Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Czy wiesz, że... nasze forum ma już 4,5 roku? Dziękujemy za to, że jesteście!

POSZUKIWANIA
► Basil poszukuje skrzypkowego konkurenta, nachalnego klienta i innych powiązań.
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Orin poszukuje ochotnika do sesji.
► Czarny Szermierz poszukuje różnych relacji.

Wrzesień 1889r.
Coraz więcej deszczowych i pochmurnych dni, coraz mniej przebłysków ciepłego słońca. Temperatura będzie wynosić ok. 20'C w dzień, w nocy zaś 12'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Specyfika bazyliszka
Autor Wiadomość
Basil Simmons


Rodzina: Adele Simmons - matka; Christopher Cavendish - ojciec
Wiek: 18 jesieni
Znaki szczególne: nosi grubo oprawione okulary o prostokątnym kształcie; miodowe oczy; sztywne ruchy; niewielka, cięta blizna na prawym biodrze; wychudzona postura; pracuje jako księgarz
Ekwipunek: klucze do mieszkania; portfel; szmatka do okularów oraz pokrowiec; melancholia
Poziom życia: 100%
Dołączył: 31 Sie 2015
Posty: 188
Wysłany: 2015-10-24, 11:10   Specyfika bazyliszka  

W PIGUŁCE
Wiek: 18 lat
Wzrost: 183 centymetry
Waga: 57 kilogramów (niedowaga)
Rozmiar obuwia: 39
Główne cechy charakteru: zamknięty w sobie; wstydliwy; spokojny; zdystansowany; pomocny; sympatyczny
Główne cechy wyglądu: miodowe oczy; ciemno-blond włosy; okulary; blizna na prawym biodrze; wychudzone ciało
Zawód: księgarz
Orientacja: homoseksualna
Tatuaż: brak, ale chciałby
Blizna: cięta na prawym biodrze
Alergia: na sierść psów
Fobie: genofobia (lęk przed zbliżeniem)
Uzależnienie: niegdyś od seksu
Choroby: możliwa niedoczynność serca
Ulubiony kolor: zielony
Ulubiony owoc: winogrono
Ulubiony napój: gorące kakao
Ulubiona potrawa: ryba
Nielubiana potrawa: zupa
Ulubione kwiaty: konwalia, lawenda, goździk

CIEKAWOSTKI
zawarte w kp
• Gra na skrzypcach.
• Przejawia szczególne zainteresowanie historią.
• Właściciel kota syjamskiego imieniem Brutus.
• Lubi gry strategiczne oraz logiczne.
• Obawia się zbliżeń cielesnych, co jest wynikiem przykrych doświadczeń z przeszłości.
• Przejawia skłonności homoseksualne, aczkolwiek stara się je tłumić - nie akceptuje tej części siebie.
• Podatny na łaskotki. Zwłaszcza po bokach.
• Uczulony na sierść psa. Łzawienie, wycieki z nosa, swędzenie w gardle, niekontrolowane kichanie... Lepiej mu tego nie fundować.
• Zakochany w muzyce. Mógłby spędzić całe dnie na przysłuchiwaniu się ulubionym artystom.
• Skórę jego prawego biodra zdobi niewielka, cięta blizna.
• Niekiedy okazuje sympatię w dziwny, charakterystyczny dla siebie sposób.
• Leworęczny.
• Kolekcjoner znaczków pocztowych. Chowa w mieszkaniu kilka zapełnionych albumów.
• Od czasu do czasu nawiedza go chandra.
• Dorabia w księgarni jako sprzedawca. Jest molem książkowym, więc to praca idealna.
• Tsunderowata osobowość i skłonność do niekontrolowanego oblewania się rumieńcem w chwilach zawstydzenia.
• Odznacza się wychudzoną posturą ze względu na ograniczenie spożywanego jedzenia - tym samym oszczędza pieniądze, którymi chwalić się nie może.

