Witajcie w Anglii pod koniec XIX wieku, we wspaniałej choć zarazem mrocznej i zagadkowej epoce wiktoriańskiej. Mnożą się tajemnicze przestępstwa nad którymi Scotland Yard załamuje bezradnie ręce. Londyn staje się polem kryminalnych rozgrywek i zbrodni mrożących krew w żyłach. Zaniepokojona Królowa Wiktoria uruchamia wszystkie swoje siły do tego by zwalczyć rosnącą przestępczość. Ten mroczny świat zamieszkują wspólnie z ludźmi: demony, które wykorzystując słabość człowieka zawierają kontrakty w zamian za dusze śmiertelników; anioły pragnące oczyścić plugawą ludzkość z grzechów; shinigami zaprowadzające porządek pośród problematycznych dusz, a także piekielnie zwierzęta o nieprzewidywalnej naturze. To wszystko dzieje się już poza wiedzą i poza wzrokiem zwykłych ludzi, jednak ma na ich życie ogromny wpływ. Przetrwanie w tym świecie jest prawdziwym wyzwaniem, które może okazać się przygodą na śmierć i życie.
► Login = imię i nazwisko postaci bądź tylko imię (jeśli nie ma nazwiska).
► Uczestników eventu Sekta zapraszamy tutaj! Wciąż można się zapisywać!



POSZUKIWANIA
► Albert poszukuje przyrodniej siostry.
► Czarny Szermierz, Afuro Aphrodi Terumi i Zeno Hen poszukują różnych relacji.
► Wasil poszukuje ochotnika do sesji.
► Mark poszukuje przyjaznej duszyczki.

Listopad 1889r.
Deszcz, pochmurne niebo i porywiste wiatry będą towarzyszyć nam niemal codziennie. Temperatura będzie wynosić maksymalnie 7'C w dzień, w nocy zaś 2'C.

Poprzedni temat «» Następny temat
Kontrakt Terensia i spółki
Autor Wiadomość
Charlotte Stiefvater


Rodzina: Rodzinka z piekła rodem.
Wiek: Na ile wygląda?
Znaki szczeg?lne: Białe włosy i czerwone oczęta.
Ekwipunek: CECIL
Kontrakt z: Nie, nie ma przerwy od ćwiczeń gry w szachy, dzieciaku. Svertig, nie rozpraszaj go i łapy precz od mojego obiadu.
Kosa ?mierci: A mogę taką?
Poziom ?ycia: Prawdopodobnie 100%. A może nawet więcej.
Dołączył: 28 Wrz 2014
Posty: 35
Skąd: Piekło.
Wysłany: 2015-12-12, 22:21   Kontrakt Terensia i spó?ki
   Multikonta: Asune, Florence, Rozalia


Po?r?d ciemno?ci, jedynym widocznym elementem scenerii jest wielka, marmurowa szachownica, stanowi?ca jedyn? powierzchni?, po kt?rej mo?na si? swobodnie porusza?. Przestrze? wydaj?ca si? nie mie? ko?ca, odbija ka?de wypowiedziane s?owo z bardzo efektownym echem.

Generalnie ciemno jak w dupie Basila.
_________________
VOICE // THOUGHTS // MIND

~
 
 
     
Charlotte Stiefvater


Rodzina: Rodzinka z piekła rodem.
Wiek: Na ile wygląda?
Znaki szczeg?lne: Białe włosy i czerwone oczęta.
Ekwipunek: CECIL
Kontrakt z: Nie, nie ma przerwy od ćwiczeń gry w szachy, dzieciaku. Svertig, nie rozpraszaj go i łapy precz od mojego obiadu.
Kosa ?mierci: A mogę taką?
Poziom ?ycia: Prawdopodobnie 100%. A może nawet więcej.
Dołączył: 28 Wrz 2014
Posty: 35
Skąd: Piekło.
Wysłany: 2015-12-13, 21:54   
   Multikonta: Asune, Florence, Rozalia


Us?ysza?a ciche wo?anie. Wo?anie, kt?re z ka?d? sekund? przybiera?o na sile, z czasem przybieraj?c posta? dono?nego krzyku, jednak niemo?liwego do us?yszenia przez nieodpowiedni? posta?. Ona bardzo wyra?nie s?ysza?a siln? pro?b? o pomoc. U?miechn??a si? pod nosem - czy? nie przewidzia?a, ?e tak b?dzie? Czy nie m?wi?a, ?e b?dzie mu potrzebna? Intuicja, czy mo?e zwyk?a zdolno?? przewidywania? Wiedzia?a, ?e pr?dzej czy p??niej zdob?dzie to, czego pragnie, a pragn??a s?odko-gorzkiej duszy blondw?osego ch?opca. Zawsze dostawa?a to, czego chce, a tym razem nie zapowiada?o si?, by nast?pi? wyj?tek. By osi?gn?? cel nigdy nie sk?pi?a nawet tych najbrutalniejszych ?rodk?w, jednak tym razem posz?o g?adko. Ma?e dzieci cz?sto bywaj? nieostro?ne i naiwne, wi?c wykorzystuj? to duzi doro?li, najgorsze szumowiny, ?ajdaki, czarne owce spo?ecze?stwa. Nie ?eby przeszkadza?o to Charlotte - czerpa?a z tego nieopisywane korzy?ci. Ch?opiec otrzyma pomoc, jakiej potrzebuje, a ona otrzyma sowit? zap?at?, sprawiedliwy uk?ad.
Przesz?a na pole przeznaczone dla hetmana. Wysokie buty stuka?y o posadzk?, dominuj?c cisz? panuj?c? wok??. Czarne, pot??ne skrzyd?a ci?gn??y si? za ni? po pod?odze, ukazuj?c cho? w cz??ci pot?g? i dum? w?a?cicielki - w postaci demona Charlotte stawa?a si? wy?sza i bledsza, a groteskowy u?miech b??dz?cy po jej twarzy, m?g?by by? przyczyn? szybszego bicia serca lub nocnych koszmar?w. Brudne, ludzkie cia?o niczym nie mog?o si? r?wna? z prawdziwym wcieleniem, a? nadto idealnym i perfekcyjnym, kt?re z powodzeniem mog?oby si? zosta? uznane za obiekt kultu lub b?stwo - sam jej widok sk?ania? do kl?kania i zginania si? w p?? przed Czarn? Kr?low?.
- Bu - wbi?a wzrok w niskiego dziesi?ciolatka, ch?opca z oczami o r??nych kolorach. Wygl?da? przy niej jak zagubione jagni?, ma?y baranek, kt?ry zaraz zostanie ofiar? wilka.
- Cze??, dzieciaku - powiedzia?a rozbawionym g?osem, a zaraz po niej odezwa?o si? ciche echo. Ca?a ta szopka doskonale podkre?la?a dramaturgi? sytuacji, kt?ra wygl?da?a na rodem z teatralnej sceny. Przyjrza?a si? ch?opcu, przechylaj?c g?ow? i zbli?y?a si? do niego dumnym krokiem.
- Czy?by? si? ba?, dzieciaku? Czy?by? potrzebowa? pomocy? - powiedzia?a szeptem, unosz?c delikatnie jego podbr?dek tak, by mog?a spojrze? mu w oczy.
- Mog? Ci j? zapewni? - u?miechn??a si?, pokazuj?c zaostrzone, bia?e z?by. Nienawidzi?a mie? na szyi obro?y, kt?r? dobrowolnie nak?ada?a w momencie kontraktu. Nienawidzi?a ka?dego rozkazu i wszystkiego, co robi?a pod przymusem. ?owca nie powinien by? do dyspozycji swojej ofiary, jednak zdarza?y si? wyj?tkowe jagni?ta, z kt?rymi warto by?o si? d?u?ej przem?czy?. Czas oczekiwania wzmaga? apetyt i pot?gowa? smak wygranej.
_________________
VOICE // THOUGHTS // MIND

~
 
 
     
Terence Ephraim Alberione


Rodzina: Czwórka przyrodniego rodzeństwa, za którym nie przepada oraz szajka złodzei, której się trzyma z wygody. No i oczywiście Anka.
Wiek: 14 lat.
Znaki szczeg?lne: Heterochromia. Prawe oko ciemnozielone, lewe jasnoniebieskie.
Ekwipunek: Niewielka torba z różnościami, bo nigdy nie wiadomo co się kiedy może przydać oraz mały nóż przytroczony do pasa.
Kontrakt z: Svertigu, czy byłbyś tak uprzejmy i przestał zachowywać sie jak totalny błazen? Charlotte, nalejże tej whiskey, w takich warunkach nie da się pracować na trzeźwo.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 07 Mar 2015
Posty: 38
Skąd: Znikąd
Wysłany: 2015-12-19, 13:58   
   Multikonta: Behemot


