Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Event Szkolne Zbrodnie zakończony!

POSZUKIWANIA
► Basil poszukuje skrzypkowego konkurenta, nachalnego klienta i innych powiązań.
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Rikuo poszukuje ochotnika do sesji.
► Michaela poszukuje pacjenta, osób z przeszłości i innych powiązań.
► Eliot poszukuje znajomości, wroga.
► Anne poszukuje arystokraty, demona, anioła, demonicznego zwierzęcia i ojca..

Lipiec 1889r.
Letnia aura zawitała nad Londyn przynosząc upragnione ciepło, chociaż nie wykluczone gwałtowne burze. Temperatura będzie wynosić ok. 27'C w dzień, w nocy zaś 18'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Sala Koncertowa Wilton's
Autor Wiadomość
Aolin


Wiek: 16
Znaki szczególne: białe włosy
Ekwipunek: dwa cienkie sztylety, woreczek z herbatą, bulle, encykliki, magisteria, kilka przekładów pisma świętego, traktaty teologiczne etc. -wszystko co potrzebne aby przekonać kogoś kogo te dokumenty obchodzą do swoich racji.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 28 Lis 2016
Posty: 71
Wysłany: 2017-04-19, 18:49   

Aolin- Dokonał pośpiesznej prezencji trochę onieśmielony zachowaniem rudowłosdgo.
Tt...a,k , też mi się tak wydaje - odparł coraz bardziej zaintrygowany zachowaniem nieznajomego. Nie wiedział czy powinien teraz udawać się na jakieś nocne przechadzki, ale ostatecznie mogła to być dobra okazja zrealizowania przez niego transakcji.
Skoro tak uważasz... to może chcia... mógłb... to jak byś się na to dalej zapatrywał?-Wyartykułował się w końcu błądząc wzrokiem po dolnej części sylwetki mężczyzny, unikając patrzenia mu w oczy i nerwowo obracając guzik od mankietu, nieswojego w dodatku, ale tego na szczęście nie dostrzegł.
Próbując jakoś zyskać na czasie, tudzież ochłonąć czego raczej nie należało zaliczać do rzeczy wysoce prawdopodobnych podczas kontaktów anioła z dalece starszymi osobami płci tożsamej, nie licząc obowiązków służbowych rzecz jasna spożył pośpiesznie zdobyty możliwie najszybciej, a zatem bez żadnej selekcji alkochol o lekko pomarańczowym zabarwieniu w długim wąskim kieliszku.
,,Gdy się człowiek cieszy to się diabeł cieszy"
Wspomnina mądrość ludowa jakże beszczelnie zignorowała fakt że Aolin nie jest człowiekiem i mimo tego zadziałała poprzez wywołanie zaprawdę iście diabelskiego pieczenia w przełyku i gardle serafina. Porażony zdecydowanie za mocnym trunkiem chwycił się za koszulę na piersi i oparł lewą ręką o oparcie fotela na którym wspólnie przebywali.
Tak.Po raz pierwszy. - Wydyszał, po chwili nadal podpierając się lewą ręką i pochylając nad adwersarzem próbując uspokoić oddech.
_________________
,,Life is a well of delight; but where the rabble also drink, there all fountains are poisoned." ~Late Friedrich Wilhelm Nietzsche~
 
     
Harvey
[Usunięty]

Wysłany: 2017-05-06, 19:31   

- Harvey. - odpowiedział przedstawieniem się na przedstawienie, umyślnie nie podając swojego nazwiska. Wątpił, by młodszy był jakąś osobistością - ci zazwyczaj przedstawiali się inaczej. Oprócz tego czerwonowłosy znał przecież mnóstwo imion i nazwisk ważnych (i tych mniej ważnych) person! Na kolejne słowa białowłosego Reno uniósł brwi (w sumie nie tylko na słowa, ale na jego całą reakcję). Zaraz na jego twarzy pojawił się uśmieszek rozbawienia. Amusing. - Oh? Nie dzisiaj, Aolin. Może kiedy indziej, jeśli na siebie wpadniemy. Teraz... - Wskazał głową w stronę grupki osób, które zawzięcie o czymś dyskutowały. - ...czekam na jedną z dam, by dokonać z nią ważnej wymiany zdań. - Oczywiście nie zamierzał zdradzać, o co tak naprawdę mu chodziło, bo i po co? Chciał wszystko załatwić do nocy. Małego białaska zaliczy kiedy indziej (choć może to słowo źle się tutaj wpasowuje). - Ale jestem pewien, że któraś z młodszych pań nie odmówi tak uroczemu młodzieńcowi. - Jego uśmiech się nieco poszerzył, gdy puścił młodszemu oczko. Jakże wymownie! Upił ze dwa łyki ze swojego kieliszka, zanim odezwał się znowu:
- Eh... źle się czujesz? - I wtedy dopiero typowy, Harveyowy uśmiech zniknął z twarzy dezertera. Jak ten tutaj puści na niego pawia to nie będzie zbyt zadowolony. Przecież ten strój kosztował mały majątek! ...a w dodatku było to miejsce publicznie, musiał się odpowiednio prezentować! Cóż to by było za ośmieszenie, skaza nie tylko na jego okryciu, ale także na reputacji! ...ok, może trochę dramatyzował w myślach, ale po prostu nie pamiętał, by ktokolwiek na niego kiedykolwiek zwymiotował. A teraz chyba naprawdę wbił sobie do głowy, że temu tutaj mogło zrobić się niedobrze. Ciekawe, czy ten młodziak pił kiedykolwiek w przeszłości alkohol?
 