niezawarte w kp
• Właściciel kondycji godnej pożałowania.
• Miłośnik kotów. Psów nie lubi jedynie ze względu na alergię.
• Mimo bycia molem książkowym czyta dość wolno.
• Nigdy nie ukończył szkoły. Matematykę zna na tyle dobrze, by nie mieć problemów z obsługiwaniem klientów w sklepie. Poza tym jego wiedza jest dość ograniczona i tylko historię oswoił na zadowalającym poziomie.
• Nie posiada absolutnie żadnych informacji o swoim ojcu. Wie jedynie, że był klientem matki.
• To krótkowidz. Jego wada wzroku wynosi -2.
• Jest spod znaku Wagi.
• W miarę łatwo go upić, choć wcale nie pada po jednym kieliszku wina czy kuflu piwa. Zresztą generalnie nie ma okazji do picia.
• Posiada zerowe doświadczenie odnośnie poważnych związków. Niegdyś zaplątał się w drobny romans, którego wynikiem było złamane serce okularnika.
• Nie jest bogaty, z ledwością udaje mu się wiązać koniec z końcem.
• Gry na skrzypcach nauczył go jego dobry wujek, nim opuścił Londyn.
• W duszy to ckliwy romantyk.
• Nie jest prawiczkiem.
• Dość łatwo się zakochuje, ale zwykle bagatelizuje rodzące się uczucie.
• Blisko było mu do pewnego uzależnienia, udało mu się jednak z tego wyrwać.
• W pewnym okresie często uciekał do alkoholu.
• Nie chwali się tym, ale jest masochistą.
• Marzy o tym, by wystąpić na scenie w postaci skrzypka.
• W dzieciństwie wołano na niego "Simmy".

avatary
#1.1, #1.2, #2, #3.1, #3.2, #4, #5, #6.1, #6.2, #6.3,
#7, #8, #9.1,#9.2

FABUŁA
Kościół - pierwsze spotkanie z Reedsem.
Mieszkanie Basila - &Albert.
Hyde Park - pierwsze spotkanie z Nancy.
Zimowy Jarmark [event]
× Lodowisko
× Stragany
Księgarnia "Pod Globusem" - &Dine.
Dom Lalkarza [event]
× Sklep
× Strych
Mieszkanie Basila - &Albert.
Księgarnia "Pod Globusem" - &Albert.
Straszny Szpital [event]
× Parter
× I piętro
× Piwnice
Mieszkanie Basila - &Albert.

URYWKI Z PAMIĘTNIKA


Czas: listopad 1882
Miejsce: dom publiczny

- Mamo, ale ja nie chcę tego robić - wyszeptał chłopiec, pociągając wspomnianą osobę za rękaw.
- Kochanie, jesteś pupilkiem ludzi! - odparła z pochwałą w głosie, kucając i zaraz zgarniając dwunastolatka w swoje ramiona. - Nie widzisz, jacy zadowoleni wychodzą po wizycie z Tobą?
Blondyn zmieszał się, spuszczając wzrok na podłogę.
- Ale... Oni robią dziwne rzeczy... I to często boli - wyznał skonsternowany, nie mając bladego pojęcia, jak nazwać to, co miał na myśli. Nawet nie do końca był świadom tego, co robi, więc jak miał wytłumaczyć to dziwne uczucie, które towarzyszyło mu za każdym razem, gdy drzwi pokoju się zamykały, a on ze strachem spoglądał na czekającego mężczyznę.
- Przyzwyczaisz się do tego! Robisz same dobre rzeczy, Simmy - zapewniła go matka z tak szerokim uśmiechem, że trudno było mu w to nie uwierzyć, choć wątpliwości wciąż uciskały niemile jego żołądek. - Dzięki Tobie wzrosło zainteresowanie i nie musimy już tak martwić się o pieniądze. Wyciągniesz nas z tego dołka - dodała, kołysząc go lekko w matycznym uścisku, którego doświadczał tak rzadko, że naprawdę zaczął wierzyć w jej słowa.
- Jak długo będę musiał to robić? Niektórzy są dla mnie niemili... - bąknął, przywołując obraz obrzydliwych uśmiechów i kpiących spojrzeń. Zawsze ogarniała go wtedy ochota ucieczki z pokoju, ale nigdy nie był w stanie tego uczynić. Nawet jeśli by chciał, zaciągnęliby go z powrotem.
- Wydaje Ci się - Adele zbagatelizowała to niedbałym machnięciem ręki. - Idziesz w ślady matki, nie cieszy Cię to? - spojrzała na niego z nadzieją odbijającą się w jej zielonych oczach. Wierzyła, że skoro jej syn jest taki młody i nie rozumie, co dokładnie robi, to nie wyniknie z tego w przyszłości nic niedobrego.
Basil wymusił drobny uśmiech.
- Cieszę się - skłamał.

