Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).

POSZUKIWANIA
► Basil poszukuje skrzypkowego konkurenta, nachalnego klienta i innych powiązań.
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Rikuo poszukuje ochotnika do sesji.
► Michaela poszukuje pacjenta, osób z przeszłości i innych powiązań.
► Eliot poszukuje znajomości, wroga.
► Anne poszukuje arystokraty, demona, anioła, demonicznego zwierzęcia i ojca..

Sierpień 1889r.
Nad Londynem gorąca aura sprzyja gwałtownym, letnim burzom z silnymi wyładowaniami. Temperatura będzie wynosić ok. 28'C w dzień, w nocy zaś 16'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Strumyk
Autor Wiadomość
Nancy Moron

Wydz. Żniwiarzy

Kosa śmierci: zaostrzony bumerang - Chi
Poziom życia: 100%
Dołączył: 22 Paź 2014
Posty: 134
Wysłany: 2016-05-03, 20:17   
   Multikonta: Sharon


Niezbadany obiekt podszedł bliżej. Nie wiedziała czy mu zazdrościć czy mu współczuć o ile była zdolna do tego drugiego, bo do tego pierwszego jeszcze na pewno tak. Ale chyba nie chciałaby mieć aż tak zrytej bani. Znaczy nikt nie twierdził już, że jest normalnym żniwiarzem, ale wciąż bywały u niej takie momenty, kiedy szło się z nią dogadać i to nawet podejmując bardzo poważne, wręcz filozoficzne tematy rozmów!
- Eee... - bąknęła tylko na temat szacunku, bo jakoś bardziej konkretna odpowiedź nie przyszła jej na myśl, a najlepiej to chyba w ogóle nie odpowiadać. - Źle wybrałeś, nie nadaję się na przyjaciółkę. - stwierdziła i machnęła niedbale dłonią w powietrzu.
Bo Moron kompletnie nie nadawała się na kogoś pozostającego z kimś w dobrych pozytywnych stosunkach. Miała za długi język, bywała opryskliwa i nie rzadko trudno z nią było wytrzymać. Wszyscy to potwierdzali. Może było kilka osób, z którymi utrzymywała trochę lepsze kontakty, ale to cud, że trafił się ktoś kto był ją w stanie tolerować. Oprócz pingwinów. Pingwiny zawsze ją kochały!
- Świetnie, a twoje są brzydkie. - kolejna bardzo kreatywna odpowiedź, ale gość wzbudzał w niej sceptyczne podejście, głównie z powodu na dziwną gadkę, która nawet jak dla niej była zbyt tandetna. - Nie, jest tak jak jest. Z Willem można się dogadać, jest całkiem w porządku jak się go podejdzie z odpowiedniej strony. - cofnęła się trochę... dopiero teraz zauważyła, że w pobliżu był... CZŁOWIEK. Ale co z tego, ona już wyrobiła się ze swoim zleceniem, a ten typ niech sobie gada z kim chce i jak chce.- A co? Masz coś do Willa? - podparła dłonie pod boki, kręcąc trochę nosem i wpatrując się w Gabriela podejrzliwie... jego pingwiny by nie polubiły. Czuła to! Instynktownie niczym matka potrafiła określić upodobania swojej pingwiniej hodowli... to był zły omen dla jej ptasich podopiecznych.
 
     
Gabriel Trager

Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Nie potrzebuje czegoś takiego.
Wiek: Troszkę
Znaki szczególne: Charakterystyczny śmiech psychopaty, magnetyzujące niemal hipnotyczne oczy którym ciężko odmówić
Kosa śmierci: Olbrzymie, pół metrowe nożyce. Wyglądają na podstarzałe i delikatnie zardzewiałe. Widać na nich zakrzepłą krew
Poziom życia: 100 procentków
Dołączył: 04 Mar 2016
Posty: 30
Skąd: Szwecja
Wysłany: 2016-05-04, 00:06   
   Multikonta: Soma Asman Kadar