W ustach mia? krew, ale jedyne co czu? to gorycz przegranej. Po raz pierwszy w ?yciu mia? szans? przekona? si? jak bardzo jest s?aby. Nienawidzi? tego w sobie, zawsze t?umi? wszelkie ch?ci i potrzeby, kt?re mog?yby go od czego? uzale?ni?. Ju? znalaz? si? kiedy? w sytuacji, w kt?rej m?g? postrada? ?ycie, ale to by?a gra, kt?ra go poci?ga?a. Teraz rozgrywka zacz??a nieub?aganie zbli?a? si? do ko?ca, a on nie mia? w r?ku wystarczaj?cej liczby kart. A te, kt?re mia?, sta?y sie bezu?yteczne za spraw? jego towarzyszki. Kobiety, kt?ra przez ca?y d?ugi czas udr?ki na pok?adzie statku stara?a si? by? jak najmniejszym ci??arem dla niego, chcia?a by? wsparciem. Sam nie wiedzia?, kiedy ju? go tuli?a, zgarnia?a niesforne kosmyki z czo?a i patrzy?a z u?miechem, pomimo strachu, b?lu i cierpienia, kt?re odczuwali. Mimowolnie pozwoli? jej sta? si? swoj? s?abo?ci?, cho? by?o to ostatnie czego potrzebowa?. Ukryte pragnienie duszy pokaza?o mu jak w rzeczywisto?ci s?aby jest ten ch?opiec wobec chichotu losu, kt?ry postawi? na jego drodze Annie - dziewczyn? b?d?c? dla niego niczym matka, kt?ra przesta?a dba? o siebie a ca?? uwag? po?wi?ca?a blondw?osemu ch?opcu. Zwyk?a, ludzka s?abo?? i przywi?zanie wzi??y nad nim g?r?.
Si?gn?? wi?c po jedyn? dost?pn? kart? - asa w r?kawie. Pech chcia?, ?e by? to as pik, czyli po prostu „Death Card”.
My?la? tylko o jednym, o swoim beznadziejnym pragnieniu wygranej i o sile, kt?ra mog?aby mu pom?c. Pami?? podsuwa?a mu obraz, kt?ry tak bardzo stara? si? zapomnie? - bezlitosny u?miech Czarnej Kr?lowej. Wo?a? wi?c w duszy, by los nie kaza? mu ogl?da? tego u?miechu ponownie.
?ycie jednak ma to do siebie, ?e zapomina o wa?nej zasadzie, i? le??cego si? nie kopie.
"Bu" us?ysza? i otworzy? oczy. Znajdowa? si? na ogromnej szachownicy, kl?cza? na polu bia?ego go?ca. Jakby nie do?wiadczy? ju? wystarczaj?cego uczucia przegranej, jakby nawet w momencie wybawienia mia? pami?ta?, kto w rozgrywce ma wi?ksz? warto??, jak gdyby u?wiadomienie, ?e jego poni?enie dopiero puka do drzwi i ?e prawdziwe rozmiary pora?ki b?d? wi?ksze ni? ludzki umys? ch?opca mo?e to sobie wyobrazi?. I to rozbawione powitanie... Czu? strach, o tak. Zagl?da? ?mierci prosto w oczy, czu? jej oddech na policzku, wiedzia?, ?e ona nie tylko mo?e i chce, ale ?e na pewno go skrzywdzi. Serce przyspieszy?o nieco, umys? mimowolnie szuka? ucieczki, jednak Terence zmusi? si? do patrzenia demonowi prosto w twarz. Jak przy porwaniu, odczuwa? strach, ale wi?ksz? si?? stanowi? bezsilny gniew, co? czemu ch?opiec nie m?g? zaradzi?. Ale nawet gniew nie by? tak silny jak ?wiadomo?? tego co w?a?nie zamierza zrobi?, jak straszn? rzecz zamierza uczyni?. Z ka?dym krokiem Czarnej Kr?lowej coraz bardziej wbija? wzrok w pod?og?, czuj?c si? przygnieciony czarn? otch?ani?, kt?ra go otacza?a. Poczu? ch?odn? d?o? na swoim podbr?dku i zosta? zmuszony do spojrzenia w g?r?. Patrzy? i czu? jak bezw?adnosc ogarnia go coraz silniej, jak cie? coraz mocniej zaciska wok?? niego swoje szpony. Jednak Czarna Kr?lowa pope?ni?a jeden b??d i Bia?y Goniec zamierza? to wykorzysta?.
Ch?opiec za?mia? si? cicho i ochryple, patrz?c demonicy w oczy. By?y bardziej beznami?tne ni? jego w?asne, tak?e przecie? wyprane z ludzkich uczu?. A jednak posiada?y pewn? cech? wsp?ln?. Obie pary oczu czego? pragn??y. Pragn??y tak mocno, ?e by?y w stanie po?wi?ci? swoj? wolno??, najdro?sz? ka?demu, kto cho? raz poczu? smak niewoli.
- Potrzebuj? raczej wymiany. Mam co? czego pragniesz i my?l?, ?e mo?esz da? mi co? w zamian - u?miecha? si?, cho? w tym u?miechu nie by?o cienia rado?ci. Nie czu? si? wygrany, nie stawia? si? na wy?szej pozycji ni? by? w rzeczywisto?ci. Prawd? jednak by?o, ?e jego poni?enie jeszcze nie si?gn??o takiego stopnia jak Charlotte mog?o si? zdawa?. Owszem, by? bezsilny i potrzebowa? kogo? kto wykona brudn? robot?. Czyz jednak jako z?odziej nie planowa? tego codziennie? Czy? nie wynajmowa? ludzi do wykonania zadania, poniewa? mieli atuty, kt?rych on sam nie posiada?? Na tym polega?o jego codzienne ?ycie, teraz po prostu cena by?a wy?sza. Przez jego oczy przeziera?o sie nawet pewne uznanie dla ruchu Czarnej Kr?lowej, przestraszenie przeciwnika, kt?ry wykona nierozs?dny ruch. Oto czym czu? si? Terence w tej chwili, by? przeciwnikiem, nie ofiar?. M?g? my?le? i zrobi? co?, czego nie warto, ale co mu si? przynajmniej op?aci.
Usiad? nieco wygodniej, widocznie zm?czony wszystkim co przeszed?, ale nie uwa?a? za stosowne tego ukrywa?. Ona i tak o wszystkim wiedzia?a. Jego zadaniem by?o teraz dowiedzie? si? ile ze swoich wiadomo?ci ukrywa na jego niekorzy??.
- Ile mamy czasu? - zapyta? cicho, bo to by?o teraz dla niego najwa?niejsze. Je?li pozosta?o im niewiele czasu, by? got?w si? podda?, o czym demon zapewne wiedzia?, patrzy? jednak na ni? tak, jakby by? pewny, ?e mo?e tu siedzie? miesi?cami, je?li b?dzie tego wymaga?a sytuacja, a przedmiot kontraktu b?dzie wci?? aktualny.
- Nie mog? wiedzie? na pewno czy m?wisz prawd?, b?d? Ci musia? zaufa?. B?dzie to pierwszy i ostatni raz, wi?c wykorzystaj szans? - oto jak dziesi?cioletni ch?opiec pozbawiony si? siedzi na zimnej pod?odze, patrzy ?mierci w oczy i ?mie ?widrowa? j? wzrokiem, przez kt?ry strach przebija si? w tak niewielkim stopniu jakby nie istnia?. Nie by? potrzebny, wi?c Terence go wyrzuci? i pokaza? tym samym co robi z cha?tur? w jego otoczeniu. Czy wi?c ten dzieciak naprawd? szanta?owa? demona, ukazuj?c ile dostanie, je?li oka?e si? nieu?yteczny? Tak, Terence naprawd? dba? o sw?j interes, nawet je?li negocjowa? cudzy.
 
 
     
Svertig Ragnarsson


Wiek: Ze dwanaście wieków będzie.
Kontrakt z: Terenś, chodź do mnie, dzieciaku. Lotka, puszczaj moje jedzenie.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 16 Wrz 2015
Posty: 9
Wysłany: 2015-12-19, 17:31   

On te? us?ysza? wo?anie. A raczej rozdzieraj?cy krzyk, kt?remu towarzyszy? zapach tak s?odki, ?e a? k?u? go w nozdrza, jakby wdycha? pieprz lub opi?ki ?elaza. Dla innych mog?oby to si? robi? niezno?ne, lecz dla Svertiga by? to niemal?e afrodyzjak. Wrzask stawa? si? s?odk? pie?ni?, a zapach n?ci? go niczym najlepszy alkohol, bo wiedzia?, co si? za tym kry?o. Dusza tak wspania?a, ?e od wielu wiek?w nie mia? okazji spo?y? lepszej. Czu? to. Dla niej rzuci? popijaw? z innym demonem i mo?liwo?? epickiej bitki w najbardziej obskurnym barze. Musia?o by? warto.
Czarny kruk wlecia? bezszelestnie ponad pole bitwy, jakim mia?a sta? si? szachownica. Miejsce, gdzie ostatecznie zostanie wype?niona umowa mi?dzy nim a w?a?cicielem tej wspania?ej duszy. Szybko jednak dostrzeg? pewn? nieprawid?owo??... A w?a?ciwie to dwie.
Nie by? tu jedyny, a na szachownicy kl?cza?o dziecko.
Zaskrzecza? gniewnie. Co tu si? dzieje, do kurwy n?dzy. On doskonale wiedzia?, ?e jego ofiara b?dzie m?oda, jednak nie tak, jakby dopiero co wysz?a spod piersi matki. Nie wierzy?, ?eby dzieciak m?g? posiada? dusz? tak warto?ciow?, na jak? pachnia?a. A nawet je?li, to ju? kto? go wyprzedzi?. Kobieta. Kobieta, z kt?r? mia? zamiar zawalczy? o dusz?, kt?ra mog?a si? wydawa? chocia? troch? warto?ciowa, albowiem nie zwyk? dzieli? si? posi?kami.
Wyl?dowa? na szachownicy i niemal?e natychmiast zmaterializowa? si? do swojej demonicznej postaci dok?adnie w miejscu, gdzie spotyka?y si? pola przeznaczone dla czarnego kr?la i czarnego go?ca. Jedyne, co zdawa?o si? pozosta? z jego poprzedniej formy by?y skrzyd?a: pierzaste i czarne jak smo?a w kotle u samego Lucyfera. Zacz?? i?? powoli w stron? dw?jki zebranych, mierz?c ich ch?odnym spojrzeniem bladoniebieskich oczu, co w po??czeniu z typowym dla niego pogardliwym u?mieszkiem by?o co najmniej pesz?ce.
- Chcesz zaufa?... kobiecie? - zwr?ci? si? do dziecka, dalej pozostaj?c par? metr?w od ich dw?jki i za?mia? si? kr?tko. - Kobiety s? s?abe. K?ami?. Zdradzaj?. Kobieta mo?e by? twoj? kochank?, zabawk?, matk?, lecz nigdy nie b?dzie w stanie zrobi? tego, co potrafi zrobi? m??czyzna. Nie b?dzie twoim sprzymierze?cem ani nie pomo?e ci osi?gn?? niczego - w tym momencie podszed? do ch?opca i przykl?kn?? przy nim na jedno kolano. - W przeciwie?stwie do mnie. Ja spe?ni? ka?d? twoj? zachciank? i sprawi?, ?e staniesz si? najznamienitszym cz?owiekiem w ca?ej Europie - mrukn?? niezbyt g?o?no i obna?y? z?by w szyderczym u?miechu. Nienawidzi? si? korzy? przed nikim, zw?aszcza przed cz?owiekiem, zwyk?ym py?em, kt?ry m?g? zmie?? w ci?gu jednej sekundy. Dlatego zamiast dalej si? tak p?aszczy?, podni?s? si? z ziemi i spojrza? na ch?opca z g?ry. Je?li wygra, b?dzie musia? upa?? przed nim na kolana i mu s?u?y?, lecz p?ki co chcia? zachowa? resztki godno?ci, dop?ki jeszcze m?g?.
- Komu zaufasz? Temu, kt?ry ze zwyk?ych wie?niak?w robi? bohater?w i kt?ry przyczyni? si? do wielu zwyci?stw - rzek?, d?oni? pokazuj?c na swoj? bardzo skromn? osob?. - Czy kobiecie, kt?ra jedyne co potrafi, to robi? wra?enie i okr?ca? sobie ludzi wok?? palca? - parskn??, patrz?c na demonic? spojrzeniem jasno m?wi?cym "i co mi teraz zrobisz? Wygra?em". Mimo wszystko stara? si? nie lekcewa?y? swojej przeciwniczki. By?a kobiet?, lecz te? demonem. Z autopsji wiedzia?, i? olewanie takiego pot??nego przeciwnika mog?o si? sko?czy? nieciekawie, a nie chcia?, aby okazja na po?arcie takiej wspania?ej duszy przesz?a mu ko?o nosa, wi?c stara? si? zachowa? zimn? krew.
_________________
 
     
Charlotte Stiefvater


Rodzina: Rodzinka z piekła rodem.
Wiek: Na ile wygląda?
Znaki szczeg?lne: Białe włosy i czerwone oczęta.
Ekwipunek: CECIL
Kontrakt z: Nie, nie ma przerwy od ćwiczeń gry w szachy, dzieciaku. Svertig, nie rozpraszaj go i łapy precz od mojego obiadu.
Kosa ?mierci: A mogę taką?
Poziom ?ycia: Prawdopodobnie 100%. A może nawet więcej.
Dołączył: 28 Wrz 2014
Posty: 35
Skąd: Piekło.
Wysłany: 2015-12-19, 22:31   
   Multikonta: Asune, Florence, Rozalia