___________________________________________________________________________
Czas: marzec 1885
Miejsce: dom publiczny

Włóczył się po korytarzach bez celu, a jedno zerknięcie na jego twarz zapewniało delikwenta, że ma do czynienia ze zwyczajnie zmęczonym człowiekiem, którego dopadła okrutna rutyna. Wstać, zjeść śniadanie, ogarnąć się, praca, praca, praca, umyć się, zjeść kolację, pójść spać i cały cykl od nowa. Basil własnie tak postrzegał życie, jako jedną monotonię pozbawioną jakichkolwiek kolorów. To była jego czarno-biała egzystencja i nie sądził, by cokolwiek zdołało się zmienić.
- Basil! - zerknął bez zainteresowania w stronę jednej z sióstr, która zbliżała się do niego ze swoim sztucznym uśmiechem. - Przyszedł nowy, podobno o Tobie usłyszał, więc chciał Cię spróbować! - stwierdziła z taką radością, jak gdyby co najmniej informowała go o wynalezieniu lekarstwa na dżumę.
- Bez różnicy - mruknął, kierując zaraz kroki w stronę recepcji.
- To podobno Francuz! W dodatku ktoś z wyższych sfer! - zawołała za nim. - Ty to masz szczęście! - odbijało się to echem w jego głowie, a on nie mógł uwierzyć, że można to nazwać szczęściem.
[...]
- O, idzie wreszcie! Basil, żwawo, żwawo!
Westchnął ciężko, zbliżając się do rozmówców i tylko przelotnie pozwalając sobie zerknąć na mężczyznę, z którym zaraz zniknie w pokoju, by ponownie uświadomić sobie, jak słabym jest człowiekiem. Człowiekiem pozbawionym wyboru.
Przystanął przy nich, od niechcenia wbijając posępny wzrok zza okno. Czeka go kolejna godzina bólu i przełamywania granic. Jak w takiej sytuacji można było myśleć pozytywnie? Simmons starał się jedynie zakończyć sprawę jak najwcześniej, a potem zaszyć się gdzieś, gdzie nie będą go szukać, by choć chwilę odpocząć i poczuć, że może zrobić coś innego niż to.
- Mamy taki słoneczny dzień. Dlaczego nie postarasz się o odrobinę entuzjazmu, hm? - rozbrzmiał głęboki głos, a blondyn przeniósł zbite z pantałyku spojrzenie na okularnika. Subtelny uśmiech wyginający wargi mężczyzny i przenikliwe spojrzenie było przyczyną pewnego niepokoju, choć z drugiej strony... Pierwszy raz poczuł iskrę ciekawości wobec klienta.
Gdyby tylko wiedział, jak ta godzina zmieni jego życie.
___________________________________________________________________________
Czas: maj 1885
Miejsce: park

