Albo może i nie. Tak czy siak jemu pomysł i tak się podobał.
_________________

 
 
     
Lily Valver

Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Matka, ojciec i młodsza siostra, wszyscy żywi i nudni.
Wiek: Wygląda na ok. 20 lat
Znaki szczególne: oczy Shinigami
Ekwipunek: tabletki na ból gardła (jako przekąska), mapa (której i tak nie umie rozczytać)
Kosa śmierci: Obosieczny topór
Poziom życia: 100%
Dołączył: 04 Maj 2016
Posty: 120
Wysłany: 2017-03-07, 23:49   

Skąd ten nagły wybuch radości? Nie do końca rozumiała, czemu pozytywna odpowiedź wywołuje u niego tyle emocji. Mimo wszystko uśmiechnęła się do niego nieco skołowana. Pokazać, że sobie nie radzi? Pff, nigdy! Już lepiej udawać, że wszystko rozumie! Tak. Taki miała plan. A potem ewentualnie jej wszystko wyjaśni. Ale prawdopodobnie wystarczy, że chwilę go poobserwuje i wszystko zrozumie. Dobry plan, brawo Liliś! Poza tym, może przynajmniej przez chwilę da Gabowi nacieszyć się tym wydarzeniem. Bo potem prawdopodobnie Gab będzie miał jej dość. W dodatku, zapewne dość szybko. Jak każdy, tak właściwie. Raczej zdecydowana większość znanych jej osób uznawała ją za istotkę niemożliwą. A pozostałe pewnie z grzeczności jej tego nie wypominały. Cóż, sama sobie na to zapracowała, należy jej się.
Być sobą, co? Ha, u Lily to wyglądało nieco skomplikowanie. Jej sobość była odrobinę trudna do przyjęcia. No bo przez cały czas jej charakterek się zmieniał. Raz była wesolutka, innym razem spokojna. Różnie to z nią w końcu bywało, ale co z tego. Liczy się zabawa! Prawda!
Pokiwała głową na jego słowa, starając się wyglądać jakby brała to wszystko bardzo poważnie. Bo brała! Ale nie umiała tego zbytnio pokazać.
Taniec? Lily lubiła tańczyć… kiedyś. W sumie, to od dawna nie tańczyła. Nawet nie była pewna, czy pamięta jak to robić. Zwłaszcza, że jej strój raczej nie był przystosowany do tańca. I rączki miała zajęte, to jak?
- Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł… - odparła, przygryzając dolną wargę. - Za chwilę trzeba będzie zabić tego tutaj. - dodała już z uśmiechem, pokazując człowieka ze zlecenia. Ach, zabijanie jest zabawne. Jedna z niewielu zabawnych rzeczy w jej życiu. A szkoda, zabawne rzeczy są niezwykle interesujące. Z jakiegoś powodu wielu ludzi uznawało interesujące rzeczy za niemoralne. A to tylko kwestia sumienia i innych takich. Dla Lily pozbawianie innych życia stało się już czymś naturalnym, tak samo jak u większości żniwiarzy. Nawet nie zastanawiała się nad tym, czy powinna to robić. Gdyby przed zleceniem myślała o ludziach do zabicia i ich wspomnieniach, marzeniach i tak dalej, byłoby to pewnie dużo trudniejsze. Ale nauczyła się już ignorować takie możliwości.
 
 
     
Gabriel Trager

Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Nie potrzebuje czegoś takiego.
Wiek: Troszkę
Znaki szczególne: Charakterystyczny śmiech psychopaty, magnetyzujące niemal hipnotyczne oczy którym ciężko odmówić
Kosa śmierci: Olbrzymie, pół metrowe nożyce. Wyglądają na podstarzałe i delikatnie zardzewiałe. Widać na nich zakrzepłą krew
Poziom życia: 100 procentków
Dołączył: 04 Mar 2016
Posty: 30
Skąd: Szwecja
Wysłany: 2017-03-30, 23:20   
   Multikonta: Soma Asman Kadar