     
Aolin


Wiek: 16
Znaki szczególne: białe włosy
Ekwipunek: dwa cienkie sztylety, woreczek z herbatą, bulle, encykliki, magisteria, kilka przekładów pisma świętego, traktaty teologiczne etc. -wszystko co potrzebne aby przekonać kogoś kogo te dokumenty obchodzą do swoich racji.
Poziom życia: 100%
Dołączył: 28 Lis 2016
Posty: 71
Wysłany: 2017-05-06, 22:49   

Nie... ' nie dzisiaj - Wyjąkał rozederganym głosem wlepiając w Harveya swoje duże nic nierozumiejące oczy w które zaczęły się szklić,a na ich obwódkach zebrała się wilgoć.
Ale..., ale dlaczego? - Spytał ledwo wyrzucając słowa ze ściśniętego gardła, ciągle wpatrując się w starszego mężczyznę, który go odrzucił, niewytrzymał wkońcu i ukrył twarz w ramieniu (nie swoim, aczkolwiek nie miało to obecnie dla niego większego znaczenia), aby ukryć swoje roztrzęsienie i zagubienie.
-A..., a ja, ja mam dla Pana list - Powiedział na granicy słyszalności nie zmieniając pozycji i lewą ręką wyciągnął powoli malą purpurową kopertę w której znajdował się list o następującej treści :
Drogi Harveyu! 13/05/1889 Eastfield
Piszę do Ciebie, jako jedynego członka rodu w Londynie, gdyż nadażyła się wyjątkowa okazja abyś mógł wyświadczyć rodzinie drobną przysługę.
Zwracamy się do Ciebie z prośbą abyś pośrod obowiązków służbowych znalazł czas, na właściwe wychowanie oraz edukację i wdrożenie w życie towarzyskie i polityczne stolicy najmłodszej latorośli familii tego oto mlodego człowieka który Ci ów list doatarczy. Doskonale zdajemy sobie sprawę że jest to dla Ciebie wielce niespodziewane i stanowi bardzo nagły obrót sytuacji, jednakże naciskamy na pozytywne rozpatrzenie naszej prośby. Oczywiście jeżeli odmówisz nie spotka cię żadna kara, acz wiedz że będziemy niepocieszeni i możemy o tym pamiętać przy podejmowaniu pewnych decyzji dotyczących materii majątkowej.
Serdecznje pozdrawiam i jeszcze raz proszę abyś przychlił się do naszej woli i objął opieką tego nadwyraz sympatycznego, lecz jednocześnie nie ukształtowanego jeszcze właściwie młodzieńca co jak mamy nadzieję zmieni się pod wpływem interakcji pomiędzy wami
Twoja Kochana Ciocia Margaret
zalakowany woskową pieczęcią na której wyobrażony był stojący na tylnych łapach bóbr.
-Tak, już chyba wszystko w pożądku. - Skłamal dość oczywiście i nadal nie panując nad oddechem gwoli dowodu wyciągnął do góry rękę którą dotychczas się podpierał siegając po kolejnego drinka którego również wychylił duszkiem i który również nie okazał się być łagodnym. Poczuł gwałtowne napływ ciepła na swoją twarz , pojawił się na niej płomienny rumieniec. A on bezwładnie wskutek nagłego utracenia podparcia i uderzenia gorąca opadł na fotel, po czym się już z przyczyny gwałtownych odczuć fizycnych i psychicznych nie podniósł. I tak zamarł z zamkniętymi oczami, ułożony na boku w poprzek fotela z prawym wciąż gorejącym policzkiem przyciśjiętym do uda Harvea nadal ściskając opuszkami palców list. Na szczęście nikt z zebranych na sali coraz bardziej pijanych gości nie zauważył tego incydentu.
_________________
,,Life is a well of delight; but where the rabble also drink, there all fountains are poisoned." ~Late Friedrich Wilhelm Nietzsche~
 
     
Harvey
[Usunięty]

Wysłany: 2017-05-07, 19:14   

Ok, Harvey na pewno nie znajdował się w takich sytuacjach na co dzień. Chyba trafił mu się niesamowicie wrażliwy chłopak. Oj. Średnio wiedząc jak miałby do tego podejść, poklepał go krótko po plecach, mrucząc coś w stylu "no już, spokojnie, nie ma się czym przejmować, jeszcze się spotkamy", etc, etc, etc! ...chociaż tego ostatniego nie mógł obiecać, bo przecież nie zamierzał się za nikim uganiać. Choć gdyby spotkał go następnym razem, to zapewne nie pogardziłby jakąś rozmową czy jeszcze czymś innym. Ale teraz - dzisiaj - miał przecież inne rzeczy do roboty! Oddawanie się swoim potrzebom towarzyskim, może małe biznesiki, zaproszenie jakże pięknej i uroczej Susan na kolację... oh. W każdym razie - listem się jakoś specjalnie nie zdziwił. Właściwie to w ogóle. W końcu bardzo często dostawał różnego rodzaju pisma od ludzi - a to zaproszenia, a to podziękowania, a to prośby. Nic nowego!
...chociaż sama treść listu już czerwonowłosego zdziwiła. Czyżby zaszła jakaś pomyłka? Bardzo prawdopodobne. A może ktoś specjalnie tak napisał, bo chciał skorzystać w jakiś sposób na jego umiejętnościach i popularności? Ha! Też mogło być! Choć fragment o "materii majątkowej" wydawał się być chyba... najbardziej interesujący. Tylko podejmowanie się opieki nad kimś wydawało mu się być niesamowicie męcząca. Oj, aż sama wizja go mogła zmęczyć! ...oczywiście opiekowanie się jego tygrysicą tego nie dotyczyło. Ona miała prawo nawet rozwalić mu kanapę. A poza tym - niedługo wyjeżdżał do Hiszpanii!
Ale tak czy inaczej - Harvey nie zamierzał zostawiać chłopaka, który właśnie zasłabł. No cóż, to ukróci mu wieczór. Złapie Susan później. Innych też. Powstrzymał ciężkie westchnienie, wstając i jednocześnie biorąc chłopaka na ręce.
- W tym wieku tyle się nie pije. - powiedział dość głośno... i teatralnie. Niech ewentualni gapie wiedzą o co chodzi, no nie? Nie mógł ryzykować swojej reputacji i wzbudzać jakichś podejrzeń. Teraz tylko namyśleć się, gdzie z nim pójść - być może wizyta w szpitalu była najlepszą opcją? Sam w końcu nie mógł być pewien na sto procent, co było Aolinowi. A tam byli fachowcy! Reno w końcu nigdy nie interesował się specjalnie medycyną, etc.
Opuścił to miejsce, trzymając białowłosego w ramionach.