- Ha ha ha, wątpie. Sądze, że dobrze trafiłem. Bo widzisz, ja też nie nadaję się na przyjaciela. W końcu jak to mówią inni, nie idzie ze mną wytrzymać. Niewiele osób umie być dla mnie na tyle tolerancje. - Uśmiechnął się delikatnie. Na chwilę przestał się zajadać. Przecież jej nie poczęstował! Skandal! Gdzież jego dobre maniery. Natychmiast wyciągnął paczuszkę w jej kierunku.
- Masz możę ochotę? Są smaczniejsze niż może się wydawać
Zaśmiał się perliście chwilę później po usłyszeniu tego miłego "komplementu"
- Masz całkowitą rację, też tak sądzę. Nie rozumiem jak inmi są w stanie na nie patrzeć - Odpowiedział ciepło.
Zdziwił się lekko na jej cofnięcie do tyłu. Nie skomentował tego w żaden sposób, bo i po co? Nie było zbytniego powodu wnikać w szczegóły o co może chodzić. Wiedział tylko, że nie cofa się przez niego, reszta mu nie przeszkadzała.
-Ależ skąd. Tak się nie mówi po młodzieżowemu? - Zapytał szczerze zaskoczony reakcją. Tak to jest jak próbujesz nie być z zeszłego wieku. Traktują cie jakbyś komuś ojca gitarą zabił. Co za czasy.
- Sympatyczna z niego osoba. No i jest bardzo pomocny. Kogo jak kogo, ale tą osobistość bardzo szanuję. - Nieprzerwany uśmiech w końcu zniknął z jego ust, dzięki czemu zapewne wyglądał o wiele normalnie. W sumie zmienił się cały jego sposób zachowania jakby stał się zupełnie inną osobą. Paczuszka szybko wylądowała w kieszeni. Po chwili też żniwiarz wystawił do Nancy rękę.
- Doktor Gabriel Trager. Ale możesz mi mówić Gabriel. A jak brzmi twoje imię? - Zapytał spokojnie z neutralnym wyrazem twarzy.
 
 
     
Nancy Moron

Wydz. Żniwiarzy

Kosa śmierci: zaostrzony bumerang - Chi
Poziom życia: 100%
Dołączył: 22 Paź 2014
Posty: 134
Wysłany: 2016-05-06, 17:11   
   Multikonta: Sharon


- To po co się pytasz o takie rzeczy skoro się nie nadajesz? - albo to ona zgubiła gdzieś po drodze logikę ALBO... chwila, przecież nic w tej rozmowie nie było logiczne, a po samej Moron trudno się spodziewać trzeźwego myślenia, ale skoro nawet jej w tym coś nie pasowało, to znaczy, że po prostu tutaj logiki nie było ani grama.
Capnęła jedno ciastko, poniuchała na wszelki wypadek czy nie pachnie w jakiś podejrzany sposób. W końcu jej się zdarzało częstować różnymi, podejrzanymi specyfikami, które pomimo przyjemnego wyglądu mogły okazać się bardziej lub mniej udanym eksperymentem. Ale ciacho pachniało normalnie, ugryzła więc nie zbliżając się jednak za bardzo do nieznanego osobnika. Raczej nie można było tego nazwać wrodzoną ostrożnością, prędzej jakimś dziwactwem.
Nie podziękowała, bo i po co.
- Po młodzieżowemu czyli po jakiemu? To ma coś wspólnego z ludźmi? - zapytała ni stąd ni zowąd wpychając sobie całe ciastko do buzi, bo kulturą to chyba ona nigdy nie grzeszyła... chociaż, może w jej rozumieniu miało to akurat coś wspólnego z dobrym zachowaniem.
Tak czy inaczej dla niej ten typ posługiwał się dziwnym, niezrozumiałym dla niej językiem i przejawiał dziwne odruchy. A może po prostu był zbyt normalny na jej osobowość i to było w nim dziwne? A niech tam! Nic do niego nie miała, chociaż... był dziwny.
Otrzepała ręce z okruszków, żeby nie być taką ostatnią ofleją.
- Nancy. - jakże krótkie i mało bogate słownictwo, kiedy uścisnęła mu dłoń z większym nawet duchem optymizmu, który wstąpił w nią zaraz po tym etapie podejrzliwości. - Gabrielu, Gabrielu... - zaczęła bardzo uroczyście jak wskazuje na to podniosłość tej chwili. - Nie masz teraz żadnych fascynujących zleceń czy postanowiłeś właśnie wyrwać jelito tej ludzkiej istocie uprzednie dokonując aktu znajomości z nią? - i tu wskazała na oddaloną ludzką osobniczkę, z którą najwyraźniej wcześniej żniwiarz prowadził konwersację.
 
     
Gabriel Trager

Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Nie potrzebuje czegoś takiego.
Wiek: Troszkę
Znaki szczególne: Charakterystyczny śmiech psychopaty, magnetyzujące niemal hipnotyczne oczy którym ciężko odmówić
Kosa śmierci: Olbrzymie, pół metrowe nożyce. Wyglądają na podstarzałe i delikatnie zardzewiałe. Widać na nich zakrzepłą krew
Poziom życia: 100 procentków
Dołączył: 04 Mar 2016
Posty: 30
Skąd: Szwecja
Wysłany: 2016-05-10, 18:36   
   Multikonta: Soma Asman Kadar