- Uhmm.. no dobrze. - Powiedział zrezygnowany nieco smutnym głosem. Trochę szkoda, miał wielką ochotę potańczyć. No, ale nic nie zawsze ma się co się chce, czasem się ma to czego się nie chce. Na przykład raka. I wtedy też się trzeba cieszyć bo się lubi co się ma. Chyba.. życie jest trudno do zrozumienia jednak.
- Poróbmy coooś.. umrę z nudów.. nie mogę go sam dobić? I tak zaraz padnie, co za różnica. A takto w CV sobie wpisze koleś, że zabił go sam Doktor Gabriel Trager. Wiesz jaki będzie miał szacunek w underworldzie? Nieziemski! - Zerknął w stronę biednego człeka, który miał się stać niedługo martwy. Gabowi akurat było go szkoda. Nawet bardzo szkoda. Przygarnął by sobie tego człowieczka. Karmił by go i wypowadzał na spacer. Brzmi całkiem przyjemnie. Nauczyłby możesz jeszcza jakiś kilku sztuczek. Na przykład pisania raportów do szefa. "Ty.. właściwie to całkiem dobry pomysł.. nazwałbym go Brusiek. Byłby taki fajniutki, to byłoby życie! Ja Lily i Brusik. Tylko zaraz.. czyżby on umierał?" - NIE BRUSIKU, NIE UMIERAJ! - Wydarł się padając w rozpaczy na kolana przed jego przyszłym zgonciarzem. Toż to było przecież okropne. Ledwo się spotkali, ledwo Brusik dostał imię. A świat już go Gabrielowi zamierzał odebrać. Cóż za proszuająca tragedia i niesprawiedliwość.
_________________

 
 
     
Lily Valver

Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Matka, ojciec i młodsza siostra, wszyscy żywi i nudni.
Wiek: Wygląda na ok. 20 lat
Znaki szczególne: oczy Shinigami
Ekwipunek: tabletki na ból gardła (jako przekąska), mapa (której i tak nie umie rozczytać)
Kosa śmierci: Obosieczny topór
Poziom życia: 100%
Dołączył: 04 Maj 2016
Posty: 120
Wysłany: 2017-04-05, 00:59   

- Tak teoretycznie, to już jesteś martwy. - mruknęła jakby do siebie, słusznie zauważając coś, co chyba Gabrielowi umknęło. - Martwy martwiaczek… UMARŁEŚ Z NUDÓW! - Ha, logika! - To w taaakim razie nie zostałeś żniwiarzem… - bo nawet dziecko Shinigami wie, że trzeba popełnić samobójstwo! Ej, Shinigami mają dzieci? Co tam, uwzględni się ich brak kiedy indziej… - Więęęęc co tu robisz i czym jesteś? - podejrzliwie zerknęła na białowłosego. Bo no przecież skoro nie jest Shinigami to czym jest? No nie wiadomo właśnie. Może najpierw umarł z nudów, ktoś go oszczędził i potem on sam popełnił samobójstwo? Niewiadomo. Trzeba by spytać się szefa, może on o tym przypadku coś wie. Ale raczej nic nie powie, jaka szkoda. A wykradanie akt chyba jest jednak zakazane, większa szkoda. Trzeba by było zdobyć wtyki u kogoś z papierami, przekupić go za tabletki na gardło, czy coś… Albo cynamon. Wzięcie za niego nadgodzin też byłoby całkiem dobrym sposobem, nawet, żeby po cichu gdzieś zajrzeć… Wbrew pozorom takie akcje nie były zbyt trudne, trzeba tylko opracować dobry plan i jazda! Droga wolna do upragnionych informacji! Jak dobrze pójdzie, to nawet nikt nie zauważy. No cóż, Lily do zdobywanie informacji i omijania przepisów miała niesamowity talent. Co poradzić? Można by spróbować nieco zmniejszyć jej ciekawość, ale jest to pewnie zadanie niewykonalne.
- Co? Jaki Brusik? O co chodzi… przegapiłam coś? - Gabriel nagle padł na kolana, więc jej reakcja była nieco opóźniona. Nie do końca wiedziała, co powinna zrobić. Ani co się właściwie stało. Cóż, trzeba ustalić.
Podążyła wzrokiem za spojrzeniem Gaba. Ten człowiek? Zlecenie? Mimo wszystko, odrobinę dziwne… Może go znał? Kiedyś, dawno temu sprzedawał mu przyprawy? Albo inne proszki? Miał do niego sentyment? Inne bzdety? Może ten koleś był sławny, Gab był jego fanem, a Lily coś przegapiła? Heh… nie wiadomo. Dla Lily to trup jak każdy inny, gdyby płakała nad każdym ciałem prędko zostałaby z instytutu w najlepszym razie wyrzucona, w najgorszym przeniesiona do uzupełniania papierów. Może to i dobry pomysł? Będzie wolna, zostanie kwiaciarką czy inną wariatką z nożyczkami i będzie straszyć ludzi. To jest życie! A Gaba się tu zostawi, skamienieje i zostanie nowym pomnikiem w Londynie, Rozpaczająca Śmierć, czy coś. Chwytliwa nazwa, tak swoją drogą. - Chyba można oszczędzić tego gościa, jeśli ci tak zależy. Ale jeśli już, to ty będziesz się tłumaczyć szefowi… plus i tak trzeba go osądzić.
 