ztx2
 
     
Astrid Nietzsche
[Usunięty]

Wysłany: 2017-06-11, 11:17   

- Brakowało wyraźniejszego udziału skrzypiec, nie uważasz? - Arystokratka zwróciła się do kroczącego obok lokaja, zaciskając palce na fałdach bogatej sukni, gdy ostrożnie schodziła z kolejnych stopni schodów.
- Bez wątpienia, lecz koncert sam w sobie był udany. - Przyznał jej rację w tym samym języku czarnowłosy mężczyzna i poprawił palcem zsunięte na nosie, eliptyczne okulary. - Zdaję sobie jednak sprawę, że panienka odnajduje większą rozrywkę w... innego rodzaju wystąpieniach. - Subtelny uśmiech ozdobił jego twarz, co spotkało się z drobną konsternacją u kobiety.
Odchrząknęła, zasłaniając usta odzianą w białą rękawiczkę dłonią.
- Stare dzieje, nie wracajmy do tego, Walter.
- Oczywiście.
Błękitnooka zwolniła kroku, gdy znaleźli się w długim korytarzu prowadzącym do holu i wyjścia, by skupić uwagę na tutejszych ozdobach. Cały budynek urządzony był z przepychem, a jeśli nie zadowolić uszu, to zawsze można było nacieszyć oczy malowidłami zawieszonymi na ścianach.
Podeszła do jednego z obrazów, który przyciągnął jej uwagę, i przechyliła nieznacznie głowę, jakby chcąc przyjrzeć mu się pod innym kątem. Kamerdyner przystanął tuż obok, podążając za wzrokiem swojej pani.
- Claude Monet...
- "Impresja, wschód słońca". - Dokończyła za niego, nie potrzebując nawet dłuższego zastanowienia, co wynikało z jej zamiłowania do prac wspomnianego artysty. - Tytuł, który posłużył za nazwę nowego kierunku malarskiego.
- A jakie miano nosi ten panienki? - Ciemne brwi lokaja uniosły się łagodnie w pytającym geście.
- Nie ma nazwy. - Stłumiła w sobie westchnięcie i skierowała kroki wzdłuż ściany, zaś mężczyzna udał się w tę samą stronę niczym cień.
Większość słuchaczy opuszczała aktualnie salę, a część z nich utworzyła małe grupki dyskusyjne, zachwalając bądź krytykując dzisiejszy repertuar.
 
     
Lily Valver

Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Matka, ojciec i młodsza siostra, wszyscy żywi i nudni.
Wiek: Wygląda na ok. 20 lat
Znaki szczególne: oczy Shinigami
Ekwipunek: tabletki na ból gardła (jako przekąska), mapa (której i tak nie umie rozczytać)
Kosa śmierci: Obosieczny topór
Poziom życia: 100%
Dołączył: 04 Maj 2016
Posty: 120
Wysłany: 2017-06-12, 00:16   

Nawet panna Valver lubiła czasami posłuchać koncertu. Mimo wszystko, naprawdę uwielbiała muzykę, a skoro akurat miała mieć zlecenie w okolicy, kilkanaście minut przed występem, czemu by nie skorzystać? Specjalnie nie założyła swoich butów na obcasie i ubrała się porządniej niż zazwyczaj. W dodatku udało jej się nie zachlapać krwią podczas pracy. Tak więc przybyła, koncertu wysłuchała, a tymczasowo podpierała ścianę w korytarzu, przyglądając się wszystkim eleganckim damom cicho chichocząc. Ha, humor miała dziś naprawdę dobry. Udało jej się nawet wypatrzeć w tłumie swoją rodzinkę, za którą wodziła od kilku chwil rozbawionym wzrokiem. Cóż, nie wyglądało na to, żeby ją rozpoznali. I dobrze, jeszcze nie na to pora! Jeszcze trochę czasu, potem się zobaczy. Zwłaszcza, że cała trójka opuszczała już budynek, odprowadzana spojrzeniem swojej martwej córki. Zdarza się. Przyglądanie się osobom, które kiedyś znała było wielką pasją Lily. Szukanie jej samej na nagraniach filmowych, podglądanie życia kogoś, kogo kiedyś często widywała… Tak, to było fantastyczne. Mniej fantastyczne było, kiedy ktoś przypadkiem zauważał ją zaglądającą przez okno na drugim piętrze i zaczynał krzyczeć. Zwykle kończyło się to szybką ucieczką, nierzadko prawie ją postrzelili. Aż była zaskoczona, że w gazetach nadal nie ma ani słowa o tajemniczym stalkerze podglądającym arystokratów.
Dla większości osób wyglądała pewnie, jak jakaś pracownica biurowa. Lub ktoś w tym stylu. Kilka starszych kobiet zmierzyło ją niezadowolonym spojrzeniem, w końcu kto to widział, żeby dama nosiła tak typowo męskie ubranie jak spodnie i koszula! Po prostu stała sobie przy ścianie, bawiąc się końcówką warkocza i przysłuchując się rozmowom. Sama musiała przyznać, że występ nie był jednym z tych najbardziej udanych. Był… dobry. Ale więcej chyba nie dało się powiedzieć. Wiolonczela wykonała niezłą robotę. Klarnet co chwila się spóźniał. Nie byli to raczej prawdziwi profesjonaliści, jednak powinni zadowolić większość osób. Trzeba było być prawdziwym maniakiem muzycznym, żeby uznać koncert za kiepski.
Pomachała jakiejś opuszczającej salę znudzonej dziewczynce, skinęła głową jakiemuś starszemu mężczyźnie w okularach, ale właściwie nie włączała się w dyskusję. Stała sobie przy jednym z obrazów, raczej nikomu nie przeszkadzając. Chyba nikt nie zwracał większej uwagi na wystrój wnętrza, w końcu raczej był to dość często odwiedzany budynek. Ale jedną z dam chyba zainteresowały obrazy. Lily zerknęła na płótno, które nieco zakrywała stojąc w tym miejscu. Obraz nie wydawał się być specjalnie sławny, przedstawiał kwiaty w wazoniku. Nic specjalnego. Mimo to, widząc, że panienka kieruje się w jej stronę grzecznie przesunęła się w bok, żeby odsłonić malunek. Nie będzie przecież nikomu przeszkadzać, bo po co?
 