Westchnął głęboko, czując jak świeże powietrze wypełnia jego płuca i przyprawia go o przyjemne uczucie wolności.
- Nigdy nie sądziłem, że wiosna może być tak urokliwa - przyznał szczerze, zerkając z zaciekawieniem na mężczyznę, który dotrzymywał mu kroku podczas spaceru przez park.
- Wcale mnie to nie dziwi, jeśli większość swojego czasu spędzasz w budynku - odparł, posyłając mu delikatny uśmiech. - Zwyczajnie się tam dusisz, powinieneś częściej się dotleniać. To pomaga również na zdrowie.
- Wcześniej jakoś nie miałem na to czasu - odparł trochę niechętnie, przyglądając się mijanym drzewom, których korony rzucały cień na ścieżkę. - Zresztą spacerowanie samemu to nie to samo - dodał, uśmiechając się szerzej i biorąc Andrewa za rękę. - Wziąłem trochę chleba, więc możemy nakarmić kaczki! - pociągnął go z entuzjazmem w stronę jeziora.
- Matka wie, że buszujesz po ich kuchni? - zapytał z drobnym rozbawieniem w głosie, dając się pociągnąć w stronę wody.
- Nie pogniewa się raczej o jedną kromkę - mruknął, przystając tuż przy brzegu i wyciągając wspomniany chleb, który podzielił na pół i oddał jedną połówkę mężczyźnie. - Nigdy nie wychodziła ze mną na spacery... Właściwie nie miała czasu się mną zajmować. Byłem oczkiem w głowie krewnych, między innymi dlatego wujek kupił mi skrzypce i nauczył mnie na nich grać - wyznał spokojnie, odrywając mały kawałek skórki, który rzucił w stronę gromadki kaczek, te zaś już po chwili toczyły zażarty bój o jedzenie.
- Wspominałeś coś ostatnio o pogorszeniu się Twojego wzroku... Nie sądzisz, że to czas na noszenie okularów? - Andrew przyjrzał się mu się badawczo z ukosa, bez większego zaangażowania również odrywając swój fragment kromki.
Basil uśmiechnął się speszony.
- Matka twierdzi, że nie będzie niepotrzebnie wydawać pieniędzy, skoro nadal mogę normalnie funkcjonować z taką ostrością obrazu.
- Ale czy taka ostrość Ci nie przeszkadza? - uśmiechnął się lisio, zaraz schylając w jego stronę i skracając dystans między ich twarzami. - Widzisz mnie wystarczająco dobrze?
Policzki chłopaka mimowolnie oblały się delikatnym rumieńcem, choć równie delikatny uśmiech rozpromienił jego twarz, gdy zerkał w oczy mężczyzny. Odpowiedział mu krótkim muśnięciem warg.
- Załatwię Ci odpowiednie okulary, więc odwołaj wszystkie plany na jutro. Zabieram Cię do okulisty - wymruczał, prostując się i rzucając kawałek chleba niecierpliwym kaczkom, które zaczęły im się uparcie przyglądać.
- Nie musisz tego robić - wymamrotał trochę speszony blondyn, również przenosząc wzrok na jezioro. - Będę odkładać pieniądze i w końcu nazbieram na to... Bez pomocy matki.
- Bazyl.
Zerknął w jego stronę.
- Wszystko co robię, robię dla Ciebie - stwierdził poważnie, schylając się w jego stronę i całując krótko w głowę.
Simmons nie mógł zignorować przyjemnego ciepła, które rozlewało się po jego ciele, podpowiadając mu, że w końcu odnalazł szczęście w swojej ponurej codzienności.
Więc dlaczego mimo wszystko ogarniały go wątpliwości?
___________________________________________________________________________
Czas: grudzień 1885
Miejsce: dom publiczny

Znowu to zrobił. A przecież tym razem miało być inaczej. Miał stanowczo powiedzieć "nie", odsunąć się i wyjść. Ale uległ, tak jak za każdym razem, gdy przed oczami stawała mu grożąca palcem matka. To nie tak, że się jej bał. On jedynie nie chciał jej zawieść. Jej i innych, którzy w rzeczywistości nie powinni mieć dla niego żadnego znaczenia.
Westchnął zrezygnowanie, przesuwając dłonią po twarzy i pozwalając sobie na ulgę dopiero wtedy, gdy usłyszał zamykane drzwi. Żadnych słów podzięki, otuchy czy czegokolwiek. Zupełnie jakby był robotem zaprogramowanym do jednego celu i tylko na tym celu zależało wszystkim, którzy przekraczali próg pokoju. Ale w przeciwieństwie do sterty żelaza, on miał uczucia i marzenia.
- Kurwa - przycisnął poduszkę do swojej twarzy tak mocno, że przez ułamek sekundy miał nadzieję, że może uda mu się udusić. Na marne, bo w końcu podniósł się do siadu i w złości posłał poduszkę w stronę drzwi.
Akurat otwieranych drzwi.
Kobieta nosząca to samo nazwisko co on, zerknęła tylko pytająco na podłogę, a zaraz przeniosła spojrzenie na Basila.
- Nie histeryzuj tylko. To jeszcze nie koniec Twojej pracy. Za godzinę przyjmujesz następnego - poinformowała go surowo, zupełnie nie zwracając uwagi na wyraz jego twarzy, który jasno sugerował, że ma ochotę zapaść się pod ziemię i popaść w wieczną chandrę.
Chciał się odszczeknąć, powiedzieć jej coś niemiłego, ale tylko zacisnął wargi, odwracając wzrok. Nie był w stanie się jej sprzeciwić. A drzwi ponownie się zamknęły, pozostawiając go samego swoim myślom.
Za każdym razem czuł się beznadziejnie. Wykorzystany, potraktowany jak zabawka. Podciągnął kolana do klatki piersiowej i objął je mocno ramionami, chowając w nich twarz.
- Chcę stąd już odejść... - powiedział, chociaż nikt go nie usłyszał.
___________________________________________________________________________
Czas: styczeń 1886
Miejsce: ulice Londynu