 
     
Gabriel Trager

Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Nie potrzebuje czegoś takiego.
Wiek: Troszkę
Znaki szczególne: Charakterystyczny śmiech psychopaty, magnetyzujące niemal hipnotyczne oczy którym ciężko odmówić
Kosa śmierci: Olbrzymie, pół metrowe nożyce. Wyglądają na podstarzałe i delikatnie zardzewiałe. Widać na nich zakrzepłą krew
Poziom życia: 100 procentków
Dołączył: 04 Mar 2016
Posty: 30
Skąd: Szwecja
Wysłany: 2017-04-21, 23:28   
   Multikonta: Soma Asman Kadar


- Jestem martwy, ale żyje. Mogę więc umrzeć jeszcze raz i bardziej umartwić się w martwości. Tak było w jakiejś książce. - Powiedział pewnie siebie odrzucając insynuacje, że nie nie został żniwiarzem. Choć nadal nie oznaczało to, że specjalnie wie kim jest i co zamierza robić. A co go to obchodzić miało zresztą. Nikogo to nie obchodziło to i jego również.
- Jak możesz nie wiedzieć! To Brusik! Nasze zwierzątko domowe. - Powiedział delikatnie oburzony. Jaka z niej wyrodna matka, jak można tak było nie pamiętać o własnym ojcu! " Zaraz.. coś chyba nie tak.. a zresztą. Może Lily będzie wiedziała o co mi chodziło, to mi wyjaśni.
- Co? O czym ty mówisz? - Zapytał delikatnie zdziwiony wstając z klęczków i otrzepując spodnie, po czym wyszczerzył swoje rekinie niemal zęby. - Nie mam zamiaru nikogo oszczędzać. Chce zobaczyć co kryje jego dusza. Chce zobaczyć te obrazy. Są na pewno tak piękne! Uwielbiam je oglądać. Wszystkie są takie kolorowe. Dzięki nich zapominam jaki sam jestem monochromatyczny i nudny! - Uśmiechnął się radośnie niczym dziecko przed świętami i stanął przed ofiarą wyjmując zegarek kieszonkowy. Zaczął tańczyć wokół swojej przyszłej ofiary i śpiewać.
- Płonie ognisko naszej przyjaźni! Nigdy mnie nie zapominaj kochanie, znam twój nowym dom. Zabiore Cię tam gdzie wszyscy są szczęśliwi, a jestem najszczęśliwszym z nich ~ - Na zakończenie swojej pieśni wyciągnął swoje nożyce i przeciął szyjkę marniaka, z smutnym uśmiechem patrząc jak kupka nic nie wartych skór upada na ziemię. Przyszła pora by go osądzić. Gabriel jako dżentelmenem postanowił sam się tym zająć i nie robić damie kłopotu. Wkrótce wszystkie formalność zostały załatwione. Mężczyzna schował już nieprzydatną dla siebie kosę po czym wyciągnął dłonie w kierunku Lil.
- Mon cheri, chcesz wypatroszyć puchatka wraz ze mną? Może dostanie Ci się jakiś ciekawy kawałek. - PO chwili jednak spojrzał w bok niezadowolony zakładając ręce na siebie. - Nie, to brzmi nudnie! W tych zakichanych książkach już ten typ postaci zrobili miliardy razy. A ja nie jestem jednym z miliony! Jestem wspaniały i niepowtarzalny DO CHOLERY! - Ostatnie zdanie aż wrzasnął wściekły i kopnął zwłoki. Znienawidził Brusika. Doprowadził go do sytuacji kiedy stał się nudny. Tak bardzo oklepany i niezaskakujący. Tak bardzo żałosny.
- Lil, czy ja jestem według Ciebie niepowtarzalny? Czy też jeden z miliona? - Zapytał spokojnym już i cichszym głosem z delikatnym smutkiem. A co jak go jednak nie lubiła? Może się już jej znudził. W końcu był tylko głupiutkim Gabrielkiem. Tak jak zawsze odkąd się urodził.
 