- Jeśli ani ty ani ja się nie nadajemy, to czyż nie jest dobrze? W końcu tak naprawdę nie przeciwieństwa się przyciągają a podobieństwa, prawda? - Wyjaśnił spokojnie spoglądając na nią z delikatnym zainteresowaniem.
- Znaczy to posługiwanie się slangiem i specifiką mówienia jaką posługują się ludzie młodzi. Jestem bardzo staroświecki, więc staram się znaleźć z rozmówcą wspólny język, by nie czuł się dziwnie. - Powiedział tonem znającego się na rzeczy psychologa. W końcu zresztą kiedyś i nim był, ale kto tam wie i kogo to w ogóle obchodzi.
Ciekawy był czy kobieta skonsumuje swoje ciastko. Zauważył, że się nieco wahała i była lekko podejżliwa. Teoretycznie nie powinna mieć w sumie do tego powodu. Sam jeszcze swoje pyszne przysmaki dopiero co pałaszował. Raczej ich zjedzenie nie powinno mieć negatywnych skutków. No, ale ostrożności nigdy za wiele, w sumie to nawet rozumiał.
- Ah, niestety już dłuższy czas nic ciekawego nie mam. Chadzam więc to tu, to tam i szukam przyjaciół . A ta miła dama akurat ma śliczne złote oczy. Kocham takie najmocniej na świecie. Tak bardzo je chce - na jego twarzy znów zawitał uśmiech. Zerknął przelotnie na byłą towarzyszkę rozmowy, chwilę potem jednak spojrzeniem wracając na Nancy.
- No, ale póki nie umrze, mogę jedynie im się przyglądać. Na razie nie powinienem sprawiać kłopotów Williamowi. Obecnie nie potrzebuje szlabanów i masy roboty do odpracowania. A jak z tobą Nancy? Wracasz z zlecenia czy akurat masz troszkę wolnego i postanowiłaś zrobić sobie spacer?
 
 
     
Nancy Moron

Wydz. Żniwiarzy

Kosa śmierci: zaostrzony bumerang - Chi
Poziom życia: 100%
Dołączył: 22 Paź 2014
Posty: 134
Wysłany: 2016-05-12, 17:36   
   Multikonta: Sharon


Chwila, musiała się zastanowić. To było dla niej zbyt skomplikowane, a ona uczona to nigdy nie była. Analiza, analiza, analiza... nie, jakoś przeciwieństwa się nie przyciągają. Może tak się mówi, ale to głupie. Wiele rzeczy na tym świecie jest głupie albo nagle okazuje się, że coś się nie sprawdza, jakieś ludzkie systemy wartości, ludzkie przyzwyczajenia czy powiedzonka. Z punktu widzenia żniwiarzy wiele tego co dotyczy człowieka zwyczajnie jest nudne, przewidywalne i głupie, a ludzie zachowują się zwyczajnie... głupio.
- Po przeciwieństwach robi się niedobrze. Spróbuj wypić wino i mleko. - podsumowała swoim zwyczajem, rozumując wszystko po swojemu.- To sobie je wydłubiesz jak ją skosisz. - wzruszyła ramionami, bo dla niej wydawało się to oczywiste, niektórzy żniwiarze mieli przecież takie zwyczaje, że zabierali po swoich ofiarach jakieś pamiątki.- Złote oczy? - a jednak coś ją zaciekawiło, obejrzała się w stronę tej panienki, chociaż stała ona trochę dalej i pod takim kątem, że nie widziała jej tęczówek. - Widziałam niedawno osobę o takich oczach... słodziak Alberta ma takie. Ale to jego kolejne zwierzątko, więc się nie wtrącam. - skwitowała uznając, że nie będzie wpieprzać się w to z kim Reeds się spotyka, no chyba, że... jakoś szczególnie ten osobnik będzie mu szkodził, wtedy czuła wręcz moralny obowiązek interwencji! - Miałam tu zlecenia w pobliżu, ale nic ciekawego. Może coś bardziej interesującego trafi się później.
Czasem działy się rzeczy, na które warto było zwrócić uwagę, chociaż mało które ludzkie nagrania filmowe były fascynujące, ale te naprawdę bardziej wciągające były czymś co oglądało się z chęcią i prawie wypiekami na twarzy! Nie licząc tego, że ona wypieków nie miała, chyba nawet rumienić się nie umiała. A może po prostu już nie pamięta jak to się robi?
 
     
Gabriel Trager

Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Nie potrzebuje czegoś takiego.
Wiek: Troszkę
Znaki szczególne: Charakterystyczny śmiech psychopaty, magnetyzujące niemal hipnotyczne oczy którym ciężko odmówić
Kosa śmierci: Olbrzymie, pół metrowe nożyce. Wyglądają na podstarzałe i delikatnie zardzewiałe. Widać na nich zakrzepłą krew
Poziom życia: 100 procentków
Dołączył: 04 Mar 2016
Posty: 30
Skąd: Szwecja
Wysłany: 2016-08-30, 23:06   
   Multikonta: Soma Asman Kadar