Ciche łkanie wydobywało się zza rogu jednego z pobliskich budynków zalanych ciemnością wieczoru. Czarnowłosy mężczyzna doskonale zdawał sobie sprawę, do kogo należy ten płacz. Zdarzały się takie sporadyczne przypadki, kiedy ów chłopak przerywał pracę, próbując uciec od wszystkiego i wszystkich, ale koniec końców zawsze wracał z opuszczoną głową i zaciśniętą w pięść dłonią. Za każdym razem obiecał sobie, że to ten dzień... Ale on nigdy nie nadszedł.
- Bazyl. - Słowo uciekło z ust wyższego mężczyzny, gdy stanął on nad skulonym chłopakiem.
Blondyn nie uniósł głowy, chowając ją nadal w kolanach, które mocno obejmował ramionami. Zdawać by się mogło, że jeden dotyk byłby w stanie rozbić go na tysiąc kawałków.
Andrew zmarszczył brwi, kucając przed nim i kładąc mu dłoń na ramieniu.
- Twoja matka się martwi - poinformował go, przyglądając mu się badawczo z nadzieją, że uda się złapać z nim kontakt wzrokowy.
Simmons pokręcił głową i pociągnął nosem.
- Wiesz, że nie o to jej chodzi - burknął niewyraźnie.
Cierpliwość starszego mężczyzny wobec Basila szybko się kończyła, więc chwycił go za podbródek i szarpnął ku górze, by móc wreszcie spojrzeć w miodowe oczy pełne łez. Nie chciał znowu się z nim męczyć.
- Użalanie się nad sobą niczego nie zmieni - stwierdził surowo, pozwalając zasiać trochę strachu w sercu szesnastolatka.
On zaś przetrzymał jego spojrzenie, marszcząc brwi.
- Ja tak dłużej nie mogę, Andrew. Dlaczego nie możesz tego zrozumieć? Dlaczego w ogóle... Zgadzasz się na takie rzeczy... - głos mu się złamał, a twarz wykrzywił grymas, więc odwrócił głowę, uparcie wpatrując się w kamienny bruk. - Myślałem, że to nie będzie się tak ciągnąć. Nie będę czekać wieczność - dodał cicho. Wewnętrznie ogarnął go drobny strach, że zaraz powie za wiele, że przekroczy pewną granicę, która poskutkuje bardzo niemiłymi dla niego konsekwencjami. Nie chciał spłoszyć kochanka, zawsze ogarniało go przeczucie, że jest dla niego zbędnym balastem przez ciągłe narzekanie. Bo kto by chciał taki wrak człowieka?
Czarnowłosy mężczyzna westchnął ciężko, przymykając chwilowo oczy i odsuwając się od niego.
- To nie takie proste. Musisz być cierpliwy i wziąć się w garść - odparł spokojnie, wstając i kierując się powoli w stronę wyjścia z uliczki. - Nie będę w stanie pomóc Ci za każdym razem.
Basil uniósł głowę, podążając za nim zdziwionym spojrzeniem.
- Po-poczekaj...! - zerwał się niemal natychmiast z ziemi, by zaraz wtulić mocno w plecy wyższego. Zacisnął powieki, czując jak wzbierają się pod nimi łzy. - Tylko mnie... Nie zostawiaj - poprosił cicho.
Mężczyzna zatrzymał się i zerknął na niego z ukosa.
- Nie opuszczę Cię, Bazyl. Wyciągnę Cię z tego - obiecał.
__________________________________________________________________________
Czas: listopad 1886
Miejsce: ?