 
     
Lily Valver

Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Matka, ojciec i młodsza siostra, wszyscy żywi i nudni.
Wiek: Wygląda na ok. 20 lat
Znaki szczególne: oczy Shinigami
Ekwipunek: tabletki na ból gardła (jako przekąska), mapa (której i tak nie umie rozczytać)
Kosa śmierci: Obosieczny topór
Poziom życia: 100%
Dołączył: 04 Maj 2016
Posty: 120
Wysłany: 2017-05-08, 02:19   

- Ja raczej nie trzymam ludzi w domu. Chyba. Z tego co wiem, mam w pokoju tylko trzy króliki. Albo może więcej… Nie jestem pewna czy ostatnio przypadkiem nie znalazłam nowego. - odparła unosząc lekko brwi. I czemu od razu ich? Lily mieszkała sama. I nie przeszkadzało to jej, było to nawet lepsze niż ciągłe towarzystwo. Chyba. Ale to nieważne.
Skoro nie chce go oszczędzać, czemu za nim płacze? Nawet go jeszcze nie zabił. To trochę bez sensu. A może bardzo? Lily powoli przestawała pojmować tok myślenia Gabriela. Czyżby lata życia w samotności padły mu na głowę? Powoli wyniszczały jego mózg i psychikę zabijając ostatnie szare komórki?! Tak źle chyba nie było. A może jednak? Nigdy nie wiadomo, co taki Gab ma na sumieniu. Może jest alkoholikiem, narkomanem i spotyka się z aniołami. Albo nie lubi królików. NIE MOŻNA NIE LUBIĆ KRÓLIKÓW. Króliki są potwornie urocze. I mają takie śmieszne noski, o! Tak nimi ruszają i tak machają uszkami… I kicają i są śliczne i puchate. I mają takie fajniutkie ogonki. Bardzo fajniutkie!
W sumie nieco rozbawiona patrzyła na ten śpiew Gaba. Ha, człowiek mimo swojego powolnego umierania patrzył się na niego dziwnym wzrokiem, odrobinę przerażony. Cóż, biedakowi z pewnością wydaje się, że ma halucynacje. Śpiewający Shinigami z nożycami nie należy do częstych widoków, zwykły człowiek więc prawie na pewno byłby bardzo zdziwiony widząc takie zdarzenie. Nawet kiedy Gab przeciął już jego szyję, a głowa bezwładnie opadła na ziemię, oczy martwego wytrzeszczały się w niemym przerażeniu. Zdarza się.
Czy był nudny? Albo nudniejszy niż wcześniej? A skąd ona miała to wiedzieć? Znała go… Właściwie od dzisiaj. I zamieniła z nim kilka zdań. Albo kilkanaście. Nie miała pojęcia, jaki był wcześniej! Ani w sumie jaki w ogóle był. Spojrzała na niego z uniesionymi brwiami, odrobinę zaskoczona takim pytaniem. Wzruszyła tylko ramionami, spoglądając na martwego mężczyznę. Zadanie wykonane, więc teoretycznie chyba można już sobie iść, prawda? Ale to byłoby niegrzeczne. Choć w sumie kogo obchodzi grzeczność? Ten jego nagły wybuch ją trochę zdziwił. A nawet bardzo. No bo tak nagle się wydarł! Aż się cofnęła o kroczek. Poza tym, kto krzyczy przy damie? W porządku, Lily nie była damą. Już nie, bo kiedyś można było ją tak nazwać.
A poza tym… KRÓLIKI! NIE NAKARMIŁA KRÓLIKÓW. Och, szczęście, że jej się przypomniało! Głodne mogą spróbować zjeść jej roślinki doniczkowe. A to się dla nich nie skończy dobrze, z pewnością! Spojrzała jeszcze na trupa. Gab sobie bez problemu poradzi, już prawie wszystko zrobił. Może więc chyba bez wyrzutów sumienia gnać nakarmić te maluchy. Musi im jeszcze po drodze zerwać jakieś mleczyki czy inną trawę.
- Wybacz, muszę lecieć! - rzuciła - Zapomniałam nakarmić króliki… Jeśli dorwą się z głodu do czegoś trującego może być kiepsko. - po tych słowach biegiem rzuciła się w kierunku Instytutu. Znaczy po chwili zatrzymała się, puknęła w głowę i odwróciła, żeby pobiec w drugą, tym razem chyba już dobrą stronę.