 
     
Astrid Nietzsche
[Usunięty]

Wysłany: 2017-06-14, 21:57   

W Astrid trudno było nie dostrzec typowej arystokratki, o czym świadczyła nie tylko z pozoru dumna i nienaganna postawa, ale także okazały strój oraz charakterystyczny dla jej warstwy społecznej język i gestykulacja. Nie próbowała nawet tego tuszować, chociaż czasami czuła się w takiej skórze niekomfortowo – wpajano jej od małego etykietę, a w próbach odnalezienia własnej drogi bycia widziała ryzykowny wybór. Przejmowała się opinią osób trzecich bardziej, niż powinna.
Początkowo nie zauważyła znajomej twarzy, zarejestrowała wprawdzie kątem oka obecność kobiety, ale większość uwagi czarnowłosej przeniosła się na wiszący na ścianie obraz. Niektórzy widzieli w nim minimalizm, prostotę, inni element życia codziennego, ale na pewno znalazła się także grupa, która doszukiwała się w nim ukrytej głębi.
- Czy mam już udać się po odbiór sukienki dla panienki? – Podsunął kamerdyner na widok zainteresowania Niemki sztuką. Najwyraźniej nie chciał jej odciągać od tego zajęcia.
- Ach, tak. Byłabym wdzięczna. Poczekam tu. – Skinęła mu głową, więc mężczyzna odszedł po chwili ku wyjściu z budynku, pozostawiając ją samą.
Dopiero wówczas wzrok niebieskookiej zahaczył uważniej o stojącą obok personę. Przez moment nie potrafiła oderwać od niej spojrzenia, a kiedy doszła do wniosku, że wpatruje się zbyt długo i może to zostać odebrane jako nachalne, wymusiła na sobie niepewny, subtelny uśmiech.
- Przepraszam, czy my się nie znamy? – Zaryzykowała ów stwierdzenie, zwracając się bardziej w stronę niższej.
Zawładnęło nią dziwne wrażenie, że już kiedyś ta twarz mignęła jej przed oczami. Na jakimś balu, wystawie, ulicy, w sklepie? Nietzsche chwaliła się naprawdę sporą ilością przeróżnych kontaktów, więc nic dziwnego, jeśli jedno nazwisko wypadło jej akurat z głowy. Może olśnienie przyjdzie wraz z głosem kobiety?
 
     
Lily Valver

Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Matka, ojciec i młodsza siostra, wszyscy żywi i nudni.
Wiek: Wygląda na ok. 20 lat
Znaki szczególne: oczy Shinigami
Ekwipunek: tabletki na ból gardła (jako przekąska), mapa (której i tak nie umie rozczytać)
Kosa śmierci: Obosieczny topór
Poziom życia: 100%
Dołączył: 04 Maj 2016
Posty: 120
Wysłany: 2017-06-15, 01:11   

Towarzysz arystokratki gdzieś się oddalił. Lily nie wiedziała gdzie, nie rozumiała niemieckiego. Zresztą, niezbyt ją to interesowało. Ich konwersacja była zbyt spokojna, żeby mogła być prowadzona o czymś, co zainteresowałoby żniwiarkę. Dama chyba zawiesiła wzrok na obrazie. Lily nie widziała w nim niczego szczególnie wspaniałego, ale nie była przecież profesjonalistą. Co ona tam wie. Może to po prostu dzieło kogoś szczególnego, albo było wykonane jakąś niesamowitą techniką. Panna Valver naprawdę nie miała pojęcia. Nic też nie wskazywało, żeby w najbliższym czasie zainteresowania wyczerpały jej się do tego stopnia, że zwróci większą uwagę na malarstwo. Może w przyszłości. W tej jednak chwili była zajęta opieką nad swoimi królikami, nie miała zbytnio czasu na podziwianie obrazów. Zwłaszcza, że w poszukiwaniu galerii w mieście z całą pewnością by się zgubiła. Wolała więc tymczasowo pozostać przy hodowaniu swojej pokojowej dżungli i zajmowaniu się zwierzakami.
Panienka zawiesiła na niej wzrok. Czyżby ją znała? Cóż, Lily raczej jej nie rozpoznawała. Z pewnością nie. W dodatku chyba nie znała zbyt wielu osób mówiących po niemiecku, a żadna z nich nie przypominała tej tutaj. Uniosła lekko brwi i wyszczerzyła się w uśmiechu, czekając cierpliwie, aż panienka się napatrzy. Jej to naprawdę nie obchodzi, przywykła, że ludzie na nią patrzą. Tym razem nie miała swojej kosy, a ubranie nie było we krwi, w dodatku tak charakterystyczny dla niej kucyk został zastąpiony warkoczem, ale nadal stanowiła wyróżniającą się personę. Na pytanie arystokratki zmierzyła ją spojrzeniem, jakby starając się ustalić na nie odpowiedź. Cóż, nawet najmniejszy szczegół może być ważny w określeniu znajomości tej tu panny.
- Obawiam się… - zaczęła, spoglądając na nią zza nieco przybrudzonych szkieł okularów i jeszcze przez chwilę wpatrując się w jej twarz. Może jeszcze sobie coś przypomni? - ...że nie miałam przyjemności jeszcze panienki poznać. - jej uśmiech poszerzył się jeszczę odrobinę, mógł sprawiać wrażenie nawet lekko ironicznego. Ostatnie, czego się spodziewała to zaczepienie przez akurat tą osobę. - Niestety, chyba nie będę stanowić dla waszej panienkowatości odpowiedniego rozmówcy. Nie znam się na malarstwie. - dodała jeszcze, odgarniając kilka kosmyków za ucho. Jeśli to o obrazy chodziło arystokratce, Lily wolała naprostować sprawę jak najszybciej. To, że przy okazji zapewne uraziła dumę damy nie za bardzo jej przeszkadzało. Przecież nawet do swojego szefa nie zwracała się do końca poważnie - jeśli tej tu to przeszkadza, to ona ma problem, nie panna Valver. Chociaż na pierwszy rzut oka, jej nowa rozmówczyni nie wyglądała na jedną z tych bardzo sztywnych dam. Rozmowa z nią mogła okazać się całkiem zabawna, jeśli rzeczywiście tak było. I może nie uzna tego określenia za bardzo obraźliwe. Ale kto tam wie, panienek z dobrych rodzin niewielu zrozumie. Zwłaszcza, że wszystko zależało też od wychowania.
 