Uchylił z trudem powieki, by zaraz je zmrużyć, gdy jego spojrzenie skonfrontowało się z oślepiającą jasnością. Nie miał bladego pojęcia, gdzie jest, ani nie orientował się w czasie. Wspomnienia wczorajszego wieczoru były przyćmione, niedostępne jego pamięci. Choć usilnie starał się złapać jakiejkolwiek stabilniejszej myśli, one chaotycznie rozpraszały się, nie pozwalając mu na oprzytomnienie.
- Basil, idioto... Wziąłeś tego za dużo - rozbrzmiał obok zniekształcony głos kogoś na pozór znajomego, Basil nie był jednak w stanie nikomu go przypisać. - To Ci go nie przywróci, więc przestań odstawiać takie cyrki. - Chłopak stęknął cicho, próbując poruszyć jakimkolwiek mięśniem w jego ciele - bezskutecznie. Czuł się jak rozlazła masa, nad którą nie miał absolutnie żadnej kontroli. Bodźce docierające do jego zmysłów były stłumione, niepełne i dezorientujące.
- Nie mam... to bezsensu... to wszystko... nie chcę... - zaczął mamrotać pod nosem, zamykając z powrotem oczy i odchylając głowę na bok. Twarz została wykrzywiona przez grymas, gdy poczuł ból przeszywający jego plecy. Jednego był przynajmniej pewien - czucia nie stracił.
Ciche westchnienie opuściło usta drugiej osoby, tej nie mógł niestety wciąż dostrzec.
- Złotego Strzału to Ty nie umiesz sobie aplikować... - usłyszał wraz z cichym śmiechem, który prędko jednak ucichł. - Zostaniesz niedoszłym samobójcą... To już Twoja trzecia próba, prawda?
Chropowata powierzchnia drażniła jego skórę, więc poruszył się niespokojnie, z trudem oblizując spierzchnięte wargi.
- Odpierdol się ode mnie... - mruknął cicho, a pomiędzy jego brwiami mimowolnie pojawiła się zmarszczka zdenerwowania.
- Najpierw... najpierw był most, tak. Andrew w ostatniej chwili Cię stamtąd ściągnął, prawda? Później były proszki nasenne. Ukradłeś je z naszej szafki i myślałeś, że nikt się nie zorientuje? Chyba dostałeś wtedy niezłe lanie od Adele, o ile dobrze pamiętam...
- Daj mi spokój - fuknął, odczuwając jeszcze większe zmęczenie, nie tylko fizyczne, ale i psychiczne.
- A teraz to - niezadowolone cmoknięcie. - Nadajesz się chyba tylko do jednej rzeczy, Simmons. Do bycia wykorzystywanym - lodowaty głos przyprawił blondyna o ciarki, a gdy w końcu udało mu się otworzyć oczy i utrzymać w ryzach rozmazujące się kontury, dostrzegł pochyloną nad nim twarz. Uśmiechała się delikatnie, choć niepokojąco. Otworzyła usta, wypowiadając jeszcze jedno zdanie, ono zaś zginęło w odmętach umysłu Basila, gdy ten ponownie stracił przytomność.
Ostatnio zmieniony przez Basil Simmons 2017-08-14, 15:35, w całości zmieniany 7 razy  
 
     
Basil Simmons


Rodzina: Adele Simmons - matka; Christopher Cavendish - ojciec
Wiek: 18 jesieni
Znaki szczególne: nosi grubo oprawione okulary o prostokątnym kształcie; miodowe oczy; sztywne ruchy; niewielka, cięta blizna na prawym biodrze; wychudzona postura; pracuje jako księgarz
Ekwipunek: klucze do mieszkania; portfel; szmatka do okularów oraz pokrowiec; melancholia
Poziom życia: 100%
Dołączył: 31 Sie 2015
Posty: 188
Wysłany: 2017-07-28, 16:33     