[z/t]
// Wybacz, naprawdę brak weny na to...
 
 
     
Gabriel Trager

Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Nie potrzebuje czegoś takiego.
Wiek: Troszkę
Znaki szczególne: Charakterystyczny śmiech psychopaty, magnetyzujące niemal hipnotyczne oczy którym ciężko odmówić
Kosa śmierci: Olbrzymie, pół metrowe nożyce. Wyglądają na podstarzałe i delikatnie zardzewiałe. Widać na nich zakrzepłą krew
Poziom życia: 100 procentków
Dołączył: 04 Mar 2016
Posty: 30
Skąd: Szwecja
Wysłany: 2017-05-19, 00:11   
   Multikonta: Soma Asman Kadar


- Bajooo. - Pożegnał się machając ręką. Dziewczyna uciekła od niego, może przepłoszona, może nie. Kto to tam wie. On sam jednak był zadowolony z dzisiejszego dnia. Miał narzeczoną. Wreszcie po kilkudziesięciu latach ktoś, z kim będzie miał w miare pozytywną relacje i z kim będzie mógł sobie od czasu do czasu porozmawiać. Uśmiechnął się radośnie i dokończył robotę po czym zaczął w podskokach radosnych wracać do instytutu. Był tak bardzo zadowolony i w dobrym humorze, że nawet zaczął sobie nucić jakąś skoczną muzykę. Postanowił nawet w ramach okazania dobrego humoru napisać jak najlepszy raport dla szefa. Świeżutki, zwięźlutki, podany z wystarczającą dozą szczegółów, ale bez nadmiernych opisów. Taki jaki szef lubił najbardziej.

Z.t
// Nie przejmuj się, i tak o wiele wyższy poziom od mojego masz.
_________________

 
 
     
Eliot Winters

Detektyw

Rodzina: Emanuel Winters - matka; Kevin Winters - ojciec
Wiek: 21 lat
Znaki szczególne: Kapelusz
Ekwipunek: Telefon, portfel długopis i notes~
Kontrakt z: Nikim jeszcze
Poziom życia: 100%
Dołączył: 23 Cze 2017
Posty: 11
Wysłany: 2017-06-24, 23:17   
   Multikonta: Rikuo