 
     
Astrid Nietzsche
[Usunięty]

Wysłany: 2017-06-19, 10:16   

Ze służbą i rodziną zwykła posługiwać się językiem niemieckim, co wiązało się z trudnością w prowadzeniu rozbudowanych konwersacji po angielsku – chociaż uczyła się tego języka od małego, wciąż miała problemy z wymową oraz poprawnym układaniem zdań, które zajmowało jej więcej czasu, niż wymagałoby tego zachowanie naturalności. Stał za tym również stres, bo o ile przy pisaniu nie musiała się szczególnie koncentrować, tak przy rozmowie z kimś obcym chciała wypaść jak najlepiej, nie popełniając absolutnie żadnych gaf. A takie się zdarzały. Prawdopodobnie najbardziej nie przepadała za tym dźwiękiem, który powstawał przy złączeniu liter „th”, dlatego czasami darowała sobie to dziwne ułożenie języka i wypowiadała to jako zwykłe „f”.
Uśmiech na twarzy rozmówczyni uspokoił jej wrażenie nieprzyjemnego wwiercania się wzrokiem. Naprawdę zapatrzyła się przypadkowo! Myśli tak ją pochłonęły podczas próby odkopania ze stosu wspomnień podobnego wizerunkiem persony, że kompletnie nie zauważyła uwagi, jaką do siebie przyciągnęła.
Czekała cierpliwie na werdykt, ale on wcale nie usatysfakcjonował czujności arystokratki.
- Doprawdy? Posiadasz charakterystyczne lico, może kiedyś gdzieś się minęłyśmy? – Nie odpuszczała, obdarzając ją ciepłym spojrzeniem błękitnych oczu spod wachlarza rzęs. – I wybacz moją bezpośredniość. Astrid Nietzsche. – Chwyciła dłońmi za materiał sukienki, by lekko go unieść, gdy skinęła rozmówczyni na przedstawienie.
Kolejna wypowiedź kobiety spotkała się z drobnym zdziwieniem ze strony wyższej. Nie spodziewała się tak biernej postawy, a określenie „panienkowatość” niemal wyrwało z jej ust cichy, rozbawiony śmiech. W porę zdołała go stłumić w zarodku, unosząc jedynie wyżej kąciki ust.
- Proszę się tym nie martwić, nie wymagam Bóg wie jak szerokiej wiedzy do wymiany zdań. – Zapewniła spokojnie, spoglądając mimowolnie na wiszący obok obraz. – W takim razie przypuszczam, że to koncert był Twoim głównym celem? – Nie zauważyła, kiedy przeszła na „Ty”, ale w towarzystwie jasnowłosej nie czuła presji co do zachowania wysokiej kultury. Zresztą chyba jej to nie przeszkadzało?
 
     
Lily Valver

Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Matka, ojciec i młodsza siostra, wszyscy żywi i nudni.
Wiek: Wygląda na ok. 20 lat
Znaki szczególne: oczy Shinigami
Ekwipunek: tabletki na ból gardła (jako przekąska), mapa (której i tak nie umie rozczytać)
Kosa śmierci: Obosieczny topór
Poziom życia: 100%
Dołączył: 04 Maj 2016
Posty: 120
Wysłany: 2017-06-19, 23:25   