wersja SBowa

And if you're lost out there
In the night
Wishing on stars
Wondering who you are


Wiek: 21 lat
Wzrost: 187 centymetry
Waga: 63 kilogramów
Główne cechy charakteru: zamknięty w sobie; niepewny; o zaniżonym poczuciu własnej wartości; drażliwy; nerwowy; bojaźliwy; cierpliwy; delikatny; obowiązkowy; troskliwy
Główne cechy wyglądu: miodowe oczy; ciemno-blond włosy; okulary; blizna na prawym biodrze; jeszcze więcej blizn na przedramionach
Zawód: obecnie brak
Poprzednie miejsca pracy: księgarnia; archiwa; sady; ogród; magazyny; filharmonia; posiadłość Andrewa; posiadłość Christophera
Kolczyki: po jednym w prawym sutku i w lewym uchu
Tatuaże: brak; dawniej wąż oplatający go w pasie
Blizna: cięta na prawym biodrze; liczne na przedramionach (wynik stresu)
Alergia: brak
Fobie: ?
Uzależnienie: cięcie się; czasami pali papierosy
Zaburzenia psychiczne: depresja; zespół lęku napadowego
Inne: brak poczucia własnej wartości; problemy ze snem; występujące czasami obrzydzenie do pewnych sytuacji bądź samego siebie; przeżył jeden zawał serca
Próby samobójcze: cztery (w tym jedna udana)
Bliscy znajomi: Annie; Alice; John; Gabriela; Andrew
Odwiedzone kraje: Włochy; Rosja; Francja; Hiszpania; Nowa Zelandia; Portugalia; Australia; Japonia
Nabyte/rozwinięte umiejętności: język francuski; gra na pianinie; jazda na łyżwach; rysowanie; jazda konno; pływanie&nurkowanie; majsterkowanie
Ilość zdjęć w albumie: 19

I'm not perfect
But I keep trying
Cause that's what I said
I would do from the start

• W chwilach samotności sięga po pluszową replikę swojego przyjaciela z dzieciństwa - królika Rufusa.
• Lubi wykonywać prezenty własnoręcznie, za swój najlepszy uważa kieszonkowy zegarek z pozytywką.
• Drażni go, gdy ktoś twierdzi, że marudzi, choć sam odbiera to zupełnie inaczej. Wówczas ma ochotę zupełnie milczeć.
• Bywa chorobliwie zazdrosny, aczkolwiek wszystko tłumi w sobie.
• Kilka razy brał udział w występach publicznych w filharmonii. Raz także grał solo.
• Nie lubi płakać po pewnej sytuacji, dlatego jeśli musi, odchodzi gdzieś na bok.
• Poranki to dla niego trudna pora dnia, wszystko za sprawą braku chęci do życia.
• Zdezerterował.
• Po "eksperymencie" znacznie osłabł jako żniwiarz. Regeneruje się wolniej od nich.
• Obwinia się za wiele rzeczy, nawet takich, na których nie miał wpływu.
• Gra rzadziej na skrzypach, niż dawniej.
• Najbardziej nienawidzi samego siebie. Z różnych powodów.
• W wolnym czasie oddaje się rozmyślaniom, czemu towarzyszy nieobecny wzrok wbity w okno bądź ścianę.
• Chciałby coś konkretnego w sobie zmienić, ale nie jest w stanie.
• Odczuwa dyskomfort na cmentarzach.
• Podobają mu się starsi i dojrzalsi mężczyźni w okularach, najlepiej o czarnych włosach.
• Miał okazję opiekować się małym niedźwiadkiem.
• Trudno mu trzymać się swoich postanowień.
• Skomponował własny utwór pod tytułem „Histoire d’Albert”.

I wanna cry and I wanna love
But all my tears have been used up
_________________
postaciowo | theme | #C0C0C0

I will tell you my sins,
and you can sharpen your knife.


Licznik postów fabularnych: 136
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
 



Fairy Tail Path Magician



Bleach OtherWorld

Dragon Ball New Generation Reborn



Vampire Knight


Król Lew















Image and video hosting by TinyPic

Rainbow RPG

























Silver Baner

Vampire Diaries











SnM: Naruto PBF



Luciferum zaprasza!





aegyo



Ningyo

On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 0,31 sekundy. Zapytań do SQL: 12