- Hmm.. chciałbym. Tylko jak na razie dama nie zamierza umierać. Niestety. - Westchnął cicho i przysłuchiwał się dalszym słowom Nancy. Zainteresował go ten Albert, a także i jego zwierzaczek o złotych oczach. Uznał jednak, że tym razem sobie daruje. Czyjeś to czyjeś, nie powinien się w to wtrącać.
- Ahh.. musze przyznać, że te czasy cierpią na bardzo nudne życie mieszkańców. Już moje własne historie mnie mniej nudzą od ich nagrań. To bogaci źli wykorzystujący innych milionerzy, to ubodzy żebracy, to prostytutki i inne zbieranina tego typu mętnych istot. Taka szkoda. Kiedy trafił się jeszcze ktoś z czymś nowym, niezwykłym, ciekawym. Teraz wszystko robi się powoli takie 'klasyczne'. Aż śmierć powoli traci swój urok. - Powiedział zmęczonym i zbolałym głosem.
- No, ale mogło być gorzej prawda? Powiedz mi, nie miałabyś się ochoty czasem kiedyś przejść ze mną na spacer? Mam wyraźny problem z zagospodarowaniem sobie czasu, a ty na razie jesteś osobą z którą miałem najdłuższą konwersację od paru lat. - Powiedział z delikatnym uśmiechem.
 
 
     
Nancy Moron

Wydz. Żniwiarzy

Kosa śmierci: zaostrzony bumerang - Chi
Poziom życia: 100%
Dołączył: 22 Paź 2014
Posty: 134
Wysłany: 2016-09-01, 20:39   
   Multikonta: Sharon


- Skąd wiesz czy nie zamierza? Pytałeś? - zaciekawiła się, bo może, może... czasem trafiały się OSOBNIKI, które zamierzały umierać, a skoro miały taki zamiar, to znaczy, że chciały przed czasem ukrócić swój żywot.- Ale gdyby zamierzała, to już nie mógłbyś zabrać jej tych złotych oczek. - dodała z pewnym zawodem w głosie.
Bo wtedy uruchamia się standardowa procedura. Żaden człowiek nie ma zamiaru umrzeć oprócz samobójców, a z tymi już wiadomo jak jest. Instytut Shinigamich robi im pranie mózgów i z człowieka stajesz się żniwiarzem z radością zbierającym dusze i z podziwem wpatrującym się w fontanny rozbryzgującej się krwi. Przynajmniej teoretycznie, praktyka pokazywała, że wielu młodych nie potrafiło się szybko przyzwyczaić do nowych obowiązków i różne były ich dalsze losy. Doprawdy, różne!
- Co się robi na spacerze oprócz chodzenia? - zamrugała oczkami wpatrując się w shinigamiego jak w jakiegoś przedstawiciela gatunku pochodzącego z obcej planety, bo Moron jakoś nie była zbyt doświadczona w "spacerach".- To... chyba dobrze, że nie zapomniałeś języka do tej pory. - kolejne jakże trafne stwierdzenie, podczas gdy Nancy zaczęła przechadzać się dookoła Gabriela, odwracając od niego wzrok, nie skupiając się tak na tym żniwiarzu, a bardziej na otoczeniu... w końcu to już wiosna, ach wiosna! Piękne kwitnące kwiatuszki, zielone listki na drzewach. Jeszcze było zimno, trochę nieprzyjemnie, ale dało się wytrzymać. Poza tym, taka aura nastrajała coraz bardziej pozytywnie, nawet jeśli panienka Moron wiecznie była pozytywna.
I piruet. Tak. W miejscu. Tak. Bez muzyki. Po prostu wpadło jej do głowy zrobić piruet, a nie była osóbką, która jakoś szczególnie przed zrobieniem czegoś dokładnie analizowała wszystkie za i przeciw roztrząsając sprawę na tysiące sposobów. Robiła co się jej podoba, nie zwracając zbyt wielkiej wagi na otoczenie i stosunek do jej dziwactw. Można to akceptować albo nie, lecz dziewczyna nie przejmowała się tym jak patrzą na nią inni. To inni powinni się przejmować. W ogóle... czy ona czymkolwiek się przejmowała? Nie... chyba nie. Na pewno nie. Z całą pewnością nie. I jeszcze raz stanowcze nie!
 