Czarna Kr?lowa g?odnych karmi przera?eniem, spragnionych poi poni?eniem, zm?czonych koi do snu wiecznego, a b?l zranionych umarza cierpieniem. Dobra w?adczyni zawsze troszczy si? o poddanych.
Je?li kto? jej nie kocha, to sprawia, ?e zaczyna si? jej ba? - strach jest silniejszy od mi?o?ci. Sp?tany l?kiem nie uwolni si? od swoich kajdan, wi?zy sympatii s? kruche i nietrwa?e. Uczucia i przywi?zanie s?abe punkty, kt?re odpowiednie osoby mog?y wykorzysta? na w?asn? korzy??. Mimo ?e ch?opiec na pierwszy rzut oka zdawa? si? nie mie? w sobie nic z dzieci?cej niewinno?ci, przez jedn? kobiet? zdecydowa? si? na oddanie tego, co dla cz?owieka powinno by? najwa?niejsze. Kobieta, przez kt?r? wybra? taki los nie zdawa?a sobie sprawy, ze ka?dy matczyny gest i s?owo, by? kolejnym gwo?dziem do trumny blondw?osego ch?opaka. Odrobina ciep?a zdo?a?a stopi? grub? skorup? oboj?tno?ci, kt?r? naiwnie si? okry?, obna?y?a jego najs?absze punkty i pragnienia - sznurki w r?kach dobrego marionetkarza. To odr??nia?o ludzi od demon?w - starali si? sprawia? wra?enie zimnych i bezlitosnych, by osi?gn?? swoje cele, za? pos?a?cy piek?a ukrywali swoj? prawdziw? natur?, by gra? na emocjach s?abych i zranionych.
My?la?a tylko o s?odko-kwa?nym zapachu duszy dziecka. Nuta goryczy dra?ni?a j?, nadaj?c ca?ej kompozycji zach?caj?cego charakteru. Patrzy?a na ch?opca, niczym na ofiar? - widzia?a jego strach i sp?oszenie. Gdy spogl?da?a w jego oczy, dostrzeg?a te? co? wi?cej - gniew. Gniew, kt?ry chcia?a wykorzysta? i obr?ci? przeciwko niemu. Pu?ci?a jego podbr?dek i wyprostowa?a si?, spogl?daj?c z wy?szo?ci? na dziecko. P?ki nie by?a zwi?zana kontraktem, zamierza?a wykorzystywa? szans? na podkre?lanie gigantycznej przepa?ci miedzy nimi. Nie mia?a w zwyczaju p?aszczy? si? przed swoj? ofiar? nawet, gdy zamierza?a zach?ci? j? do kontraktu. Wiedzia?a, ?e ch?opiec znajduje si? w sytuacji bez wyj?cia.
Zamiast groteskowego u?miechu na jej twarzy pojawi? si? zimny spok?j, jednak w jej oczach uwa?ny obserwator wychwyci?by rozbawienie i kpin?.
- Spe?ni? ka?de Twoje ?yczenie, wykonam ka?dy Tw?j rozkaz. B?d? narz?dziem w Twoich d?oniach do momentu, a? nie osi?gniesz pot?gi, kt?rej tak bardzo pragniesz - powiedzia?a zdecydowanym tonem, nie odwracaj?c wzroku od jego oczu. Rzadko sk?ada?a obietnice, jednak ju? si? tego podejmowa?a, zawsze ich dotrzymywa?a. W ko?cu nigdy nie wychodzi?a z tego bez odpowiednich korzy?ci.
- Mam tylko jeden warunek. Gdy w pe?ni spe?ni? Twoj? pro?b?, chc? otrzyma? to, co jest w Tobie najcenniejsze - podnios?a d?o? i przejecha?a ostrym paznokciem po jego policzku, spogl?daj?c na niego ze spokojem - Twoj? duszyczk? - pozornie troskliwym gestem za?o?y?a mu za ucho niesforny kosmyk w?os?w, kt?ry opada? mu na oczy. Nie umkn??o jej uwadze, ?e nie pr?buje stwarza? wra?enia silnego, panuj?cego nad sytuacj?. Nie mia? w tym ?adnego celu, jedynie wzbudzi?by tym co najwy?ej ?miech i kpin? Charlotte. Silni i panuj?cy nad sytuacj? ludzie nie chwytaj? si? tak gor?czkowo sk?adanych obietnic.
- Dla Ciebie - wystarczaj?co du?o. Je?li chodzi o dziewczyn?... Lepiej, ?eby? podj?? szybk? decyzj? - z premedytacj? gra?a na jego emocjach, sia?a obaw? w jego umy?le i zmusza?a do wykonania ruchu. Przepada?a za ciekaw? rozgrywk?, jednak nie znosi?a, gdy jej przeciwnik zbyt d?ugo zwleka?.
Na s?owa ch?opca zabra?a d?o? z jego twarzy.
- Nie mia?abym ?adnych korzy?ci z oszukiwania Ci?. Gdybym chcia?a, ju? dawno zabra?abym Twoj? dusz?. Nie musisz mie? do mnie zaufania. Wystarczy, ?e b?dziesz mia? ?wiadomo?? mojego pos?usze?stwa. Tylko jedna rzecz mo?e Ci je zagwarantowa? - czy wiesz co to jest, dzieciaku? - nie mia?aby ?adnego po?ytku z k?amstwa - sama wygrana nie jest satysfakcjonuj?ca, gdy przychodzi zbyt ?atwo. Zbyt ?atwe zwyci?stwa nie s? powodem do dumy.
Westchn??a ci??ko, gdy wyczu?a drugiego demona. Przenios?a na niego wzrok z pogard? w spojrzeniu. Witamy sp??nialskiego.
Na s?owa, demona unios?a delikatnie podbr?dek, ?miej?c si? z rozbawieniem.
- Ten, kto lekcewa?y przeciwnika, zwykle ko?czy jako jeniec. Twoja opinia sprawia, ?e jestem na wygranej pozycji. Kto?, kto pope?nia tak oczywisty b??d, wywy?sza si? nade mn?? To urocze - powiedzia?a z kpin? i politowaniem w g?osie.
Rozgrywka okaza?a si? ciekawsza ni? oczekiwa?a, a przedstawienie zamieni?o si? w kabaret. Pokr?ci?a g?ow? i zbli?y?a si? do Svertiga. Mia?a ?wiadomo??, ?e s?owa demona mia?y jedynie sk?oni? ch?opca do zawarcia kontraktu - w?tpi?a, by demon mia? na tyle ma?o rozwini?ty zmys? strategiczny, by lekcewa?y? nieznajomego, jednak nie zmienia?o to faktu, ?e chcia?a wyci?gn?? ze spektaklu jak najwi?cej rozrywki. Je?li tego chcia?, b?dzie gra?a na jego zasadach - uwielbia?a pokonywa? przeciwnik?w w ich w?asnej grze.
Przejecha?a wierzchem d?oni po policzku m??czyzny, spogl?daj?c mu w oczy z kpi?cym u?miechem.
- Duzi ch?opcy i ich zabawy. Czy to nie wy dajecie si? okr?ca? wok?? palca matkom, kochankom, zabawkom? - Powiedzia?a i po chwili zabra?a r?k?, spogl?daj?c na dzieciaka. Zauwa?y?a jeden ma?y szczeg??, kt?ry ch?opiec m?g?by wykorzysta?, gdyby okaza? si? wystarczaj?co sprytny. W sytuacji, gdy dwa demony pragn??y jego duszy, mimo wszystko to on mia? przewag?.
- Z g?ry musz? uprzedzi?, ?e nie lubi? przegrywa? - szepn??a w stron? Svertiga, krzywi?c si? delikatnie. Nie lubi?a r?wnie?, gdy decyduj?cy ruch nale?a? do cz?owieka.
_________________
VOICE // THOUGHTS // MIND

~
Ostatnio zmieniony przez Charlotte Stiefvater 2015-12-20, 00:16, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Terence Ephraim Alberione


Rodzina: Czwórka przyrodniego rodzeństwa, za którym nie przepada oraz szajka złodzei, której się trzyma z wygody. No i oczywiście Anka.
Wiek: 14 lat.
Znaki szczeg?lne: Heterochromia. Prawe oko ciemnozielone, lewe jasnoniebieskie.
Ekwipunek: Niewielka torba z różnościami, bo nigdy nie wiadomo co się kiedy może przydać oraz mały nóż przytroczony do pasa.
Kontrakt z: Svertigu, czy byłbyś tak uprzejmy i przestał zachowywać sie jak totalny błazen? Charlotte, nalejże tej whiskey, w takich warunkach nie da się pracować na trzeźwo.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 07 Mar 2015
Posty: 38
Skąd: Znikąd
Wysłany: 2015-12-20, 00:16   
   Multikonta: Behemot


Patrzy? na ni? i dostrzega? w?a?nie to co chcia?a, by ujrza?: jej wy?szo??, pewno?? siebie, po czyjej stronie le?y kontrola nad sytuacj?. Lecz patrz?c na to, zupe?nie si? z tym nie zgadza?, widocznie punkt widzenia zale?y od punktu siedzenia. Chcia?a go traktowa? z wy?szo?ci?? Prosz? bardzo. Chcia?a kpi? z niego w ?ywe oczy? Prosz? bardzo. Ju? przegra?, jednak nie zamierza? si? podda? temu, co do niego m?wi?a. Ostatecznie nie powiedzia?a nic, czego by si? nie spodziewa?, tego przecie? chcia?. Nie zwraca? wi?c zbytnio uwagi na s?owa, szuka? mi?dzy wierszami. Nie zwraca? uwagi na jej ruchy, oboje doskonale wiedzieli kto czego chce i co si? musi wydarzy?, ?eby ka?de z nich to dosta?o. Jej gra by?a tylko urozmaiceniem dla samej Charlotte, kt?ra pope?ni?a ju? drugi b??d. Ch?opiec nauczy? si? gra? na zasadach Czarnej Kr?lowej ostatnim razem, jednak ona najwidoczniej zapomina?a, ?e ?eby wygra? tym razem musz? zgra? na jego zasadach. Da? jej szans? powiedzenia prawdy, ca?ej prawdy, kt?r? usi?owa?a omin??, ?eby zmusi? go do kolejnego ruchu. Czy?by naprawd? nie potrafi?a uratowa? dziewczyny je?li on b?dzie zwleka?? Czy?by by?a... bezu?yteczna dla niego? Terence bardzo nie lubi? by? do czegokolwiek zmuszany, wystarczy?o mu to, po co tu si? zjawili. Wymuszanie wi?cej by?o... c??, by?o mu bardzo nie w smak, czego nie omieszka? okaza? Charlotte pogardliwym spojrzeniem, ale nie odezwa? si? ani s?owem. Przejecha? palcem po zadrapaniu na policzku, kt?re zostawi?a nieostro?na demonica i cmokn?? niezadowolony kr?c?c delikatnie g?ow?.
W nast?pnej chwili zamar? patrz?c na drugiego demona. Wo?a? o pomoc, b?aga? by wszelkie dost?pne moce, chocia?by i ciemno?ci mu pomog?y, by nie by?y t?, kt?r? spotka? w Nawiedzonym Dworze, by nie musia? ju? zmaga? si? z odwieczn? zagadk? o co naprawd? chodzi Czarnej Kr?lowej. Wo?a? o pomoc i mia? dosta?... to? Z ka?dym kolejnym s?owem demona na twarzy Terence'a tkwi? ten sam kpiarski u?mieszek, jednak w oczach pojawia?o si? coraz wi?ksze rozczarowanie. W Piekle sko?czy? si? bud?et, czy co? zdawa? si? my?le? i chyba faktycznie przez chwile si? nad tym zastanawia?. Patrzy? na oba demony z rosn?cym niezadowoleniem, cho? trzeba przyzna?, ze przybycie drugiego demona nieco mu pomog?o. Jakkolwiek nie brzmi to irracjonalnie - podnios?o go to na duchu. Tragednia zamieni?a si? w istn? komedi?, a utrzymywanie kpiarskiego u?miechu na twarzy nic go nie kosztowa?o. Siedzia? i patrzy? jak Czarna Kr?lowa podchodzi do samozwa?czego Czarnego Kr?la. Gdy po?o?y?a mu policzek na d?oni, Terence wsta? i zaklaska?.
- Do zamku przyby? b?azen, czas wi?c rozpocz?? przyjmowanie go?ci na uczt?, czy? nie? - szed? nieco chwiejnym i wyra?nie zm?czonym krokiem w stron? demon?w, jednak jego u?miech pozosta? r?wnie bezczelny co zwykle - Trzeba wypisa? zaproszenia, urz?dzi? sal?, o tak, ogromny przetarg, ale uczta ma by? wspania?a. Skoro mamy dw?ch potencjalnych wykonawc?w c?? stoi na przeszkodzie przekonania si?, kt?ry z nich jest leszy? - roz?o?y? r?ce w wymownym ge?cie, ?e teraz dopiero rozpocznie si? prawdziwa zabawa, dla niego, dla nich rywalizacja.
- Kontrakt, przetarg, umowa to wszystko interesy. Nie zwyk?em omawia? interes?w na kl?czkach, o wiele wygodniej siedzi si? na wygodnym krze?le, prawda? Przy stole, na kt?rym le?y papier do zapisania warunk?w oraz pi?ro i ka?amarz, jako oczywisty zestaw - u?miechn?? si? i popatrzy? wyczekuj?co na oba demony, po czym jakby sobie o czym? przypomnia? - Oh tak, je?li byliby?cie na tyle uprzejmi i zaoferowali tak?e szklank? wody, by?bym niezwykle wdzi?czny. Nie pi?em nic od d?u?szego czasu - po czym splun?? na pod?og? resztk? krwi, kt?ra od tych przem?w zaleg?a mu w ustach i przetar? twarz r?kawem. U?miechn?? si? pozornie niewinnie, jednak doskonale wiedzia?, ?e w innej sytuacji taka arogancj? przyp?aci?by ?yciem. Tylko, jak to ju? najwidoczniej zauwa?y?a Czarna Kr?lowa, tym razem Goniec zyskiwa? przewag?.
 