Shinigami raczej nie należeli do osób, które specjalnie przejmują się kiedy ktoś na nie patrzy. W końcu poplamione krwią, często z bronią nierzadko przyciągali wzrok ludzi. Nie było dla Lily niczym nadzwyczajnym, że Astrid się na nią gapiła, nie przeszkadzało jej to też w żaden sposób. Być może kto inny uznałby to za nieco nietaktowne, ale żniwiarka odznaczała się zdecydowanie większym nietaktem i złym wyczuciem sytuacji. Większość na własne życzenie, ponieważ sama starałam się pozostawać jak najmniej podobna do wszelkich dam i arystokratek. Dobre wychowanie czasem bywało przydatne, jednak na co dzień brązowowłosa zdecydowanie go nie zachowywała. Czemu więc miałaby oczekiwać tego od kogo innego? Byłoby to zdecydowanie bezsensowne.
- Nie sądzę. – odparła, właściwie powtarzając, co powiedziała wcześniej. Ona nie znała jej na pewno. Może panna po prostu widziała kogoś z jej rodziny i dostrzegła podobieństwo? – Jednak całkiem możliwe, że minęła mnie panienka na ulicy. Często bywam w mieście, taka praca. W jego okolicach również można mnie spotkać. – Cóż, to stwierdzenie niemal na pewno zakończy się pytaniem czarnowłosej o pracę Lily. Nic się nie poradzi, dama i tak przecież nie uwierzy, że taka drobna osóbka ugania się z wielkim toporem po całym Londynie w poszukiwaniu zbiegłych dusz, demonów, i umierających ludzi. – Jestem Lily. – przedstawiła się tylko imieniem, nieładnie! Ale w sumie skoro panienka jakoś ją rozpoznawała, przynajmniej w małym stopniu, niech pobawi się chwilę w detektywa. Kto wie, może uda jej się odkryć sekretną tożsamość Lily? Nie tyle co sekretną, a zapomnianą. Chociaż kto by się tam tym przejmował, jeśli zapyta się wprost, panna Valver odpowie bardzo chętnie. Poklepie w plecy na papa i ucieknie zostawiając rozmówcę z wieloma pytaniami, ale odpowie! Tajemnic nie wolno lekceważyć, bywają bardzo ciekawe. Gdyby wszystkie rozwiązać od razu nie byłoby zabawy! I dla jednej i drugiej strony. Kto wie, może kompletnym przypadkiem żniwiarka odkryje talent detektywistyczny? To byłoby całkiem interesujące.
Wyszczerzyła się w uśmiechu na widok tego, że nieco rozbawiła panienkę. Szkoda tylko, że się nie zaśmiała. Lily musi trenować rozśmieszanie ludzi, jeśli chce w końcu dopiąć swego i rozśmieszyć grabarza. Ha, to jej się na pewno uda! Trzeba być pozytywnym. Jednak jeśli chwilę potrenuje będzie to na pewno dużo prostsze i bardziej naturalne. - Oczywiście, w końcu chyba po to się tu przychodzi. Z tego co wiem, do oglądania obrazów służą oczy. A niestety są u mnie w dużo gorszej kondycji niż uszy. – z uśmiechem lekko wymownie wskazała na okulary. Było widać bez problemu, że szkła są dość grube. Ale sam tekst jej wypowiedzi był raczej nieco bezsensowny. Po prostu nie mogła się powstrzymać, czasami tak jest!
 
 
     
Astrid Nietzsche
[Usunięty]

Wysłany: 2017-06-23, 11:25   

Astrid nie była w stanie wypowiedzieć się właściwie na temat Ponurych Żniwiarzy, bo o tych słyszała jedynie z ust obłąkanych (jej zdaniem) ludzi bądź czytała w bajkach dla dzieci, aczkolwiek ten obraz zdecydowanie nie pokrywał się z rzeczywistością. Gdyby kiedykolwiek jakiś Shinigami się przed nią ujawnił, prawdopodobnie uznałaby to za próbę żartu – uśmiechnęłaby się ze speszeniem, machnęła dłonią i zmieniła temat, bo dlaczego miałaby ciągnąć dyskusję na temat, który wydaje jej się absurdalny? Co innego, jeśli na własne oczy zobaczyłaby coś, co nie ma prawa istnienia w ludzkim świecie. Wówczas poddałaby się wątpliwościom, a ostatecznie może trafiłaby do grona „oświeconych” śmiertelników. Pytanie, czy wolałaby o tym wiedzieć, czy też nie? To bowiem stwarzałoby więcej okazji do zmartwień, uczucia strachu – „Czy on jest demonem? A tamten? Może ktoś właśnie czyha na moją duszę!” Niewątpliwie takie kontakty miały jednak swoje plusy.
- Rozumiem, istnieje taka możliwość. – Zgodziła się z nią, aczkolwiek nie dopytywała o pracę, nie tyle niezainteresowana tym tematem, co w chęci uniknięcia wyjścia na jaw jej „bezrobocia”. Status społeczny usprawiedliwiał Astrid, ale wiedziała, jak odnoszą się do tego niektórzy spoza śmietanki towarzyskiej, stojąca zaś przed nią dziewczyna nie wyglądała na jej przedstawicielkę. Na dobrą sprawę Niemka posiadała pracę, bo zarabiała na swoich obrazach, ale to nie coś, czym można się chwalić. Raz, że w tym celu funkcjonowała na czarnym rynku, to dwa, musiała to robić pod przykrywką. Jeśli ktokolwiek usłyszałby o jej przebierankach w mężczyznę, całkiem możliwe, że zostałaby wydziedziczona.
„Jestem Lily.”
Lily, Lily… Kojarzyła to nazwisko. Lilowy był jej ulubionym kolorem, nic więc dziwnego, że to imię lepiej zapadło jej w pamięć. Na końcu języka czuła pasujące do tego członu nazwisko, ale tego akurat nie potrafiła wydobyć w całości.
- Przepraszam, czy Twoje nazwisko zaczyna się od litery v? – Czuła się trochę głupio, tak uparcie dążąc do poznania pełnej tożsamości rozmówczyni, jednak później nie miałaby z tym spokoju, zastanawiając się, skąd dokładnie ją zna. – Ile person, tyle zamierzeń. – Subtelny uśmiech pojawił się na twarzy arystokratki, gdy wróciła do niej spojrzeniem. – Właściwie dobrane okulary dodają uroku. Sama takie noszę, ale wyłącznie do czytania.
 