     
Gabriel Trager

Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Nie potrzebuje czegoś takiego.
Wiek: Troszkę
Znaki szczególne: Charakterystyczny śmiech psychopaty, magnetyzujące niemal hipnotyczne oczy którym ciężko odmówić
Kosa śmierci: Olbrzymie, pół metrowe nożyce. Wyglądają na podstarzałe i delikatnie zardzewiałe. Widać na nich zakrzepłą krew
Poziom życia: 100 procentków
Dołączył: 04 Mar 2016
Posty: 30
Skąd: Szwecja
Wysłany: 2016-10-22, 19:25   
   Multikonta: Soma Asman Kadar


- Ahh.. no tak.. czekaj.. jakoś pogubiłem się w tym wszystkim. - Powiedział niepewnie pocierając sobie włosy ręką. Czy on w końcu chciał by ta dziewczyna nie żyła, czy by jednak żyła? "Ahhh tak! Powinna umrzeć, ale nie z własnej ręki. O to chodzi! Chyba.. mniejsza z tym" Pogodził się z ta sytuacją w myślach i od razu odpowiedział na następne słowa Nancy.
- No nie wiem. Rozmawia, podziwia naturę. Coś w tym stylu. Czasem wpada do jakiegoś baru czy co. Właśnie spacerujemy, więc zapewne tak jest. - Powiedział sam nie wiedząc dokładnie co to spacerowanie może oznaczać. No, ale jak sam słyszał, ponoć to całkiem miłe spędzanie czasu pomagające polepszyć więź. No, a przecież czego mógłby pragnąć bardziej niż poznania lepiej większej ilości osób? No bo jak na razie to nie znał praktycznie nikogo. No nie da się powiedzieć, że to nie smuciło go. Kto by w końcu miał ochotę tak egzystować.
- Nie zapomniałem? A można go gdzieś zgubić? - Zapytał i otworzył usta po czym palcem szturchnął swój język jakby chciał sprawdzić czy faktycznie go jeszcze ma. No bo co jakby go zgubił? Przecież by wtedy nie mógł z nikim rozmawiać. To byłaby tragedia! Armagadedon totalny! Po chwili odetchnął z ulgą jednak. Wszystko było na swoim miejscu. Nie było się więc co martwić na zapas. Nagle Nancy zaczęła tańczyć. Nie można ukryć, zachwycił się tymi piruetami. Było w nich coś.. coś po prostu. "W sumie kiedy ja tańczyłem po raz ostatni? Ahh.. szkoda, że nie mam żadnej partnerki. Walc wiedeński, oj bardzo bym chciał go zatańczyć. Niby tak niedawno powstał, a zrobił naprawdę furorę." pomyślał spoglądając na kobietę. Chwilę później też wyraził swój zachwyt na głos.
- Ślicznie tańczysz. Daję Ci dziewięć punktów na dziesięć możliwych.
_________________

 
 
     
Nancy Moron

Wydz. Żniwiarzy

Kosa śmierci: zaostrzony bumerang - Chi
Poziom życia: 100%
Dołączył: 22 Paź 2014
Posty: 134
Wysłany: 2016-11-20, 15:36   
   Multikonta: Sharon


- Zgubić się jest rzeczą ludzką! - wygłosiła jakby to była jakaś niestworzona mądrość życiowa warta głoszenia wszędzie i na każdym kroku.
Bo tak, czasem objawiał się w jej osobie filozof. Jakiś Arystoteles czy tam Sokrates, mylili się jej ci wszyscy greccy filozofowie, ale wiedziała, że to co wygłaszają jest mądre. A skoro jest mądre to warto to powtarzać. Nie zawsze była pewna kto konkretnie wypowiedział jakąś historyczną myśl, ale wszystko co brzmiało inteligentnie pochodziło właśnie z tamtych czasów.
- Ja nie spaceruję. Ja chodzę w kółko. Albo stoję! - wytknęła mu darując sobie na chwilę piruety i inne wygibasy, za to zatrzymując się w miejscu. - A ty jak stoisz to spacerujesz? - kolejne filozoficzne pytanie, które musiało być tak mądre jak ona sama.
Więc takie rzeczy robi się na spacerach... to było takie głębokie, to było coś jak nowe doświadczenie życiowe. Może nawet wcześniej to praktykowała, ale nie wiedziała o tym. Jak się okazuje żniwiarze też mogą się czegoś życiowego nauczyć!
- Jak ci się podwinie do gardła i go nie wyczujesz? - to była dziwna teoria, czy język w ogóle może podwinąć się w przeciwną stronę... - ... to się wtedy nim udławisz! - eureka, doszła do kolejnego mądrego stwierdzenia!- Dziewięćdziesiąt dziewięć i mi odpowiada. - przechyliła się z jednej strony na drugą, z drugiej na pierwszą. - Zlecenie mam śmieszna istoto. Dlatego bywaj i pilnuj swego języka! - machnęła mu po kapitańsku, rozpędziła się i byłaby zdolna doskoczyć chmury, ale zamiast tego wylądowała na gałęzi pobliskiego drzewka.
A z tej gałęzi kolejni małpi skok, gdzieś w siną dal i już jej nie było.
<zt>
 
     
Hira


Rodzina: Nie pamięta
Znaki szczególne: Wielki wilk- potrzeba czegoś więcej?
Ekwipunek: Łańcuch
Poziom życia: 100%
Dołączył: 13 Cze 2017
Posty: 7
Wysłany: 2017-06-19, 01:48   
   Multikonta: Brak