 
     
Svertig Ragnarsson


Wiek: Ze dwanaście wieków będzie.
Kontrakt z: Terenś, chodź do mnie, dzieciaku. Lotka, puszczaj moje jedzenie.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 16 Wrz 2015
Posty: 9
Wysłany: 2015-12-21, 16:13   

Spojrza? na demonic? z g?ry, albowiem jego wzrost nie pozwala? na jakikolwiek inny zabieg i je?li chcia? spojrze? kobiecie w oczy, musia? zwiesi? g?ow?. Jednak wbrew jej s?owom, nie wywy?sza? si? ani nie lekcewa?y? jej w ?aden inny spos?b, tote? jej kr?tki monolog dotycz?cy jego osoby skwitowa? tylko kr?tkim parskni?ciem i ironicznym u?miechem. Je?li chcia?a, mog?a my?le?, ?e tak w?a?nie postrzega? aktualn? sytuacj?: jako potyczk?, kt?r? musia? wygra?. Im d?u?ej b?dzie tak my?le?, tym ciekawsza b?dzie bitwa, kt?ra niejako zaczyna?a zmienia? si? w kabaret lub cyrk. Nie zale?a?o mu na g?upich s?ownych przekomarzankach, lecz na zaspokojeniu ?o??dka. Reszta by?a dla niego tylko g?upi?, nic nie znacz?c? otoczk?, kt?ra mia?a go przybli?y? do celu i sk?oni? ch?opca do zawarcia kontraktu. Utarczki i gierki s?owne z Charlotte wcale nie by?y mu do szcz??cia potrzebne, a m?g? ich tylko u?y? do tego, aby doda? ca?emu spektaklowi jeszcze zabawniejszej otoczki lub pokaza?, ?e mimo wszystko nie da sob? pomiata?.
Nie odsun?? si? od d?oni muskaj?cej jego policzek ani nie odwr?ci? wzroku. Wr?cz przeciwnie- odwzajemni? zar?wno to spojrzenie, jak i u?mieszek. Czy?by zabawa si? rozkr?ca?a? Chcia? co? odpowiedzie?, jednak przerwa?o mu klaskanie. Tutaj na chwil? wzrok uciek? mu w stron? dzieciaka, lecz po kr?tkiej chwili znowu wbi? jasne, ciut kpi?ce spojrzenie w demonic?.
- Nisko upadasz, chc?c owin?? sobie dziecko wok?? palca - odmrukn?? tylko, wyra?nie znudzony t? bezsensown? wymian? zda?, albowiem najwyra?niej znalaz? sobie znacznie lepszy cel do rozm?w.
Wr?cz natychmiast poj??, dlaczego dusza dzieciaka pachnia?a tak idealnie. Ch?opiec swoj? bezczelno?ci? przewy?sza? nie tyle wi?kszo?? swoich r?wie?nik?w, co i samych doros?ych. By?oby to niczym, gdyby okazywa? to wobec ludzi, jednak on sta? przed dw?jk? demon?w w krainie cieni, wa?y?y si? losy ?ycia jego i jakiej? panny, a ten zachowywa? si? tak, jakby by? na pogadance z kumplami. Wida? by?o, jak bardzo zdawa? sobie ?wiadomo?? z ca?ej tej sytuacji i jak dobrze zna? si? na zasadach tej gry. Nagle Czarny Kr?l wraz z Czarn? Kr?low? stali si? zwyk?ymi Czarnymi Pionkami w r?kach Go?ca i zaczynali gra? tak, jak im nakaza?, co wzbudzi?o we Svertigu zar?wno irytacj?, jak i pewne zafascynowanie. Nawet, je?li samozwa?czy Kr?l zosta? w?asnie sprowadzony do roli b?azna zabawiaj?cego go?ci, nadal zdawa? sobie spraw? z tego, ?e pod tym kabaretem kry?a si? walka o to, kto dostanie dusz? cz?owieka tak zuchwa?ego i zepsutego, ?eby mie? czelno?? i odwag? kpi? z demon?w na ich w?asnym poletku, tudzie? szachownicy. Jeszcze zobaczymy, kto b?dzie b?aznem w tym przedstawieniu - pomy?la? Ragnarsson, a na jego usta wpe?z? u?miech jeszcze podlejszy ni? dotychczas. Je?li mia? b?aznowa?, a w zamian otrzyma? tak wspania?? nagrod?, to by? got?w wykonywa? rozmaite sztuczki. Tylko po to, ?eby p??niej Bia?y Kruk upad? na kolana przed Czarnym Krukiem.
Gdy tylko us?ysza? t? zuchwa?? pro?b? wypowiedzian? przez ch?opca, niemal?e natychmiast, zanim demonica mog?a w jakikolwiek spos?b zareagowa?, uni?s? nieco r?k? i pstrykn?? palcami, a po chwili szachownica zosta?a skalana takim tworem jak st??, na kt?rym ju? le?a?y pi?ro, ka?amarz i papier, a obok stan??o drewniane krzes?o. Nie uraczywszy Czarnej Kr?lowej spojrzeniem, od razu zwr?ci? si? do dzieciaka.
- Obawiam si?, ?e woda nie jest warunkiem koniecznym do podpisywania jakichkolwiek kontrakt?w czy przetarg?w, a jedynie drobnym udogodnieniem, na kt?re czas mo?e przyj?? p??niej - odpowiedzia?. B?aznowanie b?aznowaniem, jednak mia? w sobie na tyle dumy i poczucia w?asnej warto?ci, by nie pada? przed potencjalnym kontraktobiorc? na kolana wtedy, gdy m?g? mie? jeszcze jakikolwiek wyb?r co do tego, na co mo?e sobie pozwoli?, a kiedy lepiej odpu?ci?. B?d? co b?d?, ponad po?ow? pr??b spe?ni?, wi?c m?g? sobie pozwoli? na co? takiego. Je?li mu si? nie uda i jednak przegra z demonic? to starcie o dusz?, przynajmniej b?dzie mia? ?wiadomo?? tego, ?e pr?bowa?. Wielu ludzi ?azi?o po ?wiecie i nie musia? oddawa? wszystkiego akurat temu jednemu dzieciakowi, ku uciesze obecnej tutaj demonicy.
_________________
 
     
Charlotte Stiefvater


Rodzina: Rodzinka z piekła rodem.
Wiek: Na ile wygląda?
Znaki szczeg?lne: Białe włosy i czerwone oczęta.
Ekwipunek: CECIL
Kontrakt z: Nie, nie ma przerwy od ćwiczeń gry w szachy, dzieciaku. Svertig, nie rozpraszaj go i łapy precz od mojego obiadu.
Kosa ?mierci: A mogę taką?
Poziom ?ycia: Prawdopodobnie 100%. A może nawet więcej.
Dołączył: 28 Wrz 2014
Posty: 35
Skąd: Piekło.
Wysłany: 2015-12-23, 02:51   
   Multikonta: Asune, Florence, Rozalia


Tak jak wygrana bez ciekawej rozgrywki nie jest satysfakcjonuj?ca, tak przedstawienie pokazane w niepe?nej krasie nie jest zbyt ciekawe. Do dobrego efektu niezb?dna jest dobra scenografia, atmosfera i przede wszystkim aktorzy. Aktorzy, kt?rzy przygotowani na ka?d? ewentualno??, wyka?? si? sztuk? improwizacji. Sam przekaz stawiany by? przez Charlotte na r?wni z otoczk? tragikomedii, kt?ra toczy?a si? na p?ytach czarno-bia?ej szachownicy. Zawi?a fabu?a, akcja pe?na niewiadomych, zmuszaj?ca do pobudzania szarych kom?rek, kunszt sztuki aktorskiej i ?wiadomo?? sytuacji sk?ada?y si? na spektakl idealny. Zawsze zwraca?a uwag? i docenia?a ka?dy szczeg??, od przej?? mi?dzy scenami, po dialogi aktor?w - w ko?cu istoty my?l?ce od zwierz?t odr??nia?o mi?dzy innymi rozumienie sztuki. Nie znosi?a wi?c, gdy droga do osi?gni?cia zamierzonego celu by?a spychana na dalszy plan tak, jakby i tak nie musia?a zosta? przemierzona. Czasem efektowna kokarda sprawia, ?e prezent staje si? o wiele bardziej satysfakcjonuj?cy. Lubi?a otacza? si? pi?knem, jednak spektakl musia? i?? naprz?d. Gdy aktorzy przeci?gaj? akty, ca?o?? staje si? rozwlek?a, nudna, niesp?jna. Gry s?owne by?y raczej swego rodzaju rozrywk? ni? atakiem, jednak stanowi?y te? podkre?lenia, ?e to Czarna Kr?lowa zawsze ma ostatnie zdanie. Egocentryzm, ci??ka choroba.
Wyra?nie widzia?a znajom? kpin? w wyrazie twarzy ch?opca. Zdawa?a sobie spraw?, ?e - tak naiwnie - mia? nadziej?, ?e spotka kogo? innego. Czarna Kr?lowa nie mog?a przepu?ci? jednak okazji do zdobycia takiej duszy. Pragn??a ukoi? sw?j g??d, jednak trafi?a na jeden z tych bardzo rzadkich przypadk?w, gdzie kontrakt z w?a?cicielem m?g? zapewni? jej dodatkowe ?r?d?o rozrywki. Obieca?a ju? kiedy? blondynowi, ?e zobaczy j? ponownie, a Kr?lowa zawsze dotrzymuje obietnic.
Gdy us?ysza?a klaskanie ch?opca, obr?ci?a wzrok w jego kierunku. Ta pewno?? siebie, mimo marnego stanu fizycznego oznacza? mog?a tylko jedno - ch?opak wiedzia? co robi, mia? plan i zamierza? go zrealizowa?. Na jej twarzy pojawi? si? zimny spok?j, ukrywaj?cy zainteresowanie kolejnym ruchem Bia?ego Go?ca. Uwag? drugiego demona pu?ci?a mimochodem - zbli?ali si? do g??wnego punktu przedstawienia, a to nie by? czas na zb?dne uwagi. Wiedzia?a, co ch?opiec ma zamiar zrobi? - by? jedn? z niewielu os?b na tyle bezczelnych i aroganckich, by wymy?li? co? takiego. Nauczy?a si? przewidywa? ruchy laufra. Chwilowo straci?a zainteresowanie samozwa?czym Czarnym Kr?lem i skupi?a si? na ch?opcu. Mo?e i widzia? si? w roli kr?la, jednak to hetman by? najsilniejsz? figur? na ca?ej planszy - to w?a?nie kr?lowa mog?a porusza? si? w dowolnym kierunku. Sp?dzenie jej do roli zwyk?ego pionka by?o co najwy?ej zabawne.
Widz?c, jak samozwa?czy Czarny Kr?l spe?nia zachcianki dziecka, roze?mia?a si? groteskowo. Nie wiedzia? nic o Bia?ym Go?cu.
- No prosz? - powiedzia?a melodyjnym g?osem, zdradzaj?cym rozbawienie. Z lekko uniesionym podbr?dkiem wbi?a lodowate spojrzenie w r??nokolorowe oczy ch?opca, pozostawiaj?c jednak na twarzy cie? kpi?cego u?miechu. Rozk?adaj?c kruczoczarne skrzyd?a, dumnym, zdecydowany krokiem zbli?y?a si? do blondyna i nie zwa?aj?c na jego b?l, podnios?a go za gard?o i silnym, kr?tkim ruchem, usadowi?a go na drewnianym krze?le. Trzymaj?c d?o? na jego szyi, stan??a za oparciem, nachylaj?c si? nad jego uchem.
- Du?o ryzykujesz, dzieciaku. Strategia godna Bia?ego Go?ca, jednak dla Czarnej Kr?lowej niewystarczaj?ca. Zawsze b?d? o krok do przodu - sykn??a, rozlu?niaj?c nieznacznie u?cisk - nie chcia?a go zabi? ani skrzywdzi?, w ko?cu nie mia?aby z tego ?adnych korzy?ci.
- Nie pragniesz towarzysza, kolejnego s?ugi, p?aszcz?cego si? przed tob? sprzymierze?ca - powiedzia?a z u?miechem na ustach, puszczaj?c gard?o ch?opaka - Potrzebujesz pot?gi. A to ja jestem pot?g? - szepn??a, chwytaj?c woln? r?k? pi?ro. Obesz?a krzes?o dooko?a, zatrzymuj?c si? obok blondyna i unios?a sugestywnie d?o?, wyci?gaj?c r?k? z narz?dziem pi?mienniczym w stron? dzieciaka. Przeszy?a go spojrzeniem szkar?atnych oczu, ignoruj?c ca?kowicie obecno?? drugiego demona. To ona by?a mu potrzebna i to ona przyw?aszczy sobie s?odko-kwa?n? dusz?.
_________________
VOICE // THOUGHTS // MIND

~
 
 
     
Terence Ephraim Alberione


Rodzina: Czwórka przyrodniego rodzeństwa, za którym nie przepada oraz szajka złodzei, której się trzyma z wygody. No i oczywiście Anka.
Wiek: 14 lat.
Znaki szczeg?lne: Heterochromia. Prawe oko ciemnozielone, lewe jasnoniebieskie.
Ekwipunek: Niewielka torba z różnościami, bo nigdy nie wiadomo co się kiedy może przydać oraz mały nóż przytroczony do pasa.
Kontrakt z: Svertigu, czy byłbyś tak uprzejmy i przestał zachowywać sie jak totalny błazen? Charlotte, nalejże tej whiskey, w takich warunkach nie da się pracować na trzeźwo.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 07 Mar 2015
Posty: 38
Skąd: Znikąd
Wysłany: 2015-12-23, 21:53   
   Multikonta: Behemot