Młodzian przechadzał się wesołym krokiem po okolicach, obserwując otoczenie. Podziwiał widoki i zastanawiał się jak.... ten moment mógłby być jeszcze nudniejszy niż jest teraz. Dokładnie. Dawno nic się nie działo, Eliot niezbyt chętnie witał taki obrót wydarzeń. Nawet jednakże pomimo tego uśmiech nie znikał z jego twarzy. W jego umyśle zawsze istniała nadzieja na nagłą rewolucję sytuacji, która mogłaby dać coś ciekawego do życia.
Tak oto zaszedł na most. Solidna konstrukcja, spokojny szum rzeki. Miejsce dobre, aby zebrać jakieś myśli, czy po prostu odpocząć. Młodzieniec skupił swoją uwagę na poruszającej się wolno wodzie, całkowicie zapominając o tym, aby patrzeć pod nogi, potykając się zanim w ogóle zdołał przejść do połowy mostu. Na szczęście zamortyzował upadek rękami, ale oczywiście mocno uderzył się w kolano. Westchnął cicho, podnosząc się z ziemi i otrzepując z brudu. Jak mocno się na czymś skupiał, to czasem tracił kontakt ze wszystkim innym. Cóż, przywykł już. Zerknął, czy nie krwawi, ale chyba nic się nie stało... Zorientował się jednak, że kapelusz spadł mu z głowy, więc począł go nerwowo szukać, w końcu bez niego był jak bez ręki. W końcu podniósł go z ziemi parę metrów dalej i otrzepał.
Zaraz, gdy tylko odzyskał nakrycie głowy, z ponownie pogodnym nastawieniem do życia, oparł się o barierkę mostu, już całkowicie mogąc skupić się na płynącej rzece. Ale... nie miał nad czym w sumie myśleć. A nie chciało mu się kontemplować nad sensem życia...
_________________


#7b8b64
 
     
Red Ruby


Rodzina: Blue Bonnie (siostra bliźniaczka)
Wiek: Nie pamięta
Znaki szczególne: niezwykle jasne oczy
Kontrakt z: Nie
Poziom życia: 100%
Dołączył: 18 Cze 2017
Posty: 4
Wysłany: 2017-06-25, 01:21   

To był zdecydowanie zbyt nudny dzień. Nic się nie działo, Bonnie gdzieś zniknęła zostawiając ją samą na pastwę tego okropnie szarego świata. Ruby aż zgrzytała zębami z ogarniającej ją frustracji. Nie dość, że znów była głodna to jeszcze to. Przechadzała się więc ulicami miasta szukając tak zwanego guza. Obserwowała swoimi małymi, bladymi oczkami przechodniów. Kogo by tu dorwać? Kto by się nadawał? Tak ją kręciło by wskoczyć na coś, zakręcić się, krzyknąć, warknąć i doprowadzić kilka dam do omdlenia. Ale! Bonnie byłaby niezadowolona. Bonnie zawsze jest niezadowolona, gdy Ruby zwraca na siebie za dużo uwagi. Jak to ona mówi „trzeba być subtelnym, a nie szczekać jak pies”! Zawędrowała tak aż do mostu. Rozejrzała się wokół. O! Tam szedł jakich frajer. Skąd wiedziała, że frajer? Jakby nie był frajerem to by się nie wywalał na prostej drodze. Zaśmiała się głośniej niż zamierzała, ale zaraz potem przybrała smutną minę. Schowała twarz w dłoniach i pociągnęła kilka razy nosem, przetarła oczy udając, że szlocha. Zaraz zobaczymy jak wielkim jest frajerem.
- Przepraszam pana bardzo! – zaczęła słabym głosikiem, podnosząc na niego teraz załzawione oczy – Czy nie widział pan dziewczyny w moim wieku? Wygląda tak samo jak ja tylko ma niebieską sukienkę – wygładziła swoją czerwoną sukienkę i czekała na odzew. No zobaczymy czy coś powie. Może się nawet na coś przyda jeśli widział gdzieś Bonnie. Trzęsła się lekko. Typ pewnie uzna, że to od płaczu i z ogólnego roztrzęsienia. Pewnie nawet nie będzie podejrzewał jak do śmiechu jest jej teraz! „Śmiejesz się jakbyś miała powód! Jak głupi do sera!” sarknęła jej wewnętrzna Bonnie. Przecież dopiero zagadałaś do niego, nawet nie zaczęłaś kłamać. - Muszę ją znaleźć, inaczej nie mam po co wracać do domu! – znów załkała. Teraz się zaczyna, układa historię, w którą pod koniec sama prawie uwierzy. Pierwszy klucz do dobrego kłamania według Ruby Red: rozróżniaj kłamstwo od prawdy tak tylko odrobinkę. Jeśli sam w to uwierzysz, inni też będą musieli.
 