Wśród drzew w błyskawicznym tępie poruszał się cień. Czasami, oświetlany przez promienie księżyca, nabierał nieco kształtu, jednak zaraz znikał w ciemnościach. Zostawały tylko odciski wielkich łap na wilgotnej glebie. Niekiedy dało się słyszeć dyszenie lub brzęczenie łańcucha. Dopiero, gdy zaczął zwalniać, dało się w nim rozpoznać mnie. Biegłam ile sił w potężnych łapach, nieprzerwanie od czasu uwolnienia się. Moje serce gdzieś odfruwało, niesione myślami. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że nareszcie jestem wolna. Wszystkie zmysły gdzieś powoli odpływały razem z siłami. Powoli zaczynało brakować mi tchu. Łapy zapadały się, jakby znikały w kontakcie z podłożem, ale nie czułam się ciężko- wręcz przeciwnie.. Tak lekko, jakbym mogła udać się za myślami i sercem. Miałam ochotę paść pod drzewem, osunąć się na ziemię i zasnąć. Walczyłam ze sobą, żeby biec dalej, bo miałam nieodparte wrażenie, że w innym wypadku, ciało tam zostanie. Kiedy już przegrywałami a zmęczone kończyny uginały się pode mną, łańcuch zaczepił o wystający kawałek pomostu. Przekoziołkowałam, zaplątując się w niego. Nim jakiś pień zatrzymał mnie po drugiej stronie, rozcięłam również prawą łapę. -Piękny początek wolności- pomyślałam, próbując jakoś odplątać to żelastwo. Na próżno. Nie pomogło gryzienie, wierzganie ani szarpanie. To ostatnie nawet pogorszyło sprawę, więc chwilowo dałam sobie z tym spokój. Podniosłam się do siadu i zaczęłam polizywać ranę językiem. Byłam zbyt zmęczona, by teraz zerwać łańcuch. Najpierw potrzebny mi odpoczynek i odrobina wody, ale jak na złość, zakres moich ruchów był na tyle ograniczony, że nie mogłam dosięgnąć. Chwilowo pozostało mi tylko czyszczenie rany i ewentualna drzemka w oczekiwaniu na częściowe odzyskanie sił.
 
 
     
Michaela Milse

Pielęgniarka

Rodzina: Nieznana
Wiek: Wizualnie około 21 lat
Znaki szczególne: Niespotykane, szaro-fioletowe oczy; duża ilość bandaży owiniętych na ciele
Ekwipunek: Bandaże, różne lekarstwa, strzykawka, skalpel
Poziom życia: 100%
Dołączył: 19 Cze 2017
Posty: 5
Wysłany: 2017-06-23, 11:46   

Anielica nie często zapuszczała się w tereny leśne. Można zapytać, dlaczego? W końcu wydają się one być perfekcyjnym, przynajmniej biorąc pod uwagę jej charakter, dla niej miejscem spędzania wolnych chwil (oczywiście, gdy nie ma ochoty ślęczeć kolejny dzień przy lekarstwach i chorych pacjentach). Są pozbawione tłumów i, co za tym idzie, niechcianych, przypadkowych dotyków ludzkich (i nie ludzkich) dłoni. Oprócz tego: ciche, spokojne i oczywiście bliskie natury (za którą, być może, Michaela nie szalała, ale i tak wolała niż szare budynki i jeszcze szarsze drogi). Teoretycznie miejsce, w którym mogła odpocząć i spędzić choć parę chwil samotnie, bez presji otoczenia i żadnych inwazji jej przestrzeni osobistej. W praktyce istniał jednak jeden malutki problem, który nie pozwalał jej się do końca cieszyć wędrówką po lesie. Kiedy kolejny raz potknęła się o jakąś gałąź leżącą na leśnym poszyciu, o mało co się przy tym nie przewracając, przypomniała sobie ten mały szczegół dość (ale przynajmniej nie tak bardzo, jak mogła) boleśnie. Była bowiem okropną niezdarą, a niezdary nie najlepiej czują się na nierównym gruncie.
Po chwili prób całkowicie odzyskała równowagę i ruszyła dalej, starając się być bardziej ostrożną, podświadomie jednak wiedząc, że w jej przypadku to nic nie da. Na szczęście gruba warstwa owiniętych wokół jej łydek i ud bandaży, choć trochę miała szansę zmiękczyć jej upadek, gdyby już w końcu nastąpił. Ta myśl dodawała jej otuchy, chociaż raczej znikomej. Wreszcie zaczęła zauważać na horyzoncie strumień. "Świeża woda." przemknęło jej przez myśl "A przynajmniej na pewno świeższa niż w Tamizie.". Zauważyła w oddali drewniane belki i... znacznie mniej przyjemną, raczej śliską alternatywę w postaci wystających kamieni. Takich wrażeń raczej postanowiła sobie odpuścić. Coś jeszcze innego przykuło jej uwagę - psowaty cień jakiegoś zwierzęcia? Nie... bestii. Zapach jaki czuła był zbyt specyficzny, by mógł być to jakiś sobie zwykły wilk. I co ważniejsze, ta bestia była ranna - specyficzny metaliczny odór łatwo jej ten fakt podpowiedział. Delikatnie przygryzła zabandażowany palec, powoli zbliżając się do rannego stworzenia. Wiedziała, że może mu pomóc i co najważniejsze, jako pielęgniarka (w jej postrzeganiu, bo oczywiście ludzie mogli interpretować jej tytuł inaczej) miała taki obowiązek.
- P-przepraszam... Czy wszystko w po-porządku? - spytała więc niepewnie, jej wszystkie kończyny trzęsły się jak liście na wietrze.
_________________