Obserwowa? reakcj? demon?w ani na chwil? nie zmieniaj?c wyrazu twarzy. By? zm?czony, ale czym by?o to wobec handlowania resztk? cz?owiecze?stwa, kt?r? jeszcze mia? w sobie? Od niego i tej chwili zale?a?y dalsze losy dw?ch os?b i demona. Mo?e nawet dw?ch demon?w, ale plan w g?owie Terence'a dopiero si? krystalizowa?. Nie pozwoli? sobie nawet na najmniejsze drgni?cie w innym celu ni? to by?o wymagane. Patrzy? na to co si? pojawi?o na szachownicy i t?umi? w sobie pe?ne politowania spojrzenie.
- Doprawdy? Piekielna istota upadaj?ca tak nisko? - tej uwagi nie umia? powstrzyma?. Oto demon odm?wi? mu tylko szklanki wody, pozosta?e zachcianki odda? Terence'owi w mniej ni? sekund?. Pozwoli? sob? rozporz?dza? zanim jeszcze cz?owiek zyska? nad nim w?adz?. Piekielny lizus pomy?la? ch?opiec z pogard?, kt?rej nie umia? powstrzyma?. Nie szanowa? takich ludzi, uwa?a? ich za s?abych, jak wi?c m?g? my?le? o szacunku do demona, istoty o tyle wy?szej i kl?kaj?cej przed nim w celu udowodnienia si?y. Nie widzia? w tym ?adnej mocy, przekona? si? tylko, ?e nawet istota nie?miertelna mo?e si?gn?? granicy g?odu i gardzi? tym z ca?ych si?. Co innego Charlotte. Widzia? w jej spojrzeniu, ?e arogancj? nic od niej nie uzyska. Nie teraz. Jeszcze nie. Patrzy? jej prosto w oczy i u?miecha? si?, widocznie wiedz?c ju?, ?e rozgrywka b?dzie si? toczy?a pomi?dzy nimi.
Skrzywi? si? nieco kiedy chwyci?a go za gard?o. Nie by? to jednak wyraz zdradzaj?cy b?l. Ponownie by? w?ciek?y. Ponownie jego przestrze? osobista zosta?a naruszona, co wi?cej, tylko w celu udowodnienia wy?szo?ci demona.
- I Ty, Brutusie? Udowadniasz co?, co wiem, bo o?mieli?em si? wy?mia? Twoje marne przedstawienie? Nie mam czasu ani si?y na za?atwienie tego tak, jak by? chcia?a. Oboje wiemy, ?e gdybym mia?, nie by?oby mnie tutaj - patrzy? na ni? nieskr?powany, rozgniewany i widocznie zm?czony. Si?gn?? pi?ro lekko dr??c? d?oni?, dr??c? ze zm?czenia, ale wydawa? si? to ignorowa?, jakby daj?c wyra?ny komunikat: "Zg?upia?em, bo tu jestem, innych g?upot nie pope?ni?".
Odetchn?? patrz?c na papier a potem spojrza? na Czarn? Kr?low? na po?y z pogard? na po?y z podziwem za jej wybryki na szachownicy.
- Sugestie na temat ryzyka zostaw dla siebie. I pilnuj swoich strategii, bo nie chcemy, ?eby? kiedy? straci?a koron?. - mrukn?? i zacz?? pisa?. Sprawi?o mu to wi?ksz? trudno?? ni? zazwyczaj, co stara? si? ukry?. Jednak jego stan dawa? zna? o sobie, dr?a? coraz mocniej, oddycha? ci??ej, a z ka?d? kolejna sekunda wydawa? si? by? bardziej zestresowany ?wiadomo?ci? tego co robi i ?e je?li b?dzie zbyt d?ugo zwleka? Annie by? mo?e faktycznie sko?czy si? czas. Sko?czywszy, przesun?? papier w stron? Charlotte.
Pierwsze litery by?y wyra?ne i r?wne, z ka?d? kolejn? linijk? stawa?y si? jednak coraz bardziej nieregularne, niepodobne wr?cz do ch?opca, kt?ry widocznie pozwoli? sobie na zaniedbanie.

"Kontrakt mi?dzy ni?ej podpisanymi cz?owiekiem i demonem odnosi si? do wymiany wszelkich us?ug istoty piekielnej w zamian za dusz? istoty ?miertelnej. Umowa trwa do momentu pozbawienia cz?owieka ?ycia i okre?lona zostaje nast?puj?cymi warunkami:
Cz?owiek oddaje dusz? w zamian za spe?nienie trzech ?ycze?:
1. bezwzgl?dnej ochrony zdrowia i ?ycia Annie Marie Leander w ka?dym miejscu, czasie i przed wszelkimi zagro?eniami a? do momentu jej naturalnej ?mierci;
2. rozpowszechnienia na skal? mi?dzynarodow? imienia Bia?ego Kruka jako najbardziej nieuchwytnego i wp?ywowego cz?owieka w ?wiecie kryminalnym;
3. uczciwej wygranej cz?owieka z demonem w szachy, niezdobytej ?adnym piekielnym podst?pem, a zwyczajnym przewy?szeniem umiej?tno?ci gry;

Podczas trwania umowy obie strony zostaj? zmuszone do bezwzgl?dnego stosowania poni?szych zasad:
1. Sprz?tania po sobie.
2. Nie ok?amywania drugiej strony w ?adnym miejscu, czasie i z ?adnego powodu.
3. Pozostawania osi?galnym dla drugiej strony w ka?dym miejscu, momencie i ze wszelkich powod?w.

Ponadto, aby umowa by?a wa?na demon nie mo?e odm?wi? wykonania ?adnego polecenia cz?owieka w ?adnym innym wypadku ni? zagro?enie niewype?nienia warunk?w kontraktu."


Na papierze widnia?y dwa miejsca na podpisy, dwie lekko nier?wne linie. Terence poda? Charlotte pi?ro z oboj?tnym wyrazem twarzy, jednak w jego oczach kry?a si? ledwie wyra?na nuta triumfu. Zupe?nie jakby podczas pisania przyszed? mu do g?owy pomys?, kt?ry podetnie demonowi skrzyd?a. Oczy te m?wi?y: "wyl?dowa?em na kl?czkach, ale mi?o b?dzie popatrze? jak robisz to samo."
- Wystarczy podpisa? i jestem ca?y Tw?j - za?mia? si? cicho i ochryple zn?w przywo?uj?c na twarz kpiarski u?mieszek i podaj?c demonowi pi?ro. - Szczeg?lnie podoba mi si? moje trzecie ?yczenie - szepn?? widocznie powstrzymuj?c si? przed g?o?nym wybuchem ?miechu. Wygra?. Nawet je?li nigdy nie b?dzie w stanie naprawd? pokona? Czarnej Kr?lowej, je?li b?dzie chcia?a wygra?, zostanie zmuszona do poddania si?. Raz, jeden jedyny raz b?dzie musia?a przegra? naprawd? albo si? podda? aby osi?gn?? to, na czym jej zale?y. O tak, Terence mia? ochot? si? ?mia?.
 
 
     
Svertig Ragnarsson


Wiek: Ze dwanaście wieków będzie.
Kontrakt z: Terenś, chodź do mnie, dzieciaku. Lotka, puszczaj moje jedzenie.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 16 Wrz 2015
Posty: 9
Wysłany: 2015-12-25, 17:39   

Jego strategia wydawa?a si? prosta i do?? efektywna: teraz troch? poudawa? p?aszcz?cego si? s?ug?, niezmiernego lizusa, kt?ry zrobi wszystko, co pan powie. Dzieciak zobaczy, kto jest lepszy oraz kto mu wi?cej da i wybierze jego. Plan idealny? Nie w tym przypadku. Charlotte mia?a nad nim ogromn? przewag?, bo zd??y?a ju? wyczu? ch?opca i jego charakter. Svertig natomiast pr?bowa? tego, co wydawa?o mu si? skuteczne w wi?kszo?ci przypadk?w. To nie tak, ?e przycisn?? go g??d i chcia? za wszelk? cen? zdoby? dusz? ma?ego blondynka, ?eby si? na?re?. Nie. On chcia? pokaza? swoj? wy?szo?? nad demonic?, skusi? swoj? ofiar? wypisuj?c sobie na czole s?owa "jestem lepszy i zrobi? dla ciebie absolutnie wszystko" tylko po to, ?eby zapewni? sobie akurat t? s?odziutk? duszyczk? i potem m?c pomiata? m?odym ile wlezie, bo przecie? by? nie tylko ponad Charlotte, lecz r?wnie? ponad niego.
A przynajmniej tak mu si? zdawa?o, nim rzeczywisto?? sprzeda?a mu siarczysty policzek. "Piekielna istota upadaj?ca tak nisko?" - jak?e niewiele potrzeba, by zda? sobie spraw? z tego, ?e dotychczasowe plany cholera strzeli, bo nie by?y one dostosowane do tego konkretnego przypadku. Ba, tych dw?ch przypadk?w. M?g? przesta? zgrywa? mi?ego na samym pocz?tku i przybra? t? sam? strategi?, co Czarna Kr?lowa. Mo?e nie zosta?by str?cony na stracon? pozycj? ju? na samym wej?ciu i nie zosta?by zdegradowany do roli b?azna. Powoli zdawa? sobie spraw? z tego, ?e niewiele ugra w tej grze. Demonica od pocz?tku by?a przypisana tej konkretnej duszy, a on rozpocz?? z?? taktyk?, w dodatku sp??niony. Nie mia? nawet o co walczy?, kobieta ca?kowicie go zdeklasowa?a, co dzieciak zaraz potwierdzi?. Jaki wtedy by? sens udawania wiernego s?ugi, kt?ry zrobi dla cz?owieka wszystko?
- Chrzani? to - mrukn??, gdy tylko dzieciak zacz?? spisywa? kontrakt, albowiem ju? wtedy wiedzia?, ?e zosta? zdyskwalifikowany i nic mu nie pomo?e. Co nie oznacza?o, i? nie chcia? ogl?da? tego przedstawienia. Prawd? m?wi?c, mia? zamiar zosta? do samego ko?ca, bo i tak nie mia? nic do roboty. Jego kompan do picia pewnie ju? zd??y? si? zmy?, wszystkie knajpy pozamykali. Zosta?o mu siedzie? i patrze? na zawieranie cudzych kontrakt?w z nadziej?, ?e m?odzik jeszcze wykiwa Czarn? Kr?low? lub ta nie zgodzi si? na jego warunki, lecz marna to by?a nadzieja. Podszed? bli?ej sto?u i nachyli? si? nad nim, maj?c kompletnie gdzie?, ?e przeszkadza w bardzo wa?nej transakcji. Wr?cz przeciwnie: gapi? si? dzieciakowi na r?ce i uwa?nie czyta? to, co wychodzi?o spod jego dr??cej r?ki. Wreszcie parskn?? z politowaniem i wyra?nie rozbawiony tym, co w?a?nie przeczyta?.
- Sprz?tanie? Prawdom?wno??? To zasady twojego przedszkola, dzieciaku? - za?mia? si? kr?tko i uni?s? wzrok na demonic?. - Nie?le si? wkopa?a?, Czarna Kr?lowo. Ciekawe, czy to - wskaza? na papier. - B?dzie warte tego - i wbi? palec w pier? ch?opca, u?miechaj?c si? kpi?co do szkar?atnookiej Kr?lowej, po czym cofn?? r?k? i zaklaska?. Mo?na powiedzie?, ?e przegrywaj?c to starcie, wygra? ca?? wojn?. Przynajmniej nie b?dzie musia? bawi? si? w tego typu gierki z dzieciakiem, kt?ry chcia? sobie ople?? demona wok?? palca. Sam Czarny Kruk znajdzie sobie lepsz? ofiar?. Bardziej potuln?, g?upsz? i najlepiej tak?, kt?ra nie b?dzie mie? wyg?rowanych wymaga? i kt?rej dusza b?dzie r?wnie zacna, co tego oto m?odzie?ca.
_________________
 
     
Charlotte Stiefvater


Rodzina: Rodzinka z piekła rodem.
Wiek: Na ile wygląda?
Znaki szczeg?lne: Białe włosy i czerwone oczęta.
Ekwipunek: CECIL
Kontrakt z: Nie, nie ma przerwy od ćwiczeń gry w szachy, dzieciaku. Svertig, nie rozpraszaj go i łapy precz od mojego obiadu.
Kosa ?mierci: A mogę taką?
Poziom ?ycia: Prawdopodobnie 100%. A może nawet więcej.
Dołączył: 28 Wrz 2014
Posty: 35
Skąd: Piekło.
Wysłany: 2015-12-27, 02:43   
   Multikonta: Asune, Florence, Rozalia