     
Lily Valver

Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Matka, ojciec i młodsza siostra, wszyscy żywi i nudni.
Wiek: Wygląda na ok. 20 lat
Znaki szczególne: oczy Shinigami
Ekwipunek: tabletki na ból gardła (jako przekąska), mapa (której i tak nie umie rozczytać)
Kosa śmierci: Obosieczny topór
Poziom życia: 100%
Dołączył: 04 Maj 2016
Posty: 120
Wysłany: 2017-06-25, 01:34   

- Możliwości istnieją zawsze. - odparła z uśmiechem, lekko unosząc brwi. Tak, ta panienka raczej nie należała do typowych dam. Ale daleko jej było do kogoś szczególnego, kompletnie odmiennego od innych. Choć może to tylko pozory? Nigdy nie wiadomo. Ktoś kto wydaje się być interesujący może jednym zdaniem wszystko zrujnować. I na odwrót. Lily nie miała jeszcze wyrobionej opinii o Astrid, ale jak na razie strzałeczka jej sztywnościometru nie była umiejscowiona specjalnie wysoko. Jak na Lady było to wręcz niesamowicie nisko! Znaczy, Lily nie posiadała takiego urządzenia. Ale gdyby posiadała, wynik wynosiłby właśnie tyle! To fantastycznie, dobry wynik panienko! Skoro Astrid o pracę nie pytała, Lily również postanowiła opuścić ten temat. Przynajmniej tymczasowo, nigdy nie wiadomo, co będzie potem. Może lady jednak się tym zaciekawi, kto wie?
Ocho, panienka nie była taka kiepska w te zgadywanki~ Szło jej aż podejrzanie dobrze. Już pierwsza literka nazwiska? Nieźle, nieźle, całkiem dobrze! Tylko tak dalej. Tylko czy panienka skojarzy twarz z nazwiskiem, a potem ze wszystkimi zbrodniami i nie-zbrodniami panny Valver? Albo może panienki V? Tajemniczej osóbki znanej z popełnienia samobójstwa i choroby? Nie wszystkie grzeszki Lily zostały wymienione lub nawet poznane. Większość zamieciono pod dywan, żeby nie niszczyć reputacji rodziny. Więc jak, panienko Astrid, zabawi się panienka w detektywa?
- Masz nadzwyczaj dobry instynkt. - odpowiedziała, wyszczerzając szeroko ząbki w nieco upiornym uśmiechu. Jakby nie była do końca zadowolona, że jej tajemnice tak szybciutko uciekają. Ale spokojnie, to tylko taka drobna pułapka. - Nie uważasz, że to bardzo urocza literka? S i L również są wspaniałe. Uwielbiam też, kiedy litery występują podwójnie w słowie. Masz może ulubione litery? Lub cyfry? Coś przynosi ci szczęście? - ton jej głosu niby się nie zmienił, ale wypowiedź nie wydawała się być jakąś zwyczajną wypowiedzią. Czyżby była tam ukryta podpowiedź? To zależy, jak Astrid to odbierze. To co Lily powiedziała było prawdą, jednak wszystko zależy od punktu widzenia.
- Och, znam wiele osób noszących okulary. Właściwie codziennie mijam ich co najmniej kilkadziesiąt. I to nawet nie opuszczając budynku! - zaśmiała się cicho. - To wręcz trochę upiorne. Wszyscy mamy takie same oczy i nosimy okulary… Można by pomyśleć, że to jakieś sklonowane istoty! Kto wie, może spotkała już kiedyś panienka kogoś z moich znajomych. - oparła się o ścianę i przeniosła ciężar ciała lekko na prawą nogę. Palcami jakby od niechcenia zaczęła wybijać o ścianę jakąś skoczną melodię. Odgarnęła kilka kosmyków z czoła i wbiła wzrok w panienkę. No dalej, twój ruch, lady.
 
 
     
Astrid Nietzsche
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-01, 01:44   

Nie próbowała być wyraźnie odmienną od innych, właściwie nawet przez głowę jej to nie przeszło, bo myśli Niemki skupiały się przede wszystkim na odnalezieniu odpowiedniej drogi, nieważne, czy prowadziłaby ona między funkcją arystokratki a wolnej artystki – każda z tych posad miała swoje plusy i minusy, które najkorzystniej byłoby połączyć w jedno.
Litera ta akurat przez swoją nietypowość zapadła Astrid w pamięć, niewiele znała osób o takim początku nazwiska, więc instynktownie zwróciła na to większą uwagę. To niestety nie pociągnęło za sobą ciągu skojarzeniowego, bo reszta liter zdawała się rozmazana, niezdatna do odczytu, mimo wrażenia, że jeśli się wystarczająco skupi, to dostrzeże całe miano.
- Przypuszczam, że to jedynie „kobiecy instynkt”. – Odparła z subtelnym uśmiechem, nie wyobrażając sobie odwzajemnienia tak szerokiego rozciągnięcia warg jak u rozmówczyni. Odnosiła wrażenie, że nie przystoi jej tak jawne okazywanie radości, zresztą nie sądziła, by mięśnie jej twarzy były na tyle elastyczne. Nie miała okazji do tak szerokich gestów. – Niestety niespecjalnie. – Odpowiedź prawdopodobnie odnosiła się do całości, a padła po dłuższej chwili, kiedy Nietzsche się wpierw zastanowiła. – Więc Twoje nazwisko składa się wyłącznie z liter, które najbardziej lubisz? – Uniosła brew, mimowolnie próbując ułożyć cokolwiek sensownego z podsuniętych przez jasnowłosą liter, ale nic nie brzmiało dobrze.
Nie bawiła się nigdy w detektywa, a zdolność abstrakcji i logiki nie górowała bardzo wysoko, była w tym raczej przeciętna.
- Pracujesz w księgarni? – Jedynie to miejsce skojarzyło się arystokratce ze sporą ilością osób w okularach. – Wydaje mi się to ciut nieprawdopodobne. Każdy posiada unikatowe spojrzenie. – Stwierdziła z lekką dozą nieśmiałości. Choć gdyby tak uważnie wpatrzyć się w te jasnozielone tęczówki, faktycznie z kimś się one kojarzyły. Nie miała pojęcia jednak, z kim dokładnie.
 