#FF9999

"Underneath it all, we're just savages
Hidden behind shirts, ties and marriages
How could we expect anything at all
We're just animals, still learning how to crawl
"
 
     
Hira


Rodzina: Nie pamięta
Znaki szczególne: Wielki wilk- potrzeba czegoś więcej?
Ekwipunek: Łańcuch
Poziom życia: 100%
Dołączył: 13 Cze 2017
Posty: 7
Wysłany: 2017-06-23, 14:27   
   Multikonta: Brak


Zdążyłam oczyścić ranę oraz ułożyć się lub raczej obalić do drzemki (przez łańcuchy zakres moich ruchów był mocno ograniczony), kiedy usłyszałam jakieś hałasy. Coś wyjątkowo nieuważnie poruszało się po lesie. Tak nieuważne są zazwyczaj zwierzęta, które nie mają za wielu wrogów.. Niepokoiło mnie to. Instynktownie napięłam mięśnie. Odgłosy były coraz donośniejsze, więc dało się z tego wywnioskować, że stworzenie zmierza w moim kierunku. Pewnie nawet bym się nie zaniepokoiła, gdyby nie fakt, że byłam zmęczona, ranna oraz mocno zmęczona. Przekręciłam łeb w kierunku źródła odgłosów, nadstawiłam uszu i wsłuchiwałam się uważnie. Jeszcze nim "coś" zdążyło zbliżyć się dostatecznie blisko, bym mogła to zobaczyć, doszłam do wniosku, że nie mogło być żadnym z naturalnych mieszkańców lasu. Już po chwili rozpoznałam jego zapach.. Człowiek! Ale nie żaden ze znanych mi wcześniej. Ten osobnik pachniał podobnie, ale nieco.. inaczej. Po chwili przekonałam się, że miałam rację. "To" wyglądało na całkiem niegroźną, wystraszoną istotkę. Rozluźniłam się trochę.
-Mogłabym ją pewnie zjeść...- pomyślałam najpierw, lustrując ją wzrokiem.
-Mech.. chude to, ale lepsze niż nic- stwierdziłam
-Ciekawe czego tutaj szuka? Z tego, co pamiętam, ludzie nie zapuszczali się do lasu bez powodu i raczej bali się dzikich zwierząt oraz tego, co obce, szczególnie, jeśli jest większe lub wygląda groźnie- zastanawiałam się. Ja, z tego co wiem, spełniam wszystkie te warunki. Pewnie zaintrygowała mnie odwaga lub głupota dziewczyny, a może po prostu to z powodu zmęczenia, ale postanowiłam pozwolić jej podejść dość. Coś mamrotała, ale nic z tego nie zrozumiałam.
-Co ona tam mruczy? Czy nie widzi z czym ma do czynienia? Hmm.. Ludzie chyba gorzej widzą w ciemnościach.. Ale to da się załatwić- pomyślałam, wlepiając wzrok w zbliżającą się postać. Chcąc sprawdzić reakcję nieznajomej, uniosłam ogon do góry i podniosłam temperaturę siwawej części na tyle, by zapłonęła niczym pochodnia.
-Teraz z pewnością zobaczy. Ciekawe co zrobi?..- zastanawiałam się, nie spuszczając z oka nieznajomej.
 