Wiedzia?a, ?e jeszcze nie odnios?a zwyci?stwa. W sumie jeszcze bardzo daleko jej by?o na wygranej, jednak mog?oby si? wydawa?, ?e zyska?a chwilow? przewag?. Zdawa?a sobie spraw? z faktu, ?e ostateczny wynik gry mo?e by? zupe?nie inny. Na szachownicy wszystko jest mo?liwe - b?azen mo?e sta? si? godnym przeciwnikiem, goniec mo?e za?o?y? koron?, a hetman zej?? na dalszy plan. Charlotte nie przeoczy?a ?adnego mo?liwego scenariusza gry, w ko?cu by?a strategiem idealnym. Wiedzia?a, ?e dzieciak ma jeszcze jeden niewykorzystany ruch - jej ju? ich zabrak?o, wi?c z g?ry by?a skazana na spryt Bia?ego Go?ca. W tym jednym przypadku nie zale?a?o jej jedynie na wygranej - szczerze m?wi?c, zwyci?stwo by?o na ostatnim miejscu powod?w, dla kt?rego zdecydowa?a si? zaprzeda? swoj? wolno??. Pragn??a dobrej rozgrywki, zabicia nudy i przeciwnika, kt?rego mog?aby postawi? na r?wni ze sob?. Chocia? nienawidzi?a przegranych, pogodzi?a si? z my?l?, ?e tym razem niekoniecznie stanie na podium. Zdawa? by si? mog?o, ?e samozwa?czy kr?l pogodzi? si? ju?, ?e nie we?mie udzia?u w grze. Charlotte nie skre?la?a jednak figur, kt?re zaraz mog?y powr?ci? na szachownic?. Mimo to zabawnie by?o obserwowa? upadek kr?la nawet, je?li mia? by? chwilowy. Demon wykpiony przez ludzkie dziecko - gdyby kobieta nie by?a nad wyraz dumna, z pewno?ci? pogratulowa?aby blondynowi za t? uwag?. Strategia demona by?a zrozumia?a, jednak nieprzemy?lana - przez nieuwag? i nieostro?no??, jeden ruch zes?a? go poza szachownic?.
Widz?c b?l w oczach ch?opca u?miechn??a si? w my?lach. To w?a?nie chcia?a zobaczy? - cierpienie, kt?re mog?a mu zada? ostatni raz do czasu spe?nienia wymaga? kontraktu. Tak jak ma?e dziecko nie mo?e nabawi? si? now? zabawk?, tak Charlotte przez wr?cz dzieci?c? zachciank?, chcia?a pobawi? si? s?abo?ciami blondyna. O tak, bawi?a si? doskonale. Ostatni raz mia?a okazj? w tak otwarty spos?b okaza? swoj? wy?szo??, zanim jej wolno?? zostanie ograniczona. P??niej b?dzie mia?a obro??, kt?ra skutecznie odci?gnie j? od takich zabaw.
- Mylisz si?. Za?atwiasz to dok?adnie tak, jakbym chcia?a. - powiedzia?a bardziej do siebie ni? do dzieciaka. Nie k?ama?a - cho? zdawa?a sobie spraw? z zagro?onej pozycji, urozmaicona gra bardzo j? satysfakcjonowa?a. Dobry gracz zawsze potrafi dostosowa? si? do sytuacji, wi?c i ona bardzo szybko poj??a zasady, jakie rz?dzi?y t? rozgrywk?.
Uderzy?y j? zdecydowane s?owa ch?opca. Tu? przed ostatecznym zawarciem kontraktu wydawa? rozkazy, jakby by? pewny, ?e i tak zostanie zaraz podpisany. Nie myli? si? wiele - arogancja ch?opca w pewien spos?b cieszy?a Charlotte. Tylko w?a?ciciel tak wybornej duszy m?g? pozwoli? sobie na takie zachowanie. U?miechn??a si? wi?c potulnie i teatralnym gestem skin??a g?ow?, wykonuj?c co? w rodzaju niepe?nego uk?onu.
- Tak, m?j panie. - powiedzia?a rozbawionym tonem, z kpi?cym u?miechem na twarzy. Nawet, je?eli na ?yczenie ch?opca b?dzie musia?a zdj?? koron?, sprawi, ?e on te? b?dzie musia? pozby? si? swojej. Dopilnuje, by zdoby? wszystko czego pragnie, a nast?pnie bez mrugni?cia okiem mu to odbierze. Standardowa procedura.
Z niekrytym niezadowoleniem przygl?da?a si? kolejnym zdaniom zapisanym na pergaminie. Cholerny dzieciak, chcia? wyci?gn?? z zawarcia kontraktu jak najwi?ksze korzy?ci. Nie u?miecha?o jej si? pilnowa? nikogo poza nim (co r?wnie? by?o przykr? konieczno?ci?). Zasady kontraktu by?y do przyj?cia, jak najbardziej rozs?dne, przemy?lane i zrozumia?e. Musia?a przyzna?, ?e jasno si? okre?li? i nie pozostawi? w nich ?adnej wi?kszej luki. Wymaga? tego, czego Charlotte trzyma?a si? przy ka?dym zawarciu kontraktu. Grymas na jej twarzy wywo?a?o jednak trzecie ?yczenie ch?opca - wygrana z Kr?low? w szachy. Rzecz praktycznie niemo?liwa do osi?gni?cia. Wymaga?o to nie tyle pracy Czarnej Kr?lowej, co wk?adu Bia?ego Go?ca. Bardzo ryzykowny punkt kontraktu. Gdyby zgodzi?a si? na niego, a ch?opiec zwyczajnie nie chcia?by rozwija? swoich umiej?tno?ci, nie dope?ni?aby wszystkich jego polece?, tym samym nie mog?aby zabra? jego duszy. Rzuci?a cicho niecenzuralnym s?owem i opar?a si? o st??, spogl?daj?c na demona.
- Niecodzienne wymagania, prawda? Ale dobrze wiesz, ?e to w?a?nie dlatego i ty i ja pragniemy tej duszy. - u?miechn??a si?, bez cienia kpiny w wyrazie twarzy. Rozumia?a post?powanie samozwa?czego Kr?la. I wiedzia?a, ?e za dobry posi?ek nale?y zap?aci? wysok? cen?. Dzieciak podj?? ju? ryzyko - dlaczego ona mia?aby tego nie zrobi??
Wzi??a pi?ro od blondyna i spojrza?a mu w oczy. Charlotte mia?a zaraz wykorzysta? sw?j ostatni ruch w tej cz??ci gry - jemu zosta? jeszcze jeden. Zdawa?a sobie spraw?, ?e dzieciak ma plan, kt?ry prawdopodobnie zmusi j? do ?ci?gni?cia korony. Je?li chcia? zobaczy? Kr?low? bez tej ozdoby - prosz? bardzo. Mo?e gra? na jego zasadach, potulnie oczekuj?c w?asnego, decyduj?cego ruchu. Chocia? ch?opiec zyska tytu? Kr?la, chocia? za?o?y koron?, chocia? osi?gnie tyle, ile w?adca osi?gn?? tylko mo?e - to ona b?dzie poci?ga?a za wszystkie sznurki. To ona nada mu tytu? Kr?la, to ona b?dzie sta?a za jego osi?gni?ciami, to ona za?o?y i ?ci?gnie mu koron?. Pokaza?a jednak jedynie swoj? irytacj?, zrzekaj?c si? ostatecznie dowod?w wy?szo?ci nad ch?opcem.
- Nie mog? si? doczeka? naszej ostatecznej rozgrywki. - mrukn??a jedynie, utrzymuj?c na twarzy grymas niezadowolenia. Przenios?a zimne spojrzenie na pergamin i z?o?y?a w odpowiednim miejscu podpis. ?adne, smuk?e litery wyra?nie kontrastowa?y z niewyra?nym pismem ch?opca.
Charlotte wyprostowa?a si? i podsun??a blondynowi pergamin. Jego ruch.
_________________
VOICE // THOUGHTS // MIND

~
 
 
     
Terence Ephraim Alberione


Rodzina: Czwórka przyrodniego rodzeństwa, za którym nie przepada oraz szajka złodzei, której się trzyma z wygody. No i oczywiście Anka.
Wiek: 14 lat.
Znaki szczeg?lne: Heterochromia. Prawe oko ciemnozielone, lewe jasnoniebieskie.
Ekwipunek: Niewielka torba z różnościami, bo nigdy nie wiadomo co się kiedy może przydać oraz mały nóż przytroczony do pasa.
Kontrakt z: Svertigu, czy byłbyś tak uprzejmy i przestał zachowywać sie jak totalny błazen? Charlotte, nalejże tej whiskey, w takich warunkach nie da się pracować na trzeźwo.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 07 Mar 2015
Posty: 38
Skąd: Znikąd
Wysłany: 2016-01-01, 01:11   
   Multikonta: Behemot


Ca?y czas mia? do twarzy przyklejony zwyk?y dla siebie, kpiarski u?miech. Patrzy? prosto na Charlotte, a w jego oczach kry?o si? rozbawienie. Widocznie bardzo stara? si? co? ukry?, bo cho? zar?wno ruchy jak i ka?da mina oraz s?owo zdawa?y si? by? przemy?lane trzy razy przed wykonaniem, co? sztucznego kry?o si? w jego osobie. Co? niemo?liwego do okre?lenia nawet dla kogo? kto go dobrze zna?. Mo?liwe, ?e wp?ywa?o na to widoczne zm?czenie ch?opca, lekkie rozdra?nienie ca?? sytuacj? i niepewno?ci? o los tak drogiej mu osoby.
To wszystko trwa?o do momentu gdy Charlotte z?o?y?a sw?j podpis. Wtedy Terence odetchn?? i nagle, jakby za dotkni?ciem czarodziejskiej r??d?ki, przesta? dr?e? ze zm?czenia, znikn??a ta nieokre?lona sztuczno?? jego ruch?w, kiedy zadowolony zabiera? kontrakt i podpisa? go r?wnym, kszta?tnym pismem. Nie zmieni?o si? nic - nadal wygl?da? koszmarnie, nadal nie by? to ten sam arogancki i zdrowy ch?opiec sprzed paru miesi?cy, nadal by? to cz?owiek ogarni?ty obsesja do tego stopnia, ?e by? w stanie zaprzeda? dusz?, ale sta?o si? jasne, ?e ca?y czas gra? i koloryzowa? swoje zm?czenie. Gra?, ?eby zaj?? Charlotte swoja osob? i odwr?ci? jej uwag? od najgorszego wybiegu, do jakiego m?g? si? uciec. Wskaza? na trzeci punkt kontraktu jako zagro?enie o wiele gorsze ni? by?o w rzeczywisto?ci. Poniewa? oczywistym by?o, ?e obawy Charlotte dotycz?ce szach?w pojawi? si? je?li tylko Terence da jej cho? cie? niepewno?ci. R?wnie oczywistym by? fakt, ?e blondyn jest zbyt ambitny i czuje si? zbyt poni?ony przez Czarn? Kr?low? ?eby odm?wi? sobie ostatniej w ?yciu przyjemno?ci jak? b?dzie ujrzenie jej pokonanej w ich wsp?lnej rozgrywce. Skoro jednak kontrakt zosta? zawarty, m?g? z ca?a swoja bezczelno?ci? patrze? na demonic? i pozornie grzecznie wskaza? jej krzes?o obok.
- Siadaj i milcz, poczekamy jeszcze minutk? w tym miejscu - po czym zupe?nie przesta? zwraca? na ni? uwag? i spojrza? na Svertiga r?wnie uwa?nie co niegdy? na Charlotte. U?miecha? si? na po?y uprzejmie, na po?y z rozbawieniem. Zapewne kojarzy?oby si? to z serdecznym u?miechem, gdyby postawa ch?opca by?a bardziej dzieci?ca, on jednak siedzia? niczym doros?y bankowiec zamkni?ty w ciele dziecka tu? przed transakcj?. Zaiste niezwyk?y widok.
- Drogi panie, jak mi?o, ?e jeszcze pan nas nie opu?ci?. Pana obecno?? jest mile widziana, zapewniam. Nie w ka?dym momencie, wi?c my?l?, ?e si? dogadamy. Pan p?jdzie pi?, a kiedy b?d? pana potrzebowa? pan si? zjawi, zgodnie z moim trzecim wymaganiem. To chyba nie s? dzieci?ce wymagania, prawda? - i z u?miechem nakre?li? jeszcze jedn? lini? pod dwoma nazwiskami, po czym wyci?gn?? w stron? demona pi?ro.
- Prosta zasada, kt?re pierwsze to lepsze i wygrane. Zasady sa ju? spisane. Oczywistym jest wi?c, ?e taki prawdziwy m??czyzna jak pan da sobie rad? w rywalizacji z kobiet?... - umy?lnie i bezczelnie graj?c na emocjach drugiego demona wzi?? oddech i wypowiedzia? ostatnie s?owa, maj?ce by? odwetem za poprzednie ?ci?ni?cie jego gard?a:
- Ostatecznie mo?e zosta? pana kochank? lub zabawk?, jak pan woli - c??, nie ma to jak wykorzysta? t? odrobin? si?y, kt?r? si? posiada, ?eby ukaza? drugiej stronie jej s?abo?ci i m?c si? nimi pobawi?. O tak, Terence i Charlotte byli siebie warci, oboje zdolni do nieczystych zagrywek kiedy druga strona o?mieli?a si? zbytnio podburza? ogromne ego.
 