     
Eliot Winters

Detektyw

Rodzina: Emanuel Winters - matka; Kevin Winters - ojciec
Wiek: 21 lat
Znaki szczególne: Kapelusz
Ekwipunek: Telefon, portfel długopis i notes~
Kontrakt z: Nikim jeszcze
Poziom życia: 100%
Dołączył: 23 Cze 2017
Posty: 11
Wysłany: 2017-06-25, 10:51   
   Multikonta: Rikuo


Tak opierał się spokojnie o barierkę, nasłuchując odgłosów świata zewnętrznego, bo i tak nie miał nic lepszego do roboty. Przez sekundę był praktycznie pewny, że usłyszał czyjś śmiech, jednakże zaraz dostrzegł coś zupełnie przeciwnego. Niespodziewanie został zaczepiony przez pewną postać. Zaskoczony przestudiował nieznajomą swoim wzrokiem. Na pierwszy rzut oka można by powiedzieć, że szlocha. Jej roztrzęsiony głos również nie mówił inaczej, z początku jednakże nie miała jeszcze łez w swoich oczach, a młodzian nie spodziewał się, że był akurat osobą, na której widok zaczęła nagle płakać. Hm... czyżby ten śmiech z wcześniej... a, pewnie to akurat mu się wydawało.
Jeśli jest jedna osoba na świecie, której nie można okłamać, to właśnie stoi przed tobą. Choć to, że nie płakała szczerze, nie dowodziło jednakże, że mówiła nieszczerze. "Może być ciekawie". Młodzieniec spojrzał na nią i uśmiechnął się (Jak głupi do sera)
-Hmm, czyżby? Niestety, nie natknąłem się na nikogo takiego, przykro mi panienko. - Odrzekł lekko rozbawiony, jednakże taki był właśnie jego tradycyjny ton mówienia. Nie słychać tam było ani zwątpienia, ani politowania. Nie wiedział w końcu jeszcze co sądzić o tej całej sprawie. -Niech się panienka nie martwi, jestem pewny, że niedługo się znajdzie. Pewnie szuka panienki z takim samym zapałem. - Jego optymizm jak zwykle dawał się we znaki. Hm, może ta sytuacja, okaże się jednak czymś ciekawym.
-Panienko, jeśli można mi spytać. - Zaczął znowu, podnosząc się, teraz kładąc tylko jedną rękę na barierce.-Jak to się stało, że twoja siostra bliźniaczka zaginęła? - Znaczy, nigdy nie wspomniane było o tym, że to jej siostra, ale młodzian założył taki scenariusz. Dokopie się do każdego, potencjalnego wątku.
_________________


#7b8b64
 
     
Aolin


Wiek: 16
Znaki szczególne: białe włosy
Ekwipunek: dwa cienkie sztylety, woreczek z herbatą, bulle, encykliki, magisteria, kilka przekładów pisma świętego, traktaty teologiczne etc. -wszystko co potrzebne aby przekonać kogoś kogo te dokumenty obchodzą do swoich racji.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 28 Lis 2016
Posty: 71
Wysłany: 2017-07-22, 21:42   

Stąpał boso po zimnych i śliskich kocich łbach składających się na jedną z ważniejszych londyńskich ulic. Miał katar i bolały go stopy, ale nie dbał o to. Bruk i deszcz wypełniały jego potrzebę odczuwania kultury i cywilizacji, a brak obuwia [potrzebę] indywidualności i odrębności. W końcu jak by nie patrzeć był istotą duchową, więc odczucia metafizyczne były dla niego ważniejsze. Wbrew temu aspektowi jego natury był bardzo wrażliwy jak na anioła, ale w sferze publicznej nauczył się cierpieć w milczeniu. Ściągnął kaptur kiedy od dłuższego czasu siąpiąca mżawka się nasiliła i wystawił twarz na strugi wody przyspieszajac kroku. Tym sposobem po niedługim czasie znalazł się na Moście Alberta. Wciągnął wystającym znad cienkiego ,szerokiego szala o typowym dla jego ubioru niezwykle jasnym kolorze zaczerwienionym nosem świerze, wilgotne powietrze. Mimo, że znajdowali się w Centrum Londynu wyczuł ostrą woń ozonu. Zapach go podrażnił i kichnął zginając się. Na śnierznobiałym materiale owiniętym wokół jego szyi pojawiły się szkarłatne plamki. Zakrył dłonią usta i oparł się na ramieniu chłystka stojącego obok, odpychając barkiem jakąś kobietę.
–Przepraszam...–wyszeptał słabym głosem.
_________________
,,Life is a well of delight; but where the rabble also drink, there all fountains are poisoned." ~Late Friedrich Wilhelm Nietzsche~
 