     
Lily Valver

Wydz. Żniwiarzy

Rodzina: Matka, ojciec i młodsza siostra, wszyscy żywi i nudni.
Wiek: Wygląda na ok. 20 lat
Znaki szczególne: oczy Shinigami
Ekwipunek: tabletki na ból gardła (jako przekąska), mapa (której i tak nie umie rozczytać)
Kosa śmierci: Obosieczny topór
Poziom życia: 100%
Dołączył: 04 Maj 2016
Posty: 120
Wysłany: 2017-07-12, 06:52   

- Całkiem prawdopodobne. Chociaż niekoniecznie każdy doszedłby do tego tak szybko, nawet z kobiecym instynktem. - stwierdziła przyjmując wygodniejszą pozycję. Naprawdę była ciekawa wyniku tej małej zabawy. Nie znała Astrid, a ona nie znała jej. Jak duże jest prawdopodobieństwo, że ciemnowłosa rzeczywiście ją rozpoznaje? Jeśli naprawdę tak było, to dlaczego? Mimo wszystko od zostania żniwiarką minęło już trochę czasu. Wydawałoby się, że wystarczająco dużo, żeby ludzie o niej zapomnieli. A tu proszę, nawet taka nieznajoma odrobinę ją kojarzy. Być może dostrzegała po prostu podobieństwo do kogoś z jej krewnych. Zwłaszcza, że przed chwilą tu byli. Ale cóż, zawsze może po prostu uciec i zostawić sprawę nierozwiązaną. Tylko wtedy nie byłoby zabawy, tsss.
Dla większości osób z wyższych sfer zachowanie Lily z pewnością było karygodne i przez myśl by im nie przeszło, że taka postać mogła być kiedyś jedną z nich. Może dlatego była zaskoczona, że czarnowłosa zwróciła na nią uwagę? Być może w jej rodzinnym kraju takie rzeczy nie były aż tak rzadkie. Żniwiarka zakładała, że panienka pochodzi zza granicy, prawdopodobnie z Niemiec. Bo to chyba najbardziej oczywisty wybór. Gdyby się uprzeć pewnie znalazłyby się inne państwa, z których mogła pochodzić… ale to nieco kombinowanie. I niepotrzebne utrudnianie sobie życia. Jeśli się pomyli, to najwyżej potem przeprosi i tyle, nic specjalnego.
- Och nie, skąd taki pomysł? Byłoby to zdecydowanie zbyt proste, nie sądzisz? To tylko moje ulubione literki, nic więcej. - zaśmiała się cicho na to pytanie. Cóż, w jej nazwisku “s” nie pojawiało się z pewnością. A tym bardziej w podwójnej formie! Ale widać, że panienka starała się traktować wszystkie podpowiedzi poważnie, to już coś! - Potrzebujesz podpowiedzi? - lekko przekrzywiła głowę. Tylko teraz, jedna podpowiedź w cenie jednej! Niesamowita oferta prosto od tajemniczej osóbki! - Mogę dać ci jakąś wskazówkę. Niekoniecznie bardzo istotną, zaledwie malutkie naprowadzenie. - co prawda Lily byłaby nawet zawiedziona, gdyby dziewczyna się zgodziła. Ale jeśli to pomoże, to czemu nie?
 
 
     
Astrid Nietzsche
[Usunięty]

Wysłany: 2017-07-20, 01:40   

- Nie każdy jest w końcu kobietą. – Zauważyła z uśmiechem.
Aczkolwiek osobiście wolałaby chyba urodzić się w ciele mężczyzny – ile wówczas otrzymałaby udogodnień i praw! Mogłaby bezkarnie nosić spodnie i uchronić się od wygórowanych spojrzeń „panów”. Przyszło jej żyć w trudnych dla płci pięknej czasach, ale się nie poddawała, nawet jeśli to zmuszało ją do ukrywania się ze swoimi upodobaniami i ogólnym podejściem do życia.
Bywa tak, że człowiek zapamiętuje przez bardzo długi czas szczegół zupełnie nieprzydatny. Wiążą się z tym przede wszystkim emocje i skojarzenia – to te dwa elementy prawdopodobnie zaważyły na tym, że coś tam świtało w głowie arystokratki. Może usłyszała o niej, kiedy wylewała łzy? Bądź kiedy dostała pierwszy bukiet czerwonych róż? Cokolwiek by to nie było, zapewne odkryje to w swoim czasie.
Niemiecki akcent, jaki wkradał się do jej angielskiego, zdradzał wszystko, ale Astrid nie próbowała tego zatuszować ani poprawić. Nie mogła przemóc się do tej płynności Brytyjczyków, więc nie będzie się bardziej męczyć.
Otwierała usta, by odpowiedzieć, ale znajomy głos tuż obok odwrócił jej uwagę.
- Pora wracać, panienko. – Walter posłał jej zachęcający uśmiech, zaś później skierował ciekawe spojrzenie na drugą kobietę, witając się z nią skinieniem głowy.
- Oczywiście. – Odpowiedziała i zwróciła się z powrotem do rozmówczyni. – Proszę wybaczyć, nie dysponuję już większą ilością czasu. Dziękuję za rozmowę, żywię nadzieję, że do następnego spotkania Twoje nazwisko nie będzie już dla mnie tajemnicą. – Posłała żniwiarzowi ostatnie, ciepłe spojrzenie i skierowała się do wyjścia wraz z lokajem.

zt.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Ningyo

On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 0,23 sekundy. Zapytań do SQL: 11