 
     
Svertig Ragnarsson


Wiek: Ze dwanaście wieków będzie.
Kontrakt z: Terenś, chodź do mnie, dzieciaku. Lotka, puszczaj moje jedzenie.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 16 Wrz 2015
Posty: 9
Wysłany: 2016-01-03, 19:42   

Czarny Kr?l, jako pionek zmieciony z gry, m?g? tylko sta? na planszy i zastanawia? si?, co zrobi? nie tak. Albo ola? to wszystko i po prostu przygl?da? si? temu widowisku i przeszkadza? w nim na r??ne znane sposoby i w?a?nie t? opcj? wybra?, albowiem ta pierwsza by?aby wbrew jego naturze. Mia?by si? jako? szczeg?lnie przej?? tym, ?e przegra?? A gdzie?by tam. Jasne, by?o mu troch? g?upio, ?e przegra? z kobiet? i dzieciakiem, ale cuda si? zdarzaj?, a on nie zamierza? si? poddawa?. Znajdzie lepsz? okazj?. Gdzie?. Kiedy?.
- Nie my, lecz ty. Nie jestem masochist?, by chcie? bawi? si? w co? takiego z dzieckiem - odpowiedzia?, unosz?c nieco podbr?dek. Chocia? w g??bi duszy wiedzia?, ?e co? takiego mog?o si? niezwykle op?aci? (ba! Ju? si? o tym przekona?), to jednak nie mia? ochoty pada? na kolana przed dzieckiem, aby zosta? przez nie uwi?zany na smyczy i skr?powany tak, by nie m?g? si? poruszy? i nie mie? jakiegokolwiek pola do popisu. Wola? znale?? jak?? naiwniejsz? ofiar?. Jednak czy ona mog?a by? r?wnie wspania?a, co ten tutaj ch?opiec? Pewnie nie, ale je?li b?dzie chocia? w po?owie tak wy?mienicie pachn?ca i o po?ow? mniej wymagajaca, Svertig b?dzie bra? w ciemno, ?miej?c si? w twarz Czarnej Kr?lowej, ?e musi si? u?era? z dzieciakiem jako jego nia?ka.
Widzia? kpiarski u?miech na ustach Bia?ego Go?ca, jednak nie s?dzi?, ?eby on m?g? co? oznacza?. Ot, dzieciak czerpa? frajd? z tego, ?e zaraz naiwna demonica padnie mu do st?p, a on b?dzie m?g? poci?ga? sznurki do momentu, a? nie osi?gnie tego, co zamierza?. Tyle. Nic wielkiego. Zaraz przedstawienie si? sko?czy, a oni opuszcz? scen?, z czego Ragnarsson dalej pozostanie samotny. Mo?e gdzie? po drodze ukradnie sk?d? butelk? jakiego? dobrego alkoholu lub napatoczy si? na inn? dusz?, kt?r? b?dzie m?g? po?re?.
O zgrozo, jak bardzo si? myli?.
Zmarszczy? nieco brwi i pochyli? si? bardziej nad sto?em, gdy dwukolorowe spojrzenie blondynka spocz??o na jego zacnej osobie. Zachowa? kamienn?, ch?odn? twarz nawet wtedy, gdy dzieciak zacz?? go przekonywa? do podpisywania kontraktu. Tego si?, cholera, nie spodziewa?. I nigdy nie s?ysza? o takim przypadku. Poczeka? do ko?ca jego mowy, nie odzywaj?c si? ani s?owem i nie odrywaj?c od niego bladych ?lepi. Kusi? go tak samo, jak robi? to z Charlotte i z pocz?tku Svertig chcia? odm?wi?, uwa?aj?c, ?e nie chce sko?czy? tak jak ona. Nie chcia? zosta? zamkni?ty w klatce i wykonywa? idiotycznych rozkaz?w dziecka, kt?re pr?bowa?o zagra? mu na emocjach, ?eby si? zgodzi?. Jednak co? sprawi?o, ?e demon nie odrzuci? pi?ra na bok i jeszcze nie opu?ci? tego miejsca. "Pan p?jdzie pi?, a kiedy b?d? pana potrzebowa?, pan si? zjawi zgodnie z moim trzecim wymaganiem". A to oznacza?o, ?e podczas, gdy Czarna Kr?lowa b?dzie mu ci?gle us?ugiwa?a, m??czyzna b?dzie zjawia? si? tylko w nag?ych wypadkach i odwala? znacznie ciekawsz? robot?, a i tak mia? szans? na dusz?. S?odk?, warto?ciow? dusz? dziecka, kt?ra dalej mog?a sta? si? jeszcze lepsza, a sam Czarny Kruk mia? okazj? pokaza? demonicy swoj? przewag? nad ni?. A nu? jednak nie zostanie a? tak zha?biony przegran? z kobiet?? Na t? my?l jego usta wygi??y si? w paskudnie z?o?liwym u?miechu i spojrza? na ni?, po chwili wracaj?c wzrokiem do ch?opca.
- B?dzie dla mnie czyst? przyjemno?ci? sprowadzenie jej do roli kochanki, a ciebie do roli pionka - mrukn??, po czym niemal?e wyrwa? pi?ro z d?oni ch?opca i z?o?y? podpis nad trzeci? kresk?. Koniec, kropka. Wpakowa? si? w niez?e bagno, lecz czy? nie to robi? przez ca?? swoj? egzystencj?? Jedna g?upota w t? czy w tamt? stron? nie zrobi mu r??nicy, najwy?ej pochodzi g?odny nieco d?u?ej, aby potem nie mie? pewno?ci, czy si? naje. Je?li si? uda, niew?tpliwie b?dzie to jedno z jego wi?kszych zwyci?stw od wielu dziesi?cioleci. Je?li by?o co?, co by?o dla niego przyjemniejsze ni? smak whisky o poranku, to na pewno by?o to podbudowywanie w?asnego ego i zwyci??anie nad innymi w d?ugiej rywalizacji, gdy mia? wi?ksz? okazj? do wykazania si? i wi?ksze mo?liwo?ci, ni? przeciwnik. Oczywi?cie, Goniec m?g? sk?ama? i w demon m?g? sko?czy? dok?adnie tak, jak jego towarzyszka niewoli, ale nawet takie ryzyko nie robi?o na nim specjalnie du?ego wra?enia. Chyba by? za bardzo za?lepiony profitami, aby zerkn?? na minusy.
_________________
 
     
Charlotte Stiefvater


Rodzina: Rodzinka z piekła rodem.
Wiek: Na ile wygląda?
Znaki szczeg?lne: Białe włosy i czerwone oczęta.
Ekwipunek: CECIL
Kontrakt z: Nie, nie ma przerwy od ćwiczeń gry w szachy, dzieciaku. Svertig, nie rozpraszaj go i łapy precz od mojego obiadu.
Kosa ?mierci: A mogę taką?
Poziom ?ycia: Prawdopodobnie 100%. A może nawet więcej.
Dołączył: 28 Wrz 2014
Posty: 35
Skąd: Piekło.
Wysłany: 2016-01-10, 03:02   
   Multikonta: Asune, Florence, Rozalia


Nie umkn?? jej fakt, ?e ca?a sytuacja stanowczo wyd?u?a?a si? w czasie. Chcia?a pogra? z ch?opcem, podpisa? kontrakt i zako?czy? przedstawienie, tymczasem sztuka zaczyna?a j? nu?y?. By w ko?cowym spektaklu zosta?a na scenie sama jedyna, musia?a na jaki? czas odej?? w cie? teatralnych kotar i wspomaga? aktor?w graj?cych na scenicznych deskach. Kto? nie chcia? si? jednak trzyma? scenariusza, przez co aktorzy zmuszeni byli popisa? si? improwizacj? - obecno?? drugiego demona sprawi?a, ?e Bia?y Goniec otrzyma? nowe mo?liwo?ci, kt?rych zapewne nie omieszka? si? wykorzysta? przeciwko Charlotte. Gdyby nie mia?a tak narcystycznego i aroganckiego podej?cia z pewno?ci? zauwa?y?aby drobne podobie?stwo pomi?dzy ni? a ch?opcem - gdyby stawi?a si? na pozycji blondyna, post?pi?aby dok?adnie tak samo. Pod?wiadomie cieszy?a si?, ?e jej kontrahent jest kim?, kto sprytem przewy?sza przeci?tnego mieszka?ca Londynu. Mia?a w zwyczaju dobiera? swoich tymczasowych pan?w, p??niejsze obiady bardzo skrupulatnie, poniewa? nawet je?eli mia?a przyjmowa? s?u?ebnicz? rol? na kr?tki dla wys?annika piekie? okres czasu, nie bra?a pod uwag? kontraktu z osobnikiem prostym. Bia?y Goniec zamierza? wykorzysta? wszystkie szanse i wyci?gn?? z rozgrywki jak najwi?cej korzy?ci - to zrozumia?e i powszechne. Najciekawszym punktem by? fakt, ?e ca?kiem dobrze mu to wychodzi?o, pomimo m?odego wieku i mniejszego do?wiadczenia. Mia? na tyle odwagi (a mo?e lepiej by?oby rzec - szale?stwa), by pr?bowa? wodzi? za nos nawet nie jedn?, a dwie istoty z piekie?. Mo?e dzia?a? w tym przypadku jaki? zwierz?cy instynkt, zmuszaj?cy ch?opca do podj?cia nawet najbardziej ryzykownych decyzji, byleby tylko ratowa? sk?r?? Nie, zale?a?o mu przecie? na ?yciu i zdrowiu kobiety. Tak dobry gracz da? si? pogr??y? s?abym uczuciom i wyszed? na aren?, niczym karma dla wyg?odnia?ych lw?w - Czarna Kr?lowa ?apa?a si? na tym, ?e zapomina, ?e ma do czynienia - b?d? co b?d? - z dzieckiem. Chamskim, aroganckim, przebieg?ym dzieckiem, kt?re nagle obudzi?o w sobie t? niewinn? stron?, pragn?c? uczu? utraconej matki. Mieszanka ta mog?aby okaza? si? zab?jcza, gdy? przeci?tny cz?owiek z pewno?ci? zosta?by omamiony dzieci?c? buzi? jej kontrahenta.
G?upcem mo?na by nazwa? tego, kto uzna?by Charlotte za nie?wiadom? czaj?cego si? podst?pu. Lata, a nawet stulecia praktyki nauczy?y j? rozpoznawa? ?garzy, a ponadprzeci?tna inteligencja godna samego w?adcy podziemi pozwala?a jej na przewidywanie ruch?w przeciwnika. Nawet nie zwraca?a uwagi na kpiarski u?miech dzieciaka - interesowa?o j? szybkie za?atwienie formalno?ci, co oczywi?cie by?o niemo?liwym do spe?nienia. Blondyn z pewno?ci? zamierza? czerpa? jak najwi?cej satysfakcji z mo?liwo?ci wywy?szenia si? ponad Kr?low? - nawet, je?eli by?o ono tylko pozorem. Chcia? okaza? swoj? przewag?, okaza?, jak? pe?ni rol? wed?ug kontraktu, dop?ki jego warunki nie zostan? spe?nione. Wtedy role si? odwr?c?, a dusza Terenca Ephraima Alberione zostanie w?asno?ci? Charlotte. Przedtem jednak musia?a sprawi?, ?e dzieciak j? przewy?szy, co wydawa?o si? nie tyle rzecz? trudn?, co niemo?liw? do spe?nienia. Tak jak blondyn by? ogarni?ty szale?stwem, kt?re popchn??o do zaprzedania duszy, tak Czarna Kr?lowa podj??a ryzyko. Nie zamierza?a gra? do ko?ca na zasadach jej kontrahenta i definitywnie nie zamierza?a pada? mu do st?p, jak podejrzewa? jej piekielny krewny. S?ysz?c polecenie z ust ch?opca, zupe?nie nieprzyzwyczajona do przyjmowania rozkaz?w, zacisn??a wargi, spogl?daj?c na niego wzrokiem pe?nym mieszanki irytacji, pogardy i zaskoczenia. Czasy, w kt?rych zawiera?a kontrakty si?ga?y wielu lat wstecz, cho? nawet wtedy nie mia?a w zwyczaju uni?a? si? przed cz?owiekiem. Gdy zobaczy?a spojrzenie blondyna, biegn?ce w stron? drugiego demona, wiedzia?a ju?, ?e jej niepok?j nie by? bezpodstawny. Jak zwykle przeczucie, intuicja, a mo?e zwyk?a umiej?tno?? dedukcji jej nie zawiod?a. Chocia? by? to ruch niezwykle wyszukany i niepospolity, nie zdziwi?o j?, ?e Bia?y Goniec zdecydowa? si? po niego si?gn??. Nie zna?a przypadku, w kt?rych cz?owiek zawiera? kontrakt z dwoma demonami jednocze?nie. Wszystko by?o jasne - zacz?? si? wy?cig o dusz? ch?opca. U?miechn??a si?, po czym pe?nym dumy krokiem zacz??a kierowa? si? w stron? krzes?a. Szachownica, jakby na polecenie Czarnej Kr?lowej, powoli zacz??a kruszy? si? w niekt?rych miejscach, a przy brzegach planszy pozbywa? si? nawet wi?kszych element?w. Usiad?a na krze?le i z oboj?tno?ci? opar?a si? na pod?okietniku, korzystaj?c z okazji i wyci?gaj?c ma?? butelk? o z?oto-szmaragdowej zawarto?ci. Upi?a troch?, spogl?daj?c ze znu?eniem na krusz?cy si? marmur. Przedstawienie dobiega?o ko?ca. Z pozornie powa?nym wyrazem twarzy, spojrza?a na dzieciaka. Sprytnie wszystko obmy?li? - sprowadzi? kr?low?, od kt?rej otrzyma koron?, po czym wezwa? nadwornego b?azna. Nadmiernie dumna natura Charlotte nie pozwala?a na nieugi?cie rozkazu i upijaj?c kolejne ?yki szkockiej w?dki, wi?a wzrok w stron? swojego kontrahenta.
- Czas si? ko?czy. - powiedzia?a, charakterystycznie przeci?gaj?c samog?oski.
- Mysz dosta?a ser, pu?apka dosta?a mysz. Gratulacje. - u?miechn??a si?, celowo odnosz?c si? do ich rozmowy w nawiedzonym dworze. Czy? nie tak mia?o by??
Pozosta?a jeszcze jedna rzecz, kt?ra stanowi?a ostateczne zaakceptowanie umowy. Bezszelestnie pojawi?a si? za ch?opcem.
- Pyta?e? si? mnie, co zatrzymuje przy sobie obie strony kontraktu, pami?tasz? - zapyta?a, wyci?gaj?c jednocze?nie smuk?a d?o? w kierunku blondyna. Pozornie opieku?czym gestem przejecha?a d?oni? po g?owie jej kontrahenta (nie znosi?a wr?cz okre?lenia pan), od czubka g?owy, a? po jego dzieci?c? skro?. Na sk?rze za uchem Terenca zacz?? pojawia? si? szkar?atny symbol kontraktu. Ona sama za? poczu?a nad obojczykiem piek?cy b?l, nie na tyle mocny, ?eby dawa? po sobie pozna? jego odczuwanie. Na jej bladej sk?rze pojawi? si? dok?adnie taki sam znak - domy?la?a si?, ?e skoro ch?opiec zawar? umow? r?wnie? z drugim demonem, znami? musia?o te? dotkn?? jego osoby. Odruchowo po?o?y?a woln? d?o? w miejscu, gdzie mie?ci? si? symbol i cofn??a r?k? z g?owy blondyna. Pozostawa?o jej jedynie czeka?, a? dzieciak zdecyduje si? na kolejny ruch.
_________________
VOICE // THOUGHTS // MIND