     
Eliot Winters

Detektyw

Rodzina: Emanuel Winters - matka; Kevin Winters - ojciec
Wiek: 21 lat
Znaki szczególne: Kapelusz
Ekwipunek: Telefon, portfel długopis i notes~
Kontrakt z: Nikim jeszcze
Poziom życia: 100%
Dołączył: 23 Cze 2017
Posty: 11
Wysłany: 2017-07-31, 18:51   
   Multikonta: Rikuo


Kobieta zdawała się go ignorować, już chciał coś dopowiedzieć, gdy stało się coś całkowicie niespodziewanego. W polu widzenia pojawiła się kolejna postać. Nie dość, że chodziła boso, to jeszcze twarz zasłoniętą miała kapturem. Nie ważne z której strony się przyjrzeć wyglądała na podejrzaną... ale...również na bardzo osłabioną. Gdy w końcu odsłonił kaptur, można było dostrzec dość nieregularne, całkowicie białe włosy, oraz wcale nie wskazujący na dobre samopoczucie, wyraz twarzy. Eliot prędko odsunął się od murku, z zamiarem pomocy, ale nieznajomy sam zdołał się o niego oprzeć. Słaby głos, który wydobywał z ust młodzieńca zaniepokoił bohatera jeszcze bardziej. Czy te szkarłatne plamy... to krew? Nie miał bladego pojęcia co stało się nieznajomemu, jednakże przykucnął na moście, aby białowłosy młodzieniec mógł przysiąść na ziemi.
-Nic ci nie jest? - Zapytał Eliot, raz na jakiś czas porzucając to zupełne rozbawienie w swoim głosie, które zostało zastąpione zmartwionym tonem.
_________________


#7b8b64
 
     
Aolin


Wiek: 16
Znaki szczególne: białe włosy
Ekwipunek: dwa cienkie sztylety, woreczek z herbatą, bulle, encykliki, magisteria, kilka przekładów pisma świętego, traktaty teologiczne etc. -wszystko co potrzebne aby przekonać kogoś kogo te dokumenty obchodzą do swoich racji.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 28 Lis 2016
Posty: 71
Wysłany: 2017-08-01, 23:45   

Gwałtownie spróbował, wciągnąć powietrze. Płóca zarzęziły słabo i poczuł ukłucie w pod żebrem. Zgiął się wpół zamroczony bólem. Nogi się pod nim ugięły. Kolano uderzyły o twarde i śliskie kamienie. Gdyby nie podtrzymujący go nieznajomy upadłby na twarz. Nie potrafił odzyskać równowagi i ciemniało mu przed oczami z każdą chwilą z którą nie mógł złapać oddechu. Spazmatycznie wygiął się do tyłu wystawiając oblepione przemoczonym materiałem silnie zarysowane żebra na deszcz. Rozorał paznokciami mostek i uderzył się w pierś. Kaszlnął nareszcie. Posoka opadła na bladą twarz i kocie łby. Osunął się na ulicę z zamkniętymi oczami. Spod półprzymkniętych ust wypłyneła stróżka pary która skroppiła się w powietrzu. I kolejna. Oddychał.
_________________
,,Life is a well of delight; but where the rabble also drink, there all fountains are poisoned." ~Late Friedrich Wilhelm Nietzsche~
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Ningyo

On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 0,3 sekundy. Zapytań do SQL: 11