 
     
Michaela Milse

Pielęgniarka

Rodzina: Nieznana
Wiek: Wizualnie około 21 lat
Znaki szczególne: Niespotykane, szaro-fioletowe oczy; duża ilość bandaży owiniętych na ciele
Ekwipunek: Bandaże, różne lekarstwa, strzykawka, skalpel
Poziom życia: 100%
Dołączył: 19 Cze 2017
Posty: 5
Wysłany: 2017-06-24, 16:24   

Michaela musiała przyznać, że było wiele rzeczy, których w swoim (długim, warto nadmienić) życiu żałowała. Nie sposób ich wszystkich wymienić, więc może darujmy sobie tą zbędną listę i przejdźmy do rzeczy - próba pomocy bestii, była jedną z tych rzeczy, których żałowała. Miała nadzieję, że chociażby jej głos trochę uspokoi stworzenie (nawet jeśli nie rozumiało ono jej mowy), ale zapomniała, że to był, no, jej głos. Jąkliwy, niepewny i skrzeczący w niektórych miejscach nie robił z niej żadnego autorytetu, któremu bestia skłonna byłaby zaufać, a raczej ofiarę. A ostatnie czego czarnowłosa chciała to bójki z psowatym, szczególnie że już czuła jak jej nos się zakatarza.
Spojrzała nerwowo na ręce i zaczęła się nimi bawić, delikatnie rozwijając bandaż zawinięty wokół kciuka jej lewej dłoni. W międzyczasie jej mózg pracował na pełnych obrotach, szukając desperacko jakiegoś najlepszego rozwiązania sytuacji. Żeby nie popaść w panikę, anielica zdecydowała najpierw ocenić ranę bestii i wybrać najlepszy sposób jej opatrzenia (najlepiej, oczywiście, jeśli dodatkowo by istoty nie zdenerwowała). Rana wyglądała na oczyszczoną (co, Michaela szybko wywnioskowała, musiało być robotą bestii), jednak szatynka na wszelki wypadek i tak podeszła do strumyka, ostrożnie balansując na jego śliskim brzegu.
"Ojcze, nie daj mi upaść, proszę Cię. Mam już wystarczająco dużo problemów..."
Na całe szczęście ten postanowił ją chyba wysłuchać, bo bez większych problemów zdołała zanurzyć kawałek gazy w wodzie. Podeszła ponownie do bestii, tym razem z mokrą gazą w ręce. Teraz miała przed sobą nieco trudniejsze zadanie - podejść do istoty i opatrzyć ją. I choć bestia na razie nie wyglądała na specjalnie agresywną, to Michaela dobrze wiedziała, że nawet w ułamku sekundy może się to zmienić. Naprawdę żałowała, że nie ma do czynienia z człowiekiem - oni byli przynajmniej przewidywalni. Postanowiła wyjąć z kieszeni swojego fartucha bandaże, a następnie pokazała jej bestii. Może miała ona już z nimi kiedyś do czynienia i zrozumie, o co Michaeli chodzi. Anielica miała tylko nadzieję, że istota nie kojarzy ich jakoś specjalnie źle...
_________________

#FF9999

"Underneath it all, we're just savages
Hidden behind shirts, ties and marriages
How could we expect anything at all
We're just animals, still learning how to crawl
"
 
     
Hira


Rodzina: Nie pamięta
Znaki szczególne: Wielki wilk- potrzeba czegoś więcej?
Ekwipunek: Łańcuch
Poziom życia: 100%
Dołączył: 13 Cze 2017
Posty: 7
Wysłany: 2017-06-24, 20:49   
   Multikonta: Brak


Blask płonącego ogona, rozganiał mroki nocy i rozjaśniał teren wokoło. Teraz z pewnością dziewczyna widziała dokładnie czym jestem. Najwyraźniej jednak, nie specjalnie przeraził ją widok ogromnego wilka z płonącym ogonem, bo jakoś nie zwiewała. Może trochę odeszła i majstrowała coś przy strumyku, czemu oczywiście się przyglądałam, ale zaraz wróciła. Intrygująca istota.. I nieco podejrzana. Trzymała coś ociekającego wodą w ręce. Nigdy wcześniej nie widziałam, żeby ludzie specjalnie zamaczali te swoje podrabiane futra, które zwali ubraniami, ale z nimi nigdy nic nie wiadomo
- Do czego jej to?- dziwiłam się, przekrzywiając lekko łeb. Gdy zbliżyła się z tym zanadto, zaniepokoiłam się, co wyraziłam ostrzegawczym powarkiwaniem. Obydwie łapy oparłam na ziemi, na tyle, na ile tylko to było możliwe, wlepiając wzrok w to "coś". Napięłam wszystkie mięśnie, przy czym dało się słyszeć pobrzdąkiwanie łańcucha.
-Jeśli próbuje mnie tym przestraszyć lub wykorzystać moją sytuację, żeby znowu mnie zniewolić, to się mocno przeliczy- pomyślałam, a w moich oczach pojawiły się iskierki. Nie wiedziałam, czy to jakiś rodzaj broni, czy zabawki, ale wolałam nie ryzykować. Cholera wie, co się w tej główce roi. Zachowania ludzi ciężko jest czasami przewidzieć. Podejrzane było już samo to, że taka niepozorna istotka, kręci się sama po lesie o tej porze, nie mówiąc o tym, że nie bała się takiego nietypowego stworzenia jak ja.. Czego to ode mnie chce..?
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Ningyo

On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 0,65 sekundy. Zapytań do SQL: 11