~
 
 
     
Terence Ephraim Alberione


Rodzina: Czwórka przyrodniego rodzeństwa, za którym nie przepada oraz szajka złodzei, której się trzyma z wygody. No i oczywiście Anka.
Wiek: 14 lat.
Znaki szczeg?lne: Heterochromia. Prawe oko ciemnozielone, lewe jasnoniebieskie.
Ekwipunek: Niewielka torba z różnościami, bo nigdy nie wiadomo co się kiedy może przydać oraz mały nóż przytroczony do pasa.
Kontrakt z: Svertigu, czy byłbyś tak uprzejmy i przestał zachowywać sie jak totalny błazen? Charlotte, nalejże tej whiskey, w takich warunkach nie da się pracować na trzeźwo.
Poziom ?ycia: 100%
Dołączył: 07 Mar 2015
Posty: 38
Skąd: Znikąd
Wysłany: 2016-03-19, 20:42   
   Multikonta: Behemot


Z ka?d? chwil? gra m?czy?a go coraz bardziej. Bawi? si? niemal doskonale, jednak takie szczeg??y jak fakt, ?e od d?u?szego czasu podr??owa? pod pok?adem statku jako ?ywy towar oraz ?e w ka?dej sekundzie demonom mog?o si? to wszystko znudzi? i mog?y go zwyczajnie zabi? i zabawa mog?a si? sko?czy? jeszcze szybciej ni? si? zacz??a. Nale?y tez pami?ta?, ?e za ilekolwiek rzeczy by nie odpowiada? w domu i jakiegokolwiek doros?ego ?ycia by nie prowadzi?, znalaz? si? na tej szachownicy nie z powodu swojej doros?o?ci i dojrza?o?ci oraz si?y, ale wr?cz przeciwnie. Przywiod?o go tu jego najskrytsze, dzieci?ce pragnienie i jego najwi?ksza s?abo??. Wytrzymywa? tyle ile m?g?, ?eby osi?gn?? cel i ?eby poprowadzi? gr? z jak najpomy?lniejszym dla niego wynikiem. Wiedzia?, ?e przegra? ju? w momencie gdy us?ysza? to rozbawione „Bu”, jednak dop?ki ?y? zamierza? bra? z tego ?ycia pe?nymi gar?ciami i nie ogranicza? si? w ?adnym stopniu.
Gdy tylko Svertig wzi?? wreszcie pi?ro, a Charlotte nie mia?a szansy temu zapobiec, Terence czeka? jeszcze chwil? pe?en napi?cia a? demon z?o?y sw?j podpis i gdy tylko to nast?pi?o od razu znikn??o wszystko co jeszcze przed chwil? ch?opiec sob? reprezentowa?. Nagle zn?w sta? si? dzieckiem bliskim ?mierci ze zm?czenia, g?odu i odwodnienia. Ledwo zwr?ci? uwag? na s?owa Svertiga, cho? w ka?dym innym wypadku z pewno?ci? zwr?ci?by na nie uwag? i odpowiedzia? k??liw? uwag?.
Widz?c jak szachownica powoli si? rozpada zwr?ci? zn?w wzrok w kierunku Charlotte, pr?buj?c za wszelk? cen? nie dopu?ci? do swojego spojrzenia tego co sob? reprezentowa?. Kiedy jednak demonica wypowiedzia?a te trzy tak znacz?ce dla niego s?owa, pozwoli? do reszty opa?? jakimkolwiek murom i ukaza? swoj? s?abo?? tak jak j? czu? w tej chwili - absolutnie pozbawion? jakiejkolwiek skorupy, bezbronn? i oczekuj?c? bezlitosnego ciosu. Dotar?o do niego, ?e to co czuje w tej chwili to zaledwie namiastka i zupe?nie nic nie znacz?ca cz??? tego co b?dzie odczuwa? w trakcie ?mierci. Gdy Charlotte zjawi?a si? za Terencem sta?a si? dla ch?opca uosobieniem strachu, b?lu i cierpienia. Wiedzia? ju? wcze?niej, ?e jest ona w?a?nie tym i wydawa?o mu si?, ?e jest to nic za cen? a? trzech ?ycze?, jakie mia? jeszcze dosta? od ?ycia. Dopiero kiedy do niego dotar?o, ?e oba demony s? uosobieniem jego w?asnego strachu, b?lu i cierpienia zda? sobie spraw? jak bardzo te istoty s? przera?aj?ce i by? bliski ca?kowitego poddania si?.
Niczym zbawienie pojawi? si? w jego umy?le obraz Annie wykonuj?cej niemal dok?adnie ten sam opieku?czy ruch zagarniaj?cy jego niesforne kosmyki za ucho, z t? jedn? r??nic?, ?e Annie naprawd? mu matkowa?a. Nie robi?a tego na pokaz, bo i komu mia?aby si? tym chwali?, skoro przebywali sami pomi?dzy czterema drewnianymi ?cianami, ko?ysz?c? si? pod?og? i skrzypi?cym dachem ilekro? kt?ry? z handlarzy przechodzi? nad ich g?owami. Paradoksalnie ten gest w wykonaniu Annie okaza? si? dla ch?opca zgubny, jednak kiedy demonica go powt?rzy?a Terence odzyska? cz??? przytomno?ci umys?u. Przypomnia? sobie dlaczego godzi si? na to wszystko, na ten b?l i strach. Dla r??owow?osej kobiety, w?a?ciwie dziewczyny jeszcze, odzianej w m?skie ubrania i u?miechaj?cej si? tak szczerze i niewinnie, ?e nawet w chwili takiej jak ta sama my?l o tym u?miechu by?a dla Terenca ogromna ulg?.
Skupi? si? na obrazie tego u?miechu w jego wyobra?ni kiedy poczu? piek?cy b?l za lewym uchem i zobaczy?, ?e nad obojczykiem Charlotte pojawia si? szkar?atny znak. Stara? si? to od siebie odsun?? i skupi? tylko na u?miechu, serdecznym i szczerym. Tak jak ka?dy kto zanurza si? w Styksie, mitologicznej rzece zmar?ych wspomnie? i odrzuconych marze? przez kt?r? musz? przeprawia? si? dusze, musi skupi? si? na jednym, najs?abszym punkcie swojej ?wiadomo?ci wi???cym go z resztkami cz?owiecze?stwa aby piek?ce wody nie rozerwa?y delikwenta tak Terence w tym momencie ca?? si?? woli przela? na wpatrywanie si? w obraz wyobra?ni, dzi?ki kt?remu widzia? u?miech Annie. Po k?pieli w Styksie jest si? niczym Achilles, niepokonanym i odpornym na wszelkie rany, oraz zwi?zanym ze swoj? najwi?ksz? s?abo?ci?, kt?ra jest wyrokiem ?mierci. Tak w?a?nie czu? si? w tej chwili Terence, jak po k?pieli w ?r?cych wodach, kt?re zamiast go rozerwa?, wtopi?y w niego obraz Annie tul?cej go i m?wi?cej: „B?dzie dobrze… synku.”
Spojrza? na demony ledwo widz?cym wzrokiem, zm?czony i przera?ony. D?u?sz? chwil? zabra?o mu skrystalizowanie nieuchwytnej my?li do tego stopnia, aby by? w stanie j? wyszepta? zamykaj?c oczy:
- Nie… Nie pozw?lcie zrobi? Annie ?adnej krzywdy. Zabijcie na statku… ka?dego kto cho? raz j? tkn?? lub zamierza - widz?c kolejne obrazy, kt?re sprawi?y, ?e si? tu znalaz? zn?w zadr?a?. Ze strachu, z?o?ci i czystej nienawi?ci, a? musia? otworzy? oczy. - Zabijcie ka?dego gada na tym statku - warkn?? zgrzytaj?c z?bami.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Fairy Tail Path Magician



Bleach OtherWorld

Dragon Ball New Generation Reborn



Vampire Knight


Król Lew















Image and video hosting by TinyPic

Rainbow RPG



















Vampire Diaries





SnM: Naruto PBF





www.zmiennoksztaltni.wxv.pl











Eclipse



over-undertale





Northland Highschool

AbsitOmen


On-anime.pl



Projekt K7 M&A | http://k7.ubf.pl


Styl i grafika zedytowane przez Ciela Phantomhive. Uprasza się o nie kopiowanie.
Kuroshitsuji. Yana Toboso.
Strona wygenerowana w 0,31 sekundy. Zapytań do SQL: 13